BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Betelgeza x Klamerka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Betelgeza x Klamerka. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2023

Od Betelgezy CD. Klamerki

 Wzruszyła jedynie ramionami, gdy Klamerka odszedł gdzieś pod pretekstem "kamyczka", o cokolwiek mu chodziło. Kotce nie zależało na tym, by kłócić się z bratem, ale raczej patrzyła z przymrużeniem oka na jego dziwne działania. Matka powtarzała jej wiele razy - koty przekonane o własnej nieomylności łatwo jest pokonać. Wystarczy tylko ich zaskoczyć.
Mama nie dzieliła się z nią wieloma informacjami, jednak wielokrotnie dawała jej rady dotyczące jej przyszłego życia. Często tłumaczyła jej, jak przejrzeć intencje kota - jak zauważyć, że ktoś traktuje cię z politowaniem lub wręcz dziwnym rodzajem pobłażliwości. Z nutą czegoś, co sprawiało, że czułaś się traktowana niepoważnie. Właśnie coś takiego Betelgeza wyczuwała w tonie głosu brata - przekonanie o własnej nieomylności. Coś, przed czym Matka tak bardzo ją ostrzegała.
Nie interesowało ją za bardzo życie Klamerki ani to, co chciał w nim osiągnąć, ale niezbyt podobało jej się, że nie włączał się aktywnie w życie rodziny. To była nadrzędna wartość, a jak inaczej można się czegoś nauczyć, niż poprzez dyskusję? 
Młoda kotka, która świat i jego zasady dopiero poznawała, wprawdzie czuła silną potrzebę, by się z bratem kłócić i uświadomić go o swojej racji, ale w ciszy pozwoliła mu odejść, gdy tylko przekonała samą siebie, że nie ma to większego sensu i szkoda, by traciła na niego swój czas.
Klamerka nie zdawał się być wśród rodzeństwa silnym rywalem. Nie próbował. Cały czas stał z boku, wpatrując się w koty tym swoim enigmatycznym spojrzeniem. To, czego Geza najbardziej się obawiała - że gdy wyjdą wreszcie z domu i zaczną brać czynny udział w życiu w Betonowym Świecie, Klamerka przyczyni się do powstania jeszcze większej ilości plotek na ich temat. Matka mówiła, że podstawą jest, by godnie reprezentowali ojca i to właśnie kotka chciała osiągnąć, pokornie ucząc się od rodziców i zbierając informacje, które w przyszłości mogłyby się jej przydać. Ale czego chciał nauczyć się Klamerka, stojąc wiecznie z boku? To pozostawało tajemnicą.
Betelgeza nie byłaby sobą, gdyby nie przyszła do brata, by obronić swoje zdanie. Matka mówiła, że gdy rozmówca zaczyna cię znieważać, dalsza rozmowa jest bez sensu - że powinna walczyć o swoje poglądy, ale wiedzieć, kiedy należy odpuścić. I Bastet na jej miejscu nie zawracałaby sobie pewnie tym głowy, ale Betelgeza, mimo tego, jak bardzo starała się nie zawieść matki, nie była w stanie się powstrzymać. Emocji w niej było zbyt dużo, by pozwalała bratu wymądrzać się bez konsekwencji.
— Dalej zamierzasz siedzieć z boku i przyglądać się, jak twoje rodzeństwo czegoś się uczy i rozwija swoje umiejętności? — uniosła brew niemal rozbawiona, gdy dostrzegła brata kryjącego się w cieniu - jak zwykle. — Potraktuj to jako miłą radę od starszej siostry, bo wątpię, żeby w przyszłości ktokolwiek był dla nas miły oprócz nas samych. Rodzice cię nie zauważą, jeśli sam nie starasz się być zauważonym, a w tym momencie od ich uwagi zależy wszystko, czy ci się to podoba, czy nie.
Gardło ścisnęło jej się na tą myśl. Nie powinna w ogóle myśleć o czymś takim, nie powinna nawet mieć tego świadomości. Tak małe dziecko powinno latać wierząc w różowy i kolorowy świat.
Ale nie ona.
Matki nie obchodziło, ile miała księżyców. Mówiła prawdę, nawet jeśli była bolesna.
— Zależy, czy będziesz jeść martwe gryzonie z brudnej ulicy, czy mieszkać tutaj. Nie będę cię do niczego zmuszać, ale w tej chwili nie myślisz logicznie. Nie zależy ci — prychnęła. Jej ton głosu był spokojny, ale nie ukrywała tego, że nie rozumiała, dlaczego marnował to, co dostał pod nos, dlaczego nawet nie próbował czegoś osiągnąć, dlaczego nie okazywał wdzięczności rodzicom. Pewnie nawet nie powinna próbować zawracać sobie nim głowy. Mimo to nie potrafiła znieść tego zachowania. Żaden z jej braci nie był normalny. — Możesz sobie filozofować ile tam chcesz, ale to nie ma większego znaczenia. Betonowy Świat potrzebuje walczących, nie dyplomatów. Życie nie jest kłamstwem, jest krótkim, słabym okresem, które minie w mgnieniu oka. Kłamstwem może być co najwyżej to, jak je postrzegamy. Kłamstwem może być ślepa wiara w to, że jest cudowny i nie ma wad. A życie samo w sobie? To realia, w których musimy się odnaleźć. Nie jest ani złe, ani dobre, ono po prostu jest. I powinieneś docenić to, że ci je dano, zamiast się na nie zamykać.
Strzepnęła ogonem. Sens jej własnych słów trafiał do niej aż za mocno, sprawiał, że jej ogon podrygiwał nerwowo. Czemu jej tak bardzo zależało? Być może dlatego, że nienawidziła ignorancji, nienawidziła tego, że ktoś po prostu wyrwał ją z kocięcych marzeń i stawił przed nią szereg brutalnych faktów, z którymi musiała się zmierzyć. Nie mogła odmówić. Nie mogła być słaba. Słabość to coś znacznie gorszego od zdrady, gorszego od kłamstwa, gorszego od wszystkiego, co kot może zrobić. Słabość była czymś, na co nie mogła sobie pozwolić. 
— Nikt ci nie mówił, że rozmowa jest kluczem do sukcesu? Nikt ci nie mówił, że jeśli będziesz milczeć, pozwolisz o sobie zapomnieć? — gdy wypowiedziała te słowa, mimowolnie przewróciła oczami. Oczywiście, że nie wiedział. Albo wiedział i go to nie obchodziło. Wszystko jedno. To i to irytowało ją tak samo. Kiedy chciała być dobra dla rodzeństwa, okazywało się, że nikt tego nie doceniał. Zatem musiała walczyć i robić to, w czym była najlepsza - rywalizować. Rywalizować o względy rodziców, o udziały w mieście, o majątek. Wszystkie te "polityczne" sprawy były dla młodej główki ciężkie do pojęcia, ale matka zadbała, by wbić jej to do głowy. Rodzeństwo nie było czymś, co się kochało. Było czymś, co mogło zabrać ci sprzed nosa uznanie. A to ostatnie, czego chciała.
I analogicznie nieciężko się domyślić, że zgodnie z tą myślą - choć to przerażające, że tak małemu kocięciu już chodziło to po głowie - powinna robić wszystko, by wypaść najlepiej, nawet, jeśli miało to oznaczać krzywdę skierowaną w stronę nieszczęsnego rodzeństwa.
Jeśli Klamerka odrzucił jej pomoc, nie zamierzała się o nią ubiegać. Sam zobaczy, gdy zetknie się z ponurą rzeczywistością. 

<Klamerko?>

30 grudnia 2023

Od Klamerki CD. Betelgezy

Klamerka leżał w cieniu, z głową spoczywającą na łapach. Obserwował wszystkich, jak zawsze – w tym, aktualnie Betelgezę. Świdrował wzrokiem swoją siostrę, analizując jej słowa. Zastanawiał się, czy odpowiedzieć, czy po prostu zignorować ją, jak wszystkich.
Powiedz coś, przestań być aspołeczny – mówiła jego jedna część.
Nie słuchaj go, nic nie mów, przecież nie rozmawiasz z takimi prostymi kotami – twierdziła druga.
W końcu Klamerka odezwał się monotonnym głosem.
- To ty żyjesz w czyimś cieniu. Ja żyję po prostu w cieniu. To różnica. Wiesz co nie jest różnicą? Być żywym albo być martwym. Życie to kłamstwo, stworzone przez nasze proste umysły, by zaspokoić naszą wewnętrzną pustkę. Samotność jest problemem tylko dla tych, którzy poznali smak nie-samotności, i boją się ją stracić. Ja się nie boję. Nie boję się zapomnienia, bo jeżeli ktoś o mnie zapomni, to oznacza że nic dla niego nie znaczyłem, że moje życie nie miało celu. Wmawiamy sobie, że mamy jakiś cel, ale żaden cel nie ma znaczenia w skali wszechświata. Cel też jest kłamstwem. Co za tym idzie, ambicje również są kłamstwem. Wszystko jest kłamstwem. Kłamstwo jest wszystkim. – Klamerka, zdaje się, ani razu podczas swojego monologu nie mrugnął, nie poruszył się.
Betelgeza patrzyła na brata niepewnie, dość zaniepokojona jego słowami. Nie była pewna, co mu odpowiedzieć. Klamerka zdawał się mieć lekką obsesję na punkcie kłamstwa. Dlaczego on w ogóle mówi takie rzeczy? Przecież…co on właściwie powiedział? Ona żyje w czyimś cieniu? Niby czyim? Mniej więcej na tym fragmencie zatrzymała się jego siostra. Brat nadal mierzył ją wzrokiem. W końcu Klamerka powiedział:
- Albo nie. – przeturlał się na plecy, a potem na bok.
Betelgeza szybko się otrząsnęła.
- A…ale jak to? W czyim ja cieniu żyję?
Klamerka nie odpowiedział, nie poruszył się.
- O czym ty mówisz…? – nie odpuszczała.
Jej brat zdawał się odciąć od świata, a jego limit słów wyczerpał się na najbliższe trzy księżyce. Betelgeza westchnęła.
– Posłuchaj, może po prostu…za długo siedziałeś tutaj sam? Tak, zdecydowanie powinieneś przestać tak się ukrywać i izolować, to nie jest dobre… Matka powiedziała, że…
Nagle Klamerka poderwał się na łapy, rozglądając się dookoła.
- Kamyczek mi uciekł…
Szybko przeszedł obok siostry i nim się obejrzała, zniknął za rogiem. Betelgeza stała w miejscu, patrząc w kierunku, gdzie zniknął Klamerka. To było…dziwne. Tak, on zdecydowanie za dużo czasu spędza sam… To o to chodzi, prawda…?
***
Klamerka odszedł. Sam zastanawiał się, dlaczego to powiedział... Czasem ma takie momenty, gdy czuje się jakby...odłączony od tego wszystkiego, jakby tak naprawdę go tu nie było, jakby to nie on to mówił... I to był jeden z tych momentów. Ale przecież trochę prawdy jej nie zaszkodzi. Chociaż tak proste umysły jak ten Betelgezy najprawdopodobniej nie jest w stanie zauważyć i docenić prawdy... Czy zamierza słuchać Betelgezy? Nie. To znaczy jeśli będzie mu się chciało, ale to raczej mało prawdopodobne... Teraz zrobi to co zawsze - znajdzie sobie jakiś mroczny kąt, i będzie obserwował, analizował, zapamiętywał...chwila.
Gdzie jest ten kamyczek...?
<Betelgezo…?>

28 grudnia 2023

Od Betelgezy Do Klamerki

 — Widzisz, Betelgezo, każdy kot stworzony jest do czegoś innego — usłyszała słowa Matki, gdy obie siedziały na parapecie, spoglądając przez okno. Vanka próbowała rozdzielić swoją uwagę i na gałęzie drzew pchane przez wiatr, w niecierpliwości na dzień, gdy pozwoli się im wyjść na zewnątrz, i na wiedzę przekazywaną przez Bastet. — Niektórym los przypisał cechy przywódców. Charyzmatyczni, odpowiedzialni, dokładni - nie są od wykonywania brudnej roboty, a od zlecania jej innym. Stoją na czele swoich kotów, wydając rozkazy i prowadząc ich ku sile. Są też i koty, które podlegają swoim przywódcom, stworzone do tego, by wprowadzać dekrety swoich liderów w życie, zabijać, gdy trzeba i wykonywać rozkazy. Są ci, którzy rozkazują i ci, którzy pracują. Są też koty, które wolą trzymać się z dala od konfliktów i trzymają bardziej dyplomatyczną stronę. Są koty słabe, które nie mogą niczego zaoferować ani sobie, ani swoim przywódcom. Dla ciebie może być to przykre, ale takie koty nie przeżywają w mieście. Czegokolwiek by nie mówić, to nie jest miejsce dla kotów niepełnosprawnych, niezdolnych, nazbyt empatycznych. Nie chodzi tutaj o żadną nienawiść w stosunku do nich. Nikt ich nie piętnuje. To po prostu naturalna kolej rzeczy, nic personalnego.
Oczywiście, kotka była jeszcze zbyt młoda, by faktycznie wyciągnąć głębsze wnioski ze słów Matki. Być może dla pełnoprawnej gangsterki takie słowa były niczym, jednak dla kociaka żyjącego w marzeniach i świecie przysłoniętym różowymi wizjami wydawało się to co najmniej przykre.
— To... straszne — mruknęła w końcu vanka. Kochała rywalizację, uwielbiała pokazywać swoją siłę, uwielbiała być najlepsza, ale dla niej były to niewinne zabawy - tymczasem w Betonowym Świecie zdawało się, że podobne podejście powodowało regularne śmierci niewinnych kotów. To okropne! — Dlaczego niby słabe koty miałyby nie przeżywać? Czy nikt nie myślał o tym, by je czegoś nauczyć, by stały się pożyteczne?
Kąciki ust Bastet rozszerzyły się w nieznacznym uśmiechu - wiecznie chłodny i oziębły wzrok matki zdawał się na moment trochę ociepleć.
— Pomyśl o tym tak, Betelgezo - wyobraź sobie, że jesteś szefową gangu. Stoisz na czele wszystkich jego członków. Codziennie widzisz miliony kotów, które ledwo wiążą koniec z końcem. Zaczyna brakować ci warstwy roboczej, która wykonywałaby twoje polecenia. Możesz zrekrutować kogoś z ulicy - a uwierz mi - nie pogardzą możliwością zaistnienia w mieście. Dla ciebie to kilka słów, dla nich szansa na przetrwanie. Wiem coś o tym — oczy matki błysnęły tajemniczo, ale nie rozwinęła myśli. — Kogo byś wybrała? Przybłędę, który mimo, że osłabł z braku jedzenia, potrafi dobrze walczyć, jest świetnym aktorem, a może ma wyjątkowe zdolności dyplomatyczne, czy może przybłędę, który nie potrafi nic, a mimo to czerpałby z twoich zapasów żywności?
Młody jeszcze móżdżek Betelgezy nie do końca zrozumiał część wypowiedzi Matki, ale ze względu na regularne nauki, które od niej pobierała, zdążyła zrozumieć wiele rzeczy, rozwijać swoje zdolności intelektualne. Pomyślała chwilkę, a potem pokręciła głową.
— Wybrałabym tego, który więcej umie. Bo byłby bardziej pożyteczny dla gangu, prawda? 
Bastet zdawała się zadowolona z odpowiedzi córki.
— Zgadza się. Widzisz, świat nie jest prostoliniowy, jest pełen barw. Jeśli chcesz w przyszłości zyskać w oczach ojca i może zostać jego spadkobierczynią, musisz nauczyć się je rozróżniać. To ciężkie, wiem, ale kiedyś zrozumiesz. Każde z was powinno to zrozumieć. Chociaż postawa niektórych jest... Rozczarowująca — ostatnie słowo niemal wycedziła przez zęby, a kotka starając się podążyć wzrokiem za matką, dostrzegła, że przez moment rzuciła okiem na Bluszcza. Betelgeza już widziała, że matce nie podoba się jego nastawienie. Ale na pewno się zmieni! To niemożliwe, żeby ktokolwiek z nich okazał się tym "słabym" kotem, o którym Matka ciągle jej prawiła.
Zeskoczyła z parapetu na kanapę, a z kanapy na lśniącą podłogę. Kątem oka zdążyła zauważyć, że matka oddala się od nich, chcąc zamienić parę słów z Jafarem na osobności.
Ona natomiast pomaszerowała w kierunku rodzeństwa.
I omal nie nastroszyła się jej sierść, gdy wyglądając przez ramię zobaczyła małe oczka skryte w ciemności. Od razu wiedziała, kto tam czyhał.
— Czasem mnie przerażasz — stwierdziła, chociaż w rzeczywistości był to raczej sarkazm niż stwierdzenie mające cokolwiek wspólnego z prawdą. Nie bała się brata, ale uważała jego tendencje do snucia się bez celu w samotności za nieco dziwne.  — Powinieneś więcej rozmawiać ze swoją rodziną, zamiast włóczyć się, nie odzywając do nikogo... Koty, które nie angażują się w życie społeczne żyją w czyimś cieniu i stają się zapomniane... — powtórzyła dumnie słowa zasłyszane od matki, ale oczywiście nie zamierzała tego mówić, chcąc pokazać, jaka to ona nie jest mądra. Nie do końca rozumiała jeszcze ich znaczenie, ale kto by się tym przejmował?

<Klamerko?>