Wilgotne dni zlewały się ze sobą przez swoją szarość. Czasem trudno było rozróżnić poranek od południa. Głównym wyznacznikiem zmian, był albo padający deszcz, albo zasnute chmurami niebo, ale sypiący śnieg. Z tym wiedziałeś, że dni przemijają. Kocurkowi przychodziło na myśl, aby zabawić się czasem w zjawiskach atmosferycznych, ale ukrycie jamy skutecznie mu to uniemożliwiało, a on nie chciał narażać się na spotkania z innymi. Już w pierwszych księżycach swojego życia, dowiedział się, jak nienawidzi bezpośredniej antencji. Czas upływał głównie w obecności jedynie Morświnowej Płetwy, Komosy i Żołędzia. Jemu to nie przeszkadzało. W zupełności wystarczało mu to ograniczone towarzystwo. Nie narażał się wtedy na zapomnienie czegoś ważnego. Poza tym byli oni doskonałymi towarzyszami zabaw!
Jego pierwszym spotkaniem z innym kotem było przybycie partnera jego opiekunki w odwiedziny. Niby królowa mówiła mu o nim, ale rozmowa była okropnie niezręczna, ponieważ nie był w stanie przywołać żadnych wspomnień o jego osobie, a zapach, który przyniósł, był tak obcy, aż czuł się przestraszony! Potem był zażenowany własnym zachowaniem, choć wiedział, iż obecnie nie zrobiłby niczego odmiennego.
Jednak czasem, tylko żeby jego matka czuła się zaniepokojona z powodu odosobnionego syna, pozwolił jej odprowadzić się do centrum i przechadzał się dookoła lub też udawał się w górę, aby wysłuchiwać opowiastek u starszych. Lubili oni dużo gadać, a on lubił nie musieć się odzywać. Ten układ bardzo im pasował, zwłaszcza kiedy historie były intrygujące i pozwalały mu na ucieczkę w głąb, a oni widzieli jawnie oferowane zaangażowanie. Większość z morałów zapominał po dniu albo dwóch, niektóre natomiast zapadały mu w pamięć na długo. Tego akurat dnia, już parę minut po opuszczeniu podwyższenia przeznaczonego dla starszych, z jego głowy wypadła opowieść, która dziś usłyszał.
— Od wieków w Klanie panują zasady, których wszyscy przestrzegamy. To ważne dla… — mówił kocurek pachnący snem, którego pysk w głowie malucha wyglądał jak zamazany. Pogoda chyba przyczyniła się do usypiania starszych, sądząc po woni, która wyryła mu się w pamięci. W porównaniu do zapachu, reszty wypowiedzi nie pamiętał. Inni lubili mówić o regułach, podczas gdy on nie miał do tego głowy. Mimo tego zawsze kiwa głową i uprzejmie odpowiada, nawet jeśli ma zapomnieć o tym zaraz za chwilę. Nie chce przecież wyjść na niemiłego względem pobratymców!
Nie myślał jednak o tym przesadnie, lekkim krokiem schodząc po śliskim kamieniu. Deszcz dudniący o skały na zewnątrz sprawił, że chciał tylko usiąść w żłobku, zaraz obok rodzicielki i zająć się oglądaniem zewnętrza. Niemniej, był kotem wody, nieważne co mogło mówić jego futerko. Odgłosy kropel uspokajały go na poziomie, którego nie mógł zrozumieć. Wyjaśniał to sobie pochodzeniem, bo jaki kot znad wodospadu nie lubiłby podobnego mu szumu? On nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie, bo ten dźwięk sam uwielbiał.
Zanim dane mu dotrzeć do upragnionego fragmentu obozu, wyskoczył przed nim jakiś malutki futrzak. Sam nie był pokaźnego wzrostu, lecz gdy znikąd przed nim wyrosła postać Pszczelego Lilaku, poczuł się co najmniej zaskoczony! Wiedziony swoją ciekawością, zatrzymał się i przykuł do niej oczy. Stała do niego plecami, więc mogła wyczuć jedynie niepokojąco długie spojrzenie na karku, rzucane jej przez malca. Nie często widzi się podobne koty… a przynajmniej Kaczorek nie doświadczył jeszcze całej tej różnorodności! Czy świat naprawdę posiada tak odmienne koty? Oniemiały, schylił się do pozycji skradania i pozostał na skalnym zejściu. Przez wysokość, na jakiej się znajdował, patrzył z góry.
Ten ktoś jest puszysty niczym chmurka. A gdyby tego było mało, kolorem przypomina zupełnie ten obiekt podczas zbierania się deszczu. Mimo swojej cichej natury był on młodziutki, przez co chichot wyrwał mu się z pyska zupełnie przypadkiem. Niechybna wpadka! Jednak jak mógł się powstrzymać przy tak pocieszenie wyglądającym pobratymcu?
<Pani chmurko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz