Po egzekucji Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika oraz wygnaniu Dzikiego Berberysu
— Krokusowa Kruchości — miauknęła łagodnie Srebrzysta Równonoc, nachylając się do siostry, która kuliła się na jednym z posłań. — Proszę. Nie możesz spędzać dni na leżeniu w legowisku wojowników i wylewaniu łez...
— Powinnam razem z nim odejść... — szepnęła, wciskając pysk w suchy mech, który został jej przyniesiony przez jednego z uczniów. Miał jej posłużyć jako poduszka, w którą miały wsiąkać jej łzy. — Zawodząca Gwiazda... Skrzydlata Płomykówka... Lotosowy Pąk... i inni, których bliscy zginęli tamtego dnia... oni wszyscy mnie nienawidzą. Nie mówią tego głośno, ale widzę to w ich spojrzeniach... nienawiść, obrzydzenie oraz niekiedy współczucie... Tylko dlatego, że ich zdaniem pokochałam niewłaściwego kocura.
Srebrzysta Równonoc nie odezwała się ani słowem. Zamiast tego położyła się tuż obok Krokusowej Kruchości, opierając brodę na jej głowie.
— I mają rację. Pokochałaś niewłaściwego kocura. — Poczuła ostre ukłucie w sercu. Pamiętała, jak jeszcze niedawno siostra oraz matka kibicowały jej i Dzikiemu Berberysowi. — I wiem jedno. Ten niewłaściwy Krokus nie chciałby, żebyś roniła za nim łzy. Prawda? — Westchnęła, po czym szturchnęła buraskę pyskiem. Krokus zmrużyła oczy, roniąc kolejne łzy. Widziała, że Berberys nie chciał, aby go opłakiwała. Widziałaś, że chciał dla niej jak najlepiej. Chciał, żeby była szczęśliwa. Więc dlaczego wszystko spartolił! — Proszę cię, Krokus. Nie dokładaj zmartwień nam wszystkim, a w szczególności mnie i mamie. Nam również jest trudno. — Podniosła się z posłania. – Mam zadania do wykonania, nie mogę cię wiecznie niańczyć. Chodź, pomożesz mi pozbyć się pajęczyn w głębi legowisk. Zajmiesz czymś myśli i może ci to pomoże w przeżyciu rozstania...
Krokusowa Kruchość ignorowała wszelakie próby podniesienia jej z posłania. Nawet obecność w legowisku wojowników Gadożerowego Pyska, Śpiewającego Raniuszka oraz Modliszkowej Ciszy nie pomogła Równonocy w przepychance z siostrą.
— Nie to nie! — prychnęła, uderzając ogonem i posadzkę. Chwilę później opuściła wnękę, w której mieszkali pełnoprawni wojownicy.
Krokusowa Kruchość skuliła się bardziej, gdy jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Śpiewającego Raniuszka, kuzynki Dzikiego Berebrysa. Speszona Krokus pospiesznie odwróciła głowę i zamknęła oczy.
Dopiero pod wieczór buraska wyłoniła się z legowiska, gdy wszystkie koty po ciężkim dniu spędzonym na odbudowie udawały się na spoczynek. Niepewnie stawiała kroki wzdłuż korytarzy, kierując się do Groty Pamięci. Dostrzegając Słodką Dziewannę rozmawiającą z zastępczynią, nerwowo zastrzygła uszami. Odczekała dłuższą chwilę, aż matka skończy rozmowę, po czym wymijając szylkretową kocicę, znalazła się obok cętkowanej kocicy.
— Skrzydlata Płomykówko... — urwała, nie decydując się pogratulować awansu kocicy. W szczególności, że okupiony był śmiercią jej wuja, matki oraz partnera. — Czy mogę jakoś pomóc? — spytała.
Srebrzysta wpatrywała się przez dłuższą chwilę w Krokusową Kruchość, aż w końcu zdecydowała się przydzielić proste zadanie wojowniczce. Pozbycie się pajęczyn z kątów. Krokus posłusznie przyjęła powierzone zadanie przez zastępczynię, po czym skinąwszy głową, oddaliła się i ruszyła w kierunku odnogi prowadzącej do żłobka, legowiska medyków oraz kronikarzy. Ukradkiem zerknęła do lecznicy, obserwując Łzawą Łapę oraz Wdzięczną Firletkę.
Ruszyła dalej. Z boku, tuż przy wejściu do żłobka spostrzegła małą pajęczynę. Później jeszcze jedną. I jeszcze jedną, idąc wzdłuż korytarza. Ostrożnie ściągała pajęczyny ogonem, zgarniając je nim niczym miotełka.
Czy czuła się źle z tym, że pozbawia pająki domów i pułapek na pożywienie? Odrobinę. Jednak pajęczyny mogły przydać się medyczkom, które na pewno ucieszą się na ich widok. Prawda? Nerwowo poruszyła uszami. Zaraz się przekona.
Po skończeniu czyszczenia zachodnich wnęk zajrzała do lecznicy. Miała nadzieję, że zebrane pajęczyny będą się nadawać, chociaż przynajmniej jedna.
— Wdzięczna Firletko. Właśnie czyściłam wnęki przy żłobku z pajęczyn i pomyślałam, że zamiast ich wyrzucać, mogłabym je do was przynieść... — zaczęła nieśmiało, milknąc, gdy niebieska para oczu spoczęła na jej osobie. Odłożyła pajęczyny na posadzkę, po czym przesunęła ogon do twarzy, tłumiąc wydobywający się z jej pyska szloch.
Event w Klanie Burzy:
Pozbycie się pajęczyn z kątów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz