BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świt x Bielicze Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świt x Bielicze Pióro. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Świtającej Łapy (Ostatniego Świtu)

 Wieść o tym, że Zmierzchowa Łapa straciła życie była dla niej bardzo niespodziewana. Potrafiła uwierzyć co czuła Szakala Gwiazda, wszak sama straciła własne młode. Może nie pobyła z nimi długo, nie poznała ich osobowości, ale widziała te martwe, zdeformowane ciałka, które nie zaznały szansy życia. Najpewniej po stracie Chryzantemowej Krwi, także byłaby zła na cały świat jak Świtająca Łapa. Pamiętała jak kotki cieszyły się z zostania uczennicami. Widziała ten młodzieńczy entuzjazm, który sama miała w ich wieku. A teraz... Teraz im to odebrano. Nie podobało jej się jednak to, że złota życzyła śmierci Jutrzenkowej Łapie. Owszem, bura nie była podobna do swojego rodzeństwa. Jak na łapie dało się zauważyć, że była wycofana i lękliwa. Wierzyła jednak, że z każdej osoby da się zrobić wojownika. W końcu Klan Wilka nie tolerował słabości, co oznaczało, że powinna z tego wyrosnąć. 
— Och, kochanie — westchnęła, otulając ją swym ogonem. Co miała powiedzieć? Ciężko jej było znaleźć jakiekolwiek słowa, które ostudziłyby jej ból. — O to możemy obwiniać tylko Klan Gwiazdy. Nie wiadomo czy śmierć Zmierzchowej Łapy była wszak tylko wypadkiem czy ich ingerencją. Patrząc jednak na to, że najpewniej zdają sobie sprawę z naszego istnienia, nie zdziwiłabym się, gdyby zaczęli się nas pozbywać dla własnego dobra. Jesteśmy w końcu zagrożeniem dla ich wiary... Mnie także próbowali złamać. Odebrali mi dzieci... — wyznała młodszej. — Lecz potem Mroczna Puszcza mi je zwróciła. Zapamiętaj ten ból, tą stratę i przekuj wściekłość w siłę skierowaną na naszego wroga. Nie pozwól Klanowi Gwiazdy, aby cię złamał. 
Miała nadzieję, że te słowa pokrzepią umysł uczennicy i rzeczywiście uda jej się dokonać tego co sama przeszła. Śmierć najbliższych była idealną motywacją do gorliwej wiary. Nie mogli pozwolić, aby Klan Gwiazdy ich podzielił, czy nawet zawrócił z obranej ścieżki. Nawrócenie się kultysty to dopiero byłby cios dla ich społeczności. 

***

Świtająca Łapa stała się Ostatnim Świtem. Cieszyła się z tego, że kotce udało się uzyskać wojownicze miano. Niedługo czekała ją inicjacja do kultu. Była ciekawa jak jej pójdzie, dlatego też podeszła do córki Szakalej Gwiazdy, która właśnie wróciła z polowania. 
— Prawda, że bycie wojownikiem to wspaniałe uczucie? Gdy byłam w twoim wieku nie potrafiłam się powstrzymać przed zwiedzaniem świata, gdy tylko dostałam na to wolną łapę — powiedziała z uśmiechem. — Powiedz mi... Jak tam samopoczucie? Gotowa jesteś na dołączenie w szeregi kultu? Masz jakieś obawy? Z chęcią je rozwieje. 

<Świt?>

05 października 2023

Od Świtającej Łapy CD Bieliczego Pióra

Przysiadła obok swojej drugiej mamy, wlepiając w nią ślepia, niczym w jakiś obrazek. Kocica westchnęła cicho, zamyślając się na uderzenie serca, nim otworzyła pysk, rozpoczynając dialog.
— Kodeks wymyślił Klan Gwiazdy. Łamiąc go, plujesz im w pysk. Osobiście chciałabym go nieco zmienić. Liczę, że w przyszłości Szakala Gwiazda odejdzie od tych zasad na rzecz pragnień naszych prawdziwych przodków. Niestety... Jeszcze jest nas zbyt mało, aby móc zmieniać prawo. Wiele kotów w Klanie Wilka wciąż jest wierne Klanowi Gwiazdy i mogliby z nami się nie zgodzić. Musisz więc znać te zasady, aby wiedzieć, o jaką wolność walczymy — wytłumaczyła.
Złota zmarszczyła pysk, próbując zrozumieć sens tych słów.
— Czyli... mogę go łamać? — dopytywała. Nie bardzo rozumiała, do czego jej rodzicielka zmierza. Bielik potrafiła czasem mącić jej w głowie, zdaniem kotki, niespójnością zdań, aczkolwiek nie bardzo chciała odzywać się i przerywać starszej, szczególnie gdy widziała, że ta otwiera już pysk, by zabrać głos.
Polizała ją za uchem, przygładzając jej odstający kosmyk sierści. Coś czuła, że Szakal nie będzie zadowolona, gdy dowie się, że namawiała jej córkę do buntowniczego zachowania.
— O ile nie skrzywdzisz tym matki — miauknęła. — Jeżeli wciąż będziesz wierna jej, naszym ideom oraz nie skażesz swoim zachowaniem kultu na odkrycie, to nie ma co zaprzątać sobie głowy kodeksem. Ważne, abyś słuchała swojej liderki i jej nie szkodziła. Czasami trzeba wiedzieć, co jest słuszne, by nie zrobić czegoś głupiego. Dawno temu — podjęła opowieść. — Kiedy jeszcze kult ledwie raczkował, były koty, które łamały kodeks. Ale to nie było dobre, ponieważ prawie doprowadziło to do naszego upadku. Zapytaj Sosnowej Igły. Ona jeszcze pamięta te czasy, ponieważ sama brała udział w tym niemądrym procederze. Łamiąc zasady, mordując bez pohamowania, prawie zniszczono naszą przyszłość. Więc lepiej przecierpieć nudne wkuwanie kodeksu, aby poznać tym sposobem naszego wroga i to, czym może skończyć się taka zuchwałość, niż potem zrobić coś, co sprowadzi na nas zagładę. Mądry kot wie jak naginać zasady tak, aby nie odbiły się rykoszetem w innych.
Świtająca Łapa wywróciła ślepiami, to po co Bielicze Pióro jej mówiła, że może łamać kodeks, co? Niezadowolona nadęła policzki, biorąc kolejny kęs i przeżuwając go z zadumą.
— Nie skrzywdzę — obiecała spokojnie, wlepiając zielone oczyska w drugą mamę.
Zamyśliła się, jeśli zarżnęłaby Jutrzenkę, to Szakala Gwiazda byłaby smutna? Pewnie tak, co z automatu przekładałoby się na to, iż skrzywdziła rodzicielkę, czego za cholerę nie chciała robić. Po prostu… jej siostra doprowadzała ją do granic wytrzymałości. Świtająca Łapa nie mogła przeboleć, że ta wywłoka żyła w tym samym klanie co ona, oddychała tym samym powietrzem i ogólnie, że ją wtedy coś nie zeżarło.
— Masz jeszcze jakieś pytania? — Bielik przechyliła głowę, wlepiając swoje ślepia w złotą kotkę, która z zainteresowaniem grzebała łapą w ziemi. Zamyśliła się, marszcząc nos. Czy miała? No tak… nie bardzo, jakoś najpierw musiała poukładać sobie to, co kotka jej powiedział.
Z jednej strony mogła łamać kodeks, acz z drugiej… nie? To dla Świtającej Łapy problematyczne do pojęcia.
— Uhm… nie, raczej nie — bąknęła jakby od niechcenia, pogrążając się we własnych rozmyślaniach.

~*~

No i matka się do niej dosrała, że dręczy Jutrzenkowe Gówno. To, że była wściekła, było zbyt delikatnym określeniem, że Świtu aż buchała nienawiść. Kochała rodzicielkę, jednak uważała, że w tej kwestii się myli. I to jak jasna cholera.
Jej zdaniem to… to coś powinno zostać już dawno być wywalone z ich rodziny; ba, z klanu! Była niczym wrzód na dupie, upierdliwe gówno, które leżało, śmierdziało i WSZYSTKIM przeszkadzało, acz nikt nie miał zamiaru go ruszać, bo się brzydzili. Nawet jej rodzeństwo było podobnego zdania. No, może Poranna Łapa średnio, bo ona jako jedyna z czwórki utrzymywała z Jutrzenką jakieś w miarę przyjacielskie relacje, acz Świt nie bardzo w to ingerowała. Co prawda nie pasowało jej to ni cholera, jednak nie zamierzała być jakąś nawiedzoną dyktatorką i zabraniać siostrze czegokolwiek. Poranek dobrze wiedziała, jak o siebie zadbać i Świt dobrze wiedziała, że jej siostrzyczka zadba o siebie wręcz świetnie. Bez jej pomocy czy kogokolwiek innego.
Podrapała się za uchem, wzdychając rozeźlona. Zielone ślepia miała utkwione w ziołach, które ten stary idiota dał jej do sortowania. Chcąc czy nie, miała to do zrobienia, żeby się nie zesrał i nie opieprzył ją przy wszystkich.
— Mam sprzedać ci, kurwa, kopniaka, żebyś szybciej sortowała te jebane zioła, bachorze? — wysyczał point, jeżąc sierść na grzbiecie,
— ZAMKNIJ ŁEB, STARY CAPIE, BO JESZCZE SRAKI DOSTANIESZ! — odpyskowała. Przez te księżyce, kiedy to miała “przyjemność” znaleźć się pod skrzydłem Gęsiego Wrzasku, nauczyła się od niego całkiem pokaźnego słownika okropnych słów, od których uszy więdły bardziej, niż badyle potraktowane domestosem.
Teraz władała językiem praktycznie tak wspaniałym, jak jej z koziej dupy mentor. Nienawidziła go i gdyby nie to, że najpewniej nie jest tak głupi, na jakiego wygląda, wsadziłaby mu do mordy jakieś zielsko na sraczkę.
— Niewychowane bękarty — wycharczał, spluwając na ziemię, na co Świtająca Łapa wytknęła mu język, niemal dostając z łapy, w której wysunął pazury, w pysk. Odskoczyła w ostatniej chwili ani myśląc, by jakkolwiek mu odpuścić.
Rzuciła w dziada patykiem, lecz chybiła, niemal trafiając w Bielicze Pióro, która niefortunnie znalazła się w zasięgu jej celu. Kij przeleciał dobry kawałek, uderzając co jakiś czas o grunt i lecząc dalej. Kotka skrzywiła się, kładąc po sobie uszy. Nosz cholera…
— Sorki, mamo — bąknęła ledwie wyraźnie, pesząc się. Widziała jednak ten cholerny uśmiech wyższości malujący się na pysku Gęsiego Wrzasku. Ten pełen wyższości oraz satysfakcji wyszczerz, przez który miała ochotę mu napluć w pysk.
— Co tu się dzieje? — kotka niemalże wydusiła to z siebie na wydechu, wlepiając w nich obu rozszerzone ślepia, jakby zobaczyła, chociażby samego Mrocznego Gwiazdę z miejsca, gdzie brak gwiazd
— Nic, ktoś ma po prostu gorszy dzień i hemoroidy w tyłku — odparła spokojnie, acz w środku telepało nią, jakby oberwała prądem ze słupa.
— Ta… my tylko sobie przyjaźnie gawędzimy.
Mimo tego słodkiego uśmiechu, które liliowy wcisnął na swój parszywy ryj, Świt czuła w jego tonie ogrom jadu, że zabiłby wszystkie klanowe koty i coś pewnie by zostało.
— Jeszcze mam coś do zrobienia, czy będziesz mi męczyć dupę? — uniosła brew, lustrując swojego mentora za pięć groszy. Gęś bąknął coś pod nosem, machając łapą, co oznaczało, że kotka była wolna.
Przynajmniej dzisiaj.
— ŚWIETNIE! NARESZCIE od ciebie odpocznę, zapyziały buraku! Jak z tobą ten klan wytrzymuje, to ja pojęcia nie mam! — wytknęła mu język, nim została niemalże siłą wyprowadzona przez bielik. Zapewne, gdyby anatomia jej na to pozwalała, Świtająca Łapa zaszczyciłaby liliowego kocura jakże cudownym, przyjacielskim gestem. Pozostało jej jednak jedynie wkurzone syczenie na starego dziadygę i rzucanie w niego gradem obelg.
— Co w ciebie wstąpiło? — Bielicze Pióro zastąpiła jej drogę, gdy kotka chciała odejść. — Jak ty się zachowujesz, co? — fuknęła na nią, karcąc ostrym spojrzeniem. Świt miała ochotę jej odpowiedzieć, że to nie jej sprawa, acz… w ostatniej chwili się powstrzymała, gryząc dobitnie w język.
— Nic.
Nie była w stanie wyciągnąć z siebie więcej, aniżeli to wyprute z emocji, totalnie bezpłciowe “nic”.
— Nie ważne. — dodała zaraz, cała naburmuszona.
— Jak to “nieważne”, jak ważne?
Zacisnęła szczęki, odwracając wzrok. No jak to? NORMALNIE! Prychnęła zirytowana pytaniem kotki, grzebiąc przy tym łapą w piachu. Nie potrafiła jej odpowiedzieć, przynajmniej nie teraz. Cała gama emocji mieszała się w kotce, wrząc i kipiąc niczym w jakimś garnku, który zostawiono na gazie zbyt długo. Jej ogon co jakiś czas uderzał nerwowo o grunt, zdradzając niezadowolenie kotki pytaniem Bieliczego Pióra.
— Nic. Po prostu… wkurza mnie ten stary grzyb — rzuciła jakby od niechcenia, nawet nie zaszczycając swojej matki spojrzeniem.
Córka samego Mrocznej Gwiazdy westchnęła ciężko, pocierając łapą zmęczony pysk.
— W takim wypadku… dlaczego pobierasz nadal u niego lekcje?
Wlepiła swoje błękitne w ślepia w uczennicę, która ponownie prychnęła niezadowolona. Nie była w stanie patrzeć na nią, przynajmniej nie teraz. Mieszanka złości, irytacji oraz niepewności kłębiła się w młodej kotce, chociaż zdecydowanie przeważała złość. Jej rozgoryczenie było widoczne gołym okiem. Pewnie dlatego też Bielik westchnęła ciężko, siadając przy kotce i otaczając ją swoim ogonem.
— Więc? — dopytywała, najwidoczniej nie mając zamiaru odpuścić. Złota zacisnęła pysk, aż zabolała ją żuchwa, drżąc na całym ciele.
— BO NIE CHCĘ, ŻEBY WAM SIĘ COŚ STAŁO! — krzyknęła na jednym wdechu, pocierając pyszczek, by szybko zetrzeć pojawiające się w jej oczach łzy. — Nie chcę, żeby komuś z was stała się krzywda, gdy nie będzie Gęsiego Wrzasku, a wy będziecie potrzebować pomocy medyka — bąknęła, ponownie pocierając pysk łapką. Miała multum łez w oczach, jednak na siłę starała się pokazać, że nic jej nie jest i wszystko układa się cacy. — T-tęsknię za nią… — szepnęła, ledwie słyszalnym tonem. Bielik westchnęła.
Ciężko i głośno, aż odbiło się to echem w uszach młodej uczennicy. Świt pociągnęła jedynie nosem, nerwowo wysuwając i chowając pazury.
— To Jutrzenka powinna zdechnąć, nie Zmierzch — wycharczała przez zaciśnięte zęby.
— Świt… — Bielik próbowała ją strofować, przynajmniej zdaniem złotej, dlatego też szybko odsunęła się od drugiej z matek, strosząc futro niemalże na całym grzbiecie, aż do końcówki ogona.
— Powiedziałam prawdę, mamo! — protestowała. — Zmierzchowa Łapa miała MASĘ potencjału, który nie miał okazji całkowicie się pokazać. Dobrze wiesz, że była najlepsza w treningu, lepsza niż ja, a teraz gryzie piach od spodu… podczas gdy to… to gówno, szarga dobre imię naszego klanu i kultu… naszej rodziny!
Oczekiwała odpowiedzi. Już, teraz, zaraz. Bez żadnego wykręcania się, czy innych zbędnych wymówek. Zero kręcenia, czy wypominania jej, że są przecież z Jutrzenkową Łapą rodziną. Nic jej to nie obchodziło. Dała tej pokrace spokój, już jej nie dręczyła, więc niech się od niej odczepią wszyscy. Dobrze wiedziała, że świat nie był sprawiedliwy, ale żeby był aż tak!? Wszystko, co się działo, zdaniem Świtającej Łapy nie miało sensu. Zmierzch mogła zostać chlubą klanu wilka, kolejnym zastępcą, tak, jak ich matka a umarła. Straciła życie, by coś, co nie było warte pół oddechu, nadal istniało.
Podniosła głowę, by spojrzeć Bielik prosto w oczy.
— Dlaczego umierają dobre, silne i porządne koty a takie nic nie warte, zapchlone kłaki nadal oddychają?

[trening medyka; 1602 słowa]

< Bielicze Pióro? >

[Przyznano 32%]

22 września 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Świtającej Łapy

 Obserwowała jak Świt zajada się posiłkiem. Uśmiech nie schodził jej z pyska nawet na moment. Malutka, chociaż już wyrosła, w jej oczach wciąż była tym samym kocięciem, które tuliła do snu. I chociaż złota wciąż wołała na nią mamo, przywykła do tego, że córka Szakalej Gwiazdy poniekąd została i jej pociechą. 
Słysząc pytanie uczennicy, pokręciła łbem. Najwidoczniej musiała jej wyjaśnić jak sprawy się miały. Było to dość skomplikowane, ale wierzyła, że kotka nie będzie miała problemu z przyswojeniem tej wiedzy. Była już w końcu duża i coraz bardziej księżyce sprawiały, że piękniała w oczach, zamieniając się w dojrzałą samicę. 
— Kodeks wymyślił Klan Gwiazdy. Łamiąc go plujesz im w pysk. Osobiście chciałabym go nieco zmienić. Liczę, że w przyszłości Szakala Gwiazda odejdzie od tych zasad na rzecz pragnień naszych prawdziwych przodków. Niestety... Jeszcze jest nas zbyt mało, aby móc zmieniać prawo. Wiele kotów w Klanie Wilka wciąż jest wierne Klanowi Gwiazdy i mogliby z nami się nie zgodzić. Musisz więc znać te zasady, aby wiedzieć o jaką wolność walczymy — wytłumaczyła.
Złota zmarszczyła pysk, próbując zrozumieć sens tych słów. 
— Czyli... mogę go łamać? — dopytywała. 
Polizała ją za uchem, przygładzając jej odstający kosmyk sierści. Coś czuła, że Szakal nie będzie zadowolona, gdy dowie się, że namawiała jej córkę do buntowniczego zachowania. 
— O ile nie skrzywdzisz tym matki — miauknęła. — Jeżeli wciąż będziesz wierna jej, naszym ideom oraz nie skażesz swoim zachowaniem kultu na odkrycie, to nie ma co zaprzątać sobie głowy kodeksem. Ważne, abyś słuchała swojej liderki i jej nie szkodziła. Czasami trzeba wiedzieć co jest słuszne, by nie zrobić czegoś głupiego. Dawno temu — podjęła opowieść. — Kiedy jeszcze kult ledwie raczkował, były koty, które łamały kodeks. Ale to nie było dobre, ponieważ prawie doprowadziło to do naszego upadku. Zapytaj Sosnowej Igły. Ona jeszcze pamięta te czasy, ponieważ sama brała udział w tym niemądrym procederze. Łamiąc zasady, mordując bez pohamowania, prawie zniszczono naszą przyszłość. Więc lepiej przecierpieć nudne wkuwanie kodeksu, aby poznać tym sposobem naszego wroga i to, czym może skończyć się taka zuchwałość, niż potem zrobić coś co sprowadzi na nas zagładę. Mądry kot wie jak naginać zasady tak, aby nie odbiły się rykoszetem w innych. 

<Świt?>

27 sierpnia 2023

Od Świtu (Świtającej Łapy) CD. Bieliczego Pióra

 Młoda Świt wlepiła oczyska w Bielicze Pióro, poruszając rytmicznie ogonkiem. Nie mogła się doczekać kolejnej opowieści mamy, szczególnie że ta opowiadała zdecydowanie ciekawiej, aniżeli KTOKOLWIEK inny. Co prawda kotka była super, acz zdaniem Świt miała jeden mankament - na siłę próbowała wyperswadować jej, że nie jest jej mamą, a nie opiekunką. Złota uparła się jednak niczym osioł, że będzie ją nazywać mamą, bo jest jej mamą i koniec kropka!
Uchyliła pyszczek, gdy Bielik z uśmiechem zaczęła opowiadać.
— Tak... Był ktoś jeszcze. Ktoś mi bardzo bliski, chociaż nigdy się nie poznaliśmy — młoda ułożyła się tuż u jej łap, uważnie nastawiając uszu. Nie mogła przegapić żadnego szczegółu kolejnej kozackiej opowieści mamy! — Nazywał się Jastrzębia Gwiazda. To on powołał do życia kult. Był mentorem Mrocznej Gwiazdy i sprawił, że był tym kim był. Wyszkolił go, a po jego śmierci kontynuował jego dzieło. Był podobno bardzo tajemniczym kotem. Kilka razy próbowałam z nim porozmawiać... Słyszałam, że odzywał się do Mrocznej Gwiazdy, gdy ten był liderem, a nawet był obecny podczas zgromadzenia klanów, gdzie Mroczna Puszcza walczyła o władzę z Klanem Gwiazdy. Opętał mojego brata, Chłodnego Omena.
— Ojej, czyli Chłodny Omen to nasz wujek?! — otworzyła szeroko pyszczek, nie mogąc w to uwierzyć. Skoro Chłód był jej wujkiem, to straszny Gęsi Wrzask też!
Bielik uśmiechnęła się łagodnie, kiwając głową i prosząc, by jej więcej nie przeszkadzano.
— Wybacz mamusiu…
Szepnęła koteczka.
— Jak tylko się o tym dowiedziałam, wypytałam go o wszystko, ale mało co pamiętał. Ale wracając... Jastrzębia Gwiazda ustanowił fundament naszej wiary. Pragnął sprawić, aby nasz klan już nigdy nie był ofiarą. Zawsze byliśmy słabi, a inne klany to wykorzystywały. Raz nawet byliśmy w niewoli i nasza pozycja była naprawdę okropna. Mało kto nas szanował, skoro wciąż dostawaliśmy po tyłkach. Ale on... On dał nadzieję na lepsze jutro. Te walki, w których bierze udział klan. To on je wprowadził. Nie były jednak obowiązkowe. Ale nie dziwie się, bo panował w ciężkich czasach. Kiedyś nasz dawny obóz napadły dziki. Wielu zginęło... A potem jeszcze pojawiły się Dwunożne istoty. Nie żyłam w tych czasach, ale wiele o tym słyszałam od matki. Jastrzębiej Gwieździe udało się uratować klan. Dlatego warto o nim pamiętać. O naszym założycielu. Bez niego wiara w Klanie Wilka w Mroczną Puszczę nie zostałaby ukorzeniona. To niby nic, ponieważ wtedy kult liczył tylko parę kotów, ale spójrz jak to się rozrosło. Teraz nas jest dużo, dużo więcej. I będzie jeszcze więcej. Aż cały klan stanie się wierny Mrocznej Puszczy. Ty także Świt dołączysz do nas. Będziesz przekazywać kolejnym pokoleniom wiedzę o początkach, o kotach, które służyły naszej sprawie. Dlatego nie zawiedź nas.
— O JAAAAA! — zawołała cała podekscytowana, podskakując niczym piłka — Będę tak super, jak Jastrzębia Gwiazda i.. i Mroczna Gwiazda i jak Irgowy Nektar oczywiście! Będę super jak oni wszyscy razem wzięci! — zawołała, układając się między łapami kotki, nim zwinęła się w mały obwarzanek. — Opowiedz coś jeszcze o mrocznej puszczy mamo… — szepnęła. Rozwarła pyszczek, ziewając. Oczka powoli jej się kleiły…
~*~
Spędzenie nocy w lesie poszło jej szybciej, a także łatwiej, aniżeli sądziła. Młoda, słuchając opowieści innych kotów, nastawiała się, że coś będzie próbowało ją zeżreć, jednakże nic takiego się nie stało. Nie, żeby młoda chciała, aby coś jej zagrażało…
No, w każdym razie. Noc jako dzieciak odbyła, także pozostało mianowanie! Najbardziej ekscytujący element całego tego cyrku! Mama Bielicze Pióro zadbała o to, aby kaszojady były dokładnie umyte i prezentowały się zdecydowanie jak najlepiej.
Stojąc przed całym klanem, szczególnie matką, która mu przewodziła, czuła dreszczyk emocji, adrenalinę buzującą w jej żyłach oraz chęć pokazania, że jest najlepsza z najlepszych. Wyszła ledwie zauważalnie przez szereg, unosząc dumnie podbródek.
Chociaż wyraz pyska matki był poważny, to jednak Świt dostrzegła w jej zielonkawych ślepiach miłość oraz dumę; skinęła ledwie widocznie głową matce, dając znać, że jest gotowa.
— Świcie, wystąp — zrobiła tak, jak kazała jej matka. — Ukończyłaś już sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Świtająca Łapa. Twoim mentorem będzie Jadowita Żmija. Mam nadzieję, że Jadowita Żmija przekaże ci całą swoją wiedzę.
Przeniosła wzrok z matki na czarną kocicę o zielonych ślepiach. Kojarzyła ją, ona chyba była jednym z dwóch wojowników, którzy przywlekli Rozwydrzoną Łapę do klanu, zaraz po zgromadzeniu. Przechyliła głowę, obserwując jak Jadowita Żmija podchodzi bliżej, stając praktycznie na przeciwko Świtającej Łapy.
Jej oddech przyśpieszył, ciężko było skłamać, że wszystko jest w porządku, wręcz przeciwnie. Dopiero teraz zrozumiała, jaka odpowiedzialność na nią spadła, nie mogła zwieść matki, klanu… szczególnie matek, zarówno Szakalej Gwiazdy i Bieliczego Pióra. Musiała więc postarać się na treningu, na uznaniu mentorki, bo bez tego nie mogła nawet być mianowana, również było dla niej cholernie ważne. Drżąc niespokojnie, wbiła pazury w ziemię, starając się nie ośmieszyć przed całą społecznością klanu wilka. Chrzanić to pospólstwo, które było mięsem armatnim, lecz kult… to o nich najbardziej się martwiła. Czuła na sobie wzrok praktycznie każdego członka wiary w mroczną puszczę. Odbierali jej pewność siebie, traktując ją tak, jakby była małą myszką, którą zaraz pożrą i pozbawią życia.
Drgnęła, słysząc głos matki, który rozbrzmiewał na cały klan, stojąc tam, nad innymi wyglądała potężnie. Uśmiechnęła się z lekka, zalewając ją ciepłym spojrzeniem zielonych oczu. Świtająca Łapa dobrze wiedziała, że matką ją kocha, bo może i kotka była zapracowana, tak jednak starała się okazywać to na swój własny sposób.
— Jadowita Żmijo, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Motylego Trzepotu, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją odwagę i siłę, z czego wszyscy cię znamy i cenimy. Będziesz mentorką Świtającej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę i wyszkolisz na wojowniczkę godną miana członka klanu wilka.
Świtająca Łapa zetknęła się ze swoją mentorką nosami, uśmiechając się dumnie. Nie zawiedzie jej, nie może. Jadowita Żmija była dosyć ostrą kotką, tak przynajmniej słyszała. To ona i Gęsi Wrzask dostali głównie polecenie obserwowania Rozwydrzonej Łapy.
Świt słyszała plotki, że ponoć dostali też pozwolenie na… usunięcie jej, jeżeli czarna sprawiałaby jakiś problem…
Na całe szczęście - jej to nie groziło, miała zamiar słuchać się mentorki i wykonywać jej polecenia, przecież skoro kotka była częścią kultu, a także już wojowniczką, to musiała wiedzieć więcej i lepiej, niż od takiego srola, którym mimo wszystko, Świtająca Łapa nadal była.
Odsunęła się na bok wraz z czarną, a gdy cała ceremonia się zakończyła, wyszła z obozu po wcześniejszej rozmowie z mentorką. Mogła iść, lecz musiała stawić się o świcie słońca, jak ironicznie, na trening.
W głowie świeżo upieczonej uczennicy kłębiło się od nadmiaru myśli. Zastanawiała się, jak to wszystko będzie wyglądało. Nie mniej jednak, z wyników mianowania była bardzo zadowolona, szczególnie w przypadku Jutrzenki, która dostanie tak pod dupie na treningu, że będzie latać wiecznie z rykiem.
Słyszała o Ostrej Kostrzewie kilka słów. Kotka była cholerną perfekcjonistką, nie lubiła do tego, jak coś nie szło po jej myśli… Liczyła, że siłowo pokaże jej niedorobionej siostrze, że nie jest warta złamanego wąsa czy lisiego łajna.
Ba! Świtająca Łapa wręcz liczyła, że zmierzy się z burą walce o tytuł wojownika, aczkolwiek… złota miała ambicję, nie tylko ostać mianowaną najszybciej z rodzeństwa, lecz też nauczyć się podstawowej wiedzy medycznej. Wiedziała jednak, że w takim wypadku… będzie musiała prosić o to Gęsi Wrzask a jak wiadomo… sam kocur nie był przyjemnym osobnikiem. Słyszała nawet historie o tym, że za czasów uczniowskich, gdy szkolił jej mamę, wybił jej zęba, bo za dużo pyskowała… Ponoć zrobił to samo też z Rozwydrzoną Łapą!
Z resztą - złota nie była głupia, tak jak Jutrzenka, umiała obserwować to, co się dzieje dookoła. Widziała, w jakim stanie wracała Rozwydrzona z treningów.
Widok poranionej kotki puszczającej się pędem do legowiska napawał ją lekkim strachem. Z tyłu głowy miała na szczęście przypominający głos, że przecież tamta trenuje na wojowniczkę a nie uczy się o paru ziółkach, by nie zdechnąć.
Mętny Zawilec, Pajęczy Splot, Wroni Trans, Ostra Kostrzewa i Jadowita Żmija.
Piątka mentorów, z czego chyba tylko Pająk był w miarę przyjemny w obyciu, tak przynajmniej sądziła Świt. Wiedziała jednak, gdzie się urodziła, że klan wilka to ciężkie środowisko, które zeżre cię i wysra na trawę, jeśli nie będziesz wystarczająco silny i zawzięty, dlatego też nawet mimo młodego wieku, nie dziwiła się, że mało było tutaj kotów, które pierdziały słodko tęczą.
Dotarłszy do celu, wypuściła z mordki żonkila, którego zerwała niemalże zaraz po opuszczeniu obozu i zebraniu gratulacji. Wlepiała ślepia w otoczony kwiatami oraz ładnymi kamieniami nagrobek. Rośliny były świeże - ktoś musiał systematycznie przychodzić i o nie dbać. Nigdy wcześniej nie zapuszczała się to miejsce, lecz z opowieści mamy Bielik, wiedziała czego ma szukać.
Cierniste Drzewo, a raczej jego gałęzie, pięły się ku niebu tak samo, jak w historii opowiadanej przez burą karmicielkę. Świtająca Łapa podniosła wzrok ku niebu, oddychając miarowo.
— Tutaj jesteś — kotka położyła po sobie uszy, słysząc głos matki. Nie brzmiała na złą, bardziej wyczuła nutę ulgi, że znalazła swoje dziecko. — Jadowita Żmija powiedziała mi, gdzie się udałaś.
Pokiwała głową, lecz z jej pyszczka nie uciekł żaden, najcichszy dźwięk.
— Mimo wszystko, nie powinnaś opuszczać obozu sama, przynajmniej nie teraz.
Świt, czy już raczej Świtająca Łapa, skrzywiła mordkę, ciągnąc kąciki swojego pyszczka w dół.
— Chciałam zobaczyć prababcię, mamo — miauknęła cicho, ledwo słyszalnie . Przywódczyni pokiwała głową, otaczając córkę puchatym ogonem. Ta, zesztywniała na uderzenie serca, nie wiedząc co ma zrobić, lecz po chwili, oparła się o bok matki, chowając pyszczek w jej gęstym futerku. Siedziały tak chwilę, nim wróciły do obozu we dwie. Cieszyła się, że nareszcie może spędzić chwilę ze swoją matką sam na sam, szczególnie mając tyle rodzeństwa…
~*~
Mięśnie bolały ją jak jasna cholera, do tego stopnia, że już czuła zbliżające się zakwasy a w zielonych ślepkach zbierały się łzy. Szybko przetarła jednak oczy, idąc dalej z dumnie uniesionym ogonem. Nie miała zamiaru pokazać, że coś było nie tak. Jej mentorka, Jadowita Żmija, dała młodej do wiwatu, przechodząc do konkretów praktycznie na pierwszym treningu.
Świtająca Łapa miała więc spotkanie z rzeczywistością już na dzień dobry, może i czarna wojowniczka nie używała pazurów, tak jednak zadbała o to, by jej podopieczna wyniosła jakąkolwiek wiedzę z tego dnia.
Złota uczennica powtarzała sobie w głowie niczym mantrę słowa nauczycielki, celować w gardło, brzuch i oczy. To były najbardziej delikatne elementy kociego ciała, najbardziej podatne na uszkodzenia. “Ktoś cię dusi - wydrap mu oczy lub zacznij drapać w brzuch” - powtarzała Żmija. Kocica wspomniała jeszcze o jednym miejscu, jednakże wspomniała, że jest to ponoć cios poniżej pasa i tak się nie godzi. Świt jednak tego nie rozumiała, przecież chodziło o to, żeby przeżyć bitwę i zabić przeciwnika, prawda?
Jak na pierwszy raz, jej umysł został zalany zbyt dużą dawką informacji, co przytłaczało młodą, sprawiając nawet, że ta z początku zgłupiała. Na całe szczęście - miała jeszcze całą noc, aby to sobie jakoś ładnie poukładać.
Nie potrafiła jeszcze polować, także po prostu wzięła jakiegoś królika, czy innego zająca ze stosu ze zwierzyną, kierując kroki do kociarni, gdzie liczyła, że spotka swoją mamę i opowie jej o wszystkim, co ją dzisiaj spotkało.
Spięła i tak sztywne mięśnie, gdy mamy nie było w legowisku, niemalże zaczęła panikować, gdy jej zielone ślepia wyłapały burą wojowniczkę, która wychodziła właśnie od medyków z jakimś opatrunkiem na łapie. Odetchnęła więc z ulgą, taszcząc upolowaną przez kogoś piszczkę.
— Mamo! — zawołała donośnie, podbiegając do kotki i ocierając się o jej klatkę piersiową. Stęskniła się, jeśli miała być szczera. Była przyzwyczajona do spędzania czasu z Bieliczym Piórem całego dnia i nocy, więc to, że nie widziała królowej cały dzień było dla młodej czymś nienaturalnym
Mało tego - wróciła bardzo późno z treningu, jako ostatnia z rodzeństwa co skutkowało tym, że cała reszta już spała wymęczona, więc nie miała za bardzo do kogo otworzyć mordki. — Stęskniłam się! — przyznała szczerze i prawdziwie, tym razem nie mając niczego do ukrycia, inaczej niż za czasów, gdy była kociakiem.
— O! Przyniosłam królika! Zjemy razem? Mam parę pytań… — zaszurała łapką w piachu, kuląc uszy.
— Oczywiście, słońce — odpowiedź burej była dla niej niczym miód na serce.
Znalazły jakieś miłe, ustronne miejsce, gdzie nie było mokro od deszczu, a gdzie miały okazję obserwować praktycznie cały klan wilka, który powoli kładł się do snu. Świtająca Łapa przeżuwała jedzenie szybko, odrywając kolejne spore kawałki mięsa. Brak jedzenia przez cały dzień dał jej się we znaki. Przy okazji, oczywiście z pełnym pyszczkiem, zadawała matce milion pytań na minutę.
— I tak szerio muszem pszeszczegać kodeksu? — wymamrotała, gdy przełykała kolejny kawałek mięsa. — To strasznie nudne! — oburzyła się. Myślała, że jak zostanie uczniem, będzie miała więcej swobody, a tu kolejne zasady…

< Bielik? >

[trening wojownika; 2030 słów]
[Przyznano 40%]

15 sierpnia 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Świtu

 Dość szybko przywykła do tego, że dzieci Szakalego Szału nazywały ją mamą. Przypominała im oczywiście, że to nie ona nią była, ale Świt zapierała się i wciąż tak na nią wołała, twierdząc, że ma ich aż dwie. Nieco ją to peszyło, ponieważ nie była z Szakal parą. Kotka była tylko jej przyjaciółką i wciąż widziała w niej tą małą Szakal, którą pocieszała i chroniła od widoku masakry, do której doprowadził jej brat na Spasionej Świni. I raczej to nie uległoby zmianie, zwłaszcza że nie interesowała się kotkami. 
— Tak... Był ktoś jeszcze. Ktoś mi bardzo bliski, chociaż nigdy się nie poznaliśmy — podjęła opowieść, a Świt wlepiła w nią zaciekawione ślepia. — Nazywał się Jastrzębia Gwiazda. To on powołał do życia kult. Był mentorem Mrocznej Gwiazdy i sprawił, że był tym kim był. Wyszkolił go, a po jego śmierci kontynuował jego dzieło. Był podobno bardzo tajemniczym kotem. Kilka razy próbowałam z nim porozmawiać... Słyszałam, że odzywał się do Mrocznej Gwiazdy, gdy ten był liderem, a nawet był obecny podczas zgromadzenia klanów, gdzie Mroczna Puszcza walczyła o władzę z Klanem Gwiazdy. Opętał mojego brata, Chłodnego Omena. — Uśmiechnęła się na to wspomnienie. — Jak tylko się o tym dowiedziałam, wypytałam go o wszystko, ale mało co pamiętał. Ale wracając... Jastrzębia Gwiazda ustanowił fundament naszej wiary. Pragnął sprawić, aby nasz klan już nigdy nie był ofiarą. Zawsze byliśmy słabi, a inne klany to wykorzystywały. Raz nawet byliśmy w niewoli i nasza pozycja była naprawdę okropna. Mało kto nas szanował, skoro wciąż dostawaliśmy po tyłkach. Ale on... On dał nadzieję na lepsze jutro. Te walki, w których bierze udział klan. To on je wprowadził. Nie były jednak obowiązkowe. Ale nie dziwie się, bo panował w ciężkich czasach. Kiedyś nasz dawny obóz napadły dziki. Wielu zginęło... A potem jeszcze pojawiły się Dwunożne istoty. Nie żyłam w tych czasach, ale wiele o tym słyszałam od matki. Jastrzębiej Gwieździe udało się uratować klan. Dlatego warto o nim pamiętać. O naszym założycielu. Bez niego wiara w Klanie Wilka w Mroczną Puszczę nie zostałaby ukorzeniona. To niby nic, ponieważ wtedy kult liczył tylko parę kotów, ale spójrz jak to się rozrosło. Teraz nas jest dużo, dużo więcej. I będzie jeszcze więcej. Aż cały klan stanie się wierny Mrocznej Puszczy. Ty także Świt dołączysz do nas. Będziesz przekazywać kolejnym pokoleniom wiedzę o początkach, o kotach, które służyły naszej sprawie. Dlatego nie zawiedź nas. 

<Świt?>

23 lipca 2023

Od Świtu do Bieliczego Pióra

 Szlaban na wychodzenie z kociarni nadal… był, no. Szczególnie po ostatnim razie, gdy znaleziono Jutrzenkę za legowiskiem, wpieprzoną w zaspę śnieżną z paskudnym katarem. Oczywiście kotka przypadkiem tam trafiła, sama, samiusieńka.
Ani Świt, ani Brzask nie maczali w tym swoich słodkich łapek. Oj nie, nie nie.
Nie mniej jednak — szlaban był, opieprz, że nie wolno im wychodzić samemu na śnieg, bo COŚ może się stać, też był. Tak więc mlekożłopy, czy tam waflokruchy, jak kto wolał, siedziały znudzone, co jakiś czas bawiąc się we wspaniałego Mroczną Gwiazdę i jeszcze wspanialszą Irgowy Nektar. Problem jednak pojawiał się wtedy, gdy całe rodzeństwo chciało się bawić, nie licząc Jutrzenki, bo cała reszta poza Porankiem miała ją w dupie.
— Mamoooooo! Czy był też ktoś tak super, jak Mroczna Gwiazda i Irgowy Nektar? — Świt oparła łapki na pysku karmicielki, gdy ta z żarliwym zapałem, wylizywała jej futerko od mleka.
— Hm?
— No czy ktoś był jeszcze… prócz Gwiazdy i Nektaru! — obruszyła się nieznacznie. No jak to, nie słyszała? Wystarczająco blisko ucha królowej była.
Bielicze Pióro milczała, jakby zamyślona, co dla małej Świt było istną katorgą. Matka chyba wpadła w jakiś trans czy inne pierdololo, czego zdecydowanie nie chciała — No mamooo no! Powiesz, proszę! Mamusiu! — pisnęła, siadając nadąsana między łapami burej, po czym wlepiła w nią swoje niebieskie, na razie, ślepia.

< Mamo Bielik? >