Przeszłość
Słysząc powitanie młodego wojownika, jedynie skinął mu głową. Nie czuł się ostatnio na siłach, by z kimkolwiek rozmawiać, dlatego też nawet nie próbował ciągnąć próby tej rozmowy z kocurem. Aż zbyt dobrze widział jego zawstydzenie wypowiedzianymi słowami. Liliowy nie wnikał w to, woląc nie zaprzątać sobie głowy zmartwieniami innych, on sam miał ich wystarczająco.
Skierował się do stosu zwierzyny, by wybrać sobie coś na ząb i w odosobnieniu spożyć. Posiłek nie był jakoś smaczny, czuł, jakby jadł muł zamiast ryby. Grymas sam cisnął mu się na pysk, lecz nie okazywał tego w żadnym stopniu, jeszcze ktoś pomyśli, że gardzi zwierzyną upolowaną przez innych i zostaną rozsiane jakieś nieprawdziwe plotki o jego wątpliwej lojalności.
«★»
Obecnie
Od ostatniej rozmowy z Przypalonym Kasztanem minęło trochę czasu. W tym okresie sporo się wydarzyło, szczególnie w rodzinie Konwaliowej Mielizny. Zdarzały się dni, kiedy kompletnie był nieobecny, a innym razem nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Pora nagich drzew ze swoimi mroźnymi temperaturami zbytnio nie robiła na nim wrażenia dzięki gęstej liliowej szacie, którą posiadał.
Właśnie wracał z patrolu granicznego, kiedy to przez przypadek wpadł na młodego wojownika. Jego czarne pręgowane ciało wybijało się na śnieżnym tle, czego starszy mu zdecydowanie nie zazdrościł.
— Wybacz Przypalony Kasztanie, przy okazji też przepraszam, jak jakiś czas temu nieco cię zbyłem, kiedy próbowałeś nawiązać rozmowę. W zamian mam pewną opowieść, której na pewno jako kociak nie słyszałeś od Złocistego Widlika — mruknął niebieskooki. — Oczywiście, jeśli nie chcesz, to nie będę nalegać, lecz uważam, że w każdym wieku można coś wyciągnąć z opowieści, które inni nam przekazują — dodał.
Po krótkiej chwili rozmowy młodszy zgodził się usłyszeć opowieść liliowego, dlatego też ten zaproponował udanie się w bardziej ustronną część obozu, by mieli trochę więcej prywatności. Przy okazji Konwaliowa Mielizna wolał mieć pewność, że tylko Przypalony Kasztan ją usłyszy, a przynajmniej na razie, nawet jeśli pozmieniał parę rzeczy, by żaden przypadkowy kot tak łatwo się nie domyślił, co tak naprawdę chce przekazać.
— "Sezony temu na tych terenach żyło plemię. Plemię to wśród innych znane było ze swego przywódcy, który nosił imię Daliowa Godność. Kocur ten był kruczoczarny, jego krok dumny, dostojny, budzący respekt nawet wśród obcych. Jego spojrzenie było zimne, wręcz lodowate, przeszywające na wskroś duszę każdego. Dla wielu był liderem idealnym, dbającym o porządek wśród pobratymców, jednocześnie pielęgnując odwieczne tradycje, które niegdyś zapoczątkował jego przodek. Z boku plemię wyglądało na miejsce pełne kotów wiernych swym ideałom, tradycją, lecz niektórzy z nich mieli zupełnie inne zdanie, szczególnie niewielki ród, który pokolenia temu konkurował z rodziną Daliowej Godności o pozycję. To właśnie wtedy wśród nich zapoczątkowała się cicha wojna, skrywana przed oczyma wielu, a jednocześnie na tyle głośna wśród członków plemienia, by ci zaczęli ich nienawidzić.
W oczach kotów z zewnątrz zdawali się nieskazitelni, a gdy zapytane koty zamieszane w konflikt o to, milczały. Była pewna zasada — zdrajcy ponoszą konsekwencje swych czynów. Za panowania Daliowej Godności nawet rozmowa z obcym kotem na Zgromadzeniach mogło być widziane w jego oczach jako zdrada. Każdy w plemieniu miał się na baczności, nie chcąc narazić się władcy. Szczególnie mogli podpaść Ci ze znienawidzonej rodziny.
Mimo tego zdarzały się zdrady, spiski, które były niewidoczne dla oczu Daliowej Godności. Niektórzy mieli tego wszystkiego dość i pewna para w końcu opuściła plemię. Ale pozostawiła w nim trójkę dzieci, na które od początku patrzono krzywo, szczególnie na niebieską kotkę, Podwodny Wdzięk. Księżyce przed ucieczką jej rodziców, rodzicielka trafiła w odosobnienie z bratem, ojcem i synem, Spokojną Mierzeją. Mierzeja w zamknięciu niemal postradał zmysły, analizując wszystkie dotychczasowe wydarzenia, chcąc znaleźć sensowny powód swej kary. W końcu Daliowa Godność ich wypuścił. To jednak nie sprawiło, by którekolwiek z nich zapomniało o samotnych nocach z dala od pozostałych członków rodziny.
Jak mówiłem wcześniej, rodzice Podwodnego Wdzięku, Spokojnej Mierzei i Pochmurnej Lilii postanowili bez wiedzy kogokolwiek, odejść. Spokojna Mierzeja musiał przejąć obowiązki opieki nad siostrami jako najstarszy i jedyny kocur — czuł, że musi. Jednak poczucie zdrady powoli zaczynało go przytłaczać, aż w końcu sam postanowił odejść, ówcześnie wyjaśniając wszystko siostrą oraz proszę najbliższą przyjaciółkę, Algowe Morze, by się nimi opiekowała."
Zakończył opowieść, spoglądając na szarawe niebo. Nie otrzymując od razu odpowiedzi od towarzysza, lekko się uśmiechnął, podnoszą z dotychczasowego miejsca, które zajął na czas wymyślonej historii.
— Z tą opowieścią Cię zostawiam, mam nadzieję, że z czasem dostrzeżesz i dojdziesz do wniosku, że to coś więcej niż tylko coś wymyślonego — dodał, a następnie nie czekając na reakcję Przypalonego Kasztana, odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
<Przypalony Kasztanie, wiesz, co chciałem Ci przekazać?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz