Jakiś czas temu...
— Czemu tak długo szwendałaś się na zewnątrz? — zapytała. Pacnęła czubek głowy wojowniczki ogonem. — Nawet ja czuję, że łapy powoli zaczynają mi drętwieć, gdy za bardzo ociągam się przy zbieraniu pajęczyn. Końcówka Pory Opadających liści jest nieprzewidywalna.
Młodsza wywróciła figlarnie oczami.
Zadziwiające było, jak szybko można było zapomnieć o wydarzeniach z przeciągu ostatnich kilku wschodów słońca. Wystarczyło zatracić się w pracy, rozmowach z bliskimi, posłuchać, jak przyjaciele próbują zrobić żart z ich obecnej sytuacji… Zaśmiać się, a potem przypomnieć sobie o wszystkim w przeciągu paru uderzeń serca, i poczuć ukłucie żalu w żołądku.
— Ktoś musi dla tego klanu polować — odparła Bazia.
Firletka uniosła lekko kąciki pyska i przycisnęła swój bok do siostrzenicy. Spojrzała z ukosa na jej łaciatą mordkę. Wyglądała niemal tak samo, jak pamiętała Knieję, jednak ich zachowanie nie mogło być bardziej odmienne…
Obie podniosły wzrok na głos kroków i ostre słowa, rozchodzące się po Grocie Pamięci, w której nadal przebywali. Jej spojrzenie padło na dwójkę oskarżonych – Tańcujące Pierze I Nieustraszony Chomik. Jednego prowadził Oskrzydlony Ognik wraz z Poczciwym Szakłakiem, a drugą Cyklonowe Oko i Słodka Dziewanna.
Chyba wiedziała, na co przyszedł czas.
Z nieco zaciśniętym gardłem spoglądała na grupę kotów. Podszedł do nich Zawodzące Echo, przekazując ostatnie informacje i ukazując kierunki, w których mają się rozejść dwie grupy. Wywnioskowała, że Dzikiego Berberysa wyprowadzono wcześniej. Przydzielone do egzekucji koty skłoniły lekko głowami, podczas gdy Pierze i Chomik pozostali w bezruchu, z trudnymi do odczytania wyrazami pysków.
Spuściła spojrzenie na własne łapy. Dlaczego w Klanie Burzy rodziły się takie koty? Koty, które przed brutalnymi czynami można było powstrzymać jedynie ich własną śmiercią?
— Bądźcie w gotowości.
Uniosła wzrok, łapiąc spojrzenie Echa, który podczas jej momentu nieuwagi podszedł bliżej. Kątem oka zerknęła na siedzącą nieopodal Łzawą Łapę.
— W gotowości na to, że stracimy więcej kotów, niż mi obiecałeś? Tak jak ostatnio? — miauknęła z wyrzutem. Po paru uderzeniach serca westchnęła i zwiesiła głowę. — …wybacz.
Kocur trącił jej bark nosem, uśmiechając się słabo.
— Wszyscy jesteśmy teraz nie do końca sobą.
↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Parę wschodów słońca później...
Ściany groty, w której znajdowała się Księżycowa Sadzawka, odbijały jej subtelny blask. Oglądała przez chwilę znajome jej malunki na ścianach, zanim zwróciła spojrzenie z powrotem na Zawodzące Echo.
— Powodzenia — miauknęła krótko.
Czarnofutry skłonił w jej stronę głowę. Zerknął kątem oka w mrok tunelu, z którego przyszli; pozostawili obstawę wojowników na zewnątrz, przy zejściu pod ziemię, a ona poprowadziła Echo ciemnymi korytarzami.
Błysk Sadzawki malował się na jego pysku miękkimi plamami światła. W jego oczach błyszczało zarówno podekscytowanie i duma, jak i strach. Uchylił usta, zawahał się, i postąpił krok bliżej wody.
— Boję się zobaczyć tam mojego ojca.
Zastrzygła uchem.
— Dlaczego?
— Zawiodłem go — odparł. Przycupnął przy brzegu. — A przynajmniej tak ja to widzę. Miem bronić jego życia… Nie tylko tego ostatniego, a wszystkich poprzednich też. Mogłem zostać razem z nim.
Usiadła pod jedną ze ścian, obserwując, jak pysk kocura zawisa ponad taflą wody. Zawsze podziwiała to, jak Echo umie trafnie dobierać słowa, aby uderzyły boleśnie i głęboko, nawet, jeśli nie są na Ciebie skierowane.
— Na pewno ucieszy się na Twój widok. Będzie pamiętał Twoją pomoc, której udzielałeś mu przez wiele księżycy, nie twoje winy.
Nos Zawodzącego Echa dotknął powierzchni Księżycowej Sadzawki.
↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Jej łapa, pokryta krwisto-czerwoną mazią, dotknęła czoła Zawodzącej Gwiazdy. Jeden ruch, drugi; zgrabnie naznaczyła głowę nowego lidera symbolem gwiazdy.
Uśmiechnęła się w jego stronę, szczerze, i delikatnie skinęła głową, okazując szacunek. Echo odwzajemnił gest.
— Zawodząca Gwiazda! Zawodząca Gwiazda!
Po Grocie Pamięci rozległy się wiwaty; na jednej z jej ścian widniał nowy, barwny odcisk łapy.
Patrzyła na niego z dumą. Patrzyła, jak unosił wyżej głowę i spoglądał na swój klan. Nie była pewna, w którym momencie na tyle się do siebie zbliżyli; traktowała przywódcę nie tyle jak współklanowicza, a jak członka rodziny. Brata, któremu czasem trzeba przemówić do rozsądku, z którym nie zawsze będzie się zgadzać, ale któremu może ufać i w szczęściu, i w potrzebie.
— Klanie Burzy!
Echo wyprostował się i zlustrował wzrokiem zebranych pobratymców.
— Jestem dumny z tego, że mogę przewodzić Klanowi Burzy — zaczął. — Obiecuję, że nie zawiodę was. Będę się starał podejmować właściwe decyzje i aktywnie uczestniczyć w życiu klanu – jakkolwiek trudne by to nie było. Otwarty jestem na Wasze uwagi, sugestie i pytania.
Wziął głęboki oddech.
— Chciałbym również coś ogłosić. Jak wiecie, nasz stary obóz został w większości strawiony przez ogień. Żywioły odebrały nam dotychczasowy dom, i nawet, jeśli nie jestemy w stanie go teraz odbudować, to nie możemy się poddać i siedzieć bezczynnie. Nadszedł czas, abyśmy sami stworzyli nowe serce Klanu Burzy – właśnie tu, w podziemiach!
wyleczona: Mała Bazia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz