BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwomrówcza Gracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierwomrówcza Gracja. Pokaż wszystkie posty

09 sierpnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

— Widzisz?
Ślepia Pierwomrówki pochłaniały malujący się przed nią obraz. Płuca słone powietrze. Wiatr szalał prowokowany przez wzburzone morze. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś je zobaczy. Poczuje jego potęgę na własnej skórze.
— Widzę. — miauknęła w końcu, otrzepując sierść. — Faktycznie musimy być już blisko. Wszystko wydaje się takie bardziej znajome.
Kłak uniosła łeb zadowolona. Przywołała ruchem ogonem bliźniaków. Bracia niczym kocięta przepychali się biegnąc w ich stronę. Dopiero widok jaki zastali sprawił, że odpuścili sobie wzajemne zaczepki.
— Ta kałuża nie ma końca. — stwierdził zaskoczony Obwarzanek.
— To nie kałuża. — prychnęła na niego dymna. — To morze. Nieskończona i słona woda. — sprostowała, widząc jego zdziwione spojrzenie.
— Wkręcasz nas. — mruknął Meszek.
Pierwomrówka naburmuszyła się lekko.
— To idź spróbuj, tylko potem nie płacz. — burknęła sprowokowana.
Bliźniaki wymienili się spojrzeniami i pognali ku zboczu.
— Nie wiem czy to dobry pomysł... — zaczęła Kłak, obserwując oddalające się sylwetki.
Dymna zmarszczyła nos.
— Weź, co niby złego może się stać? Nie są już maluchami. — prychnęła, machając na to łapą. — A my mamy chociaż chwilę spokoju.
Bura wciąż nie przekonana otuliła się ogonem. Czekoladowa wywróciła oczami. Jak zwykle przesadzała. Zachowywała się jak ich matka. A rzekomo nią nie była. Z resztą jakby ją to obchodziło, czyje są te bękarty. Cieszyła się jedynie, że już niedługo nie będzie skazana na ich towarzystwo. Kątem oka na nich zerkała, na razie bawili się w szlamie wyplutym przez morze.
— Może już po nich pójdę... — dotarło do niej.
Skrzywiła się.
— Będziesz ich do końca życia niańczyć?
Kłak spojrzała się smutno na własne łapy.
— Teraz mam tylko ich.

* * *

Pogoda była niespokojna. Kłak też. Przez co ich podróż stała w miejscu. A to z drugiej strony irytowało Pierwomrówkę. Więc obydwie były ciężkie w obyciu tego dnia. Nic dziwnego, że bliźniaki mieli ochotę ulotnić się gdzieś. Byle nie słuchać sprzeczek starszych.
— Ciociu, pójdziemy nad morze. — dostała komunikat.
Machnęła na niego ogonem. Miała gdzieś gdzie sobie łazili. Naburmuszona leżała skulona, czekając aż ten mysi bobek wróci z żarciem. A skoro tamtych nie było to będzie więcej dla niej. Nawet nie wiedziała kiedy zasnęła. Obudziła ją dopiero Kłak. Wyglądała jakoś dziwnie. Spięta.
— Gdzie Obwarzanek i Meszek? — padło pytanie.
Pierwomrówka rozejrzała się wokół. Tu ich na pewno nie było.
— Poszli się przejść. Najwidoczniej nie wrócili.
— Nie mówili gdzie?
— A co mnie to? Nie jestem ich matką.
Kłak zdawała się jej nie słuchać. Chodziła nerwowo. Ogon bił jej na boki. Wyglądała groźnie. Prawie zapomniała o jej nerwowej stronie.
— Ugh, ty znowu to samo. Jedno pytanie z twojej strony, a nie martwiłabym się teraz. Idę ich poszukać. — niemal krzyczała.
Pierwomrówka położyła zjeżoną sierść. Dorosłe koty poszły gdzieś, a ona robiła z tego wielką aferę. Pokręciła łbem, próbując wyrzucić to wszystko z głowy.
— Powodzenia. — mruknęła pod nosem.

05 sierpnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Dzień stawał się coraz krótszy. Słońce przemykało nad ich głowami ukryte za gęstwiną chmur. Na dodatek te deszcze. Podróż przez nie zdawała się dłużyć niemożliwie. Pierwomrówka zdążyła polubić i ponownie znienawidzić czarnych bliźniaków. Póki się nie odzywali byli w miarę do zniesienia. Gorzej, gdy mieli ochotę na głębokie i duchowe rozmowy, czekoladowa za takimi nigdy nie przepadała. Leżała skulona obok spokojnie oddychającej Kłak. Znaleźli schronienie przed zmrokiem. Deszcz uderzał rytmicznie o ziemię. Opuszczona nora nie była wymarzonym noclegiem. Zapach dawnych mieszkańców napawał ich wszystkich o ciarki. Wygnieciony mech usiany był ciemnym futrem. Pierwomrówka pociągnęła nosem. Ostatnio zmokła. Skutki tego nadeszły akurat tej nocy. Kręciła się niespokojnie. Słyszała niezadowolone westchnienie, lecz miała je gdzieś. Ona tutaj cierpiała. Myślami mimowolnie wędrowała ku siostrze medyczce. Pewnie miała by jakieś badyle i na tą dolegliwość.

* * *

Stłumiony zapach mięty zaskoczył ją. Odwróciła się w stronę burej kotki. Musiała dostrzec jej pytające spojrzenie, odłożyła zioła na ziemię. 
— Smarkałaś wczoraj. — miauknęła, mrużąc ślepia. — Tylko nie mów, że nie weźmiesz, bo gorzkie.
Dymna zmarszczyła nos. 
— Ale jesteś zabawna. — mruknęła, nie wiedząc czy kotka żartuje czy nie. — Miętę poznaje, a to drugie to też mięta?
Bura uniosła ogon i przysunęła łapą ziele w jej stronę.
— Nie do końca. Ale jesteś bliżej niż dalej. Pierwomrówka zmarszczyła brwi. 
— Więc?
— Co więc?
Droczyła się z nią? Czy celowo robiła jej na złość? Czując nieprzyjemne uczucie w piersi trzepnęła ogonem. Nie miała nastroju na takie zabawy.
— Nie powiesz mi? — burknęła zniecierpliwiona. Kłak uśmiechnęła się lekko.
— Nie. — zwróciła łeb w stronę wejścia do nory. — Wracają. Złapał ich deszcz. Czyli pewnie czeka nas kolejny mokry poranek. Weź je po posiłku. Szybciej zaśniesz. 
Czekoladowa pokazała jej język, lecz bura nic na to nie odpowiedziała. 


* * * 


— Patrz, berberys! 
Kłak przyglądała się zafascynowana jakimś czerwonym liściom. Pierwomrówka zmrużyła oczy. Nie widziała w nich nic ciekawego. Krzak jak krzak. Na dodatek z kolcami. Czyli już taki bezużyteczny krzak. Nieprzyjemne spotkanie z jeżyną i utknięcie w jej gałęziach do dziś pozostawało w jej pamięci. Czuwająca Salamandra musiała wtedy wołać jej ojca, by oswobodzić uczennice. Czekoladowa wiła się i bluzgała wniebogłosy, a jak na złość parszywe krzaczysko powyrywało jej sierść. 
— Niesamowite. — wymamrotała w końcu, widząc, że ta oczekuje jej reakcji.
Kłak nie zdawała się przejmować jej słomianym zapałem. Obserwowała kątem oka, jak ta zrywa liście krzaka cholera wie po na co. Może miał jakieś lecznicze zdolności?
Usiadły pod starym bukiem, czekając na bliźniaków. Drzewo stało już niemal ogołocone. Pora Nagich Drzew zbliżała się wielkimi krokami. Ostatnia wydłużyła ich wędrówkę aż za bardzo. Pierwomrówka wolałaby dotrzeć na znane jej tereny nim śnieg ponownie pokryje polany. Lecz nie wiedziała gdzie jest i ile im zostało wędrówki, a Kłak była dość mało precyzyjna w swych odpowiedziach.
— Ładnie mi? — dotarł do niej, głos kotki.
Czerwone listki wystawały gdzieniegdzie z jej futra. Zmrużyła ślepia, unosząc ogon z zadowoleniem. Zaraz jej dopiecze.
— Szczególnie z tymi kolcami w pysku. 
Zgodnie z przewidywaniami Kłak zmarszczyła brwi. 
— Dobrze wiesz o co pytam. — mruknęła napuszona, próbując zlokalizować łapą ciernie rośliny. 
Niezbyt jej to szło. Wręcz osiągała efekt przeciwny niż zamierzony, wbijając niechciane kawałki berberysu głębiej. Za którymś stłumionym jękiem kotki, dymna miała już dość tej sytuacji.
— No dobra, pomogę ci. — burknęła, podchodząc do niej.
Kłak uniosła brew zdziwiona. Odwróciła się do niej zadem.
— Podziękuję, świetnie sobie radzę.
— Właśnie widzę. Siedź i nie ruszaj się. — mruknęła, przystępując do wyjmowania kolców z pyska kotki.
Pierwszy raz widziała jej pysk z tak bliskiej odległości. Czarne pręgi przecinające jej poliki. Rudą plamkę nad nosem. Drobne blizny poukrywane w sierści. Jasnozielone ślepia, które obserwowały każdy jej ruch.
— I na co ci to było? — westchnęła, wyjmując kolejny kolec.
Kotka spuściła wzrok.
— Berberys. — miauknęła w końcu. — Mama nadała mi takie imię. 
Pierwomrówka skrzywiła się. 
— I zmieniłaś je sobie na Kłak? Idiotyzm. — mruknęła dymna.
Bura milczała parę uderzeń serca. Przez chwilę Pierwomrówce przeszło przez myśl, że uraziła ją. Zdziwiona bardziej swoją myślę niż decyzją kotki, odsunęła się od niej.
— Skończone. — ogłosiła, kończąc oficjalnie tą interakcje. — Nie właź już w krzaki, ok?

09 lipca 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Zbliżali się do czegoś. Hałas narastał z każdym krokiem. Ziemia nieprzyjemnie drżała. Włos jeżył się na grzbiecie czekoladowej kotki. Nigdy nie słyszała czegoś podobnego. W powietrzu kotłował się zapach kojarzący się z Potworami. Lecz był o wiele mocniejszy. Z niepokojem zerkała w stronę Kłak, która wodziła wzorkiem po horyzoncie. Nie zdawała się być taka napięta jak czekoladowa. Lecz mimo to jej pysk zdradzał, że także nie czuła się komfortowo. Czarne kocięta wlekły się za nimi. Coś jęczały, lecz huczące powietrze skutecznie odciągało uwagę Pierwomrówki od nich. 
— Daleko jeszcze? — miauknął Obwarzanek. 
Bura zatrzymała się i z wymuszonym uśmiechem zwróciła się do kocięcia. Choć już coraz bardziej wchodził w wiek, w którym byłby już uczniem. Pierwomrówka była mimowolnym świadkiem dorastania tej dwójki. Musiała niechętnie przywyknąć do tytułu cioci. I bycia obślinionym przez te szczyle. Zmarszczyła nos. Ciekawe czy jej starzy spłodzili jej jeszcze więcej rodzeństwa? Skoro teraz mieli jedno mniej w obozowisku... 
— Ciociu, ciociu, patrz — usłyszała.
Spojrzała zmęczonym wzrokiem na czarną kupe futra. Meszek zrobił fikołka, albo coś na ten wzór, i patrzył na nią oczekująco. Poczuła jak Kłak depcze jej łapę. Posłała jej mordercze spojrzenie. 
— Wow, niesamowite... — burknęła niechętnie. 
Meszek zaczął coś paplać, lecz dymna wyłączyła się. Obserwowała jak bura zamiera i wbija spojrzenie przed siebie. Przyspieszyła zaciekawiona. Przed nimi malowało się ogromne pole Ścieżki Grzmotu. Była szersza niż ta w Betonowym Świecie. Ciemniejsza. Zawijała się dziwnie i rozwidlała. A Potwory sunęły po niej z niezwykłą prędkością pozostawiając po sobie jedynie smród. 
— I to jest twoja bezpieczna ścieżka? — syknęła zirytowana. 
Zostaną rozjechani nim nawet się zorientują. Bura nie zareagowała. Dymna musiała ją trzepnąć. 
— Ej! Nie ignoruj mnie. 
— Tego nie było. Jeszcze parę zim temu tego nie było. — miauknęła wciąż oszołomiona Kłak. 
Zaczęła iść w stronę kociąt. Pierwomrówka zaczęła ją gonić. Miała nadzieję, że ta nie każe im tego okrążać. Przecież to zajmie im całą wieczność. Ta Ścieżka Grzmotu zdawała się ciągnąć po sam horyzont. 
— I co teraz. — syknęła, nie kryjąc żalu. 
Bura otulała ogonem dwie czarne kulki. Zerknęła na czekoladową. 
— Uspokój się. Jutro poszukamy tunelu. — miauknęła, kładąc się obok braci. 
Dymna zmarszczyła nos. 
— Jakiego znowu tunelu? Co to niby jest?
— Kiedyś pewien kot mówił mi, że przy takich dużych Ścieżkach Grzmotu znajdują się podziemne tunele. Nikt nie wie dlaczego i co mogą skrywać. — mruknęła, wpatrując się w nią smutno. — Idźmy spać, proszę. 
Pierwomrówce cisnęło się jeszcze wiele słów na język. Była zła. Rozwścieczona. Chciała wypomnieć jej każde pewne zapewnienie, że dobrze zna tą drogę. Że bezpiecznie i szybko dotrą do lasu. Podróżowali już tyle księżyców! Lecz zmęczenie wygrało. Odwracając się do kotki zadem, położyła się na trawie. 

29 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Pierwomrówka tłumiła ziewnięcie, niosąc w pysku śpiące kocię. Najchętniej także zmrużyła by już ślepia. Kłak szła przed nią, trzymając drugiego dzieciaka. Wciąż nie wyjaśniła jej skąd i czyje są te kociaki. Czekoladowa chętniej pozbyła by się zbędnego balastu. Gdzieś za krzakiem czy też w rowie. Nie widziała powodu by dbać o obce kocięta, niech ktoś inny bawi się w dobrego obywatela.
— Kiedy przerwa? — wymamrotała cicho.
Kłak w odpowiedzi jedynie trzepnęła ogonem. Dymna zmarszczyła brwi i niechętnie przyspieszyła kroku. Nie podobało jej się tempo narzucone przez starszą. Nie mogła też marudzić. Betonowy las powoli ustępował, a kwadratowe kamienne góry, w których mieszkali Dwunożni stawały się coraz niższe i rzadsze. Nawet powietrze zaczynało mniej śmierdzieć Potworami. Pierwomrówka liczyła jednak, że skoro opuściły już największe niebezpieczeństwo, to zwolnią tempa. Musiała polować, nosić bachora i ogółem znosić ich obecność. Ich durne pytania o jej uszy oraz ataki na ogon. Utwierdzała się jedynie w przekonaniu, że nie zamierza nigdy zakładać rodziny. Jej rodzice spłodzili jej dużo rodzeństwa, a pożytku było z nich tyle co nic. Poruszyła wąsami. Może z Kniejki trochę było, w końcu uratowała ją przed potencjalnym wściekłym tłumem.
— Widzisz tamto drzewo? Tam spędzimy popołudnie i ruszymy ponownie wieczorem. — ogłosiła bura.
Pierwomrówka spojrzała w wskazywanym kierunku. Mina od razu jej zbladła. Ów dąb znajdował się daleko. Zbyt daleko dla jej zmęczonych łapek i sennych powiek. Kłak za bardzo ją wykorzystywała. Wyzyskiwała ponad jej siły! Wydała z siebie jęk niezadowolenia, bura zdawała się nie zamierzać tego skomentować. Pozostawało im jedynie iść. W ciszy i ku światłu wschodzącego słońca.
Padła pomiędzy korzeniami dębu, powoli przegrywając walkę z zamykającymi się powiekami. Poczuła jak coś ciepłego przytula się do jej brzucha. Resztkami świadomości stwierdziła, że to Kłak musiała położyć obok niej kocięta.
— Prześpij się, będę jako pierwsza czuwać. — dotarło do jej uszu nim zasnęła.


* * *


Obwarzanek i Meszek skakali na siebie, drąc się w niebogłosy. Czekoladowa ze skrzywieniem obserwowała to. Wątpiła, że zdoła coś upolować przed ruszeniem w dalszą wędrówkę. Kocięta skutecznie płoszyły całą zwierzynę.
— Skąd wiesz, że idziemy w dobrą stronę? — postanowiła się wyżyć na pomysłodawczyni trzymania szczyli przy życiu.
Bura zmarszczyła nos i uniosła jedną brew.
— Dopiero teraz zwątpiłaś w to gdzie cię prowadzę? — mruknęła zdziwiona.
Dymna zignorowała jej słowa, wciąż czekając na odpowiedź. Ich wędrówka trwała już parę wschodów. Pierwomrówka nie sądziła, że tyle to będzie trwać. Poza tym dalej mijali legowiska Dwunożnych. Skąd miała mieć pewność, że te znów nie zgęstnieją zamieniając spokojniejsze krajobrazy ponownie w betonową puszczę.
— Wiem, gdzie idę. Nie zawsze mieszkałam w Betonowym Świecie. Tyle powinno ci starczyć. — stwierdziła Kłak.
Pierwomrówka pokazała jej język, odwracając swój łeb w stronę kociąt. Ich czarne łapska znów wylądowały na jej czystym ogonie.
— Ile razy mówiłam wam, że nie będę się z wami bawić? — syknęła zirytowana.
— Odpuść im. To tylko kociaki. — mruknęła bura. — Słoneczka, ciocia Pierwomrówka ma zły humorek, bo sama nie miała z kim się bawić za kociaka. Może poszukacie dla niej jakiegoś ładnego kwiatuszka?
Szkraby energicznie pokiwały łebkami i ruszyły na poszukiwania. Bura wpatrywała się w nie, pilnując czy nie odchodzą za daleko. Czekoladowa zmarszczyła nos.
— Wcale nie prawda. Rodzeństwa miałam aż za dużo. — burknęła.
Kłak spojrzała w jej stronę.
— I jesteś taka rozwydrzona? Musiałaś być najmłodsza.
Pierwomrówka trzepnęła ogonem. Już miała otworzyć pysk, lecz czarne brzące pojawiły się ponownie na horyzoncie. Biegły wesoło w ich stronę z jakimś chwastem w pysku.
— Nie każe ci się nimi zajmować. Ani zabawiać. Po prostu je toleruj. Gdy dojdziemy do Szopy nasze drogi się rozejdą i będziesz sobie znowu żyć samotnie. — miauknęła Kłak.
Czekoladowa zmusiła się do uśmiechu i podziękowania za badyla.

Od Pierwomrówczej Gracji

Do niedawna martwiła się o swoje utrzymanie podczas Pory Nagich Drzew. A teraz jeszcze miała na głowie Kłak. Bura weszła ze swoimi brudnymi łapami do jej życia, i krzaka też, naprzykrzając się. Cały czas wymyślała jej jakieś kolejne zadania i ogółem za bardzo się rządziła. Była irytującym wrzodem na zadzie. Brała zwierzynę i znikała, by wrócić i żądać jeszcze więcej. Pierwomrówka powoli planowała wydanie wyroku na niej. W końcu na pewno tęskniła za bratem. Męczyła się przy czekoladowej. Odesłanie i jej na inny świat było znakomitą opcją. Opcjonalnie poszukanie tych ziół na sraczkę.
Pierwomrówka spojrzała na powoli zachodzące słońce. Dziś zniknęła na dłużej niż zwykle. Nie żeby za nią tęskniła. Może w końcu i ją pożarł Potwór. Zadowolona wracała z myszą do swojego krzaka. Weszła do prowizorycznego legowiska pewną łapą, by się zdziwić. Kłak już tu była. Zmarszczyła brwi.
— O znakomicie. Właśnie zgłodniałam. — miauknęła bura.
Czekoladowa syknęła na nią, lecz kotka nie zdawała się tym przejmować.
— Dawaj, zjemy na pół. — mruknęła włóczęga. — Jutro pójdziemy gdzieś razem. Dobra?
Pierwomrówka zjadła swoją część i przesunęła zwierzynę w stronę kotki. Położyła łeb na swoich łapach.
— A mam wybór? — prychnęła i skuliła się do snu.


* * *

Stanęła przed czarnym kamieniem. Spojrzała niepewnie na Kłak. Nie chciała pokazywać przed nią słabości, ale to było silniejsze od niej.
— Chyba żartujesz. — miauknęła lichym głosem.
Bura westchnęła i wróciła się po nią. Szła przez Grzmiącą Ścieżkę jakby to było nic. Jakby zupełnie nie straciła przez nią ostatnio towarzyszą.
— Słuchaj, o tej porze mało kto się kręci. Ale jak zaraz nie ruszysz dupy to będziemy mieli na głowie Potwory. — syknęła.
Czekoladowa nie poczuła się zachęcona. Ani przekonana. Łapy wciąż tkwiły w tym samym miejscu. One też ani myślały opuszczać bezpieczne szare kamienie. Poczuła jak coś ją popycha od tyłu. Zaparła się, lecz jej łapy zdążyły wjechać na czarny kamień. Pisnęła, zamykając oczy.
— No dalej. Ruszaj się.
Otworzyła niechętnie ślepia. Bura wpatrywała się w nią zażenowana. Przeszła szybkim krokiem na drugą stronę. Pierwomrówka zacisnęła zęby i pobiegła za nią. Nie chciała przyznać, że już zdążyła się pogubić w ich trasie i nie wiedziała, którędy wrócić do swojego krzewu. Z podkulonym ogonem szła za Kłakiem.
— Daleko jeszcze? — przerwała ciszę pomiędzy nimi.
Bura przystanęła, czekając aż ta ją dogoni. Rozejrzała się.
— Jeszcze trochę. Dziś nie wrócimy do parku.
Czekoladowa przekręciła łeb.
— Park?
— Tam gdzie mieszkasz. Jest ich niewiele w mieście. A im dni robią się krótsze tym więcej gangów zaczyna tam zaglądać. Prędzej czy później by cię przegonili lub co gorsze zniewolili. — mruknęła Kłak.
Pierwomrówka zmarszczyła brwi. Uniosła ogon oburzona do góry.
— Ej, wtedy byłam nie w formie. Teraz na spokojnie pogonie parę nędznych samotników. — burknęła, unosząc łeb do góry.
Bura machnęła ogonem.
— Paru? Nie rozśmieszaj mnie. Poza tym silniejsze gangi potrafią być o wiele większe niż parę kotów. — parsknęła.
Czekoladowa nie skomentowała tego. Pewnie Kłak ją straszyła i tyle. Nie wiedziała do czego Pierwomrówka jest zdolna. Bura wskoczyła na dziwne metalowe pudło, a z niego na ogrodzenie. Wylądowała na gęsto porośniętym trawą terenie. Chaszcze były wyjątkowo wysokie jak na świat Dwunożnych. Kłak patrzyła się na nią oczekująco. Dymna zmarszczyła nos i powtórzyła ruchy burej. Choć powtórzenie to za dużo powiedziane. Wyszło jej dość niezgrabnie i prawie spadła na towarzyszkę, lecz nie zamierzała po sobie poznać, że to nie było planowane. Z wysoko zadarnym nosem spojrzała na burą.
— Gdzie teraz?
Kłak nie odpowiedziała, po prostu ruszyła dalej. Pierwomrówce nie pozostało nic innego jak za nią podążać. Dotarły do stosu dziwnego materiału. Pachniał jak coś stworzonego przez Dwunożnych. Miał nienaturalny kolor. Jaskrawy żółty.
— Wyłaźcie. — miauknęła Kłak.
Spód dziwnej konstrukcji wyszły dwie puchate kulki. Całe czarne. Pierwomrówka zmarszczyła brwi.
— To twoje?
— Nieważne czyje. Pomożesz mi wyprowadzić je z Betonowego Świata. Ty też tutaj się nie odnajdujesz. A sama tutaj zginiesz. — burknęła Kłak.
Czekoladowa chciała jej jakoś dogryźć albo odpyskować, ale miała rację. Też chciała się stąd wydostać. Wrócić do lasów, polan. Byle daleko od tego betonowego lasu. Otuliła łapy ogonem.
— Czyli mam niańczyć twoje kocięta? — burknęła w końcu.
Bura zignorowała ją. Podeszła do młodych.
— Ciociu, a kto to? I czemu nie działają jej uszy? — dotarł do niej fragment rozmowy.
Pierwomrówce niespieszno było do zabawiania kociąt. Odwróciła się zadem do wesołej rodzinki, a sama myślami odpłynęła w kierunku jej rodzinnego klanu.

27 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Powoli zaczynał ją męczyć ten skrawek zieleni. Żyła w nim już księżyc. A może dłużej. Nie pamiętała jaki był stan księżyca, gdy tutaj trafiła. Nie dbała o to, jak kiedyś. Otulona swoim ogonem spędzała popołudnie w swoim krzaku. Powoli kończyła się Pora Zielonych Liści albo już dobiegała końca? Deszcze coraz częściej nawiedzały ten zakamarek, a krzak był dość mało wodoodporny. Trochę martwiła się. W klanie zawsze było pożywienie. Więcej lub mniej, ale nie było dnia, w którym nikt niczego nie upolował. A tutaj? Nie miała pojęcia jak ciężka okaże się Pora Nagich Drzew. Wątpiła czy błąkających się tutaj myszy starczy jej na w miarę regularne posiłki. Tym bardziej, że tyle psów się kręciło na tych terenach. I jeszcze były inne koty...
Lekko podłamana tym biła się z myślami czy próbować ruszać dalej. W betonowym lesie tym bardziej nie przetrwa krótkich zimowych dni...
— Pieszczochu!
Znajomy głos sprawił, że ciarki przeszły jej przez grzbiet. To była ta bura kotka. Jedna z tych irytujących ją włóczęgów. Choć akurat jej towarzyszem nie musiała się martwić. Wąchał już kwiatki od spodu. Nie zamierzała wychodzić. Wolała ją przeczekać. Po ostatnim starciu nie była jakoś super chętna na powtórkę. Tym bardziej, że niedawno skończyła układać swoje futro.
Pech chciał, że ta przybłęda finalnie znalazła ją. Pierwomrówka wpatrywała się w nią bardzo niezadowolona.
— Czego? I spadaj to mój krzak. — syknęła, nie zamierzając się dzielić ciasna, ale własną przestrzenią.
Bura miała inne zdanie.
— Z racji tego, że mój brat zginął przez ciebie teraz odpracujesz to. — miauknęła swe żądania obca.
Czekoladowa parsknęła kpiąco.
— Ja go zabiłam? Sam wpadł pod Potwora. Mógł patrzeć jak biegnie. Nic nie będę odpracowywać. Tym bardziej dla jakiegoś śmierdzącego włóczęgi. — zawoła wojowniczo.
Bura była na jej terenie. Nie zamierzała się pod nią uginać. Biedna i głupia nawet nie wiedziała do czego jest zdolna Pierwomrówka. W końcu była liderobójczynią. Wygnańcem. Oj tak była śmiertelnie niebezpieczna.
Jęknęła, czując ostre zęby na swoim ogonie.
— To nie ulega dyskusji. Takie są prawa Betonowego Świata. — zagroziła jej kotka.
Czekoladowa zirytowana kopnęła ją w pysk. Nie było to na tyle mocne by pozbyć się przybłędy, ale patrząc na jej wyraz pyska musiało to ją zaboleć.
— Jak chcesz się bić to dawaj, tylko wyjdźmy z krzaka. — prychnęła dymna, nie zważając na swoją obecną sytuację.
Dostała w pysk. Syknęła zaskoczona bólem. Miała jej odgryźć ogon, a nie bić ją po mordce.
— Masz odpracować jego śmierć. Zrozumiałaś? — powtórzyła się bura.
Czekoladowa wywróciła oczami. Zaczęła rozważać opcje ucieczki. Może to było lepsze od tej wariatki. W końcu skoro ją teraz znalazła, znajdzie ją ponownie i znowu będzie jej utrudniać życie. Musiały istnieć jakieś miejsca pozbawione innych kotów. Gdzieś w końcu musiały być jakieś polany. Lasy...
Znów dostała w pysk. Już wkurzona rzuciła groźne spojrzenie.
— Nie. I nie zamierzam. No dalej zmuś mnie. — rzuciła jej wyzwanie.
Nim się spostrzegła znalazła się na ziemi. Ponownie ta sama patowa sytuacja. I tym razem bura nie dała się tak łatwo ugryźć. Zaatakowała, gdy Pierwomrówka była jeszcze oszołomiona. Czekoladowa pisnęła, czując potworny ból. Coś ciepłego zaczęło spływać z jej pyska.
— Oszalałaś?! — krzyknęła, zagryzając zęby.
Potwornie bolało. Złapała łapą za pulsujące miejsce. Dotknęła coś mokrego. Odsunęła łapę by zobaczyć co to. Krew. Jej krew. Na pysku...
— Sama kazałaś mnie zmusić. — mruknęła kotka. — Masz mi upolować dwie myszy. Przyjdę wieczorem. Nie próbuj uciec. Z taką raną daleko nie zajdziesz.

Od Pierwomrówczej Gracji

Siedziała nad drobną myszą. Normalnie zakopała by ją i ruszyła dalej na polowanie. Lecz nie była sama. Czuła na sobie czyjś baczny wzrok. I miała przeczucie, że nie były to przypadkowe koty. Złapała zdobycz w pysk, chcąc uciec zanim straci ją na skutek interakcji z tymi dwoma pacanami.
— A ty dokąd, panienko?
Skrzywiła się na tą ksywkę. Może gdyby nie ton burasa, nawet ucieszyła się z takiego określenia. Zjeżyła się, spoglądając na znajomą dwójkę.
— Dziś chyba niezbyt rozmowna. — stwierdził kocur, rzucając się w jej stronę.
Ominęła go, ale nie zauważyła jego towarzyszki. Powalona na ziemię wciąż ściskała mysz w zębach. Nie zamierzała oddać swojej zwierzyny. Próbowała zwalić burą kotkę, lecz ku jej zdziwieniu ta okazała się silniejsza. Silny cios w brzuch sprawił, że mimowolnie wypuściła zdobycz z pyska.
— A to sobie weźmiemy, sajonara, panienko. — miauknął kpiąco kocur.
Zdenerwowana czekoladowa wgryzła się w łapę samotniczki. Korzystając z jej zaskoczenia, wyrwała się spod jej łap. Ruszyła w stronę kocura. Bury trochę zaskoczony zaczął biec, starając się jej uciec. Miał na swoją korzyść odległość, ale nie na długo. Wybiegli parku, kontynuując pościg na płaskich kamieniach. Pierwomrówka zatrzymała się dopiero przed Grzmiącą Ścieżką. Smród spalin sprawiał, że nie potrafiła na nią wejść i się nie udusić. Kocur zdawał się być zadowolony z sytuacji. Przynajmniej dopóki nie wpadł pod jednego z Potworów. Metalowe stworzenie połknęło go, zostawiając jedynie czerwoną plamę.
Czekoladowa wpatrywała się w nią oszołomiona. Tego się nie spodziewała. Potwory zaczęły wyć. Dwunożni wychodzić z nich. Działo się coś złego.
— Supeł! — usłyszała krzyk za sobą.
Burą kotka wypatrywała swojego towarzysza. Szybko jej przestraszony wzrok przeniósł się na nią.
— A tobie co? Gdzie on jest?! — krzyczała na nią.
Pierwomrówka spojrzała jeszcze raz na czerwoną kałużę.
— Potwór go zjadł. — miauknęła w końcu.


* * *


Wróciła do życia na znajomym jej terenie. Parę razy zapuściła się poza park, lecz nie potrafiła przekroczyć Grzmiącej Ścieżki. Nie po tym co ostatnio widziała. Obeszła już znaczną część płaskich kamieni wokół, lecz te zawsze zmuszały ją do przekroczenia czarnej ścieżki by dostać się gdzieś dalej. Lęk przed Potworami był zbyt duży w jej sercu by na to się zdecydować. Utknęła w kolejnym więzieniu. Piękniejszym i pełnym zieleni, lecz wciąż w więzieniu. Tu przynajmniej nikt nie chciał od niej rodzenia ładnych kociąt.

Od Pierwomrówczej Gracji

Skrawek zieleni, bo czym on był w porównaniu do terenów Klanu Burzy, szybko został tymczasowym domem dla Pierwomrówki. Co prawda często zjawiały się w nim psy, co niezbyt radowało kotkę, lecz nie były to stworzenia podobne do tych, które opisywał jej ojciec. Zamiast krwiożerczych szczęk i potężnych długich łap te były jakieś mizerne, puchate, a ryjki ich były spłaszczone. Bliżej im było do puchatego szczura bez pyska niż faktycznego niebezpieczeństwa. Trzymane na długich linach, zwykle trzymały się blisko swoich Dwunożnych. Pierwomrówka trochę odżyła. W końcu miała okazję zapolować, zadbać o swoją sierść i podjąć liczne próby uwolnienia się z obroży. Bo tak zdawało się to nazywać. Niestety uparte ustrojstwo nie odpuszczało, wciąż tkwiąc na jej szyi. Nawet jej zapartość w końcu straciła na sile. Przechadzała się po parku, szukając jakiś pożytecznych rzeczy do wyruszenia w dalszą podróż. Szkoda, że znała jedynie trujące zioła. Tym razem jej chęć do pieczenia Czuwającej Salamandrze ograniczyła jej potencjał w poznaniu innych pożytecznych roślinek. Troszeczkę żałowała, że nie nauczyła się od siostry czegoś bardziej przydatnego niż zioła na sraczkę.
Przystanęła przy jednej z dziwnych traw, które tutaj rosły. Powąchała ją niepewnie. Nie pachniała w żadnym stopniu jak jej siostra. A medycy musieli pachnieć ziołami, skoro ciągle przy nich siedzieli. Dla pewności spróbowała kawałka trawska. Szybko je wypluła, czując dziwnie gorzki smak. To zdecydowanie nie miało właściwości medycznych.

26 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Krople deszczu uderzały rytmicznie o drewnianą konstrukcję Dwunożnych. Sklepienie schronienia trochę przeciekało. Wcześniej biały ogon teraz pokryty był breją tutejszego otoczenia. Nie miała siły się myć. Głodna i przemoczona, próbowała jedynie przeczekać ten okropny czas i móc wyruszyć w podróż. Ku bardziej znanym jej krajobrazom. Tęskniła za zapachem polnych kwiatów. Gęsta trawą, miękka ziemią i poranną rosą. Tutaj wszystko było zniszczone przez Dwunożnych. Twarde, zimne i śmierdzące. Tylko robactwo czuło się tutaj dobrze. Dzieliła swoje schronienie z pająkiem, któremu zdecydowanie się powodziło w tej okolicy. Skuliła się w kłębek i zasnęła.
Obudził ją hałas. Dziki tajemniczy ryk, niepodobny do żadnego dźwięku znanego jej. Smród spalenizny także unosił się wokół. Skuliła się i zaczęła wyglądać przez szczeliny, próbując odkryć co się dzieje. Potwory toczyły pomiędzy sobą wojnę. Wściekłe buczały i wiły się w tajemnicach pozycjach, znanych tylko im samym. Nie wiedziała nawet, które z nich wygrywa. Ich gładkie futra lśniły blaskiem porannego słońca. Pierwomrówka wstała. Nieprzytomna rozglądała się wokół, próbując odnaleźć nowe miejsce do kontynuowania snu. Odgłosy Potworów za bardzo ją stresowały. Jeżyły każdy włos na grzbiecie.
Ścieżki Dwunożnych od rana nie były tak tłoczne, jedynie Potworów roiło się na każdym zakręcie. Szła trochę nie wiedząc za bardzo dokąd zmierza. Nie znała tego świata. Nie wyciągnęła nic pożytecznego od Chmurka. Była jedynie zdana na łaskę Przodków, którzy i tak raz ją już zawiedli. Fragment zieleni wpadł jej w oczy. Drzewa. Wysokie i niepoucinane na dziwaczne kształty. Połacie zieleni. W końcu jakaś namiastka normalności. Beztrosko ruszyła w jej stronę. Za czymś tak dobrze znajomym. Zapach trawy otulił ją niczym matka swe kocie. Zachwycona położyła się na niej, próbując zatopić się w nim. Zmyć z siebie smród Potworów. 
— Ty patrz. Na łeb jej siadło. W trawie się turla. — dotarły do niej strzępki rozmowy.
Nieco zaskoczona wstała. Sierść mimowolnie zjeżyła się jej na grzbiecie. Zepsuli jej tą chwilę spokoju. Rozejrzała się wokół, by po pewnym czasie dojrzeć dwójkę burych kotów. 
— Czego? — syknęła w ich stronę. 
— Oho, agresywna jak na Pieszczoszkę. Nie martwisz się, że zgubiłaś swój domek? 
Włóczęgom zdecydowanie pszczoły mózg zasnuły. Ona Pieszczochem? Dawno już nikt jej tak nie obraził. Przybrała pozycję by wskoczyć na te rzezimieszki, lecz nieprzyjemny dźwięk metalu przypomniał o swoim istnieniu. Ah no tak. 
— Nie jestem Pieszczochem. — syknęła mimo to. — Założono mi to...
— Tsa, ile już my widzieliśmy takich Pieszczochów. — przerwano jej. — Mleko wam uderzy do łba i chcecie bawić się w wielkich wojowników. — wyśmiano nią. 
— Uh, nie ma nic bardziej wkurzającego. — zawtórował drugi kot. — Dawaj, Kłak, przypomnijmy jej gdzie jej miejsce!
Czekoladowa coraz bardziej nienawidziła tego miejsca. Los podrzucał jej pod łapy jeże. Bardzo irytujące dodatkowo. Nie miała szans z tą dwójką po paru dniach ciągłej wędrówki. Rzuciła się do ucieczki, co spowodowało radosne śmiechy nieznajomych. Biegła trochę na oślep, prawie wpadając pod łapy Dwunożnym a to psom. To ostatnie chyba na dobre pomogło jej pozbyć się pościgu. Zdyszana ukryła się w krzakach. Łapiąc oddech, oczekiwała. Lecz irytujących głosów nie było już słychać. Padła na ziemię i pozwoliła sobie na sen. Chociaż to musiała nadrobić. 

23 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Pierwomrówka przekręcała się nerwowo z boku na bok znudzona. Wariowała. W tym ciasnym pomieszczeniu zamknięta z tym mysim bobkiem. Biały miał zbyt prostackie i luźne podejście do wszystkiego, a jego największymi dylematami dnia było czy pierw się umyć czy udać się do kuwety. Sam koncept przebywania w tym samym pomieszczeniu i smordzie własnych fekalii niesamowicie brzydził czekoladową. Zirytowana przechadzała się z jednego końca klatki do drugiego, próbując nie zwariować lub nie wyżyć frustracji na Chmurku, ale nie przynosiło to większych efektów. Dopiero zjawienie się Dwunoga oderwało ją od gonitwy myśli, toczącej się w jej umyśle. Łysa kreatura podeszła do ich sąsiadów i zabrała czekoladowe szylkretkę, by znów zniknąć za drzwiami.
— Ej! — krzyknęła w stronę Chmurka.
Ten nie zareagował, więc ponowiła tą czynność parokrotnie.
— Co znowuż? — dotarł do niej w końcu jęk białego.
— Zabrali ją. Tą kotkę eee... Listek?
Chmurek machnął leniwie ogonem, zdając się nie przejmować zbytnio tą sprawą.
— Nic dziwnego. Za parę księżyców wróci.
Pierwomrówka zmarszczyła nos. Nic z tego nie rozumiała. Gdzie i dlaczego porwali ją Dwunożni? Czy ich zachowania dało się w ogóle przewidzieć?
— Co masz na myśli? — nie poddawała się, wciąż męcząc białego.
Chmurek ciężko westchnął, sprawiając, że dymna tym bardziej chciała go poharatać pazurami.
— No wiesz. Skoro ją zabrali to znaczy, że spodziewa się kociąt. Proste, prawda? Jak już je urodzi i odchowa znów tu wróci. I tak w kółko i w kółko.
Pierwomrówce stanęła sierść dęba. Straszliwa myśl przemknęła jej przez głowę.
— Czyli jestem tu więziona by urodzić twoje kocięta...? — ledwo zdołała to wypowiedzieć, nie wymiotując jednocześnie.
Chmurek uśmiechnął się leniwie.
— Można tak powiedzieć. Dwunożni dostają te śmieszne śmierdzące papierki za ładne kociaki. Więc łapią koty i je rozmnażają by mieć ich więcej. — sprostował, wstając. — Myślę, że skoro już się znamy od paru wschodów słońca czas przenieść naszą relację dalej. Od dziś jesteś moją partnerką. Zacznijmy od tego, że zaczniesz mi mówić Chmurcio, oki? Słuchaj w porównaniu do innych typów jestem naprawdę miłym gościem. — dodał, patrząc sugestywnie w bok.
Pierwomrówka nie zamierzała zerkać w wskazywanym kierunku. Czuła się tak totalnie zniesmaczona tym wszystkim i wściekła, że nie zamierzała siedzieć ani uderzenia serca dłużej w tym potwornym miejscu. Przepełniona wstrętem do Chmurka, pozostałych tu kotów, jak i całego miejsca rzuciła się na białego. Ledwo zdążyła go tknąć, a ten już jęczał jak kocie.
— Parszywy Pieszczoszek! — syknęła, łapiąc uciekającego przed nią białego za kitę.
Kocur miauknął i próbował ją uderzyć łapą w pysk. Nie miała większej trudności z ominięciem tego ciosu. Wskoczyła na białego i zaczęła ryć pazurami, a bardziej tym co z nich zostało, w po grzbiecie Chmurką. Kocur darł się, a ona czuła w końcu jakaś ulgę po tych wszystkich dniach znoszenia jego bytu obok siebie. Nie musiała czekać długo na reakcję Dwunożnych. Ktoś wpadł i szybkim ruchem odciągnął ją od białego. Została rzucona w kat, kiedy Łysy wziął w łapy Chmurka i zaczął go gładzić po futrze. Pierwomrówka widząc okazję jaka jej się trafiła nie zamierzała zwlekać. Ruszyła do ucieczki w stronę wąskiej szczeliny, którą wszedł Dwunożny. Ten widząc co się dzieje, zaczął biec za nią i krzyczeć.
Wizja wolności była już tak bliska. Już prawie postawiła łapę na dworze. Znów czyjeś łapska chwyciły ją. Syczała i wiła się jak oszalała. Młody Dwunożny musiał być zaskoczony jej zachowaniem. Przycisnął ją do swego cielska pokrytego dziwnym materiałem. Dymna nie zamierzała mieć litości nawet dla kociąt tego przeklętego gatunku. Wbiła zęby w odsłonięty fragment skóry i wgryzła się z całej siły. Młode puściło zanosząc się dziwnym rykiem. Pierwomrówka nie oglądała się za siebie. Biegła przed siebie, nie zważając na przedziwny świat otaczający ją. Dopiero gdy oddech przestał nadchodzić, a w gardle zrobiło się potwornie sucho, zatrzymała się. Krztusząc się, usiadła, próbując na spokojnie złapać powietrze.
Zapach Potworów unosił się wokół. Wszystko śmierdziało nimi. Tym samym potwornym zapachem spalenizny. Płaskie kamienie wypełniały świat Dwunożnych. Drzewa i trawy były rzadkością. Znikome rosły gdzieniegdzie odcinając się na szarym krajobrazie. Pierwomrówka znów poczuła się totalnie bezradna. Może zdołała uciec Dwunożnym, lecz wciąż była w ich przeklętym świecie.

22 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Minęło już parę wschodów słońca. Jedzenie było dziwne. Pachniało rybami i nieznanym jej ptakiem. Było sycące, a forma paćki łatwa do zjedzenia. Mimo to czuła się dziwnie spożywając takie coś. Jakby to nie było jej godne. Chmurka chętnie korzystał z jej wybredności, pochłaniając jej porcie. Biały okazał się nie być zły. Był dość posłuszny i nigdy jej nie pyskował. Był jej pierwszym podwładnym w tym nowym świecie. Pierwomrówka jednak się nie przywiązywała. Gdy tylko zbierze wystarczającą ilość informacji i nabierze sił, zacznie ponownie planować ucieczkę. Idealnym momentem zdawało się być karmienie przez Dwunożnych. Byli nieuważni, a inne koty generowały dużo hałasu domagając się jedzenia. Jej rozmyślania przerwało nagłe wparowanie Dwunożnych do pomieszczenia. Nie nieśli jednak jedzenia. W ich łapach był dziwny pojemnik.
— Oho, chyba czeka cię pierwsza wycieczka. — ogłosił Chmurka.
Pierwomrówka zjeżyła się. Jak to. To nie było w jej planie. Znowu zamierzali ją gdzieś przenieść?
— Co? Gdzie? Odpowiadaj szybko! — krzyknęła poddenerwowana.
Chmurka zaśmiał się.
— Spokojnie, kochaniutka. Nie ma co się denerwować. Pojedziesz do ich medyka. Zbada cię i takie tam. Może pazurki obetnie. — wyjaśniał, przeciągając się leniwie.
Pierwomrówke wcale to nie uspokoiło.
— Że co? Dlaczego? Po co? Nie zamierzam nigdzie jechać! — zaczęła się bulwersować.
Chmurka jednak się nią nie przejmował za bardzo. Zbędny z niego był żołnierz. Wcale nie zamierzał walczyć o jej życie. Podły kłak, jeszcze nauczy go dyscypliny.
Łyse łapska próbowały ją złapać. Broniła się jak prawdziwa wojowniczka. Próbowała przeorać pazurami cienką skórę Dwunożnych, lecz została owinięta grubym materiałem i wrzucona do ciasnej klatki. Gryzła metalowe pręty, lecz nie przynosiło to efektu.
— Do później. — krzyknął jedynie Chmurka.
— Wypchaj się! — wrzasnęła wściekła.


* * *

Wykończona i otumaniona dziwny ziołami łysego medyka została wrzucona do dawnego więzienia. Coś uciskało ją w szyję, nie pozwalając jej w pełni wziąć porządnego oddechu.
— Ale masz śliczną obróżkę. Różowiutką. — zjawił się Chmurka, przyglądając się jej truchłu.
— Odsuń się. — syknęła cicho, machając łapą.
Biały zaśmiał się. Nie spełnił jej żądania.
— Jeszcze trochę cię potrzyma. Wyglądasz teraz zupełnie jak koteczka z porządnego domu. — stwierdził.
Pierwomrówka zmarszczyła nos. Próbowała rozerwać symbol niewoli. Metalowe elementy wydawały nieprzyjemne dźwięki. Jakieś złote kółko brzęczało potwornie z każdym jej ruchem głowy. Tortury.
— O no proszę i dali ci nowe imię. Dewora. Ładnie.
— Nie mów tak do mnie. — jęknęła, poddając się w walce z ściągnięciem tego ustrojstwa.
Strasznie chciało jej się spać. Zdrzemnie się na trochę. Tylko na trochę i wtedy zdejmie to z siebie. Tak właśnie będzie. Tylko zamknie na trochę oczy.

Od Pierwomrówczej Gracji

Obudziła się wciąż oszołomiona. W łbie jej się wirowało, łapy uginały się pod jej ciężarem. Rozejrzała się nieprzytomna. Nie znała tych terenów. Wszystko wydawało się tutaj takie obce. Nieznane. Puchate i dziwnie pachnące mchy o nienaturalnym kolorze. Pozbawione liści drzewa o absurdalnych kształtach. Skały o metalicznym zapachu ułożone w równe linie. Gdzie ona się znalazła?Zmusiła się do podniesienia. Obeszła dostępny teren, robiąc wręcz parę okrążeń. Parę razy uderzyła się o niewidzialną barierę. Innym razem gryzła drewno, próbując je złamać. Kopanie w podłożu też nic nie dawało. Zostawiła jedynie parę rys na połaciach gładkiego drewna. Spojrzała do góry by ujrzeć słońce uwięzione pod metalową kopułą. Przerażające.
— I jak, kochaniutka? Podoba ci się ta przytulna norka? — dotarł do jej uszu głos nieznajomego.
Zjeżyła się, próbując wzrokiem odnaleźć winnego temu wszystkiemu.
— Zapłacisz za to, że mnie tutaj uwięziłeś. Nie wiesz z kim zadarłeś. — syknęła w stronę puchatej przestrzeni.
Odpowiedział jej śmiech.
— Masz rację nie wiem. Ale to nie moja wina, że tutaj się znalazłaś. — z jednej z dziwnych gałęzi wyłonił się łeb.
Kot był dziwny. Pysk jakby spłaszczony. Futro długie i jasne. Oczy w dwóch kolorach. Wyglądał na szaleńca. Pierwomrówka już go nie lubiła.
— Ta jasne. To tak to czyja to wina? — prychnęła, siadając.
Nie mogła marnować energii. Prędzej czy później znajdzie drogę wyjścia. A gruba klucha o płaskim ryju nie zdawała się być zagrożeniem.
— Jak to czyja? Toż to oczywiste. Wyprostowanych. — miauknął kocur, schodząc na dół.
Teraz jego cała puszysta okazałość ukazała się kotce. Był szeroki. I to nie tylko sprawa włosia. Jego ruchy były powolne. Zdecydowanie nie był zbyt sprawny fizycznie. Zmarszczyła nos.
— I po co nas tutaj trzymają? Zabiją nas? Zjedzą? — wypytywała obcego.
Znów odpowiedział jej śmiechem. Zaczynało ją to irytować. Zdawał się całkowicie nie przejmować ich sytuacją. Jakby mu to nie przeszkadzało, że są uwięzieni.
— Powiem ci tak. Mieszkam tu już jakiś czas. Nie jesteś pierwszą panikarą, z którą mam do czynienia. Możesz być spokojna. Nie zjedzą nas. Niedługo też zbliża się pora karmienia. Prawda, Billy? — zawołał do kogoś.
Powędrowała za jego wzrokiem, by za przezroczystą barierą ujrzeć innego kocura. Także długowłosego. O srebrnym futrze. Był nieco w lepszej formie niż jej kompan. Dopiero po chwili ujrzała towarzyszącą mu czekoladową szylkretkę. Coraz mniej z tego rozumiała.
To było więzienie dla kotów?
— Wyprostowani weszli do szopy, więc długo się zjawią. — odpowiedział ciemny, wstając.
Pierwomrówka zaczęła rozglądać wokół, tym bardziej uważniej. Z czasem zaczynała zauważać inne koty w podobnych pozamykanych więzieniach.
— Jak się stąd uciec? — zapytała bardziej siebie.
Biały jednak musiał ją usłyszeć, gdyż podszedł do niej.
— A po co uciekać? Uwierz mi, w Betonowym Świecie nie znajdziesz lepszego miejsca. Wyprostowani nas karmią, dbają i czeszą. Naprawdę niewiele oczekują w zamian. — stwierdził kocur, przyglądając się jej uważnie. — Masz naprawdę farta, że urodziłaś się taka ładna. Tak to pewnie trafiłabyś do Umieralnii.
Czekoladowa zadygotała.
— Jakiej Umieralnii?
Biały przekręcił łeb zaskoczony jej słowami.
— No wiesz, tam gdzie trafiają brzydkie koty i umierają wśród metalowych krat. — sprostował. — O, tak ogólnie jestem Chmurka, a ty?
Początkowo nie była pewna czy przedstawiać się obcemu, ale co miała do stracenia. Wiedział dużo więcej od niej o otaczającym jej świecie. Jeśli chciała uciec musiała dowiedzieć się więcej i wtedy dopiero opracować plan ucieczki.
— Pierwomrówcza Gracja.
Chmurka uśmiechnął się trochę niezręcznie.
— Strasznie długie imię. Chodź zaraz pora karmienia.

17 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Otrzepała się z kurzy, wpatrując się w błękit nieba. Powoli ściemniało się, a ona wciąż nie znalazła schronienia. Nie wiedziała ile już szła. Dawno nie była zmuszona do takiego wysiłku. Łapy odmawiały jej posłuszeństwa z każdym stawianym krokiem. Do dalszych kroków napędzał ją jedynie wyrok jaki zawisł nad jej niewinnym losem. Głupcy! Nieustannie przerabiała w głowie sytuację z siostrą. Słowa jakie padły z jej pyska. Przełknęła ciężko gulę. Nie zdążyła nawet pożegnać się z ojcem...
Dziwny odgłos sprawił, że oderwała wzrok od własnych łap. Nasłuchiwała uderzenie serca, lecz nic już do niej nie docierało. Z tego wysiłku miała już przesłyszenia. Wbiła pazurki w suchą ziemię i machnęła ogonem ze złością. Przeklęty Królik. Przeklęci Gwiezdni. Przecie to oni nasłali na nią ten cel. Wypełniała ich wolę i co miała w zamian. Została obdarowana chłostą śmiechu. Kpiną. Upokorzeniem. Łzy bezsilności mimowolnie spływały po jej polikach. Oszukana i wygnana. Nie taki miał być jej los. Urodzona by władać całym światem, skończyła na jego dnie. Była nikim. Szarą masą, którą się tak brzydziła. 
Zasnęła na ziemi wyczerpana.

* * * 

"i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie"
Powtarzała słowa zasłyszane od któregoś z Kronikarzy. Z furią, zbyt szybką przeradzającą się w rozpacz, przemierzała nieznane jej chaszcze. Pozbawiona sensu rzeczywistość utwierdzała ją w przekonaniu, że świat z niej kpił. Słyszała to w śpiewie ptactwa. W ruchach mrówek. Wszystko ją wokół przerastało. Jedynie niewyjaśniony lęk i głód pchał ją dalej. Zmuszał do kolejnych kroków. 
Nietypowy zapach unosił się w powietrzu. Wędrowała mimowolnie jego tropem. Pachniało ptakiem. Tłustym ptakiem. Lecz był inny. Nie taki jak te polne. Zamroczona głodem nie zważała na dziwne otoczenie. Las i dzikie polany ustąpiły zamieniając się w zbyt uporządkowane otoczenie. Drzewa rosły w ustalonym rządzie. Pachniały słodko. Niczym pokarm produkowany przez karmicielki. Pierwomrówka zatrzymała się, widząc dziwne martwe konary. W nienaturalnym kolorze. O nie. Coś w środku kazało jej uciekać. Strach przyćmił głód. Stała jeszcze chwilę, wahając się. Nie wiedziała kiedy i gdzie zdoła zdobyć pożywienie. Nie wiedziała czy jest to warte ryzyka. Bestie zamieszkujące te tereny różniły się od leśnym. Były nieprzewidywalne...
Usłyszała kroki za sobą. Ciężkie. Ospałe. Obrzydliwy zapach dotarł do jej nozdrzy. Odwróciła się by przekonać się, jak trafne były jej przypuszczenia. Zwierzę to wydawało dziwne dźwięki. Kujące w uszy. Zaczęło zmierzać w jej stronę. Niepokojąco szybko się zbliżać. Rzuciła się do ucieczki. Biegła na ślepo. Nie wiedząc, gdzie się skryć. W którą stronę, gdzie mogła się przed nim uchronić. Uderzyła w coś. Mocno w łeb. Pisnęła, czując rozchodzący się po głowie ból. Wizja stała się taka niewyraźna. Czuła, że chwyciło ją. Śliskie i cuchnące łapy zacisnęły się na niej.
Było już po niej. 

12 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji) CD. Kwiecistej Kniei

Pierwomrówcza Łapa zadarła nos do góry. Kniejka jak zawsze rzucała jakimiś dziwnymi żartami. Musiała solidnie nudzić się w życiu. Pewnie zazdrościła jej piękna i gracji. Podczas, gdy czekoladowa lśniła i była podziwiana, siostra kryła się pod ziemią niczym kret. Zmarszczyła nos na myśl o tym brudnym stworze.
— Bardzo śmieszne. — skwitowała słowa szylkretki, starając się udawać, że wcale jej nie zdenerwowały.
Na końcu języka wręcz jej się cisnęło, żeby wypomnieć, że śmierdzi jak nieboszczyk. Ale prędzej czy później ojciec będzie jej płakać dlaczego wszyscy się nie kochają. Uderzyła jedynie teatralnie ogonem o ziemię, żeby sobie nie pomyślała, że faktycznie tak uważa.
— A ty nie powinnaś być pod ziemią? Po co się na nie gapisz? — mruknęła zgryźliwie.
— Nie gapię się i nie twój interes.
Prawie znów dostała łapą szylkretki. Znów dało się jej wyminąć to brudne łapsko. Była taka perfekcyjna! Pierwomrówka spojrzała na siostrę i uniosła brew. Oho, czyżby Klan Gwiazd zesłał jej tak cudowną okazję? Miała czym podokuczać Kniejce! Nauczy ją w końcu, gdzie jest jej miejsce w rodzinnej hierarchii.
— Właśnie, że się gapisz. Widziałam! — miauknęła, nie zważając na to, jak kocięco to brzmi.
Siostra spojrzała na nią zażenowana.
— Zaraz odprowadzę cię do żłobka. — mruknęła, wstając.
Dymna dla bezpieczeństwa odsunęła się na lisią długość. Wolała mimo wszystko nie ryzykować zabrudzeniem swojej świeżo ulizanej sierści.
— Skoro nie chcesz gadać, to zapytam je… — podpuszcza ją.
Chciała zrobić krok do przodu, lecz poczuła opór. Spojrzała zaskoczona w stronę szylkretki. Jej przepiękny śnieżno-biały ogon przyszpilony był do ziemi. A na nim ta brudna zakurzona łapa.  Przepełniona zarazkami…
— Puszczaj. — syknęła oburzona.
Widząc ten paskudny wredny uśmieszek na pysku siostry, Pierwomrówka zrozumiała, że nie ma wyboru. Czas na broń ostateczną.
— Tatooo! — wydarła się zapłakanym tonem.


* * *

Niebo było czyste. A mimo to wiatr niósł wiadomość o zbliżających się chmurach deszczowych. Wojownicy biegali jak zające wśród polan, pogrążając się w zabawie pogoni za przepiórkami. Uczniowie przechwalali się odnalezionymi jajkami w kępach traw. Medycy zbierali zioła na cięższe czasy. Wszyscy byli tacy zajęci, zatraceni w swoich zajęciach. Pierwomrówka kroczyła obozowiskiem zachwycona. Było idealnie. Żadnych zbędnych spojrzeń. Żadnych natarczywych kolegów od patroli. Czy lepiących się do jej łap uczniów. Mogła dokonać tego o czym śniła już od tylu dni. Przerabiała wciąż i wciąż swój perfekcyjny plan. Wszystko było zaplanowane. Każde najmniejsze ziarenko piasku miało przypisaną swoją rolę. A zdobyte i jakże cenne informacje przez jej wróbelki jedynie czyniły wszystko prostszym.
Podążała za zapachem kocura. Bezszelestnie snuła się wydeptanymi ścieżkami. Zapach zyskiwał na sile. Stawał się intensywniejszy. Przystanęła, rozglądając się wokół. Dzikie kłącza traw stopniowo ustępowały. Niższe rośliny i samosiejki brzóz oznaczały jedno. Drogę Grzmotu. Na myśl o smrodzie tego miejsca zmarszczyła się. Spojrzała na odciśnięte ślady łap w ziemi. Musiał już być blisko. Lada chwila i zostanie zbawcą Klanu Burzy.
— Pierwomrówcza Gracja…? Co tutaj robisz? — prawie zgięło ją w pół.
Odwróciła się by ujrzeć pysk Króliczej Gwiazdy. Lider przyglądał się jej uważnie. Niech to szlag!
— Eee... Chciałam porozmawiać o przepraszaniu. — wydukała zaskoczona obrotem spraw.
Czarny nie ukrywał zdziwienia, lecz w końcu uśmiechnął się lekko. Uśpiła jego czujność.
— Cieszę się, że do tego dorosłaś, Pierwomrówcza Gracjo. W czym konkretnie mam ci pomóc? — zapytał.
Czekoladowa zmarszczyła brwi. Nie wiedziała co teraz. Na ostry i ciernie, wszystko znowu szło nie tak jak trzeba. To sama obecność czarnego siała spustoszenie wokół. Chaos jego duszy i złe wibracje!
— Eee... — zdołała jedynie z siebie wydobyć.
Nie miała pomysłu. Próbowała przypomnieć sobie cokolwiek z tych jego bzdur. Coś było o przebaczaniu…
Kropla wody uderzyła obok niej. Spojrzała do góry. Niebo jakoś pochmurniało. Ściemniało tak nagle. Mroczne, potężne masy tłoczyły się, wydając z siebie ciche pomruki.
— Chodź, poszukajmy schronienia na deszcz. — zawołał lider i ruszył pierwszy. — Porozmawiamy za chwilę. Może tamta brzoza?
Teraz albo nigdy. Napięła mięśnie i skoczyła na ciało Króliczej Gwiazdy. Kocur wierzgał pod jej łapami. Miała go! Miała! Tylko… co teraz? Zapomniała z tego wszystkiego, że nie wiedziała jak dokładnie pozbawia się kogoś życia...
Lider zdawał się wyczuć jej moment jej dezorientacji. Zrzucił ją z siebie. Uderzyła głucho o ziemię. Grzbiet ją dziwnie bolał. Skrzywiła się. Zanim zdążyła się podnieść stał już nad nią. Przegryzła nerwowo wargę. Sylwetka lidera zasłoniła jej widok na niebo. Zielone ślepia spoglądały na nią zszokowane. Była w pułapce. Uwięziona pomiędzy jego łapami.
— Pierwomrówcza Gracjo, co to miało znaczyć? — jego głos był taki mętny.
Niepodobny do niego. Może trochę zaczął ją przerażać. Szum Potwora rozległ się gdzieś w oddali. Oderwał tą dwójkę na parę uderzeń serca od tego co się działo. Pierwomrówka spojrzała na stojącego nad nią kocura. Czuła się tak niekomfortowo pomiędzy jego łapami. Nie, to nie tak miało wyglądać. To on miał żałośnie płakać i błagać o życie. A ona zwycięsko pokonać zło. Przełamać złą passę jaka ciążyła nad ich klanem.
— Odsuń się, lisia wywłoko! — pisnęła, kopiąc lidera z całej siły w brzuch.
Nie spodziewała się, że to aż tak dobrze zadziała. Wstała trochę zaskoczona tym wszystkim i zaczęła szukać wzrokiem kocura. Raczej od tak by jej tego nie odpuścił. No chyba, że uciekł… Zastygła. Znalazła go. Choć tego się nie spodziewała. Królicza Gwiazda leżał wśród traw. Nie ruszał się. Zemdlał? Widok krwi jednak wyprowadził ją szybko z tego błędu. Ostry kamień także ociekał nią. Musiał na niego upaść… Ups. Cofnęła się o parę kroków. Trochę jej emocje wariowały. Wstręt i lęk buzował w jej ciele. A gniew gdzieś przepadł. Zniknął gdzieś w zakamarkach jej ciała. Wygrała? Nie czuła się tak. Może euforia nadejdzie później? Zerknęła niepewnie w stronę lidera. Nie ruszał się. Zmarszczyła nos. Więc miała rację. Czyli Królicza Gwiazda nie dostał dziewięciu żyć. Oszukał cały klan. Miała rację… miała? Na pewno nie żył? Może powinna sprawdzić, czy nie udawał przypadkiem. Mrocznym siłom nie można było ufać.
Rozejrzała się nerwowo wokół. Kątem oka dostrzegła, że ziemia poruszyła się. Przełknęła ciężko ślinę. Przodkowie się do niej odzywają? Gleba zaczęła się zapadać się do środka. Poczuła, jak włos staje jej dęba. Pierw wyszły jasne łapy umorusane ziemią, a potem pysk. Kwiecista Knieja rozejrzała się wokół. Jej zielone ślepia utkwiły w niej. Uniosła brew zdziwiona przerażoną miną Pierwomrówki.
Zaraz co. Na Klan Gwiazd, jak ona się z tego wytłumaczy...
— T-to... to Piaszczysta Gwiazda mnie opętała! — wydukała, odsuwając się od zwłok lidera.
Siostra spojrzała zdezorientowana na nią. Dopiero potem powędrowała wzrokiem ku martwemu ciału lidera. Jej mimika zmieniła się. Spojrzała znów na swoją siostrę, a to na ciało Króliczą Gwiazdę. Westchnęła ciężko, kręcąc łbem.
— Jesteś mysim łbem. — mruknęła spiętym głosem.
Pierwomrówka pierwszy raz widziała ją taką zdenerwowaną. Jej ogon chodził niespokojnie w powietrzu na boki. Podeszła do niej niepewnie. Przywarła do futra siostry.
Chyba trochę przesadziła.
— Nie czas na to. Właź do dziury. I nie ruszaj się z niej póki po ciebie nie wrócę. — miauknęła cicho. — Masz tam siedzieć. Zrozumiałaś?
Czekoladowa pokiwała łbem. Niechętnie, ale weszła do niej. Łapa siostry ponagliła jej ruchy, wpychając ją do nory. Ziemia ocierała jej piękne futro. Pokrywała się błotną pierzyną. Fuknęła niezadowolona.
— Siedź cicho. Ja spróbuję ogarnąć ten bałagan. — rozkazała jej i przysypała wejście ziemią.

<siostrzyszko uwu?>

11 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Wpatrywała się spod łba w czarne dymne futro. Jej ogon krążył nerwowo po suchej ziemi, zbierając paskudztwo jakim skalane było łoże lidera. Znów. Uparł się na nią. Zawziął. Uczepił. Niczym nieznośny rzep końcówki ogona. Pierwomrówka oddychała ciężko, starając się trzymać emocje na wodzy. Sam pchał się w łapy śmierci!
— Mam nadzieję, że zrozumiałaś, Pierwomrówcza Gracjo. Takie zachowanie nie przyniesie ci niczego dobrego. — miauknął lider. 
Znów miał do niej problem o byle co. Doczepił się, gdy próbowała wytłumaczyć ciemnej masie, zwanej też jej pobratymcem, dlaczego nie warto z nią zadzierać. I znów musiała słuchać tego samego wykładu. Nudnego jak zawsze. Marnował jedynie jej cenny czas. 
— Tak. — mruknęła niechętnie, czując, że oczekuje jej odpowiedzi. 
Chciała już móc wrócić do siebie i pomarudzić ojcu jakim lisim łajnem jest ich lider. 
— Czyli jesteś gotowa przeprosić Ognistą Piękność? — zapytał z nadzieją. 
Pierwomrówka prawie zadławiła się własną śliną. Nerwowo kaszląc, łapała powietrzę. Absurd. Brednie. Niedorzeczność! Ona miała przeprosić tego pomyleńca? To mózg rudej już dawno odkleił się od łba. Zachowywała się, jakby pozjadała wszelkie rozumy, a Klan Gwiazd miał czcił każde jej pierdnięcie! 
— Za co? Za to, że jeszcze żyje? — syknęła naburmuszona. 
Królicza Gwiazda westchnął. Pokręcił łbem. Czekoladowa fuknęła niezadowolona. Już wystarczająco ją upokorzył. Wołała zginąć z paszczy Potwora niż przeprosić tą rudą żmiję. 
— Nie mogę pozwolić, by porządek Klanu Burzy został zburzony przez waszą dwójkę kłócącą się o każdy aspekt. — ogłosił lider. — Albo się przeprosicie jak prawdziwi dorośli, albo obydwie skończycie w legowisku ucznia. 
Pierwomrówczej Gracji aż głos odebrało. Po prostu wyszła stamtąd. I szła. Nie zważając na koty wokół niej. Dopiero gdzieś wśród polnych kwiatów rozległ się głośny krzyk frustracji.

* * *

Im dłużej o tym myślała tym bardziej utwierdzała się w swoich przekonaniach. Królicza Gwiazda ni z gruchy, ni z pietruchy zajął stanowisko lidera. Jeszcze po tak całkowicie przypadkowej śmierci Obserwującej Gwiazdy i jej zastępcy... Kto go niby wybrał? Klan Gwiazd? No chyba nie. Pewnie na temat dziewięciu żyć kłamał. Wodził ich wszystkich za nos. Nie było szans, by Przodkowie ofiarowali ów niezwykły dar jakiejś przypadkowej przybłędzie bez ogona. Chciał jedynie swoim nudnym ględzeniem rozwiązywać wszelkie problemy. Byli wojownikami, a nie kronikarzami. Minął się ze swoim przeznaczeniem. Powinien już dawno wąchać od dołu ziemię!
— Uh, a tobie co? — usłyszała głos starca.
Zjeżyła się, posyłając mu mordercze spojrzenie. Nie miała czasu na jego durne zaczepki. Niech idzie w końcu do Umieralni. Ktoś inny był teraz priorytetem na jej liście. Uśmiechnęła się do siebie. Już niedługo wszystko w końcu będzie tak jak powinno. Świat odzyska kolory, a Klan Burzy będzie prawdziwą potęgą. Nie będzie potrzebował tych mysich pcheł wartych sojuszy z kolejnymi przegrywami.
— Pierwomrówcza Gracjo, lider cię wzywa.
Wywróciła ślepiami. Nie dał jej nawet zaplanować na spokojnie jego końca. Westchnęła ciężko i zwlekła się z legowiska. Musiała przycisnąć swoich małych podwładnych. Zebrać wszelkie potrzebne jej informacje.
Wyznaczyć dzień, w którym świat zapomni o Króliczej Gwieździe.

10 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Gracji

Spoglądała na klucz ptactwa wędrujący po przestworzach. Nieprzejęte ziemskimi sprawami naśmiewały się rozgoryczonej w swym żalu Pierwomrówce. Mimo gorliwych modlitw do Przodków ci zdawali się być błasi na wiszące nad nimi widmo zagłady. Królicza Gwiazda wszystko robił nie tak. Chodził nie tak. oddychał nie tak jak trzeba. Wszystkie klanowe i międzyklanowe spory rozwiązywał ze spokojem, bredząc coś o kwiatkach. Pouczał i umoralniał. Robił z nich żałosne mysie bobki. Pszczoły zasnuły mu łeb od co. Nie mogła tego dłużej znieść. Budził w niej dziką frustrację! Jeszcze miał czelność pouczyć ją, gdy kopała dziurę na tą starą prukwę zwaną też Czuwającą Salamandrą. Dostała długi, nudny i nudny wykład, a potem... już całkowicie przesadził! Upokorzył ją. Ośmieszył w oczach jej poddanych. Zmusił ją...
— Wężowa wylinka... — sapnęła do siebie, próbując rozładować buzujące w jej drobnym ciele emocje.
Nie mogła tego zostawić. Nie potrafiła znieść tego oszczerstwa. Hańby, którą została okryta. Zaschnięte łzy na polikach wciąż nosiły świadectwo tego co się wydarzyło.
— Hej! — usłyszała kocie głosy.
Przywarła do podłoża, nie chcąc by ktoś przyłapał ją w tak paskudnym stanie. Wybiegła z obozowiska w pośpiechu. Kosmyki trawy i uporczywy rzep przywarły do jej futra, a sucha ziemia okryła jej włosie peleryną z kurzu. Wyglądała jak prostactwo. Szara masa, którą zawsze się brzydziła.
— Słyszałeś co się wydarzyło?
Nasłuchiwała, zaciskając zęby.
— A weź, Pierwomrówcza Gracja awanturuje się tak od małego. O byle co. Spróbuj na nią krzywo spojrzeć. — odparł drugi głos.
Czuła, jak się w niej gotowało. Nagle wokół zrobiło się tak okropnie gorąco. Skwar ziemi niemal parzył.
— A teraz wybiegła z płaczem, bo Królicza Gwiazda kazał jej przeprosić Czuwającą Salamandrę...
Nie do kończył, bo z zarośli wyskoczyła wściekła czekoladowa. Wszystko się sypało. Została ośmieszona w oczach prostactwa! Teraz nawet najgorsze zapchlone zadki z niej kpiły. Jej pozycja. Jej gracja. Wszystko stracone. Przez jedno popołudnie!
— A niech was piorun trzaśnie! — przeknęła tą tępotę.
Nie zdążając na ich okrzyki, pognała dalej. Musiała się uspokoić. Umyć. Zanim ponownie pojawi się w obozowisku.

09 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji) CD. Szepczącej Pustki

Pokiwała energicznie łebkiem zadowolona z tej propozycji. Musiała teraz prezentować się matce z jak najlepszej strony. Jako wspaniała przyszła uczennica, dar od samego Klanu Gwiazd. tak, to teraz była jej główna misja. 
Wyruszyli więc ku otwartym polanom. Trawiaste gęstwiny działały na ich korzyść, ukrywając kocie sylwetki w swej zieleni. Cel ich podróży spokojnie się pasł nie zdając sobie sprawy ze śmiertelnego zagrożenia, które się na niego czaiło. Pierwomrówka zamierzała zaprezentować ojcu swój niezwykły talent i pasję jaką w sobie posiadała. Wtedy zrozumie dlaczego to ona musi przejąć stołek zastępcy swojej mamy. Już sama wizja ich dowodzącymi Klanem Burzy powinna mu wystarczać, lecz staruszek najwidoczniej musiał się przekonać jaki potencjał drzemie w jej małym ciałku. 
Przybrała pozycję i skoczyła, zamierzając to załatwić jednym sprawnym ruchem. Jak prawdziwy zawodowiec. Los podstępny pokrzyżował jej plany. Wiatr zawiał nie w tą stronę co trzeba, ziemia była jakaś lewa, a słońce złośliwie raziło ją po ślepiach. Jej wspaniały ruch zakończył się klapą - zając zwiał, a Pierwomrówka grzmotnęła o ziemię. 
Usłyszała chichot ojca. Wstała i otrzepała się prędko. 
— Nie śmiej się. — miauknęła zdenerwowała. — To było celowe. — odparła dumnie. 
Ojciec uniósł brew zaciekawiony. 
— Chciałaś rozbawić zająca? — zapytał, przekomarzając się z nią. 
Dymna poprawiła futerko na piersi. 
— A żebyś wiedział. Pomyślałeś kiedyś, jak ciężki mają żywot ciągle ginąc z naszych łap. Ze stresu pewnie gorzej wiją młode. A teraz dzięki mnie ten królik może doczeka się potomstwa. To się nazywa inwestycja w przyszłość. — odparła pewnie. 
— Jakaś ty łaskawa. — stwierdził z kąśliwym uśmiechem staruszek. — Ile królików jeszcze zamierzasz oszczędzić? 
Pierwomrówka zamyśliła się. Jeśli tylko temu daruje życie będzie wyglądało to jedynie na usprawiedliwienie. Pytanie tylko przy którym powinna zakończyć to przedstawienie. 
— Ile będzie trzeba, drogi ojcze. — miauknęła. — Ruszajmy dalej. Przy Upadłym Potworze są takie, które już w tym roku odchowały swe młode. 

* * *

Z dumą i gracją  godną prawdziwego władcy tych terenów spacerowała po obozowisku szukając kolejnych wierzycieli (frajerów), którzy poprą jej kandydaturę. Musiała mieć przychylność tłumu. Królicza Gwiazda zdecydowanie za długo żył już na tym świecie. Tyle niebezpieczeństw czyhało wśród polnych kniei, a czarny jak na złość ani myślał, by zejść już z tego świata. Musiała mu w tym pomóc. Kto inny jak nie ona. Klan Gwiazd zaiście rozpaczał nad ich losem, widząc jak naród wybrany jest bezradny niczym świeżo narodzone kocię. 
— Ojcze! — wydała z siebie okrzyk, widząc znajome futro. 
Kocur gwałtownie odwrócił się w jej stronę. 
— Coś się dzieje? — zapytał nieco zdezorientowany. 
Pierwomrówcza Gracja westchnęła ciężko załamana. 
— Chciałam się ciebie poradzić. — zaczęła tajemniczo, rozglądając się na boki. — Jak zdobyć względy kocura?

<tatko?>

08 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji) CD. Firletkowej Łapy (Wdzięczna Firletka)

— Medycy zastanawiają się, czy to nie choroba wrodzona. Coś dziedzicznego, albo co mogło nie pojawić się u żadnego z jej rodziców. To już naprawdę poważne, oni tam załamują łapy, a ja muszę siedzieć cicho! Wiem, co zrobić, aby poczuła się lepiej, ale dla ciebie nie pisnęłam im ani słowa. Więc tak, powiem Ci, że przesadzasz!
Widok spanikowanej liliowej mordki i tych zrozpaczonych zielonych ślepek jakoś działał na nią dziwnie. Poczuła mrowienie w brzuchu i parsknęła śmiechem. Siostra nie zdawała się być zadowolona z jej reakcji. Zmrużyła ślepia pozostając w jakiejś dziwnej minie. 
— Nie krzyw się tak, bo ci zostanie. 
— Pierwomrówko! Mówię poważnie. — próbowała przywołać ją do porządku. 
Czekoladowa pokazała jej język. 
— Jęczysz jak sędziwa kocica. Gdzie w tobie radość do psot i życia? 
Uczennica medyka westchnęła ciężko. Jeszcze chwila i pękną jej kiszki z tych nerwów. 
— Znika, gdy Czuwająca Salamandra znów jest w legowisku medyka. 
Pierwomrówka przewróciła ślepiami. Przestąpiła z łapy na łapę. Liliowa znowu truła jej tyłek. Ostatnio też coś o tym jęczała. Jej jęki źle wpływały na aurę Pierwomrówki. Jej futerko traciło na blasku, choć przez treningi z Salamandrą jeszcze bardziej mizerniało. Eh. 
— Może się zastanowię, jeśli zrobisz coś w zamian dla mnie. — miauknęła tajemniczo czekoladowa.
Firletka była zaskoczona. Chyba nie tego się spodziewała. 
— Mam coś jeszcze dla ciebie robić, żebyś przestała? — jej głos nie brzmiał na zachwycony tą propozycją. 
Pierwomrówka pokiwała łebkiem. Przecież to nie ona będzie miała tutaj przekichane za udostępnianie tajnej medycznej wiedzy szarym członkom społeczności. 
— Eh. Co ja z tobą mam? Może chciałam w zamian, żebyś pospędzała ze mną trochę czasu, co? Ty od razu zakładasz najgorsze. — jęknęła dymna, zerkając ukradkiem na nieprzekonaną minę siostry. — No już tak na mnie nie patrz, bo jeszcze zatwardzenia dostaniesz. Chce żebyś pouczyła mnie trochę o ziołach. Takich robiących niefajne rzeczy innym kotkom... Ale Czuwającą Salamandrę zostawię wtedy w spokoju. Obiecuję. — miauknęła z nieszczerym uśmiechem. 

<siora?>

01 kwietnia 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji) CD. Przepiórczego Puchu

Skrzywiła się lekko, lecz może coś było w słowach matki. Gwiezdni stawiali jej przed niełatwym zadaniem. Chcieli zobaczyć czy jest gotowa. Czy podoła wyzwaniu. Westchnęła ciężko. Los wybranki gwiazd był zawiły. Jej droga na szczyt usiana była mysimi głąbami.
— Może coś jest w tym co mówisz. — przyznała niechętnie matce rację.
Uśmiech kotki był ciepły. Niczym promienie słońca. Pierwomrówka chciała dłużej zatrzymać ją dla siebie, nim ta znów zatopi się w obowiązkach klanowych. Przybrała dramatyczną pozycję, niemal padając u łap matki. 
— Ale i tak, cóż to za niedola. Jak możesz biernie patrzeć, gdy krzywdzą twe ukochane dziecię. — jęknęła tragicznie. 
Poczuła jej dotyk i uniosła wzrok. Para zielonych ślepi wpatrywała się w nią. I tylko w nią. Jakby była całym światem. Matka zawsze miała do niej słabość. Z resztą jak ojciec. Firletka mogła się kisić z bratem w legowisku medyków. Niech obydwoje dla rozrywki żrą sobie te zioła. 
— Jesteś naprawdę dzielna, a ja bardzo dumna. — miauknęła szylkretka, gładząc córkę po łebku. — Chodź, pomogę ci wyczyścić futerko i pójdziemy razem do Szepta. 
Pierwomrówka na wzmiankę o ojcu zerwała się na równe łapy. On będzie w pełni ubolewał nad jej tragicznym losem. Może nawet nakłoni go by wrzucił krnąbrną wojowniczkę pod pędzącego Potwora. 
Uśmiechnęła się radośnie na tą wizję i z wielką chęcią przystała na propozycję matki. 

* * *

Minęło tyle księżyców, a matka wciąż pozostawała na stanowisku zastępcy. Pierwomrówce nie podobało się to. Tym bardziej, że ukończyła już szkolenie. Mogła zostać jej zastępcą. Królik powinien już paść. Nie rozumiała dlaczego wciąż śmiał trzymać się w zdrowiu. Gdyby tylko Firletka tak nie pękała mogłaby pomóc ukochanej siostrze posłać lidera na inny świat. 
Obserwowała uważnie Króliczą Gwiazdę. Próbowała znaleźć jego słabe punkty. Skrywane słabości, największe sekrety. Niestety czarny był typowym szarym przedstawicielem społeczeństwa. Gwiezdni byli zbyt litościwi wręczając mu życia. Ich łaska jeszcze ich zgubi. 
— Co robisz? 
Mała kopia ich lidera spoglądała na nią zaciekawiona. Otuliła młodszego ucznia ogonem. Musiała jeszcze solidnie wyprać mu ten niewinny kocięcy móżdżek zanim będzie gotowy walczyć w jej imieniu. 
— Dobry wojownik umie  zbierać informacje o wrogu niezauważony. To umiejętność, którą trzeba wciąż doszkalać by być najlepszym. — odparła dumnie. 
Czarny niepewnie zaszurał łapką o ziemię. 
— Ale ja cię zauważyłem...
Pierwomrówka zamierzała wyjść z tego z pyskiem w górze. Podeszła do niego i usiadła obok Echo. Spojrzała na niego z góry. 
— Bo ci na to pozwoliłam. 
Oczka ucznia zaświeciły. 
— Jejku, nauczysz mnie tego? 
Zaśmiała się cicho. Trochę teatralnie. 
— Przyjdzie i na to czas. A teraz leć. Poćwicz na Gradzie. Ten staruch jest już połowicznie głuchy. — odesłała swego przyszłego sługę. 
Patrzyła jak uczeń oddala się. Westchnęła. Nie spodziewała się, że przywództwo tyle będzie od niej wymagać. Zabawa z najmłodszymi była jednak inwestycją w przyszłość. Za młodu były podatniejsze na ukształtowanie ich w konkretną stronę. A wyuczona lojalność nie zawiedzie. Odwróciła się w stronę, gdzie jeszcze niedawno stał lider, ale zamiast niego ujrzała swoją matkę. Nieco zaskoczona podeszła do kotki. 
— Mamo, co tutaj robisz? Zrobiłaś sobie przerwę w obowiązkach, by nacieszyć się moją osobą? — miauknęła radośnie, ocierając się o bok kotki. 
Szylkretka uważnie obserwowała córkę. Widziała czułość i zmartwienie w jej ślepiach. Matka zbyt naiwnie podążała za bezsensownymi ideami. 
— Cieszę się, że tak zajmujesz się najmłodszymi. — zaczęła kotka, opierając łeb na głowie córki. — Lecz martwię się by nie posunęło się to za daleko. 
Pierwomrówka uniosła brew. Zakładanie własnej sekty przecież nie było niczym złym. Szczególnie jeśli miało to względzie dobro klanu. Pozbycia się króliczego bobka ze stołka. 
— Wiesz jakie są kociaki. Mają mnóstwo energii. Zabawa w tajne bazy nikomu krzywdy nie zrobiła. — odparła dumnie. 

<matko?>

24 marca 2025

Od Pierwomrówczej Łapy (Pierwomrówczej Gracji)

Wstała trochę lewą łapą. Słońce coś świeciło nie tak, Czuwająca Salamandra irytowała bardziej niż zwykle, a ziemia była jakaś za mokra. Z niewyraźnym wyrazem pyska chodziła po obozowisku, szukając gdzie upuścić buzujące w niej emocje. Jakieś szylkretowe pokradło wpatrywało się w nią. Pokazała wojownikowi język, unosząc dumnie ogon. Chyba nie wiedział, że ma do czynienia z królewską krwią. Nie minęła chwila a to ponownie utrudniało jej ziemski żywot. 

— Masz jakiś problem? — syknęła ściszonym głosem. 
Kot spojrzał na nią. Zmarszczył brwi. 
— Co? — wydusił w kocu z siebie, pewnie łamiąc się pod jej spojrzeniem. — Chodzi ci o mnie? 
Pierwomrówka uniosła zdegustowana brew. Jeszcze zgrywał debila. Takich szczególnie nienawidziła. 
— Nie, o tą mysią strawę za tobą. — widząc jak wojownik odwraca się za siebie, jęknęła zirytowana. — Na Klan Gwiazd, o ciebie! 
Futro na grzbiecie wojownika nastroszyło się. Fuknął. 
— Masz niewyparzony pysk jak na ucznia. Chyba to ty masz jakiś problem. Porozmawiam z twoim mentorem. — mruknął, odwracając się od niej. 
— Skarżypyta! — krzyknęła oskarżycielsko. 
Szylkret zatrzymał się. Na jego pysku mieszało się lekkie rozbawienie z zirytowaniem. 
— A co to? Żłobek? — parsknął. — Za szybko cię z niego wypuścili. 
Pierwomrówka, choć nie przystoi to damie, oburzyła się. O mało nie wyzwała go od plebsu i ziemiojadów. Oj, ona zadba by już nigdy nie ujrzał słońca. Będzie skomlał pod ziemią wraz z jej starszą siostrą. 
— Oż ty- 
Poczuła, jak coś chwyta ją za kark. Kto śmiał? No tak, kolejny króliczy bobek niegodny oddychania tym samym powietrzem co ona. Zielone ślepia spoglądały na nią zmęczone. 
— Przepraszam za moją uczennice. — miauknęła i nim dymna zdążyła zaprzeczyć, mentorka wepchnęła jej pysk w trawę. 
Pozostało jej się gniewnie wić. 
— Uderzyła dziś łbem w kamień. Jeszcze nie doszła całkiem do siebie. — kontynuowała stek bzdur kotka. 
Uh, nie miała nawet siły słuchać tej durnej rozmowy. Robiła z niej frajerkę co wbiega w kamienie i majaczy. Nienawidziła jej. Poczuła jak nacisk na jej łbie zelżał. Wyrwała się, ale przez to wszystko przewróciła się na trawę. Trochę mroczyło ją. Zdenerwowana wstała mimo tego. 
— Nienawidzę cię! — krzyknęła rozwścieczona. 
Mentorka zaśmiała się. 
— Wyglądasz bardzo głupio. — stwierdziła. — Jakbyś próbowała trawę żreć. 
Pierwomrówka jęknęła zła.
— Lepiej się zamknij. Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor. A teraz masz jeszcze dług do spłacenia. 
— Chyba ty. — prychnęła. 
— Przestań stękać w końcu. Nie mogę cię słuchać. Zrób nam obu przysługę i skończ tą zabawę w wiecznie młodą uczennicę. Ani mnie to na łapę, ani tobie. Zaraz cię uznają za jakąś niedorozwiniętą. — syknęła ciszej. 
Dymna pokazała jej język i odeszła obrażona. 

* * *

Ceremonia mianowania na wojownika była czymś co zdecydowanie mogłaby powtórzyć. Cały tłum kotów wpatrujący się w jej blask. Śledzący jej każdy idealny krok. Każdy staranie ułożony kosmyk futra. Królicza Gwiazda przynudzał, więc nie krępowała okazać tego ziewając. Dopiero tłum skandujący jej imię sprawił, że na czekoladową mordkę wkradł się uśmiech. 
Pierwomrówcza Gracja. Chociaż tego nie spaprał czarny lider. Może dobrze, że poczekała aż stara debilka zejdzie z tego świata. Za jej panowania jeszcze by została Pierwomrówczą Koniczynką.
Odcisnęła swoją łapkę najwyżej jak potrafiła. Niech wiedzą, że była kimś ważnym! Widząc dawną mentorkę przewróciła oczami. 
— Jesteśmy tacy dumni! — miauknął ojciec. 
Uśmiechnęła się zadowolona. 
— Piękne imię, prawda? — spojrzała w stronę matki. 
Zastępczyni uśmiechnęła się, choć za słabo zdaniem Pierwomrówki. 
— Tak, bardzo dostojne. — stwierdziła, liżąc kotkę w polik. — Dałaś radę, wierzyłam w ciebie. 
Czekoladowa wyprostowała się. 
— Oczywiście, ja bym nie dała?  I w końcu nie będę śmierdzieć tym szczurem. — westchnęła z ulgą. 
Nie zamierzała stać obok tej pokraki bliżej niż lisia długość. Choć jeszcze musiała się jej odwdzięczyć za to ciągłe poniżanie.