BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kunia Norka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kunia Norka. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2024

Od Kuniej Norki

Drżała z przejmującego zimna. Kocica kuliła się w kącie nory, wciskając nos między łapy, jednak nie mogła powstrzymać sierści przed stroszeniem się, usiłując zatrzymać choć odrobinę ciepła. Na marne. Nie czuła już własnych palców, a kiedy tylko powiew wiatru choćby musnął jej nos, miała wrażenie, jakby ten zamieniał się w lodowy kryształ. Tęskniła za legowiskiem medyka w obozie swego klanu. Choć najbardziej... za tym starym. Niemal wszyscy zapomnieli już, że kiedykolwiek żyli w innym miejscu. Duża część kotów już urodziła się tutaj, nie znała starego domu.
Ona jednak dobrze pamiętała, w jakim obozie przyszło mieszkać Klanowi Wilka księżyce, och, długie księżyce temu. Praktycznie przeniosła się do niego, kiedy zamknęła oczy. Zdawało jej się, że patrzy na sufit żłobka i słucha jednej z wielu historii, jakie trzymała w zanadrzu Różana Słodycz. Babcia wielokrotnie mówiła jej opowiastki o legendarnych liderach, wojownikach, zbaczając często, wymyślając własne postacie i ich losy. Czasami nawet słuchała o jej życiu przed przyjściem do klanu, o poznaniu dziadka (czego ona niestety swoją drogą nie mogła zrobić), o dzieciństwie Sosnowej Igły. Szylkretki nie było z nią długo, ale nie straciła w sercu Kuniej Norki specjalnego miejsca.
Legowisko uczniów... nie grzała w nim zadka długo. Najbardziej pamiętała, kiedy po jej pierwszym zgromadzeniu okrutnie zlała ją matka. Po tej nocy bracia wciągnęli ją do krzewu, by się nią zaopiekować. Zawsze przypominała sobie te chwile, kiedy wspominała swój czas z Mysikrólikiem. W końcu wtedy był jej małym bohaterem.
Legowisko medyka za to było najbardziej przytulne. Schowane w pieczarze, ciemnej, lecz ciepłej, wypełnionej zapachami świeżych ziół. W końcu to podążanie tą ścieżką było jej marzeniem i, przynajmniej według Kuny, było jej pisane. To nie ekscytujące życie wojownika pociągało ją najbardziej, a możliwość niesienia innym pomocy. Była pod okiem dwóch znakomitych uzdrowicieli, których podziwiała. Spała zaraz przy posłaniu Deszczowej Chmury, którym się opiekowała nawet, kiedy ten był zmuszony do zostania starszym. Siedziała przy jego boku aż do samiuśkiego końca.
Przy stercie ze zwierzyną często przesiadywała, chociażby z Goryczką, Goryczkową Łapą, czy już Goryczkowym Korzeniem. Jadły, śmiały się. Goryczka naprawdę kochała wróble, drozdy i inne ptaki. A Kunia Norka za każdym razem chichotała, gdy ta próbując oskubać zwierzynę rozrzucała miękkie pióra wokół siebie jak nieporadne kocię.
Zadrżała po raz kolejny, gdy w rów uderzył podmuch lodowatego wichru, odbierając siły nawet na wspominki. 

***

Czasem przypominało się jej, że właściwie jest całkiem sama. Naparstnicowa Łapa z litości poinformowała ją o tym, że w Klanie Wilka nie ostał się już żaden jej bliski. Z chłodem w oczach patrzyła, jak Kunia Norka zamiera, pokłada na ziemi i płacze, zanosząc lament do nieba. Błagała, by móc odwiedzić ich groby. Na marne. Dla niej już nikt nie znał litości, mogącej choć na chwilę ukoić zawrotnie bijące, spękane serce.
Lwia Grzywa po prostu zmarł. Albo to uczennica sądziła, że bura nie zasługuje na poznanie prawdziwego powodu jego odejścia. Kunia Norka nie widziała w ciągu swojej służby kota, który naprawdę zginąłby z tęsknoty. Wypadająca sierść, obezwładnienie, podatność na choroby, bezsenność, koszmary, tak, te symptomy nie były jej obce. Śmierć? Chociaż być może Lwia Grzywa był tak wrażliwą osobą, że jednak został obezwładniony przez własne, niedające mu żyć uczucie.
Jego córka, z której powodu miał udać się do gwiezdnych... uciekła. Nocny Kwiat, z którą tak długo nie rozmawiała musiała w końcu mieć dość. Tylko najsilniejsze koty o złotych sercach mogły wytrzymać otoczeniu wilczaków, które zdawały się mieć zamiast tego narządu twardy, skalny odłamek. Ona nie uważała jej za zdrajcę. Zdrajcę obchodziło tylko jego własne dobro. Był w stanie narazić swój rodzimy klan, zmieniać strony, kiedy wymagała tego sytuacja. Kuna była zdrajcą. Wiedziała o tym. Nie chciała, by jej życie się tak potoczyło, ale teraz leżała na dnie głębokiej nory, opuszczona, sama jak palec. Jaki był jej na to w tej chwili wpływ. Miała nadzieję, że Nocka jeszcze żyła, być może dołączyła do któregoś klanu, być może spełniała marzenia i została medyczką. Prosiła siły wyższe o to, by kotka nawet jeśli nieżywa, była w lepszym miejscu niż Klan Wilka. 
Goryczkowy Korzeń jako jedyna odpłynęła w pokoju, zabrał ją sędziwy wiek. Gdy tylko to usłyszała, cętkowana odetchnęła z ulgą i wykrzesaną iskrą szczęścia. Jak gdyby był to rzadki okaz wśród wilczaków. Bo właściwie... tak właśnie było. Jej myśl podsunęła jej przykład pogromu, jaki przeszedł przez nich, gdy dramatycznie zmarła Szakala Gwiazda, trafiona świetlistą, gromową wstęgą przez sam Klan Gwiazdy. To Kunia Norka od dawna wiedziała, choć nie piskała nawet słowem. Gwiezdni byli na Klan Wilka wściekli.
I nie tylko na niego.

***

Wiedziała, że Klan Gwiazdy jej nie przyjmie. Nie zanosiła już do nich modlitw, bo były to jedynie puste słowa, rzucane jak ziarno między gołe kamienie. Nawiedzały ją złe sny. Wizje przemierzania Ciemnego Lasu, oglądania wbrew własnej woli rozdzieranych biedaków, którzy napatoczyli się na krwiożerczych zbrodniarzy. Dla jej zgubionej duszy nie było nadziei.
Czy drżała ze strachu? Pomału przestawała. Powoli godziła się z tą brutalną świadomością. Zasady tego świata były jasno zapisane – nikt nie ucieknie od swojej kary.

***

Otworzyła zmrużone oczy, kiedy usłyszała czyjeś kroki. Jej pysk był suchy od trzech dni. Kunia Norka żadną porą nagich drzew tak się nie przeobraziła, jak teraz. Nigdy nie schudła do stopnia, że była w stanie dotknąć przez naciągniętą skórę ostro zarysowanych kości. Nie czuła się już w tym ciele sobą. 
Nie rozpoznała wojowników, którzy przyszli pod jej jamę. Poznała tylko ich męskie głosy. Szemrzące, może nawet rzucające zgryźliwe komentarze i żarciki. Nie potrafiła się na nich skupić. Z góry spadło na ziemię niedaleko Kuny nieświeże truchło zięby, która niezgrabnie przetoczyła się po ubitej glebie, pokrywając się piaskiem i kurzem. Odpad ze sterty, pomyślała Kuna, wbijając jednak w zdobycz chciwy wzrok. Głód, kiedy wchłonął już całą treść żołądka i zgromadzone przez jej organizm zapasy żywił się jej siłą. Jej pewnym krokiem. Jej wspomnieniami, rozbijając je na kawałki, które musiała razem sklejać jak odłamy roztrzaskanego lustra. Nieważne jak się starała, były na nich rysy.
Powstała, chcąc wziąć zdobycz, lecz nagle wokół niej w miejsce ziemi, śniegu i ptaka weszła migocząca płachta mroku. Próbowała oprzeć się o ścianę, ale chybiła i jedynym dźwiękiem jaki wydała był głuchy odgłos uderzenia głowy o twardą posadzkę.

Kiedy się na powrót obudziła, z zięby pozostało samo pierze i kości.

***

Przełykanie śliny przez drapiące z odwodnienia, wysuszone na wiór gardło samo w sobie sprawiało jej ból. Jak gdyby dodać do tego chroniczne wyczerpanie, wygłodzenie, obolałe stawy i ziąb, Kunia Norka wiedziała, że balansuje po cienkiej nici. Czuła nie tyle co głód, a próżnię. Jej tors był wydrążony od środka, głucho pusty.
Kolejne odgłosy szelestu liści rozległy się z oddali. Błagała myślami o posiłek. Pięć wschodów słońca. Dokładnie liczyła, w tym czasie zanurzając zęby tylko w zimnych kryształach lodu. Koty nie przyniosły jednak zwierzyny. 
— Proszę, nakarmcie mnie — szepnęła ochrypłym głosem, zwijając w bólu i uczuciu bezsilności. Zaranna Zjawa chciała coś powiedzieć przed nią, ale na krótki moment zamilkła. Kuna wpatrywała się w jej przenikliwe, zielone oczy, poszukując w nich skrytego po drugiej stronie dobra. Cienia łaski. Na Klan Gwiazdy, miłosierdzia! Zabijcie ją teraz, nim wyżre się sama od środka! Nim po raz kolejny omdleje, nim jej ciało jeszcze za życia rozdziobią gawrony! Tylko o tyle prosiła. 
Nie miała wystarczająco siły na wypchnięcie takiej ilości powietrza ze skurczonych płuc.
— Spójrz na tą infekcję. — Zaranna Zjawa odwróciła wzrok, mówiąc beznamiętnym głosem. Źrenice w żółtych ślepiach byłej medyczki zwężyły się drastycznie. Nie, nie była już współklanowiczem. Nie była już nawet kotem w ich oczach. Była przecież zdrajcą. — Próbowałam kilku ziół. — Kunia Norka patrzyła na widocznie niekomfortową wojowniczkę, pokazującą duże, zaczerwienione, pokryte wypustkami i bąblami przetarcie.
— Są nieświeże, nie działają tak dobrze. Natrzyj ranę pędami niedźwiedziego czosnku. Możesz go także wyłożyć w legowisku — mówiła przyciszonym, słabym głosem. — Utrzyj korzeń łopianu na maść. Dodaj słabsze zioła na zapobiegnięcie infekcji, dobrze sprawdzą się... liście dębu... — czuła, jak zaczyna kręcić się jej w głowie od stania. Łapy uginały się pod jej własnym ciężarem. 
— Dziękuję — odmruknęła Zaranna Zjawa, pozwalając, by najpierw jej pacjentka opuściła więzienną dziurę, a później ona sama. Nie zaszczyciła burej wzrokiem. — Zwierzynę otrzymasz o świcie — dodała i niezwykle szybko zniknęła. Nogi Kuniej Norki w końcu zgięły się, zwalając ją po raz kolejny na ziemię. Bez szans na walkę. 

***

Stała wśród traw. Zroszone źdźbła nieprzyjemnie wbijały się jej między palce, a sama roślina miała nieco nienaturalny, zimny kolor. Lisia odległość dzieliła ją od krawędzi, pod którą nie wiedziała, co jest. Roznosiła się w niej tylko aż po rozgwieżdżony horyzont łagodnie rozpływająca w powietrzu mgła. Nie widziała, co było za nią. Coś mówiło jej, że lepiej się nie obracać.
Nie była pewna kiedy się tu pojawiła i ile minut, być może nawet godzin wpatrywała się w nicość, w zupełnym bezruchu.
To miejsce było bezpieczne. Nie potrafiła tego dokładnie wytłumaczyć, jednak nie czuła strachu, zdenerwowania, żalu, a nawet obezwładniającego głodu. To musiał być Klan Gwiazdy. Dlaczego się tu jednak znajdowała? Czyżby... zmarła? Opuściła wzrok, wbijając go we własne łapy. Kosmyki sierści falowały pod wpływem słabych powiewów bryzy. Nie migały blaskiem gwiazd i nie mogła przejrzeć przez nie wilgotnej trawy znajdującej się pod jej stopami. Nie była martwa. Jeszcze nie.
Wokół niej delikatną ciszę przerywał tylko odległy śpiew ptaków. Jej myśli były tak spokojne, że zdążyła zapomnieć, jakie to przyjemne uczucie, gdy głowa nieustannie nie kipi i pęka z nerwów. Kiedy Kunia Norka spojrzała w oddal, odrywając spojrzenie od stóp, dryfowała w niej polana, kołysząca się jak obiekt leżący na tafli morskiej wody. Kiedy się tu pojawiła? Z każdym uderzeniem serca przypływała po mgle bliżej; tak, że była medyczka była w stanie wyróżnić na niej stojące, kocie figury. 
Jej bracia, Mysikróliczy Ślad i Czarny Strumień gawędzili razem, sporadycznie ze śmiechem figlarnie się szturchając, jakby jeszcze jeden raz byli dziećmi. Kuna widziała w nich te kocięta, które wiecznie sobie nawzajem dokuczały, ze świadomością, że jeden dla drugiego bez wahania wskoczyłby w ogień. Niedaleko nich leżała Różana Słodycz. Żywa była zbyt daleko, by móc dobrze słyszeć mowę duchów, lecz była pewna, że kotka wesoło mruczy, ciesząc się ciepłem i pieśnią słowików. Deszczowa Chmura siedział u boku swojej uczennicy, nie wyglądając tak słabo i chorowicie, jak Kunia Norka go zapamiętała. Widząc Ośnieżoną Łąkę położyła po sobie uszy, które jednak szybko powróciły do swojego poprzedniego stanu. Była tu szczęśliwa. Kto mógłby nie być? Znajdował się tam nawet Lwia Grzywa, łagodnie liżący po głowie swojego syna. Wprawdzie kiedy oboje razem żyli nie znali się najlepiej, ale teraz, wędrując wspólnie pośród gwiazd mogli odrobić te wszystkie stracone księżyce ciszy.
Im wyspa "przypływała" bliżej, tym więcej spojrzeń koncentrowało się na kocicy. Wtedy ich źrenice uciekały na bok, ogony pchały się między tylnie łapy, rozmowy cichły. W końcu ponownie jedynym odgłosem w przestrzeni był daleki, skowronkowy śpiew.
Ich wiszący w powietrzu ostrów prawie stykał się brzegiem z jej. Dzieliła je tylko szczerba mierząca zajęczy skok. Kunia Norka odczuwała pod skórą ich lęk. Szybko spostrzegła, że wcale nie powinno jej tu być. Unikali jej spojrzenia, kiedy tylko kotka próbowała nawiązać z nimi wzrokowy kontakt. Z pyska kotki uciekło westchnienie, gdy myślała o tym jak mocno kochała każdego z nich. Mogła mieć swoje miejsce gdzieś pomiędzy, chowając się w puszystej sierści babci, bawiąc końcówkami ogonów braci, rozmawiając na temat ziół z medykami; jakby tylko postąpiła odrobinę inaczej. Jakby jej życie zboczyło na tylko nieco inne tory. Jakby nauczyła się walczyć o swoje, jakby tego dnia dokładnie sprawdziła, jakie zioło przyniosła kociętom, jakby zastanowiła się o trzy uderzenia serca dłużej, czy te słowa były wszystkiego warte. 
Ile by dała za tylko jedną szansę.
Wyspa byłych przyjaciół wyruszyła w kolejną podróż. Kunia Norka oglądała mijające ją pyski, ponownie rozbrzmiewające, ponownie zanoszące się śmiechem, uśmiechające, mruczące cicho. Musiała się z tym pogodzić. Było tyle rzeczy, ile odpływającym chciała powiedzieć, zanim utraci ich z oczu już na zawsze, ale nie potrafiła się na to zebrać. Może to nawet wyrzuty sumienia nie pozwalały kotce na przepchnięcie słów przez gardło. Przecież to wszystko to była jej wina. Mogła nie stawać się tym potwornym zdrajcą.
Nie było wśród nich Nocnego Kwiatu, pomyślała, czując lekką ulgę. Ścisnęło ją coś nieprzyjemnie w żołądku, kiedy jednak wśród kotów nie spotkała pląsającej z gracją Modliszki. Ani najważniejszej dla jej serca szylkretki. 
Gdzie byłaś, Goryczko?

***

Leżała twarzą do ziemi, z nosem zagrzebanym w bagnistej ziemi. Zacisnęła mocno powieki, wzdychając i próbując podnieść się na słabych łapach. Nie bolały jej już aż tak bardzo. Musiała po osłabnięciu odzyskać trochę siły. Zanim jeszcze otworzyła ślepia, usiadła, odchylając głowę do góry, oddychając głęboko drapiącym w nozdrza powietrzem. Była pogrążona w głębokim zamyśleniu. Ta przyjemna lekkość głowy, jakiej miała przyjemności zaznać ustąpiła miejsca sprawiającemu ból nieustannemu pulsowi i natłokowi ciemnych myśli. Pełny żołądek opróżnił się wraz z chwilą wybudzenia. Trawa przestała być miła w dotyku i zroszona, a sucha i ostra na brzegach, kłująca i wbijająca się między palce. 
Z momentem otworzenia oczu nie podskoczyła w panice. Zauważyła stojące przed nią grube, wykręcone nienaturalnie konary i ciemne, rzadko szkarłatne unoszące się opary. Czyli jednak była martwa. I, tym razem, w odpowiednim miejscu.
Chciała oprzeć się o pień za nią, niepewna, co dalej. Dokonała żywota. Pożegnała się już ze światem. A teraz? W jaką stronę powinna pójść? Czego poszukiwać? Na co przeznaczyć wieczność spędzoną w Ciemnym Lesie?
Odpowiedź miała się prędko odnaleźć. Zaalarmowana medyczka napuszyła ogon, kiedy szmer suchych liści uświadomił ją, że nie była w tym miejscu samotna. Ktokolwiek obrał ją sobie za cel, musiała mu pogratulować, dobrał najlepszą i najsłabszą ofiarę ze wszystkich. Kunia Norka nie chciała się nawet bronić. Tak dawno nie korzystała ze swoich pazurów. Być może chciałaby, aby było już tak naprawdę po wszystkim. Wizja tego, że mogłaby nie istnieć była straszna... Ale drugim wyborem było istnienie jako zabłąkana dusza w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd.
Czymkolwiek ten kot był, stracił połączenie z żywymi już dawno. Przypominał skołtunioną, zbitą masę nastroszonego, postawionego wręcz na sztorc futra. Ale jej twarz wydała się dziwnie znajoma. Ale ten krok, niezdarny, lecz rozbrykany, przywoływał w burej pewne wspomnienia, lecz nie była w stanie połączyć kropek. Ta zieleń oczu, wykręcone do środka uszy jak rogi nieznanego zwierzęcia, chaotycznie porozstawiane na złotawej sierści łaty, jak gdyby ktoś pochlastał ją wodą.
— Poszukiwałam cię tak długo — Goryczka krzyknęłaby, jednak była na to zbyt zdyszana. Mówiła jednak z czystym szczęściem. Jej głosu, barwy i słodkiej w brzmieniu nuty Kunia Norka nigdy by nie zapomniała. Nigdy w życiu tak szybko do nikogo nie podbiegła. Pod powiekami obu kocic formował się potok słonych łez. — Myślałam, że mogłaś być w Klanie Gwiazdy. Ja... — Szylkretowa kotka rzewnie płakała, przyjmując Kunę w swoje objęcia i tak czule, jak nigdy nie miała okazji przedtem, lizała ciernistym językiem jej czoło, grzbiet nosa i uszy. Kunia Norka siąkała, z twarzą wtuloną w pierś swej ukochanej.
Jej zjeżona sierść była ostra jak szereg jeżowych kolców, jednak Kunia Norka zatapiała się w nią tylko głębiej i głębiej, jak gdyby chciała duszą przylec do Goryczkowego Korzenia, wniknąć przez jej skórę, zamienić się w jedność. Tak, aby nikt nie mógł ich już rozłączyć.
— Mogło cię tu nie być. Wiesz, że gdybyś nie wyznawała tego, czego oczekiwała od ciebie matka byłabyś w Klanie Gwiazdy. Dlaczego to sobie zrobiłaś? — pytała, bo nigdy nie rozumiała. Próbowała pojąć dlaczego Goryczkowy Korzeń podążyła ścieżką przeznaczoną potworom. Nie była potworem. Nie była Kunią Norką, co dopiero swoją siostrą, czy rodzicami. Nie musiała być skazana na wiecznie cierpienie.
— W Klanie Gwiazdy byłabym samotna — odparła cicho, nie przestając ściskać burej, jakby nie miała jej już nigdy wypuścić z objęć.
— A tu nie jesteś? — Co jej było po rozczarowanej Irdze i Omenowi, który z litości za życia trzymał ją w Klanie Wilka. Mogła zostać w mgnieniu oka wygnana, włóczyć się jak pies, gdyby kocur tylko tak nie cenił sobie zdania Irgowego Nektaru.
— Nie... — miauknęła Goryczka, wpatrując się w żółte oczy Kuny, w pewnej chwili nagle uspokajając rozszalałe serce i przygładzając ostrą szczecinę. — Już nie.

***

tw - opis zjadania ciała przez ptaki

Ciekawskie krucze oko bacznie obserwowało sylwetkę burej kocicy. Szukało ruchu, innego niż zmierzwiana, ciągana przez wiatr sierść. Była jednak nieruchoma, zupełnie jak głaz. Zwierzę dwoma zamachami czarnych skrzydeł znalazło się na niej, przechylając łeb. Poczęło kąsać szczątki padłego kota. Wyciągało spomiędzy wypustek białych kości pozostałe na nich mięso.
Do ptaszyska dołączyły się wkrótce wrony i niepewne kawki, które nigdy nie zatopiły głów w padlinie, a jednak popchnięte pustką w żołądkach przepychały się, aby wydrzeć dla siebie choćby głodową porcję pożywienia. Ich dzioby rozdzierały cienką skórę, zatapiały się w krwi, szukając wystarczającej ilości mięsa, by starczyła na wydarcie z niej chociaż jednego strzępu. Krakanie walczących ptaków roznosiło się po leśnym poszyciu, w co wsłuchiwały się kuny i schowane na dnach swych nór nornice. Dalej, wyżej, te odgłosy znikały, wtopione w mrok i pohukiwanie sów.

Wyleczeni: Ostra Kostrzewa

04 listopada 2023

Od Kuniej Norki

Wpatrywała się tępo w ciało Sosnowej Igły. Na jej pysku widniała jedynie apatia, żadna inna emocja. Pamiętała jej pazury na ciele, na twarzy. Odtrącenia, kiedy tylko już wypiła ostatnią kroplę mleka. Bluzgi wychodzące z jej pyska, kiedy tylko dowiedziała się o jej "zdradzie" i gniew, który przeszywał ją od nosa po czubek ogona. Przez zęby wyrzucone słowa o tym, że już dłużej nie mogła nazywać się jej córką. Zimne spojrzenia i syknięcia, gdy tylko widziała, co Kuna zdobywa. Że nie leży na samym dnie hierarchii wilczaków. 
Kunia Norka westchnęła. Tak dawno nie myślała o własnej matce. Nawet teraz, gdy była chora, starała się do niej nie podchodzić bez potrzeby. Odpowiadało jej to, że zajmował się nią Gęsi Wrzask, bo inaczej tylko nawiedzały ją nieprzyjemne spojrzenia. Łapą szturchnęła kawałek sierści burej, nieruchomej kotki. Dotykała jej po raz pierwszy od tak dawna, że nie potrafiła sięgnąć pamięcią do momentu, gdy robiła to po raz ostatni. Może w trakcie ostatniego, pogardliwego ciosu?
— Hej, Kunia Norko? — poczuła przy jej boku łaskoczącą sierść Goryczkowego Korzenia. Nie musiała się nawet obracać w jej stronę. Westchnęła głęboko, stojąc nadal nieruchomo nad zwłokami matki. Między jej palcami leżała mięta, którą miała w nią wetrzeć, by przygotować do czuwania. Jej oddech zaczął drżeć.
— Nie myślałam, że będę stać nad ciałem własnej matki — wyszeptała cicho, wpatrując się w opuszczone powieki starej kocicy. Już nigdy nie spojrzy się na nią z palącą nienawiścią. Już nigdy więcej nie jej skrzywdzi.
— Irgowy Nektar też odeszła. Wieki temu. Musisz się z tym... pogodzić — miauknęła, choć raz pełna powagi w głosie. — Nie lubię patrzeć na twój smutek.
Uszy Koniec Norki odchyliły się w tył. 
— Nie musisz się martwić — zapewniła, choć w jej głosie nie było ani krzty przekonania. Chciałaby wierzyć we własne słowa. — To po prostu nowe. Zaraz mi przejdzie.
— Nie przejdzie — powiedziała stanowczo Gorączka, na co bura zamrugała z zaskoczeniem. Wpatrywała się w zielone oczy Goryczki, teraz pozbawione tego charakterystycznego lśnienia, rozbawionego i beztroskiego. Były przepełnione bólem. — Widzę, że coś jest nie tak. J-ja... — wszystkie jej słowa brzmiały tak obco, jak gdyby wypowiadał je ktoś inny. Całe ciało Kuny spięło się. Czy Goryczkowy Korzeń naprawdę to zauważyła? 
— Nie jest — rzuciła przez zęby i zaszklone oczy. Nie chciała, by ktokolwiek się o nią martwił. Potrafiła się sobą zająć. Zajmowała przez długie księżyce, więc czemu teraz miała sobie z tym nie poradzić? Może i sen był jej ucieczką od rzeczywistości. A gdy i on zaczął gnębić, to nasiona maku i rumianek. Ale wiązała koniec z końcem. Stała tutaj, jeszcze cała i zdrowa. — Naprawdę, zajmij się czymś innym. Ja sobie ze wszystkim radzę. 
Cisza.
— Daj sobie pomóc.
...
— Proszę — dodała. 
— Nie potrzebuję pomocy — utrzymywała medyczka, trzęsąc głową. — Wyjdź — powiedziała to z taką mocą w głosie, że sama widziała zaskoczenie w oczach Goryczki, która próbowała podejść bliżej. Coś powiedzieć. Kunia Norka odwróciła głowę, chowając powoli spływające z jej oczu łzy. — Wyjdź — powtórzyła z sykiem, nie rozpoznając w tym głosie siebie. Wojowniczka podkuliła pod siebie ogon, ale nic nie powiedziała. Opuściła legowisko medyka tak, jak kazała jej przyjaciółka. Kuna zaczęła cicho łkać, myśląc tylko o swoich słowach. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego –
— Cholera jasna, ileż można się użerać z trupami? — wysapał Gęsi Wrzask, wpadając do nory jak burza. Kotka ze strachu czym prędzej ucichła i obtarła mokre ślady na policzkach. — Po co ty tu w ogóle jesteś, jeśli masz się ze wszystkim tak mozolnie użerać! Sam bym to lepiej zrobił! — warczał, dając upust swojej złości. Kunia Norka nie odpowiedziała nic, tylko zabrała z łap zioło i zaczęła nacierać nim futro Sosnowej Igły. Nie było sensu zaczynać jakiejkolwiek dyskusji.

28 października 2023

Od Kuniej Norki CD. Śnieżka (Śnieżnej Łapy)

Bura była bardzo zdziwiona, słysząc to, co mówił kociak. Tak, Ważkowe Skrzydło była potomkinią Małej Róży, lecz nie spodziewała się, że nadal wyznaje te same wartości co jej matka. Nie powinna. Klan Wilka miał ten nieodpowiedni okres, choć zdecydowanie miły dla niej, dawno za sobą. 
— Och, naprawdę? — rozejrzała się, upewniając się, że kotki nie ma na pewno w pobliżu. Nie chciała się sprzeczać z jej przekonaniami. Wiedziała jak koty potrafią być zaparte w swych poglądach, zwłaszcza jeżeli są już dawno dorosłe. — Nie powinna, dobrze o tym wiesz. Z płcią się rodzisz, nie możesz jej zmienić, a nawet jeśli to nie miałoby to sensu. Wszyscy jesteśmy tacy sami, nasza płeć na nic nie wpływa — przekonywała kocurka. Czuła żal, że musiał przez to przechodzić. Czarnobiały wbił wzrok we własne łapki. 
— Pani jest bardzo miła — wymamrotał, na co Kuna się ciepło uśmiechnęła. Usiadła przy nim.
— Oczywiście, że jestem. Jako medyk muszę się troszczyć o każdego wilczaka po równo — przekręciła głowę. — Mówiąc o tym, jak się czujesz?
— Dobrze — odpowiedział krótko Śnieżek. — Gęsi Wrzask dał mi jakieś zioła.
Faktycznie, był tutaj, pomyślała bura. No cóż. W takim razie mogła się tylko cieszyć, że wszystko (w tym względzie) w porządku.

***

Zmrożona ziemia powoli odpuszczała skuty lód. Wyczekiwała zbliżającej się pory nowych liści zniecierpliwiona. Spomiędzy śnieżnych zasp wyrastały już pierwsze przebiśniegi. Przyroda zataczała znowu koło, powoli odradzała się. Miała nadzieję, że tym razem złagodnieje. Czekała już, gdy będzie mogła pójść na pierwsze w tym sezonie zbiory i odnowić zapasy, które jedynie zmniejszały i zmniejszały się z każdym kolejnym wschodem słońca. Nie pociągnęliby już długo, gdyby i ta pora była surowa i nieurodzajna. Niech Klan Gwiazdy ma ich w swojej opiece...

***

Nadeszła tak upragniona pora nowych liści. Nie mogła określić słowami swej radości i ulgi, którą poczuła, gdy tylko zauważyła pierwsze rodzące się na nowo pączki na cienkich gałązkach drzew i pojedyncze listki, nieśmiało witające ją z między grudek ziemi. Wszystko postępowało tak szybko, że nawet zdawało się Kunie, że z każdą następną godziną słońce grzało jakby mocniej. Witała jego promienie, spokojnie wylegując się niedaleko sterty ze zwierzyną. Obserwowała ją przymrużonymi oczami, jak tylko rośnie. Tego właśnie potrzebował Klan Wilka. Należnego im spokoju. 
Od tego wszystkiego już rozsadzała ją głowa, która wręcz pękała w szwach. Zdążyła przyzwyczaić się do ciągłego bólu, który domagał się w jakiś sposób jej uwagi. Zagłuszały go nasiona maku, które znikały ze swojej kupki w zastraszającym tempie... nie chciała, by Gęsi Wrzask to zauważył. Spodziewała się jego reakcji, mało przyjemnej. A nadszedł czas na zbieranie, więc zaczęła się rozglądać za swoim przyszłym kompanem, lub kompanami. Lwia Grzywa nadal przeżywał i wolała dać mu czas na zrozumienie straty jego matki. Dwójka uczennic, Gryczana Łapa i Lawendowa Łapa leżały obok sterty ze zwierzyną, przekomarzając się i gadając tak uroczo, że postanowiła dać im spokój. Lekko zadrżała, gdy zobaczyła wilczy wzrok popleczników dawnego Mrocznej Gwiazdy, kiedy tylko obracała łeb w ich stronę. Nareszcie zauważyła odpoczywającego w kącie Śnieżną Łapę. Bura uśmiechnęła się i wstała ociężale, idąc w jego stronę. Bardzo lubiła uczniów, a zwłaszcza tego kocurka. 
— Co tam? — spytała, podchodząc. Początkowo Śnieżek nie zauważył medyczki i wzdrygnął się, kiedy usłyszał czyiś głos. Szybko ją jednak rozpoznał.
— Dobrze — miauknął. — Trochę wyciskają na treningach, ale to nic. Dobrze mi idzie — pochwalił się, odwzajemniając uśmiech.
— Chciałbyś pomóc mi z poszukiwaniem ziół? — zapytała ucznia, próbując mówić tak ciepło, jak tylko była w stanie. — Jeśli już nic nie masz do roboty, oczywiście. Chętnie bym skorzystała z pomocnej łapy, by je nieść i ich szukać. 

<Śnieżna Łapo?>

21 października 2023

Od Kuniej Norki

TW - krwawa scena

Czarna kotka kaszlała. Widziała to tysiące razy. Wkrótce z jej pyska wydostała się na ziemię czerwona kropla. Jej płytki, mało przykuwający uwagę kaszel stawał się coraz głębszy, bardziej chrapliwy, a ona nachylała się nad ziemią na chwiejnych, drżących nogach. Bura próbowała coś do niej powiedzieć, lecz jej język zdawał się być skamieniały, za ciężki, by odkleić go od podniebienia. Pokręciła głową. Musiała jej pomóc. Gdy jednak zerwała zioła, które rosły niedaleko i wróciła kocica niemal leżała, szkarłatnym pyskiem nurkując w kałuży. Ogon Kuniej Norki wcisnął się pomiędzy jej nogi, ale podeszła bliżej. Jedną łapą podniosła pysk, drugą próbowała wcisnąć jej kocimiętkę, wpychając ją prosto w jej gardło. Nie mogła pozwolić na jej śmierć. Klan Wilka stracił już za wiele. Odruch wymiotny jednak cofał za każdym razem jej łapę i trzymane przez nią zioła, kąpiąc je w krwi płynącej z jej krtani. W końcu nieznajoma odrzuciła medyczkę z sykiem, a ta upadła na ziemię, zadrapując o twarde kamienie bark. Słyszała tylko odgłosy wymiotowania, a po tym wibracje od upadku. Czym prędzej podniosła się i od razu pożałowała, że ma oczy.
Na ziemi przed nią leżał rozerwany kawałek krtani.

Otworzyła ślepia, chociaż to nic nie dało. Organ widniał wypalony przed jej oczami nawet, kiedy spoglądała na ścianę legowiska. To musiało się skończyć. Nie wiedziała, czy to Klan Gwiazdy próbuje ją skarać, czy może Mroczna Puszcza zabierała powoli to, co do niej należało. Działało. Wszystko zdawało się być tak realne, pomimo że te koszmary pojawiały się co drugą noc. Za każdym razem wierzyła że to prawda. Nie rozumiała nic. Dlaczego?

***

— Musisz być bardziej ostrożny. Ta rana jest o krok od złapania infekcji — mówiła ze zmartwieniem, opatrując ranę i przyglądając się przygnębionemu pyskowi Lwiej Grzywy. Unikał jej wzroku. Doskonale wiedziała dlaczego.
Jaszczurzy Syk nie była w dobrym stanie, ani trochę. Medyczka nie widziała dla niej żadnej przyszłości. Krew tylko płynęła spomiędzy jej zębów, zabierając ze sobą wszystkie resztki sił. To był jej koniec. Koniec wszystkich chorych, na dobrą sprawę. Żadne z nich nie wyglądało, jakby miało im się polepszyć. Bolało ją patrzeć na gorycz syna kocicy, ale nie mogła z nią nic zrobić. Nie była lekarzem od złamanych serc, nieważne jak by chciała.

Wyleczeni: Lwia Grzywa

[opisywanie chorych]

15 października 2023

Od Kuniej Norki

pierwsze dni zimy
Na jej łapach iskrzyły się w bladym, słabym światle słońca czerwone krople. Wraz z Gęsim Wrzaskiem nie wiedzieli, skąd przyszła choroba. Natura mściła się za wyrządzone jej krzywdy, myślała, wpatrując się w zwiniętą sylwetkę Jaszczurzego Syku. Siła dawnej wojowniczki była niczym, gdy w tej chwili jedynie zginała nienaturalnie swoje ciało z bólu, spluwając na ziemię jasną krwią. Odsunęła się. Klan Wilka nie mógł pozwolić sobie na zachorowanie większej ilości kotów. Zwłaszcza medyka.
— Kunia Norko? — zapytał Lwia Grzywa z zewnątrz, wchodząc niepewnie do legowiska. — Mogę... odwiedzić Jaszczurkę?
Przez chwilę wahała się, patrząc z dołu na błyszczące, pomarańczowe oczy bratanka.
— Tylko szybko — westchnęła w końcu, a kocur z krótkim, słabym uśmiechem podszedł do kocicy. Chciał podejść blisko, ale Kuna go powstrzymała szybkim ruchem ogona. — Nie na tyle — mruknęła smutno, czując bijące od wojownika przygnębienie. Jaszczurzy Syk po raz kolejny zakaszlała płytko. Podniosła łeb i zauważyła swojego syna; jej oczy zalśniły. Próbowała się podnieść, ale nie miała na to wystarczająco sił.
— Dlaczego nie dasz jej ziół? — zapytał drżącym głosem Lew, zatapiając pazury w ziemi. — Dlaczego pozwalasz jej cierpieć?
Była przyzwyczajona do tych słów.
— Daję. Ile tylko mogę — wyznała smętnie Kunia Norka, nie odrywając wzroku od leżącej burej kotki. — Ale czerwony kaszel to zabójcza choroba.
— Wyjdzie z tego?
Westchnęła.
— Nie mogę ci nic obiecać.

***

— Rzeczny Wir także zachorował — warknął Gęś, bijąc ogonem jak biczem o ścianę. — Co jest, na osty i ciernie! — krzyknął w frustracji. Rozumiała go. Zaraza rozprzestrzeniała się po klanie, obezwładniając wilczaków jeden po drugim. Ich zadaniem było zrobić wszystko, byle zatrzymać czerwony kaszel od zbierania krwawego żniwa.
— Nasze legowisko jest na nich za małe — mruknęła Kunia Norka.
— Co masz na myśli?
— Powinniśmi zbudować izolatkę — podsunęła pomysł, wpatrując się w ziemię. — Legowisko medyków jest za małe, by pomieścić wszystkich chorych. Przecież na codzień przychodzą tu kolejni chorzy lub ranni. Nie powinniśmy ich trzymać w tej samej części.
Kocur wolno skinął głową.
— Zgadzam się — przyznał jej niechętnie rację. — Jak to zamierzasz jednak zrobić, mózgu?
— To nora — zauważyła bura, rozglądając się po ścianach, zatrzymując się na tylnej ścianie. — Można ją rozkopać, by zrobić więcej miejsca. Światło może być problemem, ale wystarczy wykopać drugi otwór na powierzchnię.
— Zbiorę wojowników — odparł tylko oschle, obracając się na pięcie. Kunia Norka obróciła łeb, by ujrzeć wpatrzone w nią, przestraszone oczy Rzecznego Wiru.
— Jest tak źle? — zapytał, charcząc. W trakcie mówienia zadławił się własną śliną. Z jego pyska popłynęła wypluta struga krwi. Przeraził się i cofnął gwałtownie głowę, wpatrując w krew jak w zaczarowane odbicie.
— Będzie dobrze — zapewniła, podając kocurowi zeschnięte ziele kocimiętki. Przyjął je bez odrywania wzroku.

***

Wraz z drugim medykiem obserwowała, jak zebrani wojownicy żmudnie pracują na ich dzieło. Trzymała z dala od nich chorych.
— Nie tu! Chcesz odwiedziny złożyć Szakalej Gwieździe? — syknął Mętny Zawilec, łypiąc okiem na kremowego kocura.
— Przepraszam — mruknął Gronostajowy Taniec, przewracając oczami. Czekoladowy wojownik łupnął za nim okiem, widocznie zdegustowany brakiem szacunku, ale nic nie dodał, tylko wrócił do kopania w ziemi. Widziała ich trud. Gleba także była twarda i zziębnięta. Pazury kotów wyżłabiały płytkie wgłębienia. Zejdzie im dużo czasu, pomyślała.
Rzeczny Wir po raz kolejny zakaszlał, plamiąc końcówkę jej ogona krwią. O ile nie spodziewała się tego, o tyle już zdążyła przywyknąć.
— Przepraszam! — wymamrotał, odsuwając się.
— Nie ma sprawy — mruknęła tylko, zabierając ogon na drugą stronę. Będzie musiała znowu się obmyć. Wolała nie zlizywać zakażonej krwi, nie podejmować ryzyka. Zamyśliła się. Czerwony kaszel długo nie nawiedzał ich terenów. Ostatni raz, gdy o nim słyszała był, gdy opowiadał jej o jego epidemii Deszczowa Chmura i Dymne Niebo. Ponoć szczególnie upatrywały sobie właśnie Klan Wilka. Skąd przyszła z powrotem? Chyba nawet Klan Gwiazd nie znał odpowiedzi. Miała tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

[opisywanie chorych; budowanie izolatki dla chorych]

24 września 2023

Od Kuniej Norki CD. Pierzastej Łapy

Spędzała czas na układaniu ziół. A bardziej bezmyślnym przesypywaniu ich, wpatrując się gdzie indziej, myśląc o zupełnie czymś innym.
— Kunia Norko? — miauknął ktoś niepewnie, lecz przyjaźnie. 
— Tak? — odpowiedziała cicho, rozpoznając w głosie swojego krewniaka. Wkrótce uczeń poszedł w głąb, stając przed ciotką. Uśmiechnęła się delikatnie na jego widok.
— Cześć, Kunia Norko. Jak się czujesz? — rozejrzał się dookoła, jak gdyby próbował kogoś znaleźć. Nie dał jej nawet wystarczająco czasu, by odpowiedzieć na to pytanie. — Czy ten kot o lisim sercu nic ci nie zrobił?... — mruknął z troską w głosie, przez którą łzy momentalnie podleciały jej do oczu. Zatrzymała je jednak w sobie. Musiała się zachowywać jak dobra figura, zwłaszcza dla niego.
— Wszystko dobrze, kochanie — przymrużyła oczy mimo że doskonale wiedziała, że to nieprawda. Z każdą dłuższą chwilą spędzoną w jednym legowisku z tym potworem chciała już nie tyle co uciec, co... Nie mogła jednak martwić kociaka. Z resztą, zdążyła już to zaakceptować. Dłuższą chwilę wahała się nad tym, co powiedzieć. — To urocze, że się o mnie troszczysz, ale zupełnie nie musisz. Nie biją mnie tu — zaśmiała się słabo. Pierzasta Łapa nie zdawał się być przekonany.
— Nie muszą, aby robić ci krzywdę — kontynuował Pierzasta Łapa, kładąc po sobie uszy. Kuna owinęła ogon wokół swoich łap, wzdychając.
— To Klan Wilka. Mieszkam tutaj od kocięcia więc naprawdę, jestem w stanie to znieść. Z resztą, i tak niewiele zmienimy, nawet jeżeli tego chcemy. Jestem w porządku, to nie jest aż tak poważna sprawa — mówiła z wyczuwalnym przygnębieniem w głosie. Widziała, jak w oczach Pierzastej Łapy tylko narasta zmartwienie. Chciał coś odpowiedzieć, ale rozległ się trzask i w przeciągu jednego uderzenia serca Kunia Norka wręcz skuliła się, bojąc się że byli podsłuchiwani. Spojrzała się w stronę wejścia do lecznicy, obok której przechodził tylko Koszmarny Omen, znikając zaraz po drugiej stronie. Poczuła natychmiast ulgę. Zrobiliby z niej karmę dla wron. — Nie powinniśmy o tym teraz rozmawiać. Skup się na treningu, nie na tej starej medyczce — uśmiechnęła się ciepło w jego stronę. 
— To niesprawiedliwe — mruknął smętnie Piórko. — Dlaczego w ogóle tak cię nie lubią? Nie rozumiem — mruczał, wpatrując się w ziemię i swoje łapy. — Jesteś bardzo miła i uprzejma i...
— Niektórych rzeczy sam Klan Gwiazdy nie wie — Źle czuła się wypowiadając ich imię, ale mówiła prawdę. Z resztą, wolałaby żeby Pierzasta Łapa podążył tą dobrą ścieżką. Polizała go pocieszająco po czole i wtedy zauważyła jego zraniony bark. Odsunęła na chwilę głowę. Nie powiedział jej? — Jesteś ranny? 
— Właściwie, tak — przyznał. — Ale chciałem się najpierw dowiedzieć co u ciebie. Spadłem, jak uczyłem się wspinać... 
Co za złote, niewinne serce, pomyślała. Dlaczego jej rodzina musiała narodzić się wśród takich podłości? Dlaczego to Klan Wilka musiał być ich domem?
— Zaraz się tym zajmę — obiecała, zanim nie poszła po parę potrzebnych ziół. Chwyciła kilka bzowych liści i po namyśle również nasiona maku. Przyszła z powrotem i przeżuła na maść trzymane przez nią leki, którą następnie rozsmarowała po obolałym barku kocura. Przysunęła mu również czarne nasiona. — Będziesz zdrów jak ryba.
Czarny bez dłuższego namysłu zjadł podstawione mu zioła i z wahaniem podniósł się, by spojrzeć na medyczkę.
— Możesz już iść. Jeżeli coś jeszcze ci będzie doskwierać, jesteś tu bardzo mile widziany.

***

Opierała się o bok Goryczkowego Korzenia i po raz pierwszy od jakiegoś czasu na ich ziołowej wyprawie szylkretka przestała mówić. Wątłe ciało Kuny pod napływem zimnych, przeszywających podmuchów wiatru przytulało się do jej gęstego futra coraz bardziej. Ból sprawiał jej nie tylko otaczający chłód, ale i iskrzący ciepłem wzrok wojowniczki. Nie w ten sposób, jaki chciała. Nie w ten sam, w którym błyskał jej.
Gdybyś mogła spojrzeć na mnie tak, jak ja — pomyślała, słysząc nawet bicie ich serc, które były tak blisko, ale też daleko od siebie.
— Powinnyśmy już iść — odsunęła się z cichym pomrukiem, czując, jak Goryczka lekko drga, gdy zabrakło przyjaciółki przy jej boku. Kunia Norka z trudem podniosła parę zebranych ziół – jagody jałowca i wysuszone liście miodunki – z ziemi. To były jedne z ostatnich, jak nie ostatnie zbiory. Nadeszła pora opadających liści i choć natura powtarzała swój cykl, ta jesień była ostrzejsza niż inne. Pamiętała w swoim życiu srogie sezony i miała tylko nadzieję, że pora nagich drzew będzie ciepła i wynagradzająca. Ale mogła mieć tylko nadzieję.
— Lubię patrzeć na spadające liście — odezwała się Goryczkowy Korzeń, gdy ruszyły w powrotną drogę. — Czasami niektóre z nich przypominają ptasie pióra, zauważyłaś? Na przykład wróble, one...
Uśmiechnęła się, choć niewiele rozumiała ze słów wojowniczki. Przynajmniej ona się nie zmieniała.

***

Wydawało się jej, że tym razem las jest pusty. Zapach krwi rozpływający się w powietrzu, gdy tylko próbowała wziąć oddech uświadomił jej, że kryje się w nim coś, czego nie chciała spotkać. Mimo strachu coś jednak mówiło jej, by iść w jego stronę. Nie musiała polegać tylko na zmyśle węchu – jak spod ziemi wyrosła przed nią czerwona ścieżka, która spryskała wszystkie zeschnięte kępy traw i chwastów. Czuła, jak jej łapy nieprzyjemnie przyklejają się do krwawych plam, a ich zapach zatyka dziurki w nosie. Nie sądziła, że na samym końcu zobaczy kocię. Co tu robiło? Zamarła jednak, dopatrując się w nim większej ilości szczegółów. Różowa, splamiona sierść bez wątpienia była niegdyś biała i lśniąca. Mogła oszacować jego wiek na sześć księżyców, z pewnością nie więcej, ponieważ wyglądało na liche i małe. Odstające futro na czubku jego głowy tylko dopełniło dzieła, uzupełniło obraz w jej głowie. Jastrząb...

Oblana zimnym potem zerwała się z posłania. Gęsi Wrzask spojrzał na nią jak na wariatkę. 
— Czego znowu, jędzo? — prychnął, zakrywając własne łapy ogonem. — Wzięłabyś się za jakąś porządną robotę zamiast się kurwa obijać. — Wstał i chciał odejść, ale zatrzymała go wpychająca się do legowiska grupa poranionych kotów. Kuna wiedziała czego się spodziewać.
— Samotnicy, prawda? — zapytała z głębi legowiska, patrząc na otwarty pysk Zapomnianego Pocałunku i jej błękitne oczy skierowane wprost na medyczkę. Mogła z nich wyczytać, że dokładnie to chciała powiedzieć. Włóczędzy stali się dużym problemem dla klanów ze względu na głód. A z każdym wschodem słońca było już tylko gorzej...
— Tak — odpowiedziała Płonąca Dusza, wchodząc w głąb nory, podobnie jak reszta patrolu. Gęsi Wrzask i ona dokonali oględzin – prócz Zapomnianego Pocałunku, która opierała się o szylkretową kompankę nikt nie był poważniej ranny.
— Pójdź po te zioła — mruknął do niej liliowy, przykładając do jej krwawiących ran pajęczynę. Nawet nie zorientowała się, że za nią poszedł także Pierzasta Łapa. Chwyciła za szczaw i liście malin, a gdy obróciła się wyrósł przed nią uczeń. Zdziwiła się widząc, że nie został z innymi.
— Mogę pomóc? 
— Dam radę — wymruczała przez pełny pysk, wracając do reszty zgromadzenia. Gęsi Wrzask wyglądał na poirytowanego sytuacją. Gdy przysunęła mu potrzebne zioła zabrał je łapczywie i tylko rzucił, by zajęła się innymi, w trakcie gdy on opatrywał Zapomnianą. Nie miała z tym problemu. Przeżuła papkę z liści szczawiu i usiadła przy Pierzastej Łapie. Nie miał zbyt wielu zadrapań, lecz nikt nie chciał ryzykować niepotrzebną infekcją, prawda?
— Jak to się stało, mi powiedz — miauknęła, zaczynając rozmowę, w trakcie nakładania opatrunku. Czuła, jak kocur wzdryga się po nałożeniu piekącej maści.
— Jedli na naszym terenie upolowaną tu zwierzynę. Była ich dwójka, więc szybko ich przegoniliśmy. Zapomniany Pocałunek była jednak pierwszą, na czele, i tak to jakoś na nią padło. Cóż... — wzruszył ramionami. — Reszcie się chyba nic nie stało, co nie? 
— Wyliżą się — zapewniła. — Zapomniany Pocałunek też. Nie pierwszy raz się z tym ścieramy, zwłaszcza tutaj.
Przeszła do Jabłoniowego Sadu, którego jedno z zadrapań nie wyglądało najlepiej. Było brudne i widocznie bolesne.
— Pomógłbyś mi? — rzuciła do Pierzastej Łapy, który miał już zamiar wychodzić. Spojrzał na nią ciekawsko. — Jakbyś mógł mi przynieść... — zamyśliła się na moment, co uczeń mógł znać — ...liście dębu, byłoby świetnie. Są prawie na końcu legowiska.

<Pierzasta Łapo?>

Wyleczeni: Zapomniany Pocałunek

25 sierpnia 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocnej Łapy (Rozwydrzonej Łapy)

Patrzyła na odchodzącą wraz z Gronostajowym Tańcem Nockę. Łagodny uśmiech nie schodził jej z pyska dopóki koty nie wyszły z obozu i dopiero wtedy głęboko westchnęła. Wilczaki były okrutne, odmawiając jej spełnienia własnego powołania. Myślała jeszcze o gwieździe, o której powiedziała jej uczennica. Czy to możliwe, że Nocna Łapa miała kontakt z Klanem Gwiazdy?
Westchnęła i wróciła do siebie.

***

po zgromadzeniu
Nie była w stanie uwierzyć w to, co się stało. Jej słodka, bezbronna kulka zaatakowała... wojowniczkę jej własnego Klanu? Nie. Nie wydawało jej się to być w ogóle możliwe. Nocna Łapa by czegoś takiego nie zrobiła... prawda?
Patrzyła, jak prowadzą ją po powrocie do legowiska, jak więźnia. Dobra dusza wytłumaczyła jej, co się stało. Kunia Norka nie wiedziała co o tym myśleć, szalało nią tyle różnych, niezrozumiałych emocji, którym sama nie potrafiła nadać dobrej łatki. Wróciła do siebie, by ułożyć się do snu. 

***

Nawiedzały ją koszmary.
Niemal każdej nocy zamiast spokoju spotykał ją sen, po którym wstawała z krzykiem, oblana zimnym potem. Nie rozumiała, co się stało. Co odebrało jej możliwość odpoczynku?
Drapieżne ptaki krążyły wysoko nad jej głową, łupiąc groźnie okiem, obserwując kulawiącą, burą kotkę, w środku niczego. Ciągnęła za sobą ranną łapę, szukając miejsca, by się skryć przed sokołami, jastrzębiami i kaniami, które tylko czekały na odpowiedni moment. Odwróciła głowę, by spojrzeć na nogę, już nie podkuloną, a z braku sił opadłą na ziemię. Wyglądała, jakby wgryzło się w nią jakieś wielkie stworzenie, którego szczęki wcale nie delikatnie zerwały skórę z łydki i stopy, pozostawiając ślady zębów i poszarpane kawałki mięśni. Przez nie prześwitywały żółte kości, a krew zostawiała ślad z każdym ruchem. Ból obezwładniał Kunę; pytała z każdym krokiem siebie jakim cudem ma jeszcze siłę postawić kolejny. Pieczenie, jakby przypalone ogniem, i poczucie każdej najmniejszej drobinki piasku wywoływały falę bolesnych jęków i dreszczy. Widziała przed sobą w oddali las, odcinający się od suchej ziemi i rzadkich kępek martwej trawy. Wyglądał na ukojenie, miejsce, w którym nareszcie zazna odpoczynku, jednak nieważne jaki dystans przebyła, ile czasu spędziła na tułaczce, tak puszcza zdawała się być nadal w tym samym miejscu. Z wyschniętego gardła ledwo wychodziły bezkształtne dźwięki, a co dopiero słowa. Fale bólu coraz bardziej pozbawiały jej sił. Powieki opadały, cięższe bardziej niż kiedykolwiek, a łapy drżały z każdym stąpnięciem po kruchej ziemi. W końcu i kotka potknęła się, ciężko dysząc i sycząc z bólu na zgniecionej ciałem tylnej kończynie. W miejsce drapieżnych, łowczych ptaków pojawiły się leniwe sępy, które tylko czekały na łatwą ofiarę. Leżała bezwładnie, czując pierwsze, niepewne dotknięcia przez szpony ptaków. Ostatki jej sił uciekły płucami, gdy chmara rzuciła się na nią, wbijając dziesiątki dziobów ostrych jak kły w jej skórę. Wybawiono ją od dalszego cierpienia. Nie dano jej poczuć, jak zostaje zjadana i rozszarpana żywcem, jak padlina.
Zdusiła wrzask, jaki chciała z siebie wydać, gdy tylko wróciła do rzeczywistości. Jedyny ból, jaki pozostał to ten z zupełnego wyczerpania. Czuła się jeszcze bardziej zmęczona niż wcześniej, a przez parę ostatnich księżyców sen był jej jedynym ukojeniem. Jedyną ucieczką od świata, w którym prawie każdy jej nienawidził.
Nie myślała dużo. Kunia Norka ospałym krokiem, podobnym do tego z koszmaru, podeszła do składu z ziołami. Wyciągnęła z niego parę ziaren maku – na oko, z resztą w ciemności niewiele widziała i czuła. Musiało być to jednak więcej niż zazwyczaj, ponieważ po kilku uderzeniach serca od ich przełknięcia rzuciła się z powrotem w mech. Zapadła w ciężki sen po paru dłuższych chwilach. Nie pamiętała już z niego nic.

***

Nie wierzyła, że ograniczyli jej kontakt z Nocną Łapą. Nocną, bo nigdy w życiu nie zamierzała użyć jej nowego, ośmieszającego imienia. Miała skupić się całkowicie na treningu wojownika. Nie odbyła ani jednej dłuższej rozmowy z kotką od czasu tamtego zgromadzenia. Jej serce powoli pękało, gdy tylko widziała pustkę w oczach prabratanicy. Każdy dzień bez tego małego promyczka szczęścia zdawał się być tylko bardziej ciemny i smutny.
Mówiła sobie, by nie zaprzątać tym głowy. Robiła to jednak cały czas, pogrążała się we własnych smutkach. Przestała już płakać. Próbowała to zaakceptować, jakoś wygrzebać się z tego bagna, ale tylko zatapiała się w nim bardziej i bardziej. Szukała ziół, na które nadszedł sezon na zbieranie, by zająć czymś myśli, czymkolwiek. W pysku miała już parę liści ogórecznika, które zdecydowanie przydadzą się błogosławionej Ważce. Czuła gorąc i żar z nieba, jednak zaletą gęstych lasów był cień drzew, w którym mogła się skryć. Miała poszukać jeszcze więcej młodych, ogórecznikowych pędów, ale zaskoczył ją skrywający się między drzewami cień. Był o wiele ciemniejszy i bardziej odcinający się od innych... Nocka? Rozpoznała ją. Ale co tu robiła, sama? Czyżby jej nie zakazano?
Uczennica rzuciła się jej w ramiona, ale Kunia Norka pozostała zatroskana.
— Nocko? Co ty tu robisz? — zapytała, wypuszczając zbiory z pyska. 
— Odłączyłam się od patrolu, gdy zobaczyłam, że ty też tu jesteś. Musiałam z tobą porozmawiać! — Kotka zdawała się być zdeterminowana. To jednak tylko bardziej przygnębiło starszą medyczkę.
— Nie możemy. Jak ktoś cię zobaczy będziesz mieć kłopoty — odpowiedziała, uśmiechając się po tym słabo. — Wiem, że bardzo chcesz dalej kontynuować nauczanie, lub chociaż pomoc mi, ale teraz to zbyt niebezpieczne, słoneczko. Wiem, że cię to boli, ale niewiele mogę z tym zrobić. Nie chcę, abyś miała jeszcze gorzej, niż teraz — mówiła wolno i z bólem w żółtych oczach, patrząc prosto na koteczkę. Chciała, by ta została jej uczennicą bardziej niż kiedykolwiek. Rozumiała także jej okropny błąd, jaki popełniła na zgromadzeniu, lecz... nie potrafiła się złościć. Nie potrafiła sądzić jej za to w momencie, gdy sama przez to przeszła. Czy to możliwe, że to przez ich pokrewieństwo? Czy to wina dzielonej przez nie krwi?

<Nocko?>

26 lipca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki (Nocnej Łapy)

— Chcę zostać medyczką. Chcę leczyć. Chcę ci pomagać — oznajmiła Nocka, patrząc burej prosto w oczy. Nogi Kuniej Norki zaczęły drżeć, jednak nie ze strachu czy niepokoju. Kocica uśmiechnęła się szeroko, czego dawno nie robiła; otworzyła pysk, lecz nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Błądziła wzrokiem po czarnej kotce, próbując ułożyć w głowie jakiekolwiek sensowne zdanie, by wyrazić swoją ogromną radość inaczej niż niekontrolowanym piskiem, jak nastolatka.
— T-To... wspaniała wiadomość — bąknęła, mrucząc, by uspokoić i wyrazić swoje emocje. — Obawiałam się już, że się nie zgodzisz, choć nie miałabym ci tego za złe, oczywiście... — urwała, nie wiedząc co dalej powiedzieć. Po paru uderzeniach serca parsknęła tylko śmiechem i już z łzami w oczach wymruczała drżącym, płaczliwym głosem: — Nie mogłam być już szczęśliwsza. 
Nocka rzuciła się w jej objęcia, w które medyczka natychmiast je przyjęła. Kociak nawet nie zauważył, jak podczas mówienia Kuny o jej bezkresnej radości kotka wypluwała resztki ziół, których nie zdążyła przełknąć. Kunia Norka tuliła swoją prabratanicę mocno, skrywając przed nią łzy szczęścia. W końcu jednak się opanowała i puściła Nockę, otrzepując się z ziemi w trakcie wstawania. Usiadła obok niej, a nadal uśmiech nie schodził jej z pyska.
— Będziesz cudowną medyczką, Nocko — miauknęła jeszcze, oddychając głęboko po napadzie silnych emocji. Czarna kotka również lekko dyszała, w końcu Kuna prawie ją udusiła, przytulając. 
— Tak uważasz?
— Nie mówiłabym tego, gdybym sądziła, że jest inaczej. — Kunia Norka owinęła ogon wokół swoich łap. — Masz to, czego potrzebuje każdy medyk. Chęć pomocy, ambicję, zainteresowanie, głęboką wiarę, gorliwość do przestrzegania zasad świętego kodeksu... — urwała, czując się speszona. Po chwili jednak na powrót się rozchmurzyła. Być może ona popełniła błędy, ale nie pozwoli, by z Nocką stało się to samo. Była dobrym ziarnem, które wystarczyło rzucić na żyzną glebę i pozwolić kiełkować, by zamieniła się w cudowny kwiat. — Było wielu, których los rzucił na ścieżkę medyków, ale nie każdy ma do tego łapę. Gęsi Wrzask ma nawet większą wiedzę niż ja, lecz musisz wiedzieć, że to nie jest dobry uzdrowiciel. — Ściszyła głos, w obawie że któryś z jego bliskich, bądź nawet on sam, ją usłyszy. — Wiele kotów ma serce z kamienia. Liczy się dla nich tylko to, by wyleczyć choroby, opatrzeć rany, odebrać porody, pożegnać odchodzących. Bycie medykiem to coś więcej. A widzę w tobie to coś. Twoje złote serce.
Nocka przez chwilę stała w milczeniu, jednak z oczami lśniącymi się jasno, jak gwiazdy. Prędko pojęły jednak, że nie potrzebują słów, żeby się zrozumieć. Obie robiły to nawet, gdy jedyne co były w stanie wymienić, to spojrzenia.

***

Nocka poszła ścieżką wojownika. Kuna nie była w stanie opisać obejmującego jej żalu, gdy co świt widziała ją, wychodzącą z obozu na trening. Nie była samolubna, zaakceptowałaby decyzję swojej ukochanej bratanicy jakakolwiek by ona nie była, ale zbyt dobrze ją znała. Nie czuła radości z nauki walki, polowania, wspinaczki. Nie widziała u Nocki uśmiechu, który pojawiał się przedtem, gdy tylko uczyła się o ziołach bądź przyglądała się leczeniu chorych. Nie czuła się wojownikiem w sercu. 
Widząc to Kuna chciała jedynie płakać. Ona mogła tyrać po zioła, leczyć koty, męczyć się, jednak nie mogła patrzeć na osowiałą, widocznie nieszczęśliwą Nocną Łapę. Obserwowała, jak czarna skubała małą nornicę, zmęczona leżąc niedaleko sterty ze zwierzyną. Śnieg prószył delikatnie, jak gdyby nie stworzył już gigantycznych zasp, przez które wojownicy już bali się przechodzić pod gałęziami drzew, z których śnieg mógłby w mniej niż uderzenie serca spaść i przygnieść każdego nieszczęśnika, któremu przyszłoby przejść pod jednym z nich. Kuna podeszła i położyła się obok Nocnej Łapy, przyglądając się jej smutnemu wyrazowi pyska, który jednak rozpromienił się delikatnie, widząc bliską jej medyczkę.
— I jak się czujesz dzisiaj, słonko? — zapytała cętkowana. — Co dzisiaj ćwiczyłaś?
— Dobrze — mruknęła Nocka, przechylając lekko głowę i wbijając wzrok w ziemię. — Polowałam z Gronostajowym Krokiem, w lesie. Chciał mi pokazać spaloną część lasu, ale się rozmyślił przez ten cały śnieg.
— Oo, czyli złapałaś tego nornika? — Starała się mówić z radością, by podnieść czarną na duchu, wskazując na leżącego przy niej nadjedzonego gryzonia. 
— Nie — mruknęła. — Ale udało nam się złapać mysz. Ktoś ją zabrał. — Sprostowała, gdy Kunia Norka zaczęła się rozglądać po stercie, szukając jej zdobyczy. 
— Zuch dziewczyna! — poklepała kotkę po plecach z uśmiechem, jednak jej entuzjazm jednak nie miał odbicia w uczennicy. Kotka tylko się pojedynczo zaśmiała i ponownie zamilkła, wracając do bezwiednego wpatrywania się w dół. Kunia Norka spoważniała i odsunęła się lekko od Nocnej Łapy. Pomiędzy nimi nastała długa cisza, przerywana tylko mlaskaniem, gdy młoda kotka kończyła swój posiłek.
— Nie chcę być wojownikiem. — Nocna Łapa szepnęła, nadal wpatrując się apatycznie w ziemię. Kunia Norka spojrzała prosto na nią, już chciała odpowiedzieć, lecz kotka kontynuowała: — Nie lubię polować. Nie chcę walczyć. Pierzasta Łapa co rusz chwali się czego nie złapał, gdzie się nie wspiął, czego nie pokonał, z taką dumą i radością. A ja... nie wiem. Nie wiem, co ja tu robię... Po prostu nie pasuję.
— Oh, Nocko... — zaczęła Kuna, szukając słów, by w jakiś sposób pocieszyć kotkę. Przybliżyła się do niej tak, że stykały się bokami. — Kochanie, wiem, że to dla ciebie trudne. Też mnie smuci ten osowiały pyszczek, który widzę co rano. Niestety trudno będzie zmienić decyzję Szakalej Gwiazdy, więc musisz to zaakceptować, nawet jeśli to ciężkie.
— Nie chcę — miauknęła Nocna Łapa przez napływające do jej oczy łzy. Oparła głowę na łapach Kuny, która wzięła głęboki wdech.
— Też kiedyś musiałam robić to, czego wcale nie chciałam robić. Też niegdyś szkoliłam się na wojownika i mimo że może się tak nie wydawać, to bardzo specjalna i ważna jak żadna inna rola. Daj sobie trochę czasu. A jak coś, to moje legowisko nadal stoi otworem. Nikt nie może ci zakazać pomocy mi, nieważne jak bardzo by chciał.

<Nocna Łapo?>

Wyleczeni: Kunia Norka

09 lipca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki

zaraz po pożarze

— Jeśli chcesz to mogę ci pomóc. Mogę przynieść wodę. Cokolwiek — miauknęła niewielka, czarna kotka, co natychmiast rozpuściło Kunie serce. Takie małe, a takie skore do pomocy... Jakby widziała małą siebie...
— Jesteś jeszcze kocięciem, nie musisz mi pomagać w pracy. Poradzę sobie — zapewniła ją medyczka, jednak widząc ten proszący błysk w oku nie mogła się dłużej opierać. Dodała po chwili: — Jeżeli bardzo chcesz pomóc... Hmm... Poczekaj tutaj chwilę — mruknęła i spojrzała w stronę zbiorowiska kotów. Musieli osiąść nad jeziorem, gdzie dym nie docierał. Nie zdążyła zabrać ze sobą wszystkich zapasów, co było problematyczne... Ale przecież nie wyśle na zbieranie ziół nieznającego się na nich kota, a co dopiero kociaka, prawda? Bardzo doskwierał jej brak asystenta. Potrzebowała go w tym momencie... — Wiem, że to nie jest najbardziej ekscytujące zajęcie, ale jakbyś mogła przesortować zioła... Ułatwiłoby mi to pracę.
Nocka zamrugała, lekko zdezorientowana. Kunia Norka spostrzegła, że mała nie wie o czym ona mówi. Prędko sprostowała:
— Rozdziel zioła tak, aby takie same były z takimi samymi. Rozumiesz? — zapytała, po czym czarna wolno przytaknęła. Bura czuła jednak, że nadal do końca nie wie o co jej chodzi. Podeszła do miejsca, gdzie leżało parę ziół. Z kupki wyciągnęła wszystkie znalezione liście jastrzębca, odstawiając na bok. — W ten sposób. Z każdym ziołem, jakie tu leży. Tylko delikatnie. Teraz, po pożarze, każde ziele jest na wagę złota.
— Dobrze — odpowiedziała jej czarna, przysiadając się do ziół obok Kuny, która szybko wstała, widząc liliowego kocura. Gęsi Wrzask wszedł do prowizorycznego legowiska medyka, jakie musiała sobie zorganizować. Wojownik kaszlal, widocznie nie mogąc wziąć odpowiedniego oddechu. Zanim zdążyła się nim zająć kocur tylko rzucił szybkie "Sam się tym zajmę" i podszedł do Nocki, która widocznie zdziwiła się obecnością wojownika, który odprawiał samowolę. Odnalazł prędko w stosach świeżo zebrane jałowcowe jagody, przegryzł, połknął i zmierzał w stronę wyjścia, tak szybko jak się tu znalazł.
— Wykorzystujesz bachora do brudnej roboty? Mądre — warknął sarkastycznie, opuszczając legowisko. Kunia Norka nic nie odpowiedziała, tylko wbiła wzrok w ziemię, opuszczając ogon do ziemi. Spotkała się z lekko zmartwionym wzrokiem Nocki, która wszystko słyszała.
— Czy coś się –
— Nie przejmuj się tym, słonko — miauknęła, słabo się uśmiechając w jej stronę. — Świetnie ci idzie — zmieniła temat. Widziała, jak czarna strzepuje uchem i wraca do pracy, przynosząc Kunie ulgę. Wolała, by nie myślała o tym, jak potrafili traktować ją inni w klanie.
Kotka kilka uderzeń serca po tym usłyszała kroki Olszowej Kory. 
— Mogę w czymś pomóc? — zapytała Kunia Norka, patrząc na kotkę. Wyglądała całkiem zwyczajnie, dopóki nie odwróciła i nie pokazała swojego drugiego boku. Na jej prawej nodze żarzyła się ropiejąca rana. Bura od razu zrozumiała, że to ugryzienie szczura.
— Szczur mnie dziabnął. Kiedyś — mruknęła. Nie musiała mówić więcej medyczce, która podeszła do kociaka i z jednej z zorganizowanych już przez nią kupek zabrała łopianowy korzeń, który już zaczęła przeżuwać na maść. Poklepała ją po głowie, widząc jak bardzo się stara i powróciła do swojej pacjentki. Zaczęła na jej ranę nakładać leczniczą maść.
— Postaraj się z czymś takim przychodzić do mnie tak szybko jak się stanie, dobrze? 
— Tak — wymruczała, a w jej głosie można było wyczuć natychmiast ukojenie.

***

Nocka okazała się być bardzo pomocna. W trakcie ostatnich kilku dni pomagała jej sortować rośliny, czy też podawać zioła, jak kocimiętkę, gdy Szczurzy Cień zachorował na biały kaszel. Albo gdy Kukułczą Łapę rozbolały stawy to sama zrobiła i podała jej maść na nie. Odkąd Deszczowa Chmura odszedł, nie miała zbyt wiele pomocy w legowisku medyka. Wprawdzie tak, Omen zawsze znalazł sposób na wepchnięcie na stanowisko głównego medyka innego kota, ale ani Gęś, ani Wiśnia nie byli dla niej oparciem. Nie mogła powiedzieć, że któreś z nich jej pomagało, w końcu to ona była ich asystentem, a nie oni. Lwia Grzywa czasami poszedł z nią zbierać zioła, bądź zrobił to, o co go poprosiła, ale wiedziała, że to zupełnie nie jego powołanie, a robił to z dobroci serca. Jego córka natomiast? Wydawało jej się, że tak jak ona złapała bakcyla. Kochała nauczać ją nazw i zastosowań różnych ziół, co chłonęła jak gąbka. Myślała o tym dużo, ale po tym jak koteczka zaczęła naprawdę dużo czasu przebywać w legowisku medyka, poczuła, że być może znalazła swojego ucznia. Dlatego, gdy po raz kolejny czarna spędzała czas w jej legowisku, obserwując jak bura kotka robi ostatnie wyrzucanie i segregowanie ziół przed nadejściem srogiej pory nagich drzew, zebrała myśli w głowie i odetchnęła głęboko, po czym spojrzała prosto w jej żółte oczy. Jeszcze został księżyc do jej mianowania na uczennicę. To był czas.
— Nocko, mam do ciebie ważne pytanie — miauknęła, przestając na chwilę odstawiać ususzone liście macierzanki na kupkę. Kotka nadstawiła uszu, wpatrując się ciekawsko w medyczkę.
— Tak? Jakie? — zapytała. Kunia Norka uśmiechnęła się w jej stronę ciepło.
— Dużo czasu tu spędzasz ze mną. Bardzo to doceniam, tak samo jak twoją pomoc. Wiele razy przychodziłaś i uważnie słuchałaś o ziołach, zauważyłam, że to jest dla ciebie interesujące i sprawia ci przyjemność. Mam już swoje księżyce, dobrze wiesz. Nie chcę zostawić Klanu Wilka bez mojego następcy, więc... Nocko, czy chciałabyś zostać moją uczennicą? — Zestresowana, ale również i podekscytowana wypowiedziała te słowa. Uczenie tak posłusznej i przyjemnej kotki byłoby dla niej zaszczytem – wiedziałaby, że klan po jej śmierci będzie w najlepszych łapach.

<Nocko?>

Wyleczeni: Gęsi Wrzask, Olszowa Kora, Szczurzy Cień. Kukułcza Łapa

29 czerwca 2023

Od Kuniej Norki

Patrzyła na ciągnięte po ziemi, jeszcze ciepłe ciało rudej kotki z nory. Kunia Norka zamarła, patrząc, jak zabierają Sarni Krok. Zostawiała za sobą płomieniście czerwony ślad, zanim nie poprowadzono jej poza obóz, by dokonać pochówku. Bez czuwania. Bez kultywowania żadnej świętej tradycji. Mierzyła wzrokiem w przerażeniu przywódcę, który chwilę temu ukazał swojej partnerce swe prawdziwe oblicze i była to ostatnia rzecz, jaką zobaczyła. Kuna skłamałaby, gdyby powiedziała, że niedowierza. Klan Wilka widział tego za dużo. Mroczna Gwiazda panował już za długo. Ten terror musiał się zakończyć!
Spotkała się wzrokiem z liderem. Pisnęła cicho i cofnęła się w odmęty własnego legowiska.

***

Próbowała opatrzeć ranę Cedrowej Łapy – na próżno, gdyż marny opatrunek prędko spadł, gdy tylko młodą kotkę powalił biały wojownik. Kuna cofnęła się w odmęty zarośli, gubiąc spadające liście nagietka, które szybko zostały rozdeptane na ziemi przez kolejnych wrogów. Próbowała się zebrać, iść pomóc współklanowiczom, ale zamiast tego obserwowała walkę, wodząc wzrokiem po obcych wojownikach spłoszona. Schowana pośród liści stawała się jednak coraz bardziej zlękniona podłą i okrutną walką. Klan Burzy był wściekły za księżyce opresji. Nie mogła się im dziwić. Nie zasługiwali na swoje upodlenie. 
Pazury przecięły parę jeżynowych liści zaraz przed nią. Cofnęła się gwałtownie, widząc czarnego burzaka, szarżującego wprost w jej stronę. Gęsta, krzewowa powłoka i wróg na froncie uniemożliwiały jej jakąkolwiek ucieczkę. Miała wrażenie, że kocur wcale nie zauważał rozsypanych ziół, które wskazywały na jej rolę i niewinność w tym wszystkim. A z każdym krokiem narastał w nim tylko gniew. Gdy kocur skoczył, by się na nią rzucić próbowała przemknąć pod nim, jednak była zbyt wolna. Złapał ją za zad, przewracając. Bura wbiła z impetem pysk w ziemię.
Próbowała się bronić. Próbowała drapać, gryźć, wszystko, byle kocur w końcu zrezygnował. Jej łapy jednak już dawno nie zaznały prawdziwej bitwy. Umysł wypełnił się wiedzą o ziołach, nie o ruchach walki. Szanse w starciu z doświadczonym, wściekłym wojownikiem były przechylone na jego korzyść.
Kolejne szarpnięcie za jej szyję spotkało się z kolejną falą bólu. Krew wytrysnęła z niej jak z rozdartego zbiornika. Pisnęła przeraźliwie. Traciła siły. Kurz wzbijał się w powietrze z każdym szybszym ruchem walczących, dostając się do jej oczu i oślepiając. Podobnie brud, który jak pijawka wgryzał się boleśnie w rany. Zauważała, że każdy jej ruch staje się wolniejszy, mniej celny, bardziej ociężały. Dyszała, cudem unikając części ciosów – inne, dobrze wymierzone, celnie trafiały w jej ciało, powodując za każdym razem kolejne wrzaski i syki. Mimo gęstwiny kotów obok, żaden nie szedł jej z odsieczą. Żaden wilczak nawet nie patrzył na jej niedolę. Słabła z każdym uderzeniem serca, kroplą krwi spływającą po nastroszonym futrze. Upadła, przymykając powieki, które nagle zaczynały ciążyć. Zostawili ją na pastwę losu. Pastwę niesprawiedliwości.
...
Usłyszała nagle głośniejsze odgłosy zażartej bitwy. Syki z bólu i furii. Nagle skierowany w jej stronę, ciepły głos:
— Idź w bezpieczniejsze miejsce, proszę — miauknął ktoś, lecz nie potrafiła rozpoznać jego głosu. Mówił szybko, zlękniony. Kotka z trudem podniosła się na słabych nogach. Otworzyła jedno oko, ale nie była w stanie zobaczyć w wirze walki i kurzu kto był jej bohaterem. Nagle przebiegł zaledwie długość kociego kroku przed nią obcy wojownik, przez co cofnęła się. Wczołgała się do pobliskiej nory, a mocny, duszący zapach ziół natychmiast dał jej poczucie bezpieczeństwa. Przetarła nieudolnie sklejone ślepia i na wpół po omacku chwyciła za garstkę pomarańczowych kwiatów i pajęczyny. W najgłębszą ranę wepchnęła sobie kawałek brudnego mchu, co przyniosło palący ból, lecz przy tym ulgę. Zamieniła wkrótce prowizoryczny opatrunek na pajęczynowy, połączony z maścią na szybsze skrzepnięcie krwi i infekcję, która zdawała się być nieuchronna. Chciała wyjść pomóc, ale jej łapy jedynie wlokły się za nią nieporadnie. Nie mogła stąd już wyjść. Miała nadzieję, że jej pobratymcy poradzą sobie bez medycznej pomocy.

***

Siedziała u brzegu jeziora, nie ruszając się nawet o długość wąsa. Gdyby tylko odwróciła głowę zobaczyłaby po raz kolejny unoszący się z wiatrem dym i popiół. Nie wiedziała, co wznieciło ten pożar. Ważne było dla niej tylko to, że Klan Wilka był bezpieczny. 
Nie wierzyła, że to wszystko przypadek. Śmierć Mrocznej Gwiazdy nastąpiła zaledwie parę dni temu, a nagle spotkała ich taka tragedia. Czy to możliwe, że to on z zaświatów na to wpłynął? Natura oburzyła się jego przedwczesnym zabójstwem? Oh, na Klan Gwiazdy...
Spojrzała na Goryczkowy Korzeń, siedzącą przy niej. Stała tuż obok, a ciepło bijące od jej sierści było odurzające. Szylkretka była całkiem nieruchoma, podobnie jak jej oczy, wbite w nieruchomą wodę. Wiedziała, że kotka przeżywała żałobę. Nie mogła jej winić. Nawet jeśli Mroczna Gwiazda nienawidził jej, mieszał z błotem, nie mając krzty szacunku, był ojcem Goryczki. Nie zamierzała lekceważyć uczuć przyjaciółki, które, nawet jeśli bolesne dla medyczki, były słuszne.
— Śmierć Mrocznej Gwiazdy jest... wielką stratą — wydukała Kuna, patrząc prosto w ciemną toń. Goryczkowy Korzeń milczała, nie odrywając wzroku od tafli jeziora. Kuna zaczęła się już bać, że powiedziała coś źle, gdy wojowniczka nagle oparła się o nią całą masą swojego ciała, skrywając pysk w jej krótkim futrze, głośno lamentując. Obie się przewróciły na jeszcze mokrą przez wcześniejszy deszcz trawę. Kuniej Norce szybciej zabiło serce. Szylkretowa kotka płakała, niezrozumiale coś bełkocząc. Bura nieśmiało polizała ją uspokajająco po czole. Tysiące myśli szybko przemykały przez jej głowę. Słowa same nasuwały się jej na język, jednak jednocześnie nie mogła wydusić z siebie nic.
— S-spo-spokojnie... — W końcu wymruczała ciepło w jej stronę. Jej łapy drżały, podobnie jak spojrzenie, które skakało po wszystkim wokół, włącznie z Goryczką, nadal szlochającą w jej pierś. — Będzie dobrze, nawet lepiej...
— Obiecujesz? — Szylkretka podniosła wzrok, pod którym Kuna ponownie zaczęła się topić. Jej pełne nadziei oczy, wypełnione bezkresnym zaufaniem i bólem straty. Bura kotka zacisnęła zęby, przysuwając bliżej swój pysk tak, że ich nosy niemal się ze sobą stykały.
— Obiecuję.

19 czerwca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki

przed śmiercią Mrocznej Gwiazdy
Pożegnali kolejnych dwóch wojowników. Trójoka Wrona był kotem, do którego miała szacunek, nawet jeżeli należał do grupy tych, przez których była znienawidzona. Swą tajemniczością jednak przypominał jej o Oszronionym Słońcu i nie mogła go winić za niechęć w jej stronę. Był dobrym wojownikiem. Gradowa Burza jednak... To było dla Kuny ogromne zmieszanie. Podobnie jak Malinowy Kolec, kotka nienawidziła jej, swej ciotki, z powodu rangi medyka. Wszystko przez Jaszczurzy Syk... Ale nadal, bura była jej bratanicą, jednym z nielicznych ostatków po Mysikróliku. Jej odejście sprawiało tylko, że tych "pamiątek" było tylko coraz mniej.
Zamiast niej jednak pojawił się promyk, a nawet dwa. Dwa małe, kruczoczarne zawiniątka u boku Płonącej Duszy. Kuna wiedziała, że ta rodzina nie była szczęśliwa tak, jak by tego pragnęła, lecz nadal dzieci jej bratanka nadal były dla niej darem. Wiedziała, że Lwia Grzywa będzie dobrym ojcem. 
— Kunia Norko? Mogę wejść? — rozbudził ją z kolejnego napływu rozmyślań wysoki, kocięcy głosik. Natychmiast wiedziała, kto się za nim krył – Nocka. Nowa członkini jej rodziny, która od pewnego czasu zdawała się być zainteresowana ziołami, z każdym dniem coraz bardziej. Uśmiechnęła się w jej stronę, gdy tylko ją zobaczyła przy wejściu, ruchem ogona zapraszając do siebie. Nie mogła nikogo okłamywać, to był odpowiedni czas na ucznia. Wiśniowa Iskra była starym więźniem, a jej samej również księżyce mijały. Nie zamierzała pozostawić Klanu Wilka bez następcy, a z drugiej strony bała się, że gdy Mroczna Gwiazda weźmie sprawy w swoje łapy to nie wyjdzie z nich nic dobrego. Nie chciała na miejscu ucznia medyka któregoś ze zdemoralizowanych, rządnych krwi kociąt z wypranym mózgiem. To musiało być powołanie.
— Oczywiście. Coś cię sprowadza? Wszystko w porządku? — zapytała, choć była pewna, że mała przyszła tu tylko, by spędzić z nią czas i dowiedzieć się czegoś o ziołach.
— Tak — odpowiedziała bez wahania czarna. — Czy jest teraz ktoś chory? 
— Obecnie nikt do mnie nie przychodzi, więc zdaje mi się, że nie. Choć koty lubią bagatelizować swoje choroby, co później prowadzi do tragedii — westchnęła, szybko się jednak rozchmurzając. — To dobrze, że klan jest zdrowy. Nie mam się o co martwić.
— Co robisz, gdy nie masz kogo leczyć? — spytała ciekawsko Nocka. Kunia Norka polizała swoją łapę i się delikatnie zaśmiała.
— Jest dużo rzeczy, które mogę robić. Zbieram zioła, przecież same się nie pozbierają, prawda? Teraz, gdy jest lato muszę ich nazbierać jak najwięcej, zanim spotka mnie mróz. Jak będziesz już uczennicą czasami będziesz chodzić ze mną na patrole ziołowe. Wiesz, często przydaje mi się pomoc w niesieniu czy znajdywaniu ziół. — Kotka urwała i spojrzała się z powrotem na kocię, by mieć pewność, że nie zanudza. Czarna jednak siedziała w ciszy, przytakując główką, zachęcając by mówiła dalej. — Starszyzna i karmicielki również często potrzebują mojej pomocy. A jak już o wilku mowa, twojej mamie mogłaby się ona przydać. 
— Czy moja mama jest chora? — miauknęła zaskoczona Nocka, która położyła po sobie uszy.
— Nie, nie — zapewniła ją Kuna, kręcąc ogonem. — Karmicielki robią mleko na kociąt, ale często mają go za mało. Jest takie zioło, ogórecznik, które pomaga im robić go więcej. Popatrz — miauknęła, wyciągając z kupki włochaty liść, który podsunęła pod łapy kociaka. — Gdy rośnie i kwitnie ma dodatkowo niebieski lub różowy kwiatek, ale nie jest on potrzebny. Możesz zanieść go mamie i powiedzieć, aby to zjadła. Na pewno się ucieszy.

<Nocko?>

03 czerwca 2023

Od Kuniej Norki

Noga Płomień miała trudność z prawidłowym zaleczeniem się, dlatego kotka przychodziła do niej co parę dni. Zdawało się, że z każdą wizytą jest coraz lepiej, ale i tak Kunia Norka była pewna, że w szylkretce zachodzą jakieś mało pozytywne zmiany. Kocica, podobnie z resztą jak jej bratanek, zdawała wrażenie cichej i znacznie bardziej zamkniętej w sobie. A Kuna naprawdę dobrze znała członków jej Klanu. Coś musiało się wydarzyć, by ta przebojowa wojowniczka nagle się tak wycofała. 
— Dobrze, tylko nie nadwyrężaj ogona — miauknęła do Bukowego Pnia, kończąc nakładanie maści. — A jak coś nadal będzie nie tak jak powinno, wróć, i to jak najszybciej. 
Niebieski skinął, opuszczając legowisko, a w jego miejsce pojawiła się dobrze jej znana szylkretka. 
— Cześć — mruknęła, wchodząc w głąb nory medyków.
— Idealnie w czas! Akurat Bukowy Pień miał podobny problem. — Uśmiechnęła się ciepło, lecz po tym zerknęła na bok kocicy, który przykuł jej uwagę. Zaznaczał się na nim szereg zaczerwienionych, mocno różowych sutków, wystających z gęstej, ciemnej sierści. — Och, chyba przychodzisz z czymś innym...
— Hę? Nie rozumiem — wymruczała Płonąca Dusza, nieco zdezorientowana. Nie wiedziała? To było dziwne. Przecież nie miała partnera, a przynajmniej nie było o tym Kuniej Norce wiadomo. Jeżeli miała mieć kocięta, to raczej świadomie.
— Mogłabyś położyć się na boku? — poprosiła, chcąc się upewnić. Nadal niechętna, ale posłuszna Płomienna Dusza położyła się na ziemi. Starsza kocica delikatnie zaczęła ugniatać jej brzuch. Wyczuwała w nim szereg małych kulek. 
— Cóż... Moje gratulacje, jesteś w ciąży — oznajmiła Kuna, na co Płomień odwróciła wzrok. Huh? Czy coś się wydarzyło? — Czy mogę spytać z kim?
Płomień burknęła.
— Lwią Grzywą — mruknęła cicho po paru uderzeniach serca, wsuwając pod siebie przednie łapy. Oczy Kuniej Norki rozszerzyły się w zaskoczeniu i zachwycie. Jej bratanek spodziewał się kociąt i jej nie powiedział? Na Klan Gwiazdy!
— To... to wspaniale! — zająknęła się, szukając odpowiednich słów. — To jeszcze większe gratulacje! Jestem tak szczęśliwa, że możesz być członkiem mojej rodziny, a szczególnie matką moich... prabratanków? — zaśmiała się. — To takie cudowne. Jesteście partnerami?
Zanim kotka zdążyła odpowiedzieć w wejściu stanął nie kto inny jak Lwia Grzywa, z ogromnym uśmiechem na pysku.
— Kunia Norko? Co tam? Chwilę nie rozmawialiśmy... och. — Natychmiast zamilkł, widząc szylkretową ciężarną. 
— Nie mówiłeś, że zostaniesz ojcem — miauknęła Kuna, jednak już nieco zmartwiona. Nie wyglądali na szczęśliwą parę. Nie wyglądali na parę w ogóle. Medyczka czuła bijący od Płomiennej Duszy stres, na jej pysku pojawiło się zmartwienie. — Wszystko z wami w porządku? 
— Tak... tak, jest okej — odparł po kilku chwilach Lew, wodząc wzrokiem po wszystkim poza szylkretką. Coś było nie tak i to bardzo. Płomień wstała w ciszy, wymijając czarnego kocura i pozostawiając tą dwójkę samych. 
— Chciałbyś porozmawiać? Co się stało? — zapytała, widocznie zatroskana. Lwia Grzywa zamrugał, kładąc po sobie uszy. 
— Nie trzeba. Naprawdę — odpowiedział, ale nie był dobrym kłamcą. Kunia Norka nie chciała jednak naciskać. Westchnęła i skinęła na pożegnanie bratankowi głową. Powie jej w swoim czasie, gdy będzie gotowy. Miała nadzieję, że to tylko pozory...

Wyleczeni: Bukowy Pień

28 maja 2023

Od Kuniej Norki

To nie było trudne, by zauważyć, że Lwia Grzywa był przygaszony. Czy to śmierć Mysikróliczego Śladu nadal go trzymała, wpędzając w długą żałobę? A już zdawało się burej, że chociaż on się z tego wylizał. Od kilku dni Kuna widziała jedynie maskę pogodnego kocura, którą tak nieumiejętnie Lwia Grzywa próbował nosić. Nie wiedziała jednak, co się wydarzyło.
— Wszystko w porządku? — zapytała, gdy szylkretowa, utykająca kotka weszła do jej legowiska. Również wbijała smętny wzrok w ziemię.
— Na patrolu musiałam skręcić sobie łapę — oznajmiła Płonąca Dusza, trzymając ranną nogę w górze. Kunia Norka złapała potrzebne zioło i podeszła bliżej wojowniczki.
— Połóż się — rozkazała, a kotka spełniła jej polecenie. Bura przeżuła korzeń żywokostu, tworząc maść na zwichnięcie. Rozsmarowała ją językiem po miejscu skaleczenia i momentalnie poczuła ulgę u swojej pacjentki. Coś jednak zdawało się być dziwnego. Kocica nie potrafiła jednak wytłumaczyć, co. — Spędź jeszcze trochę czasu tutaj, nie nadwyrężaj kończyny.
Przerwały ją odgłosy kroków, kierujące się w stronę jej legowiska. Czarny kocur wszedł, a za nim mentor. Żaden z nich nie musiał tłumaczyć, co się wydarzyło, ponieważ na przedniej łapie kocura dobrze widoczne było czerwone, świeże ugryzienie. Kotka westchnęła, szybko kierując się po niedawno zebrane pędy czosnku. Cóż, kiedyś trzeba to wszystko wykorzystać, pomyślała.
— Spotkaliście szczury? Lepiej zgłoście to Stokrotkowej Polanie — powiedziała, opatrując ranę starszego ucznia, do Błękitnego Ognia. 
— Oczywiście — odmruknął, czekając już w ciszy, aż Kuna skończy nakładanie ziół i pajęczyn na zranienie. Prędko opuścili legowisko.

Wyleczeni: Płonąca Dusza, Koszmarna Łapa

02 maja 2023

Od Kuniej Norki CD. Cedrowej Łapy

Kunia Norka cieszyła się łagodnymi, słonecznymi promieniami słońca, wylegując się na środku obozu. Wiele kotów ją mijało, prowadząc między sobą przyjacielskie pogawędki, sprzeczki, czy poważne rozmowy. Chwilowo nie zwracała uwagi na ich nieprzychylne spojrzenia. Przetaczała się z boku na bok, ale wbrew pozorom nie drzemała. Musiała później zająć się starszyzną i nie mogła o tym zapomnieć. Z resztą nie tylko nimi – czekało ją również zbieranie ziół i wizyta w żłobku, by sprawdzić, czy oby na pewno wszystko jest w porządku. Czasami sama się zastanawiała, skąd bierze na to wszystko siłę. Mogłaby tu leżeć wieki...
— Emm, cześć, przepraszam że tak nagle... — Usłyszała miauknięcie i momentalnie otworzyła złote oczy. — Zastanawiałam się, czy mogłabyś mi może... Opowiedzieć o Klanie Gwiazdy..?
Kunia Norka wstała, by zobaczyć przed sobą młodą, szarą uczennicę. Znała ją, jak wszystkich innych w Klanie Wilka, należała tu od niedawna. Nic dziwnego, że nie wiedziała zbyt wiele o Klanie Gwiazdy. Uśmiechnęła się do niej ciepło.
— Oczywiście, kochanie — wymruczała, siadając obok. Chociaż... czy była dobrą osobą, by w ogóle mówić o Klanie Gwiazdy? Kuna rozejrzała się po obozie i cicho westchnęła. Nie widziała lepszej. — Klan Gwiazdy to pewnego rodzaju raj. Trafiają do niego wszystkie dobre, przestrzegające kodeksu, wierne mu koty. Tam ich dusze są już wiecznie. Widzisz niebo? — spojrzała się w górę, choć jeszcze był dzień. Cedrowa Łapa powtórzyła za nią ten ruch.
— Tak — mruknęła, mrużąc oczy od słońca.
— W nocy możesz dostrzec na nim gwiazdy, rozpostarte na całej Srebrnej Skórze. Każda z tych gwiazd to zmarły wojownik. Strzegą nas i obserwują z góry. 
Cedr opuściła głowę i zamrugała, patrząc się przez chwilę w ziemię, jak gdyby się nad czymś zastanawiała.
— Skąd to wiesz? — zapytała po namyśle.
— Medycy, tacy jak ja mają... specjalną więź z Klanem Gwiazdy. — Odwróciła wzrok. Poczuła pewnego rodzaju wstyd. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz w Klanie Wilka Klan Gwiazdy zesłał im jakikolwiek znak. Albo chociaż zapewnił o swoim istnieniu... Wiedziała, że gdzieś tam jednak są. Musieli być! Po prostu muszą spotkać dobrego medyka. Takiego, który nie złamał ich świętych zasad... — Zsyłają nam znaki, omeny, przepowiednie. Nie tylko zajmujemy się ziołolecznictwem, ale naszym zadaniem jest także odczytywanie tych znaków. Są to wizje przyszłości, które mogą okazać się potrzebne, by uratować nasz klan, albo nawet cały las z opresji — przerwała na moment, by po chwili cicho się zaśmiać. — Ale czasami znaki są zsyłane nawet zwykłym wojownikom. Może okażesz się być taką szczęściarą?
Niebieska kotka owinęła wokół swoich łap ogon. Powiew łagodnego wiatru zaszeleścił liśćmi, zwiewając w ich stronę kawałek chudej gałązki. Cedrowa Łapa odsunęła od niej łapę.
— Och, widzisz... — Kuna przysunęła kawałek śmiecia do siebie. — Nawet ta mała gałązka mogłaby być znakiem. Może nim być wszystko. Trzeba jednak mieć umiejętność dobrej interpretacji, łączenia ze sobą kilku różnych faktów w całość. To cecha dobrego medyka.
— Hmm... Dziękuję — odpowiedziała Cedr, przylizując futro na piersi. — Myślę, że już wiem to, co chciałam.
— Jeżeli masz jakieś pytania czy zagwozdki, wiesz, gdzie możesz mnie znaleźć — uśmiechnęła się, patrząc jak kotka od niej odchodzi. Ach tak, teraz starsi...

***

A psik! A psik! A psik! Kunia Norka mogła usłyszeć głośne kichnięcia przy wejściu. 
— Jest tu kto? — miauknął ktoś z słyszalnie zapchanym nosem, zapuszczając się dalej w legowisko medyka — Chyba przydałoby mi się parę ziół...
Zanim Kuna zdążyła wyjść Gronostajowej Łapie na spotkanie, oprócz jego głosu uchwyciła uchem także odgłos wywrócenia się. Zastała kremowego niezdarnie łapami układającego na swoje miejsce porozrzucane i zgniecione liście malin. 
— Nic się nie stało — miauknęła do kocura, dając mu wzrokiem do zrozumienia, aby przestał. — W legowisku medyka lepiej uważaj następnym razem, a zwłaszcza patrz pod nogi.
— Tak, dobrze, mam katar — wymamrotał, przerywając kotce. Kunia Norka wzruszyła ramionami. 
— Tylko? I nic innego?
— A co miałbym mieć? — zdziwił się. 
— Na przykład przemoknięcie. Nie tak trudno wpaść do wody, wiesz?
Gronostajowa Łapa pociągnął głośno nosem. 
— Nic innego nie mam. Tak jakoś złapałem.
Skinęła mu głową i poszła, by złapać za potrzebne zioła. Wzięła ze sobą jałowcową jagodę i parę liści ogórecznika, które postawiła przed zdziwionym uczniem. 
— Aż tyle?
— Aby mieć pewność, że to nie przekształci się w żaden kaszel, czy poważniejszą infekcję. Zjedz — poleciła — poczujesz się lepiej. 
Kocur wzruszył ramionami i skrzywił się, czując nieprzyjemny zapach ziół. Po tym jak poznał ich smak skrzywił się nawet bardziej, a Kuna zauważyła przy wejściu kolejną kocią sylwetkę.
— Proszę! — miauknęła do kota, obserwując jak Gronostajowa Łapa spożywa zioła. Do nory weszła cicho Cedrowa Łapa, której medyczka posłała machnięcie ogonem na powitanie, nie odrywając wzroku od pacjenta.
— Dzień dobry. — Głos uczennicy był zachrypnięty i zmęczony. Zamilkła, widząc, że oprócz nich w legowisku jest także głośno mlaskający Gronostaj. 
— Fu... — wymruczał, kończąc obrzydliwy posiłek z leków.
— Lepiej?
— Chyba... Dziękuję — odpowiedział i odszedł, przechodząc obok Cedrowej Łapy.
— Jeżeli coś będzie nie tak to wróć... A tobie jak mogę pomóc? — zapytała, zwracając już spojrzenie w stronę Cedru. Kotka oblizywała kąciki ust.
— Boli mnie gardło, jak przełykam ślinę to również. Jest suche i no... bolesne — urwała.
— Pokaż — rozkazała medyczka, podchodząc bliżej uczennicy, która na jej polecenie otworzyła szeroko pysk. Widocznie było zaczerwienione, ale nie obrzęknięte i opuchnięte. Oceniała przez chwilę, zastanawiając się. — A kaszlesz? Boli cię głowa?
— Nie — odmruknęła gardłowo, z nadal otwartym pyskiem, który zamknęła, gdy Kuna odwróciła wzrok. — Co mi może być?
— A próbowałaś napić się wody? Wyglądasz na osłabioną. Pójdź do jeziora i wróć, jeśli nie będzie lepiej.
Cedrowa Łapa wyglądała na zawiedzioną odpowiedzią. 
— Naprawdę wystarczy tylko woda?
— Nietrudno jest się odwodnić. Gwarantuję ci, że poczujesz się lepiej... a jak nie to dam ci kilka ziół. Miejmy nadzieję, że to załatwi sprawę.

<Cedrowa Łapo?>

Wyleczeni: Cedrowa Łapa, Gronostajowa Łapa

16 kwietnia 2023

Od Kuniej Norki CD. Wiśniowej Iskry

— Zdajesz sobie sprawę, co zrobili twoi pobratymcy? Na moich oczach rozszarpywali bezbronnych członków klanu. Tych, których chroni kodeks wojownika. Tych, którzy w świetle prawa są nietykalni. Zbezcześcili to prawo. — Kocica zerknęła w stronę wyjścia, gdzie stał jeden z wilczaków. Nie był zainteresowany tym, co działo się w środku. — Dlaczego na to pozwoliliście? By ten wariat doszedł do władzy?
Kuna nie poruszyła się ani o długość wąsa.
— Nie pozwoliliśmy — odparła szeptem po kilku sekundach ciszy. Miała w głowie moment przejmowania władzy. Oszpeconych, upodlonych przyjaciół kończących jako niewolnicy. Nagle jej oczy rozszerzyły się. One wszystkie już odeszły. Wszystkie zdążyły umrzeć i uciec. Jak długo panował Mroczna Gwiazda? Zupełnie straciła rachubę czasu. Księżyce. Sezony. Lata... Taką część historii Klan Wilka spędził już pod jego łapą. I spędzi jeszcze więcej. — Przy wyborze lidera taki szary członek tłumu nie ma nic do powiedzenia.
— Jesteś medyczką — zauważyła Wiśniowa Iskra, przyglądając się burej kocicy. — Mogłaś wyrazić sprzeciw. Wielka Gwiazda nie wyglądała na kogoś, kto wybrałby na swego zastępcę kogoś takiego jak on.
— Chciałam być medyczką. To marzenie jednak nigdy do końca się nie spełniło — odpowiedziała miękkim, przygnębionym głosem. — Nie zastanawiało cię dlaczego tu jesteś? 
Wiśniowa Iskra jedynie oplotła ogon wokół swoich łap, nie wyrażając wyrazem pyska nic. Kuna cicho westchnęła.
— Mroczna Gwiazda zostawiłby cię w Klanie Burzy, bądź podobnie jak innych pozbawił życia, jednak z jakiegoś powodu... tu jesteś. — Jej oczy wpatrywały się w ziemię, jakby widziała w niej ducha. — W Klanie Wilka jest wiele kotów, które z łatwością mogłyby przejąć twoje miejsce. Lecz z jakiegoś powodu woli na swego medyka osadzić obcoklanowca niż wilczaka — parsknęła, jednak był to bardziej śmiech przez łzy. — Nienawidzi mnie jak karmy dla wron.
Nie słysząc ani jednego słowa w odpowiedzi, bura po prostu pokręciła zrezygnowana głową i odeszła w głąb nory. Nie powinna im wszystkim ufać. Gdy zaczyna to robić wszystko tylko się sypie.

***

Podała kilka ostatnich listków wrotyczy Ważkowemu Skrzydłu. Odkąd Deszczowa Chmura odszedł ich zapasy tak wyglądały – szarpane, nieświeże, ususzone, pełne braków i nadwyżek. Kunia Norka nie radziła sobie z regularnym zbieraniem. A teraz nadchodziła zima... być może wszyscy mieli rację? Nie nadawała się wcale na medyka? Czuła pustkę. Pustkę i ciszę w głowie, która stopniowo, jak płomień papier, wypalał i zamieniał w pył wszystkie myśli. Do jej uszu dochodził zgiełk rozmów w obozie, jednak w tym gąszczu dźwięków i bodźców nadal grzmiała w niej głucha cisza.
Nie do zniesienia.
— Jak było w Klanie Burzy? — zapytała szylkretkę, która leżała na swoim legowisku z przymrużonymi oczami. Prawdopodobnie próbowała zasnąć. — Przepraszam, nie chciałam cię budzić — położyła po sobie uszy.

<Wiśniowa Iskro?>

Wyleczeni: Ważkowe Skrzydło 

13 kwietnia 2023

Od Kuniej Łapy (Kuniej Norki) CD. Mrocznego Omenu (Mrocznej Gwiazdy)

Na pysku burej kotki widniało zamyślenie. Opuściła swoje legowisko myślami odpływając zupełnie gdzie indziej. Czarny...
Jej pysk skrzywił się, gdy przez ten potok przepłynął wizerunek jej brata. Fala wyrzutów sumienia po raz kolejny przeszła przez jej głowę, podobnie jak lodowaty dreszcz po plecach. 
— Myślisz o czymś. — Wzdrygnęła się, słysząc blisko znajomy głos. Kunia Łapa odwróciła się, by spojrzeć na kamiennie spokojną i niewzruszoną twarz wojownika. Kiedy on się obok niej znalazł? I skąd wiedział?
— Myślę — odparła i zamilkła. Nastała między nimi chwila ciszy. Czuła potrzebę wyrzucenia swoich smutków teraz, w tej chwili, jednak Omen... Nie była pewna. Był niepokojący. Miejscami nawet straszny. Dziwnie zimny i odległy, o chłodnym sposobie mówienia i specyficznym tonie mówienia wywołującym dreszcze. Nie był jednak złym kotem. Wierzyła w to. Wiedziała to. To była tylko okładka, a Kuna nigdy nie oceniała kotów po okładce. Był jej nauczycielem, a ona była jego ratowniczką. Uczennica uśmiechnęła się nieznacznie. Nie musiała się obawiać Mrocznego Omenu.
— Myślę o Czarnym Strumieniu — przyznała, zwieszając głowę, a wzrok wbijając we własne łapy.
— Każdy kot kiedyś odchodzi. Prędzej, później. Wszyscy powrócimy do ziemi. — Przez grzbiet Kuniej Łapy przeszły kolejne drgania. Beznamiętny głos kocura wprawiał ją w jeszcze większy lęk i przygnębienie. Nie powinna myśleć o śmierci. Wiedziała, że to jedynie wszystko pogorszy.
— Walczył za klan. — Zmieniła temat, nie podnosząc głowy, by spojrzeć na Omena. — Walczył za mnie — dodała ściszonym głosem. Łza spadła na jedną z jej łap, a wargi zaczęły drżeć, próbując zatrzymać każdy płaczliwy odgłos.
— Poświęcił swoje życie dla Klanu Wilka. Zmarł szlachetnie — kontynuował, nie reagując na płacz kotki. Kunia Łapa podniosła w końcu głowę, by spojrzeć w gwiazdy. Gwiazdy... To wiele jasnych, migotających punkcików, gdzie przebywali zmarli bohaterowie. Czy Czarny Strumień tam był? Czy nie pochłonęła go natura, tak jak uczył ją Mroczny Omen i Oszronione Słońce? Czuła się zagubiona.
— Czy Klan Gwiazdy... t-tam jest? — zapytała, wpatrując się bez mrugania w nocne niebo. Zimny wiatr zmierzwił ich sierść.
— Czyżbyś nie wierzyła w nasze wierzenia?
— Ja... sama już nie wiem.
Wszystko wokół wydawało się być takie zimne, odległe i zamglone. Nie wiedziała gdzie leży prawda. Nikt nie potrafił jej wskazać. Każda próba znalezienia tej jednej, słusznej wiary kończyła się zwątpieniem. Chciała wierzyć, że jej brat tam był. Zamrugała, czując ból i przemarznięcie swoich oczu. Czy Czarny, jeżeli jest na srebrnej skórze, jej wybaczył?
— Sama wybierasz w co wierzysz — powtórzył, wstając i odchodząc. Kotka spojrzała się w jego stronę zdziwiona. Nie mógł jej zostawić z wątpliwościami! Nie potrafiła stanąć przed wyborem! Skąd miała to wszystko wiedzieć?
— Czekaj — wymruczała bez skutku, patrząc jak smolisty ogon wojownika znika w legowisku. Dlaczego ją pozostawił? Miała tyle pytań... Napuszyła sierść. Po zmroku było już zimno... potwornie zimno.
Po raz ostatni posłała gwiazdom niepewne spojrzenie i wróciła do siebie.

***

Nakładała w pośpiechu opatrunek na ugryzioną łapę Stokrotkowej Polany, która kiedy tylko medyczka skończyła porwała się w wir walki. Wrzask, skowyt i syk nie ustępował, a bombardował jej uszy ze wszystkich stron. Gęsi Wrzask nie miał problemu, by ze wściekłością rzucić się na wrogiego wojownika i zrzucić go z wilczaka, by pomóc mu z obrażeniami. Kunia Norka nie miała odwagi i ochoty. Medyk nie powinien walczyć. Medyk nie powinien martwić się o własną skórę, a Kuna drżała ze strachu. Pryskająca krew pozostawiła na jej sierści czerwone cętki, a w oczach burej medyczki każdy zapomniał o litości. Na zgromadzeniach wesoło rozmawiali, a teraz to wszystko odchodziło w niepamięć. Powinni żyć w pokoju! Dlaczego Klan Burzy niszczył ostatnie z rzeczy, które przynosiły jej jakąkolwiek radość? Zawsze myślała, że są pokojowi... Nienawidziła przejeżdżać się na swoim zaufaniu. Zacisnęła zęby.
Źrenice Kuniej Norki zwęziły się w przerażeniu. Przytuliła się do trawy, a wróg przeskoczył zaraz nad nią, pazurami muskając nastroszone kępki sierści. Jedyne co teraz słyszała to zagłuszający pisk tętna, gdy kocur otrzepywał się z ziemi w wściekłości. Nie miała gdzie się wycofać. Miała wybór – prosto w pole bitwy bądź na spotkanie agresywnemu wojownikowi Klanu Nocy. Przez jej głowę przebiegały setki panikujących myśli. Wojownik szedł w jej stronę pewnym krokiem.
— Gdzie uciekasz, parszywa wilczacka kanalio? — zaśmiał się, odsłaniając ostre kły, które tylko czekały na zasmakowanie kolejnej krwi. Zatrzymała się lisią odległość od kocura, który zbliżał się ociężałym, powolnym krokiem, żywiąc się jej przerażeniem. Medyczka wysunęła pazury. Trzymając się na ugiętych, drżących łapach nie było cienia szansy, że zrobi z nich jakikolwiek pożytek. 
Czy to ten moment, gdy powinna się pożegnać?
Przez pysk nocniaka nagle przebiegła głęboka szrama, a Kuna wstrzymała oddech. Szary wojownik swoją masą przygniótł do ziemi zaskoczonego wroga, brutalnie podduszając. Mimo szarpania nie ustępował, jedynie wbijał w agresora nienawistnie oczy.
— Mysikrólik! — krzyknęła, nie potrafiąc wykrztusić z siebie żadnego innego słowa. Jej oczy jedynie śledziły przebieg walki. Krew płynęła Mysikróliczemu Śladowi po barku z bolesnej, głębokiej rany, jednak nie pokazywał po sobie żadnej słabości. Gdy zobaczyła niebezpiecznie zbliżające się nawzajem zęby do własnych krtani zacisnęła mocno powieki, wycofując się. Nie chciała tego widzieć...
Jęki i rzucanie się w pogoń. To usłyszała i zdobyła się na odwagę, by otworzyć jedno z oczu. Niebieski ciężko dyszał, a jego siostra wpatrywała się w niego przez kilka uderzeń serca, nadal nie mogąc wyjść z szoku.
— Nie pozwoliłbym tej zapchlonej skórze cię dopaść — wymruczał, uśmiechając się słabo. Kunia Norka odpowiedziała mu tym samym. Nie potrafiła znaleźć słów, które opisałyby jej wdzięczność. Natychmiast zaczęła szukać pajęczyn i ziół na wzmocnienie dla brata, jednak gdy podniosła z powrotem pysk, by mu je podać kocura już nie było. Kotka kręciła się przez chwilę zaniepokojona. Uciekł..? Ale był ranny! Co jeżeli sobie nie poradzi? — zapytała samą siebie w głowie.
Poradzi, zapewniła samą siebie w myślach. Zawsze sobie radzili, niezależnie od sytuacji.

***

Ostry swąd krwi unosił się w powietrzu, podobnie jak lawirujące, zwiewane przez zimny wiatr kępki futra. Cała chmara wojowników wracała do siebie. Zakrwawieni, obolali, wymęczeni... jednak zwycięscy.
Kunia Norka widziała dziś jednak za wiele. Szła na końcu, poddając się z opatrywaniem rannych. To już nie było to samo. 
Każdy następny wschód słońca sprawiał, że Klan Wilka stawał się tylko coraz ciemniejszym, splamionym miejscem. Była zmuszona patrzeć, jak najbliżsi rozrywają sobie gardła jak najgorsi wrogowie. Jak Nocna Tafla była sprowadzona do roli szmaty. Jak każdego poranka wszyscy stają do walki, by tylko doskonalić się w roli maszyn do zabijania. Nawet Kunia Norka widziała, jak wszystko się wali i łamie. Kodeks obumierał. Strach i respekt, jakim darzony jest Mroczna Gwiazda tylko rósł, jak i jego poparcie. A ten jeden kocur potrafi sprawić, że pociągnie się za nimi lawina martwych ciał. Czy to kara, Klanie Gwiazdy? Brutalne zamienianie ukochanego Klanu w piekło?
Musiała się zobaczyć z Mysikrólikiem.
Wyczerpana, lecz zdeterminowana przechodziła między wojownikami, co rusz nakładając pajęczynę na poważniejsze obrażenia współklanowiczów. Nikt nie był jednak na tyle ciężko ranny, by miało to doprowadzić do jakiegokolwiek zagrożenia życia. Nikt z mijanych przez nią kotów jednak nie przypominał również Mysikróliczego Śladu. Popadła w lekką panikę, uspokajaną sama przez siebie, że zaraz się odnajdzie. Przecież los nie zadrwi z niej jeszcze bardziej. Nie miałby czelności odebrać jej ostatnich bliskich. 
Nie mógłby. Nie mógł być tak okrutny i bezlitosny. Nie zabrał ze sobą do Klanu Gwiazdy najlepszego przyjaciela, ukochanego braciszka, jedynego kota, który był przy niej zawsze, niezależnie od wydarzeń.
— Gdzie jest Mysikróliczy Ślad? — zapytała drżącym głosem Gęsi Wrzask. 
— Na srebrnej skórze — burknął oschle medyk i odszedł od kocicy, która stanęła w miejscu jak wryta.
Żartował. 
Musiał żartować.
Przełknęła ciężką gulę. Jej wytrzeszczone oczy patrzyły prosto przed siebie. Zdusiła w gardle krzyk rozpaczy. Mysikrólik nie mógł odejść... on nie mógł jej opuścić. Kuna nie kontrolowała własnych łez. Trzęsące się łapy nie potrafiły jej utrzymać, upadła na ziemię, drżąc z bólu. Wilczaki z odrazą obchodziły ją jak gnijącą padlinę. Nie powstrzymywała jęków i skomleń. Cierpiący lament uciekał z jej ust, absorbowany przez ziemię i trawy, w których chowała twarz. Ilu ukochanych jeszcze straci? Ilu ten okrutny świat jeszcze zamierza jej wyrwać z objęć, jak kocię matce? Nawet nie zdawała sobie sprawy, że za nią stoi sam lider, przyglądając się potwornie słabej, rozgoryczonej kotce.

<Mroczna Gwiazdo?>