Już tyle czasu męczył się pośród innych Nocniaków, że nawet nie pamiętał, kiedy ostatni raz szczerze się uśmiechał. Chyba ostatni raz coś takiego miało miejsce w dniu, kiedy to jego kochana siostrzyczka została w końcu wojowniczką i ze Słodkiej Łapy stała się Wymarzoną Słodyczą. Był z niej wtedy bardzo dumny i skandował jej nowe imię na całe swoje biedne gardło.
Na samo wspomnienie tamtego dnia prychnął pod nosem. Był wtedy tak naiwny i głupi. Myślał, że z czasem się wszystko ułoży i również Korzonek zostanie wojowniczką, lecz do teraz nosiła miano Mysimózgiej Łapy, a Borówkowa Słodycz z Tojadową Kryzą odeszli. Uciekli, porzucając swoje jedyne dzieci, jakby były nic niewartym odpadkiem po zjedzonej piszczce. To on wypruwał sobie wręcz żyły, starał się wspierać rodzicielkę w czasie uwięzienia na wyspie, by ta nagle uznała, że ucieknie z ich ojcem i nie powie o tym nikomu. Przez te ich egoistyczne podejście został zrzucony na jego barki obowiązek dbania o rodzinę, która jeszcze pozostała w Klanie Nocy.
Miał po prostu tego wszystkiego dość. Dość klanu, dość rodu, dość obowiązków, dość bycia bratem. To wszystko powoli, dzień po dniu go wyniszczało, aż w końcu pozostał pustą skorupą. Bez życia, energii, emocji. Każdy bodziec stał się dla niego obojętny do granic możliwości. Co ranek zmagał się z kuszącą wizją pozostania na swym posłaniu już na zawsze, jednak jedna rzecz go motywowała. Pozory. Pozory, by nikt nie dostrzegł jego stanu, jego chęci odejścia stąd. Pozory tak ważne w rozmowie ze Słodką, Fląderką czy Widlikiem, by ci niepotrzebnie nie pytali, czy wszystko w porządku. Nic nie było w porządku, nie było i nie będzie, dopóki tkwi w tym przeklętym miejscu. Zaczął nawet żałować, że urodził się jako syn Borówkowej Słodyczy i Tojadowej Kryzy oraz jako brat Wymarzonej Słodyczy i Mysiomózgiej Łapy. Gdyby był potomkiem kogoś z rodu lub jakiejkolwiek innej pary w klanie, jego życie byłoby znacznie prostsze, bez ciągłych zawodów ze strony bliskich.
— Ja już nie daje rady siostro. Staram się, jak mogę, lecz po odejściu rodziców wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Dłużej już nie mogę, czuję, jakbym się dusił w tym miejscu… Nie chce być równie okrutny, co ci zdrajcy, dlatego Ci o wszystkim mówię. Opiekuj się naszą siostrą oraz Fląderką, jesteśmy jej to winni. — W końcu któregoś wieczoru wyznał wszystko szylkretce, czując się podle. Chciał zostawić ją i siostrę niczym ich rodzice. Niczym się od nich nie różnił, nie był w stanie nawet się poświęcić dla sióstr i pozostać w klanie. — Ja… już nie mam sił. Mam dość… Muszę odejść, jeśli chce nadal żyć. Nie wiem kiedy, ale to uczynię, dlatego proszę, nie zatrzymuj mnie.
Po tych słowach z bólem serca zostawił wojowniczkę samą sobie. Czuł, że już nigdy nie będzie mógł spojrzeć jej w oczy, nie po tym, jak okazał się kolejny egoistą w ich rodzinie.
<Przepraszam Słodka>
Sesja wstrzymana/zakończona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz