Biała kotka siedziała na miękkim kocu. Poznała już swoje rodzeństwo, Nalę i Riko, oraz zwiedziła całe pomieszczenie.
Nie było ono wprawdzie duże, ale znajdowało się w nim wiele ciekawych rzeczy. Oprócz legowiska mamy, w którym ta spędzała najwięcej czasu, koteczka zaobserwowała interesujący pojemnik, do którego jej rodzicielka robiła kupę.
– Mamo? – miauknęła biała cicho.
– Tak, kocię?
Wszystkie pytania nagle wyparowały jej z głowy. Właściwie to na odwrót. Miała ich tyle, że nie wiedziała od czego zacząć.
– Mam kilka pytań – oznajmiła więc. Mama skinęła głową, zatem kontynuowała:
– Dlaczego sikasz do pojemnika?
Kocica zaśmiała się i zamruczała.
– To jest kuweta. Wyprostowani dali mi ją, aby moje legowisko pozostało czyste – wyjaśniła.
Kocię uniosło uszka. Nigdy nie myślało o tym w ten sposób. Ona zawsze załatwiała swoje potrzeby pod siebie i wcale nie uważała, że to niechlujne, w końcu mama zawsze po niej sprzątała.
– Gdy trochę podrośniesz, też będziesz musiała jej używać – zapowiedziała mama.
– A kto to są ci wyprostowani? – kontynuowało kocię z pytaniami.
– Niebawem ich zobaczysz. Dają nam jedzenie i schronienie, oraz się z nami bawią. Każdy kot ma swojego. Gdy trochę podrośniesz, jeden z nich przyjedzie po ciebie i zabierze cię.
– Zabierze mnie? Jak to, gdzie?
Mama uśmiechnęła się.
– Prawdopodobnie do jego gniazda. Wszystkie kocięta trafiają do swoich domów prędzej czy później.
– Ale po co? – Biała koteczka dalej nic nie rozumiała.
– Zrozumiesz, gdy trochę podrośniesz, kocię.
Koteczce nie podobało się, że mama już trzy razy w ciągu tej konwersacji użyła zwrotu “gdy trochę podrośniesz”. Wcale też nie lubiła tego, że mama mówiła do niej “kocię”.
– Dlaczego Nala i Riko mają imiona, a do mnie mówisz po prostu “kocię”? – wybuchła w końcu.
Mama poruszyła ogonem.
– Ponieważ wyprostowani ich już tak nazwali. Dopóki to samo nie stanie się u ciebie, będziemy do ciebie się zwracać “Malutka”.
Malutka. Zatem to było jej imię, dopóki wyprostowani nie nazwą jej inaczej. Nie podobało jej się to ani trochę, ale stwierdziła, że nie ma co się martwić na zapas. Na pewno wkrótce i ona zostanie nazwana.
– Mamo? Skąd będę wiedziała, jak nazwą mnie wyprostowani? – zapytała niepewnie.
– Poznasz to. Będą mówić do ciebie innym głosem, powtarzając jedno słowo – odparła.
– A ty mamo? Masz jakieś imię?
– Tak. Wyprostowani zdecydowali, że pasuje do mnie “Luna”.
Malutka miała jeszcze wiele pytań, bo prawie niczego nie rozumiała. Z jakiegoś powodu jednak była bardzo zmęczona myśleniem, mówieniem i siedzeniem, dlatego klapnęła przy mamie i niezadowolona wtuliła pyszczek w jej futro.
Może uda jej się dowiedzieć czegoś więcej, kiedy się obudzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz