Pora Opadających Liści
Właśnie byli w lesie na patrolu. Mieli chwilę dla siebie, zanim znów zaczną patrolować wzdłuż granicy z Klanem Klifu. Koło niego przysiadł Garbata Łapa. Nie odzywał się, tylko wpatrywał w dal, szukając jakichś majaczących w oddali kocich figur po drugiej stronie granicy.
Siedzieli tak w napięciu. Kątem oka spojrzał się na krzywy pysk Garbatej Łapy. Kocur wyglądał, jakby szukał słów. Czyżby chciał z nim zacząć jakąś rozmowę? Iglasta Łapa nie zamierzał do tego nawet dopuścić. Starszy ledwo co otworzył pysk, gdy ten zdążył cały się napuszyć.
— Nie rozmawiaj ze mną! — prychnął Iglasta Łapa, wstając na cztery łapy. Skoro nikt jeszcze nie ruszył patrolu, by kontynuować obowiązki, to on to zrobi! — Zajmij się sobą i w końcu ukończ trening, zawalcz na środku obozu. Zostań wojownikiem! Nie chcę z tobą dzielić Kocimiętkowego Wiru. Jeśli szukasz atencji u mojej matki, to powinieneś zająć się swoją! No, chyba że Wrotyczowa Szrama cię nie kocha? Nie zdziwiłbym się. Jakbym miał w rodzinie taką pokrakę, jak ty, to też bym nie pałał do niej sympatią.
— Coś ty powiedział? — Garbata Łapa prawie się zapowietrzył z niedowierzania, co właśnie do niego powiedział. Czekoladowy również się podniósł i cały zjeżył.
— Dobrze mnie słyszałeś! No, chyba że chcesz porozmawiać z Ognikową Słotą, Cętkowanym Tęgoszem lub samą Zalotną Gwiazdą. Nikt nie będzie się z tobą patyczkował, jeśli zajdziesz mi za skórę. A teraz zejdź mi z oczu i ciesz się atencją Kocimiętkowego Wiru. — Prychnął, nawet nie oglądając się na brzydki pysk kocura.
Pozostali członkowie patrolu raczej nie usłyszeli jego otwartej agresji, w kierunku garbatego przegrywa, oprócz Brukselkowej Zadry, która lekko drgnęła przy jego wymienianiu imion kotów, z jego rodziny. Czyżby imię Zalotna Gwiazda budziło aż taki respekt wśród kotów? Jeśli tak, to znakomicie! Urodził się w bardzo dobrej rodzinie i niejeden mógł mu pozazdrościć.
***
Ostre kamienie, rzepy i ciernie donosił co drugą noc do posłania Garbatej Łapy. O dziwo jeszcze nikt go osobiście nie przyłapał, jednak co z tego, skoro wszyscy wraz z samą pokraką wiedzieli, że to on przynosił te rzeczy?
Kocur spojrzał na niego wrogo, kiedy ustawiono ich naprzeciwko siebie. Mieli razem walczyć. Przynajmniej tak zarządziła Kocimiętkowy Wir wraz z pozostałymi mentorami, którzy rotacyjnie wymieniali uczniów do sparingów. Było trochę tłoczniej niż zwykle oraz wszyscy wypatrywali słabości trenujących.
Iglasta Łapa nie obawiał się, że tamten mógłby mu coś zrobić. Nie odważyłby się przy wszystkich, a tym bardziej po jego groźbach do czekoladowego. Czuł się bezkarnie. Tutaj wygrywali ci, co mieli wpływy, byli silni i bezwzględni. Nie było miejsca na słabość.
— Gotowi? — spytała ruda mistrzyni.
Oboje kiwnęli głową.
— W takim razie zaczynajcie!
Iglasta Łapa rzucił się w stronę Garbatej Łapy. Starał się go obalić i robił uniki przed kontrującymi ciosami. Uważał, że szło mu całkiem dobrze. Do momentu. Garbata Łapa jednak był od niego starszy i wiedział więcej od niego, mimo że był nielubiany. Kiedy tylko poczuł się pewnie, czekoladowy to wykorzystał, by w ostatniej chwili zrobić unik i przygnieść go swoim ciężarem do ziemi. Szarpiąc się i wiercąc, nie udało mu się wydostać.
— Koniec! Gratuluję ci Garbata Łapo — pogratulowała wygranemu Kocimiętkowy Wir, podchodząc do kocurów.
Czy on przegrał? Nie! Nie pozwoli na to! Dali mu za mało czasu! Wiedział przecież, że dałby sobie z nim radę, gdyby tylko się wydostał spod jego ciężaru!
Iglasta Łapa wściekły i z niedowierzaniem popatrzył na innych uczniów, którzy się podśmiechywali. Nawet jego własne rodzeństwo! Prychnął gniewnie i kiedy pozwolono mu wstać, wyślizgnął się spod łap Garbatej Łapy i drasnął go pazurami w pysk.
— Iglasta Łapo! — oburzona Kocimiętkowy Wir, zagrodziła drogę do Garbatej Łapy, gdyby tylko miał ochotę się rzucić drugi raz na czekoladową pokrakę.
Prychnął tylko rozwścieczony i schował pazury. Nie odpowiedział Kocimiętkowemu Wirowi, tylko zasiadł przy swoim rodzeństwie, udostępniając miejsce, dla następnych kandydatów do sparingu.
— Następnym razem wydłubię mu to mniejsze oko… — burknął naburmuszony.
— Ha, ha, ha! Na pewno? Chyba że znów na tobie usiądzie i nie będziesz w stanie wyjść spod jego łap — zażartował Koszmarna Łapa, na co Zamroczna Łapa tylko się zaśmiała.
— Zobaczycie, że jeszcze się podszkolę i go pokonam! Żadna pokraka nie będzie mną ściółki wycierać!
***
Zadrapanie na pysku Garbatej Łapy okazało się płytkie i nawet nie zostanie mu po tym blizna. Iglasta Łapa żałował, że bardziej nie mógł go poturbować, jednak wtedy mógłby mieć pogadankę z Zalotną Gwiazdą, a tego nie chciał. Wystarczyło mu mała pogadanka z Kocimiętkowym Wirem, jednak nic nie wziął sobie do serca z tej rozmowy. Dlatego na noc w posłaniu Garbatej łapy znów znalazły się igły oraz ciernie.
***
Pora Opadających Liści
Zgromadzenie, 26.09.2026 r.
Siedział niedaleko Wilczaków i grzebał pazurem w nosie. Starał się podsłuchiwać jakichś rozmów liderów, pobratymców oraz dla niego obcych kotów. Chciał znaleźć ofiarę, którą mógłby wypytać o słabości klanu. Jednak na jego nieszczęście, nikt nie chciał do niego podejść.
Nudząc się strasznie na zgromadzeniu, postanowił, że powinien kogoś zaczepić. Nie ważne jak, ważne by mógł z kimś porozmawiać. Szczególnie że Ognikowa Słota na niego nie patrzyła, więc mógł wybrać bardziej drastyczne środki. Złapał mały kamień i rzucił go w tłum kotów, czekając, czy ktoś zareaguje.
Z morza futer drgnęło jedno. Była to szylkretka od tych całych Nocniaków. Kiedy tylko kotka napotkała go wzrokiem, napuszyła się gniewnie.
— Ej! — zawołała, krzywiąc się. — Rzucaj w swoich, pokrako!
Ucieszony, że zdobył czyjąś uwagę, wystawił psotnie język w złośliwym uśmiechu.
— Nie wytykaj języka, bo ci mewa nasika! — prychnęła tamta.
— Mewy sikają tylko na rybojady, bo kradniecie im zwierzynę. Jesteście śmierdziuchy i tyle — zaśmiał się, zakrywając pyszczek łapką. — Na ciebie ptak narobił, jak byłaś kociakiem, dlatego masz biel na futrze. Nie doprałaś się.
Zagapiła się na niego z otwartym pyskiem. Czyżby trafił w słaby punkt kotki?
— Prawdziwie gówniana sprawa — mruknęła, mierząc uczniaka spojrzeniem spod przymrużonych powiek. — Współczuję Twoim kolegom z legowiska, bo sam również urodą nie powalasz.
W międzyczasie obok niego pojawił się jego własny brat. Koszmarna Łapa wyglądał na zaintrygowanego jego ofensywą. Chyba tylko przez chwilę, bo tamten szybko podbiegł do niego i szturchnął go lekko z miłością. Wzruszył ramionami, robiąc głupią minę.
— Przynajmniej nie dostałem ptasim mleczkiem po pysku, że mi się nie zmyło. Też bym był zły na twoim miejscu — nadal miał ubaw z kotki.
— Iglaku! To nasza sojuszniczka! Nie można rzucać kamieniami w innych... Chodź, znajdziemy jakiegoś Burzaka czy Klifiaka. — Koszmarna Łapa nadal się nie poddawał z przemówieniem mu do rozumu.
Niewiele myśląc, puścił oczko do brata, który chyba go obserwował przez ten czas. Złapał kolejny kamyczek i cisnął nim w tłum kotów zza Narwaną Gonitwę. Kamień minął burą szylkretke. Czy to było zamierzone? Chyba nie ale kto by się tym przejmował. Mały kamyczek nikomu krzywdy nie zrobi, a zgromadzenie zrobi się o wiele ciekawsze.
Narwana Gonitwa wywróciła oczyma.
— Mhm. Ciebie też rodzice musieli przez łajno przeciągnąć- — Kamień przeleciał nad jej barkiem. Szarpnęła się w bok. — Czy Ciebie posrało?
Zignorował Nocniaczkę.
Z tłumu tym razem wyrwała się ruda, uwaga, znów kotka i popędziła w jego kierunku, hamując tuż przed nim na jeden włosek sierści. Była blisko i była wściekła. Iglasta Łapa chciał wyglądać na rozluźnionego śmieszka i z pyska taki był, jednak jego mięśnie się spięły, a pazury zaczepiły skalistego podłoża, żeby przypadkiem jego ciało nie chciało uciec.
— Co. Ty. Zrobiłeś?! — warknęła.
Pokazał bratu pazurem na stojącą przed nim wściekłą kotkę z Klanu Burzy, przynajmniej jakby była główną atrakcją. Błaznem, który przyszedł ich zabawiać.
— Widziałeś? To Burzaczka! Podobno oni udają króliki — zaśmiał się do brata, nie biorąc sobie nic z obecności rudej.
O Nocniaczce już zapomniał, w przeciwieństwie do brata, który starał się z szylkretką dogadać i przeprosić za jego występki. Tylko prychnął, przekręcając oczy. Brat nie umiał się bawić. Zatem znalazł sobie inną wściekłą panią, która mogła być cięższa do wyśmiania, bo nie miała bieli na futrze.
— Myślisz, że jesteś taki śmieszny, co? Żaden z ciebie żartowniś tylko kupa ścierwa! — głośna Burzaczka zwracała na nich uwagę innych kotów.
Zrobił zamyśloną minę. Musiał porządnie się zastanowić, jak mógłby bardziej rozwścieczyć rudą. Myk z ptasią kupą nie mógł zadziałać na wojowniczce, gdyż nie miała bieli na swoim futrze. Pokiwał głową powoli i cmokał kilka razy.
— Owszem, jestem śmieszniutki i wesolutki, jak Burzaki potykające się o kłosy trawki. A słyszałaś kiedyś o rosnących piórach na języku? Nie? Rosną kotom, które klną zbyt często. Mamusia cię nie nauczyła? — posłał kotce złośliwy uśmiech i zerknął na brata. Liczył na jego poparcie.
Nie zwracał uwagi na innych. W tle też słyszał najróżniejsze wymiany zdań, te spokojniejsze, jak i te agresywniejsze, więc jego głupie zaczepki nie były czymś wyjątkowym. Tym bardziej że on wcale nie podnosił głosu. Robienie sobie jaj z innych było całkiem dobrym zajęciem na tak nudnym zgromadzeniu.
— Mamusia Cię nie nauczyła, żeby szanować innych, jeśli nie chcesz skończyć z rozoraną buźką?!
Udał przerażenie.
— O nieee, Burzaki atakują. Co ja biedny zrobię? — po chwili się zaśmiał i pazurkiem pogrzebał w nosie. — Jest rozejm. Nie masz psychy, no, chyba że Burzaki muszą ciągle łamać zasady, jak te granice.
Pamiętał, jak kiedyś mama chwaliła się, że przegoniła Burzaczkę, która weszła na tereny Klanu Wilka. To pewnie on niedługo też będzie mógł znaleźć nieostrożnego gagatka, któremu mógłby pokazać, gdzie raki zimują.
Wyjął gila z nosa i pstryknął nim, gdzieś do przodu w tłum kotów. Nie zazdrościł komuś, kto na sierści będzie miał gluta przez resztę zgromadzenia.
— Iglak, fu! — miauknął z obrzydzeniem Koszmarna Łapa, gdy rzucił swojego smarka w tłum.
— Oj nie bądź taki delikates, bo cię z kotką pomylą.
— Ej, ej, nie obrażaj naszych matek.
— To wtedy będzie wina krzyczącej Burzaczki. Wiesz, może jej w tej furii smarki wyleciały, czy coś takiego. Nigdy nie wiesz. Może uwierzą — wzruszył ramionami.
— Dobra, sprowokujmy ich. — Zgodził się z nim Koszmarna Łapa.
Kiwnął bratu głową.
Oboje się uciszyli, gdyż na podwyższeniu przywódcy z innych klanów zaczęli wygłaszać przemowy. Zaczęła Mandarynkowa Gwiazda, na której pyszczku już widać było siwiznę oraz luźniejszą skórę, która poddawała się po trzymaniu pyska starszej w jednym miejscu przez tyle sezonów. A może po prostu niekorzystnie wyglądała w takim świetle?
— W Klanie Nocy sprawy mają się dobrze. Mamy wielu nowych uczniów i wojowników. Zwierzyny i ziół nie brakuje, a kociaków jest tylko coraz więcej — przemówiła. Kocica zauważyła jego dzieło i szepnęła na uszko jego babci parę słów. Iglasta Łapa jednak się nie przejmował. Wiedział, że Zalotną Gwiazdę nie będą obchodziły jakieś małe wygłupy, na które inni reagowali strasznie emocjonalnie.
Zaraz po przywódczyni Klanu Nocy ruszył się Zawodząca Gwiazda i obrzucił tłum wzrokiem swych niebieskich oczu.
— Klanowi Burzy wiedzie się dobrze — rozpoczął. — Trening rozpoczęło wielu uczniów; Pląsająca, Poziomkowa, Nieboskłonna, Porzeczkowa, Dzika, Zwiastująca, Lśniąca i Trafna Łapa. Wojownikami zostali Milknący Zew i Kameliowy Wianek. Zwierzyny nie brakuje, a klan dobrze przygotowany jest na nadchodzącą Porę Nagich Drzew.
Kocur zauważył jego wściekłą rudą podwładną. Po chwili złapał kontakt wzrokowy ze Słodką Dziewanną i skinął głową w stronę zamieszania. Szylkretowa Burzaczka podeszła niechętnie do swojej rudej koleżanki, co jakiś czas łypiąc na nich wzrokiem w obawie o latające gluty. Natomiast Iglasta Łapa zrobił minę aniołka, czekając, aż ta zabierze rudą nerwicę sprzed jego nosa.
— Ostatni Pożarze! — zawołała z niesmakiem, zbliżając się do kocicy. — Przestań pastwić się nad młodymi. Bo Zawodząca Gwiazda znowu zapewni Ci pobyt w dole.
Ostatni Pożar posłała wszystkim po kolei nienawistne spojrzenie i po chwili, cała zjeżona odeszła z miejsca zdarzenia wykrzykując wiązanki przekleństw pod adresem dosłownie każdego zamieszanego. Zachichotał na swoją wygraną. Polizał się po piersi oraz łapce, by zaraz przeczesać sobie rozczochraną grzywkę.
Udało mu się!
— Iglak! Piona! — miauknął Koszmarna Łapa.
Przybił bratu piątkę i wsłuchał się uważnie w to, co mówili przywódcy. Przecież był wzorowym uczniem. Nieprawdaż?
Może później jeszcze podejdzie do kogoś z uczniów, by porównać, kto miał lepsze treningi. Jednak dzisiaj nie miał już czego szukać na Bursztynowej Wyspie. Koty uważały na niego, a niedługo po zakończenia przemówień przywódców, wszyscy zebrali się do własnych domów.
***
Zmiana pory sezonu z Opadających Liści na Nagich Drzew
W oddali zauważył płomienno rudą sierść kota. Ach, te Burzaki. Wszystkie takie same i powtarzalne. Rude i kremowe. Prawie nic poza tym. Wpatrywał się z zainteresowaniem na osobistość z konkurującego klanu. Czy się znali? Powinien już ruszyć i dołączyć do Kocimiętkowego Wiru oraz Garbatej Łapy, jednak ciekawość nadal trzymała go w miejscu.
[2223 słowa + udział w pojedynkach uczniów]
< Ostatni Pożarze? Ładne macie te tereny i króliczki. >
🌲
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz