Nie tak dawno… przed mianowaniem
Kurczak posłał Perłówkowej Łapie zmartwione spojrzenie, gdy siostra targała za sobą dziwne pudło. Znajdowali się w monstrualnej, upadłej gwieździe dwunożnych. Jak się zaraz okazało, w pudełku leżały wianki. Kurza Łapa zaciekawiony wyciągnął jeden głównie stworzony z ciepłych barw kwiatów, przy czym poprosił kremową o założenie mu pięknej, lecz nienaturalnej, wykonanej z dziwnego tworzywa korony. Gdyby pochodziła z lasu, rośliny by już dawno wyschły, a materiał, z którego zostały stworzone, rodzeństwo nie umiało zidentyfikować i określić czy kiedykolwiek dotykali tak dziwne podłoża i krawędzie. W każdym razie, Kurza Łapa wrócił po tej ekspedycji z nowym akcesorium.
***
Teraz…
Wdzięczna Firletka zajęła miejsce tyłem do oczka wodnego, z dwoma kamiennymi łbami wyglądającymi zza jej ramion, i uchyliła pysk.
— Dlaczego Rudzikowe Skrzydełko została otruta?
Łza stała w kompletnym milczeniu, nie wiedząc, co powiedzieć. I, jakby z tej samej gliny ulepieni, oboje przełknęli ślinę.
A wtedy po jej policzkach spłynęły łzy. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ojca, próbując odgadnąć wyraz jego pyska. W końcu jej wzrok na moment powędrował ku Firletce.
Połyskliwy Kogut zmarszczył brwi.
— Ja nie chciałam... — chlipnęła, kuląc się lekko. — B- bo ona... ona powiedziała... ż- że strasznie cierpi i... i że ma czarny kaszel. Nie mogłam już nic zrobić. Było za późno na pomoc...
Otarła łapą policzek i spuściła wzrok.
— Próbowałam... naprawdę próbowałam…
Medyczka spojrzała w oczy uczennicy, utrzymując neutralny wyraz pyska.
— Jesteś jedynie moją terminatorką, nie masz prawa podejmować takich decyzji — oznajmiła chłodno.
Połyskliwy Kogut patrzył ze zmartwionym wyrazem pyska na obie kotki. Kocur przygarbiony siedział lojalnie przy Łzawej Łapie i skrzywił się na chłodny, tak niecodzienny ton głosu medyczki. Przymrużył oczy i wbił oceaniczne ślepia w Firletkę. Przełknął ślinę.
— Wdzięczna Firletko... zdrowie Rudzikowego Skrzydełka się pogarszało, odkąd została minarem.
Skulił się, ciężki oddech przewodnika stał się słyszalny dla każdego obecnego. Szklane oczy wbił w czarne podłoże.
— Ona... ona cierpiała, Wdzięczna Firletko. Może i była zdrajczynią... ale to wciąż była moja matka.
Przecież chciała umrzeć.
Pociągnął nosem, po czym przysunął się do boku uczennicy. Większy, wyższy młodzieniec nie spojrzał tym razem na swoją towarzyszkę.
— Chciałem, aby się już więcej nie męczyła. Jej stan... to... — załamał mu się głos. Nagle zgiął się wpół, przytłoczony emocjami.
— To było straszne.
Jeśli przyjrzeć się jego łapom, drżał. Nogi jak z waty, można by było powiedzieć.
Połyskliwy Kogut był doprawdy zdruzgotany śmiercią swojej matki. Czemu miałby ją zabić z uśmiechem na pysku? Ten słodki, nieco głupkowaty z wyglądu przewodnik miał otruć własną matkę i czerpać z tego satysfakcję?
Przeniosła wzrok na przewodnika.
— A więc postanowiłeś zabrać życie własnej matce?
Głowa Koguta schowała się głębiej między jego barkami. Nie znalazł odpowiedzi na pytanie.
Być może się jej wstydził.
— Zabraliście jej życie, nie mówiąc jej nawet pewnie, co ją czeka — kontynuowała, zwracając się do ich obojga — I próbując umywać od tego łapy? Przekazaliście Zawodzącej Gwieździe, że powodem śmierci było wycieńczenie chorobą. Wynieśliście jej posłanie, aby, jak podejrzewam, nikt nie zauważył krwi i wymiotów.
Zamilkła na moment. Kogut zacisnął szczęki i uciekł wzrokiem w bok.
— Łzawa Łapo. Nie tego się po tobie spodziewałam — obrzuciła uczennicę spojrzeniem, które na moment wypełniło się żalem. — Nie jesteś medyczką, ani nawet asystentką. Twój głos nie jest w tej sytuacji decydujący. Twoja łapa nie wydaje wyroku na temat tego, kto przeżyje, a kogo życie się zakończy.
Łza zadrżała, słysząc te słowa. Spuściła wzrok, a jej uszy odpadły jeszcze niżej. Rudzielcowi było przykro.
— Wiem... — wychlipiała. — Wiem, że nie jestem medyczką. Nie chciałam decydować, kto ma żyć, a kto umrzeć.
Pociągnęła nosem i otarła policzek łapką.
— Ja tylko... nie wiedziałam, co robić. Ona tak strasznie cierpiała. Mówiła, że nie może już wytrzymać.
Podniosła zapłakane spojrzenie na mentorkę.
— Może nie miałam prawa podjąć tej decyzji... ale wtedy nie myślałam o tym, czy mam
— Jeśli nie wiesz, co robisz, sięgasz po radę wyższych rangą — miauknęła, jej głos o ton niższy, jednak nadal chłodny.
Zerknęła kątem oka na Koguta.
— Jestem w stanie zrozumieć Twój punkt widzenia, jednak nie jest to drobny błąd, za który i ja, i pozostali członkowie rodziny Rudzikowego Skrzydełka możemy Ci wybaczyć.
Przesunęła ogonem po posadzce.
— Zawiodłam się na Tobie, Łzawa Łapo. Straciłaś w tym momencie moje zaufanie — dodała. — Jak i przywilej bycia moją terminatorką.
Podniósł łeb i się wyprostował. Połyskliwy Kogut zachował nieodgadniony, wyprany z emocji wyraz pyska. Patrzył tępo przed siebie.
Nagle skupił swe oczy na Zawodzącej Gwieździe. Przyglądał się mu z przechyloną na bok głową.
— … Wdzięczna Firletko.
Dwa słowa przeszły przez jego gardło, aby złapać uwagę medyczki.
— Dobrze, niech Klan Burzy dowie się o tym, iż byliśmy zamieszani. Jednak… takie wejście z ogłoszeniem, iż kolejny kot nie umarł z przyczyn naturalnych… nasi pobratymcy są już na skraju wytrzymania. Widzę, jak z trudem żyją z świadomością, że po dawnym domu zostało tyle, co nic. Słyszałem w nocy, jak niektórzy się wybudzali z koszmarów, zapewne powracających do tego wieczoru z pożarem. I z Tańcującym Pierzem. Kolejna wiadomość o takiej śmierci może nimi wstrząsnąć.
Westchnął ciężko. Dostojny młodzieniec dalej siedział z uniesioną brodą, wszystkie smutki najwyraźniej odeszły tak szybko, jak się pojawiły.
— Nie chciałem dobić mojej matki, aczkolwiek… przecież była zdrajczynią, Wdzięczna Firletko i Zawodząca Gwiazdo. Tylko marnowano na nią surowce i czas. Może i brzmię teraz okrutnie. Może i nawet jak bez serca, lecz… — zamilkł. Wydał z siebie warknięcie, zapewne zły na siebie. Wydawał się być zagubiony. — Ugh. Nie. Źle zrobiłem, odbierając życie członkowi Klanu Burzy, nawet jeśli był on zdrajcą.
Pochylił głowę do przodu i się schylił.
— Źle zrobiłem, dopuszczając się takiego czynu i wciągając w to Łzawą Łapę. Córka Zawodzącej Gwiazdy jeszcze jest zbyt młoda… to jeszcze dziecko. Powinna zostać teraz nauczona i przykładać się ciężej do nauki… a nie robić to, co zrobiła.
Mówił najwyraźniej szczerze. Widać było gołym okiem, iż syn zdrajczyni czuł się winny. Nikt by nie zabił własnej matki, niegdyś będącą jego całym maleńkim świecie
— Wdzięczna Firletko, Zawodząca Gwiazdo, jeżeli mam jakąkolwiek szansę, aby zadośćuczynić mój czyn niedopuszczalny… aby ja i Łzawa Łapa mogli zdobyć znów wasze zaufanie, pokazać, iż jesteśmy tego warci…
Zerknął kątem oka na reakcję koleżanki. Wziął głęboki wdech i wydech, po czym stanął przed filarami Klanu Burzy niczym skała.
— … Będziemy gotowi poświęcić się i zapewnić, iż każde zadanie, każde polecenie zostanie wykonane poprawnie. Macie moje słowo.
Zmarszczył brwi na koniec, oczekując odpowiedzi zwrotnej od wysoko postawionych kotów. Nerwowo przesuwał oceanicznym wzrokiem po starszych, przy tym zastanawiając się nad grą aktorską rówieśniczki.
***
Połyskliwy Kogut wychylał się zza kamiennej ściany, chcąc dojrzeć reakcję pobratymców. Miał małą nadzieję, że gdzieś tam wśród nich… znajdzie sojusznika. Przecież chciał dobrze. Gdyby tak nie było, spotkałaby go kara śmierci.
Prawda?
— Łzawa Łapa oraz Połyskliwy Kogut byli zamieszani w śmierć Rudzikowego Skrzydełka — oznajmił.
Głowy współklanowiczów gwałtownie zwróciły się ku dwójce kotów, siedzących przed legowiskiem medyka w towarzystwie zniesmaczonego Śpiewającego Raniuszka.
— W konsekwencji, Łzawa Łapa zostaje odsunięta od pozycji medyka... Oraz oboje zostają zawieszeni w obowiązkach i przywilejach na czas nieokreślony. Obowiązuje ich zakaz opuszczania obozu.
A wtedy zaczęły się oskarżenia. Wytykanie palcami. Szukanie winowajcy, jakby Zawodząca Gwiazda nie nasunął im odpowiedzi na tacy. Już widział ten tłusty uśmiech napchanego swoim ego synalka przywódcy. Na samą myśl o tym, że Zew mógł czerpać satysfakcję z cierpienia własnej siostry i kuzyna, Kogut się gotował i zaciskał szczęki, aby nie palnąć niczego głupiego. Nie dość, że ten czarny maruda tu wciąż istniał, to na dodatek… został wraz z Łzawą Łapą wcielony do legowiska więźniów.
Nie chciał tam wracać. Nie.
Czemu miał tam wracać? Nie mógł. Nie mógłby. Nie chciał. Nie, nie, nie. On… on…
On nie mógł. Nie mógł tam wrócić. Ona…
Ona wciąż tam była.
Może nie ciałem…
Ale duszą.
Jej dusza wciąż tam była.
Ta zdradziecka dusza wciąż tam była.
Z ponurych myśli wyrwał go krzyk Gadożerowego Pyska, niegdyś zagorzałego zwolennika egzekucji zdrajców, tak teraz wyglądającego niczym wystraszone, małe kocię.
Ach, Poziomkowa Łapa. Wpadła do tunelu.
Do idealnego tunelu.
Chociaż, pewnie i by nie skusiliby się na chodzenie po ciemku, aby znaleźć resztki zdobyczy i zakrwawione legowisko, Kogut poczuł się lżejszy z wiedzą, iż jakiekolwiek ślady zbrodni zostały ukryte pod gruzami.
Ach, gdyby Łzawa Łapa mogła mu ustąpić. Wtedy mieliby jeszcze jakąś deskę ratunku; natomiast kuzynka zmusiła ich do kapitulacji, bez walki o swoje. Żenujące.
Żałosne.
— Zawodząca Gwiazdo, czy mogłabym jeszcze zabrać głos w tej sprawie? — wtrąciła się ciotka Koguta, kiedy tylko sytuacja z Poziomkową Łapą została opanowana, a koty ponownie zebrały się w Grocie Pamięci. Początkowo dymny nie wyglądał na przekonanego, jakby z obawy, że oddanie głosu bliskiemu zmarłej może okazać się złym pomysłem. Po dłuższej chwili jednak skinął głową, a srebrna przeniosła wzrok z niego na dwójkę oskarżonych.
— Połyskliwy Kogucie — zaczęła od swojego bratanka, dosyć ostro. Młodszy wystąpił, nie chowając się przed jej surowym spojrzeniem. — Klan pokładał w tobie nadzieję, w tym ja, że wyrośniesz na wspaniałego przewodnika, który pomimo matki zdrajczyni będziesz w stanie odnaleźć się wśród nas. Starałam się ciebie wspierać pomimo wielu obowiązku zaraz po pożarze, zapewne nie tylko ja się starałam, lecz jak widać, dla ciebie to było za mało. Uznałeś, że dobrym pomysłem będzie wraz z Łzawą Łapą morderstwo więźnia, ale jednocześnie własnej matki. Nie obchodzi mnie to, że może na to zasługiwała, czy może nawet prosiła. Nie masz poszanowania dla czyjegoś życia! Powinieneś zostać wygnany jak Dziki Berberys lub nawet poddany egzekucji, niczym Nieustraszony Chomik i Tańcujące Pierze, skoro nie żałujesz swych czynów! — z każdym zdaniem jej chłodne opanowanie przeradzało się w zburzenie, by ostatnie słowa wręcz wykrzyczeć, co raczej nie było przyjemnym doświadczeniem dla pobliskich kotów. Zwłaszcza dla Koguta, który musiał tego wszystkie słuchać.
Nim ktokolwiek zdążył jej przerwać, kontynuowała:
— A ty, Łzawa Łapo — skierowała swoje spojrzenie na uczennicę — zawiodłaś o wiele więcej kotów. Nie tylko ojca, matkę czy rodzeństwo, ale oba klanu! Jako uczennicy Wdzięcznej Firletki każdy Ci ufał i postanowiłaś tak to wykorzystać. Powinnaś również być wygnana, nawet jeśli pochodzisz z miotu, który symbolizuje sojusz pomiędzy Klanem Burzy a Owocowym Lasem. Swym występkiem splamiłaś ten sojusz! Nie jesteś godna tego zaszczytu!
Kiedy tylko zakończyła swoją wypowiedź, jeszcze przez chwilę po jaskini rozchodziło się echo jej wyroku na dwójce morderców.
Połyskliwy Kogut nie wyglądał na zaskoczonego. Lepszym określeniem byłoby nazwanie go wręcz znudzonym monologiem zastępczyni.
“Powinieneś zostać wygnany jak Dziki Berberys lub nawet poddany egzekucji, niczym Nieustraszony Chomik i Tańcujące Pierze, skoro nie żałujesz swych czynów!”— słowa kotki, choć nie chciał tego pokazywać na zewnątrz, go ukuły w pierś. Mimo to nie umiał zapłakać. Nie umiał wymusić się na jakikolwiek płacz, aby kotka ujrzała, iż naprawdę był smutny z powodu śmierci własnej matki.
Więc dalej obserwował ją z kamiennym, nieodgadnionym wyrazem pyska. Nawet kąciki ust mu nie zadrżały, gdy wypowiadała ostatnie okrutne zdania w jego stronę.
Czemu miałby użalać się nad słowami, które nie mają właściwie znaczenia? Dlaczego Skrzydlata Płomykówka dalej kontynuuje tradycję egzekucji? W innych klanach na pewno nie zabijają.
Kogut i Łza po prostu przyspieszyli to, co jest nieuniknione.
Te oszczerstwa ciotki były niedorzeczne i nie na miejscu.
— Na koniec chciałabym wyznaczyć koty, które odprowadzą tę dwójkę do ich nowego legowiska. Cyklonowe Oko i Lodówkowy Ciosie? — Z pytaniem na pysku spojrzała na dwójkę wymienionych wojowników, którzy jednocześnie skinęli głową, a następnie ruszyli w stronę Łzawej Łapy i Połyskliwego Koguta, których dotychczas pilnowała Śpiewający Raniuszek w towarzystwie Wdzięcznej Firletki, która nieopodal siedziała z ciasno owiniętym ogonem wokół łap.
Kogut jedynie skinął głową i szepnął ciotce przeprosiny.
Dawny mentor płomiennego zdrajcy i była partnerka owego Tańcującego Pierza odprowadzili ich do legowiska więźniów. Kogut miał wrażenie, że specjalnie ich tam wysłała. Jakby chciała, aby pamięć o tym, iż byli powiązani ze zdrajcami, była pielęgnowana w sposób niezdrowy, nagminny. Gdyby miał również odsyłać Rudzik z Ognikiem, czułby się dziwnie i nieco upokorzony. Cyklonowe Oko i Lodówkowy Cios zasługiwali na coś lepszego. Czyżby Skrzydlata Płomykówka im jeszcze nie wybaczyła spoufalania się z Tańcującym Pierzem? Przecież nie zdradzili z nim Klanu Burzy.
Najwyraźniej mentalność po pożarze na długo się nie zmieni.
Tak długo, dopóki ruda siostra zdrajczyni wciąż piastuje rolę zastępcy i aspiruje na zostanie przywódcą.
Ułożył się w swoim nowym, wielkim posłaniu i znudzony, wyprany z emocji pysk przyglądał się skałom. Za pustymi, wręcz czarnymi ślepiami nie było żadnej myśli. Pogodził się z odebraniem wolności, lecz to nie oznaczało, iż nie będzie później walczył o powrót na stanowisko.
O Łzawą Łapę.
Niepotrzebnie ją w to wciągał. Tak po namyśle, głupio zrobił, pozbawiając życia na wpół żywej zdrajczyni. Niedorzeczne. Dziecinne. I jak by tu miał dostać jakąś poważniejszą karę? Tylko przyspieszył to, co nieuniknione. Ukrócił własnej matce mękę i udrękę. Skrzydlata Płomykówka dramatyzowała i robiła z siebie ofiarę powojenną, gdy powinna być twardą zastępczynią i aspirować na takie piękne stworzenie jak Zawodząca Gwiazda, który zaczął pojmować, iż egzekucje następnych kotów nie dadzą pozytywnych skutków.
Oparł brodę na prawej łapie i zaczął stukać pazurami u lewej o kamienną posadzkę. Musiał pomyśleć. Zastanowić się nad strategią.
Łza nie mogła być gorsza od tego markotnego gówniarza, który miał czelność zwać się wojownikiem Klanu Burzy. Dawał mu jeszcze góra dwadzieścia księżyców, zanim się nie znudzi terenami ojca i wróci do Owocowego Lasu ze skulonym ogonem.
Przymknął oczy.
Powoli odpływał w objęcia gwiezdne. Czy jeszcze nad nim czuwali? Przecież zyskał od nich aprobatę. Musieli. W innym przypadku zostałby już dawno stracony.
Westchnął ciężko, po czym obrócił się na plecy, odsłaniając miękki brzuch. Urokliwy młodzieniec ziewnął uroczo i się przeciągnął, wyciągając łapy daleko.
Heh, przynajmniej mu nie odebrali wianka… i imienia.
Wolał nie powracać do Kurzej Łapy.
Poza tym nie mógł pozwolić swojej pamięci o tunelach i sekretnych przejściach zardzewieć. Musiał tą wiedzę pielęgnować. Poszerzać.
… Wykorzystywać.
W końcu do tego został wyszkolony.
“Powinieneś zostać wygnany”, powiedziała nie tak dawno rozemocjonowana Skrzydlata Płomykówka.
Urokliwy młodzieniec uniósł kąciki ust w sprytnym uśmiechu.
A żebyś wiedziała, że…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz