BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórczy Puch x Pierwomrówcza Gracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórczy Puch x Pierwomrówcza Gracja. Pokaż wszystkie posty

15 lipca 2025

Od Przepiórczego Puchu CD. Pierwomrówczej Gracji

To nie był pierwszy raz, gdy słyszała, że pozornie niewinne zabawy jej córki budziły niepokój wśród niektórych wojowników, zwłaszcza tych bardziej doświadczonych. Opinia klanu nigdy nie stała dla niej wyżej niż rodzina, ale znając typowe zachowanie Pierwomrówki, w końcu musiała zareagować.
Na początku tylko obserwowała. Nie narzucała się, a jedynie spoglądała ukradkiem, gdy nadarzała się okazja. Teraz, zza grzbietu młodej wojowniczki, mogła wyłapywać niektóre słowa, które kierowała do Zawodzącej Łapy. Gdy młodzieniec odszedł w tylko sobie znanym kierunku, nie ruszyła się. Czekała.
Pozwoliła, by Pierwomrówcza Gracja sama ją dostrzegła. Ilekroć słyszała pełne imię córki, wzdrygała się. Drugi człon, ta nieszczęsna "Gracja", przypominał jej o przeszłości, o której wolałaby nie pamiętać. Powracający za każdym razem ból w sercu miał niemalże identyczne natężenie.
Otrząsnęła się, starając się skupić na słowach czekoladowej kotki.
— Jeszcze nie zrobiła — odpowiedziała bez namysłu. — A to oznacza, że wciąż może. Krzywda nie musi być fizyczna, by dało się kogoś dogłębnie zranić. 
Przepiórczy Puch starała się podejść do tematu ostrożnie, trochę okrężnie. Znała przewrażliwienie córki na pewne tematy — zwłaszcza te, które zbyt bezpośrednio ją dotykały.
— To tym bardziej nie widzę problemu. Grupowanie się wśród młodych podnosi morale. Daje poczucie przynależności, docenienia…
— Od tego jest klan. Nie potrzebujemy takich podgrupowań — odparła łagodnie.
Widziała, że Pierwomrówka nie była zadowolona. Może nie złościła się, ale coś w niej się spięło. Ruchy miała bardziej sztywne, spojrzenie nieco zwieszone, jakby z pewnym zawodem.
— Mówisz tak, jakbym organizowała rebelię z wojowników, a nie zabawy dla uczniów, którym nadal mleko kapie z wąsów. Nie martw się, wszystko odbywa się w bezpieczny i kontrolowany sposób — zapewniła córka.
Gdyby wszystko było takie proste, Przepiórczy Puch nie musiałaby jej ciągle śledzić i nie stałaby tu teraz, próbując w ten nieudolny sposób przeprowadzić poważną rozmowę.
Jej dzieci były mieszanką najróżniejszych cech. Skowronek i Firletka odnaleźli się w legowisku medyków, wiernie służąc klanowi. Dzwonek był dzielnym wojownikiem, a Knieja, choć nie błyszczała optymizmem, dawała sobie radę jako przewodniczka.
Ale Pierwomrówka… Gdzie ją umieścić w tym układzie? Ukończyła trening, ale jakim kosztem? Od Czuwającej Salamandry nasłuchała się swego czasu wiele, a to nie było jedyne źródło zaniepokojenia. Coraz częściej dochodziły do niej sygnały, że zachowanie dymnej kotki budzi u niektórych niepokój.
— Z perspektywy innych to nie wygląda tak spokojnie — powiedziała cicho. — Zresztą, jesteś już pełnoprawną wojowniczką. Chyba nie będziesz miała już czasu na takie zabawy. Może pora przekazać to komuś młodszemu, a samemu skupić się na dorosłości? — zaproponowała, tym razem już dość bezpośrednio.
Pierwomrówcza Gracja zmierzyła ją spojrzeniem pełnym mieszanych emocji. Wydawała się odrobinę zdziwiona, a może i lekko zraniona.
— Zobaczymy — odparła sucho. — Właśnie, jestem dorosła. Mam sporo do zrobienia. Porozmawiamy potem, dobrze? — rzuciła, odchodząc. — Pa, mamo.
Przepiórczy Puch rozchyliła pysk, gotowa odpowiedzieć, ale jej słowa zagłuszyły już oddalające się kroki kotki. Zmrużyła oczy, wpatrując się w znikającą za krzewem sylwetkę.
To nie była dobra rozmowa. Nie taka, jaką powinna przeprowadzić matka.

***

Ostrożnie przyglądała się każdemu, mknącemu po ziemi cieniu w pobliżu granicy. Szukała. Wypatrywała córki z nadzieją że żyje, że wciąż jest gdzieś blisko. Choć polecenia Króliczej Gwiazdy były jasne, a dla niej — matki zdrajczyni — bolesne, to nadal podążała naprzemiennie to za sercem, to za tym znacznie cichszym, choć wciąż słyszalnym głosem rozsądku.
Nie była pewna, ile jeszcze ma do stracenia. Dotarły do niej już słowa o wątpliwościach w jej lojalność wobec klanu — nie tylko przez to, że co każdy patrol rozglądała się za Pierwomrówką, ale też z uwagi na to, kim tak naprawdę była i skąd pochodziła. Dopiero teraz słyszała te szepty wyraźnie. Pojawiły się nawet pytania, czy Królicza Gwiazda nie popełnił błędu, czyniąc ją zastępczynią. Nie odpowiadała nigdy nikomu.
Ogonem zmiotła kawałek ziemi, siadając w milczeniu. Swe spojrzenie utkwiła w pustej przestrzeni. Spoglądała w dal z taką intensywnością, jakby miała tam nagle pojawić się dobrze jej znana sylwetka.
Ale tak się nie stało.
Nie stało się tak dnia poprzedniego, nie miało to miejsca dzisiaj i doskonale zdawała sobie sprawę, że jutro rezultat będzie identyczny.
Pierwomrówka odeszła i jedyne, w co Przepiórczy Puch mogła teraz wierzyć, to w to, że jej córka miała się dobrze z daleka od wszystkich klanów. 

[koniec sesji]

01 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji) CD. Przepiórczego Puchu

Skrzywiła się lekko, lecz może coś było w słowach matki. Gwiezdni stawiali jej przed niełatwym zadaniem. Chcieli zobaczyć czy jest gotowa. Czy podoła wyzwaniu. Westchnęła ciężko. Los wybranki gwiazd był zawiły. Jej droga na szczyt usiana była mysimi głąbami.
— Może coś jest w tym co mówisz. — przyznała niechętnie matce rację.
Uśmiech kotki był ciepły. Niczym promienie słońca. Pierwomrówka chciała dłużej zatrzymać ją dla siebie, nim ta znów zatopi się w obowiązkach klanowych. Przybrała dramatyczną pozycję, niemal padając u łap matki. 
— Ale i tak, cóż to za niedola. Jak możesz biernie patrzeć, gdy krzywdzą twe ukochane dziecię. — jęknęła tragicznie. 
Poczuła jej dotyk i uniosła wzrok. Para zielonych ślepi wpatrywała się w nią. I tylko w nią. Jakby była całym światem. Matka zawsze miała do niej słabość. Z resztą jak ojciec. Firletka mogła się kisić z bratem w legowisku medyków. Niech obydwoje dla rozrywki żrą sobie te zioła. 
— Jesteś naprawdę dzielna, a ja bardzo dumna. — miauknęła szylkretka, gładząc córkę po łebku. — Chodź, pomogę ci wyczyścić futerko i pójdziemy razem do Szepta. 
Pierwomrówka na wzmiankę o ojcu zerwała się na równe łapy. On będzie w pełni ubolewał nad jej tragicznym losem. Może nawet nakłoni go by wrzucił krnąbrną wojowniczkę pod pędzącego Potwora. 
Uśmiechnęła się radośnie na tą wizję i z wielką chęcią przystała na propozycję matki. 

* * *

Minęło tyle księżyców, a matka wciąż pozostawała na stanowisku zastępcy. Pierwomrówce nie podobało się to. Tym bardziej, że ukończyła już szkolenie. Mogła zostać jej zastępcą. Królik powinien już paść. Nie rozumiała dlaczego wciąż śmiał trzymać się w zdrowiu. Gdyby tylko Firletka tak nie pękała mogłaby pomóc ukochanej siostrze posłać lidera na inny świat. 
Obserwowała uważnie Króliczą Gwiazdę. Próbowała znaleźć jego słabe punkty. Skrywane słabości, największe sekrety. Niestety czarny był typowym szarym przedstawicielem społeczeństwa. Gwiezdni byli zbyt litościwi wręczając mu życia. Ich łaska jeszcze ich zgubi. 
— Co robisz? 
Mała kopia ich lidera spoglądała na nią zaciekawiona. Otuliła młodszego ucznia ogonem. Musiała jeszcze solidnie wyprać mu ten niewinny kocięcy móżdżek zanim będzie gotowy walczyć w jej imieniu. 
— Dobry wojownik umie  zbierać informacje o wrogu niezauważony. To umiejętność, którą trzeba wciąż doszkalać by być najlepszym. — odparła dumnie. 
Czarny niepewnie zaszurał łapką o ziemię. 
— Ale ja cię zauważyłem...
Pierwomrówka zamierzała wyjść z tego z pyskiem w górze. Podeszła do niego i usiadła obok Echo. Spojrzała na niego z góry. 
— Bo ci na to pozwoliłam. 
Oczka ucznia zaświeciły. 
— Jejku, nauczysz mnie tego? 
Zaśmiała się cicho. Trochę teatralnie. 
— Przyjdzie i na to czas. A teraz leć. Poćwicz na Gradzie. Ten staruch jest już połowicznie głuchy. — odesłała swego przyszłego sługę. 
Patrzyła jak uczeń oddala się. Westchnęła. Nie spodziewała się, że przywództwo tyle będzie od niej wymagać. Zabawa z najmłodszymi była jednak inwestycją w przyszłość. Za młodu były podatniejsze na ukształtowanie ich w konkretną stronę. A wyuczona lojalność nie zawiedzie. Odwróciła się w stronę, gdzie jeszcze niedawno stał lider, ale zamiast niego ujrzała swoją matkę. Nieco zaskoczona podeszła do kotki. 
— Mamo, co tutaj robisz? Zrobiłaś sobie przerwę w obowiązkach, by nacieszyć się moją osobą? — miauknęła radośnie, ocierając się o bok kotki. 
Szylkretka uważnie obserwowała córkę. Widziała czułość i zmartwienie w jej ślepiach. Matka zbyt naiwnie podążała za bezsensownymi ideami. 
— Cieszę się, że tak zajmujesz się najmłodszymi. — zaczęła kotka, opierając łeb na głowie córki. — Lecz martwię się by nie posunęło się to za daleko. 
Pierwomrówka uniosła brew. Zakładanie własnej sekty przecież nie było niczym złym. Szczególnie jeśli miało to względzie dobro klanu. Pozbycia się króliczego bobka ze stołka. 
— Wiesz jakie są kociaki. Mają mnóstwo energii. Zabawa w tajne bazy nikomu krzywdy nie zrobiła. — odparła dumnie. 

<matko?>

11 stycznia 2025

Od Przepiórczego Puchu do Pierwomrówki (Pierwomrówczej Łapy)

Cisza panująca w żłobku była wręcz kojąca dla jej uszu. Delikatne promienie światła przenikały przez wąskie wejście, wypełniając wnętrze złotym blaskiem. W powietrzu mieszał się zapach świeżo wymienionego mchu z subtelną wonią mleka. Jedynymi dźwiękami, jakie docierały do niej, były spokojne oddechy dwójki małych kotek. Uchyliła zamglone oczy, spoglądając na ułożone przy jej boku i skryte w jej futrze ciałka. Nie spały wtulone w siebie, a ich boki poruszały się cyklicznie, w tempach ich oddechów.
Pierwsza z nich przywodziła jej na myśl ojca. Futro łączące w sobie brąz i biel, zielone ślepia. Ilekroć to sobie uświadamiał, wzdrygała się i czuła nieprzyjemny ucisk w sercu. Kochała córkę, ale miała wrażenie, że jej wygląd jest jej karą za opuszczenie granic Owocowego Lasu. Z innej strony przyklapnięte uszy przypominały jej o matce, co sprawiało, że w środku robiło jej się znacznie cieplej, w ją samą ogarniał nagły spokój.
Druga, jaśniejsza z pociech, była mieszanką ich wszystkich. Widziała w niej coś z Szepta, ale o normalnych uszach i znacznie mniejszej ilości bieli. Wielobarwne futro mieszało ze sobą liliowe i kremowe barwy, przywodząc jej na myśl naturę.
To właśnie jej imię wybrała sama. Firletka, jak jeden z jej ulubionych kwiatów. Koteczka była urocza, a więc zasługiwała na ładne miano.
Dla sprawiedliwości drugie kocię nazwał Szepcząca Pustka, jednak słysząc jego propozycję, Gracja była pewna zejścia na zawał. Bardzo niechętnie przystała na ostateczną wersję. Pierwomrówka. Imię wydawało jej się dziwaczne. Nie przekonywał jej argument wyjaśniający, iż jest to odmiana mrówki, a to przecież takie pracowite owady i to dobrze młodej wróży. Kreatywność kocura bywała zarazem zaskakująca i załamująca. Jej zdaniem brzmiało to z lekka komicznie i było celową próbą skrzywdzenia niewinnej koteczki. Przepiórczy Puch nie była gotowa nikomu tłumaczyć, że jej córka ma imię od jakiejś zmutowanej mrówki.
Pierwomrówka, jakby wyczuwając, że ktoś dużo o niej myśli, przeciągnęła się i leniwie uchyliła ślepia, wbijając zainteresowany wzrok w matkę. Jej ciało wygięło się w łuk, a drobne pazurki wczepiły się w stanowiący podłoże mech. Zamlaskała kilkukrotnie, nim nie obejrzała się i przyjrzała przez chwilę siostrze.
Gracja mimowolnie uśmiechnęła się.
— Dzień dobry. Dobrze się spało? — spytała cicho, by nie wybudzić Firletki.
Czekoladowa przekręciła się na plecy, ponownie wyciągając łapy przed siebie. Jej bezbronna poza wywołała w starszej wzruszenie.
— Całkiem dobrze — odparła. — Podziwiałaś moje śliczne futerko? — spytała nagle.
Z początku wydawała się zaskoczona tym spostrzeżeniem, jednak zaraz to roześmiała się krótko.
— Tak, to prawa, jest bardzo ładne. Podobne do mojego — stwierdziła i ugryzła się w język, nim zdołałby dodać "I do mojego ojca".
— Jedyne w swoim rodzaju — rzekła z dumą, zrywając się na równe łapy i prostując, by jej widok był w pełni do podziwu. W promieniach wpadającego do wnętrza światła, jej sierść rzeczywiście zdawała się błyszczeć. — Nie mogę tracić czasu na siedzenie w żłobku, inni muszą móc ujrzeć to piękno.
Ochoczo po tych słowach pokierowała swe kroki w kierunku wyjścia, jednak Przepiórczy Puch zaraz to zerwała się i zastawiła jej drogę. Była gotowa na wszelkie wybryki młodej, a więc delikatnie przysłoniła jej ogonem widok na obóz.
— To bardzo szlachetna myśl, móc pozwolić innym nacieszyć swój wzrok takim pięknem, jednak może wstrzymaj się na dziś i potrzymaj ich dłużej w niepewności, a swoje futerko pozwolisz im popodziwiać, jak już zaczniesz trening? — zaproponowała.
Pierwomrówka spojrzała na nią poniekąd krzywo, jednak po chwili wykonała ruch podobny do wzruszenia ramionami i sprawnie odpuściła, zabierając się za pobudkę siostry.

***

Okres kocięcy Pierwomrówki i Firletki zdawał się szybko minąć. Teraz obie były uczennicami, jednak każda z nich obrała inną drogę do podążania. Liliowa przyłączyła się do brata w zakątku medyków, natomiast Pierwomrówcza Łapa miała całe uczniowskie legowisko dla siebie. Pożarna Łapa po swoim wybryku nadal odbywała karę, więc może i jej córka nie miała szans na zawarcie nowych znajomości wśród rówieśników, ale za to nie miała też złych przykładów do naśladowania.
To, co jednak ją w tym wszystkim niepokoiło, to wyraźny brak nici porozumienia pomiędzy czekoladową a jej mentorką. Co więcej, Pierwomrówka nie kryła się z niechęcią wobec Czuwającej Salamandry i nieustannie powtarzała matce o tym, do czego rzekomo zmusza ją kronikarka. Ilekroć mówiła o tym, jej ogon zdawał się drżeć z irytacji, a w głosie słychać było wyraźne oznaki buntu.
Problem rodził się w momencie, gdy po rozmowie ze wspomnianą kotką, to nie ona okazywała się rzeczywistym problemem.
Przepiórczy Puch wiedziała, ile uwagi niegdyś poświęcała swoim córkom i jak bardzo jedna z nich jej łaknęła mocniej. Szept również nigdy nie szczędził się w rozpieszczaniu dzieci i teraz najwyraźniej trzeba było znieść tego skutki.
Słońce powoli zbliżało się ku horyzontowi, a delikatne podmuchy wiatru mierzwiły jej futro. Po przemyśleniu sobie wszystkiego wsunęła pysk do uczniowskiej nory, bez żadnego problemu odnajdując mniejszą kopię swojego ojca, która była jedyną rezydentką tego miejsca.
— O, mamo. — Wydała się zaskoczona. — Nie byłam gotowa na wizyty, nie zdążyłam poprawić futerka — westchnęła, liżąc łapę i przecierając nią ucho. — Widzisz, co ta okrutnica ze mnie robi? Szkaradę! — wyjęczała zdruzgotana.
Gracja obejrzała się, po czym weszła w głąb legowiska i przysiadła obok córki, ciasno splatając ogonem przednie łapy, gotowa na dłuższą pogawędkę.
— Żadna szkarada, ty zawsze wyglądasz pięknie — zapewniła. — Poza tym wyglądasz teraz jak prawdziwa wojowniczka. Taka, która stoczyła walkę, która wyszła z niej zwycięsko i teraz ocieka chwałą — rzuciła pogodniej.
Pierwomrówka spojrzała na nią z pewną podejrzliwością, przestając na chwilę czyścić futro. Wokół niej zdawały się wirować pojedyncze drobinki kurzu.
— Dzięki mamo, ale wolałabym nie mieć na sobie tyle piachu, ile ta parszywa jędza ma pajęczyn w głowie — fuknęła, kontynuując intensywne czyszczenie się.
Wojowniczka westchnęła, obserwując uważnie córkę. Jej ruchy zdawały się na tyle intensywne, jakby chciała z siebie zrzucić nie tylko kurz. Przepiórka zerknęła nerwowo w bok.
— Nie mów o niej tak brzydko — poprosiła. — Czuwająca Salamandra nie jest najgorszym, co mogło cię spotkać — dodała. — Po prostu musisz potraktować to jako znak od losu. Ci... Gwiezdni — zaczęła ostrożnie, bo przecież nadal jej pojęcie o panującej w klanie wierze było na niskim poziomie — zobaczyli, jaka jesteś silna i wspaniała. Wiedzieli, że tylko ty podołasz wyzwaniu przetrwania treningu pod okiem kogoś tak... tak specyficznego — doprecyzowała. — To twoja pierwsza walka do stoczenia. Jeśli wygrasz ją, poradzisz już sobie ze wszystkim w życiu.

<Pierwomrówcza Małpo Łapo?>