Pręgowany był gotów na popołudniową drzemkę, o czym świadczyło jego przeciągłe ziewnięcie. I najpewniej po prostu by zasnął, oddając się chwili wytchnienia, tym bardziej po intensywnej zabawie, gdyby nie spojrzał w stronę mamy, Jesionowej Szadzi, która przyglądała się piórkom swoich kociąt wetkniętych w brzeg posłania. Powoli podniósł się z małej przestrzeni, którą zajmował i przybliżył się do liliowej kocicy. Bez uprzedzenia, ostrożnie wgramolił się między przednie łapy kocicy, zwijając się w kłębuszek.
– Jeszcze raz dziękuję za piórko szpaka, mamo. Jest przepiękne – miauknął, unosząc spojrzenie do góry, jednak nie spoglądał w stronę matki. Spojrzenie miał utkwione w metalicznie połyskującym piórku, którego był właścicielem. Zawsze starał się je mieć przy sobie, głównie w sierści, nie licząc momentów zabaw podczas których mogłoby się ubrudzić i uszkodzić. W końcu w przyszłości piórko zmieni właściciela i zostanie nim ukochany lub ukochana Smuklika. Kocurek zamierzał kontynuować rodzinną tradycję. – Jeśli moje uczucia się nie zmienią, to wiem kogo nim obdaruję. – Tym razem podniósł spojrzenie na matkę, cichutko chichocząc.
– Czy znam tego kota?
– Chyba... chyba powinnaś go znać... – Ziewnął. – Mhm. Na pewno znasz... – zamruczał, układając się wygodnie pomiędzy matczynymi łapami, wtulając mordkę w jej futro. Klatka piersiowa kocurka rytmicznie unosiła się i opadała, a z jego pyszczka dobiegało ciche chrapanie.
Jesionowa Szadź nie poznała tożsamości kocięcej miłości Smuklika. Chyba mało który kot zdawał sobie sprawę, że ten ciekawski kociak został już postrzelony strzałą amora. W końcu Smuklik był dyskretniejszy niż jego brat Agrest, który odkąd niebieski sięgał pamięcią, smalił cholewki do córki Kruczego Pióra.
~~~
Kilka księżyców później; na kilka dni przed samotną nocą lesie
"Twoja kolej" – to mówiły ich spojrzenia, gdy ukradkiem zerkali w stronę niebieskiego kocurka.
Jednak im bliżej było do ukończenia przez Smuklika sześciu księżyców, kocurek zamiast czuć się pewnie, zaczął być pełen obaw. Czy, aby na pewno podoła? Powinien, w końcu skoro ktoś taki, jak Garbata Łapa przetrwał noc w lesie, to każdy kociak był w stanie ją przeczekać i o świecie powrócić do klanu, aby dostąpić zaszczytu ceremonii mianowania ucznia. Jednak czy Garbata Łapa spędzał noc w lesie Porą Nagich Drzew? I to w dodatku taką srogą?
Z tego intensywnego myślenia, aż kichnął, wzniecając biały puch do góry. Potarł łapką po pysku, wlepiając spojrzenie w gwiazdy. Żałował, że nie mógł udać się w tej chwili pod Cierniste Drzewo, aby złożyć modły przodkom, które natychmiast dotarłyby by do ich uszu. Przynajmniej według tego, co mówił mu ojciec, w tym miejscu najłatwiej było komunikować się z przodkami. Jednak dopiero jako uczeń będzie mógł udać się, aż tak daleko od obozu. Niewiele myśląc, nie mając żadnej innej alternatywy, zdecydował się pomodlić do przodków w miejscu, w którym teraz siedział, mając nadzieję, że nikt nie zdecyduje się mu przeszkodzić w modlitwie, w której skrył mnóstwo próśb. Wszystkie jednak dotyczyły pomyślnego zdania testu umożliwiającego przystąpienia do ceremonii. Zarówno dla niego samego, jak i jego rodzeństwa.
– [...] Obiecuję wam to, mroczni przodkowie. Klan Wilka będzie z nas dumny, teraz, a w szczególności w przyszłości, gdy będziemy starsi i silniejsi.
– Nie za dużo tych obietnic, co, Smukliku? – zagadnęła Jesionowa Szadź, zajmując miejsce u boku syna, który właśnie skończył modlitwę. Gdyby to inny kot, który nie był jego jedną oraz drugą mamą, zbliżył się do niego w tym momencie, kocurek najpewniej z nadąsaną miną zarzuciłby, że ten zapeszy jego modlitwę oraz prośby. Natomiast Jesionową Szadź kocurek obdarował uroczym uśmiechem. – Modliłeś się?
– Mhm. Właśnie skończyłem. Poprosiłem przodków czuwających nad Klanem Wilka o pomyślność dla mnie, Wodnik, Aronii i Agrestu. Aby udało nam się przetrwać noc w lesie i skoro świt, zostać uczniami wojowników. Tata mi zasugerował tę modlitwę. N-nie wiem, czy coś da, ale dzięki niej mniej się stresuję...
Jesionowa Szadź przejechała po grzbiecie syna swoim puchatym srebrzystym ogonem, uśmiechając się ciepło i pokrzepiająco. Smuklik i jego rodzeństwo naprawdę byli szczęściarzami, że trafili do takiej, a nie innej rodziny. Jesionowa Szadź i Miodowy Ul były najwspanialszymi matkami, jakim przyszło kroczyć po ziemi. Były wspierające i troskliwe. Nigdy nie podniosły głosu na swoje pociechy, a tym bardziej łapy. Nigdy nie narzucały swoich przekonań, a tym bardziej wiar. Zarażały kocięta wiedzą, nie strasząc ich przy tym. Smuklik, gdyby mógł, najpewniej założyłby kult, dzięki któremu pamięć o jego matkach przetrwałaby nie sto, nie pięćset księżyców, a całą wieczność.
– Spójrz w niebo, Smukliku... – podjęła kocica, wskazując pyskiem w przestrzeń pomiędzy łysymi oraz iglastymi gałęziami drzew. Błękitne oczy kocurka spoczęły na granatowym niebie pokrytym gwiazdami. – Widzisz sylwetkę Dwunożnego, o tam? Pomiędzy przestrzenią między Betelgezą, a Rigel.
Pręgus lubił opowieści matki na temat gwiazd, które wywodziły się z wierzeń matki Jesionowej Szadzi, a babki Smuklika. Chwilę mu zajęło zlokalizowanie wspomnianych przez liliową gwiazd, a gdy już mu się to udało, był w stanie dostrzec sylwetkę Dwunoga. A przynajmniej zarys łysej istoty, o której słyszał z innych opowieści.
– Orion był wspaniałym myśliwym, a w dodatku był synem samego Pana Mórz, dzięki czemu z łatwością poruszał się wśród nurtów. Nie miał sobie równych w sztuce łowów, zarówno w morzu, jak i na lądzie. Władał sztuką połowu tak doskonale, jakby rzeki i jeziora zdradzały mu wszystkie swe tajemnice. A wśród puszczy poruszał się z taką wprawą, jakby las odsłaniał przed nim swe najskrytsze sekrety. Niestety jego umiejętności były dla niego zgubne. Brat Pani Łowów, Złotowłosy, zazdrosny o bliską relację Oriona z siostrą, podstępem doprowadził do śmierci myśliwego. Pani Łowów nie rozpoznała ukochanego i zadała mu śmiertelny cios. A gdy odkryła, kogo zabiła, pogrążona w żalu po ukochanym, wniosła modły o umieszczenie go na nocnym niebie. By mógł jej co noc towarzyszyć podczas łowów.
Smuklikowi odjęło mowę. Nawet nie widział, kiedy przestał wpatrywać się w gwiazdozbiór, a jego spojrzenie spoczęło na matce.
"C-czy ona wiedziała... D-dlatego... T-ta opowieść..."
– Orion będzie nad tobą czuwał, jak i twoim rodzeństwem podczas nocy. Będzie twoim patronem, podobnie jak moim jest Kasjopeja. Kiedy nie będziesz wiedzieć co zrobić, jaką podjąć decyzję, wierzę, że wspólnie stawicie czoła każdej niepewności. Po prostu nocą wystarczy podnieść wzrok na gwieździste niebo...
Smuklik wtulił się mocno w matkę, chowając pysk w jej długiej sierści na piersi. Jesionowa Szadź wydała się zaskoczona nagłym przypływem miłości ze strony syna, tym bardziej po opowieści, w którym patron kocurka dokonał żywota. Trwało to jednak chwilę. Kocica położyła łapę na ramieniu kocurka, odwzajemniając uścisk i czule polizał go po łebku.
***
Przebieg samotnej nocy w lesie
Smuklik przez dłuższą chwilę tkwił w tym samym miejscu, w którym został pozostawiony, aż w końcu zdecydował się nieco rozejrzeć po okolicy. Nieporadnie węszył, starając się rozpoznać zwietrzałe tropy wojowników oraz zwierzyny. Z radością drgnęły mu wąsy, gdy wśród zapachów na ośnieżonej ściółce udało mu się rozpoznać znajomą woń rudego kocura – Tygrysiej Nocy. Czyżby znajdował się nieopodal Czarnych Gniazd, jak i granicy z Klanem Klifu? Najprawdopodobniej tak, bo z tego, co dowiedział się od ojca, ten kilka dni temu prowadził patrol graniczny, w tych okolicach.
Kocurek krążył w koło, co jakiś czas oznaczając kory drzew i podnóża nacięciami swoich pazurów, aby nie stracić orientacji w terenie. Pamiętał, za którym świerkiem zniknęła Kalinowy Powiew. Tuż za nim, parę długości borsuka dalej znajdował się obóz. Nie mógł do niego wrócić przed świtem, nieważne co. Musiał poczekać, aż z rana wytypowani przez lidera wojownicy przyjdą po niego i jego rodzeństwo.
Pręgus zadarł głowę do góry, starając się odszukać Oriona wśród gwiazd. Było to trudne, dookoła niego znajdowały się gęsto rosnące świerki. Niewiele myśląc, kocurek postanowił wdrapać się na jedną z niższych gałęzi; aby móc lepiej widzieć i aby nie zostać przekąską dla zwierzęcia, które polowało na ziemi. Gałąź też nie była zbyt dobrym schronieniem, tym bardziej naga, jednak welon z igieł skrywał kocurka przed atakiem innych drapieżników. Dochodząc do krańca gałęzi, przecisnął łebek przez dywan igieł. Gwiazdy wydawały się na wyciągnięcie łapy.
I tak minęła kocurkowi pierwsza godzina na oglądaniu gwiazd. A potem druga i trzecia. Mimo znużenia nie zdecydował się zamknąć oczu. Nie miał wprawy we wspinaczce, mógł podczas snu ześlizgnąć się z gałęzi i znaleźć się na ziemi, a tego nie chciał.
Aż w końcu nastał świt, a wśród białego puchu dostrzegł rdzawego kocura.
~~~
Czwórka kociąt powróciła do obozu skoro świt. Smuklik jako jeden z pierwszych kociąt zajął miejsce w okręgu, oczekując na pojawienie się pozostałych kociąt. A gdy wszyscy powrócili, Zalotna Gwiazda rozpoczęła ceremonię.
— Klanie Wilka, dziś z nocy w lesie powróciła czwórka kandydatów na uczniów naszego klanu, a więc czas, aby mianować ich na nich – ogłosiła. – [...] Smukliku, wystąp. – Gdy przyszła kolej niebieskiego, posłusznie wyszedł z rzędu. – Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Smuklikowa Łapa. Twoim mentorem będzie Kalinowy Powiew. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę.
Oba koty zetknęły się nosami, by po chwili rozbrzmiało wśród tłumu skandowanie nowego imienia Smuklika, który od dzisiaj, stojąc w promieniach wschodzącego słońca, znany był jako Smuklikowa Łapa. Kocurek zerknął po kolei na swoje rodzeństwo, po czym obdarował każdego z osobna rządkiem swoich białych ząbków. Odszukał spojrzenia ojca wśród kotów, które skandowały jego imię i imiona jego rodzeństwa. W końcu przeniósł spojrzenie na swoje matki, na których to dłużej zatrzymał wzrok.
"Będę nie tylko dzielnym wojownikiem, ale i wspaniałym myśliwym. Jak Orion. Tylko nie skończę jak on i nie dam się zabić podstępem".
<Mamo Jesionko?>
[1745 słów]
🐝
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz