BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nimfie Zwierciadło x Piórolotkowy Trzepot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nimfie Zwierciadło x Piórolotkowy Trzepot. Pokaż wszystkie posty

15 grudnia 2024

Od Piórolotkowego Trzepotu CD. Nimfiego Zwierciadła

 Dni się zlewały w jedną całość. Kocur stracił poczucie czasu, robiąc podstawione mu pod nos zadania, które utrzymywały go w pionie. Kto wie, jak by się to skończyło w innym wypadku? Gdyby nie miał co robić? Czy wtedy zostałby sam na sam ze swoimi męczącymi myślami? Oh, to by było jak wyrok. Jego własna głowa zaczynała go przerażać, jednak nie wiedział czemu. Co noc śniły mu się koszmary, jednak za każdym razem gdy otwierał oczy, te znikały z jego głowy, nie pozostawiając po sobie nic innego prócz poczucia, że coś jest nie tak. Wiedział, że jest nie tak. Wiedział, że coś się z nim działo, jakby oblepiło go coś lepkiego, z czego nie mógł się uwolnić. Uporczywa pajęczyna. I pomimo irytującego, gryzącego zmęczenia i prześwitów świadomości które dopadały go raz za razem, skutecznie te uczucia ignorował. W końcu jeśli zignorujemy problem, to rozwiąże się sam, prawda? HAH. Naprawdę powinien iść do psychologa. Niestety nie było takowego w obozie, a kocurowi pozostawało być zdanym na łaskę klanowiczów. 
- O nie, przepraszam, nie chciałam. Czy... czy wszystko w porządku? - Kocur spojrzał raz na nią, raz na swoje łapy, powoli się uspakajając. Raz, dwa, głęboki oddech... przyłożył sobie łapę do piersi, próbując znów włączyć zdrowe myślenie. 
- Nie, nie, wszystko dobrze - odpowiedział zaraz szybko, chociaż czy było rzeczywiście dobrze, każdy mógł zobaczyć sam - Jeju, przestraszyłem cię? Nie chciałem, ja, ja ten. - zamilkł, czując jak przebodźcowanie tego dnia sięgało granicy. Chciało mu się płakać przez własną niemoc. I to już drugi raz. - Czy możemy już wrócić...? - spytał w końcu błagalnie, z oczami ułożonymi na swoich łapach. To było o wiele za dużo. Nenufara na szczęście nie myślała zbyt długo, pozwalając by kocur wrócił do swojej bezpiecznej, ciasnej nory. 
- Dobrze, a teraz druga - Cierpliwy głos dotarł do jego uszu, jakoś przedzierając się przez głośny szum w głowie i wybudzając z chwilowego transu. Nenufara próbowała zmierzyć się z lękiem Lotka, co jakiś czas dając sobie za wyzwanie wyciągnięcie go poza bezpieczne ściany obozu, krok po kroku. Nie rozumiał jednak, czemu? Czemu próbowała go stąd wydobyć? Czemu chciała tam iść? Tam, gdzie coś tak bardzo ich nie chciało? To po pierwsze, a drugie... Czemu się tak koszmarnie bał tego, co zobaczy, gdy postawi łapy poza wyjściem z obozu? Na moment coś mignęło mu przed oczami, pozostawiając za sobą jedynie nieprzyjemny posmak na języku. Jak podczas prób przypomnienia sobie snu, coś surowego, jak łapanie uczucia, jakiegoś sygnału nerwowego, który do niczego końcowo nie prowadzi, znikając zanim umysł zrozumie, co owy sygnał znaczył. Zatrzymał się gwałtownie przy końcu szuwarów, niezdolny do dalszego ruchu. Łapy wrosły mu w ziemię, na plecach poczuł lepki oddech, który był niczym sygnał podnoszący puchatą sierść w górę. Rozejrzał się w panice dookoła. Nagle przyjazne liście stały się najgorszym wrogiem, który miał za zadanie skryć gorsze zło. Czaiło się w nich, gotowe by zaatakować, wbić swoje rude kły w koci kark. Wzrok pointa wylądował na podłożu, pysk chwycił gwałtownie powietrze, które jak się okazało, przez chwilę nie docierało do jego płuc. Z jakimś opóźnieniem umysł przypomniał sobie, jak się oddycha. Otoczenie nie miało teraz żadnego znaczenia, potrzebował znaleźć jakiś punkt który pomoże mu się skoncentrować i przestać walczyć z własnym ciałem. Tylko gdzie był? Nagle poczuł czyjś dotyk w bark, który brutalnie przywołał go na ziemię, powodując gwałtowne, bolące zabicie serca. Kocur odskoczył w tył nastroszony, z pazurami gotowymi do samoobrony, szerokimi spodkami w oczach patrząc na "niebezpieczeństwo", którym była nie kto inny jak Nenufara, zdająca się być równie zaskoczona, co on sam. 

··▪⟣▫ᔓ·⭑⚜⭑·ᔕ▫⟢▪··

- Piórolotku! - znajomy głos obił się o jego uszy, a sam kocur uniósł zaspane ślepia. Przed nim stała Cyranka, jednak nie była ona do końca tą samą Cyranką, którą zapamiętał w ostatnie dni przed katastrofą. Jej młodsza, zdrowa wersja ze wszystkimi łapami zdawała się wręcz promienieć. Oj Kawko, byłabyś taka dumna ze swoich dzieci. 
- Hm? - przymknął nieco zaspane ślepia - Co tam? 
- Patrz, patrz! Mam nowe piórka, widzisz? - Kotka obróciła się dwa razy dookoła własnej osi, pokazując swoje nowe nabytki z dumą i ekscytacją malującymi się na pysku. 
- Mmm, rzeczywiście ślicznie - odpowiedział w półśnie z uśmiechem na pysku - Mi też kiedyś jakieś przynieś, dobrze? Udaje ci się znajdować naprawdę ładne - Wymamrotał.
- Ph, może przyniosę, skoro bardzo chcesz... ale najpierw, patrol. Wiesz, że jesteś spóźniony? - Spojrzała na niego z góry, już doroślejsza jej wersja. Łapa zniknęła, pozostawiając za sobą znajomy kikut. 
- Aaaa naprawdę?! - nagle zerwał się jak oparzony, oglądając swoje futro, legowisko dookoła po czym wyskoczył na zewnątrz z bijącym sercem, pozostawiając za sobą dwójkę wojowników, którzy popatrzyli na siebie zmieszani, może zlęknięci. Gdy jednak znalazł się na zewnątrz nie było ani Cyranki, ani patrolu. Rozejrzał się jeszcze zmieszany po otoczeniu, w końcu podchodząc do Sumowej Płetwy. 
- Hej, hej, przepraszam, nie widziałeś może Cyranki? Mieliśmy iść dzisiaj łowić ryby, jednak gdzieś mi uciekła. Albo patrol już może wyszedł? Widziałeś? - Wojownik patrzył na Lotka przez moment nie wiedząc do końca co powiedzieć, jednak nie wyglądał na zaskoczonego. Czyżby to nie był pierwszy raz, kiedy point o to pytał?
- Tak, już wyszli. W ramach zadośćuczynienia miałeś zająć się sprzątaniem żłobka. 
- ... Rozumiem - Piórolotek, zawstydzony sobą i swoją niesubordynacją, podreptał w stronę kociarni. To nie był chyba pierwszy raz, prawda? Jakimś cudem zawsze zasypiał na patrole, a te wychodziły bez niego, pewnie czekając wcześniej jakiś czas. Zmarkotniały dopadł do kory i pewnie siedziałby tak przez dłuższą chwilę, gdyby nie Nimfa, która zmaterializowała się obok niego, prosząc o coś, coś z jakimś zielnikiem, czy czymś. Ah tak, było mówione, jednak niezbyt ta wiadomość do Lotka dotarła ani niezbyt go interesowała. Nie miał ochoty nigdzie wychodzić, jednak musiał też coś robić, prawda? Cokolwiek, byle zająć swoją głowę, która gdy tylko weszła na jedną z wysp, stała się pusta. Rozejrzał się nerwowo po otoczeniu, na teren za wodą. 
- Piórolotkowy Trzepocie, mógłbyś mi z tym pomóc? - Powędrował oczami za łapą, która wskazywała na konar, jednocześnie wybudzając się na moment. 
- Um, tak, jasne. - przydreptał w stronę przeszkody - A... co dokładnie mam z tym... zrobić? - spytał niepewnie. 
- Trzeba to przepchać, o tam - Kocur kiwnął głową, biorąc się do pracy. Niestety jego masa była stworzona jedynie z futra, nie z mięśni, więc musiał się chwilę narobić. Nie był to jednak koniec, a kocurowi było wszystko jedno. Nimfa wydawała czasem polecenia, a on z ciszą w głowie je wykonywał, próbując czasem jeszcze pomóc innemu kotu. Jakoś nie czuł energii kotki, więc jego umysł zwyczajnie się zamknął, skupiając jedynie na pracy. Całkiem wygodnie, całkiem kojąco.

<Nimfa? Milczenie moment>

07 grudnia 2024

Od Nimfiego Zwierciadła do Piórolotkowego Trzepotu

Porą Opadających Liści
Zimny wiatr dął w pysk Nimfiego Zwierciadła. Kotka czuła, jak wraz z nim, do jej nozdrzy dolatuje woń zbliżającej się Pory Nagich Drzew. Na łąkach widywała coraz mniej zwierzyny, kryjącej się w swych ciepłych norkach, natomiast rzeczne ryby spływały ku głębszym partiom wody. Ostatnia żaba przeskoczyła jej drogę już wiele wschodów słońca temu.
Łapą odgarnęła pył, który usiadł na wysuszonym już tropie. W stwardniałej ziemi odbiła się racica, o dwóch, podłużnych, przypominających kształtem zaokrąglony pazur, “palcach”. Mimo należenia do saren, najmniejszych kopytnych jakie dane było jej widzieć, po przyłożeniu własnej łapy do odcisku zauważyła znaczącą różnicę. Nie chciałaby nigdy dostać takim tworem w głowę.
– Na co patrzysz? – spytała Syreni Lament, podchodząc do wojowniczki.
Czarna nie odwróciła wzroku, nadal wpatrując się w odbitkę.
– To nic ważnego – rzuciła od razu, opuszkami muskając wgłębienie – sprawdzałam tylko co to za trop. – Wyjaśniła, unosząc spojrzenie, by móc ujrzeć gdzie prowadził.
Błękitne oczy powędrowały w ślad za towarzyszką. Z każdym krokiem trop był coraz mniej widoczny, aż w końcu zniknął pośród traw i gęstych mgieł, spowijających okolice rzeki. Cichy świst uciekł z nosa pointki. Nimfa słyszała, jak kotka rusza przed siebie, kierując się wzdłuż wydeptanego przez rogacze szlaku. Podniosła głowę.
– Nie idziesz? – Syreni Lament odwróciła łeb w stronę towarzyszki, przekrzywiając jedno z uszu.
Czarno-biała uśmiechnęła się, bez słowa doganiając srebrną. Znały się praktycznie od żłobka. Syrenka była znajdką, podobnie jak jej trójka rodzeństwa, z czego zaledwie jedno było jej biologicznym bratem. Kotka nigdy nie lubiła mówić o swojej przeszłości, nawet przy koleżance, jaką była Nimfie Zwierciadło. Wiedziała jedynie, że coś złego stało się z rodzicami jej i Dryfującej Bulwy, przez co ich rodzina została na zawsze rozdzielona. Zmierzchająca Zatoka i Bursztynowe Brzask zostali przez nią odnalezieni niedługo przed dołączeniem do Klanu Nocy. Nimfa wiedziała, że kotce bardzo na nich zależało. Od zawsze była wobec nich wręcz nadopiekuńcza. Jej uszom nie umykała żadna obelga czy krytyka wobec jej rodzeństwa, a gdy ktoś zaszedł jej za skórę – była niczym rozsierdzona klępa, broniąca swego łoszaka. Mało kto jednak znał ją bliżej. Bardziej niż kota, Syrenka przypominała mistyczny cień, przemykający w mrokach obozu, o którego obecności łatwo dało się zapomnieć. Nimfie Zwierciadło widziała, jak nienamacalnymi pazurami srebrna wojowniczka próbuje zatrzymać swych bliskich przy sobie, jednak z każdym mijającym księżycem, rodzina była coraz odleglejsza. Dryfująca Bulwa doczekał się trójki pociech i partnerki, Zmierzchająca Zatoka odnalazła swe miejsce we własnym gronie znajomych, zaś Bursztynowy Brzask, z tego co mówiły plotki, spotykał się z samą księżniczką Klanu Nocy, Mandarynkowym Piórem. Z całej czwórki znajdek, wychowanych przez Bratkowe Futro, wszyscy poza Syrenim Lamentem odnaleźli swe miejsce w klanie.
– Nimfko! – pisnął jakiś głos, a po chwili łaciata poczuła, jak cudzy ciężar uderza w jej bok.
Przeturlała się po zwilżonej poranną rosą trawie, gdzieś za sobą słysząc zaskoczone syknięcie drugiej wojowniczki. Czując, jak mokry chłód rozchodzi się po jej grzbiecie, otworzyła spokojnie ślepia. Przywitała ją ziejąca pustką szczerba między wyszczerzonymi w uśmiechu zębami, a także para złocistych oczu, których okrągłe źrenice wpatrywały się radośnie w orientalną.
– Witaj, Nenufaro – przywitała się z leżącą na jej brzuchu przyjaciółką.
Słysząc swoje imię, bura rozkosznie wyciągnęła łapy przed siebie, dotykając nosa większej kocicy. Nimfa odgięła nieco łeb do tyłu, by zobaczyć, czy podczas nagłego ataku tego groźnego zwierzęcia, nie ucierpiała Syreni Lament. Srebrzysta stała jedynie parę lisich długości dalej, chłodnym błękitem oczu wpatrując się w parkę. Futro na jej grzbiecie było jeszcze zmierzwione, jednak poza tym wydawała się być cała i zdrowa.
– Czy coś się stało? – spytała, odgarniając ze swego pyska parę dłuższych kosmyków futra.
– Oh, nie, niezupełnie! – wyjaśniła speszona Nenufarowy Kielich, łapą poprawiając rozczochrane przez ziemię włoski na czubku głowy leżącej pod niej kotki – Byłam na patrolu, całkiem niedaleko stąd. I wtedy cię wyczułam! Jaką byłabym koleżanką, gdybym nie przyszła się przywitać? – roześmiała się, kończąc układanie sierści towarzyszki – Co tu robicie? – dodała, machając łapą do zbliżającej się do nich Syrenki.
– Patrolujemy – rzuciła nieco sucho Syreni Lament, zatrzymując się kilka kroków od kotek.
Dwubarwny nos nieznacznie się zmarszczył, a sama wojowniczka wyprostowała. Jej pysk był niczym płytka kałuża – od razu zdradzał wszystkie myśli, które przebiegały przez łebek kotki. Nimfie Zwierciadło mogłaby nawet posunąć się o stwierdzenie, iż widziała, jak mniejsza wersja Nenufary kica po spływającej wraz z nurtem kłodzie, napędzając zachodzące w jej móżdżku procesy myślowe.
– To dziwne – stwierdziła, zgniatając przy okazji swym zadkiem wnętrzności Nimfy – Dzisiaj to ja z moją grupą mieliśmy patrolować ten skrawek terenu – wyjaśniła – Nie wyglądacie mi też na polujące… – dopowiedziała, węsząc w poszukiwaniu śladów po zwierzynie.
Nimfie Zwierciadło cicho parsknęła.
– Masz nas – miauknęła, poruszając z rozbawieniem wąsami – Miałyśmy na coś zapolować w okolicy rzeki, ale rozproszył nas trop saren.
Nenufarowy Kielich zeszła w końcu z kotki, figlarnie machając czubkiem ogona. Syreni Lament obdarzyła Nimfę nieco gorzkim spojrzeniem, niezadowolona z faktu, iż wojowniczka tak ochoczo podzieliła się ich planami z burą.
– Pff, miałyście zamiar na nie zapolować? – zaśmiała się perliście pręguska, jednak nie otrzymując odpowiedzi, pospiesznie dodała: – Nimfo, mogę cię na chwilę ukraść? Chcę o czymś porozmawiać… Na osobności.
Srebrna zastrzygła uszami, wyczekując odpowiedzi czarno-białej. Po mowie ciała Syrenki widać było, że nie do końca spodobał się jej ten pomysł.
– Tak, ale nie za długo. Muszę dokończyć polowanie – odpowiedziała orientalka, ruszając w kierunku, w jaki udała się ucieszona burka.
Gdy tylko znalazły się poza zasięgiem zmysłów niebieskiej, Nenufarowy Kielich odetchnęła, ogonem strącając kilka kropelek wody, osadzonych na jeżynowych gałązkach.
– Chodzi o Piórolotkowy Trzepot – miauknęła dość bezpośrednio – Od kiedy wyszedł z legowiska medyka… Jest dziwny. I to nie w swój normalny, dziwny sposób. On… – kotka przerwała, z trudem zbierając myśli – Już parę razy słyszałam, jak rozmawia ze zmarłymi. Pyta innych o Skaczącą Cyrankę. Nie chce wychodzić z obozu. Martwię się o niego… Boję się, że to ma coś wspólnego z klątwą brązowych. Czapli Taniec… Podobno on także majaczył. Słyszałam plotki, że powoli zatracał się w sobie, gadał sam do siebie. Ale przecież Piórolotek się z nią lubił! Dlaczego miałaby go nawiedzać? Przecież nie mogłaby być tak zawistna, racja? – zapytała, wbijając błagalne spojrzenie w Nimfę.
– Na pewno nie. Czy Różana Woń o tym wie? Jestem pewna, że jako medyczka będzie bardziej zaznajomiona z… Duchowymi sprawami. – zapewniła burą – Sądząc jednak po twoim pysku, to nie jedyne co ci leży na sercu.
Wojowniczka uśmiechnęła się krzywo.
– Aż tak to po mnie widać? – zapytała, niezręcznie wiercąc łapą – Mam do ciebie prośbę, związaną właśnie z Lotkiem. Boję się, co może mu się przytrafić, jeśli za długo zostanie sam. Ja dzisiaj spędzę cały dzień w terenie, więc… Czy mogłabyś z nim porozmawiać, kiedy wrócisz do obozu? Słyszałam, że przydałoby się parę pomocnych łap przy budowie zielarni. Moglibyście razem pójść, taka odskocznia powinna mu choć trochę pomóc.
– Myślę, że nie powinno być z tym problemu – odpowiedziała spokojnie Nimfa, kładąc swój ogon na grzbiecie czarnej.
***
Zgodnie z obietnicą, tuż po powrocie z polowania i odłożeniem zdobyczy na stos, udała się w poszukiwaniu kocura o turkusowych oczach. Nie było to szczególnie ciężkie – Piórolotkowy Trzepot siedział niedaleko kącika zabaw, drapiąc coś w kawałku kory. Nie znali się za dobrze, jednak Nimfa nie miała większego problemu z namówieniem uległego wojownika do wyjścia z nią na niewielką wysepkę, mającą stać się ich przyszłą zielarnią. Pomogła mu przepłynąć krótki odcinek rzeki, a także rozsunęła przed nim trzciny otaczające wyspę, by nie stracił swej koncentracji na zadaniu. Kiedy weszli na wydeptany i częściowo oczyszczony już tereny, nie zastali za wielu kotów. Rozejrzała się, w poszukiwaniu czegoś, w czym mogłaby pomóc. Jej oczy natrafiły na zamszony konar, niefortunnie leżący obok niedawno przegrzebanej ziemi.
– Piórolotkowy Trzepocie, mógłbyś mi z tym pomóc? – spytała, pyskiem wskazując na pozieleniały kawał drewna.
<Lotek?>