Mała koteczka wydawała się bardzo rezolutna i rozsądna, nie miałem więc najmniejszych powodów do obaw o nią. Ogólnie patrząc na ostatnie kociaki Owocowego Lasu, jestem w stanie wysunąć wniosek, iż są one wszystkie równie rozsądne, jak i rezolutne.
– Hm. No… No, myślę dosyć… dosyć sporo. Jak śpię to nie. Ale zamiast spania jak najbardziej. I to niezbyt fajne wtedy. Albo na przykład w takiej sytuacji jak ta, to ja, zanim bym przeanalizował wszystkie okoliczności i wybrał odpowiednią opcję dialogową czy też akcję, to już by było… uh, po ptakach, tak w skrócie. Rozumiesz…?
Psianka zadarła główkę do góry, spoglądając na mnie lekko zdezorientowanym, ale i jednocześnie zamyślonym wzrokiem. Po chwili zawahania przytaknęła, kiwając ostrożnie głową.
– Tak… tak, chyba rozumiem, Borowiku. To smutne trochę... – powiedziała, zmartwiona. – Nie da się jakoś tak… przestać?
Przekręciłem głowę na bok.
– No… no nie bardzo. Ale… ma to też, że tak powiem, zalety. Wiesz ile… wiesz, ile rzeczy wymyśliłem dzięki temu? Na przykład… no… dwadzieścia osiem różnych sposobów na zjedzenie wiewiórki. Albo obmyśliłem, jak mogłyby wyglądać trzy główne drogi ucieczki z naszego obozu w razie pożaru i powodzi oraz apokalipsy niewidzialnych kotów.
– Ojejku… Ale przecież… niewidzialne koty nie istnieją… prawda, Borowiku? – spytała niepewnie kotka.
– Uh. Nie wiem. A widziałaś kiedyś jakiegoś?
– Nie…
– No. Bo są niewidzialne. Więc w sumie ciężko stwierdzić. Ale nie wykluczam tej możliwości. Hmm. Pamiętaj. Zawsze trzeba być gotowym na apokalipsę.
***
Teraźniejszość
Słyszałem ostatnio, że Psianka robi spore postępy w swoim treningu. To dobrze, dobrze. Jest bardzo mądra. I będzie zwiadowczynią. Tak jak ja. Postanowiłem więc odnaleźć ją i złożyć jej należyte gratulacje, jak i okazać aprobatę… uh… czy coś tam. Gdy tylko wróciłem z patrolu, usiadłem na środku obozu, nie spuszczając wzroku z wejścia. Dowiedziałem się, że kotka jest na zewnątrz, na treningu. Czekałem więc aż wróci.
Po jakimś czasie niedługo przed zachodem słońca, Psianka wkroczyła do obozu razem z Rohanem. Patrzyłem, jak się rozdzielają, a następnie podszedłem do kotki.
– Uh… Cześć. Psianko. Słyszałem, że dobrze ci idzie. Trening. Ostatnio. I… chciałem powiedzieć, że… cieszę się. Nadajesz się na zwiadowcę… najprawdopodobniej. Możemy kiedyś się dogadać z twoją mentorką i razem potrenować. Bo ja to całkiem niezły jestem…
<Psianko??>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz