Świetlikowa Ścieżka całą drogę patrzyła na swojego synka z dumą i uwielbieniem. Pstrokata Łapa i Mroczna łapa wyraźnie wdali się w ojca - koteczka miała jego śliczną sierść i pewność siebie, a kocur odziedziczył po Wrzosowym Kle cięty język i - to jego matka musiała przyznać - niezwykła urodę. Pstrokata Łapa był znacznie większy od brata i może trochę wyższy od Zapomnianej Łapy. Ach, Zapomniana Łapa i Rozżarzona Łapa zdecydowanie byli dziećmi Świetlikowej Ścieżki - wrażliwi, ale radośni i uroczy, łatwo zdobywający serca klanowiczów. Teraz podniósł na matkę wściekłe spojrzenie lśniących, pomarańczowych ślepi które delikatnie złagodniało gdy zobaczył uśmiech na jej pyszczku:
- Nie śmiej się ze mnie, mamo - mruknął cicho.
- Ależ ja się z ciebie nie śmieję! - zapewniła gorliwie, po czym rozejrzała się jakby myśląc, że ktoś ich podsłuchuje - Śmieję się z siebie, na wspomnienie siebie...
Kocurek przechylił głowę i uśmiechnął się jakby kpiąco, z niedowierzaniem. Jego matka ciągnęła dalej:
- Doskonale pamiętam jak ja uczyłam się łapać ryby... Och, jaka ja byłam wściekła na Srebrny Pysk!
- Srebrny Pysk?
- Srebrny Pysk była wojowniczką Klanu Nocy i tak jak ja wnuczką Czarnej Gwiazdy. Szkoliła nie tylko mnie, a i twojego ojca i samą Czarne Piórko!
- Babcię? - kocurek szerzej otworzył oczy. Świetlik delikatnie trzepnęła go w ucho:
- Wiesz, że Czarne Piórko nie przepada za nazywaniem jej "babcią". Wracając do Srebrnego Pyska... Była dość... Specyficzna. Nienawidziła moich rodziców, a nienawiść tą przeniosła na mnie. Treningi z nią były na początku mordęgą, przysięgam - chciałam uciec i nie wracać! Powiedziałam jej kiedyś co o niej myślę, nie skończyło się to dobrze...
- Podniosłaś głos na własną mentorkę? - zapytał z niedowierzaniem -TY?!
- Tak - uśmiechnęła się smutno - I jadłam nie nakarmiwszy wcześniej Klanu. Dała mi za to surową karę.
Świetlik widziała, że jej syn ma do niej jeszcze wiele pytań i z żalem ugryzła się w język gdy chciała powiedzieć "pytaj mnie o wszystko, Pstrokata Łapo, polowanie poczeka".
Kocurek podszedł do wody śledząc wzrokiem rybę pływającą przy brzegu.
- Mamo... Opowiesz mi o Nakrapianym Kwiecie? - zapytał, jak gdyby nigdy nic.
- O Nakrapianym Kwiecie? - zdumiała się. Kocurek nie odpowiedział, bo właśnie w tej chwili wykonał szybki ruch łapą i wyrzucił rybę na brzeg. Dopadł jej i zabił kolejnym uderzeniem.
- Brawo, Pstrokata Łapo! - kotka polizała syna po głowie - Próbuj dalej!
- Mówiłaś, że noszę imię po Nakrapianym Kwiecie...
- Tak, to prawda.
- Rozżarzona Łapa nazywa się tak po dziadku, a teraz Płomienna Gwiazda go uczy. Mroczna Łapa, jak sama powiedziałaś nosi swoje imię na cześć Czarnej Gwiazdy i Czarnego Piórka. Nie ma już możliwości poznać Czarnej Gwiazdy, ale doskonale zna Czarne Piórko. A ja?
- Och, Pstrokatku... Nie nazwałam cię po Nakrapianym Kwiecie bez powodu!
- Ale kim w ogóle była Nakrapiany Kwiat?! - warknął kocurek wściekle. Ryba którą właśnie złapał wymknęła mu się i ponownie wpadła do wody.
- Nakrapiany Kwiat... Była partnerką Czarnej Gwiazdy i matką Płomiennej Gwiazdy. Wielokrotnie wymykałam się do niej gdy jeszcze mieszkałam w żłobku, to ona opowiedziała mi o Klanie Gwiazd, ona wpoiła wierność i miłość do Klanu Nocy. Nakrapiany Kwiat była niesamowita, a ty... Ty nosisz po niej imię, bo chcę byś był nie mniej wspaniały niż twoja prababcia.
Kocurek spojrzał na matkę z powagą malującą się na pyszczku.
- Złówmy jeszcze kilka ryb i wracajmy do obozu - zadecydowała Świetlik po czym nie czekając na reakcję syna podeszła bliżej do rzeki.
< Pstrokatku? >
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świetlikowa Ścieżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świetlikowa Ścieżka. Pokaż wszystkie posty
29 grudnia 2017
28 grudnia 2017
Od Świetlikowej Ścieżki C.D Mrocznej Łapy
Nie ma słów które mogłyby opisać teraz radość Świetlikowej Ścieżki - wszystkie jej dzieci były już uczniami, a obie córki powróciły z samodzielnego polowania z wyjątkowym łupem.
- Brawo - zamruczał liżąc po kolei głowy swoich uczniów - Moglibyście zanieść kilka ryb dla medyków, albo do żłobka?
- Ja zaniosę! Ja! - pisnęła Zapomniana Łapa - Bo ja bardzo lubię pomagać medykom, wiesz mamusiu! I Dryfujący Obłok mnie lubi, wielbi, uwielbia, wiesz?
- Wiem, kochanie - zaśmiała się szylkretka. Faktem było, że młody medyk chwalił zapał jej najstarszej córki, która czasami pomagała mu zbierając zioła i przynosząc jedzenie dla niego i Miodowej Łapy.
- A my pójdziemy do żłobka - uśmiechnęła się w stronę Mrocznej Łapy - Pstrokata Łapo, Rozżarzona Łapo możecie wziąć sobie coś ze stosu zwierzyny i zjeść.
Nie trzeba było im tego powtarzać - głodni uczniowie natychmiast wzięli sobie po rybie i uśmiechając się do matki i siostry oddalili się w stronę legowiska uczniów.
Świetlik chwyciła w zęby rybę po czym skierowała swoje kroki w stronę żłobka. Została w nim już tylko jedna królowa - Ziewają Łasica. Świetlik kiedyś bardzo chciała się z nią zaprzyjaźnić. To było przed tym gdy zorientowała się, że z tą kotką zaprzyjaźnić się NIE DA. Swoje dzieci traktowała zupełnie nie po matczynemu, po prostu jak przedmioty. Bardzo irytujące przedmioty. Szylkretka musiała opanować swoje macierzyńskie zapędy żeby nie wywalić kotki ze żłobka na zbity pysk i samemu zająć się radosnym i beztroskim wychowaniem jej dzieci.
- Witaj, Ziewająca Łasico! - zawołała kotka wchodząc do żłobka. Królowa nawet nie zaszczyciła jej spojrzeniem, a gdy Mroczna Łapa położyła przed nią rybę mruknęła pod nosem coś w stylu "No wreszcie, ile miała czekać". Jej kociaki gdy tylko zobaczyły, że szylkretowa wojowniczka przyszła podeszły i zaczęły ją o wszystko wypytywać, jak to dzieci. Znały już Świetlika... No bo kto jej nie zna? Jeśli jest się kotem który wszędzie się wprasza, wpycha nos we wszystkie legowiska, a przy tym budzi zaufanie nie ma możliwości być nierozpoznawalnym. U kociąt bywała ona często, opowiadała im bajki i historie. No cóż, od czasów Paprociowego Kwiatu, Bobrzej Łapy i Jastrzębiego Szpona nie było w Klanie Nocy miotu który nie wychował się przy boku matki i Świetlikowej Ścieżki która by znaleźć się w żłobku miała więcej wymówek niż można sobie wyobrazić.
- Kto to jest? - zapytał nagle Dąb patrząc nieufnie na Mroczną Łapę. Koteczka uśmiechnęła się zażenowana, zaś kociak uderzył ją delikatnie mała łapką i po chwili odskoczył przestraszony. Świetlik zaśmiała się cicho.
< Mroczku?>
- Brawo - zamruczał liżąc po kolei głowy swoich uczniów - Moglibyście zanieść kilka ryb dla medyków, albo do żłobka?
- Ja zaniosę! Ja! - pisnęła Zapomniana Łapa - Bo ja bardzo lubię pomagać medykom, wiesz mamusiu! I Dryfujący Obłok mnie lubi, wielbi, uwielbia, wiesz?
- Wiem, kochanie - zaśmiała się szylkretka. Faktem było, że młody medyk chwalił zapał jej najstarszej córki, która czasami pomagała mu zbierając zioła i przynosząc jedzenie dla niego i Miodowej Łapy.
- A my pójdziemy do żłobka - uśmiechnęła się w stronę Mrocznej Łapy - Pstrokata Łapo, Rozżarzona Łapo możecie wziąć sobie coś ze stosu zwierzyny i zjeść.
Nie trzeba było im tego powtarzać - głodni uczniowie natychmiast wzięli sobie po rybie i uśmiechając się do matki i siostry oddalili się w stronę legowiska uczniów.
Świetlik chwyciła w zęby rybę po czym skierowała swoje kroki w stronę żłobka. Została w nim już tylko jedna królowa - Ziewają Łasica. Świetlik kiedyś bardzo chciała się z nią zaprzyjaźnić. To było przed tym gdy zorientowała się, że z tą kotką zaprzyjaźnić się NIE DA. Swoje dzieci traktowała zupełnie nie po matczynemu, po prostu jak przedmioty. Bardzo irytujące przedmioty. Szylkretka musiała opanować swoje macierzyńskie zapędy żeby nie wywalić kotki ze żłobka na zbity pysk i samemu zająć się radosnym i beztroskim wychowaniem jej dzieci.
- Witaj, Ziewająca Łasico! - zawołała kotka wchodząc do żłobka. Królowa nawet nie zaszczyciła jej spojrzeniem, a gdy Mroczna Łapa położyła przed nią rybę mruknęła pod nosem coś w stylu "No wreszcie, ile miała czekać". Jej kociaki gdy tylko zobaczyły, że szylkretowa wojowniczka przyszła podeszły i zaczęły ją o wszystko wypytywać, jak to dzieci. Znały już Świetlika... No bo kto jej nie zna? Jeśli jest się kotem który wszędzie się wprasza, wpycha nos we wszystkie legowiska, a przy tym budzi zaufanie nie ma możliwości być nierozpoznawalnym. U kociąt bywała ona często, opowiadała im bajki i historie. No cóż, od czasów Paprociowego Kwiatu, Bobrzej Łapy i Jastrzębiego Szpona nie było w Klanie Nocy miotu który nie wychował się przy boku matki i Świetlikowej Ścieżki która by znaleźć się w żłobku miała więcej wymówek niż można sobie wyobrazić.
- Kto to jest? - zapytał nagle Dąb patrząc nieufnie na Mroczną Łapę. Koteczka uśmiechnęła się zażenowana, zaś kociak uderzył ją delikatnie mała łapką i po chwili odskoczył przestraszony. Świetlik zaśmiała się cicho.
< Mroczku?>
20 grudnia 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Świetlikowa Ścieżka z dumą patrzyła na czwórkę swoich dzieci siedzących u boku jej ojca. Żar, Mrok, Zapomnienie i Pstrokatek nie wyglądały na przestraszone, ani podniecone - miały poważne miny i tylko radosne oczy lśniły rozjaśniając ich pyszczki. Świetlik wielokrotnie opowiadała im o mianowaniu - swoim własnym jak i tym, które ich czeka. Razem zgadywali kto będzie czyim mentorem aż w końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień.
Dopiero po chwili szylkretka dostrzegła Paprociową Łapę która kuliła się za liderem, jakby przestraszona. Nie opowiedziała Świetlikowi o tym, co się działo, Klan wiedział tylko, że wyruszyła na poszukiwanie ojca do Klanu Wilka, jednak Milcząca Gwiazda ją uwięziła i cudem uciekła. O Palącym Piorunie nic nie powiedziała.
- Ja, Płomienna Gwiazda, lider Klanu Nocy wzywam naszych walecznych przodków by spojrzeli na tę uczennicę! - zawołał przywódca. Paprociowa Łapa wysunęła się na przód wciąż przestraszona i nieśmiała, tak niepodobna do siebie.
- Paprociowa Łapa pilnie trenowała by zrozumieć wasz szlachetny kodeks. Polecam wam ją jako kolejną wojowniczkę. Paprociowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika i bronić Klanu Nocy, a gdy zajdzie taka potrzeba oddać za niego życie?
- Tak - powiedziała cicho.
- Wobec tego mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci, Paprociowa Łapo imię Paprociowego Kwiatu. Klan Gwiazdy wita cię jako kolejną wojowniczkę.
Rozległy się piski i wiwaty, czekoladowa kotka z ulgą zeszła z widoku i przysiadła u boku Świetlikowej Ścieżki. Ta ceremonia była wyjątkowo opóźniona przez ucieczkę kotki - gdyby nie ona Paprociowy Kwiat byłaby mianowana jeszcze nim Świetlikowa Ścieżka została królową.
- To jeszcze nie koniec ceremonii! - zawołał Płomienna Gwiazda do cichnącego już tłumu - Oto stoi przede mną czwórka młodych kotów która otrzyma dziś miano uczniów. Zapomnienie! - zwrócił się do najstarszej z miotu. Z dumą wypięła pierś czekając na jego dalsze słowa - Od dzisiaj znana będziesz pod imieniem Zapomniana Łapa. Twoją mentorką zostanie moja zastępczyni Czarne Piórko - tu zwrócił się do czarnej kotki, która powoli, dumnie do niego podeszła - Mam nadzieję, że przekażesz Zapomnianej Łapie wiedzę i umiejętności które niewątpliwie posiadasz. Wyszkoliłaś już wielu wspaniałych wojowników i mam nadzieję, że Zapomniana Łapa nie będzie wyjątkiem.
Czarne Piórko z powagą skinęła głową i delikatnie opuściła łebek by dotknąć nosem Zapomnienia, jednak ta, która nie mogła już dłużej wytrzymać z podekscytowania podskoczyła i boleśnie uderzyła nosem mentorkę. Czekoladowa kotka syknęła z bólu. Zapomniana Łapa speszyła się i zaczęła ją po stokroć przepraszać, jednak kotka mruknęła tylko coś lekceważąco i delikatnie ponownie dotknęła nosem uczennicę.
- Widziałaś to mamusiu? - pisnęła Zapomniana Łapa radośnie.
- Tak, widziałam - odparła Świetlikowa Ścieżka z przekąsem, w duchu modląc się by reszta jej dzieci zachowała się odpowiednio.
- Żarze! - zwrócił się do kocurka. Żar uśmiechnął się do niego delikatnie - Od dzisiaj będziesz nosił imię Rozżarzonej Łapy. Twoją nauką zajmę się ja sam.
- Naprawdę dziadku? - zapytał, troszkę zbyt głośno.
Płomienna Gwiazda zaśmiał się i powoli pokiwał głową po czym zetknął się nosem z wnukiem.
- Mroku! - powiedział teraz do drugiej córki Świetlika - Twoje nowe imię będzie brzmieć Mroczna Łapa. Na twojego mentora wytypowany został twój ojciec, Wrzosowy Kieł. Przekaże ci on wiedzę którą zdobył od Srebrnego Pyska, która nauczała również twoją matkę.
Wrzosowy Kieł delikatnie dotknął się z córką nosami. Świetlik trochę zbyt głośno odetchnęła z ulgą skupiając przy tym na sobie spojrzenia najbliżej siedzących kotów.
- A ty, Pstrokatku od dziś będziesz znany jako Pstrokata Łapa. Twoją mentorką zostanie nowo mianowana Paprociowy Kwiat. Paprociowy Kwiecie - tu zwrócił się do czekoladowej koteczki, która z ociąganiem ponownie do niego podeszłam - Mam nadzieję, że przekażesz Pstrokatej Łapie wiedzę i umiejętności które nabyłaś u jego matki, a twojej mentorki.
Paprociowy Kwiat z powagą skinęła głową i delikatnie zetknęła się nosem z Pstrokatą Łapą.
Tłum wiwatował, a Świetlik z dumą patrzyła na swoje dzieci. Są już takie duże...
<Ktoś, ktokolwiek?>
Dopiero po chwili szylkretka dostrzegła Paprociową Łapę która kuliła się za liderem, jakby przestraszona. Nie opowiedziała Świetlikowi o tym, co się działo, Klan wiedział tylko, że wyruszyła na poszukiwanie ojca do Klanu Wilka, jednak Milcząca Gwiazda ją uwięziła i cudem uciekła. O Palącym Piorunie nic nie powiedziała.
- Ja, Płomienna Gwiazda, lider Klanu Nocy wzywam naszych walecznych przodków by spojrzeli na tę uczennicę! - zawołał przywódca. Paprociowa Łapa wysunęła się na przód wciąż przestraszona i nieśmiała, tak niepodobna do siebie.
- Paprociowa Łapa pilnie trenowała by zrozumieć wasz szlachetny kodeks. Polecam wam ją jako kolejną wojowniczkę. Paprociowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika i bronić Klanu Nocy, a gdy zajdzie taka potrzeba oddać za niego życie?
- Tak - powiedziała cicho.
- Wobec tego mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci, Paprociowa Łapo imię Paprociowego Kwiatu. Klan Gwiazdy wita cię jako kolejną wojowniczkę.
Rozległy się piski i wiwaty, czekoladowa kotka z ulgą zeszła z widoku i przysiadła u boku Świetlikowej Ścieżki. Ta ceremonia była wyjątkowo opóźniona przez ucieczkę kotki - gdyby nie ona Paprociowy Kwiat byłaby mianowana jeszcze nim Świetlikowa Ścieżka została królową.
- To jeszcze nie koniec ceremonii! - zawołał Płomienna Gwiazda do cichnącego już tłumu - Oto stoi przede mną czwórka młodych kotów która otrzyma dziś miano uczniów. Zapomnienie! - zwrócił się do najstarszej z miotu. Z dumą wypięła pierś czekając na jego dalsze słowa - Od dzisiaj znana będziesz pod imieniem Zapomniana Łapa. Twoją mentorką zostanie moja zastępczyni Czarne Piórko - tu zwrócił się do czarnej kotki, która powoli, dumnie do niego podeszła - Mam nadzieję, że przekażesz Zapomnianej Łapie wiedzę i umiejętności które niewątpliwie posiadasz. Wyszkoliłaś już wielu wspaniałych wojowników i mam nadzieję, że Zapomniana Łapa nie będzie wyjątkiem.
Czarne Piórko z powagą skinęła głową i delikatnie opuściła łebek by dotknąć nosem Zapomnienia, jednak ta, która nie mogła już dłużej wytrzymać z podekscytowania podskoczyła i boleśnie uderzyła nosem mentorkę. Czekoladowa kotka syknęła z bólu. Zapomniana Łapa speszyła się i zaczęła ją po stokroć przepraszać, jednak kotka mruknęła tylko coś lekceważąco i delikatnie ponownie dotknęła nosem uczennicę.
- Widziałaś to mamusiu? - pisnęła Zapomniana Łapa radośnie.
- Tak, widziałam - odparła Świetlikowa Ścieżka z przekąsem, w duchu modląc się by reszta jej dzieci zachowała się odpowiednio.
- Żarze! - zwrócił się do kocurka. Żar uśmiechnął się do niego delikatnie - Od dzisiaj będziesz nosił imię Rozżarzonej Łapy. Twoją nauką zajmę się ja sam.
- Naprawdę dziadku? - zapytał, troszkę zbyt głośno.
Płomienna Gwiazda zaśmiał się i powoli pokiwał głową po czym zetknął się nosem z wnukiem.
- Mroku! - powiedział teraz do drugiej córki Świetlika - Twoje nowe imię będzie brzmieć Mroczna Łapa. Na twojego mentora wytypowany został twój ojciec, Wrzosowy Kieł. Przekaże ci on wiedzę którą zdobył od Srebrnego Pyska, która nauczała również twoją matkę.
Wrzosowy Kieł delikatnie dotknął się z córką nosami. Świetlik trochę zbyt głośno odetchnęła z ulgą skupiając przy tym na sobie spojrzenia najbliżej siedzących kotów.
- A ty, Pstrokatku od dziś będziesz znany jako Pstrokata Łapa. Twoją mentorką zostanie nowo mianowana Paprociowy Kwiat. Paprociowy Kwiecie - tu zwrócił się do czekoladowej koteczki, która z ociąganiem ponownie do niego podeszłam - Mam nadzieję, że przekażesz Pstrokatej Łapie wiedzę i umiejętności które nabyłaś u jego matki, a twojej mentorki.
Paprociowy Kwiat z powagą skinęła głową i delikatnie zetknęła się nosem z Pstrokatą Łapą.
Tłum wiwatował, a Świetlik z dumą patrzyła na swoje dzieci. Są już takie duże...
<Ktoś, ktokolwiek?>
26 listopada 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Świetlik długo nie mogła się pozbierać po śmierci Pszczelego Miodu i wątpiła, że kiedykolwiek się z tym pogodzi. Nie, nie chce godzić się z odejściem siostry, ale musi nauczyć się żyć z tą świadomością, że jej już nie ma. Świetlik przejęła opiekę nad Pianką, ale poprosiła małą by nie mówiła do niej "mamo". Nie chodziło o to, że Świetlik ją odrzuca i chce, by czuła się gorsza. Szylkretka może zastąpić jej matkę, ale Pszczeli Miód była zbyt wspaniała by ją zastępowano.
- Świetliku, opowiedz nam bajkę - poprosiła Pianka w imieniu swoim jak i Zapomnienia i Miodka stojących za jej plecami. Dobrze się dobrały te trzy koteczki, oj, bardzo dobrze...
Świetlik uśmiechnęła się delikatnie:
- Może tym razem - tu popatrzyła znacząco na Piankę - Miodek wybierze o czym opowiadać?
Pianką mruknęła coś pod nosem. Zarówno ona jak i zapomnienie uwielbiały słuchać opowieści Świetlika, jednak czasem wręcz walczyły o to, czyj pomysł na bajkę jest lepszy i o czym będzie opowiadać królowa. Miodek skuliła się i delikatnie pokiwała główką.
- Nie wiem - powiedziała cichutko.
Świetlik rozumiała, że Miodek jest nieśmiała. Brakowało jej matczynej miłości.
- Chodź tu, kochanie - Świetlik delikatnie polizała Miodek po główce. Kotka powoli podeszła i usadowiła się obok przyjaciółek.
- Opowiedz o Malinowej Gwieździe! - poprosiła Pianka.
- O Malinowej Gwieździe było wczoraj - sprzeciwiła się Zapomnienie.
- A może... - zaczęła niepewnie Miodek - Nie, jednak nie...
- Powiedz! - pisnęła Zapomnienie. Kotka pokręciła głową. Zapomnienie uderzyła ją łapą w bok głowy. Świetlikowa Ścieżka trzepnęła Zapomnienie w ucho i kazała jej nie bić Miodka.
- Powiedz Miodku o czym chciałabyś posłuchać - uśmiechnęła się królowa.
<Miodku, Pianku? W ewentualności mogą inne dziecki przyleźć>
- Świetliku, opowiedz nam bajkę - poprosiła Pianka w imieniu swoim jak i Zapomnienia i Miodka stojących za jej plecami. Dobrze się dobrały te trzy koteczki, oj, bardzo dobrze...
Świetlik uśmiechnęła się delikatnie:
- Może tym razem - tu popatrzyła znacząco na Piankę - Miodek wybierze o czym opowiadać?
Pianką mruknęła coś pod nosem. Zarówno ona jak i zapomnienie uwielbiały słuchać opowieści Świetlika, jednak czasem wręcz walczyły o to, czyj pomysł na bajkę jest lepszy i o czym będzie opowiadać królowa. Miodek skuliła się i delikatnie pokiwała główką.
- Nie wiem - powiedziała cichutko.
Świetlik rozumiała, że Miodek jest nieśmiała. Brakowało jej matczynej miłości.
- Chodź tu, kochanie - Świetlik delikatnie polizała Miodek po główce. Kotka powoli podeszła i usadowiła się obok przyjaciółek.
- Opowiedz o Malinowej Gwieździe! - poprosiła Pianka.
- O Malinowej Gwieździe było wczoraj - sprzeciwiła się Zapomnienie.
- A może... - zaczęła niepewnie Miodek - Nie, jednak nie...
- Powiedz! - pisnęła Zapomnienie. Kotka pokręciła głową. Zapomnienie uderzyła ją łapą w bok głowy. Świetlikowa Ścieżka trzepnęła Zapomnienie w ucho i kazała jej nie bić Miodka.
- Powiedz Miodku o czym chciałabyś posłuchać - uśmiechnęła się królowa.
<Miodku, Pianku? W ewentualności mogą inne dziecki przyleźć>
Od Świetlikowej Ścieżki
Umarła. Odeszła. Szylkretowa królowa wtuliła głowę w gęste futro swojego partnera nie mogąc na to patrzyć. Pszczeli Miód odeszła, zostawiła ją i Płomienną Gwiazdę. Zostawiła Piankę - swoją jedyną córeczkę. Zostawiła Zapomnienie która kochała ją jak drugą matkę.
- Klanie Gwiazd, dlaczego mi to zrobiłeś? - szlochała, a Wrzosowy Kieł delikatnie lizał jej uszy. I on był smutny, ale jego rolą w tej tragicznej historii najwyraźniej było pocieszanie Świetlikowej Ścieżki. Kotka przemogła się i delikatnie polizała futerko ukochanej siostry.
- Pszczółko, dlaczego... Dlaczego mi to zrobiłaś?
Jej dzieci piszczały, ale zdawała się tego nie słyszeć. Jedynie Zapomnienie siedziała przy boku matki delikatnie liżąc jej łapę różowym języczkiem. Pianka spała, ale nie potrwa to długo. Już za chwilę obudzi się by zobaczyć, że jej mama odeszła. Że Pszczeli Miód poluje już z Klanem Gwiazdy. Płomienna Gwiazda wpadł do żłobka jak burza, by zwolnić, a przy ciele córki już zupełnie stanąć. I upaść. Polizać futro Pszczelego Miodu. Świetlik podeszła do niego i wtuliła głowę w bok ojca.
- Najpierw Klan Gwiazd zabrał mi Biedronkę, później Osę. A jeszcze później Malinową Gwiazdę. Teraz zabiera mi ciebie, Pszczółko - po tych słowach popatrzył smutno na Świetlikową Ścieżkę - Tylko ty mi zostałaś, Świetliku.
- Nie zostawię cię, tatusiu - załkała cicho.
Trwali tak razem, przy ciele Pszczelego Miodu, która przeżyła zaledwie kilka dni od czasu porodu. Zapomnienie podeszła do nich, jednak nic nie mówiła. By zaznajomiona ze śmiercią, Wrzosowy Kieł opowiadał jej o Klanie Gwiazd.
- Tam - tu wskazała łebkiem w górę - będzie jej dobrze. Spotka babcię. I wasze rodzeństwo, mamusiu.
Nikt nie odpowiedział. Zapomnienie umilkła. I ona była pogrążona w żalu, a mogła po prostu się bawić i nie rozumieć. Ale rozumiała. Wiedziała bardzo dużo.
- Klanie Gwiazd, dlaczego mi to zrobiłeś? - szlochała, a Wrzosowy Kieł delikatnie lizał jej uszy. I on był smutny, ale jego rolą w tej tragicznej historii najwyraźniej było pocieszanie Świetlikowej Ścieżki. Kotka przemogła się i delikatnie polizała futerko ukochanej siostry.
- Pszczółko, dlaczego... Dlaczego mi to zrobiłaś?
Jej dzieci piszczały, ale zdawała się tego nie słyszeć. Jedynie Zapomnienie siedziała przy boku matki delikatnie liżąc jej łapę różowym języczkiem. Pianka spała, ale nie potrwa to długo. Już za chwilę obudzi się by zobaczyć, że jej mama odeszła. Że Pszczeli Miód poluje już z Klanem Gwiazdy. Płomienna Gwiazda wpadł do żłobka jak burza, by zwolnić, a przy ciele córki już zupełnie stanąć. I upaść. Polizać futro Pszczelego Miodu. Świetlik podeszła do niego i wtuliła głowę w bok ojca.
- Najpierw Klan Gwiazd zabrał mi Biedronkę, później Osę. A jeszcze później Malinową Gwiazdę. Teraz zabiera mi ciebie, Pszczółko - po tych słowach popatrzył smutno na Świetlikową Ścieżkę - Tylko ty mi zostałaś, Świetliku.
- Nie zostawię cię, tatusiu - załkała cicho.
Trwali tak razem, przy ciele Pszczelego Miodu, która przeżyła zaledwie kilka dni od czasu porodu. Zapomnienie podeszła do nich, jednak nic nie mówiła. By zaznajomiona ze śmiercią, Wrzosowy Kieł opowiadał jej o Klanie Gwiazd.
- Tam - tu wskazała łebkiem w górę - będzie jej dobrze. Spotka babcię. I wasze rodzeństwo, mamusiu.
Nikt nie odpowiedział. Zapomnienie umilkła. I ona była pogrążona w żalu, a mogła po prostu się bawić i nie rozumieć. Ale rozumiała. Wiedziała bardzo dużo.
14 listopada 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Oddech. Szybki, przyspieszony wręcz nienaturalnie. Płytki, płytszy niż
zazwyczaj. Po żłobku poniósł się jej krótki pisk, gdy poród się zaczął.
Nie było przy niej nikogo, poza Wrzosowym Kłem, który uparł się by te
kilka nocy które pozostały nim na świat przyjdą ich młode spędzić u boku
partnerki. Sprzeciwiała się z początku, ale nie był to sprzeciw szczery
i na pewno nie tak zdecydowany by powstrzymać kocura przed jego
zamiarem. Wtuliwszy się w długie, czekoladowe futro kocura modliła się
by Klan Gwiazd pozwolił jej przeżyć. Pszczeli Miód obudziła się nagle i z
przerażeniem dostrzegła co się dzieje, jednak Świetlik nie widziała
jej, a jedynie cień sylwetki kotki z pod półprzymkniętych oczu. Wrzosowy
Kieł nagle poderwał się, czuła to. Zamknęła oczy i zacisnęła zęby. Musi
być silna.
~*~
Świetlik zdała sobie sprawę ze straszliwej prawdy - nie żyje albo śni. Ból minął, a przynajmniej nie był tak odczuwalny jak dotychczas.
- Bądź silna - powtórzyła sobie, ale z przerażeniem stwierdziła, że nie jest to jej głos. Czy nie jest sobą?!
- Każda z nas musiała przez to przejść. I żadna tego nie żałowała - usłyszała przy uchu cichy, ciepły głos, tak znajomy. Podniosła oczy, które zaszkliły jej się łzami.
- Babciu?
Nakrapiany Kwiat. Kotka uśmiechała się cicho, jej rozmyta sylwetka na niewyraźnym tle żłobka... Obok niej widziała białą plamę która traciła ostrość z każdym uderzeniem serca.
- Mamusiu?
- Jesteśmy tu Świetlikowa Ścieżko. Dasz sobie radę.
- Czy to jest jakaś przepowiednia, nakaz? - Świetlik zamknęła oczy czując kolejne uderzenie bólu.
- Sama o tym zdecyduj.
~*~
Świetlik poderwała się nagle, zlana potem i przerażona. Żyje. Zamrugała oczyma rozglądając się po żłobku. Pszczeli Miód trzymająca w pyszczku kocię. Ona również urodziła?! Wrzosowy Kieł z kociakiem. On też urodził?! Świetlik nie potrafiła przez te kilka chwil jasno myśleć, ale zanim myśl, że to jej kocięta wpadła jej do głowy zdążyła zauważyć, że idąc tym tokiem rozumowania i Płomienna Gwiazda urodził. Płomienna Gwiazda?! Co on na Klan Gwiazd tu robi.
- Świetliku... - powiedziała cicho Pszceli Miód podchodząc do siostry. Świetlik uśmiechnęła się słabo. Wtem obraz wyostrzył się, zaczęły do niej docierać dźwięki z zewnątrz. Poderwała się i nerwowym wzrokiem obrzuciła żłobek. Ziewająca Łasica i jej młode, kotka narzeka na "hałas i zbiegowisko", kociaki śpią. Płomienna Gwiazda, Wrzosowy Kieł i Pszczeli Miód.
- Jestem dziadkiem... - powiedział lider cicho. Młodsza z córek podeszła i wtuliła głowę w jego futro.
- Urodziłam? - zapytała równie cicho.
- Tak, córeczko.
Wyjątkowo śliczna i urodziwa, jednak umięśniona koteczka, wygląda jak miniatura ojca wylizywana przez Pszczeli Miód.
Czarny kocurek którego trzyma Wrzosowy Kieł, delikatny, ale z zadatkami na doskonałego ucznia i wojownika.
Trzymany przez samego Płomienną Gwiazdę kocurek, mały, biało - rudy.
Aż w końcu i piękna, i silna. Czarna koteczka z białą plamką na czole.
Jej dzieci.
Świetlik odebrała od siostry córeczkę by powiedzieć głośno i wyraźnie, dobitnie, by usłyszał ją cały żłobek:
- Pragnę nazwać ją Mrok by później zwać się mogła Mroczna Łapa i otrzymać w końcu dumne imię wojownika. Imieniem tym chcę oddać hołd Czarnej Gwieździe, dawnemu liderowi jak i Czarnemu Piórku, aktualnej zastępczyni.
Potem wzięła od Wrzosa swojego pierwszego synka:
- On będzie nosił imię Pstrokatek, po mojej ukochanej babci Nakrapianym Kwiecie, bez której nie jestem pewna czy jeszcze bym tu była...
Potem chwyciła za kark drugiego syna:
- A on nazywał się będzie Żar, po Tobie, tatusiu.
Płomienna Gwiazda nic nie odpowiedział, a jedynie dumnie wypiął pierś. Jego miana wskazywała, że z trudem powstrzymuje łzy.
A ty? - zadała sobie pytanie patrząc na małą koteczkę. Malinka? Miodek? Nie. Żadne z imion nie jest dla niej odpowiednie.
- Zapomnienie - obwieściła w końcu liżąc koteczkę. Mimo, że była pierworodna wyglądała na słabą i zmęczoną. Nie chciała jej podnosić - Ty nazywać się będziesz Zapomnienie.
Kotka położyła się na boku, a wszystkie cztery młode zaczęły ssać. Świetlikowa Ścieżka czuła, że nie zaśnie tej nocy chroniąc młode, jednak pewne jest, że gdyby zmorzył ja jednak sen byłby to spokojny i cichy sen sprawiedliwych. Sen kotki, która ma w końcu dla kogo żyć. Dla partnera przy swoim boku, kociąt wtulonych w brzuch, ukochanej siostry dzielącej z nią żłobek, ojca, najlepszego jakiego mogła mieć... I rodzeństwa, które poluje już w Klanie Gwiazd. I mamusi i babci, które na zawsze zostaną w jej sercu.
<Dzieci, mój nowy sensie życia, albo zbiegowisko w żłobku? <3>
~*~
Świetlik zdała sobie sprawę ze straszliwej prawdy - nie żyje albo śni. Ból minął, a przynajmniej nie był tak odczuwalny jak dotychczas.
- Bądź silna - powtórzyła sobie, ale z przerażeniem stwierdziła, że nie jest to jej głos. Czy nie jest sobą?!
- Każda z nas musiała przez to przejść. I żadna tego nie żałowała - usłyszała przy uchu cichy, ciepły głos, tak znajomy. Podniosła oczy, które zaszkliły jej się łzami.
- Babciu?
Nakrapiany Kwiat. Kotka uśmiechała się cicho, jej rozmyta sylwetka na niewyraźnym tle żłobka... Obok niej widziała białą plamę która traciła ostrość z każdym uderzeniem serca.
- Mamusiu?
- Jesteśmy tu Świetlikowa Ścieżko. Dasz sobie radę.
- Czy to jest jakaś przepowiednia, nakaz? - Świetlik zamknęła oczy czując kolejne uderzenie bólu.
- Sama o tym zdecyduj.
~*~
Świetlik poderwała się nagle, zlana potem i przerażona. Żyje. Zamrugała oczyma rozglądając się po żłobku. Pszczeli Miód trzymająca w pyszczku kocię. Ona również urodziła?! Wrzosowy Kieł z kociakiem. On też urodził?! Świetlik nie potrafiła przez te kilka chwil jasno myśleć, ale zanim myśl, że to jej kocięta wpadła jej do głowy zdążyła zauważyć, że idąc tym tokiem rozumowania i Płomienna Gwiazda urodził. Płomienna Gwiazda?! Co on na Klan Gwiazd tu robi.
- Świetliku... - powiedziała cicho Pszceli Miód podchodząc do siostry. Świetlik uśmiechnęła się słabo. Wtem obraz wyostrzył się, zaczęły do niej docierać dźwięki z zewnątrz. Poderwała się i nerwowym wzrokiem obrzuciła żłobek. Ziewająca Łasica i jej młode, kotka narzeka na "hałas i zbiegowisko", kociaki śpią. Płomienna Gwiazda, Wrzosowy Kieł i Pszczeli Miód.
- Jestem dziadkiem... - powiedział lider cicho. Młodsza z córek podeszła i wtuliła głowę w jego futro.
- Urodziłam? - zapytała równie cicho.
- Tak, córeczko.
Wyjątkowo śliczna i urodziwa, jednak umięśniona koteczka, wygląda jak miniatura ojca wylizywana przez Pszczeli Miód.
Czarny kocurek którego trzyma Wrzosowy Kieł, delikatny, ale z zadatkami na doskonałego ucznia i wojownika.
Trzymany przez samego Płomienną Gwiazdę kocurek, mały, biało - rudy.
Aż w końcu i piękna, i silna. Czarna koteczka z białą plamką na czole.
Jej dzieci.
Świetlik odebrała od siostry córeczkę by powiedzieć głośno i wyraźnie, dobitnie, by usłyszał ją cały żłobek:
- Pragnę nazwać ją Mrok by później zwać się mogła Mroczna Łapa i otrzymać w końcu dumne imię wojownika. Imieniem tym chcę oddać hołd Czarnej Gwieździe, dawnemu liderowi jak i Czarnemu Piórku, aktualnej zastępczyni.
Potem wzięła od Wrzosa swojego pierwszego synka:
- On będzie nosił imię Pstrokatek, po mojej ukochanej babci Nakrapianym Kwiecie, bez której nie jestem pewna czy jeszcze bym tu była...
Potem chwyciła za kark drugiego syna:
- A on nazywał się będzie Żar, po Tobie, tatusiu.
Płomienna Gwiazda nic nie odpowiedział, a jedynie dumnie wypiął pierś. Jego miana wskazywała, że z trudem powstrzymuje łzy.
A ty? - zadała sobie pytanie patrząc na małą koteczkę. Malinka? Miodek? Nie. Żadne z imion nie jest dla niej odpowiednie.
- Zapomnienie - obwieściła w końcu liżąc koteczkę. Mimo, że była pierworodna wyglądała na słabą i zmęczoną. Nie chciała jej podnosić - Ty nazywać się będziesz Zapomnienie.
Kotka położyła się na boku, a wszystkie cztery młode zaczęły ssać. Świetlikowa Ścieżka czuła, że nie zaśnie tej nocy chroniąc młode, jednak pewne jest, że gdyby zmorzył ja jednak sen byłby to spokojny i cichy sen sprawiedliwych. Sen kotki, która ma w końcu dla kogo żyć. Dla partnera przy swoim boku, kociąt wtulonych w brzuch, ukochanej siostry dzielącej z nią żłobek, ojca, najlepszego jakiego mogła mieć... I rodzeństwa, które poluje już w Klanie Gwiazd. I mamusi i babci, które na zawsze zostaną w jej sercu.
<Dzieci, mój nowy sensie życia, albo zbiegowisko w żłobku? <3>
05 listopada 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
*Akcja opowiadania dzieje się przed ucieczka Paproci*
Świetlikowa Ścieżka z dumą spojrzała na uczennicę, która wkroczyła do obozu. To jedno z pierwszych jej samodzielnych polowań, ale szylkretowa kotka była przekonana, że się na niej nie zawiedzie. I miała rację - koteczka niosła w pyszczku dwie pulchne myszy, a nie było jej zaledwie chwilę. Silne, umięśnione i wciąż trochę nieproporcjonalnie duże, co do reszty ciała łapki Paprociowej Łapy ubrudzone były krwią ofiar, której nie zdążyła jeszcze z siebie zmyć. Mentorka wyszła jej na spotkanie i gdy już miała otworzyć pyszczek by pogratulować terminatorce ta odezwała się pierwsza głosem nieznoszącym sprzeciwu:
- Opowiedz mi w końcu o tobie i Wrzosowym Kle.
Świetlikowa Ścieżka jęknęła z udawanym żalem do uczennicy i delikatnie trzepnęła ją łapą w ucho.
- Wiesz przecież co i jak. Kocięta urodzą się niedługo, jeszcze w Porę Nowych Liści, więc musimy szybko dokończyć twój trening.
- Czyli dla ich dobra mam jeszcze intensywniej trenować? - prychnęła z udawaną irytacją. Świetlik zaśmiała się.
- Skoro już wróciłaś możemy pójść wspólnie zapolować, tym razem złapmy kilka ryb.
Kotka entuzjastycznie pokiwała głową na znak zgody.
<Paprociek? Dajesz ten jeden odpis, bo później tylko jedno opo ode mnie i jesteś wojem>
Świetlikowa Ścieżka z dumą spojrzała na uczennicę, która wkroczyła do obozu. To jedno z pierwszych jej samodzielnych polowań, ale szylkretowa kotka była przekonana, że się na niej nie zawiedzie. I miała rację - koteczka niosła w pyszczku dwie pulchne myszy, a nie było jej zaledwie chwilę. Silne, umięśnione i wciąż trochę nieproporcjonalnie duże, co do reszty ciała łapki Paprociowej Łapy ubrudzone były krwią ofiar, której nie zdążyła jeszcze z siebie zmyć. Mentorka wyszła jej na spotkanie i gdy już miała otworzyć pyszczek by pogratulować terminatorce ta odezwała się pierwsza głosem nieznoszącym sprzeciwu:
- Opowiedz mi w końcu o tobie i Wrzosowym Kle.
Świetlikowa Ścieżka jęknęła z udawanym żalem do uczennicy i delikatnie trzepnęła ją łapą w ucho.
- Wiesz przecież co i jak. Kocięta urodzą się niedługo, jeszcze w Porę Nowych Liści, więc musimy szybko dokończyć twój trening.
- Czyli dla ich dobra mam jeszcze intensywniej trenować? - prychnęła z udawaną irytacją. Świetlik zaśmiała się.
- Skoro już wróciłaś możemy pójść wspólnie zapolować, tym razem złapmy kilka ryb.
Kotka entuzjastycznie pokiwała głową na znak zgody.
<Paprociek? Dajesz ten jeden odpis, bo później tylko jedno opo ode mnie i jesteś wojem>
29 października 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Skąpany w porannym słońcu obóz Klanu Nocy wydawał się Świetlikowej Ścieżce miejscem nadzwyczaj pięknym. Gdy delikatnie przymknęła ślepia była w stanie wyobrazić sobie przechadzającego się między swoimi wojownikami Czarną Gwiazdę, czy Wodną Gwiazdę — liderów z opowieści babci. Ach, babcia... Szylkretowa kotka wręcz czuła przy swoim boku obecność Nakrapianego Kwiatu, którą tak kochała. Słońce nie spieszyło się podczas swojej wędrówki po niebie, które wciąż miało odcień delikatnego różu. Poza wojowniczką nikt nie chodził po obozie, toteż miała ciszę i spokój podczas swoich samotnych rozmyślań. Paprociowa Łapa zapewne wciąż spała u boku innych terminatorów. Już niedługo jej pierwsza uczennica będzie mogła zostać mianowana wojowniczką.
- Świetlikowa Ścieżko?
Wrzosowy Kieł. Kotka odwróciła głowę w jego kierunku, strzygąc przy tym długimi uszyma. Kocur uśmiechnął się, delikatnie siadając obok wojowniczki. Plamki słońca błyszczały na czekoladowej sierści wojownika. Świetlikowa Ścieżka wstała, czuła się niezręcznie, gdy kocur nad nią górował.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytała z lekkim uśmiechem, który sama nie wie, kiedy pojawił się na jej pyszczku. Wrzosowy Kieł polizał ją delikatnie po policzku. Nie broniła się przed tym, po chwili, w której spuściła głowę nieco zawstydzona, również polizała kocura. Czy to było dzielenie języków? Raczej coś na ten kształt. Kotka położyła się, a kocur przysiadł obok niej i zaczął lizać kark Świetlikowej Ścieżki. Wojowniczka nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że słońce jest już wysoko na niebie, gdy dookoła nich pojawiali się coraz to różniejsi wojownicy, witając się z obydwojgiem kotów.
- Chciałeś mnie o coś zapytać? - kotka przekrzywiła głowę, czego niestety nie mógł zauważyć Wrzosowy Kieł, gdyż stała za nim delikatnie liżąc małe uszka kocura. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jaki jest ładny. Wręcz bardzo ładny. Czy podoba jej się Wrzosowy Kieł? Długa, nienagannie już czysta czekoladowa sierść kocura i okrągłe ślepia. Wszystko. Przytaknęła sobie w duchu, godząc się po cichu z własnymi myślami. Kocur jej się podoba.
Wrzosowy Kieł wstał. Nie wydawał się zaskoczony pytaniem, jak kotka mogłaby się spodziewać. Delikatnie trącił ją nosem, wskazując, by oddaliła się z nim na stronę. Wyjątkowo zaintrygowana jego zachowaniem i wyjątkowo ciekawa tego, co ma jej do przekazania, ruszyła powoli za kocurem kroczącym pewnie i spokojnie.
- Świetlikowa Ścieżko... - zaczął, jakby chcąc się upewnić czy go słucha. Niepotrzebnie — cała uwaga szylkretki utkwiona była w kocurze.
- Chciałbym mieć kociaki, a ty jesteś jedyną kotką w Klanie Nocy godną, by być ich matką. Nigdy nie musiałyby dowiadywać się, kto jest ich ojcem, jeśli nie chciałabyś im tego mówić. Jest pora nowych liści, więc miałyby znakomite warunki.
Kotka poczuła w brzuchu coś jakby motylki, ale jednocześnie zrobiło jej się dziwnie słabo.
- Przemyślę to - powiedziała, starając się opanować drżenie głosu. Wrzosowy Kieł po prostu kiwnął delikatnie głową, jakby rozumiejąc jej myśli. Polizał kotkę po uchu, po czym oddalił się powoli i dostojnie.
- Dam ci znać przed zachodem słońca! - zawołała za nim. Przed zachodem... Spojrzała na słońce, jakby nagle miało niespodziewanie zajść. Jedno było pewne — takiego stresu jak związanego z tym wyborem nie przeżyła jeszcze nigdy.
~*~
Cisza. Wieczorny patrol powoli wchodzi do obozu, a jego przywódca — Fiołkowy Podmuch rozmawia z Czarnym Piórkiem. Wśród kotów, które wsunęły się już do legowiska, Świetlikowa Ścieżka nie dostrzegła Wrzosowego Kła, co oznaczało, że wciąż jest gdzieś w obozie. Albo poza nim. Podjęcie decyzji zajęło kotce znacznie mniej czasu, niż to sobie wyobrażała, jednak przekazanie jej Wrzosowemu Kłowi na pewno nie będzie tak proste, jak mogłoby się wydawać. Próbowała przećwyczyć tę rozmowę z Pszczelim Miodem i Paprociową Łapą. Bez skutku, kończyło się płaczem i skrajnym załamaniem. Świetlikowa Ścieżka nawet nie próbuje zgadywać jak bez siostry i uczennicy przeżyłaby dzisiejszy dzień. Postanowiła chwilę ochłonąć, wymknąć się z obozu. Cicho, powoli...
- Świetlik?
Odwróciła się przestraszona. Wrzosowy Kieł szedł w jej kierunku, jednak nie od strony obozu, a z głębi lasu niosąc w pysku sporą mysz.
- Byłeś na polowaniu? - zapytała jak głupia. Nie, po prostu mysz specjalnie do niego podeszła, zdechła i dała się złapać podczas rekreacyjnej przebieżki... Prychnęła sama na siebie. Kot nie udzielił odpowiedzi, a po prostu ruszył powoli w kierunku Świetlikowej Ścieżki. I ona ruszyła w jego kierunku, jednak w odróżnieniu od spokojnego chodu kocura jej trucht był wyjątkowo niespokojny i energiczny. Nie oglądając się za siebie, ruszyła w głąb lasu. Słyszała za sobą kroki Wrzosowego Kła. Idzie za nią.
~*~
- Więc? - zapytał kocur - Zrozumiem jeśli...
- Nie - przerwała ona - Zgadzam się.
Pyszczek Wrzosowego Kła rozświetlił uśmiech. I ona się rozluźniła i delikatnie uśmiechnęła. Znajdowali się na małej polance gdzieś w środku terytorium ich Klanu. Tylko oni dwoje.
- Rozmyślałam nad tym, co mówiłeś wcześniej. Uważam, że nasze kocięta poznają obydwoje swoich rodziców. Jesteś najcudowniejszym kocurem, jaki mógłby zostać ich ojcem i nie ma powodu, by o tym nie wiedziały.
Kocur zamruczał cicho, liżąc kotkę po uchu. Nie muszę chyba mówić, co działo się dalej. Wrzosowy Kieł chwycił Świetlikową Ścieżkę za kark i...
- Świetlikowa Ścieżko?
Wrzosowy Kieł. Kotka odwróciła głowę w jego kierunku, strzygąc przy tym długimi uszyma. Kocur uśmiechnął się, delikatnie siadając obok wojowniczki. Plamki słońca błyszczały na czekoladowej sierści wojownika. Świetlikowa Ścieżka wstała, czuła się niezręcznie, gdy kocur nad nią górował.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytała z lekkim uśmiechem, który sama nie wie, kiedy pojawił się na jej pyszczku. Wrzosowy Kieł polizał ją delikatnie po policzku. Nie broniła się przed tym, po chwili, w której spuściła głowę nieco zawstydzona, również polizała kocura. Czy to było dzielenie języków? Raczej coś na ten kształt. Kotka położyła się, a kocur przysiadł obok niej i zaczął lizać kark Świetlikowej Ścieżki. Wojowniczka nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że słońce jest już wysoko na niebie, gdy dookoła nich pojawiali się coraz to różniejsi wojownicy, witając się z obydwojgiem kotów.
- Chciałeś mnie o coś zapytać? - kotka przekrzywiła głowę, czego niestety nie mógł zauważyć Wrzosowy Kieł, gdyż stała za nim delikatnie liżąc małe uszka kocura. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jaki jest ładny. Wręcz bardzo ładny. Czy podoba jej się Wrzosowy Kieł? Długa, nienagannie już czysta czekoladowa sierść kocura i okrągłe ślepia. Wszystko. Przytaknęła sobie w duchu, godząc się po cichu z własnymi myślami. Kocur jej się podoba.
Wrzosowy Kieł wstał. Nie wydawał się zaskoczony pytaniem, jak kotka mogłaby się spodziewać. Delikatnie trącił ją nosem, wskazując, by oddaliła się z nim na stronę. Wyjątkowo zaintrygowana jego zachowaniem i wyjątkowo ciekawa tego, co ma jej do przekazania, ruszyła powoli za kocurem kroczącym pewnie i spokojnie.
- Świetlikowa Ścieżko... - zaczął, jakby chcąc się upewnić czy go słucha. Niepotrzebnie — cała uwaga szylkretki utkwiona była w kocurze.
- Chciałbym mieć kociaki, a ty jesteś jedyną kotką w Klanie Nocy godną, by być ich matką. Nigdy nie musiałyby dowiadywać się, kto jest ich ojcem, jeśli nie chciałabyś im tego mówić. Jest pora nowych liści, więc miałyby znakomite warunki.
Kotka poczuła w brzuchu coś jakby motylki, ale jednocześnie zrobiło jej się dziwnie słabo.
- Przemyślę to - powiedziała, starając się opanować drżenie głosu. Wrzosowy Kieł po prostu kiwnął delikatnie głową, jakby rozumiejąc jej myśli. Polizał kotkę po uchu, po czym oddalił się powoli i dostojnie.
- Dam ci znać przed zachodem słońca! - zawołała za nim. Przed zachodem... Spojrzała na słońce, jakby nagle miało niespodziewanie zajść. Jedno było pewne — takiego stresu jak związanego z tym wyborem nie przeżyła jeszcze nigdy.
~*~
Cisza. Wieczorny patrol powoli wchodzi do obozu, a jego przywódca — Fiołkowy Podmuch rozmawia z Czarnym Piórkiem. Wśród kotów, które wsunęły się już do legowiska, Świetlikowa Ścieżka nie dostrzegła Wrzosowego Kła, co oznaczało, że wciąż jest gdzieś w obozie. Albo poza nim. Podjęcie decyzji zajęło kotce znacznie mniej czasu, niż to sobie wyobrażała, jednak przekazanie jej Wrzosowemu Kłowi na pewno nie będzie tak proste, jak mogłoby się wydawać. Próbowała przećwyczyć tę rozmowę z Pszczelim Miodem i Paprociową Łapą. Bez skutku, kończyło się płaczem i skrajnym załamaniem. Świetlikowa Ścieżka nawet nie próbuje zgadywać jak bez siostry i uczennicy przeżyłaby dzisiejszy dzień. Postanowiła chwilę ochłonąć, wymknąć się z obozu. Cicho, powoli...
- Świetlik?
Odwróciła się przestraszona. Wrzosowy Kieł szedł w jej kierunku, jednak nie od strony obozu, a z głębi lasu niosąc w pysku sporą mysz.
- Byłeś na polowaniu? - zapytała jak głupia. Nie, po prostu mysz specjalnie do niego podeszła, zdechła i dała się złapać podczas rekreacyjnej przebieżki... Prychnęła sama na siebie. Kot nie udzielił odpowiedzi, a po prostu ruszył powoli w kierunku Świetlikowej Ścieżki. I ona ruszyła w jego kierunku, jednak w odróżnieniu od spokojnego chodu kocura jej trucht był wyjątkowo niespokojny i energiczny. Nie oglądając się za siebie, ruszyła w głąb lasu. Słyszała za sobą kroki Wrzosowego Kła. Idzie za nią.
~*~
- Więc? - zapytał kocur - Zrozumiem jeśli...
- Nie - przerwała ona - Zgadzam się.
Pyszczek Wrzosowego Kła rozświetlił uśmiech. I ona się rozluźniła i delikatnie uśmiechnęła. Znajdowali się na małej polance gdzieś w środku terytorium ich Klanu. Tylko oni dwoje.
- Rozmyślałam nad tym, co mówiłeś wcześniej. Uważam, że nasze kocięta poznają obydwoje swoich rodziców. Jesteś najcudowniejszym kocurem, jaki mógłby zostać ich ojcem i nie ma powodu, by o tym nie wiedziały.
Kocur zamruczał cicho, liżąc kotkę po uchu. Nie muszę chyba mówić, co działo się dalej. Wrzosowy Kieł chwycił Świetlikową Ścieżkę za kark i...
16 września 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Powietrze stało nieruchome i ciepłe mieszając się z oddechami śpiących wojowników. Tylko ona nie spała. Świetlikowa Ścieżka szeroko otwartymi złotymi oczyma śledziła każdy, nawet najdrobniejszy ruch któregokolwiek wojownika. Była sama. Nienawidziła samotności. Gdy zaczęło świtać, uznała, że nie będzie dłużej zwlekać z siedzeniem w obozie. Łapy ją świerzbiły, chciała od razu rzucić się przed siebie byle dalej od śpiących wojowników i dołującej samotności. Szylkretka niepostrzeżenie wymknęła się z legowiska i usiadła przed nim, unosząc głowę na jaśniejące niebo. Przechodząc obok żłobka, na chwilę wstąpiła do środka. Jedyny kociak, skulony w kącie Dryf spał, a jego klatka piersiowa rytmicznie unosiła się w równym oddechu. Ile on już może mieć księżyców? Sześć, siedem? Obiecała sobie w duchu, że pomówi z Płomienną Gwiazdą o mianowaniu kociaka terminatorem. Mimo mizernego wzrostu Dryfa była prawie pewna, że jest już na tyle duży, by zacząć trening. Dryfująca Łapa... Całkiem ładnie to brzmi. Gdy kotka przechodziła obok legowiska uczniów, w pierwszym odruchu chciała obudzić Paprociową Łapę. Kotka uczyła się zadowalająco, potrafiła już nieźle łowić ryby i walczyć, jednak gorzej było u niej ze zwinnością, cierpliwością, umiejętnościami zachowania ciszy... Można by długo to wszystko wymieniać, jednak Świetlik całym swoim sercem kochała Paprociową Łapę, a była pewna, że i uczennica darzy ją niemałą sympatią. Słońce zalśniło na niebie, jego promienie łaskotały futerko Świetlikowej Ścieżki, gdy ta wychodziła z obozu na samodzielne polowanie. Tak. To będzie dobry dzień.
<Ekchem, po tym ostatnim gniocie musiałam się dowartościować. Ktoś z KN?>
11 września 2017
Od Świetlikowej Ścieżki C.D Paprociowej Łapy
Kotka trzepnęła terminatorkę w ucho, na co ta odpowiedziała cichym sykiem. Szylkretowa nie nalegała na nią, a Paprociowej Łapie spodobał się pomysł treningu z rana. Ostatniego wieczoru, gdy była zmęczona i nie wiedziała co mówi.
- Opamiętaj się - syknęła w stronę uczennicy, która przepraszająco zwiesiła głowę. Świetlikowa Ścieżka chciałaby mieć pewność, że ta skrucha była szczera, jednak zbyt dobrze znała córkę Czarnego Piórka która po chwili poderwała się i skoczyła zwalając z nóg mentorkę. Świetlikowa Ścieżka wybuchła szczerym śmiechem.
- Dzisiaj obejdziemy sobie tereny. Ostatnio skupiałyśmy się zbytnio na polowaniu w pobliżu obozu czy technikach walki, dobrze nam zrobi taki spacer.
Paprociowa Łapa zadrżała podekscytowana gdy Świetlikowa Ścieżka powoli podniosła się i skierowała w stronę wyjścia z obozu.
- W ramach przypomnienia - zwróciła się do swojej uczennicy - Uczniowie?
- Ja, Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa.
Świetlik zatrzymała się i zmierzyła uczennicę karcącym wzrokiem. Gdy kotka przechyliła głowę szylkretowa już miała zmięknąć i iść dalej, jednak nagle Paprociowa Łapa pisnęła cicho.
- Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa - mruknęła - O to ci chodzi?
- Tak! - zaśmiała się po czym trąciwszy Paprociową Łapę łapą skoczyła do przodu.
- Czepiasz się! - wyrzuciła z siebie pręgowana gdy już dogoniła mentorkę.
- Być może... - nie zwalniając udała, że się zastanawia - Taka moja rola w twojej edukacji.
Paprociowa Łapa prychnęła coś w odpowiedzi.
- A najmłodszy wojownik? - zapytała czekoladowa.
- Bursztynowa Bryza - odparła bez zastanowienia Świetlikowa Ścieżka. Lubiła zabawy tego typu, Paprociowa Łapa się czegoś uczyła, zaś Świetlikowa Ścieżka miała okazję nieźle się pośmiać
- Najstarszy wojownik? - zapytała tym razem mentorka.
- Cieniste Futro?
Nieźle ubawiona Świetlik pokręciła głową.
- Twoja mama, Czarne Piórko - pacnęła ją łapą.
- To zastępczyni! - spróbowała się usprawiedliwić - Jak się liczy, to Płomienna Gwiazda też. A on jest najstarszy!
Mentorka przyznała jej rację.
- Kot z niebieskimi oczami?
- Jagodowe Futro - odparła z ociąganiem Świetlikowa Ścieżka.
- A jakiś łaciaty? - zapytała szylkretowa nie zastanawiając się nad tymi słowami. Zapadła cisza, zatrzymały się w biegu. Zamknęła oczy, pod powiekami pojawiali się jej wojownicy Klanu Nocy. Już miała otworzyć pyszczek by powiedzieć jej o pomyłce - w Klanie nie było żadnego kota z łatami gdy dobiegł ją cichutki głos uczennicy:
- Palący Piorun.
< Paprociowa Łapo?>
- Opamiętaj się - syknęła w stronę uczennicy, która przepraszająco zwiesiła głowę. Świetlikowa Ścieżka chciałaby mieć pewność, że ta skrucha była szczera, jednak zbyt dobrze znała córkę Czarnego Piórka która po chwili poderwała się i skoczyła zwalając z nóg mentorkę. Świetlikowa Ścieżka wybuchła szczerym śmiechem.
- Dzisiaj obejdziemy sobie tereny. Ostatnio skupiałyśmy się zbytnio na polowaniu w pobliżu obozu czy technikach walki, dobrze nam zrobi taki spacer.
Paprociowa Łapa zadrżała podekscytowana gdy Świetlikowa Ścieżka powoli podniosła się i skierowała w stronę wyjścia z obozu.
- W ramach przypomnienia - zwróciła się do swojej uczennicy - Uczniowie?
- Ja, Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa.
Świetlik zatrzymała się i zmierzyła uczennicę karcącym wzrokiem. Gdy kotka przechyliła głowę szylkretowa już miała zmięknąć i iść dalej, jednak nagle Paprociowa Łapa pisnęła cicho.
- Bobrza Łapa i Jastrzębia Łapa - mruknęła - O to ci chodzi?
- Tak! - zaśmiała się po czym trąciwszy Paprociową Łapę łapą skoczyła do przodu.
- Czepiasz się! - wyrzuciła z siebie pręgowana gdy już dogoniła mentorkę.
- Być może... - nie zwalniając udała, że się zastanawia - Taka moja rola w twojej edukacji.
Paprociowa Łapa prychnęła coś w odpowiedzi.
- A najmłodszy wojownik? - zapytała czekoladowa.
- Bursztynowa Bryza - odparła bez zastanowienia Świetlikowa Ścieżka. Lubiła zabawy tego typu, Paprociowa Łapa się czegoś uczyła, zaś Świetlikowa Ścieżka miała okazję nieźle się pośmiać
- Najstarszy wojownik? - zapytała tym razem mentorka.
- Cieniste Futro?
Nieźle ubawiona Świetlik pokręciła głową.
- Twoja mama, Czarne Piórko - pacnęła ją łapą.
- To zastępczyni! - spróbowała się usprawiedliwić - Jak się liczy, to Płomienna Gwiazda też. A on jest najstarszy!
Mentorka przyznała jej rację.
- Kot z niebieskimi oczami?
- Jagodowe Futro - odparła z ociąganiem Świetlikowa Ścieżka.
- A jakiś łaciaty? - zapytała szylkretowa nie zastanawiając się nad tymi słowami. Zapadła cisza, zatrzymały się w biegu. Zamknęła oczy, pod powiekami pojawiali się jej wojownicy Klanu Nocy. Już miała otworzyć pyszczek by powiedzieć jej o pomyłce - w Klanie nie było żadnego kota z łatami gdy dobiegł ją cichutki głos uczennicy:
- Palący Piorun.
< Paprociowa Łapo?>
28 sierpnia 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Wąsy Świetlikowej Ścieżki drgały w radosnym podnieceniu, a jej złote oczy świeciły blaskiem prawie tak jasnym jak księżyc bladym blaskiem oblewający obóz Klanu Nocy. Wojowniczka wiele by dała by wzorem Pszczelego Miodu móc zachować powagę - podniecenie jej siostry zdradzały jedynie błyszczące złote oczy. Szkarłątny Wicher zdawał się nie zwracać uwagi na kotki liżąc po uszach już nie takiego małego Bursztynową Łapę. W głowie szylkretki wciąż brzmiało znajome wezwanie matki: "wszystkie koty na tyle dorosłe by samodzielnie polować...". Znana formułka pomogła jej przemóc strach, obóz mimo wszystko wciąż tętnić będzie zwykłym życiem.
- Koty Klanu Nocy! - jak na komednę cały Klan podniósł wzrok na przywódczynię. Sylwetka Malinowej Gwiazdy rysowała się majestatyczie na tle księżyca - Dziś jest wyjątkowy dzień, bowiem w nasze szeregi wstąpi nowy wojownik, a trójka kociąt mianowana zostanie uczniami...
Świetlik słuchała liderki jednym uchem wzrokiem wciąż błądząc po pyskach zgromadzonych. Wypatrzyła Skaczący Wzrok, nowego wojownika jak i Fiołkowy Podmuch patrzącego z pogardą na całe to zgromadzenie.
- Od dziś nosił będzie imie Bursztynowa Bryza. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. - Gdy Malinowa Gwiazda skończyła rozległy się wołania nowego imienia kocura. Świetlikowa Ścieżka przyłączyła się do pobratymców, a gdy ich głosy ucichły nastąpiła najbardziej oczekiwana przez nią chwila tego wieczoru:
- Jak już wcześniej wspomniałam mianuję dziś trzy kocięta uczniami. Bobrze! - kocurek podszedł do przywódczyni nieco onieśmielony wpatrzonymi w niego oczami - Uczeń ten, do czasy gdy nie otrzyma imienia wojownika nazywał się będzie Bobrza Łapa. Poranna Łaniu! Nie miałaś jeszcze ucznia, a nie wątpię, że przekażesz mu całą wiedzę. Świetlik patrzyła na kotkę stykającą się nosem z Bobrzą Łapą. Dobrze znała kocięta Czarnego Piórka i wiedziała, że Poranna Łania nie będzie miała z nim większych problemów.
- Zaś ten uczeń - spojrzała na Jastrzębia który ze stoickim spokojem wpatrywał się- do czasy gdy nie ukończy treningu zwać się będzie Jastrzębia Łapa. Szkarłatny Wichrze, doskonale udało ci się wytrenować Bursztynową Bryzę i jesteś gotów na kolejnego ucznia. Zajmiesz się treningiem Jastrzębiej Łapy.
Świetlikowa Ścieżka spóściła wzrok na własne łapy. Wdech i wydech... Podniosła wzrok na Malinową Gwiazdę.
- Ta uczennica od dziś znana będzie jako Paprociowa Łapa. Świetlikowa Ścieżko, jesteś gotowa na pierwszego ucznia. Oczekuję, że przekarzesz Paprociowej Łapie wszystko czego nauczyła cię Srebrny Pysk.
Paprociowa Łapa dotknęła czarnym noskiem różowego nosa Świetlikowej Ścieżki. Jej ulubienica jest teraz jej własną terminatorką! Rozległy się gratulacje i wołania, jednak do szylkretki docierało to jak przez mgłę. W końcu jej marzenie się spełniło. Ma uczennicę...
<Tja, sorry za ewentualne błędy, ale jestem niewyspana. Brak jakiejkolwiek kontynuacji, ja piszę osobne opowiadania do Bursztynka, Pszczółki i Paproci, zaś mentorzy mogą zacząć pisać z uczniami, hehe...>
Nie jestem pewna, ale Bóbr miał być chyba medykiem. Nie poprawiam opka, ale to skonsultuję. Jednak Poranna ma być mentorką Bobra, sorki.
- Koty Klanu Nocy! - jak na komednę cały Klan podniósł wzrok na przywódczynię. Sylwetka Malinowej Gwiazdy rysowała się majestatyczie na tle księżyca - Dziś jest wyjątkowy dzień, bowiem w nasze szeregi wstąpi nowy wojownik, a trójka kociąt mianowana zostanie uczniami...
Świetlik słuchała liderki jednym uchem wzrokiem wciąż błądząc po pyskach zgromadzonych. Wypatrzyła Skaczący Wzrok, nowego wojownika jak i Fiołkowy Podmuch patrzącego z pogardą na całe to zgromadzenie.
- Od dziś nosił będzie imie Bursztynowa Bryza. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. - Gdy Malinowa Gwiazda skończyła rozległy się wołania nowego imienia kocura. Świetlikowa Ścieżka przyłączyła się do pobratymców, a gdy ich głosy ucichły nastąpiła najbardziej oczekiwana przez nią chwila tego wieczoru:
- Jak już wcześniej wspomniałam mianuję dziś trzy kocięta uczniami. Bobrze! - kocurek podszedł do przywódczyni nieco onieśmielony wpatrzonymi w niego oczami - Uczeń ten, do czasy gdy nie otrzyma imienia wojownika nazywał się będzie Bobrza Łapa. Poranna Łaniu! Nie miałaś jeszcze ucznia, a nie wątpię, że przekażesz mu całą wiedzę. Świetlik patrzyła na kotkę stykającą się nosem z Bobrzą Łapą. Dobrze znała kocięta Czarnego Piórka i wiedziała, że Poranna Łania nie będzie miała z nim większych problemów.
- Zaś ten uczeń - spojrzała na Jastrzębia który ze stoickim spokojem wpatrywał się- do czasy gdy nie ukończy treningu zwać się będzie Jastrzębia Łapa. Szkarłatny Wichrze, doskonale udało ci się wytrenować Bursztynową Bryzę i jesteś gotów na kolejnego ucznia. Zajmiesz się treningiem Jastrzębiej Łapy.
Świetlikowa Ścieżka spóściła wzrok na własne łapy. Wdech i wydech... Podniosła wzrok na Malinową Gwiazdę.
- Ta uczennica od dziś znana będzie jako Paprociowa Łapa. Świetlikowa Ścieżko, jesteś gotowa na pierwszego ucznia. Oczekuję, że przekarzesz Paprociowej Łapie wszystko czego nauczyła cię Srebrny Pysk.
Paprociowa Łapa dotknęła czarnym noskiem różowego nosa Świetlikowej Ścieżki. Jej ulubienica jest teraz jej własną terminatorką! Rozległy się gratulacje i wołania, jednak do szylkretki docierało to jak przez mgłę. W końcu jej marzenie się spełniło. Ma uczennicę...
<Tja, sorry za ewentualne błędy, ale jestem niewyspana. Brak jakiejkolwiek kontynuacji, ja piszę osobne opowiadania do Bursztynka, Pszczółki i Paproci, zaś mentorzy mogą zacząć pisać z uczniami, hehe...>
06 lipca 2017
Od Świetlikowej Ścieżki CD Szkarłatnego Wichru
Kotka kiwnęła głową zauroczona oczyma wojownika. Były złote, prawie takie jak jej czy jej ojca. Widziała go wcześniej ze swoją siostrą, ale nie znała imienia kocura, więc kamień spadł jej z serca gdy się przedstawił. Prawda, że Pszczeli Miód coś o nim mówiła, jednak Świetlikowa Ścieżka nie mogła skupić się na tych opowieściach najzwyczajniej w świecie zazdroszcząc siostrze. Jakiś kocur się nią zainteresował, w przeciwieństwie do Świetlika, która wciąż była samotna. Wydawało jej się, że poza jej własną rodziną nie ma żadnych kotów z którymi by się przyjaźniła. Był wieczór, wiatr nigdy nie przeszkadzał krótkowłosej kotce, jednak wojownik o dłuższej sierści wydawał się być niepocieszony faktem, że podmuchy mierzwią mu sierść sprawiając, że obu kotom robi się zimno.
- Może przeniesiemy się do legowiska? - zapytała wojowniczka kierując się ku legowisku wojowników. Kocur ochoczo pokiwał głową po czym ruszył w ślad za Świetlikiem.
- Więc... Od jak dawna należysz do Klanu Nocy? - zapytała wojowniczka gdy znaleźli się już w ciepłym legowisku w którym poza nimi nie było żadnego wojownika.
- Dołączyłem całkiem niedawno - kocur zaśmiał się cicho. Miło rozmawiało jej się z tym kocurem, czuła, że może być jej nowym przyjacielem. W pewnej chwili wojowniczce zaburczało w brzuchu. Nic nie jadła od czasu powrotu z porannego patrolu.
- Przyniosę nam coś - zaofiarował się kocur po czym truchtem wybiegł z legowiska. Świetlikowa Ścieżka oparła głowę na przednich łapach patrząc na niego z zadumą.
- Świetlik? - usłyszała nad uchem znajomy głos. Otrząsnęła się i popatrzyła w górę.
- Pszczeli Miód! - kotka trąciła nosem nos siostry. Nagle uśmiech spełzł z pyszczka kotki, gdy dostrzegła wracającego powoli w kierunku legowiska kocura.
- Podoba ci się Szkarłatny Wicher? - zapytała Świetlika przyciszonym głosem. Świetlikowa Ścieżka natychmiastowo pokręciła głową. Jak mógł podobać jej się kocur z którym dopiero teraz rozmawiała po raz pierwszy.
- Uważaj. Wielu kotkom się podoba - stwierdziła gorzko po czym zwinęła się w kącie. Świetlikowa Ścieżka nie rozumiała jej, ale z doświadczenia nie chciała o nic pytać. Szkarłatny Wicher zbliżył się już do legowiska, więc wojowniczka wyszła mu na spotkanie. Kocur trzymał w pysku dwie ryby sporych rozmiarów. Kotka z wdzięcznością wzięła jedną i w podzięce trąciła kocura nosem.
- Może przeniesiemy się do legowiska? - zapytała wojowniczka kierując się ku legowisku wojowników. Kocur ochoczo pokiwał głową po czym ruszył w ślad za Świetlikiem.
- Więc... Od jak dawna należysz do Klanu Nocy? - zapytała wojowniczka gdy znaleźli się już w ciepłym legowisku w którym poza nimi nie było żadnego wojownika.
- Dołączyłem całkiem niedawno - kocur zaśmiał się cicho. Miło rozmawiało jej się z tym kocurem, czuła, że może być jej nowym przyjacielem. W pewnej chwili wojowniczce zaburczało w brzuchu. Nic nie jadła od czasu powrotu z porannego patrolu.
- Przyniosę nam coś - zaofiarował się kocur po czym truchtem wybiegł z legowiska. Świetlikowa Ścieżka oparła głowę na przednich łapach patrząc na niego z zadumą.
- Świetlik? - usłyszała nad uchem znajomy głos. Otrząsnęła się i popatrzyła w górę.
- Pszczeli Miód! - kotka trąciła nosem nos siostry. Nagle uśmiech spełzł z pyszczka kotki, gdy dostrzegła wracającego powoli w kierunku legowiska kocura.
- Podoba ci się Szkarłatny Wicher? - zapytała Świetlika przyciszonym głosem. Świetlikowa Ścieżka natychmiastowo pokręciła głową. Jak mógł podobać jej się kocur z którym dopiero teraz rozmawiała po raz pierwszy.
- Uważaj. Wielu kotkom się podoba - stwierdziła gorzko po czym zwinęła się w kącie. Świetlikowa Ścieżka nie rozumiała jej, ale z doświadczenia nie chciała o nic pytać. Szkarłatny Wicher zbliżył się już do legowiska, więc wojowniczka wyszła mu na spotkanie. Kocur trzymał w pysku dwie ryby sporych rozmiarów. Kotka z wdzięcznością wzięła jedną i w podzięce trąciła kocura nosem.
<Szkarłat?>
07 maja 2017
Od Świetlikowej Ścieżki
Udało się! Naprawdę mi się udało!". W głowie młodej kotki szalały całe gonitwy myśli. Przeżyła. Przetrwała. Osiągnęła cel w do którego dążyła przez ostatnie siedemnaście księżyców. Siedemnaście księżyców swojego życia. Udało jej się przeżyć sześć księżyców podczas których bawiła się z rodzeństwem jako Świetlik. Potem nastał dla niej najtrudniejszy okres w życiu: trening pod okiem Srebrnego Pysku, mentorki wyjątkowo surowej. Początkowo Świetlikowa Łapa nie mogła zrozumieć zachowania mentorki. Teraz wie, że z jakiegoś powodu kotka o szarym futrze i złotych oczach nie lubi jej rodziny. Ale pod koniec treningu przecież nie była już tak okropna dla Świetlika. Ostatniemu wyzwaniu stawiła czoło ostatniego dnia. Milczące czuwanie w dzień po ceremonii. Ceremonia... Odpłynęła myślami do słów liderki, swojej matki. Malinowa Gwiazda chciała by jej córka, pierwsza z rodzeństwa która ukończyła trening mogła wyszkolić ucznia...
- Wyszkolę ucznia! - zawołała. Nikt nie usłyszał jednak szaleńczego postanowienia młodej wojowniczki. Tak, znalazła nowy cel w życiu, coś dlaczego warto będzie dalej żyć. Poza tym jest pełnoprawną wojowniczką. Świetlikową Ścieżką. Przypomniała sobie jak matka pokazała jej Świetliki, gdy ta jeszcze była kocięciem. Łąka świetlików, ścieżka przeznaczenia dla młodej kotki. Świetlikowa Ścieżka.
- Świetlikowa Ścieżko! - usłyszała za sobą wyjątkowo znany głos. Srebrny Pysk.
- Gratuluję Ci bycia wojowniczką - powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- A ja dziękuję ci, że wyszkoliłaś mnie na wojowniczkę.
< Srebrny Pysku?>
- Wyszkolę ucznia! - zawołała. Nikt nie usłyszał jednak szaleńczego postanowienia młodej wojowniczki. Tak, znalazła nowy cel w życiu, coś dlaczego warto będzie dalej żyć. Poza tym jest pełnoprawną wojowniczką. Świetlikową Ścieżką. Przypomniała sobie jak matka pokazała jej Świetliki, gdy ta jeszcze była kocięciem. Łąka świetlików, ścieżka przeznaczenia dla młodej kotki. Świetlikowa Ścieżka.
- Świetlikowa Ścieżko! - usłyszała za sobą wyjątkowo znany głos. Srebrny Pysk.
- Gratuluję Ci bycia wojowniczką - powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- A ja dziękuję ci, że wyszkoliłaś mnie na wojowniczkę.
< Srebrny Pysku?>
22 kwietnia 2017
Od Świetlikowej Łapy C.D Pszczelej Łapy
Kotka położyła się na trawie wciąż płacząc. Ułożyłam się obok po czym położyłam głowę na jej karku. Słone łzy spływały po moim pyszczku zostawiając wilgotne plamy i znikały w futrze na karku Pszczelej Łapy. Moja siostra również łkała i zdawała się nie zwracać uwagi na to, że na niej leżę. W takim stanie wstyd było by ktokolwiek nas zastał. Chciałam powiedzieć o tym mojej, już jedynej siostrze, ale nie mogłam wydać z siebie słowa. Ktoś do nas podszedł.
-Świetlikowa Łapo, Pszczela Łapo, czemu płaczecie?-usłyszałam zatroskany głos.
Podniosłam załzawione oczy na stojącą przy nas mamę. Wstałam. Po chwili podbiegł również tata. Nie czekając aż Pszczółka coś wyjaśni, nie czekając aż nawet o cokolwiek zapytają wtuliłam łebek w futro rudego kocura. Pszczółka nie podniosła się, wciąż leżała załamana. Mama podeszła i trąciła ją nosem. Na chwilkę przestała płakać, aby po chwili zacząć nie tyle płakać, co krzyczeć.
-To niesprawiedliwe! Dlaczego?! Czemu Klan Gwiazd musiał ją zabrać, czemu?!
-One wiedzą-liderka Klanu Nocy spojrzała na swojego zastępcę. Płomienna Pręga kiwnął głową patrząc na nas ze współczuciem.
-Osa wie?-zdołałam zapytać przez łzy i płaczliwe jęki.
-Nie, nie wie. Może nie powinniśmy mu o tym na razie mówić?-zapytała swojego partnera Malinowa Gwiazda.
-Tak... Popatrz-tata wskazał na nas ruchem głowy-Osa może to znieść jak one...
Mówił o nas jakby nas przy nim nie było. Moim zdaniem im dłużej trzeba będzie to odwlekać tym bardziej Osę zdenerwuję, że dowiedział się ostatni, że to było przed nim ukrywane... Nie odezwałam się jednak.
< Ktoś z zebranych? Pszczółka, rodzice?>
-Świetlikowa Łapo, Pszczela Łapo, czemu płaczecie?-usłyszałam zatroskany głos.
Podniosłam załzawione oczy na stojącą przy nas mamę. Wstałam. Po chwili podbiegł również tata. Nie czekając aż Pszczółka coś wyjaśni, nie czekając aż nawet o cokolwiek zapytają wtuliłam łebek w futro rudego kocura. Pszczółka nie podniosła się, wciąż leżała załamana. Mama podeszła i trąciła ją nosem. Na chwilkę przestała płakać, aby po chwili zacząć nie tyle płakać, co krzyczeć.
-To niesprawiedliwe! Dlaczego?! Czemu Klan Gwiazd musiał ją zabrać, czemu?!
-One wiedzą-liderka Klanu Nocy spojrzała na swojego zastępcę. Płomienna Pręga kiwnął głową patrząc na nas ze współczuciem.
-Osa wie?-zdołałam zapytać przez łzy i płaczliwe jęki.
-Nie, nie wie. Może nie powinniśmy mu o tym na razie mówić?-zapytała swojego partnera Malinowa Gwiazda.
-Tak... Popatrz-tata wskazał na nas ruchem głowy-Osa może to znieść jak one...
Mówił o nas jakby nas przy nim nie było. Moim zdaniem im dłużej trzeba będzie to odwlekać tym bardziej Osę zdenerwuję, że dowiedział się ostatni, że to było przed nim ukrywane... Nie odezwałam się jednak.
< Ktoś z zebranych? Pszczółka, rodzice?>
Od Świetlikowej Łapy C.D Srebrnego Pyska
-Tatuś też walczył?-chciałam zapytać, ale ugryzłam się w język. Moja mentorka go nie lubiła. Początkowo mnie to dziwiło, ale potem odkryłam, że też jej nie lubię. Każdy chyba tak może - kogoś nie lubić, a lubić kogoś innego. I to może się zmieniać. Polubiłam Srebrny Pysk. Podniosłam się aby pójść do mamy i zapytać ją o tą wojnę, jednak coś mnie powstrzymało.
-Srebrny Pysku?-zapytałam jeszcze cichutko.
-Tak?-odparła sennie. Było już późno i za pewne również chciała iść spać.
-Czy jesteśmy bezpieczni?
-W jakim sensie?
-Klan Burzy jest szybki... Może nas szybko zaatakować.
-Klan Burzy ma zbyt mało wojowników, nie są potężni jak nasz klan.
-Nasz klan jest potężny?-zaświeciły mi się oczy-To dzięki moim rodzicom?
Mentorka zgromiła mnie wzrokiem.
-Potęgą naszego klanu bynajmniej nie są twoi rodzice, a wojownicy tacy jak ja. Gdybym była liderem wiedz, że byłby potężniejszy.
Wolałam nie pytać dlaczego Srebrny Pysk tak bardzo chce być liderem. I dlaczego nie lubi moich rodziców. Z drugiej strony sama chciałabym być liderem... I nazywać się Gwiazda...
***
Ziewnęłam po czym leniwie wyciągnęłam przed siebie przednie łapki. Dziś stanie się coś niesamowitego... Co? Nie byłam tego pewna. Zamknęłam oczy rozkoszując się słońcem które dopiero co wstało.
-Świetlikowa Łapo, nie mamy całego dnia na twój trening!-usłyszałam rozgniewany głos. Podniosłam się i przekrzywiłam głowę. Wciąż rozespana nie mogłam rozpoznać właściciela tego głosu.
-Srebrny Pysk?
Kotka rzuciła mi pogardliwe spojrzenie. Teraz rozpoznałam mentorkę.
< Srebrny Pysku?>
-Srebrny Pysku?-zapytałam jeszcze cichutko.
-Tak?-odparła sennie. Było już późno i za pewne również chciała iść spać.
-Czy jesteśmy bezpieczni?
-W jakim sensie?
-Klan Burzy jest szybki... Może nas szybko zaatakować.
-Klan Burzy ma zbyt mało wojowników, nie są potężni jak nasz klan.
-Nasz klan jest potężny?-zaświeciły mi się oczy-To dzięki moim rodzicom?
Mentorka zgromiła mnie wzrokiem.
-Potęgą naszego klanu bynajmniej nie są twoi rodzice, a wojownicy tacy jak ja. Gdybym była liderem wiedz, że byłby potężniejszy.
Wolałam nie pytać dlaczego Srebrny Pysk tak bardzo chce być liderem. I dlaczego nie lubi moich rodziców. Z drugiej strony sama chciałabym być liderem... I nazywać się Gwiazda...
***
Ziewnęłam po czym leniwie wyciągnęłam przed siebie przednie łapki. Dziś stanie się coś niesamowitego... Co? Nie byłam tego pewna. Zamknęłam oczy rozkoszując się słońcem które dopiero co wstało.
-Świetlikowa Łapo, nie mamy całego dnia na twój trening!-usłyszałam rozgniewany głos. Podniosłam się i przekrzywiłam głowę. Wciąż rozespana nie mogłam rozpoznać właściciela tego głosu.
-Srebrny Pysk?
Kotka rzuciła mi pogardliwe spojrzenie. Teraz rozpoznałam mentorkę.
< Srebrny Pysku?>
17 kwietnia 2017
Od Świetlikowej Łapy
Śmierć Biedronki była największym wstrząsem jaki kiedykolwiek przeżyłam w
swoim krótkim życiu. Jedenaście księżyców. To mało czy dużo? Biorąc pod
uwagę, że większość kotów jest ode mnie ponad trzy razy starsza, to
mało, ale jeśli porównywać mnie z kociakiem? O śmierci mojej siostry
dowiedziałam się... Przypadkiem. Nie lubiłam podsłuchiwać, ale tak jakoś
wyszło, że podczas zabawy z Pszczelą Łapą przypadkowo usłyszałam
rozmowę naszych rodziców. Kochałam swoją siostrę i zabawy z nią, a przez
to jak przykładała się do treningów spędzała z nią coraz mniej czasu.
Miałam nadzieję, że gdy zostanie wojowniczką znajdziemy czas na rozmowy.
Wracając do tamtego momentu: usłyszałam przyciszone głosy Malinowej
Gwiazdy i Płomiennej Pręgi. Liderka klanu rzadko mówiła cicho, zwykle
rozmawiała z partnerem zwykłym głosem śmiejąc się i czasami wołając nas
by nam coś opowiedzieć. Teraz nerwowo rozglądała się dookoła, a widok
któregokolwiek z jej kociąt był chyba ostatnią rzeczą na którą miała
ochotę.
-Jak o tym powiedzieć...-zaczął Płomień.
-Osie, Pszczole i Świetlikowi? Nie wiem...
Nie chciałam o nic pytać.
-To takie straszne!-wybuchnęła mama-Jak to się mogło stać! Biedna Biedronka!
Zeszkliły mi się oczy. Słuchając dalej zdałam sobie sprawę z sytuacji. Biedronia Łapa nie żyje.
-Co się stało?-spytała mnie Pszczela Łapa. Na czas mojego podsłuchu odeszła gdzieś.
-Biedronka...-załkałam-Biedronia Łapa... Ona...
<Siostro?>
-Jak o tym powiedzieć...-zaczął Płomień.
-Osie, Pszczole i Świetlikowi? Nie wiem...
Nie chciałam o nic pytać.
-To takie straszne!-wybuchnęła mama-Jak to się mogło stać! Biedna Biedronka!
Zeszkliły mi się oczy. Słuchając dalej zdałam sobie sprawę z sytuacji. Biedronia Łapa nie żyje.
-Co się stało?-spytała mnie Pszczela Łapa. Na czas mojego podsłuchu odeszła gdzieś.
-Biedronka...-załkałam-Biedronia Łapa... Ona...
<Siostro?>
Od Świetlikowej Łapy C.D Srebrnego Pysku
Patrzyłam w przerażeniu na złotooką kotkę. To nie mogłam być prawda.
Zaraz rzuci coś obraźliwego o tacie, powie, że żartowała, albo...
-Co tak patrzysz?-mentorka wyrwała mnie z zamyślenia. Otrząsnęłam się.
-Nie żartujesz?-spytałam zupełnie wytrącona ze swojej zwykłej równowagi. Miałam trenować się w walce? Ja?! Ja niby miałam być lepsza od Osiej Łapy i Pszczelej Łapy?! Miałam być lepsza od świętych jej zdaniem dzieci Srebrnego Pyska?!
-Czy wyglądam ci na kogoś kto lubi żartować?-spytała dość zasadniczo. Nie, nie wyglądała. Wyglądała na kogoś kto lubi rozszarpywać niewinne uczennice.
-Nie...-odparłam niepewnie. Kotka przewróciła oczyma po czym skinęła na mnie głową. Dokładnie przyjżałam się swojej zdobyczy. Wciąż była to dla mnie ryba jak każda inna. Miliony podobnych ryb pływało w tej rzece.
-Świetlikowa Łapo!-zawołała na mnie mentorka. W czasie gdy gapiłam się na rybę ona zdążyła odejść już daleko, tak, że ledwo dochodził do mnie jej głos. Porwałam w pysk zdobycz i pobiegłam za Srebrnym Pyskiem. Nie był to szybki bieg, raczej trucht, ale za wszelką cenę chciałam jej pokazać, że potrafię chociaż normalnie chodzić, co bardzo, ale to bardzo utrudniała mi ciężka rybą którą wciąż trzymałam. Bałam się, że mogła mnie przeważyć i przewrócić. Skoro moja mentorka już się do mnie przekonała nie zamierzałam tego zepsuć potknięciem się z rybą. Znowu rozpowiadałaby na cały klan, że nie umiem chodzić. Gdy odłożyłam rybę przysiadłam przy mentorce.
-Mówiłaś coś o walce-zagaiłam. Miałam nadzieję, że Srebrny Pysk podchwyci ten temat i rozpocznie mój trening.
<Srebrny Pysku?>
-Co tak patrzysz?-mentorka wyrwała mnie z zamyślenia. Otrząsnęłam się.
-Nie żartujesz?-spytałam zupełnie wytrącona ze swojej zwykłej równowagi. Miałam trenować się w walce? Ja?! Ja niby miałam być lepsza od Osiej Łapy i Pszczelej Łapy?! Miałam być lepsza od świętych jej zdaniem dzieci Srebrnego Pyska?!
-Czy wyglądam ci na kogoś kto lubi żartować?-spytała dość zasadniczo. Nie, nie wyglądała. Wyglądała na kogoś kto lubi rozszarpywać niewinne uczennice.
-Nie...-odparłam niepewnie. Kotka przewróciła oczyma po czym skinęła na mnie głową. Dokładnie przyjżałam się swojej zdobyczy. Wciąż była to dla mnie ryba jak każda inna. Miliony podobnych ryb pływało w tej rzece.
-Świetlikowa Łapo!-zawołała na mnie mentorka. W czasie gdy gapiłam się na rybę ona zdążyła odejść już daleko, tak, że ledwo dochodził do mnie jej głos. Porwałam w pysk zdobycz i pobiegłam za Srebrnym Pyskiem. Nie był to szybki bieg, raczej trucht, ale za wszelką cenę chciałam jej pokazać, że potrafię chociaż normalnie chodzić, co bardzo, ale to bardzo utrudniała mi ciężka rybą którą wciąż trzymałam. Bałam się, że mogła mnie przeważyć i przewrócić. Skoro moja mentorka już się do mnie przekonała nie zamierzałam tego zepsuć potknięciem się z rybą. Znowu rozpowiadałaby na cały klan, że nie umiem chodzić. Gdy odłożyłam rybę przysiadłam przy mentorce.
-Mówiłaś coś o walce-zagaiłam. Miałam nadzieję, że Srebrny Pysk podchwyci ten temat i rozpocznie mój trening.
<Srebrny Pysku?>
21 marca 2017
Od Świetlikowej Łapy
Leżałam w trawie patrząc tępym wzrokiem na zielone źdźbło poruszane wiatrem mierzwiącym mi sierść. Moja kara się skończyła, mogłam jeść. Mogłam, ale nie chciałam. Ta kara pozostawiła na mojej psychice piętno nie do zmycia, doświadczenie nie do zapomnienia. Srebrny Pysk nienawidzi mojego ojca, Srebrny Pysk nienawidzi jego rodziny, Srebrny pysk nienawidzi MNIE. Moja matka o tym wiedziała. Musiała wiedzieć! Więc dlaczego... Dlaczego mi ją przydzieliła? Jej słowa były mądre i prawdziwe, jak to słowa wielu liderów: Srebrny Pysk wyszkoliła wielu uczniów, którzy stali się wspaniałymi wojownikami. Czy więc ja mam stanowić wyjątek? Przez mój młody jeszcze, niespokojny umysł przemykały myśli: Moja mama byłaby temu przeciwna, jest liderem. Ale Srebrnego Pyska to nie obchodzi. Mój tata jest gotowy ją za to rozszarpać... Ale ona nie zrobiła nic złego. To ja zrobiłam coś złego. Srebrny Pysk jest mądra, ja jestem głupim kociakiem. Wyrzutkiem. Wcześniakiem. Pokraką. Świetlikiem.
-Świetlikiem...-załkałam. Świetlikiem. Małym, słabym robaczkiem. Robaczkiem który nie przeżyje więcej niż jednej nocy. Ja bym mogła przeżyć. Dostałam cudowną mentorkę.
-I nie zawiodę jej...
Podniosłam się i odszukałam Srebrny Pysk. Mimo, że spędzałam z nią tyle czasu wciąż była dla mnie obca, wciąż onieśmielała mnie spojrzeniem żółtych oczu.
-Mentorko?
-Czego chcesz pokrako?
Nie zaszczyciła mnie spojrzeniem, jednak już odpowiedź była zaszczytem.
-Czy wciąż możesz mnie szkolić?
Odwróciła głowę w moją stronę. Normlany kot wydawałby się zdziwiony, ale o mentorce nie mogłam tego powiedzieć: jej oczy patrzyły na mnie bez wyrazu, z postawy kotki nie mogłam nic wyczytać.
-Proste zasady. Przestrzegasz kodeksu, słuchasz wszystkiego co mówię i nie przylatujesz do mnie z płaczem gdy okaże się, że nie będziesz tak znakomitą wojowniczką jak wielu z nas, kotów z Klanu Nocy, takich jak ja, moje dzieci, czy Czarna Gwiazda.
-I mój tatuś?
-Twój tatuś nie jest nawet w połowie tak doskonałym wojownikiem jak chociażby Przejrzysta Łapa. Mam rację, prawda?
Przytaknęłam. Czy można to uznać za zdradę? Zdradziłam Płomienną Pręgę?
-Zawsze masz rację mentorko.
Srerbny Pysk popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Czy było to zdziwienie? Patrzyła tak na moją babcię, gdy ta poparła ją w kwestii mojej kary.
-Dziś upolujesz rybę. I zabierzesz ją do obozu. Rozumiesz, czy nawet to jest dla ciebie zbyt trudne?
-Rozumiem.
Weszłam do wody aby wypatrywać ryb. Dostrzegłam srebrne stworzenie które przemknęło tuż obok mojej łapy. Spojrzałam na mentorkę szukając w jej oczach porady co teraz zrobić.
-Co się głupio gapisz?! Łap rybę!
Rzuciłam się za umykającą rybką. Wymknęła mi się, ale nie zamierzałam odwróćić się aby wrócić do mentorki. To dałoby jej satysfakcję. Bo cóż może być śmieszniejszego? Mały Świetlik, żałosna córka żałosnej liderki i jej żałosnego partnera nie umie słabać nawet żałosnej płotki!
-Nie!-zdawało się krzyczeć wszystko we mnie. Gnana siłą instynktu rzuciłam się za sporą rybą. Trzymając w pyszczku szamoczące się zwierzę zaniosłam je Srebrnemu Pyskowi.
< Mentorko?>
-Świetlikiem...-załkałam. Świetlikiem. Małym, słabym robaczkiem. Robaczkiem który nie przeżyje więcej niż jednej nocy. Ja bym mogła przeżyć. Dostałam cudowną mentorkę.
-I nie zawiodę jej...
Podniosłam się i odszukałam Srebrny Pysk. Mimo, że spędzałam z nią tyle czasu wciąż była dla mnie obca, wciąż onieśmielała mnie spojrzeniem żółtych oczu.
-Mentorko?
-Czego chcesz pokrako?
Nie zaszczyciła mnie spojrzeniem, jednak już odpowiedź była zaszczytem.
-Czy wciąż możesz mnie szkolić?
Odwróciła głowę w moją stronę. Normlany kot wydawałby się zdziwiony, ale o mentorce nie mogłam tego powiedzieć: jej oczy patrzyły na mnie bez wyrazu, z postawy kotki nie mogłam nic wyczytać.
-Proste zasady. Przestrzegasz kodeksu, słuchasz wszystkiego co mówię i nie przylatujesz do mnie z płaczem gdy okaże się, że nie będziesz tak znakomitą wojowniczką jak wielu z nas, kotów z Klanu Nocy, takich jak ja, moje dzieci, czy Czarna Gwiazda.
-I mój tatuś?
-Twój tatuś nie jest nawet w połowie tak doskonałym wojownikiem jak chociażby Przejrzysta Łapa. Mam rację, prawda?
Przytaknęłam. Czy można to uznać za zdradę? Zdradziłam Płomienną Pręgę?
-Zawsze masz rację mentorko.
Srerbny Pysk popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Czy było to zdziwienie? Patrzyła tak na moją babcię, gdy ta poparła ją w kwestii mojej kary.
-Dziś upolujesz rybę. I zabierzesz ją do obozu. Rozumiesz, czy nawet to jest dla ciebie zbyt trudne?
-Rozumiem.
Weszłam do wody aby wypatrywać ryb. Dostrzegłam srebrne stworzenie które przemknęło tuż obok mojej łapy. Spojrzałam na mentorkę szukając w jej oczach porady co teraz zrobić.
-Co się głupio gapisz?! Łap rybę!
Rzuciłam się za umykającą rybką. Wymknęła mi się, ale nie zamierzałam odwróćić się aby wrócić do mentorki. To dałoby jej satysfakcję. Bo cóż może być śmieszniejszego? Mały Świetlik, żałosna córka żałosnej liderki i jej żałosnego partnera nie umie słabać nawet żałosnej płotki!
-Nie!-zdawało się krzyczeć wszystko we mnie. Gnana siłą instynktu rzuciłam się za sporą rybą. Trzymając w pyszczku szamoczące się zwierzę zaniosłam je Srebrnemu Pyskowi.
< Mentorko?>
07 marca 2017
Od Świetlikowej Łapy C. D. Srebrnego Pyska
- Tatusiu, ja... - przytuliłam się do płomiennego kota. Spojrzał na mnie pełnymi współczucia złotymi oczami. Podobnymi do oczu Srebrnego Pyska, a tak innymi... Ciepłymi. Zbiegowisko dookoła nas zaczęło maleć, koty rzucając na mnie pełne pogardy spojrzenia zimnych oczu odchodziły każdy w swoją, tylko sobie znaną stronę.
-Porozmawiam z twoją matką. Może niesłusznie wybrała ci właśnie tą mentorkę?
Podniosłam na tatę pełen nadziei wzrok.
- Nie wiedziałaś, że nie możesz jeść na polowaniu? - spytał kocur z widocznym zdziwieniem w głosie.
- Nie... - chlipnęłam - Ale to bez znaczenia, to nie było polowanie... To była ryba...
- Świetliku polowanie, sama jego nazwa pochodzi od tego, że się poluje. Zapolowałaś na rybę, co można spokojnie nazwać polowaniem. Srebrny Pysk nie zapoznała cię z kodeksem?
- Ona krzyczy - chlipnęłam ponownie-Rozkazuje mi, ona jest... Ja skończyłam już polowanie, ja...
Łkałam wtulona w długie futro taty, dużo dłuższe od mojego, jednak krótsze od niektórych kotów.
- Idziesz Świetliku? - spytał rudy kocur.
- Nie-odparłam w głębokiej zadumie wpatrując się w niebo. Położyłam się przy rzece.
- Przepraszam cię Srebrny Pysku... - zaczęłam cicho układać przemowę. Nie, zbyt... Zbyt źle.
- Przepraszam cię bardzo, mentorko... - zaczęłam znowu. Nie, też źle! Położyłam się na brzuchu. Nie mam już szans na spełnienie marzeń... Klan Gwiazd mnie nie przyjmie, wyląduję tam, gdzie ich nie ma, w Miejscu, gdzie brak Gwiazd. Kochałam na nie patrzyć. One jedyne zawsze i niezmiennie są. Mam jedno, jedyne życie...
Dzień mijał mi wolno, gotowa jestem rzec, że dłużył się w nieskończoność... Musiałam jednak stwierdzić, że brak jedzenia nie jest ogromną karą. Bardziej bałam się kolejnych treningów... Czy mogę mieć nowego mentora?!
<Ktoś?>
-Porozmawiam z twoją matką. Może niesłusznie wybrała ci właśnie tą mentorkę?
Podniosłam na tatę pełen nadziei wzrok.
- Nie wiedziałaś, że nie możesz jeść na polowaniu? - spytał kocur z widocznym zdziwieniem w głosie.
- Nie... - chlipnęłam - Ale to bez znaczenia, to nie było polowanie... To była ryba...
- Świetliku polowanie, sama jego nazwa pochodzi od tego, że się poluje. Zapolowałaś na rybę, co można spokojnie nazwać polowaniem. Srebrny Pysk nie zapoznała cię z kodeksem?
- Ona krzyczy - chlipnęłam ponownie-Rozkazuje mi, ona jest... Ja skończyłam już polowanie, ja...
Łkałam wtulona w długie futro taty, dużo dłuższe od mojego, jednak krótsze od niektórych kotów.
- Idziesz Świetliku? - spytał rudy kocur.
- Nie-odparłam w głębokiej zadumie wpatrując się w niebo. Położyłam się przy rzece.
- Przepraszam cię Srebrny Pysku... - zaczęłam cicho układać przemowę. Nie, zbyt... Zbyt źle.
- Przepraszam cię bardzo, mentorko... - zaczęłam znowu. Nie, też źle! Położyłam się na brzuchu. Nie mam już szans na spełnienie marzeń... Klan Gwiazd mnie nie przyjmie, wyląduję tam, gdzie ich nie ma, w Miejscu, gdzie brak Gwiazd. Kochałam na nie patrzyć. One jedyne zawsze i niezmiennie są. Mam jedno, jedyne życie...
Dzień mijał mi wolno, gotowa jestem rzec, że dłużył się w nieskończoność... Musiałam jednak stwierdzić, że brak jedzenia nie jest ogromną karą. Bardziej bałam się kolejnych treningów... Czy mogę mieć nowego mentora?!
<Ktoś?>
03 marca 2017
Od Świetlikowej Łapy C.D. Srebrnego Pyska
Zaczęłam wlec się za mentorką.
- Nienawidzisz mnie - powiedziałam wprost. Nie przystanęła, nie spojrzała na mnie, jedynie powiedziała grobowym głosem:
- Masz racje, nienawidzę.
Wstrząsnęło mną to. Była po prostu najgorszym co mogło mnie spotkać. Wszystko się we mnie gotowało. Nie! Ja nie odpuszczam!
- To, że jesteś po prostu starą mentorką nie znaczy, że możesz sobie tak mną pomiatać. Wiem, że jestem ostatnią pokraką, ale nie moja wina, takie mam geny. Co z rodziców liderów, skoro ja jestem zbiorowiskiem ich najgorszych cech? Wiem o czym myślisz, masz lepsze kociaki, też się z tym zgadzam, bo ja sama nie nadaję się do niczego. I wiesz co? Nie potrzebuję medyka, nos mi nie krwawi, nie czuję na nim krwi. Ale lubię czuć smak krwi i gdybym nie była ostatnią pokraką jestem pewna, że umiałabym polować. W najgorszym razie się zabije i zejdę ci z oczu, ale ty, oczywiście od dziecka idealna nie rozumiesz, że ekscytuje mnie szkolenie. Nie rozumiesz, że jestem młoda, a twoje równie młode, idealne dzieci będą się ekscytować jak ja, mimo iż na starość będą tak wstrętne jak ty. Ale wiesz co? Dobrze, jak chcesz. Będę taka jak ty, będę siedzieć cicho jakbym miała z tysiąc księżyców. Pasuje? Nie? Dobrze, więc ci jelenia jakiegoś upoluję, albo, lepiej: swojego ojca zabije i ci go przytaszczę "Kochana mentorko złowiłam coś lepszego od płotki!" Chociaż, co ja się będę z tym trudzić jak dla ciebie i tak wciąż pozostanę głupim kociakiem?
Wyciągnęłam się kładąc przednie łapy na kamieniu. Moje oczy znalazły się na linii świdrującego spojrzenia mentorki.
- Idę to medyka. A potem zaczynamy trening. Nie? To znajdę sobie innego mentora. Nie? To się zabiję.
Odwróciłam się. Ruszyłam hardym krokiem w stronę legowiska medyka.
<Srebrny Pysk?>
Świetlikowa Łapo, rozumiem twoje zdenerwowanie ostrymi słowami swojej mentorki (przecież ona wyzywa Płomienia od lisich bobków), ale twoja postać nie jest wszechwiedząca i nie miała jak się dowiedzieć o jej planach. Poza tym, według charakteru Świetlik nie mogłaby się tak zachować-jedynie Pszczela Łapa byłaby w stanie tak chamsko się odezwać do dorosłego kota, bo ma to napisane w charakterze. Zresztą za samobójstwo idzie się do MGBG, więc...
Nie będę cię hejtować, bo znam twoje uczucia, ale w następnym opku postaraj się ograniczać się do wiedzy kota i jego charakteru.
~Ziemniak
- Nienawidzisz mnie - powiedziałam wprost. Nie przystanęła, nie spojrzała na mnie, jedynie powiedziała grobowym głosem:
- Masz racje, nienawidzę.
Wstrząsnęło mną to. Była po prostu najgorszym co mogło mnie spotkać. Wszystko się we mnie gotowało. Nie! Ja nie odpuszczam!
- To, że jesteś po prostu starą mentorką nie znaczy, że możesz sobie tak mną pomiatać. Wiem, że jestem ostatnią pokraką, ale nie moja wina, takie mam geny. Co z rodziców liderów, skoro ja jestem zbiorowiskiem ich najgorszych cech? Wiem o czym myślisz, masz lepsze kociaki, też się z tym zgadzam, bo ja sama nie nadaję się do niczego. I wiesz co? Nie potrzebuję medyka, nos mi nie krwawi, nie czuję na nim krwi. Ale lubię czuć smak krwi i gdybym nie była ostatnią pokraką jestem pewna, że umiałabym polować. W najgorszym razie się zabije i zejdę ci z oczu, ale ty, oczywiście od dziecka idealna nie rozumiesz, że ekscytuje mnie szkolenie. Nie rozumiesz, że jestem młoda, a twoje równie młode, idealne dzieci będą się ekscytować jak ja, mimo iż na starość będą tak wstrętne jak ty. Ale wiesz co? Dobrze, jak chcesz. Będę taka jak ty, będę siedzieć cicho jakbym miała z tysiąc księżyców. Pasuje? Nie? Dobrze, więc ci jelenia jakiegoś upoluję, albo, lepiej: swojego ojca zabije i ci go przytaszczę "Kochana mentorko złowiłam coś lepszego od płotki!" Chociaż, co ja się będę z tym trudzić jak dla ciebie i tak wciąż pozostanę głupim kociakiem?
Wyciągnęłam się kładąc przednie łapy na kamieniu. Moje oczy znalazły się na linii świdrującego spojrzenia mentorki.
- Idę to medyka. A potem zaczynamy trening. Nie? To znajdę sobie innego mentora. Nie? To się zabiję.
Odwróciłam się. Ruszyłam hardym krokiem w stronę legowiska medyka.
* * *
Cisza. Nie, słychać szum drzew i śpiewy ptaków. Nie widać słońca, ale widać rybę. Wbiłam pazury w szamoczące się stworzenie. Nie mogę jej pozwolić uciec!
Była dużo większa od mojej ostatniej zdobyczy. Wyciągnęłam ją na brzeg i zaczęłam jeść.
- Świetlikowa Łapo! - usłyszałam stanowczy głos mentorki. Jak na komendę odwróciłam się z ironicznym uśmiechem. I jak mnie nienawidzić? Podeszłam do kotki na bezpieczną odległość.
- Tak?
- Świetlikowa Łapo, co ty jesz?!
- Rybę - odparłam coraz szerzej się uśmiechając, co zdecydowanie ją denerwowało.
- Skąd masz rybę?! - Kotka traciła cierpliwość, wydawało mi się, że zaraz się na mnie rzuci.
- Chcesz mnie zabić? Dobrze. Mi tam to nie przeszkadza, mam jeszcze szansę na Klan Gwiazd w przeciwieństwie do ciebie. To nawet wygodniejsze, nie będę musiała się trudzić nad zabiciem się. Ale proszę, pozwól mi chociaż dokończyć rybę. Ryba. To tak dziwne, że jedynym dlaczego chce żyć jest zjedzenie ryby. Dziwne prawda? Nie kochana i oschła, chamska... Taka właśnie jestem i przyznam, że jak się głębiej zastanowić to jestem do kogoś podobna...
Chamski kociak o ciętym języku. Widać było, że właśnie taką wyrobiłam sobie opinię. I dobrze.
Była dużo większa od mojej ostatniej zdobyczy. Wyciągnęłam ją na brzeg i zaczęłam jeść.
- Świetlikowa Łapo! - usłyszałam stanowczy głos mentorki. Jak na komendę odwróciłam się z ironicznym uśmiechem. I jak mnie nienawidzić? Podeszłam do kotki na bezpieczną odległość.
- Tak?
- Świetlikowa Łapo, co ty jesz?!
- Rybę - odparłam coraz szerzej się uśmiechając, co zdecydowanie ją denerwowało.
- Skąd masz rybę?! - Kotka traciła cierpliwość, wydawało mi się, że zaraz się na mnie rzuci.
- Chcesz mnie zabić? Dobrze. Mi tam to nie przeszkadza, mam jeszcze szansę na Klan Gwiazd w przeciwieństwie do ciebie. To nawet wygodniejsze, nie będę musiała się trudzić nad zabiciem się. Ale proszę, pozwól mi chociaż dokończyć rybę. Ryba. To tak dziwne, że jedynym dlaczego chce żyć jest zjedzenie ryby. Dziwne prawda? Nie kochana i oschła, chamska... Taka właśnie jestem i przyznam, że jak się głębiej zastanowić to jestem do kogoś podobna...
Chamski kociak o ciętym języku. Widać było, że właśnie taką wyrobiłam sobie opinię. I dobrze.
<Srebrny Pysk?>
Świetlikowa Łapo, rozumiem twoje zdenerwowanie ostrymi słowami swojej mentorki (przecież ona wyzywa Płomienia od lisich bobków), ale twoja postać nie jest wszechwiedząca i nie miała jak się dowiedzieć o jej planach. Poza tym, według charakteru Świetlik nie mogłaby się tak zachować-jedynie Pszczela Łapa byłaby w stanie tak chamsko się odezwać do dorosłego kota, bo ma to napisane w charakterze. Zresztą za samobójstwo idzie się do MGBG, więc...
Nie będę cię hejtować, bo znam twoje uczucia, ale w następnym opku postaraj się ograniczać się do wiedzy kota i jego charakteru.
~Ziemniak
Subskrybuj:
Posty (Atom)