BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórczy Puch x Ostowy Pęd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórczy Puch x Ostowy Pęd. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2024

Od Przepiórczego Puchu CD. Ostowego Pędu

Nie dane jej było powiedzieć mu, że w rzeczywistości ma wolny czas, który chętnie spędzi w jego towarzystwie, bo ten pomimo sędziwego wieku uciekł z jej wzroku sprawniej niż nie jeden młodzieniec. Uśmiech sam wpłynął na jej pysk z rozbawienia, bo najwyraźniej — skoro Ostowemu Pędowi było aż tak śpieszno — miał więcej spraw do załatwienia niż ona sama.
Rozejrzała się wcześniej jedynie w poszukiwaniu znajomych pysków, choć nie miała w zamiarze uciekać od ówczesnego rozmówcy. Po prostu z instynktu zawsze wodziła spojrzeniem za dziećmi i partnerem, których na ten moment i tak nie widziała. Nie chciała jednak przeszkadzać starszym, więc uznała ten czas za idealny dla jej własnego towarzystwa. Cisza w obozie była pojęciem względnym, bo choć na ten moment nie miał miejsca żaden harmider, tak każdy dochodzący do niej szmer zdawał się poniekąd irytujący.
Opadła miękko na trawiastym fragmencie nieopodal żłobka i zawiesiła na nim swój wzrok, wspominając przez chwilę niedawne czasy jej obecności w jego wnętrzu. Kocięcy okres jej pociech zdawał dłużyć jej się niemiłosiernie, jednak teraz, gdy była od tego wolna, zdawał się minąć szybciej, niż zakładała. Ułożyła pysk wygodnie na skrzyżowanych łapach i przymknęła oczy, zadowalając się ciepłem przenikającym przez jej futro. Sen był oczywistym następstwem dla jej czynów.

***
gdy Firletka i Pierwomrówka miały po 2 księżyce
Wystawiła łeb ze żłobka i skrzywiła się, gdy zimna kropla zetknęła się z jej nosem. Nie odwróciła się, słysząc ciche popiskiwanie za sobą, bo żwawsze już pociechy, zdolne do samodzielnego chodu, zostawiła pod opieką Szepczącej Pustki. Mając na uwadzę, że to ich drugi miot i po pierwszym kocur musi mieć jakąś wprawę, nie martwiła się o to, co może zastać po powrocie.
Przemknęła sprawnie jak na jej koślawe łapy do legowiska starszyzny, gdzie na powitanie uderzył ją zapach, który kojarzyła z błogim spokojem i brakiem zmartwień. Uwielbiała ten kontrast z żywiołową kociarnią, którą na ten moment dominowało jedno z jej dzieciąt, bo drugie na jej szczęście okazało się znacznie spokojniejsze.
Powlokła wzrokiem w najczęściej odwiedzany kąt, w którym do niedawna urzędował Konwaliowy Powiew. Ojciec jej partnera okazał się niesamowitym wsparciem od czasu jej przybycia do Klanu Burzy, aż po ostatni dzień jego życia. Szczególnie wdzięczna mu była za pomoc w opiece nad Knieją, Dzwonkiem i Skowronkiem. Żałowała, że Pierwomrówka i Firletka nie miały okazji poznać uroków spędzania czasu pod nosem dziadka.
Miała w tym miejscu jednak jeszcze jeden, stały punkt odwiedzin. Ostowy Pęd jej zdaniem zawsze trzymał się dobrze i nie wyobrażała sobie, by kocura miało coś kiedykolwiek zaciągnąć na mityczną Srebrną Skórę, o której wielokrotnie słyszała w tych rejonach, a której idei dalej nie do końca pojmowała. To znaczy, rozumiała, skąd się to wzięło, ale nie potrafiła nadal ustosunkować swojego zdania względem całego bytu, jakim był Klan Gwiazdy. Można było jej to tłumaczyć wielokrotnie i chociaż nieustannie potakiwała ze zrozumieniem, tak jej umysł wydawał się oporny na przyswojenie tej wiedzy. W końcu wiara nie szła do głowy, a do serca, i tu zaczynał się problem dla niej, która nieraz potrzebowała dla czegoś logicznego wyjaśnienia, by miało to mieć w ogóle sens.
— Jak się trzymasz, Ostowy Pędzie? — spytała wprost, próbując odciągnąć swoje myśli od wszystkiego, co powiązane było ze śmiercią i stanu po niej. — Chociaż to głupie pytanie, wyglądasz młodo jak zawsze — stwierdziła z lekkim uśmiechem.
Kremowy spojrzał na nią z rozbawieniem i powoli wstał, przeciągając się, czemu towarzyszył dźwięk strzelających kości.
— Już mi tak nie schlebiaj, sypię się z każdym księżycem coraz bardziej — parsknął życzliwie. — U mnie nic nowego, po staremu. Siedzę tu, jedynie towarzystwa mi ubywa — przyznał smutno, co jednak nie trwało długo, bo zaraz to zdawał się rozbudzić. — Za to ty jak słyszałem, otaczasz się po raz kolejny najmłodszym towarzystwem tego klanu.
Jej uśmiech lekko zbladł, bo choć narodziny zawsze były pięknym zjawiskiem, tak druga ciąża była u kotki czymś na tyle rzadkim, że dziwnie było jej się do tego przyznawać.
— Tak. Gdy będą trochę większe, odwiedzimy cię z pewnością — zapewniła. — Dam ci czas na przygotowanie jakiś ciekawych historii — dodała pogodniej, na co westchnął z teatralnym zmęczeniem.
— Wykorzystują biednego staruszka, żadna nowość! — mruknął, kręcąc głową.
— Nie takiego biednego, świetnie się trzymasz — zapewniła, mrugając. — Zdziwisz się, jak jeszcze przeżyjesz nas wszystkich, Ostowy Pędzie.

<Ost?>

30 sierpnia 2024

Od Ostowego Pędu CD. Przepiórczego Puchu

Zaśmiał się, gdy usłyszał uwagę Przepiórczego Puchu.
- Paść, chyba nie padnie, jest za bardzo zajęty rozmową! – odparł rozbawiony – A co do mnie, nie jestem aż tak głody. Pewnie później pójdę sobie zabrać coś ze stosu. Tak jak to mówią, o mnie się nie martw! – zakończył i złapał królika, jednak gdy tylko to zrobił, poczuł głód, który dużo wcześniej został zignorowany. Na jego pysku wymalowało się zastanowienie, a stojąca dalej przy nim wojowniczka chyba to zauważyła.
- Jesteś pewien Ostowy Pędzie? – zapytała jeszcze, a Ost położył królika na ziemi, jakby dalej się zastanawiał.
- No dobrze, przyznam, jednak jestem głodny – mruknął.
- To ty wybierz sobie coś ze stosu, a ja pójdę dać królika – oznajmiła kotka i złapała zwierzę. Ostowy Pęd minął się z nią i ruszył w stronę stosu ze zwierzyną. Powinien wybrać jakiś dobry kąsek... Zastanawiał się chwilę, a na jego celownik padł inny królik. Jak inaczej. Złapał go i usiadł nieco dalej, szykując się do posiłku. Na początku rozejrzał się w poszukiwaniu kogoś znajomego. Chciał zjeść posiłek ze swoją partnerką, jednak nie dostrzegł jej nigdzie. Potem zaczął rozglądać się za dziećmi, jednak z całej trójki zobaczył tylko Szafirkę, która ewidentnie była zajęta. Rozmyślał już wrócenie do legowiska, by znów rozpocząć kolejną rozmowę z Konwaliowym Powiewem czy Owczą Piersią, lub Gronostajową Bryzą. Kremowy musiał przyznać, że ze wszystkich członków starszyzny, to z nimi najlepiej się dogadywał. Świetnie mu się z nimi rozmawiało. Oczywiście lubił rozmawiać też z innymi, jednak z tą trójką najbardziej. Zawsze mógł z nimi spędzać czas i śmiać się. Dlatego gdy tylko nie zauważył nikogo z rodziny, złapał swój posiłek i skierował się do legowiska starszyzny. Jednak wtedy znów zauważył Przepiórkę. Podszedł do niej powoli, tym samym zatrzymując ją.
- Bardzo ci dziękuję Przepiórczy Puchu – powiedział z uśmiechem – I co, Powiew zadowolony? – zapytał jeszcze, odkładając swój posiłek na ziemię, by łatwiej go było zrozumieć.
- Jeszcze jak – odparła kotka – Ewidentnie był głodny.
- Czyli idealnie! A tak w ogóle, jak tam po "oddaniu" dzieci do mentorów? – zapytał.
- Dobrze, każdemu chyba podoba się trening. A to najważniejsze – powiedziała kotka, a Ost kiwnął głową.
- Na pewno wyrosną na wspaniałych wojowników i medyka – zapewnił kremowy, już chcąc wspomnieć o tym, że Konwaliowy Powiew często ich chwali, jednak wtedy przypomniał sobie, że już o tym mówił – Dla ciebie to taki powrót do rutyny?
- Tak. Jednak cieszę się z tego, mogę wrócić do obowiązków – oznajmiła wojowniczka i na chwilę spojrzała w inną stronę. Ost zrozumiał, w tym momencie, że Przepiórka może mieć jeszcze jakieś sprawy na głowie, a on niepotrzebnie ją zatrzymuje.
- Pewnie masz jeszcze coś na głowie, a mnie kiszki grają marsza! Będę więc się zbierać do reszty. Zobaczę, jak głodny był Powiew – zażartował jeszcze na koniec i pożegnał się z Przepiórczym Puchem. Złapał królika i skierował się do swojego legowiska.
- Co cię tak długo nie było? – zapytał Konwaliowy Powiew na jego widok.
- A rozmawiać już nie wolno? – zaśmiał się i usiadł obok Gronostajowej Bryzy, odkładając przy tym swój posiłek – A przy okazji sam złapałem coś na ząb. Wy nie jesteście głodni? Mogę wam coś przynieść – zaproponował, zwracając się do siedzącej obok kotki i siedzącego nieco dalej białego kocura, którym był Owcza Pierś.

<Przepiórko?>

08 sierpnia 2024

Od Przepiórczego Puchu CD. Ostowego Pędu

Z trudem szło jej powrócenie do rutyny, jaką stanowiły poranne patrole, polowania i treningi z uczennicą. Z drugiej strony dobrze było odpocząć od rozbrykanych pociech, zadających jej co chwilę masę pytań, na których odpowiedzi dla niej były dosyć oczywiste, jednak kociętom wszystko należało powtarzać co najmniej kilka razy, by to do nich dotarło. Zaczynała uznawać znienawidzone bieganie za mniej męczące niż próbę wyjaśnienia czegokolwiek ciekawskim dzieciakom.
Zagapiła się na wejście do żłobka i w ostatniej chwili wyhamowała, gdy widok przysłoniło jej kremowe futro kocura. Zacisnęła zęby na upolowanym króliku, wpatrując się w Ostowy Pęd otępiale, powoli mrugając.
Gdy sens jego słów dotarł do niej, próbowała odpowiedzieć ze zdobyczą w pysku, w konsekwencji czego z jej gardła wydobyło się niezrozumiałe mamrotanie. Dopiero wtedy wpadła na pomysł odstawienia na ziemię piszczki i niezgrabne uśmiechnięcie się do rozmówcy.
— Chciałam powiedzieć, że oczywiście — odparła. — Konwaliowy Powiew zasłużył na porządny posiłek po tym, jak co rusz latał pomagać mi przy opiece nad dziećmi — dodała, zdając sobie sprawę, że obecność ojca Szepczącej Pustki naprawdę odjęła jej wiele roboty. Nie miała na co narzekać, przy całym procesie wychowawczym dużą rolę odegrał tata kociąt i ich dziadek.
— Zdecydowanie, zaczęli już trening, a on każdego dnia chwali się tym, jakie zdolne ma wnuczęta — oświadczył pogodnie Ost.
Miło jej było słyszeć te słowa. Dopóki mówią dobrze o jej dzieciach, to mogą mówić.
— Nigdy nie wiesz, kiedy sam nie skończysz jako dziadek — zauważyła. Co prawda jego pociechy nadal były uczniami, jednak ich wiek powoli wskazywał na dorosłość.
— Oh, jeśli tylko dane będzie mi dożyć takich pięknych dni — mruknął rozmarzony — to z całych sił postaram się zapewnić im miłe wieczory wypełnione różnymi opowiastkami. Na razie jednak niech wszyscy skończą spokojnie swoje treningi. No właśnie, w tym temacie, jak idzie Szafirkowej Łapie? — zagadnął.
Przepiórczy Puch uznała, że to niezła zmiana tematu, żeby nie zdążyła przypomnieć mu, że wcale nie jest taki stary. Cieszyła się, że rodzice jej uczennicy są bliżej znanymi jej i miłymi kotami, aniżeli jakimiś gburami, którzy każdy kolejny księżyc treningu po wieku, w którym kot mógłby już być mianowany na wojownika, zwaliliby na nią i jej nieporadność w szkoleniu.
— Wyśmienicie — przyznała. — Może nie brzmi to szczerze, skoro jeszcze nie jest mianowana, ale ten czas przeznaczamy na poprawianie drobnych błędów. I z tego co wiem w czasie mojej przerwy przez ciążę, nie miała zbyt intensywnych treningów, ale prędzej czy później skończy jako dobra wojowniczka — zapewniła.
Nawet jeśli powierzona jej opiece terminatorka miałaby dwie lewe łapy, nie powiedziałaby na jej temat nic złego. Oczywiście kłamanie nigdy nie było dobrym rozwiązaniem, ale przeinaczenie prawdy nie brzmiało aż tak źle. Na jej szczęście Szafirka naprawdę nie radziła sobie najgorzej.
— Nie winię cię za nic, każdy uczy się we własnym tempie i najważniejsze, by zaliczyła mianowanie, gdy będzie czuła się na to gotowi. To, że dajesz jej czas, to świadczy o tobie dobrze — mówiąc to, uśmiechnął się ciepło w jej stronę.
Czekoladowej zrobiło się jeszcze milej, ale żadne słowa nie były w stanie wsunąć się jej na język, by ładnie podziękować. Niemrawo podsunęła łapą zająca w stronę kocura.
— Weź go może już lepiej, bo Konwaliowy Powiew nam z głodu padnie — zażartowała. — A ty nie jesteś głodny? Może ja mu to zaniosę, a ty sobie zgarniesz coś ze stosu? — zaproponowała.

<Ost?>

04 sierpnia 2024

Od Ostowego Pędu CD. Przepiórczego Puchu

Ostatnio każdy powtarzał mu, że jest stary. Najpierw rodzona córka, teraz Przepiórka... Kremowego to śmieszyło, sam w końcu śmiał się z tego, że ma już swoje na karku, ale ewidentnie inni nie myśleli, że przyszedł czas na jego podróż do starszyzny. Choć chodził na zgromadzenia, a siwe włoski trudno było dostrzec, kocur coraz częściej czuł, jak starość puka do drzwi. Było mu miło, jak inni mówili mu, że się nieźle trzyma, jednak Ost wiedział, jak jest.
- Ostatnio każdy mi mówi, że jestem stary! – zaśmiał się, lecz widząc zmieszanie na pysku przybyłej kotki, poprawił się – Tylko się tak śmieje. Miło mi, że nie wyglądam na mój wiek, jednak ja wiem, jak jest i uwierz, nie zawsze jest tak kolorowo! Starość przyszła nawet do mnie i odczuwam ją dość często – mruknął z uśmiechem na pysku – Przynajmniej mogę chodzić na zgromadzenia.
- A naprawdę nie wyglądasz Ostowy Pędzie – odparła za to szylkretka. Kremowy znów się zaśmiał.
- A jak tam twoje pociechy? Co chwilę tu przychodzisz, to fakt, ale nigdy nie słyszę, jak się trzymacie! Jak byłem młodszy, często bawiłem się z kociakami i do nich przychodziłem, teraz przychodzą do mnie, po historię – powiedział, uśmiechając się – Dzięki nim nie jest tu tak nudno! I dzięki nim dowiedziałem się, że lubię opowiadać, choć może to przez zmianę legowiska, do takiego otoczenia... Żeby nie było, towarzystwo jest tu wspaniałe – zaznaczył, posyłając spojrzenie Owczej Piersi, czy Konwaliowemu Powiewu – Tylko odkąd pamiętam, to tutaj była skarbnica wiedzy z historii! Może to właśnie przez to nagle też opowiadam. Dobrze, ale przejdźmy do was! – zakończył wreszcie i spojrzał na Przepiórkę.
- Wszystko dobrze, jak widać, mają się świetnie – powiedziała czekoladowa – Ale zawsze trzeba je mieć na oku.
- Oj, znam to, choć moje były spokojne – zaśmiał się – Ale już niedługo zostaną uczniami, nie mylę się? Będziesz miała trochę spokoju.
- Pewnie tak – odparła – Tylko to wszystko było ostatnio strasznie męczące. Pewnie słyszałeś, o sytuacji z Małą Koszatniczką? – zapytała córka Agresta.
- Tak... Biedne maluchy – mruknął Ostowy Pęd.
- Zajmowałam się nimi trochę, szóstka kociaków to nie lada wyzwanie. Teraz zaczęły trening – wyjaśniła Przepiórka. Kremowy westchnął cicho.
- Współczuję im. Najpierw ich ojciec zrobił coś okropnego, teraz to... Nie zasłużyły na to – powiedział kocur, a partnerka Szepczącej Pustki pokiwała tylko głową.
- Powinnam już się zbierać – powiedziała Przepiórczy Puch i wstała. Po chwili pożegnała się i wyszła z legowiska.
 
***
 
- No widzisz Powiewie! – zaśmiał się kremowy – Tak czasem bywa, ale co my możemy zrobić? Dobrze, ja muszę na chwilę wyjść rozprostować kości – oznajmił Ost i wyszedł z legowiska. Tak, jak mówił, dzieci Przepiórki zostały uczniami, a sama kotka wróciła do obowiązków. Dość szybko to wszystko minęło. 
Ostowy Pęd zaczął chodzić po obozie, rozglądając się co jakiś czas. Nie miał za wiele do roboty. Na pewno chciał zanieść zwierzynę, dla jednego z jego współlokatorów. Konwaliowy Powiew już wcześniej wspominał, że jest głodny. Wtedy zauważył Przepiórkę, wracającą z patrolu łowieckiego, z królikiem w pysku. 
- Hej Przepiórko! Mógłbym tego królika? Zaniósłbym go dla Powiewu, wcześniej coś wspominał, że jest głodny.

<Przepiórko?>

13 lipca 2024

Od Przepiórczej Łapy(Przepiórczego Puchu) CD. Ostowego Pędu

bardzo dawno temu, zza uczniowskich czasów
Gdy cała prawda o jej pochodzeniu wyszła na jaw, stres zeżarł ją na tyle, iż ciężko było jej nocą zmrużyć oko. W końcu członkowie Klanu Burzy wiedzieli teraz, że porzuciła Owocowy Las, a im wcisnęła historię o byciu biedną, zagubioną pieszczoszką. Nie oczekiwała zrozumienia dla jej kłamstw, po prostu martwiła się, jak bardzo ucierpiała jej opinia.
Spięta wyszła z uczniowskiego legowiska. Musiała odnaleźć Króliczy Nos i poprosić go o jak najszybsze zaczęcie treningu. Jeśli udowodni swoje oddanie temu miejscu i w pełni zaangażuje się w rozwój klanu, może za parę, bądź paręnaście księżyców, uzyska bardziej przychylne spojrzenia w swoją stronę.
Wręcz podskoczyła w miejscu, nie zwracając dotychczas uwagi na zbliżającego się w jej stronę kremowego kocura. Z Ostowym Pędem miała okazję wcześniej sporo rozmawiać, zapamiętała go jako niezwykle pozytywnego i charyzmatycznego, jednak czy dalej zasłuży na miłe traktowanie?
Gdyby nie miała oklapniętych uszu, widać by było, jak mocno je teraz kuli. Z bijącym od nerwów stresem wsłuchiwała się w słowa wojownika, zastanawiając się, w którym momencie ten entuzjastyczny ton przyjmie złowrogą barwę, a ona zostanie wprost osądzona za swoje przewinienia.
Czy jego pytania były spowodowane ciekawością, czy jakąś troską? Ciężką było jej to stwierdzić, ale uznała, że nie będzie się kulić, tylko postara się zachować ten nienaganny spokój, który tak zawsze podziwiała u innych kotów.
— To trochę skomplikowane — przyznała. Musiała mądrze dobierać słowa, bo pomimo tego, że teraz jej oddanie należało do Klanu Burzy, nie zamierzała wynosić jakichkolwiek sekretów Owocowego Lasu poza jego granice. Chociaż nawet nie była pewna, czy owe znała. — Potrzebowałam zmiany w życiu. I to dużej. Nie czułam się najlepiej w Owocowym Lesie, ale to nie przez to, że mnie źle traktowali czy coś — dodała, czując, że trochę się zapędza. — Nie byłam usatysfakcjonowana i czegokolwiek nie próbowałam zmienić w swoim postępowaniu, nie potrafiłam odnaleźć tego spełnienia. Tutaj... Tutaj jest inaczej. Podoba mi się i wiem, że to było to, czego potrzebowałam — rzuciła, bo może te słowa sprawią, że nie uzna, iż miała jakieś "widzimisię", tylko rzeczywiście postępowała zgodnie ze swoim sercem. — Tęsknię za bliskimi, jednak wiem, że dadzą sobie radę beze mnie. Za zwyczajami? Niekoniecznie.
Kremowy wydawał się skupiony na jej wypowiedzi, by zaraz to powoli pokiwać głową. Uśmiech ani przez chwilę nie opuszczał jego pysku, co mimowolnie pocieszało szylkretkę.
— Rozumiem... — oznajmił. — W takim razie cieszę się, że jesteś wśród nas szczęśliwsza. Klan Burzy to świetne miejsce! Nie mógłbym wyobrazić sobie lepszego do życia! — zapewniał.
Kotka skinęła łebkiem, czując, że optymizm kocura jest naturalny. Zazdrościła mu go poniekąd, bo wydawało się dzięki temu, iż niczym się nie przejmuje i radośnie mknie naprzód przez cały swój byt.
— Tak, jest tu wyjątkowo miło i nie mam na co narzekać — stwierdziła, oddychając z wyraźną ulgą.
Ostowy Pęd zamienił z nią jeszcze kilka słów, wspominając o urokach bycia Burzakiem, po czym mogli skinąć sobie głowami i rozdzielić się, każdy w swoją stronę. Chociaż ich rozmowa była krótka i mało odkrywcza, czuła się pokrzepiona na duszy.

***

Bycie matką w obliczu ostatnich, coraz to bardziej chaotycznych wydarzeń, było dla niej coraz bardziej wycieńczające. To, że na księżyc została wrobiona w pilnowanie dodatkowej trójki kociąt, nie byłoby dla niej złe, nie licząc faktu, że co krok musiała wstydzić się za swojego partnera. Szepcząca Pustka co rusz krzywił pysk i obserwował nieufnie potomstwo Małej Koszatniczki, a gdy ci przeszli do uczniowskiego treningu, dopiero raczył odetchnąć z ulgą.
Za karę zostawiła go na dłużej z dziećmi. Potrzebowała rozprostować kości i pozbierać myśli. Dalej potrafiła czasami nie przyswajać do siebie informacji, że została matką. To wydawało jej się tak dziwne, przecież nie tak dawno była tą młodą, zagubioną w Owocowym Lesie Gracją, a teraz, po wielu trudach i wstąpieniu na wojowniczą ścieżkę, nagle grzała tyłek w żłóbku jako królowa.
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Życie było zaskakujące.
Z tego też powodu wstąpiła do starszyzny. Co prawda miała jej do niedawna dosyć, przez fakt wychowywania tam dzieci, jednak teraz miała tę swobodę, że nie maszerowała za nią trójka zaintrygowanych wszystkich pociech (z których nie można było spuszczać ani na chwilę oka) i mogła na spokojnie wymienić z kimś parę słów.
Ostowy Pęd rzeczywiście przeszedł na zasłużony odpoczynek. To znaczy, była pewna, że na niego zapracował, jednak w jej głowie był to młody i pełen wigoru kocur, a nie staruszek. Nie było nawet widać, by miał na karku jakiś zapas księżyców. Wśród jego jasnego futra niełatwo było dostrzec siwe włosy.
— Coś się stało, Przepiórczy Puchu? Przyglądasz mi się dość długo, jestem gdzieś brudny? — zagadnął ją, z tym swoim radosnym i kojącym dla jej uszu głosem.
— Nic, po prostu... Nie spodziewałam się, że jesteś taki stary — wypaliła, a gdy zdała sobie sprawę, że nie zabrzmiało to najlepiej, miała ochotę zapaść się pod ziemie. — To znaczy, nie, że stary, tylko... No nie wyglądasz na kota, który mógłby mieć wystarczająco ilość księżyców, by siedzieć już w starszyźnie. Zawsze myślałam, że jesteś ode mnie niewiele starszy. Naprawdę dobrze się trzymasz, Ostowy Pędzie — poprawiła się, licząc, że miłe słowa wyprą z jego głowy to, co palnęła chwilę wcześniej.

<Ost?>

13 kwietnia 2024

Od Ostowego Pędu CD. Gracji (Przepiórczej Łapy)

- Tak, jest tu wspaniale, jednak to właśnie głównie zasługa kotów – powiedział, odwracając się lekko w stronę wyjścia, gdzie mógł dojrzeć siedzącą nieopodal Obserwującą Żmiję. Po chwili szybko odwrócił głowę, znowu się czerwieniąc.
- Klan to nie samo miejsce, czy coś takiego, to koty, które go tworzą – miauknął – A u nas te koty są wspaniałe! Jestem pewien, że ci się tu spodoba.
 
***
 
Wreszcie nadeszła pora Nowych Liści. Słońce wreszcie się pojawiło na niebie, co tylko sprawiało więcej radości Ostowemu Pędowi. Coraz częściej mógł się bawić ze swoimi dziećmi i to nawet przed żłobkiem! Wreszcie te mrozy przeszły.
Chodził po obozie, bez celu. Było rano, Obserwująca Żmija z kociętami pewnie jeszcze spała, a on na razie nie miał żadnych obowiązków. Rozejrzał się po obozie. Było tak cicho, ponieważ większość kotów jeszcze spała. Szczerze mówiąc, on też zapragnął znów położyć się w legowisku. Skoro nie miał nic do roboty... Już miał wracać, jednak wtedy zauważył ruch w legowisku uczniów. Zatrzymał się w pół kroku i uważnie obserwował. Z legowiska wyszła czekoladowa, niska kotka. Od razu ją poznał. Przepiórcza Łapa. Zastanawiał się chwilę, czy nie pójść z nią porozmawiać. Niedawno dowiedzieli się, że tak naprawdę jest z Owocowego Lasu i w dodatku córką samego lidera. Był bardzo ciekawy, dlaczego to ukrywała. Przecież to nic takiego! Mogła powiedzieć. Różana Przełęcz na pewno pozwoliłaby jej zostać.
- Hej Przepiórcza Łapo – powiedział w końcu, podchodząc do kotki – Jak ci mija ten poranek? Jak widzisz, jeszcze wszyscy śpią, tylko my jesteśmy takimi rannymi ptaszkami! – zaśmiał się – Czyli byłaś kiedyś z Owocowego Lasu... – mruknął, zmieniając temat – Dlaczego uciekałaś do nas? Oczywiście nie musisz mówić, po prostu jestem ciekawy. W końcu tam jest kompletnie inaczej niż u nas! Nie tęsknisz za domem, za zwyczajami?

<Córko lidera, ukrywająca swoje pochodzenie? Opowiesz coś o Owocowym Lesie?>

15 marca 2024

Od Gracji(Przepiórki) Do Ostowego Pędu

Kolejna noc minęła jej lepiej. Wizyta z Szepczącą Pustką w starszyźnie i poznanie tej "milszej" części zdecydowanie zmobilizowało ją do próby nawiązania kontaktów z innymi kotami. Walczyła o wiele, bo w tym momencie, albo mogła tu zostać, albo iść pałętać się po lasach jak ta włóczęga, za którą się podawała. Dla niej powrót do Owocowego Lasu nie wchodził w grę. Nie była gotowa na odwzorowanie roli córki marnotrawnej, która wraca z podkulonym ogonem, bo w życiu jej nie wyszło.
Polubiła Margaretkową Łapę przez te dwa dni. Szylkretka wydawała się momentami wciąż zestresowana jej obecnością, ale i zarazem z każdą chwilą i z każdym kolejnym wymienionym w przyjaznym tonie słowie, zdawała się choć trochę rozluźniać. O jej sympatię Gracja też musiała się starać, więc nie przepuszczała okazji, gdy młodsza miała wolną chwilę do pogadania.
Czekoladowa usiadła nieopodal stosu z ziołami, przyglądając mu się w namyśle. Okryła łapy ogonem i przypatrywała się tym wszystkim kwiatkom i liściom z takim skupieniem, że ledwo co usłyszała kroki postaci zbliżającej się od strony wejścia.
Po chwili ujrzała po lewej kremowego kocura, o wyjątkowo przyjaznym wyrazie pyska. Zielone ślepia kryły w sobie jakiś błysk, i Gracja, chcąc nie chcąc, uśmiechnęła się.
— Szept napomniał mi, że siedzisz tu raczej sama i miło będzie, jak wpadnę i się chociaż przedstawię — zaczął, na co ucho jej drgnęło. Liliowy mówił jej o wszystkich członkach klanu, szczególnie podkreślając imiona tych, z którymi nie powinna mieć problemu jeśli chodzi o zrobienie dobrego, pierwszego wrażenia. Czy właśnie trafiła na taki okaz? — Jestem jego kuzynem.
— Oh, tak, wspomniał o tym, że ma dwójkę kuzynów — odparła, uspokojona jego optymizmem. Musiała tylko sobie przypomnieć to imię. — Koniczyna? — wymamrotała niepewnie.
W odpowiedzi usłyszała krótki śmiech.
— Blisko. Koniczynowa Łąka to moja siostra, ja na imię mam Ostowy Pęd. Też ją pewnie wkrótce poznasz — stwierdził. — W sumie, mogę potem po nią pójść. Jak ci w ogóle na imię?
Przez to, że rozmowa szła jej płynie, była gotowa odpowiedzieć "Gracja". W porę ugryzła się w język, krzywiąc się z lekkim niesmakiem na zadany sobie samej ból.
— Przepiórka — mruknęła, powtarzając sobie to słowo kilkukrotnie, by lepiej wbiło jej się do głowy. — Macie naprawdę ładny obóz! Znaczy, może nie tyle, co tylko ładny, ale też taki ciekawy. To szare, kamienne drzewo, w którym jesteśmy — zawahała się. W końcu, była "pieszczoszką", więc takie widoki powinny być jej znane — bardzo kojarzy mi się z domem. Mieszkałam kiedyś z dwunożnymi, ale potem się zgubiłam i wyszło, że trafiłam w te okolice. Przyznam, że podoba mi się tu znacznie bardziej. Pełno lasów, kwiatów, widok na piękne niebo — rozmarzyła się. — Tam, skąd przyszłam, było raczej szaro. O wiele bardziej podoba mi się, gdy otacza mnie zieleń — przyznała.
— O, czyli nie chciałabyś tam wracać? Nie tęsknisz za swoimi dwunożnymi? — spytał.
Cóż, gdyby ich miała, to może by tęskniła.
— Z początku rzeczywiście mi ich brakowało, ale towarzystwo innych kotów znacznie bardziej mi odpowiada. Co prawda jako samotnik mało go zaznawałam, ale potem poznałam Szepczącą Pustkę i wyszło jakoś tak, że przez chorobę tu trafiłam. Bardzo mi się podoba wasz sposób życia, to, że żyjecie jako taka jedna wielka grupa, która się wspiera, a każdy ma swoją rolę w tym wszystkim — dodała. — I po twoim ciągłym uśmiechu domyślam się, że życie tu musi być całkiem przyjemne — zauważyła, licząc, że tym sformułowaniem załatwi sobie jakąś dłuższą rozmowę.

<Ost?>