Przeszłość
Dziki Berberys siedział do tej pory na polanie obozowiska i przyglądał się kotom, które się krzątały. Czekał, aż zbierze się jego patrol graniczny, którym mieli sprawdzić tereny dzielące go wraz z Klanem Wilka. Nie mógł zaprzeczyć, że trochę się mu nudziło, więc żeby zabić nudę, postanowił wpatrywać się w białą uczennicę, która właśnie wróciła do obozu wraz z Rudą Lisówką.
Szczerze nie przepadał za nowymi kotami, które przybyły do Klanu Burzy pod pretekstem schronienia, gdyż w ich poprzednich klanach żyło im się niedobrze. Owa kotka, na którą teraz się patrzył spod byka, była od niego starsza i na bank miała rodzinę, dzieci i innych przyjaciół. Nie rozumiał, czemu ta jednak postanowiła zostawić to wszystko za sobą. Czy było coś ważniejszego od rodziny? Chociaż czy to miało teraz jakieś znaczenie, skoro ta raczej zadomowiła się już w Klanie Burzy wraz z jej partnerem?
Zastanawiając się tak nad losami śnieżnobiałej, nie zauważył kiedy, ta zauważyła jego nieprzychylny wzrok. Ruszyła w jego kierunku, kiedy ten ostatni raz starał się odwrócić wzrok. Czy na pewno chciałoby się jej teraz z nim kłócić?
— Przepraszam... — zaczęła ostrożnie Kameliowa Łapa, nadając głosowi możliwie łagodne brzmienie. — Czy coś się... stało?
Spiął mięśnie. Wiedział doskonale, że chciała grać tą mądrzejszą i spokojniejszą. Skoro była starsza, to może jeszcze liczyła na jakiś autorytet, jednak nie takie zagrywki to nie z nim. Jednak to nie wiek, a ranga ma większe znaczenie.
— Oprócz tego, że ty się stałaś, to nie — powiedział chłodno, nie ukrywając, że nie cieszy się z jej obecności. Tak samo nie mógł pokazać, że czuje się nieswojo przy konfrontacji.
— Słucham? — mruknęła zdumiona jego odpowiedzią.
— Tak, jak słyszałaś. Nie musimy się lubić i nie zamierzam tego ukrywać, że nie przynależysz do tego miejsca. Klan Burzy nie jest miejscem dla rybojadów i lepiej by było, gdybyście zostali na miejscu. Jednak to moje skromne zdanie i niestety to nie ja dyktuje warunki. Jednak ponarzekać jeszcze nikt mi nie zabroni.
Kameliowa Łapa osłupiała i patrzyła się na niego niedowierzającym wzrokiem. W sumie, jak by ktoś mu też tak powiedział, to też byłaby jego podobna reakcja. Strzepnął ogonem w kierunku legowiska uczniów.
— A teraz możesz zejść mi z oczu. Nie jesteś ze mną na patrolu, a czekam na pozostałych Burzaków. Nie mamy o czym rozmawiać — nakazał jej, liżąc się dumnie po piersi.
Biała kocica nadal nie dowierzając w jego słowa, napuszyła lekko ogon i bez słowa odeszła w stronę, gdzie siedział Tojadowa Łapa — jej partner. Zaczęli przejęcie o czymś rozmawiać, a po chwili sam poczuł mordercze spojrzenie na sobie rudego Nocniaka. Oczywiście nie był mu dłużny, gdyż odwdzięczył się tym samym.
Strasznie nie lubił tych nowych. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby zostali tam, gdzie był ich dom. Po niedługim czasie przybyli do niego Tańcujące Pierze wraz z Bąbelkowym Pluskiem i Nieustraszonym Chomikiem, po czym wyszli z obozu na patrol graniczny.
***
Po osądzie nad rebeliantami
Czyli co? Klan Wilka jest jednym z najlepszych miejsc… Nie mogę w to uwierzyć… — oparł podbródek na przednich łapach.
Straże uważnie pilnowali jego ruchów. Współczuł im strasznie. Sam nie chciałby siedzieć przez całą noc, pilnując siebie, gdyż zamierzał się wyspać i na pewno nie atakować żadnego z Burzaków.
Zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Jutro był nowy dzień, który musiał przetrwać.
< Kameliowa Łapo? Zobaczenia do kiedyś na granicy. >
🍂
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz