BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nostalgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nostalgia. Pokaż wszystkie posty

05 marca 2021

Od Nostalgii CD. Bociana

 Szylkretka odwróciła się w stronę kocura i uśmiechnęła wrednie. 
— Nawet nie wiesz jak. — westchnęła rozmarzona. — Przebiegły lisi bobek w końcu martwy. Ah tyle księżyców musiałam się z nim użerać. 
Biały spojrzał na nią nieodgadnionym spojrzeniem. 
— Nie mogłaś go zatruć, czy coś. — mruknął.
Nostalgia spojrzała z nostalgią na grób. 
— Ile to razy próbowałam. — miauknęła wzruszona, zupełnie jakby opowiadała o swojej pierwszej miłości, a nie próbach wykończenia ukochanego swojej ukochanej. — Ale słabo się znam na ziołach. Zwykle kończył ze sraczką. Poza tym jaka to zabawa, jakby od razu padł. 
Bocian uniósł końcówki ust. Nostalgia westchnęła. Mimo wszystko brakowało jej ciutkę tego wypierzałego gnojka. Już nie miała na kogo prychać każdego dnia, ani podkładać łapę i śmiać się, patrząc jak się lisi bobek wywraca. 
— Możliwe. — mruknął Bocian.
Nostalgia wbiła wzrok w niebo. Było takie przejrzyste. Jedynie nieliczne chmury ciągnęły się po nim ospale. Wzięła głęboki wdech. Właśnie nadszedł jej lepszy czas. Nie musiała więcej oglądać tego durnego pyska. Jego idiotyczny syn nieuk został w końcu wojownikiem. Jakiś ciężar z jej grzbietu został zdjęty. Mogła nareszcie zająć się sobą. 

* * *

Ciepły dzień nastąpił w Owocowym Lesie. Nostalgia nie marudziła na taką Porę Opadających Drzew. Zdarzały się deszczowe dni, ale słońce też ich nie opuszczało. Szła powolnym krokiem z Golec u boku. Ich ogony lekko stykały się. Nostalgia uśmiechnęła się lekko, zaciągając się mocniej świeżym powietrzem. Golec zamruczała cicho. Szły w ciszy przed siebie.
— To nie Bocian? — mruknęła łysa. 
Nostalgia spojrzała w tamtą stronę. Faktycznie Bocian szedł w głąb sadu zamyślony. Szylkretka nie mogła skłamać, że nie zainteresowało ją to. W końcu co takiego mógł tu sam robić wojownik? Oglądać jabłka? To nie było w stylu Bociana. Kotka pociągnęła lekko łysą w jego kierunku. Obydwie podążyły za kocurem. Nostalgia zaczęła wymyślać na szybko jakąś bzdurną historię, by wyjaśnić dawnemu uczniowi, czemu za nim podążają. Wiedziała, że ten prędzej czy później się zorientuje. 
— Hej. — zawołała w stronę białego. 
Kocur zastrzygł uszami i odwrócił się w ich stronę. Zielone ślipia zmierzyły je. 
— Witam. — mruknął. — Chcesz czegoś? 
Nostalgia pokręciła łbem, otwierając niepewnie pysk. Nic nie przychodziło jej do łba. Bocian trzepnął ogonem, trącając przypadkowo kamień. Coś poruszyło się w suchych liściach. Ujrzała brązowe łuski. Pamiętała je dobrze pomimo upływu tylu księżyców. Matka uczyła ją o wężach. Nadal pamiętała, które są jadowite i jak je łapać. Spojrzała na Bociana. Nie mogła pozwolić by historia zatoczyła krąg. 
— Uważaj! — prychnęła, odpychając kocura. —  Nie ruszajcie się. 
Wbiła wzrok w liście. Nie widziała żmii. Jedynie złowrogie syczenie unosiło się. Trójkolorowy ogon kotki unosił się na boki w powietrzu. Nie podobało jej się to ani trochę. Nie tak miał wyglądać dzisiejszy spokojny dzień. Dostrzegła ruch kątem oka. Wyciągnęła pazury, by poharatać węża, ale ten był szybszy. Wyskoczył z liści i ugryzł ją. Uporczywy ból pojawił się w tylnej łapie. Pisnęła. Wzięła głęboki oddech. Nie mogła się denerwować. Wiedziała, że węże czasem nie wstrzykiwały jadu. Że wszystko mogło nadal być dobrze. Jedynie ją trochę poboli. Spojrzała na przerażoną Golec. Kotka z łzami wpatrywała się w nią. Nostalgia uśmiechnęła się słabo. Szybko jednak się skrzywiła od bólu. Bocian podszedł do niej, pozwalając się oprzeć kotce na nim. 
— Nic mi nie będzie. — mruknęła do nich. 
Zaczęła iść na trzech łapach. 
— Widzicie? — miauknęła słabo, próbując zignorować ból. — Wszystko będzie d-dobrze. 
Kulejąc podążała powoli do przodu. Zmartwieni wojownicy tuż koło niej. Podróż do obozowiska była męczarnią. Golec pobiegła do obozowiska, by Wschód naszykował zioła, a Nostalgia powoli kuśtykała z Bocianem. Było jej coraz trudniej. Ból nie chciał odejść. Serce coraz szybciej biło, a wzięcie oddechu stawało się z każdym uderzeniem serca większym wyzwaniem. Zdyszana usiadła. Mroczki latały jej przed oczami. Uporczywy ból zagłuszał jej wszystkie myśli. Nie potrafiła dalej iść. 
— O-odpocznę chwilę. — mruknęła do kocura, kładąc się na ziemi. 
Bocian usiadł koło niej. Jego pysk przedstawiał nieodgadnione emocje. Kotka ciężko oddychając, zmrużyła ślipia, by jeszcze raz spojrzeć na białego. 
— Byłeś dobrym uczniem. — miauknęła cicho do niego i zamknęła ślipia. 
Ostatnie co słyszała były czyjeś krzyki. Zbyt zmęczona nawet nie poznała głosu. Senność ogarnęła ją całkowicie i pochłonęła. Nostalgia nie protestowała. Przynajmniej wtedy nie czuła tego uporczywego bólu. 

the end
teraz tylko gejowe pląsanie w pustce ją czeka

Od Nostalgii

 Golec wpatrywała się w nią niezadowolona. 
— Ale się usyfiłaś. — burknęła, mierząc kotkę wzrokiem. 
Nostalgia wzruszyła ramionami. Deszcz padał w nocy, więc na poranny patrol czekało błocko z liśćmi. Szylkretka także ucierpiała. Nadal sypiała na dole, czasem w kociarni, czasem w legowisku starszym, ale obydwie te kryjówki miały swoje minusy. Wybieranie pomiędzy wrzeszczącymi kociakami a smutnym lamentem Pędraka było trudne. Więc poprzedniej nocy wolała już spać na zewnątrz. Otrzepała się pospiesznie. Błoto i liście oderwały się od jej sierści spadając w pobliskie okolice. Jedna z grudek wylądowała niefortunnie na Golec. Kotka zmarszczyła się cała. 
— Do pyska ci z tym odcieniem brązu. — mruknęła złośliwie Nostalgia.
Golec podeszła do pobliskiej kałuży. Zastępczyni spojrzała na nią zdziwiona. Spodziewała się ataku. Łysa w skoczyła do błota i wyturlała się w nim dokładnie. Zakończywszy ów czynność podeszła do szylkretki i otarła się o nią. 
— Wiesz, że wtarte błoto trudniej doczyścić z futra? — mruknęła łysa, ocierając się o kotkę mocniej. — Ups. — przejechała ubłoconą łapą po pysku kotki. 
Nostalgia trzepnęła ogonem. Czyli tak się bawiła. 
— Osz ty! — prychnęła, popychając kotkę. 
Obydwie wylądowały w kałuży. Rozpoczęła się wojna. Błoto latało na prawo i na lewo, brudząc przy okazji niewinnych przechodni. Lecz kotki nie przejmowały się tym. Walka pomiędzy nimi była ważniejsza niż cały świat. Jedyne co się liczyło to one i błoto. Nostalgia zerkała podczas pojedynku na Golec. Już dawno nie widziała jej takiej uśmiechniętej. Roześmiane zielone ślipia łysej wpatrywały się w nią. Nostalgia tym razem nie odwróciła wzroku. Zetknęła się z kotką czołem. Golec z nieruchomiała nagle.
— Tylko nie bij. — miauknęła do niej Nostalgia. 
Łysa uśmiechnęła się lekko. 
— Zastanowię się. — zamruczała, stykając się lekko z szylkretką nosem. 

03 marca 2021

Od Nostalgii

Ciepłe promyki słońca tworzyły mozaiki na pożółkłej już trawie. Nostalgia leżała pod jedną z jabłoni, delektując się chwilowym spokojem. 
— Nie powinnaś pracować, rozleniwiony lisi zadzie? — usłyszała. 
Nie musiała otwierać ślip, by wiedzieć kto to. Golec wpatrywała się w nią niezadowolona. Jej ogon chodził na boki. Nadal czasem się boczyła o to co się stało paręnaście księżyców temu. Pewnie oczekiwała od szylkretki jakiś ruchów. W końcu Nostalgia obiecała poprawę, ale prawda była taka, że nie miała pojęcia o miłości i związkach. Nigdy w żadnym nie była. Jej jedyną miłością przez większość życia kotki była jej jedyna przyjaciółka, a też nie znała żadnej pary kotek, które są razem. Jedynie słyszała plotki, że Uszatka gustuję w płci pięknej, ale głupio było jej od tak zagadać do młodszej wojowniczki. 
— Mam teraz wolne, mysi móżdżku. — prychnęła, otwierając leniwie jedno ślipię. 
Zerknęła na łysą ukradkiem. Golec położyła uszy. Na jej pysku malowało się tyle emocji, że szylkretce trudno było stwierdzić o co dokładnie chodzi wojowniczce. Ich spojrzenia się spotkały. Obie pośpiesznie uciekły gdzieś indziej wzrokiem zawstydzone. Nostalgia przeniosła bezpiecznie wzrok na łapy. Czuła potrzebę jakoś przerwania tej niezręcznej ciszy. 
— C-chcesz się dołączyć, czy coś? — mruknęła niepewnie. 
Golec stała się dziwnie czerwona na pysku. Mimowolnie serce szylkretki przyspieszyło. Spuściła szybko wzrok.
— Może. — burknęła, zerkając na nią jednym okiem. — Ale nie myśl sobie, że...
— ...że to wszystko załatwi. — dokończyła za nią Nostalgia. — Już wykułam na pamięć. — mruknęła cicho. 
Golec prychnęła cicho, unosząc dumnie pysk. Położyła się obok kotki. Ich boki stykały się lekko, a ogony plątały koło siebie. Nostalgia zmrużyła ślipia, chcąc się zdrzemnąć póki mogła, lecz szybko bijące serce skuteczne to uniemożliwiło. Otworzyła ponownie ślipia. Uwagę kotki przykuła grupka uczniów bawiąca się pod jabłonią. Uczniowie bawili się beztrosko pod drzewem zupełnie, jakby mieli znów po parę księżyców. Nostalgia uśmiechnęła się lekko. Tęskniła za tymi czasami.
— Patrz na te lisie bobki. — mruknęła Golec. 
Nostalgia spojrzała na nią zdezorientowana. 
— No przecież patrzę. 
Łysa wywróciła ślipiami. 
— Poczekaj uderzenie serca. — szepnęła. 
Szylkretka westchnęła, ale zrobiła jak kazała wojowniczka. Nie musiała długo czekać. Dorodne jabłko oderwało się od gałęzi i spadło na łeb jednego z uczniów. Piski i jęki rozległy się po sadzie. Nostalgia zaśmiała się cicho. 
— Skąd wiedziałaś? — zapytała kotki. 
Łysa uśmiechnęła się dumna. 
— Nie raz się nudzę. — przyznała. — Patrole po tym sadzie są takie bezsensowne. Po co mam pilnować terenów, jak już płot nas chroni? — burknęła.
Nostalgia nic nie odpowiedziała. Jedynie zrobiła głupią minę i spojrzała ponownie na uczniów. Kolejne jabłko zakołysało się na gałęzi. 
— Ej, patrz. Patrz. — szturchnęła łysą podekscytowana. 
Golec zmarszczyła swoje zmarszczki. Zielone ślipia wbiły w nią ostre spojrzenie. 
— Nie szturchaj mnie. — syknęła zła. 
Nostalgia trzepnęła ogonem. 
— Od kiedy nie można cię już dotknąć, lisi bobku? — prychnęła zastępczyni. 
— Od kiedy tak mówię, lisi bobku. 
Sierść szylkretki poszła do góry. No co za babsztyl. A że ona już myślała, że mogą żyć ze sobą w względnym pokoju. Golec prychnęła na nią i zdzieliła łapą w łeb. To było za wiele dla niewielkiej cierpliwości Nostalgii. Rzuciła się na kotkę, nie przejmując się uczniami. Kotki przeturlały się kawałek, sycząc i prychając na siebie. Szarpały się jeszcze chwilę, aż Nostalgii udało się przyszpilić łysą do ziemię. Wpatrywały się w siebie zdyszane. Szylkretka czuła oddech łysej na swoim poliku. Patrzyła się w jej zielone ślipia. Dopiero teraz zauważyła jak intensywnej barwie te były. Widziała, że Golec także się jej przygląda. Dokładnie analizuje jej pysk, zupełnie jakby chciała utrwalić go sobie w pamięci.
Ich spojrzenia się w końcu spotkały. 
Serce przyspieszyło. Oddech też. Dziwne mrowienie w łapach dokuczało uporczywie. Myśl pojawiła się we głowie. Kusząca. Mąciła jej we łbie. Kotka sama już nie wiedziała, czy powinna, czy nie. Jej ciało pragnęło bliższego kontaktu z łysą. Lecz umysł odradzał. Zapowiadał jedynie kłopoty. Nostalgia nie umiała powiedzieć ile się na siebie gapiły, aż w końcu pochyliła łeb i zetknęła się z kotką nosem. Miłe uczucie rozeszło się po jej grzbiecie. Nie trwało długo. Zaraz po nim nastąpił ból. Golec kopnęła ją z całej siły w brzuch. Jęknęła cicho, puszczając kotkę, która szybko ulotniła się spod jej łap. 
Cała czerwona niczym burak Golec zdawała się zaraz wybuchnąć. 
— Idiotka! Mysi móżdżek! Lisi bobek! — pisnęła na nią i uciekła. 
Zostawiając szylkretkę z samymi pytaniami. 

* * *

Siedziała pod jabłonią z jakąś głupią stokrotką wyżebraną od medyków. Nie znała się za bardzo na kotkach, przeprosinach i tym podobnych sprawach, ale kwiatki chyba były dobre na każdą okazję, prawda?
— Golec? — zawołała łysą. 
Kocica wyjrzała, ale na jej widok zrobiła dziwną minę i szybko się schowała. Zirytowało to Nostalgię. Czemu wojowniczka musiała być taka trudna do zrozumienia?
— Golec! P-przepraszam! — ledwo wydusiła z siebie to słowo. — Nie wiem o co chodzi. Możesz ze mną pogadać jak kot z kotem, a nie bawić się w wiewiórkę? — syknęła. 
— Sama jesteś wiewiórką! Lisi bobek! 
Odpowiedź niezadowoliła szylkretki. Podeszła bliżej drzewa. Nieprzyjemne wspomnienia upadku uderzyły w nią nagle. Pokręciła łbem, próbując je odrzucić. Nie było to jednak łatwe. Trauma siedziała w niej głęboko. Niechętnie wbiła pazury w korę jabłoni. Poczuła jak jej łapy zaczęły dygotać. Ogon nerwowo kiwał się na boki. Wzięła głęboki wdech, zaciskając zęby na zwiędniętym kwiatku. Jego ohydny smak zawitał w jej pysku. Niechętnie i powoli podciągnęła się. Pomimo że znajdowała się zaledwie mysi ogon od ziemi trzęsła się jak kocie na mrozie. W myślach przeklinała łysą paskudę.
— Uparte bydle nie warte zgniłej myszy. — syknęła cicho. 
— Co? 
— Nic! Zeszłabyś na dół! — wrzasnęła do kotki. 
— Zapomnij! Idiotka! 
Gniew pomógł przemóc się strachowi. Oderwała łapę od pnia i wbiła pazury w korę. Podciągnęła się. I znów, i znów. Spojrzała z niepokojem na gałąź. Znajdowała się może ze dwie lisie długości od ziemi, ale już to sprawiało, że całe ciało kotki dygotało, a we łbie się kręciło. Nostalgia zamknęła ślipia, próbując jakoś uspokoić oddech. Serce biło jej jak szalone. Próbowało się wyrwać z klatki piersiowej. Kotka ugryzła się mocno w język. Metaliczny smak wypełnij jej pysk. 
— G-g-golec! — krzyknęła. 
Łysa zakopana w swoim legowisku nawet nie raczyła wyjrzeć. Nostalgia niepewnie postawiła łapę na gałęzi wprawiając i ją w trzęsienie się. Gdy tylko stanęła na niej szybko zaczęła biec w stronę legowiska łysej, by znaleźć się na nieco stabilniejszym podłożu i zakończyć ten koszmar. Golec wyjrzała zdziwiona z legowiska.
— Nostalgia? C-co? Co tu robisz? 
Szylkretka nie odpowiedziała. Pospiesznie wskoczyła do jej legowiska zdyszana. Uniosła wzrok ku niebu, wmawiając sobie, że nadal jest na bezpiecznej ziemi.
— Oszalałaś? Co tu robisz? Weź się przestań trzęść! Słyszysz mnie, lisi bobku? — syczała Golec, uderzając nerwowo ogonem o legowisko. 
Nostalgia nie odrywała wzroku do nieba. Nie mogła spojrzeć nigdzie indziej. Czuła, że inaczej puści pawia. Łapy nadal nerwowo jej dygotały. 
— O-o... o co ci chodzi? — wydusiła z siebie. — C-czemu... czemu mnie z-znów unikasz?
Nie widziała pyska Golec, ale dobrze mogła zgadnąć co się na nim maluje. 
— O nic. — mruknęła pospiesznie łysa, spuszczając wzrok. 
— G-gadaj! — warknęła Nostalgia. — J-j-jeszcze trochę i... i się zrzygam n-na t-twoje... legowisko.
Groźba zadziałała, gdyż łysa westchnęła cicho. Zaczęła szurać łapą o podłożę posłania. 
— Bo... bo... Aghr! — krzyknęła zła. — To było zbyt nagłe, lisi bobku! Zejdźmy na dół. Nie mogę na ciebie patrzeć. A tym bardziej nie chce rzygów tu. 
Nostalgia nie protestowała. Dość szybko zeszła ze nieszczęsnej jabłonki. Dopiero na ziemi odetchnęła. Spojrzała się na pożółkłą trawę ze spokojem. Dobrze było znów czuć ziemie pod łapami.
— Mysi móżdżek z ciebie. — mruknęła Golec. — A co jakbyś znów spadła, idiotko?
Nostalgia uśmiechnęła się słabo. 
— Wolałabym nie. — miauknęła niemrawo. 
— To po co tam wlazłaś? Rozum ci odjęło. 
— Chciałam się dowiedzieć o co ci znów chodzi, lisi bobku. — burknęła, kładąc uszy. 
— O co mi chodzi? — warknęła łysa. — Może ty powiesz o co tobie chodzi?! 
— Co? 
— Pstro! Czy ty w ogóle wiesz czym jest zetknięcie się ze sobą nosami? —  zapytała speszona, otulając się łysym ogonem. 
Nostalgia poczuła jak i jej robi się cieplej. 
— T-tak. Nie chciałaś tego? — zapytała cicho, wlepiając wzrok w łapy. 
Czuła jak zaraz cały stres i nerwy dzisiejszego dnia ją wykończą. Na dodatek rozmowy z Golec były takie trudne. Kotka nie mogła nigdy powiedzieć czegoś wprost. Trzepnęła ogonem. 
— T-tego nie mówię. —  mruknęła łysa, wędrując wzrokiem po ziemi. 
— Nie podobało ci się?
— N-nie...
— To co? — miauknęła zniecierpliwiona szylkretka. 
Golec zmarszczyła swoje zmarszczki. 
— Agh! Ale z ciebie lisi bobek! —  krzyknęła kotka. —  Głupia jesteś! Głupia jak te jabłka. Po prostu... po prostu... to było...
— Było?
— Z-zbyt... zbyt... mocne. I nagłe.
Nostalgia spojrzała na nią otępiała. 
— Oh. —  mruknęła jedynie. — Ale nie jesteś zła?
Łysa pokręciła łbem. Szylkretka niepewnie i powoli przysunęła się do niej. 
— I następnym razem mnie nie pobijesz? 
Golec zakryła pysk łapami. 
— Może. 

Od Nostalgii CD. Iskry

Słuchała siostry z zaciekawieniem. Jej życie brzmiało niczym baśń dla kociąt. Kotce aż nie chciało się wierzyć, że czekoladowa tyle przeżyła, jednak wiedziała, że Iskra jej nie okłamuje. Westchnęła cicho. Życie kotki było takie ciekawe porównaniu do jej. Prócz ataku Nocniaków na ich obozowisko i życiu w ukryciu przez parę miesięcy żywot Nostalgii był nudny. Kotka nic nie osiągnęła. Nie nauczyła się niczego nowego. Jej codzienność składała się z wyznaczania patrolów, rozmów z siostrą, Szyszką i Golec. Jej życie było jedną wielką rutyną, która ją pochłonęła całkowicie. Nie miała o czym opowiadać godzinami jak Iskra. 
— Cieszę się, że twoja wędrówka przyniosła ci tyle... wrażeń. — miauknęła. 
Czekoladowa uśmiechnęła się. 
— Jak to mówią "podróże kształcą". — stwierdziła Iskra. 
Nostalgia kiwnęła łbem. 
— Tylko nie rzuć na nas żadnej klątwy, pani szamanko. — mruknęła, szturchając kotkę. 
Iskra wywróciła ślipiami. 
— Nie na tym to polega, ale... chyba dla ciebie zrobię wyjątek. — rzuciła, oddając siostrze. 
Szylkretka położyła uszy i wskoczyła na siostrę. Przeturlały się po ziemi, piszcząc zupełnie jak kocięta. Nostalgia zaśmiała się cicho. 
— Tyle się zmieniło, a w niektórych sprawach nadal jesteś jak kociak. — burknęła z uśmiechem. 
Iskra pokazała jej język. 
— Ty wcale nie lepsza. 
— Jasne. Lepiej uważaj na słowa. — rzuciła groźnie Nostalgia, pusząc się dumnie. — Podpadniesz mi i czeka cię księżyc porannych patroli. 
— O nie! Błagam o litość! — miauknęła sarkastycznie Iskra, kłaniając się teatralnie przed siostrą.
— No nie wiem, nie wiem. Pyskowanie zastępcy to poważne wykroczenie, wiesz? — zmrużyła ślipia. — Może... może ci wybaczę, jak powiesz skąd się nauczyłaś lisiej mowy.


<Iskierkoo, kolejne pytanie, normalnie q&a mamy xd>


Od Nostalgii CD. Szyszki

Nostalgia westchnęła, próbując się powtrzymać od brzydkich słów. Musiała pamiętać, że ten nieuk to nadal kociak Szyszki. 
— Już ma dwadzieścia księżyców na karku, a nadal nic nie potrafi złapać. — mruknęła niezadowolona, bijąc ogonem o ziemię. — On mnie w ogóle nie słucha. Weź mu coś powiedz. Postrasz starszyzną czy wygnaniem. Cokolwiek. — syknęła na czarnego.
Głóg położył uszy i prędko schował się za matką.
— No widzisz to? — prychnęła. — Jak mam z nim ćwiczyć, jak się chowa, gdy tylko podniosę głos. 
Szyszka spojrzała na swoją zastępczynie, a to na syna. Westchnęła cicho, próbując uzbierać myśli. 
— Głogu, czemu nie słuchasz Nostalgii? — zapytała syna. — Może jest trochę straszna, ale to naprawdę dobra kotka. — miauknęła spokojnie do czarnego. 
Drobny kocur spojrzał niepewnie na liderkę.
— Ja... ja naprawdę słucham się Nostalgii. — mruknął cicho uczeń. — Naprawdę. Pamiętam jej każde słowo. Po prostu... nie umiem tego tak dobrze powtórzyć. — schował pysk pod łapami. — Denerwuję się. 
Nostalgia wywróciła ślipiami. Sranie w banie. Lepszej wymówki dzieciak sobie wymyślić nie mógł. Trzepnęła ogonem. 
— Chyba mu nie wierzysz. — miauknęła do liderki. 
Czarna przejechała delikatnie ogonem po grzbiecie syna. 
— Wątpię by kłamał. — mruknęła Szyszka. — Ale też nie można tego tak zostawić. Ma wiedzę, ale brakuje mu pewności siebie. — westchnęła. 
— No więc co teraz? — zapytała Nostalgia. — Nie wyczaruję mu magicznie pewności siebie. Ma gadać do kałuży, że jest czegoś wart? 
Szyszka spojrzała na nią karcącym spojrzeniem i dała znak by odeszli od kocura.
— Nostalgio, dobrze wiem, że chcesz dla niego jak najlepiej. — zaczęła liderka. — Ale może spróbuj być wobec niego nieco mniej... krytyczna? 
Szylkretka zmarszczyła brwi. Jak była zbyt delikatna to Obłok skończyła bez jednej łapy, a uczeń Iskry umarł. Trzepnęła ogonem. Jakoś Bocian przetrwał jej trening i nie marudził. Wyrósł na porządnego wojownika i wszystko super. Ale nie Głóg pierdoła musiał mieć swoje urojenia. 
— Postaram się. — mruknęła niezadowolona. 
Szyszka była zbyt uległa wobec tego bachora. Pewnie gdyby nie był jej sama by dała w bęcki. 
— Dziękuję. — mruknęła czarna, uśmiechając się lekko. 
— N-nie ma sprawy. — burknęła i odbiegła. 

* * *

Sokół padł. Jej odwieczny wróg w końcu zdechł. Przeżyła lisiego bobka. Dobry humor nie schodził z szylkretki. Od razu życie stało się jakoś milsze i lżejsze. Z uśmiechem na pysku maszerowała przez obozowisko. Był taki słoneczny piękny dzień. Liście opadały na ziemię, zdobiąc ją wszelakimi barwami, a ciężkie jabłka spadały z jabłoni co jakiś czas, uderzając w łeb uczniów. Uwielbiała z Golec oglądać jak te durne młodziki stają się ofiarami drzew. 
— Piękny dzień, co? — mruknęła do Szyszki. 
Kotka jak głupia płakała za tą mysią strawą. Nostalgia miała ochotę nakopać nawet martwemu Sokołowi, że przez niego czarna zmarkotniała. No co za frajer. Trzepnęła ogonem. 
— Na pewno patrzy na ciebie z gwiazd, czy coś. — starała się pocieszyć liderkę. 

<Szyszko?>

16 stycznia 2021

Od Nostalgii CD. Iskry

Spojrzała ukradkiem na siedzącą w cieniu Jabłoni Golec. Kotka przyglądała się w jej w niezadowoleniu. Miały dziś spędzić czas po polowaniu, ale zjawiła się Iskra. Wzrok łysej nie skrywał zniecierpliwienia. Najwidoczniej dziś znów miała swoje humorki. Czyli jak prawie każdego wschodu słońca. 
— Jasne. — mruknęła pospiesznie nim Golec zdążyła coś zrobić. — Hmm, od czego tu zacząć. — skierowała kotkę w inną stronę niż łysa. 
Ruszyły pierw w stronę legowiska medyków. Nostalgia stanęła przed jeżyną, rozglądając się czy Golec nie podążą za nimi. Po łysej nie było śladu. Odetchnęła i weszła do środka. 
— Tu mamy legowisko medyków. Jak zresztą widzisz. 
Ruda kupa futra wyłoniła się za zakamarków legowiska. 
— Coś się stało? — zapytał Wschód, przyglądając się im uważnie. 
— Nie, nie. Tylko oprowadzam Iskrę. — wyjaśniła. — A i przy okazji. To Wschód. Syn Pszczółki i Chmurki, pamiętasz ich, co nie? A tam dalej leży Brzoskwinia. Leniwa kupa futra. — prychnęła na kotkę. 
Szylkretka położyła uszy. 
— Słyszę to. — poinformowała zastępczynie. 
— To weź się do roboty. Nawet ja tak długo nie gniłam jako uczeń, lisi bobku. — warknęła na nią. — A to Owieczka. Chyba szybciej skończy szkolenie niż Brzoskwinia. 
Puchata kulka kręconego futra spojrzała na nie niebieskimi oczętami. Milczała jak zazwyczaj, więc siostry wycofały się z legowiska medyków. Ruszyły dalej. Podeszły do rozłożystego krzewu. 
— A tu jest legowisko starszych. — mruknęła. — Mieszka w nim tylko Pędrak, jeśli lubisz słuchać lamentów o bólu i cierpieniu to się zaprzyjaźnicie. 
— Chyba podziękuję. — stwierdziła Iskra.
— To nasz siostrzeniec załatwił mu taką traumę. Wcześniej był leniem jakich mało. 
Iskra spojrzała na nią zaciekawiona. 
— Niech zgadnę. 
Szylkretka zmrużyła ślipia. Co prawda czekoladowa wyglądała teraz dość mitycznie, ale Nostalgia nie wierzyła w takie rzeczy. Wystarczyło jej, że leśne klany wierzyły w koty w gwiazdach. 
— Czermień? — widząc wzrok siostry, dodała. — Sama mówiłaś, że Szyszka go wygnała. 
Nostalgia wypuściła powietrze. 
— Przez twój szamański wygląd... — zaczęła, ale sama się zgubiła w tym co chciała co powiedzieć. — Jak w ogóle to się stało, że... wyglądasz tak...? 

<Iskra?>


15 stycznia 2021

Od Nostalgii CD. Szyszki

Słysząc słowa Szyszki, położyła uszy zawstydzona. Lisie bobki nie umiały trzymać języka za zębami. Trzepnęła ogonem. 
— Eee... — wydobyło się jedynie z niej. 
Szyszka nie poganiała jej. Posłała kotce jedynie życzliwe spojrzenie. Nie pomogło. Nostalgia jeszcze bardziej miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie umiała rozmawiać o uczuciach, a co dopiero o miłości. A teraz kotka, którą kochała przez większość życia zadaje jej takie pytania. 
Czy los karał ją za coś?
— Wiem...? — mruknęła w końcu niepewnie. — Ale jestem słaba w te klocki. — dodała, grzebiąc łapą w śniegu. 
Biały puch orzeźwiająco szczypał ją w opuszki. Zerknęła ukradkiem na Szyszkę. 
— Początki nigdy nie są łatwe. — miauknęła pocieszająco liderka. 
Nostalgia westchnęła. To sama wiedziała. Tylko co dalej? Związkami i tym podobnymi relacjami miała zerowe doświadczenie. Same uczucia jakie się w niej przelewały były trudne do nazwania. Przywykła do tkwienia w "nieszczęśliwym zakochaniu" przez całe życie. Usiadła. Szyszka uczyniła to samo. Jeszcze uderzenie serca obserwowały spadające płatki śniegu, gdy czarna otworzyła pysk. 
— Warto podążać za głosem serca, wiesz? Może nie będzie od razu dobrze, ale później będziesz tylko żałować, że nic nie zrobiłaś. Życie jest dziwne i pełne trudności, ale miłość jest zdecydowanie jedną z piękniejszych rzeczy na tym świecie. 
Nostalgia uśmiechnęła się smutno. Szyszką miała rację. Jak zwykle. Spojrzała ukradkiem na kotkę. Ta spoglądała na nią z życzliwością. Żółte ślipia przez te wszystkie księżyce tak niewiele się zmieniły. 
— Postaram się. — mruknęła cicho. — Ale... dzięki.
— Zawsze jakbyś miała jakieś problemy czy zagwozdki to chętnie pomogę. — czarna puściła oczko. 
Nostalgia przekrzywiła łeb. Czasem nie wierzyła, że mają już tyle księżyców na karku. Przy Szyszce czuła się taka młoda. Zupełnie jakby niedawno ukończyły szkolenie na wojownika. Uniosła łeb, by spojrzeć na pokryte śniegiem drzewa. 
— Może powinnyśmy posyłać częściej je na zwiady...? — miauknęła cicho.
— Hm? Co mówiłaś? 
Nostalgia speszyła się trochę, ale widząc spokojny wyraz pyska liderki, wzięła głębszy oddech. 
— Że może takie zwiady przydałoby się częściej robić. — mruknęła. — Nawet nie wiedzieliśmy, że pożar szaleje za rzeką. A co by było gdyby do nas doszedł?
Na czarnej mordce pojawiło się zmartwienie. Szyszka wbiła spojrzenie w łapy. 
— Masz rację... ale też martwię się. Co jeśli pewnego dnia natrafia na Nocniaki?
Na samą myśl o nich Nostalgia zjeżyła się mimowolnie. 
— To spierzemy im tyłki. Tamte tereny były nasze. Tam wychowaliśmy i pochowaliśmy bliskie nam koty. Rybojady nie mogą się tam panoszyć w nieskończoność!

<Szyszka?>

28 grudnia 2020

Od Nostalgii CD. Głogu

 Kotka trzepnęła ogonem, słysząc pytanie ucznia. 
— A nie? — prychnęła. — Każdy dobry wojownik powinien brać przykład z żaby. Być cichy, dobrze zakamuflowany i wysoko skakać. 
Głóg przekrzywił łebek. 
— I kumkać?
Nostalgia zmarszczyła brwi. 
— To ostatnie można sobie odpuścić, lisi bobku. Poza tym twój ojciec niejedno ma za uszami! Pamiętaj o tym. 
W pomarańczowych ślipiach pojawiło się zdziwienie. 
— A co ma tata za uszami? — zapytał nieśmiało. 
Szylkretka westchnęła ciężko. Męczyły ją te pytania. 
— Sam go zapytaj! Idziemy dalej. Mamy jeszcze pół Owocowego Lasu do obejścia. 
Głóg już nie pytał. Ruszył w ciszy za mentorką, która od czasu do czasu coś mu miauknęła o czymś. Zdawał się słuchać albo przynajmniej takie wrażenie robił. Do obozowiska dotarli z powrotem kiedy słońce powoli schodziło. Obydwoje zmęczeni tym całym chodzeniem padli niemal przy wejściu.
— Na dziś koniec. Jutro się nie spóźnij albo wracasz do kociarni, lisi bobku. 
Głóg nie pyskował. Z położonymi uszami odmaszerował do reszty rodzeństwa. Nostalgia obserwowała ich jeszcze chwilę aż sama się zebrała. 
* * *

— Na co czekasz? Łap zanim ci ucieknie, lisi bobku. —  syknęła na sterczącego niczym patyk ucznia. 
Ten nie odpowiedział. Nadal wbijał wzrok niepewnie w kulkę mchu. Ćwiczyli polowanie na sucho i nawet tu nie szło im najlepiej. 
— Nie rozumiesz czegoś? 
Kocurek szybko pokręcił łbem. 
— To w czym problem. 
Głóg położył uszy. 
—  Ja... ja rozmawiałem wczoraj z tatą... —  urwał. 
Nostalgia znieruchomiała. Odchrząknęła jakby nic i wbiła wzrok w ucznia. 
—  No i co, lisi bobku?

<głóg, help>

25 grudnia 2020

Od Nostalgii CD. Iskry

Nostalgia wykrzywiła pysk w krzywy uśmiech. 
— Było blisko... Nie raz. — stwierdziła. — Ale najwidoczniej niełatwo mnie zabić. 
Na myśl o Muszelce otuliła się mocno ogonem.
— A... a spotkałaś może jej kocięta?
Iskra uniosła zdziwiona brwi i pokręciła łbem. 
— Jak się nazywają nasi siostrzeńcy? I czemu pytasz? Nie ma ich tutaj?
Nostalgia westchnęła, uciekając wzrokiem od zaciekawionego spojrzenia siostry. 
— Muszelka doczekała się trzech kociąt i dwa z nich były... dość problematyczne. Na dodatek zostały wraz z nią uprowadzone przez Klan Nocy. Z Czermień już wcześniej był lisim bobkiem, ale po powrocie... — urwała. — Odgryzł łapę jednemu z wojowników. Szyszka go wygnała. Drugi, Szkarłat, któremu Nocniaki zrobiły niezłą sieczkę z mózgu poszedł za nim. Z nami została tylko Błysk. Nie wiem czym nasza Muszelka zasłużyła na takie kocięta. — uśmiechnęła się smutno. 
Iskra położyła ogon na jej grzbiecie. 
— Też nie wiem. Zawsze była lizusem. No i też cichsza od samej ciszy. — mruknęła czekoladowa. 
Nostalgia zaśmiała się cicho. 
— Fakt. Ale dlatego też z Bursztynem stanowili zgrany duet. Ona zabijała milczenie, a on gadulstwem. — westchnęła, wspominając wizyty w żłobku. — Trudno opowiedzieć o wszystkim co się działo. W klanie zawsze coś się dzieje. Jakieś kłótnie, potyczki, ktoś coś złamał, ktoś umarł, ktoś się narodził. Potem był atak Nocniaków, zginął Horyzont i jego partnerka. Ucieczka, ukrywanie się, płacz, założenie nowego obozowiska. W końcu odbicie porwanych Lisiaków. Zginął Myszołów, on wcześniej był zastępcą. Więc gdyby nie to wszystko pewnie nadal leniłabym się w legowisku. — streściła wiele. 
Iskra zdążyła otworzyć pysk, ale w słowo wszedł jej inny kot. 
— Nostalgio! Błysk i Kostka strasznie się pokłóciły i nie dają spać kociętom w żłobku. — miauknęła zmartwiona Uszatka. 
— Kostka...? — mruknęła Nostalgia. 
Wydawało się jej, że tak właśnie nazywało się jedno z kociąt Ostróżki. 
— Młode Ostróżki. — westchnęła czarno-biała. 
Nostalgia spojrzała na siostrę. 
— Idziemy załagodzić straszliwy spór nim poleje się krew...? 

<Iskraaa wybacz gnioota>

15 grudnia 2020

Od Nostalgii

Od tamtej sytuacji u Szyszki w kociarni Nostalgia i Golec nie rozmawiały. Unikały się jak ognia, sycząc jedynie czasami. Nostalgia okłamywała samą siebie, że nie brakuje jej tej wyłysiałej kupy fałd. 
— Odsuń się ode mnie zapchlony lisi bobku! — usłyszała syki. 
Spojrzała w ich stronę. Gałąź i Żuk się żarli znów. Nostalgia wywróciła ślipiami. Już powoli się gubiła w tych podrywach młodzieży. Wojownicy syczeli na siebie jeszcze chwilę i uspokoili się dopiero, zauważywszy, że są obserwowali. Gałąź położyła uszy, mamrotając coś pod nosem i chwyciła Żuka za ogon ciągnąć go za sobą. Kocur niechętnie podążył za nią. Nostalgia jeszcze chwilę odprowadzała ich wzrokiem aż w skoczyli na jakieś drzewo. 
— Ah młodzi, co? — miauknęła Leszczyna.  
Szylkretka spojrzała na nią zdziwiona. Raczej ruda się do niej nie odzywała. Poza formalnymi rzeczami. 
— Ta. — mruknęła jedynie. 
— Miłość to niełatwa sprawa. 
Nostalgia uniosła zdziwiona brwi. Nie rozumiała czemu tej wdowie nagle zabrało się na taką gadkę. 
— Pamiętam, jak ja się zakochałam... Oh, poczułam się zupełnie jakbym miała znów te parę księżyców. Normalnie nogi jak ze mchu. A gdy jeszcze ta kupa futra się do mnie uśmiechnęła. Nie cierpiałam tego... — rozgadała się wojowniczka. 
Zastępczyni słuchała tego w niepewności. Nie była pewna do czego ta dąży. 
— I ile razy się kłóciliśmy. Pewnie niejeden kot straciłby cierpliwość do tego upartego lenia. — uśmiechnęła się smutno. 
— Rozumiem, współczuję straty. — mruknęła pospiesznie Nostalgia, chcąc odejść od kotki. 
Nie czuła najmniejszej potrzeby słuchania o jej poprzedniku.
— Czekaj! — zawołała Leszczyna, zagradzając jej drogę. — Chodzi mi o to, że... no wiesz.
— Nie wiem.
— Nie wiem o co się pokłóciliście, ale nie uważasz, że...
— Jakie my? — prychnęła Nostalgia. 
— No ty i Golec. 
Szylkretka wybałuszyła ślipia. Zaraz. Czy ten lisi bobek myślał, że ona... ona i ten łysy placek... ten teges...?
— Fu! Przestań! Jak chcesz się z kimś pokłócić to idź do kogoś innego, lisi bobku — syknęła.  
Leszczyna zmrużyła ślipia, jakby nie teraz ona nie rozumiała o co chodzi. 
— Ale przecież... Golec mi tyle o tobie opowiadała... — szepnęła bardziej do siebie. 
Nostalgia trzepnęła ogonem. Czyli ten łysolec coś sobie ubzdurał i jeszcze wygadywał to kotom? Poczuła, jak rośnie w niej furia. Miała ją za... nawet przyjaciółkę, a ta się okazała przebrzydłym kłamcą. Niewiele myśląc, ruszyła w stronę legowiska wojowników.
—  A ty gdzie? — zapytała Leszczyna.
— Porozmawiać z tym lisim bobkiem. —warknęła Nostalgia.
Ogon chodził jej na boki. Podeszła do jabłoni. Zadarła łeb do góry. Nietrudno było wypatrzeć tego parszywego łysego szczura. 
— Golec! Złaź! Mamy do pogadania! — wydarła się. 
Łysa kotka wyjrzała z legowiska, ale na jej widok jedynie prychnęła i położyła się znów. 
— Złaź, lisi bobku! 
— To przyjdź do mnie. — mruknęła Golec. 
Nostalgia poczuła jak coś w niej pęka. Łysy szczur dobrze wiedział, jak z resztą wszyscy co mieli ślipia, że szylkretka ma uraz do drzew. A jednak potrafiła być tak podła. Durna. Egoistyczna. Uparta. Zastępczyni uderzyła ogonem o mokrą ziemię. Błoto chlapnęło jej prosto w pysk. 
— Złaź albo od jutra przez najbliższe księżyce sprzątasz kociarnie! — warknęła. 
Pomimo że nie widziała pyska łysej mogła przyrzec, że na mordzie wojowniczki pojawiła się złość. Golec wyszła gniewnym krokiem z legowiska i zeskoczyła z gałęzi. Mokra ziemia zamortyzowała skok. Błoto znów poleciało na Nostalgię. Szylkretka wysunęła pazury. 
— Czego.
— Czego? Co ty za bzdury pleciesz? Możesz mieć tego swojego focha o nie wiadomo co, ale takie rzeczy mogłaś sobie oszczędzić! — prychnęła na łysą. — Sama zachowujesz się jak kocie! Małe, durne kocie! Jeszcze łyse! Paskudne. — wycedziła. 
W zielonych ślipiach zabłysnął gniew. 
— O co ci chodzi? — syknęła Golec cała pomarszczona. 
Nostalgia syknęła. 
— O co mi chodzi? Może o twoje ploteczki! Twoje godne kociaka ploteczki! Nie sądziłam, że jesteś aż takim lisim bobkiem! 
— Jakie plotki? — mruknęła zdezorientowana Golec. 
— Nie udawaj głupiej! Nie nabierzesz mnie! Nie tym razem!
— Ja nie wiem o co ci chodzi, debilko. 
— To cię oświecę, jaśnie pani! O nas. Leszczyna mi powiedziała... — urwała zaskoczona. 
Golec szybko starła łzę. 
— Jesteś mysim móżdżkiem! Lisi bobek! — wydarła się Golec, uciekając szybko w głąb sadu. 
Nostalgia prychnęła. Głupi lisi bobek myślał, że się nabierze na jej emocjonalne zagrania. 
— Nostalgio...?
— Czego? — syknęła, zorientowawszy się, że nie jest sama. 
Wojownicy przyglądali jej się z drzew. Poczuła rosnące zażenowanie. 
— Golec mi nigdy nie mówiła, że jesteście razem... — miauknęła cicho Leszczyna. — Po prostu było widać, że jest w tobie zakochana... więc uznałam, że... no wiesz. 
Nostalgia chciała się już zapaść pod ziemię. Nie sądziła, że Golec mogła... no ten. Przecież od zawsze były wrogami. Od kociaka się popychały i wyzywały. Nosiła na pysku bliznę po tym jak Golec ją uderzyła, gdy śmiała się z jej matki. Jako wojowniczki do ataku Klanu Nocy też się praktycznie unikały. Co prawda ta odwiedziła ją parę razy, gdy złamała łapy, ale... ale to nic nie znaczyło. Golec zawsze była dla niej mniej lub więcej wredna. Może kiedyś tam jej powiedziała, że ma ładne futro, ale niejeden kot jej to powiedział. No i niby przyniosła jej piszczke jak nie chciało jej wstać. No i nie raz poszła z nią i Bocianem na trening, żeby poćwiczyć walkę. I zawsze na Porę Nagich Drzew dziwnie kleiła się do niej zamiast do bardziej długowłosych kotów. Nostalgia uświadomiła sobie jaką idiotką była. 
— Eghhh. — jęknęła, spuszczając łeb. 
Wbiła pazury w ziemię. Teraz już w ogóle chciała zniknąć z tego świata. 
— Ale schrzaniłaś. Mysi móżdżek. — zawołał z drzewa Szakłak z wrednym uśmiechem. 
Usłyszała ciche śmiechy ze strony legowiska uczniów. Nawet nie chciała patrzeć kto to. Miała jedynie nadzieje, że Szyszka tego nie widziała. 
— Szakłak. Ciii. — warknęła na niego Gąska. 
— No idź jej poszukać. — miauknęła Błysk. — Napraw to. 
Nostalgia pobiegła w głąb sadu bardziej, żeby zniknąć niż dlatego, że wiedziała co zrobić. Usiadła, chcąc tylko obudzić się z tego koszmaru. Nadal nie wierzyła, że mogła być takim mysim móżdżkiem. Niechętnie przyznała rację Golec. Westchnęła i podniosła się. Musiała znaleźć tego łysolca i... i przeprosić. Poczuła jakby mysz chciała jej uciec z brzucha. Przełknęła ciężko ślinę i ruszyła przed siebie. 
— Mysi bobek. — szepnęła do siebie. 
Golca nie było trzeba długo szukać. Kotka siedziała na niskiej czereśni dziwnie skulona. Chyba płakała. To był czwarty raz w ciągu jej życia, gdy widziała płaczącą Golec. Pierwszy raz jak zmarli jej rodzice, potem jak ją zgwałcono. Następnie przy porodzie. I teraz. Nie mogła skłamać, że czuła się jak najgorsze ścierwo. Doprowadzić tak silną i pewną siebie wojowniczkę do płaczu? Proszę bardzo dla Nostalgii pikuś. 
— Golec... — miauknęła lichym głosem. 
Łysa znieruchomiała. 
— Czego chcesz? Jeszcze na mnie powyzywać? 
— Nie. Ja... ja chce przeprosić...
— Pf, jasne. I tak nie przyjmuje. Spadaj. Nie chce widzieć. — warknęła Golec drżącym głosem. 
Nostalgia poczuła nieprzyjemne kłucie w sercu. Nawet nie chciała myśleć co by ona zrobiła, gdyby Szyszka ją tak potraktowała.
— Golec... ja... ja nie wiedziałam! Przepraszam! Przepraszam naprawdę! Nie chciałam, żeby tak wyszło! Nie wiedziałam! Byłam... byłam zła...
Łysa prychnęła. 
— Zauważyłam. — mruknęła i urwała jakby chciała coś jeszcze dodać. — Idź sobie.
— Ale...
— Żadnego ale! Idź! Zjeżdżaj się ślinić do swojej Szyszki! Do swojej ukochanej Szyszki, która ma partnera i kocięta! 
— Golec... ja...
— No co? Co? — syknęła, odwracając się do niej.
Zielone ślipia pełne łez i gniewu przeszyły ją spojrzeniem. Nostalgie zmroziło. 
— Ja... ja wiem, że jestem mysim móżdżkiem. Miałaś rację. Jestem taka głupia. — miauknęła. — Naprawdę, ale to naprawdę nie chciałam cię zranić. Tamto wcześniej co mówiłam... kłamałam.
Golec uniosła brew, lecz jej ogon nadal rytmicznie uderzał o trawę.
— Ja... ja... ja wcale nie uważam, że jesteś głupia. — miauknęła na jednym tchu. — Czasem jesteś mądrzejsza ode mnie i... i mi głupio. Tak samo nie uważam, że...
— Że? — syknęła Golec. 
— Że... że jesteś brzydka. — miauknęła zawstydzona. — Wiesz, że Muszelka się w tobie bujała? 
Golec prychnęła. 
— Nie musisz kłamać. — warknęła na nią.
— Ale ja nie kłamię. — syknęła Nostalgia. — Serio. Zapytaj Iskry. Potrafiła tylko paplać o tobie i wypytywać o ciebie Bursztyna. Gdyby nie Agrest pewnie nigdy by się nie spiknęli i nadal by do ciebie wzdychała... — urwała Nostalgia. 
Nie potrafiła sobie wyobraź Muszelki i Golec siedzących gdzieś razem i migdalących się do siebie. Nie że nie umiała, ale sam pomysł tej wizji sprawiał, że coś nieprzyjemnie ją kuło w piersi. 
— Zapytam. — syknęła Golec, wstając i ruszając przed siebie. 
— Gdzie idziesz? — miauknęła Nostalgia. 
— Jak najdalej od ciebie. Myślisz, że od tak ci wybaczę? Że padnę u łap i będzie wszystko cacy? Nie. Życie to nie bajka. Jestem na ciebie zła. Złamałaś mi serce, Nostalgio. I ośmieszyłaś. 
— Ale... ale ja nie chciałam. — miauknęła żałośnie szylkretka. 
— To trzeba było pomyśleć, a nie być durnym mysim bobkiem. — warknęła Golec. — Nie chce cię widzieć. 
Nostalgia zwiesiła łeb. 
— Przynajmniej dziś. — dodała szeptem Golec. 
Szylkretka pospiesznie uniosła łeb, ale łysej już to nie było. Siedziała sama. Cała ubłocona. Była tak mokra, że nawet nie poczuła kiedy zaczęła płakać.

edgy uwu

28 listopada 2020

Od Nostalgii

Spojrzała z góry na jabłoń, gdzie najczęściej sypiali uczniowie. Podeszła do kory drzewa i wbiła niepewnie w nią pazury. Serce mimowolnie jej przyspieszyło. Wspomnienie bolesnego upadku z drzewa i odrzucenia przez Szyszkę powróciło. Pokręciła łbem, odrzucając te myśli. Musiała zająć się Głogiem, a nie rozmyślaniem o przeszłości. Szybko dojrzała czarny ogonek wystający z legowiska na drzewie. 
— Głóg! Wstawaj! — wrzasnęła na niego. 
Kocurek automatycznie zerwał się na łapki, prawie spadając z legowiska. 
— Spóźniłeś się, lisi bobku. 
— Przepraszam. — miauknął cicho kocurek. 
— To złaź, lisi bobku.  
Czarna kuleczka powoli zjechała z pnia jabłoni na ziemię. Ze skruchą w ślipiach podszedł do niej. 
— Oby to się nie powtórzyło, lisi bobku. Ruszamy. 
Poszli w głąb sadu. 
— Tutaj w tych jeżynach znajduje się legowisko medyków. A tam w pigwowcu legowisko starszych. Przyspiesz kroku. Idziemy nad strumień. 
Głóg spojrzał na nią zaciekawiony. 
— No co się gapisz, lisi bobku. Przebieraj szybciej łapami. 
Szylkretka przyspieszyła, a malec ciągnął się za nią. Był na tyle nie duży, że kotka miała wrażenie, że naucza kocie. Trzepnęła ogonem. Zamierzała go wyszkolić na solidnego wojownika. Nawet z jego wzrostem. Nie minęło dużo czasu, a byli na miejscu. Wyschnięte koryto strumienia, było niemal niezauważalne. Jeszcze trochę i trawa całkowicie go zarośnie. 
— Co to? — usłyszała głos swojego ucznia. 
Wpatrywał się w niepewnie w żabę. Ta zakumkała i skoczyła w głąb traw. 
— Żaba. Sokół nigdy wam nie przyniósł? — zapytała.
Kocurek pokręcił łbem.
— Wiedziałam, że będzie z niego beznadziejny ojciec. — mruknęła pod nosem. — Jakieś pytania, czy idziemy dalej?

<Głóg? bbb sry na razie nie wiem o czym innym pisać xdd>

27 listopada 2020

Od Nostalgii CD. Szyszki

— Bobra...? — miauknęła zdziwiona Golec, marszcząc się. — Co to jest? 
— Wygląda jak Lśniący Księżyc i ma płaski łysy ogon. — wyjaśniła jej szylkretka. — Może jakbyście się spiknęli to wyszłoby coś podobnego. 
Golec syknęła, a nieco zdezorientowana Szyszka zaśmiała się. 
— To nie mam co liczyć na bobra? — zapytała zasmucona, a jej ślipia zaszkliły się. 
Nostalgia zjeżyła się mimowolnie. Nie spodziewała się, że kotki w ciąży mają aż tak zmienne hormony.
— Nie... znaczy! Myślę, że jeśli Sokół naprawdę cię kocha to ci takiego upoluję. — mruknęła z lekkim uśmiechem. 
Zrobienie na złość temu grubasowi zawsze poprawiało humor. 
— A on go znajdzie w ogóle w sadzie? — wtrąciła się Golec. 
— Sza! Na pewno, że znajdzie. W końcu mamy strumyczek. Ten koło wiśni. Jestem pewna, ze nie jeden bóbr się tam czai. 
— Myślisz? — miauknęła z nadzieją Szyszka, łapiąc ją za łapę.
Nostalgia się speszyła, uciekając pospiesznie wzrokiem. 
— Jest szansa, a przecież on cię tak mocno kocha... — mruknęła cicho. 
Sama by czaiła się cały dzień, by tylko zadowolić zachciankę Szyszki. Lecz to nie ją kochała czarna kotka. Nie jej potomstwo nosiła. Nie na jej widok na pyszczku czarnej pojawiał się uśmiech, który sprawiał, że serce niebezpiecznie jej przyspieszało. 
— Coś się stało? — zapytała liderka, widząc jej przygnębienie. — Też nabrałaś ochoty na bobra, co? — miauknęła z lekkim uśmiechem. 
Nostalgia wysiliła się na uśmiech. 
— Jasne. Chyba coś pójdę do jedzenia... przynieś ci coś? — zapytała. 
Golec zerwała się na łapy i posłała jej pytające spojrzenie. Złość zagościła w jej zielonych ślipiach. 
— Ja też się przejdę. — widząc smutek Szyszki, dodała. — Podwójna porcja tego na co tylko masz ochotę. 
Szyszka podniosła uszy. 
— Prócz bobra. — dodała szybko łysa. 
— To... może jakiś dzięcioł? — miauknęła z lekkim podekscytowaniem liderka. 
Nostalgia i Golec spojrzały po sobie. 
— Zobaczymy co się da zrobić. 
Wyszły. Mróz od razu uderzył ich. Golec trzęsła się jak galareta. Szybko przywarła do Nostalgii, na co ta zmrużyła ślipia. Nie rozumiała, czemu tamta nie mogła po prostu zostać w dziupli. 
— O co ci chodzi? — mruknęła Nostalgia, ruszając do stosu ze zwierzyną. 
Ten skryty pod jabłonią obrośniętą bluszczem był niecałkowicie przykryty śniegiem. 
— O co mi chodzi? Może o co tobie chodzi? — warknęła Golec. — Nie sądziłam, że możesz być aż takim mysim móżdżkiem.
Zastępczyni nic tego nie rozumiała. 
— Nie rozumiem o co ci chodzi.
Trzepnęła ogonem i podeszła do stosu. Szybko zauważyła, że wśród zdobyczy nie ma żadnego dzięcioła. Podniosła srokę i nadgryzła ją lekko. 
— Nie rozumiesz o co mi chodzi? Zabawne. Chyba nawet dwu księżycowy kociak, by się połapał, tylko nie ty! — syknęła na nią Golec. 
Nostalgia zjeżyła się. Rozumiała, że dla łysej żłobek wiąże się z nieprzyjemnymi wspomnieniami, ale nie musiała być aż tak się burzyć. 
— Co cię dziś ugryzło? Chodzi o tą sprawę z Żu... — urwała powalona na ziemię. 
Golec spojrzała na nią pełna złości i żalu. 
— Jesteś taka tępa! Nic nie zmądrzałaś przez te wszystkie księżyce! Nic a nic! Mysi móżdżek! — odbiegła zła. 
— Sama jesteś głupia! Zachowujesz się jak kociak! — okrzyknęła do niej.
Golec już nie odpowiedziała, zniknęła za jedną z jabłoni, a Nostalgii nie chciało się jej ścigać i przepraszać za nie wiadomo co. Podniosła się z ziemi i zabrała się do roboty. Krwią sroki zabarwiła jej czubek łba na czerwono. Spojrzała na swoje dzieło. Wyglądało tragicznie. Wzięła sroko-dzięcioła w pysk licząc, że Szyszka nie będzie się mu długo przyglądać. Wraz z wejściem z powrotem do kociarni powitała ją liderka. 
— Dziwny ten dzięcioł. 
— No wiem. Może jakiś zbłądził z daleka. — mruknęła Nostalgia. 
— A gdzie Golec? Myślałam, że też wróci. Chyba... chyba nie uraziłam jej czymś? — miauknęła Szyszka. 
Widząc smutek goszczący w oczach liderki, trzepnęła ogonem. Sama nie miała pojęcia o co chodziło łysolcowi, ale nie chciałaby Szyszka niepotrzebnie się smuciła. 
— Nie, nie. — mruknęła pospiesznie. — Wiesz jaka jest Golec. Ona to ciągle ma humorki.
Szyszka uniosła zaciekawiona brew. 
— Czy ja wiem... Ostatnio stała się milsza i trochę weselsza. — stwierdziła, przyglądając się jej uważnie. 
Nostalgia zmarszczyła brwi. 
— Serio? Chyba nie przy mnie.
Położyła się przed posłaniem kotki, wbijając wzrok w jej brzuch.  
— Oby nie wszystkie były takie paskudne jak Sokół. — miauknęła Nostalgia. 
Szyszka położyła uszy, ale lekkie rozbawienie wkradło się na jej pysk.
— Ciekawe, czy dożyję dnia, gdy w końcu się dogadacie. — miauknęła rozbawiona. 

* * *

Upał lał się z nieba. Niewielki strumień przepływający przez Owocowy Las wysechł, a wody brakowało. Grupa uczniów i paru młodych wojowników wyposażona w mech na czele z Nostalgią poszukiwała wody po ich terenie. Prócz gnijących owoców ich poszukiwania szły marnie. Tajfun zdążyła się już odurzyć podgniłą śliwką i próbować zachęcić do tego i Gruszę. Kocurek na razie dzielnie opierał się coraz nachalnej wojowniczce. 
— Nie możemy zrobić przerwy? — mruknęło, któreś z kociąt Szyszki. 
— A czy któreś z was ma chociaż trochę mokry mech? Nie? No to macie odpowiedź. — syknęła. 
Widząc jak Płomykówka mamrocze pod nosem zapewne na jej temat, zjeżyła się. Niestety niektóre z kocią Szyszki przejęły geny ojca. Kolor futra czasem zmylał, ale Nostalgia miała już wytypowane z kociąt te głupsze, które znajdowały się na jej czarnej liście zaraz pod ich ojcem. Na szczęście jej uczeń Głóg do takich nie należał. Kocurka trudno było ogółem przypisać mocniej, do któregoś z rodziców. Był taki cichy. Mały. Podatny na zgniecenie. Już mieli ruszać dalej, gdy zdyszany Wschód zabiegł im drogę.
— No-nostalgio...! Ko-koty... ko-koty! — wyduszał, próbując złapać głębszy oddech. 
Szylkretka zmarszczyła brwi. Nic z tego nie rozumiała. 
— No wykrztuś to. — syknęła. 
— O-obce koty! Obce k-koty są w na-naszym starym obozowisku! Jest ich dużo! Cały... klan! 
Oczy Nostalgii otworzyły się szerzej. Zaciekawione szepty rozległy się za jej grzbietem. 
— Nocniaki? 
— Nie wiem. To nie wszystko... 
— Jak nie wszystko? Co może być gorszego? — trzepnęła zła ogonem. 
— Pożar. 
Po tym słowie zapadła cisza. Może i trwała uderzenie serca, lecz uciszyła wszelkie wcześniejsze rozmowy. 
— Jak pożar? — pisnęła z panika Nostalgia. 
Ostatnie czego potrzebowali to spalenia ich domu. Już stracili jeden i drugi. Nie byli gotowi na stratę i trzeciego.
— Za niemal wyschniętą już rzeką szaleje straszny ogień. Cała polana Burzaków płonie i las za nią też. Nie wiadomo, czy to przeżyli... — miauknął ściszonym głosem.
— Szyszka wie? 
— Nie.
— Gruszo i Bieliku, pobiegnijcie do Szyszki i przekażcie wszystko. Trzeba zwołać wszystkie koty do Jabłoni. 

* * *

Po niekrótkiej dyskusji pełnej emocji postanowiono posłać patrol składający się z trzech kotów, aby sprawdzić tożsamość jak i zamiary obcych kotów. Niejeden kot chciał iść, ale Szyszka wyraziła się jasno. Musiały być to koty niewielkie i zwinne. Musiały też dobre przemieszać się po drzewach. Szakłak nadal głośno marudził, że to on powinien być wybrany. Pierwszy wybór padł na Gałąź, która obdarzona niewielką budową także dobrze pamiętała zapach Nocniaków. Podobnie jak Błysk. Najwięcej niepewności było przy Tajfun. Kotka była młoda i znana z głupich pomysłów. Tutaj chyba najbardziej burzyło się parę kotów. Najgłośniejszy jak zwykle był Szakłak, ale Gąska w końcu na tyle mocno trzepnęła go w ucho, że ten zamilknął, dąsając się cicho. Gdy tylko kotki ruszyły wręcz w podekscytowanych podskokach, reszta współklanowiczów obserwowała jedynie za ogrodzenia, jak te zwinnie po drzewach znikają w głębi niewielkiego lasu.  
— Martwię się o nie... — miauknęła Szyszka. — Może jednak nie powinnyśmy tego sprawdzać. 
— Przestań. Nic im nie będzie. Żadne klanowe sierściuchy nie umieją tak skakać po drzewach jak one. — mruknęła Nostalgia. 
Liderka cicho westchnęła.
— Ale dobrze wiesz, że zawsze... — ogon Nostalgii skutecznie ją uciszył. 
— Będzie dobrze. Niedługo wrócą. 

<Szyszko?>

04 listopada 2020

Od Nostalgii CD. Iskry

— Ty... ty mysi móżdżku! — pisnęła Nostalgia niczym za kocięcych lat, podbiegając do niej. 
Siostra niepewnie uniosła wzrok. Szylkretka nieco niepewnie przytuliła ten lisi bobek. 
— Po prostu nie odchodź znów. — miauknęła cicho. — Tyle... tyle mi starczy. 
Kotka nie odpowiedziała przez co Nostalgia po czuła jak łapy jej mimowolnie drżą. Łzy w ślipiach i słaby uśmiech Iskry był trudny do zinpretowania. Szylkretka przeniosła spojrzenie na towarzysza Iskry. Tego co był z nią przez te wszystkie księżyce. Patrząc na niego, mogła jedynie stwierdzić, że siostra miała dziwny gust. Ale najwidoczniej całemu ich rodzeństwu serca skradły czarne koty. Spotkawszy się ze spojrzeniem kocura, szybko przeniosła wzrok na Iskrę. 
— To jak się zwie twój wybranek? 
Speszony kocur szybko uciekł wzrokiem od nich. Iskra przyglądała się jej zaskoczona. Zdawała się łączyć wątki. 
— Aaaa... — wypadło z jej pyska po czym zaśmiała się cicho. — To Kudłacz, jest moim towarzyszem. 
Nostalgia uniosła brwi zaciekawiona.
— Towarzyszem, mówisz? Hmm... to teraz tak się na to mówi. Chodźcie, Szyszka pewnie skręca się z niecierpliwości. 
Szakłak i Błysk spojrzeli po sobie, lecz nie mieli nic do gadania. Wiedzieli, że pierw liderka musi zadecydować. Iskra podniosła z ziemi swą szczurzą czachę i dała znać Kudłaczowi, by podążył za szylkretką. Ruszyli wspólnie w stronę obozowiska. Dawne Lisiaki przyglądały im zaciekawione z drzew. Raczej rzadkością były koty zewnątrz. Ostatnim z nich był Leszczyn, ale większość już się przyzwyczaiła do dawnego Wilczaka. Nostalgia dała im znak ogonem, że nie ma się bać. Na pyskach starszych z wojowników pojawił się uśmiech, gdy ujrzeli znajome czekoladowe futro.
— Oh, kogo tu mamy. — Golec wyjrzała za pnia jabłonki. 
W tak upalne dni jak ten nie mogła przebywać na słońcu. Stan jej skóry z każdym księżycem zdawał się coraz gorszy, więc kocica musiała w końcu zacząć się słuchać zaleceń Wschodu. 
— Witaj, Golcu. — miauknęła przyjaźnie Iskra. 
Łysa wojowniczka skinęła łbem, spoglądając na jej towarzysza podróży. On także równie mocno co wymalowana i z szczurzą czaszką Iskra przyciągał wzrok. Zatrzymali się przed żłobkiem. Zaciekawione kociaki wybiegły ze żłobka. Na widok obcych kotów, niektóre z nich skryły się z powrotem do żłobka. Szyszka czekała już w wejściu. Ujrzawszy Iskrę, otworzyła szerzej ślipia. 

<Szyszka, Iskra?>



03 listopada 2020

Od Nostalgii CD. Iskry

Niespodziewany hałas rozległ się po Owocowym Lesie. Niemal wszystkie koty uniosły uszy zaciekawione. Dobrze znały ten dźwięk. Ktoś lub coś uderzyło w ogrodzenie. Nostalgia spojrzała się po współklanowiczach. Na pyskach niektórych z nich malował się lęk. Niepokoiły się jak również ona. W jej łbie pojawiło się pytanie.
Czy dziś ich z trudem osiągnięty spokój zostanie zachwiany?
— Szakłaku, Błysk, chodźcie ze mną. — miauknęła nieco zbyt drżącym głosem. 
Ruszyła w stronę ogrodzenia. Dwójka wojowników tuż za nią, skacząc z drzewa na drzewo. Nostalgia w takich momentach zazdrościła im. Ona nadal uwięziona przez lęk przykuta była do ziemi. Narażona na niebezpieczeństwo. Żałowała, że Szyszki nie ma z nią. Ona lepiej radziła sobie z intruzami. Dla Nostalgii większość z nich była niebezpieczeństwem. Bez względu na ich intencje. Obcy, lecz jakoś znajomy zapach pojawił się w jej nozdrzach. Przyspieszyła. Wybiegła wprost na spotkanie obcym, gotowa by walczyć za swój klan. Wysunęła pazury, lecz widok jaki zastała sprawił, że znieruchomiała. Zamrugała. Umysł zdawał plątać jej. Stojąca przed nią Iskra uśmiechnęła się lekko. 
— Witaj, siostro — miauknęła w jej stronę. 
Nostalgia poczuła jak rośnie w niej smutek. Ślipia zdradliwie chciały wypełnić się łzami. 
— Iskra...? — ledwo wydusiła to z siebie, próbując się nie rozpłakać.
Jej siostra w końcu wróciła. Wróciła do nich. Wróciła do domu. Wyglądała inaczej. Pachniała inaczej. Jej łeb zdobiła czaszka. Nie była sama. Stojący obok niej kocur nie sprawiał wrażenia sympatycznego. Wyglądał dziwnie. Równie dziwnie co Iskra. 
— Co... co ty tu robisz? — zapytała łamiącym się głosem. 
— Wróciłam — oznajmiła kotka. 
Nostalgia poczuła falę ulgi, jak i złości. Była zła. Zła na siostrę, że ta porzuciła ich na tak wiele księżyców. Nie było jej przy Muszelce, gdy ta urodziła. Nie poznała swoich siostrzeńców. Nie poczuła gorzkiego smaku wojny oraz nie opłakiwały z nimi martwych pobratymców. Wróciła, jakby nigdy nic. I jeszcze przyprowadziła ze sobą jakiegoś niedorobionego kawalera. 
— Wróciłaś...? Ty... ty głupi lisi bobku! — syknęła Nostalgia, rzucając tym co napatoczyło się w jej łapę.
Czyli zgniłą czereśnię podeptaną przez ptaki. Kudłacz spoglądał ostrym wzrokiem na Nostalgię, lecz Iskra dała mu znak, by nie interweniował. To jeszcze bardziej zirytowało Nostalgię. Partner jej siostry okazał się boidudkiem. 
— Gdzie jakieś wyjaśnienia! Gdzie tyś ty była? Co ty robiłaś przez ten czas? I co ty masz na łbie? Zabiłaś tego lisa? Co ty masz na pysku! 
Wrzaski zastępczyni zmusiły wojowników do zejścia. Ci w zdziwieniu przyglądali się na wrzeszczącą na Iskrę szylkretkę. 
— Ciociu... — miauknęła niepewnie Błysk. — Kto to? 
Nostalgia cała drżąca z gniewu, trzepnęła ogonem. 
— To? To twoja ciotka. — syknęła zła, wbijając żądny wytłumaczenia tego wszystkiego w czekoladową. 

<Iskra?>

17 października 2020

Od Nostalgii CD. Bociana

 *potężny skip, ale przed akcją z Nornicą*

Księżyce mijały i wszystko się zmieniło. Jej podopieczny Bocian został wojownikiem. Nostalgia pomimo że nie mówiła tego głośno, była bardzo dumna z tego lisiego bobka. Po wszystkich przejściach, które dane było mu przejść, po stracie rodziny, domu, przyjaciela, kocur nie poddał się i został honorowym wojownikiem. Dobrym i honorowym Lisiakiem. Nostalgia mimo ukończenia z nim treningu, często przyłapywała się na tym, że obserwowała z daleka kocura. Niedawno dostał własnego ucznia. Syna Perły i Lśniącego Księżyca, Gruszę. Maluch zdawał się być łatwy w obejściu. Posłuszny i niepyskujący. Przeciwieństwo Bociana. Zastępczyni miała tylko nadzieję, że Bocian nie sprowadzi go na złą drogę. Widząc białe futro, podeszła do dawnego ucznia. 
— I jak szkolenie, lisi bobku? — miauknęła. 
Bocian odwrócił się w jej stronę pospiesznie.
— Co się tak skradasz? Samotność dorwała cię na starość? — mruknął wojownik. 
Nostalgia uśmiechnęła się jedynie na tą uwagę. 
— Może, więc? 
— Nie najgorzej. Jest posłuszny i słucha się mnie. — oznajmił kocur, siadając. 
Szylkretka mruknęła w odpowiedzi cicho. Pora Nowych Liści nadeszła w końcu, sprawiając, że sad znów stał się zielony. Drobne pączki ozdabiały nie tak dawno ośnieżone gałęzie. Wszystko powoli budziło się do życia po łagodnej zimie. Pewnie niedługo żłobek znów będzie wypełniony kociakami i grubymi karmicielkami. Widząc mizdrzących się do siebie Ostróżkę i Podniebnego Żurawia, skrzywiła się lekko. Wraz z wiosną zawsze nadchodził czas pożerających się niemal par. 
— Tobie miłość też uderzyła na Porę Nowych Drzew? — spytała, odwracając wzrok od zakochanej parki. 

<Bocian wybacz, że tak długo i gniotowato (πーπ) >

28 września 2020

Od Nostalgii CD. Szyszki

*duży skip*

Spoglądała na toczące się w obozowisku życie. Koty pomimo śniegu wesoło przechadzały się po terenie obozu, a młodziaki wesoło skakały po gałęziach nie zważając na ostrzeżenia starszych o śliskich gałęziach. Radosne śmiechy dochodziły do uszów trójkolorowych uszów kotki. Nostalgia westchnęła. Skulona pod jedną z jeżyn wypatrywała czarnego futra, które pewnie niedługo powinno opuścić kociarnię. Ugniotła śnieg zniecierpliwiona. Zbyt dużo się działo w Owocowym Lesie. Sad, który wydawałby się tak spokojnym miejscem wciąż potrafił zaskakiwać. 
Jej bratankowie, jedyni synowie martwej Muszelki, opuścili ich. Nostalgia wiedziała, że Czermień ma niełatwy charakter, ale nigdy nie sądziła, że ten pyskaty kociak zostanie wygnany. Szkarłat, jego brat, który był idealnym przykładem, że rybojady to niedorozwoje umysłowe, podążył za czarnym także znikając bez śladu. Obydwoje zostawili już osamotnioną przez los Błysk. Koteczka mimo wszystko trzymała się jakoś. Z ciężkim nieraz uśmiechem i załzawionymi ślipiami kroczyła przez obóz, by przynieść siedzącemu w starszyźnie Pędrakowi posiłek. Kocur znając życie znów będzie kręcił łbem, nie chcąc tknąć myszy, ale po tym jak nabawił się przemarznięcia zrozumiał, że jeden posiłek dziennie był konieczny. Na dodatek jak na złość na zimę dopadły znów ich wszelakie dolegliwości. Mały Grusza leżał pokasłując w legowisku medyka zaraz obok Jabłka, który skaleczył sobie ogon, spadając z jabłonki. A matka tyle razy mu powtarzała, by nie skakał na cieńsze od jego łap gałęzie, gdyż nie wytrzymają jego ciężaru. Może to będzie dla niego dobra nauczką. W końcu następnym razem może zrobić sobie coś poważniejszego. Nostalgia dobrze wiedziała, że z drzewami nie ma żartów. I nadal skutecznie ich unikała, ściągając na siebie coraz więcej pytań. Jako już niemal jedyna, prócz karmicielek z młodymi i mającego niedaleko w gęstych malinach Pędraka spała na ziemi. Jej współklanowicze biegali po drzewach niczym wiewiórki, a ona mogła jedynie przypatrywać im się z ziemi. Czuła się wtedy taka niewielka i bezradna. 
Spuściła łeb. Westchnęła ciężko. Jak zwykle rozmyślała o wszystkim co niepotrzebne. Zerknęła na wejście na kociarnie. Czarne futro śmignęło w otworze. Serce Nostalgii zabiło niespokojnie. Czyli jednak musiała wejść do tej groty przepełnionej bachorami i niemłodymi mamuśkami. Drgnęła niespokojnie na samą myśl o tym. Szyszka zostanie niedługo matką. Gdy kotka po raz pierwszy poinformowała ją o tym, Nostalgia zażartowała, sama w to nie wierząc. Dopiero przez powagę jaką ujrzała w żółtych ślipiach liderki zrozumiała, że czarna mówiła serio. Już dawno serce nie biło jej jak wtedy. Na jej pysk wkradło się zdecydowanie zbyt dużo emocji. Nie mogła w to uwierzyć. Szyszka... matką? Wiedziała, że będzie wspaniałą. W końcu kocica była niemal idealna w oczach szylkretki. Dobra, współczująca, ale też rozważna i potrafiąca walczyć o swoje. Nieco zbyt silnie trzymająca się swoich racji. Problem tkwił w czymś innym. 
W tym samym co zawsze. 
W Sokole. 
Ten śmierdzący lisiodupek musiał tknąć Szyszkę w sposób niegodny jego. Musiał położyć swoje paskudne i powykrzywiane łapska na jej idealnym i futerku i... i... nie. Nostalgia nawet nie chciała o tym myśleć. Żołądek podchodził jej do gardła na samą myśl o tym, a chęć zamordowania tego lisiego bobka sięgnęła niemal gwiazd. Jedynie myśl, że Szyszka byłaby niepocieszona ze śmierci ojca jej kociąt trzymała tą lisią wywłokę przy życiu. Pół księżyca zleciało szybciej niż myślała, a brzuch czarnej osiągnął rozmiary większe niż się spodziewała Nostalgia. Szylkretka miała wrażenie, że zamiast dwóch-trzech kociaków z Szyszki wysypie się co najmniej siódemka. Na myśl o siódemce uroczych małych Szyszek, westchnęła cicho. Oby maluchy przejęły urodę po mamie, a nie tym niedorobionym smrodzie. 
— Idź wreszcie do niej — usłyszała za sobą. 
Odwróciła się i ujrzała trzęsącą się z zimna Golec. Łysa nie powinna wychodzić ze swojego legowiska zimę, a co dopiero stać na wietrze. 
— Co ty tu robisz, głupia? — syknęła na nią Nostalgia, jeżąc się. 
Naprawdę ostatnie czego potrzebowali to kolejnego chorego. Golec prychnęła i podeszła do niej, wtulając się w jej sierść. 
— Zanim się do niej wybierzesz zdąży urodzić, mysi bobku — warknęła na nią łysa. — Pójdziemy razem, bierz tego badyla i chodź — stęknęła zmarznięta. 
Nostalgia niechętnie podniosła zwiędniętą stokrotkę wyproszoną od Wschodu i ruszyła w stronę kociarni. Płatająca się jej obok łap Golec nie pomagała. 
— Tylko nie palnij żadnej głupoty — mruknęła do łysej. 
— I kto to mówi — prychnęła wojowniczka, wchodząc z nią do kociarni. 
Jedno z bachorów Perły spojrzało na nich swymi zielonymi ślipiami. Żadne z nich nie odziedziczyło ślip po matce. Zarówno Jabłonka jak i Grusza wyglądali jak mini klony swojego ojca. Nostalgia położyła uszy. Oby z kociakami Szyszki tak nie było. Już jeden brzydal w obozie im wystarczał i nie miała na myśli Golca. Szyszka na ich widok podniosła się i uśmiechnęła się. 
— Witaj, Nostalgio! I ty też Golcu, co tu robisz? Nie powinnaś siedzieć z Pędrakiem? — miauknęła liderka, która była wyjątkowo niehumorzasta dziś. 
— Znów snuł depresyjne przemyślenia z Błysk nad sensem życia — burknęła łysa. — Nie mogłam tego słuchać. — dodała, szturchając Nostalgię. 
Szylkretka syknęła na nią, po czym ukradkiem zerknęła na liderkę. 
— T-to... to dla ciebie — miauknęła cicho. — Oby t-twoje kociaki były z-zdrowe. 

<Szyszko?>

wyleczeni: pędrak, grusza, jabłko 

21 sierpnia 2020

Od Nostalgii CD. Szyszki

Wzrok Nostalgii powędrował na łapy. 
— Co z tego, że jej pomogłam, jak i tak to nie zmaże czynu Łasicy — westchnęła. — Nie mogę uwierzyć, że dzieliłam legowisko z tak obślizgłym lisim bobkiem. 
Czarne uszy liderki zastrzygły. 
— Gdyby nie Bazylia, uwierz mi poznałby dotkliwie konsekwencje swego czynu — mruknęła Szyszka, a w złocistych ślipiach zabłysnęła złość. 
Był to widok zdecydowanie rzadki. Nostalgia miała nadzieję, że nie będą mieli więcej sytuacji. Mieli nauczkę na przyszłość. Bardziej sprawdzać samotników. Nie ufać obcym. Nie ufać nikomu poza klanem. 
— Z medykami powinien wychodzić maksymalnie jeden wojownik —  mruknęła do Szyszki, wskakując na niewielki głaz. — Inaczej zrobi się zamieszanie i chaos. Za dużo kotów, za dużo hałasu. — podsumowała. 
Szyszka kiwnęła łbem.
— Miejmy nadzieję, że młodzieży nie wpadnie pomysł wymykania się — stęknęła szylkretka niczym prawdziwy staruch ze starszyzny. — Dobrze, wiesz gdzie oni zwykle mają zasady i ostrzeżenia, lisie bobki jedne. 
Na pysk czarnej wkradł się dziwny uśmiech. Kotka przeniosła na nią parę roześmianych ślipi. 
— Odezwała się ta najgrzeczniejsza — miauknęła do Nostalgii.
Ta zawstydzona uciekła wzrokiem. 
— Dawno i nie prawda — skwitowała, zeskakując pospiesznie z kamienia. — Wtedy zgraja lisów i Nocianków nie czaiła się na każdym rogu —  dodała. 
Szyszka westchnęła. 
— Racja. Ale miejmy nadzieję, że tu nie przytrafi się nam już nic złego — miauknęła, spoglądając na niebo. 
Leniwe chmury przemieszczały się powoli po niebieskim niebie. Owocowy Las był tak spokojnym miejscem, że Nostalgia szczerze wątpiła, że tutaj będzie wstanie coś złego im przytrafić. Lecz jak dobrze wiedziała życie potrafiło zaskakiwać. 

* * *

Słońce przyjemnie grzało grzbiet kotki. Nostalgia przeciągnęła się leniwie na niewielkim kamieniu. Uwielbiała takie dni jak te. Spokojne. Na razie jeszcze nikt nie zawrócił jej tyłka dziś. Rano wyznaczyła patrol, choć te straciły na znaczeniu przez to, że mało kto przedostawał się przez ogrodzenie. Trening z Bocianem mieli mieć wieczorem, gdy będzie chłodniej, gdyż przez upały długowłosy za szybko się męczył. 
Życie w Owocowym Lesie toczyło się spokojnym rytmem od uwolnienia Lisiaków z łap Nocniaków. Jedynym zagrożeniem na ich terenie stały się spadające owoce, nokautujące czasem wojowników i uczniów. Mirabelek, którego spotkanie z jabłkiem skończyło się wizytą u medyka, został w żartach okrzyknięty Jabłkiem, lecz imię później przyjęło się na tyle dobrze, że mało kto już na Mirabelka wołał jego prawdziwym imieniem. 
Kotka przekręciła się leniwie na kamieniu i przed jej oczami pojawiło się białe futro. Zdziwiona poderwała się na łapy, lecz zamiast swojego ucznia ujrzała jego brata. Kocur nerwowo przebierał łapami, zastanawiając się nad czymś.
— Tak? 
— Szakłak powiedział mi, że jestem gotów zostać wojownikiem — oznajmił kocur, a jego ogon dziwnie zadygotał w powietrzu. — Ale...
— Ale...? — miauknęła Nostalgia, unosząc brwi do góry. 
Czuła, że coś jest nie tak. Kocur spuścił wzrok chyba lekko zawstydzony. 
— Chciałbym mieć imię jak Czermień, czy Szkarłat — oznajmił. — Chciałbym, żeby moje imię upamiętniało moich rodziców — dodał szybko. 
Nostalgię trochę wryło. Nie rozumiała czemu Żuraw chce przybrać dwuczłonowe imię niczym ich najeźdźcy. 
Czy ktoś dobrowolnie chciał nosić ich szkarłatne imiona?
— Rozumiem... — nie zdążyła do kończyć, gdyż biały jej przerwał. 
— Więc? — szybkie pytanie zbiło kotkę znów z tropu. — Jak będzie? Mogę? 
Pogubiła się sama w tym co chciała mu odpowiedzieć. Trzepnęła zirytowana ogonem. Miała wrażenie, że jeśli ten jeszcze raz jej przerwie to coś mu zrobi. 
— Pogadam z Szyszką o tym, a ty lepiej idź na polowanie, lisi bobku — mruknęła na kocura. — Patrz, Ostróżka siedzi samotnie, weź ją — rozkazała mu, odchodząc pospiesznie od niego. 
Widząc, że biały podąża w stronę wskazanej kotki, zaczęła rozglądać się za Szyszką. Miała nadzieję, że znajdzie ją gdzieś poza drzewem. Nadal nie przełamała się i nie wlazła na żadne. Paniczny lęk przed nimi uczepił się niej niczym wredny kleszcz za uchem i nie chciał jej zostawić. Próbowała nie raz się przełamać, lecz na marne. Za każdym razem miała tamtą sytuację w oczach. 
— Widziałaś gdzieś Szyszkę? — zawołała do Błysk, która wylegiwała się na gałęzi jabłoni. 
Siostrzenica pokręciła łbem, ziewając. 
— Zapytaj Klona, szukała go wcześniej — miauknęła bura. 
Szylkretka kiwnęła łbem, wdychając. Syn Horyzonta uwielbiał biegać i skakać po drzewach. Jego mentor w drwinach przezywał go wiewiórą. Nostalgia nie miała pojęcia jak go znaleźć z ziemi. Zaczęła wędrować po obozowisku w nadziei, że spotka liderkę albo zauważy liliowe futro na drzewie. W końcu nieco zmęczona zawędrowała do legowiska medyków. Wraz z tym, że Wschód otrzymał dwie uczennice postanowiono znaleźć medykom nowe legowisko. Teraz mieściło się w krzach jeżyn oplatających niską śliwkę. Nostalgia zajrzała tam i ujrzała leżącą na jednym z dwóch posłań Gąskę. Kotka złapała kleszcza, a teraz nabawiła się gorączki. Tuż obok niej siedziała Szyszka. 
— Tu jesteś — mruknęła Nostalgia, zmęczona poszukiwaniami czarnej. 
Ta zdziwiona zastrzygła uszami.
— Szukałaś mnie? — zapytała cicho, nie chcąc zbudzić śpiącej Gąski.
Nostalgia ruchem ogona wskazałaby wyszli z legowiska medyków. Czarna podążyła za nią i po chwili obydwie były na świeżym powietrzu. 
— Przyszedł do mnie Żuraw — zaczęła opowiadać liderce. — I... i miał nietypową prośbę. 
— To znaczy? — dopytała Szyszka, marszcząc brwi. 
Nostalgia westchnęła. 
— Chce dwuczłonowe imię — mruknęła. — Chce upamiętać rodziców  w swym rodziców i mieć drugi człon z nimi związany. — dodała, rozglądając się po okolicy. 
Koty zajęte własnym życiem nie zwracały na nie zbyt dużej uwagi. 
— Co o tym myślisz, Szyszko? — miauknęła do kotki.

<Szyszko?>

26 lipca 2020

Od Nostalgii CD. Cichej

Nostalgia weszła do kociarni w celu innym niż zabawianie kociąt. Lecz już na samym początku jedno z pstrokatych kociaków Leszczynki stanęło jej na drodze. Niebiesko-rudo-biała kulka futra spoglądała na nią z podniesionym łebkiem. Nostalgia kompletnie nie orientowała się w maluchach wojowniczki. Miała jedynie nadzieję, że to nie to nieme kocie. Kompletnie nie umiała zgadywać. Widząc, że kocie wskazuje na nią łapą, poczuła nieprzyjemny dreszcz na grzbiecie. Nie miała pojęcia o co chodzi na małej.
— Chcesz na dwór? — mruknęła niepewnie.
Cicha pokręciła łebkiem i jeszcze raz wskazała na nią. Jej zielone ślipia wpatrywały się w nią z zacięciem.
— Leszczyno — zawołała cicho karmicielkę. — Pomocy... — szepnęła. 
Ruda niechętnie podniosła się i spojrzała a to na córkę, a to na wojowniczkę. 
— Pyta o twoje imię, Nostalgio — mruknęła karmicielka. — To nie było trudne. — skomentowała z lekko wrednym uśmiechem.
Szylkretka położyła niezadowolona uszy. 
— To ja jestem Nostalgia, a ty Cicha, nie? — próbowała jakoś zagadać do kocięcia. 
Koteczka kiwnęła łbem. Zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza. Nostalgia nie miała pojęcia jak obchodzić się z niemym kociakiem. O czym z nim rozmawiać, czy jak się bawić. W końcu ani nie piśnie, ani nie powie, że się zmęczyło. 
— M-może opowiedzieć ci o twojej rodzinie? — zaproponowała wojowniczka. 
Kociak pokręcił łebkiem, wskazując na dwór. Nostalgia westchnęła. Wątpiła czy spacerek z kociakiem, który nawet jej nie odpowie na zawołanie to dobry pomysł. Zielone ślipia wbiły w nią proszące spojrzenie. Nostalgia próbowała przed nimi uciec, lecz mała ją zachodziła od każdej strony. 
— Leszczyno, idę z Cichą na spacer — powiadomiła rudą. 
Leszczyna aż się poderwała. 
— W takie zimno? — miauknęła zaskoczona. — Nostalgio, ty naprawdę nic nie wiesz o kociakach! — ochrzaniła wojowniczkę. 
— Przecież nie zmarznie tak szybko, lisi bobku — mruknęła Nostalgia. 
— Mamo, mamo! — zawołał Mirabelek. — A ja też mogę? Proszę! Proszę! 
— Ja też chce! — miauknęła Brzoskwinka. 
Leszczyna westchnęła ciężko, kręcąc łbem. 
— Dobra, bierzesz ze sobą całą czwórkę — postanowiła Leszczyna, wciskając jej swoje kocięta. 
Kociaki z radością podbiegły do niej, otaczając ją z każdej strony. Nostalgia bała się cofnąć o krok, by jakiegoś nie zdeptać. Czekał ich bez wątpienia ciekawy spacerek.

<Cicha, wybacz za gniota>

13 lipca 2020

Od Nostalgii CD. Szyszki

Nostalgia słysząc słowa kotki, uśmiechnęła się licho.
— Musi nam się udać — miauknęła w końcu sama w to nie do końca wierząc. 
Nocniaki przewyższali ich prawie dwukrotnie liczbą, Lisiaki też nie wiedzieli, gdzie ci mają obóz... na dodatek nadal nie wiedzieli, czy Owocowy Las jest dobrym miejscem na obozowisko. Może i zwierzyny było tu nie mało, lecz kiedyś żyli na bagnach. Tam większość z nich się wychowała, a Owocowy Las zdecydowanie się od nich różnił. Było tu mnóstwo niskich drzew, parę krzewów. Nostalgia nadal nie wiedziała gdzie mogliby rozbić obóz. Westchnęła ciężko, kręcąc łbem. Musiało im się udać. Musieli się postawić głupiemu losu. Przecież nie mogli się poddać przez jakąś głupią bandę rybojadów. 
— Póki mamy siebie, damy radę — dodała po dłuższej chwili. 
Szyszka kiwnęła łbem. 
— Też tak myślę — zgodziła się z kotką, uśmiechając się słabo. — A teraz chodź, czuję, że niejedna mysz zaszyła się w tej okolicy — wskazała ogonem na niewielkie drzewo wiśni. 


* * *

Owocowy Las faktycznie z upływem czasu stał się ich domem. Pomimo że ich obozowisko było dość robocze, jedynie kociarnia znajdowała się w jednym miejscu, dawne Lisiaki przyzwyczaiły się do życia w sadzie. Noce bywały zimne, więc wojownicy i uczniowie zbici w jedną kupę futra spali koło siebie. Nostalgia przeciągnęła się leniwie, widząc, że słabe słońce wschodzi już na niebo. Zaraz Myszołów pewnie też się obudzi i zacznie rozporządzać patrole. Pomimo że nie oznaczali swych granic, by nie przykuć niczyjej uwagi, bacznie obserwowali każdego dnia druciany płot. Jak na razie Nocniaki nie zapuszczały się w jego okolice i dobrze. Na razie nie było im spieszno zobaczyć i poczuć ten ryby odór. No może jedynie Szakłakowi tak. Kocur czasem nawet opowiadał kociakom w żłobku jak przeorał niejednemu rybojadowi pysk i opowiadał przyszłe bitwy, w których, pod jego wspaniałym dowództwem, przegonią Nocniaków na zawsze z ich bagien. 
— Nostalgio, pójdziesz z Gąską i Perłą — zarządził Myszołów, szturchając zamyśloną wojowniczkę. 
Kotką kiwnęła łbem niechętnie. Obie kotki wolały przemierzać ich tereny drzewami, za którymi Nostalgia od czasu jej wypadku nie przepadała. 
— Może upoluje coś jednak dla Leszczyny? — zaproponowała. — No wiesz, czwórka smyków to jednak trochę jest, a mówiła, że ma ochotę na wróbla... — zaczęła zmyślać wojowniczka.
Myszołów spojrzał z lekkim niepokojem w stronę kociarni. 
— Masz rację — stwierdził. — Jak jest głodna bywa straszna... — dodał ciszej. 
Nostalgia zadowolona kiwnęła łbem i oddaliła się. Już miała znikać za rozłożystą jabłonią, gdy usłyszała szelest rozmowy. 
—...A może na jabłoń? — zaproponował optymistycznie Wschód. 
— Czy ja wiem, jak mielibyśmy na niej spać? — usłyszała głos Pszczółki. 
— To proste! Położylibyśmy gałęzie poziomo na sąsiadujących gałęziach lub zrobili gniazda jak ptaki — nie poddawał się kocurek. 
Pszczółka westchnęła. 
— Szyszko, a co ty myślisz o tym? — zapytała starsza medyczka. 
Zapanowała pomiędzy trójką chwila ciszy. Zdawała się trwać parę uderzeń serca, lecz i tak się ciągnęła. 
— Obóz na drzewie ma swoje plusy — miauknęła liderka. — Moglibyśmy szybko się schować oraz niebezpieczeństwo łatwiej wypatrzeć, ale... hmm, te legowiska, musielibyśmy to pierw wypróbować — zarządziła Szyszka. 
Nostalgia mogła przyrzec, że słyszy jak ochoczo Wschód kiwnął łbem. 
— Chodź, Wschodzie — zawołała Pszczółka. — Jak zbierzemy zioła to poeksperymentujesz, synku.
Dopiero gdy dwójka medyków odeszła, Nostalgia odważyła zerknąć ukradkiem w stronę Szyszki. Kotka od razu ją zauważyła. 
— Pracowity dzień, co? — mruknęła do liderki. 
Czarna kiwnęła łbem, wdychając. 
— Mamy jeszcze tyle roboty, ale dajemy sobie dobrze radę — miauknęła optymistycznie, siadając. 
Nostalgia posiadła się do niej, zupełnie zapominając o polowaniu. 
— Nostalgio — zaczęła Szyszka, spoglądając na jabłoń. — Co myślisz o pomyśle obozowiska na drzewie...? 
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po grzbiecie kotki. Wzięła głębszy oddech. 
— Nie... nie powinnaś o tym rozmawiać z M-myszołowem? — mruknęła w końcu. 
Szyszka wzruszyła ramionami. 
— Wolę znać i twoje zdanie — oznajmiła. 
Nostalgia westchnęła. 
— Brzmi... nieźle można spróbować — miauknęła pewnie, pomijając fakt swojej fobii do drzew. 
Obozowisko na rozłożystej jabłoni mogło się okazać niegłupim pomysłem, lecz kotka wiedziała, że prawdopodobnie nie postawi w nim łapy. Strach był zbyt duży. Szyszka nagle zmarszczyła pysk zdziwiona. 
— Podpadłaś czymś Myszołowowi? — zapytała zdziwiona. 
— Co...? Nie. Chyba. Na ostry i ciernie! —  przypomniała sobie nagle o polowaniu Nostalgia. — Kryj mnie —  miauknęła żałośnie, kryjąc się za liderką. 


<Szyszka?>