BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniczynka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniczynka. Pokaż wszystkie posty

03 lipca 2020

Od Koniczynki CD Orlikowego Szeptu

Przytuliła się do syna, zupełnie ignorując rozdzierający ból w klatce piersiowej. Nie wiedziała jednak, czy to po prostu uczucia, które żarliwie żywiła do każdego ze swoich dzieci i widok ich walczących ze sobą chociażby werbalnie był nie do wytrzymania, czy też odzywało się nieprzyjemne ściskanie w okolicach serca, które trzymało ją przez księżyce treningu. Koniczynka zignorowała jednak to. Teraz był czas dla jej syna, który jako jedyny zdawał się nie ignorować matki, nie na ból.
Po jej mordce pociekły kolejne łzy, gdy zdała sobie sprawę z tego, że najzwyczajniej w świecie jest jej przykro, że poświęciwszy każą sekundę dla tych szkrabów, tylko Orlik i Bluszczyk jakkolwiek podtrzymywali ich relacje. Owszem, nie oczekiwała nic w zamian, przecież nikt nie kazał jej dzieciom "stworzyć się" by później przyjść na świat. To była jej samodzielna decyzja, aczkolwiek... no, nie było to przyjemne uczucie.
Siedzieli tak zdecydowanie przydługą chwilę, powoli przechodząc do swobodnej rozmowy, która przez nerwy, stres i nie wiadomo co jeszcze zbytnio się nie kleiła. Szylkretce to jednak nie przeszkadzało. Wystarczyło, że czuła obecność syna. Zachód słońca zaskoczył ich niezwykle szybko. Kotka musiała udać się jeszcze na patrol, pożegnała się więc z kocurkiem, liżąc go po głowie, tak jak miała to w zwyczaju, po czym życząc mu dobrych snów, ruszyła w stronę zbierającej się grupy kotów.
Szli powoli, kierując się w stronę traktora, którego niektóre koty określały mianem blaszanej bestii. Tortie nie widziała jednak w tym powiązania. To coś nie wyglądało na groźne a tym bardziej żywe, zdolne zaatakować jakiegoś kota. 
- Jak myślisz, Koniczynko, znowu wystraszysz się żaby? - miauknął rozbawiony Storczyk, trącając barkiem wojowniczkę, która z początku nie wiedząc jak zareagować, tylko rzuciła mu zdziwione spojrzenie. Zaraz jednak roześmiała się perliście, aż łezki zawitały w kącikach jej oczu.
- Możliwe, Storczyku - miauknęła pogodnie, krocząc na przód. Przed oczami miała scenę z ostatniego patrolu, podczas którego, idąc przy rzece wystraszyła się żaby, że aż wpadła do wody, pociągając za sobą Narcyza, który później przez dobre kilkanaście dni przeżywał ten niegodziwy podstęp, który został na nim przeprowadzony. Kotka już chciała coś odpowiedzieć, jednakże ból przeszył jej ciało. Charknęła, wypluwając krew na trawę. Dźwięk zaciąganej metalowej linki odbijał się echem w jej uszach.
Szarpnęła raz, drugi, trzeci, krztusząc się i plując krwią. 
Wzrok stawał się z każdym uderzeniem serca co raz bardziej zamglony. Widziała, jak spanikowani towarzysze próbują wyrwać z ziemi kołek, jednakże zrobiony z metalu, wbity całkowicie w ziemię przedmiot skutecznie utrudniał zadanie. Koniczynka szarpała się, złudnie licząc, że jakkolwiek uda jej się wyswobodzić. W końcu jednak padła na ziemię, czując przeraźliwe ciepło, spływające po jej szyi. Wszystko rozmywało się w nicość, głosy stawały się przygłuche, powoli przestawała czuć czerwoną ciecz spływającą po niej, trawę pod łapami czy wiatr smagający futro. Łzy spływały po jej policzkach kaskadami. Nie chciała umierać, nie teraz, nie w taki sposób...
Otworzyła oczy, czując przyjemny chłód. Już nic ją nie bolało, nic nie przeszkadzało. Zamiast tego jakieś miękkie futro wtulało się w jej bok. Nie czuła jednak ciepła drugiego ciała. Zamiast tego ją samą ogarnął spokój, wyciszyła się. Podstać w końcu drgnęła, odsuwając się od niej.
- O-ostrzeń... - wyszeptała ze łzami w oczach, wtulając się w kocura. Tak tęskniła, tyle chciała mu powiedzieć... Jednakże to wszystko przyćmiło jedno pytanie - czy ona odeszła? Podniosła wzrok na partnera, który najwidoczniej wiedząc, jaka myśl kotłuje się w głowie jego ukochanej, skinął powoli głową.
- Spokojnie, poradzą sobie. Jestem dumny z naszych dzieci, Koniczynko - szepnął, dotykając nosem jej czoła. Kotka po raz kolejny zdziwiła się, że jednym zdaniem był w stanie wprowadzić ją w stan błogości, przez którego nawet nie potrafiła się rozpłakać, na myśl, że zostawiła swoje dzieci. Same. Zamiast tego i ona uwierzyła, że czwórka jej pociech sobie poradzi. 
Koniczynka przylgnęła do Ostrzenia, pozwalając, by ten powoli ruszył. Udali się tam razem, przytuleni do siebie, jak za życia.

< Orliczku? Mame przeprasza >

21 czerwca 2020

Od Koniczynki CD Orlikowego Szeptu

Koniczynka z lekkim rozbawieniem spoglądała na swojego synka, który ostro zakłopotany unikał jakiejkolwiek sytuacji, w której cynamonka spoglądałaby na jego mordkę. Co prawda Koniczynka nie czuła się w tej sytuacji komfortowo, wszak nie chciała za bardzo naruszać prywatności syna, co to to nie. Tylko... nie chciała, aby żałował. Wpadka nie byłaby problemem, gdyby nie to, że któreś z nich zwyczajnie dzieci nie chce. Ich pojawienie się na świecie mogłoby z niszczyć relację Cętki oraz Orliczka, która, a przynajmniej zdaniem matki kocura, biegła w dobrym kierunku. Mówiąc prościej - nie chciała, by jej syn i synowa czegokolwiek żałowali lub niepotrzebnie cierpieli. 
— Cz-czy... to naprawdę konieczne? — miauknął cicho kocur, spuszczając po sobie uszy. Cynamonka roześmiała się pogodnie, trącając syneczka w bok.
— Oczywiście skarbie — zaczęła ciepło, uśmiechając się pogodnie tak, jak robiła to niemalże w każdej sekundzie swojego życia — Nie zamierzam zmuszać cię do niczego, chcę po prostu żebyś był szczęśliwy i bezpieczny, a także nie musiał ponosić niepożądanych konsekwencji — dodała zaraz, ocierając wzruszona łzy szczęścia.
Jej maleństwo.
Malutki Orliczek miał ukochaną.
Dorastał.
— M-mam-mo!? — wykrzyknął zdziwiony syn Ostrzenia, ocierając łzy z pyszczka rodzicielki — D-dlaczego płaczesz?! N-nie płacz, Mamo! — zawołał przerażony, chyba myśląc, że zrobił coś nietaktownego. 
— To nic takiego, synku — uśmiechnęła się, pocierając pyszczek. Napuszone futro białego wojownika ponownie ułożyło się gładko na jego ciele i już nie sterczało nastroszone we wszystkie strony świata, jak jeszcze kilka uderzeń serca temu.
— Po prostu... cieszę się, że jesteś szczęśliwy i to aż mnie wzruszyło — miauknęła cicho, chichocząc pod nosem.
* * *
I nastał ten dzień, w którym i ona została mianowana. Cieszyła się niebywale a jeszcze bardziej z faktu, że Mokra Gwiazda dotrzymał danego słowa i nie nazwał ją Koniczynowym czymś, tylko zwyczajnie pozostawił jej stare imię. Nocne czuwanie też przeszła bez najmniejszego problemu. Co prawda trochę zmarzła i bolały ją kości, aczkolwiek nie było tak strasznie, jak z początku myślała.
Zdecydowanie inna kwestia zaprzątała jej umysł - Orlikowy Szept i jego relacja z Bluszczową Łapą, która się pogorszyła. Widziała to, nie było taka głupia, mimo iż córka próbowała zamydlić jej oczy, że wszystko jest po staremu.
— Skarbie... — miauknęła cicho, podchodząc do syna, który jak nigdy przedtem siedział sam na uboczu, trącając łapą martwą wronę. Liznęła go za uchem, kładąc się obok — Synku, co się dzieje? Proszę... powiedz... — szepnęła niemalże łamiącym się głosem. Wiedziała, że relacje w jej rodzinie nie będą takie, jakie by chciała, chociażby przez złość Mniszkowego Kwiatu, którą ostatnimi czasy emanowała, jednakże... byli rodziną. Chcąc czy nie, łączyła ich swego rodzaju specjalna nić.

< Orliczku? >

07 czerwca 2020

Od Koniczynki CD Orlikowego Szeptu

Płakała jak głupia na mianowaniu jej dzielnego Orliczka. Gratulowała synkowi po stokroć, non stop powtarzając jak to tatuś byłby z niego dumny, że z pewnością płakałby ze szczęścia jak i ona. Była po prostu... szczęśliwa, że jej mały synek tyle osiągnął. Nadal nie potrafiła uwierzyć, że biały kocurek nie był już dzieckiem, tylko prawdziwym, dzielnym i mężnym wojownikiem, gotowym służyć klanowi. 
Chciała powiedzieć mu tak wiele, jak cieszy się jego szczęściem, jak wierzy, że osiągnie wiele; obiecać, że zawsze będzie przy nim by dać mu jakiekolwiek wsparcie. Tylko... problem polegał na tym, że zwyczajnie nie wiedziała jak.
— Mamo! Jestem już wojownikiem! Wytrwałem nocną służbę! Tata byłby dumny! — zawołał radośnie, wtulając się w matkę. Dopiero teraz Koniczynka zauważyła, że syn przerósł ją zdecydowanie o głowę. Był zwyczajnie większy od niej, posturą przypominając Ostrzenia... Mimowolnie w jej oczach wezbrały łzy radości. Nie wiedziała co mówić. Po prostu wtuliła się w swego potomka, mrucząc cicho tak, jakby ten znowu był maluchem a ona kładła go do snu.
— Jestem z ciebie taka dumna, kochanie. Tata też jest, czuję to — szepnęła przez łzy, przywierając doń jeszcze mocniej.
* * *
Treningi z Oślim Uchem, rozmowy z Jeżową Ścieżką i od czasu do czasu, towarzyszenie mu w wyprawach po zioła, krótkie pogawędki z Melodyjną Łapą na temat tego, jak idzie jej trening a także spędzanie czasu z Orliczkiem i Bluszczykiem... Kotka nie sądziła, że to wszystko będzie zabierało jej tyle czasu! Mimo to, z uśmiechem odpowiadała na każde "witaj!" czy jakiekolwiek pytanie lub sprawę, którą mieli do niej klanowicze. Lubiła mieć zajęcie, nie myślała wtedy o tym, że jej malutkie kociątka są już dorośli i nie potrzebują już aż tak jej opieki.
— Czuję się troszeczkę jak babuleńka, Sójeczko — zachichotała pod nosem, spoglądając na szylkretową królową, która również zawtórowała jej perlistym śmiechem. Tak, zdecydowanie jedną z jej ulubionych czynności na liście, były pogawędki z Pląsającą Sójką, z którą zdążyła się zaprzyjaźnić. 
— Oj, skarbeńku, może niedługo będziesz — kocica uśmiechnęła się tajemniczo, wzbudzając swym zachowaniem ciekawość w tortie, która zmarszczyła łagodnie brwi, przechylając główkę w bok.
— Huh? Co masz na myśli?
— Dwa słowa, słodziutka - Orliczek i Cętunia
Kocica zamarła. Przecież.... jej synek by jej powiedział, prawda? Znaczy się... owszem, był już duży i nie musiał pytać mamy o zgodę, jednakże Koniczynka była wręcz pewna, że gdyby jej Orliczek związałby się z kimkolwiek, to z pewnością poznałaby przyszłego synowego czy też synową. 
Wbiła wzrok w swe łapki, nadal przerzucając między nimi kupkę mchu. Słowa towarzyszki nadal dzwoniły jej w głowie, mimo srogiej ciszy, która zapadła między kocicami. 
— M-mówisz...? — jej głos był przygaszony, jakby drżący, sprawiając wrażenie, jakoby kotka miała się zaraz rozpłakać.
— Wiem co widzę, skarbeńku, ta dwójka zdecydowanie coś ze sobą kręci
Kotka skinęła łebkiem. Wstała, podziękowała za rozmowę, po czym ruszyła na poszukiwania Orlikowego Szeptu, którego znalazła dosyć szybko. Biały rozmawiał właśnie z Bluszczową Łapą, swoją siostrą, jednakże widząc swoją matkę, jeszcze bardziej się rozweselił. Tortie uśmiechnęła się ciepło do swych dzieci, witając się z każdym najczulej, jak tylko potrafiła. Liznęła córeczkę po nosie, po czym poprosiła cicho, czy mogłaby zostawić ją i Orliczka samych na chwilkę. Ta nie miała nic przeciwko, uśmiechnęła się jedynie pogodnie i podreptała w stronę Tańczącej Zorzy.
— O co chodzi, mamo?
— Wiesz skarbie... rozmawiałam z Sójką i ona powiedziała, że ty i Cętkowana Łapa macie się ku sobie. Nie zrozum mnie synku źle, jeśli to prawda, to cieszę się twym szczęściem, kochanie, nie zamierzam też wpychać się w twoje sprawy, jednakże wolałabym po prostu mieć pewność, że wiesz co robisz, że z kochającej się kotki i kocura mogą zawitać na świat nieplanowane dzieci — miauknęła cicho, nie chcąc, żeby ktokolwiek to usłyszał.

< Synek? Spóźniona lekcja o pszczółkach i motylkach >

26 maja 2020

Od Koniczynki CD Jeżowej Ścieżki

Chyba nigdy wcześniej nie czuła takiej złości jak teraz. Już pomijając fakt, iż dała Słonikowi permanentny szlaban na wychodzenie z kociarni i każdą próbę udaremniała już na samym początku, dodatkowo dokładając młodemu jeszcze większą karę, aż ostatecznie srebrny kocurek został uziemiony w legowisku aż do wieku sześciu księżyców i nie było na ten temat dyskusji.
Zaś co do Jeżowej Ścieżki to nawet nie zamierzała go widzieć. Była po prostu wściekła na młodego medyka, który pozwolił jej dziecku i do tego jeszcze Melodyjce iść z nim na zgromadzenie!
- Nie, Słoniku - mruknęła zła, gdy kociak kolejny raz w ciągu piętnastu minut chciał wyjść na zewnątrz. Machnęła niezadowolona ogonem, przyciągając do siebie Mniszka, po czym rozpoczęła mycie córki, która znowu wróciła utetłana w błocie.
- Koniczynko... - usłyszała ciche miauknięcie u progu kociarni. Poruszyła uchem, spoglądając w stronę wejścia, widząc posturę czekoladowego kocura.
- Witaj, Jeżowa Ścieżko - miauknęła oschle, przyglądając się kocurkowi spod przymkniętych powiek. Napięła całe ciało nie za bardzo chcąc rozmawiać z uczeniem Zajęczej Stopy. Kocurek skulił się odruchowo, wypuszczając kwiatek z pyszczka.
— C-chciałem p-przeprosić, K-koniczynko. — wymamrotał, oddychając ciężko.
— Przyjmuję przeprosiny — miauknęła krótko, po czym zażyła ziarna maku, które przyniósł jej czekoladowy.
* * *
Wróciła z treningu, który był dla niej czystą przyjemnością. Tym razem przypominali sobie punkty orientacyjne na terenach klanu burzy oraz część zbadanych sieci tuneli. Uśmiechnęła się łagodnie, wsłuchując się w opowieść Oślego Ucha.
— Oczywiście, że niem Osiołku! — miauknęła rozbawiona, szturchając swojego mentora w bok. Kocur zaśmiał się pod nosem, kontynuując — Nie uwierzę! Musisz mi to pokazać! Jakim cudem zmieściłeś aż dziesięć myszy w mordce? — miauknęła zdziwiona, nastawiając uszu. Jej wąsy zadrżały z podniecenia. Machnęła końcówką ogona, przyśpieszając kroku, podskakując przy tym raz po raz. Kwiatki na jej główce podskakiwały w rytm jej chodu, kilka spadło na ziemię, zawiedziona Koniczynka spoglądała na nie smętnie, jednakże zaraz na jej mordce ponownie pojawiał się uśmiech.
— Dzień dobry, Jeżowa Ścieżko! — zawołała, mijając medyka, który właśnie zbierał nawłoć. Szylkretka widziała jak obok niego leżą jeszcze inne nieznane przez nią zioła. Spojrzała na burego kocura, wymieniając się z nim spojrzeniami. Oboje wiedzieli co robić.
— Pomóc ci? — miauknęli w tym samym czasie.

< Jeżyku? >

26 kwietnia 2020

Od Koniczynki CD Orlikowej Łapy

Westchnęła cicho, opadając zmęczona na mokrą od deszczu trawę. Potrzebowała tylko... chwili odpoczynku. Zastane stawy od tak długiego leżenia w kociarni dawały jej się we znaki. Każda jej część ciała bolała niewyobrażalnie przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. Dodatkowo, od jakiegoś czasu jej serce zaczęło pobolewać do tego stopnia, że nie raz w połowie marszu musiała przystanąć na moment, by złapać oddech i zwyczajnie się zregenerować.
Ignorowała jednak polecenia Kucykowego Ogona, by poszła do medyczki aby to sprawdzić. W końcu samo miejsce, w którym odczuwała ból i dyskomfort było już ostro niepokojące i Koniczynka ignorując polecenia mentora tylko pokazywała, jak bardzo jest lekkomyślna i naiwna, sądząc, że to przejdzie samo. 
Teraz było podobnie, została odesłania do obozu, by odpocząć i zregenerować siły po kolejnym tego typu ataku, bury kocur był potwornie zmartwiony, do tego niedawno zginęła jego ukochana, więc Koniczynka ani śmiała dokładać mu jeszcze więcej zmartwień. Obiecała więc, że jak tylko odpocznie to uda się do medyczki po diagnozę, jednakże... nie chciała tego robić. Może to strach, może to niechęć do Jeżyka i wstyd przed spojrzeniem kocurkowi w oczy ją powstrzymywały, jednakże jedno było pewne - nie zamierzała nigdzie iść. Wiedziała, że robi źle kłamiąc, aczkolwiek w tym momencie nie potrafiła inaczej. Oparła główkę na łapkach, pogrążając się w we własnych myślach.
Dopiero gdy na jej nosie pojawił się mały kwiatek, podniosła głowę, spoglądając na białego kocura, który uśmiechał się łagodnie w jej kierunku.
- O-ostrzeń? - szepnęła zbyt zaspana i zmęczona, by jakkolwiek odróżnić swojego syna od jego ojca. Biały kot zaśmiał się cicho, spoglądając na kotkę wesołymi i błyszczącymi oczami. Pędzelki na jego uszach falowały w rytm wiejącemu wiatru, nadając mu jeszcze większego uroku.
- Nie mamo, to ja, Orlikowa Łapa!
Koniczynka oprzytomniała, ah, jak mogła pomylić własnego synka z jego tatą? Mimo wszystko uśmiechnęła się promiennie, liżąc go w nos.
- Mój mały orliczek... jejku, syneczku, jak ty żeś mi wyrósł, co? Stajesz się prawdziwym mężczyzną, skarbie - mówiąc to, podniosła się do siadu, z szokiem uświadamiając sobie, że uczeń jest teraz nawet zdecydowanie wyższy niż ona!
- Mamoooo, nie jestem już dzieckiem! - żachnął się, siadając obok rodzicielki i wplątując jej w futerko kwiatek. Zupełnie tak, jak ona kiedyś to robiła.
- Wiem, skarbie. No, a teraz pochwal się, jak idzie ci na treningu - miauknęła wesoło, zupełnie zapominając o wszelakich zmartwieniach, które ją dotykały.

< Orliku? :3 >

15 marca 2020

Od Koniczynki

Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie czuła takiej wściekłości, która aktualnie ogarniała jej drobne ciało. Ba! Jeszcze nigdy w ogóle nie czuła wściekłości! Te emocje były jej zupełnie obce, niczym jedzenie pieszczochów dla klanowych kotów.
Szła więc przed siebie, w pysku trzymając dwójkę winowajców, starając się przy tym nie wybuchnąć, co w tej sytuacji było nie lada wyzwaniem! Powieka jej drgała, chód był sztywny i ciężki, zaś ogon uderzał o uda przy każdej możliwości. Oczy przymknięte we wściekłym grymasie, zaś uszy ściągnięte w tył.
Tak, to zdecydowanie nie była ta Koniczynka, do której przywykła reszta klanowiczy. Otrzepała się, spoglądając przed siebie, widząc z daleka obóz klanu burzy. Przyśpieszyła kroku i zdawać by się mogło, że ignorowała nawet przepraszające piski Słonika i Melodyjki, z czego na kotkę złościła się chyba jeszcze bardziej niż na syna. Przecież była starsza! Wiedziała, że może coś się stać, gdy takie maleństwo jak czarny kocurek wyjdzie na zewnątrz!
- Zawiodłam się na was niesamowicie! - syknęła, wypuszczając kociaki na ziemię i zaraz zasłaniając im sobą drogę, by czasem nie mogli jej wyminąć i uciec przed karą - Co wyście sobie myśleli! Nie dość, że znieważyliście liderów, to jeszcze pokazaliście swoją głupotę! - zdecydowanie kipiała z wściekłości, czym tylko zwróciła uwagę reszty członków klanu burzy. No tak, przecież wściekła Koniczynka, to sensacja dla całego klanu.
- Masz Szlaban, słoniku, do momentu aż zostaniesz uczniem, jesteś UZIEMIONY w kociarni. Z tobą Melodyjko porozmawia tata - mruknęła oschle, mimo iż wewnętrznie czuła się źle z tym, jak traktuje kociaki. Chciała je przytulić i powiedzieć, że nic się nie stało, jednakże miała świadomość, że muszą zapłacić za swoją głupotę.
- A co z Jeżową Łapą? - miauknęła Melodyjka, jakby znajdując ociupinkę odwagi.
- Jeżowej Łapie wyrwę ogon - odparła - A teraz do kociarni i spać. Oboje - zakończyła, wchodząc za kociakami do ciepłego legowiska.

< Jeżyku? >

Od Koniczynki

Moment, w którym jedno z jej dzieci zaczęło przeraźliwie kichać i pociągać noskiem, był dla Koniczynki jednym z bardziej przerażających w życiu, o mało co nie doprowadzając kotki na skraj załamania nerwowego.
Już od samego początku było widać, że młoda mama jest doprawdy przewrażliwiona na punkcie swoich pociech i panikowała niemalże przy każdej wizycie Jeżowej łapy czy Zajęczej Stopy, bojąc się, że jedno z jej ukochanych dzieci może okazać się czasem poważnie chore. Medyków nie zdziwił więc widok tortie u wejściu do ich leża. Nie była jednak sama, w pyszczku za skórę na karku trzymała małego Słonika, który z lekka niezadowolony zaczął się wierzgać.
- W czym możemy pomóc? - szylkretowa kotka wyszła na spotkanie Koniczynce, którą lekko uspokoił zapach ziół. Matka Słonika odstawiła malucha na ziemię, po czym wzięła głęboki wdech, nie wiedząc, od czego zacząć.
- Słonik od jakiegoś czasu ciągle kicha i pociąga noskiem... Martwię się... - odparła, spoglądając na kotkę, która słysząc słowa młodej matki rad-dwa zabrała się do pracy.
Najpierw zaczęła od sprawdzenia, czy z noska kociaka leci jakaś wydzielina, następnie pyszczek, brzuszek i uszka.
Koniczynka w tym czasie siedziała w wejściu, niecierpliwie bijąc końcówką ogona o ziemię. Martwiła się o swojego syna jak jeszcze nigdy wcześniej, do tego świadomość, że ciepłe dni powoli się kończą nie poprawiał jej nastroju.
* * *
Razem ze Słonikiem wróciła do kociarni z zaleceniami Zajęczej Stopy i dość sporą jak na kociaka porcją ziół, która martwiła cynamonkę. Skoro jej synek ma tylko kaszel, jak potwierdziło oboje medyków, to dlaczego dała jej aż tyle medykamentów?
Westchnęła cicho, ani trochę tego nie rozumiejąc.
- Jak się czujesz synku? - spytała, spoglądając na pociągającego nosem malucha.

< Słoniku? >

Od Koniczynki CD Bluszczyka

Czasem zastanawiała się, sąd jej dzieci biorą takie pytania. Nie to, że była zła. Wręcz przeciwnie! Kotka uważała, że to dobrze, skoro zadają tyle pytań, przecież to świadczy tylko o tym, że dobrze się rozwijają, jednakże... niektóre z nich były aż nader osobiste i wręcz dźgały Koniczynkę w serce, gdy chociaż z lekka otarły się o jej przeszłość.
- Wiesz aniołku... niestety moja mamusia odeszła, gdy byłam w podobnym wieku co ty - poprawiła łapką kwiatuszek, który o mało co nie zsunął się z łebka Bluszczyku - Jednak jestem pewna, że gdyby mogła, to również dawałaby mi kwiatki - uśmiechnęła się promiennie.
- Oh... a nie jest ci smutno, mamusiu? - spytała ostrożnie, przechylając główkę w bok tak, że końcówki uszek kotki, delikatnie opadły, nadając jej jeszcze bardziej uroczy wygląd, niż wcześniej, o ile było to możliwe.
- Troszkę tak, jednak nie mam po co smucić się aż tak długo, skoro mam was, wy moje cudowne szkraby - zaśmiała się cicho, dotykając nosem czoła córki. Tak, zdecydowanie kochała całą czwórkę nad życie.
* * *
 Potrząsnęła łapką, zrzucając z przyklejonej doń śnieg. Już zdążyła zapomnieć jaka to pora nagich drzew była piękna, aczkolwiek i niebezpieczna. Żyjąc w klanie dostrzegła właśnie jej mroczną stronę. Niewielkie ilości pożywienie, zimno hulające i odmrażające nawet kości, chore koty... Koniczynka miała wrażenie, że przez nadejście tejże pory cały czas prysł. Ciepłe dni odeszły w zapomnienie, ustępując miejsca tym piekielnie lodowatym.
- Mamo, dlaczego nie możemy wyjść na zewnątrz? Przecież tylko Słonik ma szlaban - poskarżyła się Mniszek, nawiązując przy okazji do tego, co jej syn ostatnio zrobił. Już pomijając fakt, że złamał święte prawo, wchodząc na skałę liderów, to wybrał się sam, wciągając w to Melodyjkę! Nadal była zła na syna, jednakże nie tak wściekła, jak wtedy.
- Jest za zimno, aniołku, pobawcie się w środku. Nie chcę, żebyście złapali przeziębienie - odparła, wracając do mycia futerka.

< Bluszczyku? >

Od Koniczynki CD Orlika

Bitwa kociaków o jej mleko zawsze nader bawiła kotkę, która co jakiś czas pozwalała sobie na cichutki chichot, gdy oglądała ich żwawe poczynania. Nie potrafiła uwierzyć, że te słodkie, małe aniołki jeszcze trochę zaczną jeść już zupełnie stały pokarm, a jeszcze później... zostaną uczniami. Owszem, cieszył ją fakt, że dzieci jej i Ostrzenia rozwijają się nader dobrze, jednakże... bała się, tak zwyczajnie, będąc matką, że jej potomstwu może coś się stać na treningach. Słyszała już historie o Przepiórczej Łapie, którą zagryzł pies, o Rdzawym Ogonie, którą spalono żywcem...
- Mamo, kiedy zostaniemy uczniami? - miauknął Orlik, oblizując mordkę mokrą od mleka. Koniczynka westchnęła cicho. To było jedno z pytań, o które się najbardziej obawiała. Przełknęła ślinę, nie wiedząc zbytnio co odpowiedzieć.
- Cóż... jestem pewna, że niedługo, skarbie - odparła wymijająco, odwracając speszona wzrok na Pylisty Świt, której dzieci z pewnością szybciej od tych Koniczynki, otrzymają uczniowskie imiona, zrobiło jej się żal kotki, jednakże dymna... zdawała się być arcy spokojna i nieprzejęta tym faktem - Jednak musisz jeszcze troszkę urosnąć, wiesz Orliku? - uśmiechnęła się ciepło, liżąc syna w policzek
- Huh... mamo...
- Tak synku?
- Czy tata będzie ze mnie dumny? - musiała przyznać, zaskoczyły ją słowa syna, które wręcz roztopiły serduszko cynamonki. Ukradkiem otarła łzę wzruszenia, tuląc do siebie najmłodszego potomka. Cieszyła się, że jej dzieci bez skrępowania rozmawiają o swym tacie, którego nie miały okazji poznać... Bardzo tego żałowała...
- Skarbie, tata już jest z was dumny, z każdego osobna - uśmiechnęła się promiennie, sięgając po wysuszoną stokrotkę i wplątując ją w śnieżnobiałe futerko syna tak, jak miała to w zwyczaju robić - Chciałbyś iść dziś na spacer dookoła obozu? - miauknęła spokojnie, mimo wszystko chcąc zmienić temat. Cóż... wieczne siedzenie w kociarni już dawały jej się we znaki, w postaci bolącego kręgosłupa i zastanych mięśni. Do tego uznała, że jej dzieciom przyda się jakieś urozmaicenie, niż tylko zabawy przed kociarnią.
- Spacer? - usłyszała zaaferowane, radosne miauknięcie Mniszka.
- Poza obozem? - wtórowała jej Bluszczyk
- Taaaaak! Prosiiiimy! - pisnęły kotki, przepychając się nawzajem, by chwilę później, oprzeć się łapkami o łopatkę mamy.

<Orliku? >

01 marca 2020

Od Koniczynki

Słoneczko przyjemnie grzało, Słonik właśnie bawił się z Melodyjką oraz Mniszkiem, do których po chwili dołączył Storczyk, co napawało kotkę niesamowitą radością. Nigdy wcześniej nie czuła się tak... tak bezpiecznie, a przynajmniej nie tak, jak przy boku Ostrzenia. Westchnęła cicho, ocierając samotną łzę, która o mało co nie skapnęła na mech.
Tęskniła za Ostrzeniem tak bardzo, że czasami sama zastanawiała się, jakim cudem może ona przeżyć bez białego kocura; zupełnie tak, jakby był powietrzem, dzięki któremu może oddychać i funkcjonować poprawnie. Gdzieś tam, z tyłu głowy miała świadomość, że gdziekolwiek on jest, to z pewnością opiekuje się ich synkiem - Motylkiem, wraz z którym obserwują ich prosto z gwiazd, pilnując, by nikomu więcej z ich rodziny nic się nie stało.
- Mamo! Mamo! - zawołała Bluszczyk, która pod okiem Pylistego Świtu bawiła się na zewnątrz, jednakże nie za daleko od swojej mamy, która mimo iż ufała bicolorce, to mimo wszystko nadal uważnie obserwowała wszystkie swoje dzieci, co jakiś czas wychodząc na zewnątrz, by sprawdzić, czy Orlik nie wpakował się w jakieś tarapaty. Kocurek jednak grzecznie bawił się z Zakręconym Uchem wraz z córką białego kocura - Krówką. Cały ten widok sprawiał, że Koniczynka na chwilę miała wrażenie, że świat pozbawiony jest tragedii i śmierci.
- Co się stało, kochanie? - miauknęła łagodnie, spoglądając na swoją uroczą córeczkę. Przez chwilę miała okazję dostrzec jej czekoladowe oczka, w których miała wrażenie, że przez uderzenie serca widzi odbicie uśmiechniętego Ostrzenia.
Jej wyraz pyszczka, o ile to było jeszcze jakkolwiek możliwe, złagodniał do tego stopnia, że i samą Koniczynkę można było wziąć za naiwne i bezbronne kocię. Wąsiki calico zatrzęsły się z lekka entuzjastycznie, gdy kładła przed swą rodzicielką piórko wróbelka.
- Dla ciebie! - Bluszczyk uśmiechnęła się pociesznie, zaś tortie miała wrażenie, ze zaraz rozpłacze się ze szczęścia. Przyciągnęła do siebie córeczkę i przytulając ją mocno. Mała nie miała prawa wiedzieć, jednakże jej mama podobne piórko dostała od swojego partnera, jednakże gdzieś je zgubiła, nad czym okropnie rozpaczała.
- Jest cudowne, skarbie - liznęła ją w nosek, uśmiechając się pogodnie - Ja też mam coś dla ciebie, wiesz? - mówiąc to, spod łapki wyjęła kwiatek fiołka, po czym włożyła go za ucho córce - Widzisz jaka jesteś piękna, Bluszczyku?

< Bluszczyku? >

Od Koniczynki CD Orlika

Zniknięcie jednego ze źródła ciepła, które dotychczas spokojnie leżało u jej boku, skutecznie wybudziło cynamonkę z głębokiego snu, w który zapadła po męczącym dniu. Ziewnęła przeciągle, przecierając ślepia, po czy, rozejrzała się dookoła, w nadziei, że jedno z jej pociech nie odeszło zbyt daleko. Nastawiła uszu, przymknęła ślepa i nim się spostrzegła - odnalazła jedno ze swych dzieci, które najwyraźniej miało zamiar opuścić bezpieczne miejsce.
- Synku - miauknęła czule, jeszcze ciszej niż normalnie, w obawie, że pobudzi resztę karmicielek oraz kociąt - Orliku, kochanie... - dodała zaraz, widząc jak kociak drgnął speszony na jej słowa.
Wstała ostrożnie, nie chcąc pobudzić pozostałej trójki, która spała tak słodko i uroczo, że przy tym widoku nawet miód zdawał się być gorzki. Uśmiechnęła się mimowolnie, po czym spokojnym i powolnym krokiem podeszła do syna Ostrzenia, który zadał się być praktycznie że idealnym kopią swojego ojca. Koniczynka uśmiechnęła się pod nosem, na wspomnienie swego ukochanego, który z pewnością dogląda ich rodziny gdzieś tam, z nieba.
- Dlaczego wstałeś, skarbie? - liznęła białego kocurka po główce, przyciągając go do siebie, nie chcąc by maluch się zaziębił. W odpowiedzi usłyszała jedynie niezadowolone sapnięcie. Pora Opadających Liści powoli się rozpoczęła, toteż ostatnie czego chciała tortie, to to, by jej kochane pociechy się pochorowały i z katarem leżały u Zajęczej Stopy, tylko dlatego, że ich matka pozwoliła wychodzić na dwór.
- Nic takiego mamo - miauknął spokojnie, grzebiąc łapką w ziemi. Kocica nastawiła czujnie uszu, widząc zachowanie synka. Jak to nic? Przecież widać, że stało się coś. Przymknęła mordkę, nie wiedząc, co powiedzieć. Zamiast tego, najzwyczajniej w świecie przytuliła go do siebie, szepcząc, że jeśli białego nawiedził zły sen, to z pewnością jego tata Ostrzeń skopie mu ogon.
- Przecież widzę, że coś się stało, kochanie. Ale dobrze, jeśli nie chcesz rozmawiać, to nie naciskam Orliku - odparła, spoglądając na skąpany w ciemności obóz klanu burzy - Wracajmy spać synku - mówiąc to, złapała kocurka za kark, po czym odniosła go na legowisku z mchu, między Bluszczykiem a Mniszkiem.

< Orliku? >

27 lutego 2020

Od Koniczynki CD Ciernia

 *jak coś, to gówniaki Pyłka mają tu ponad tydzień*

Pierwszy tydzień w klanie burzy sprawił, że Koniczynka o mało co nie rozpłynęła się od słodyczy, emanującej od dzieci Pylistego Świtu. Nadal bolał ją fakt, że jej ukochany partner nie będzie miał możliwości opowiedzieć swoim dzieciom jakiejś historii, czy też najzwyczajniej w świecie - przytulić ich po ojcowsku. Pociągnęła nosem, gdy po zamknięciu oczu, zatańczył przed nią obraz Ostrzenia, ganiającego się z kociakami po obozie. Łzy napłynęły do jej oczy, znikając jednak zaraz, gdy to czarno-biała kotka położyła jej łapkę na barku, pytając czy wszystko dobrze.
Tortie skinęła łebkiem, przepraszając ją zaraz za swoje zachowanie, mimo iż królowa wyraźnie tłumaczyła, że nie musi. Wróciła więc do uważnego obserwowania kociąt Pyłka, co rusz powtarzając jakie to są one urocze.
- Pfeciefs fjem - miauknęła Cierń, gdy cynamonka kolejny raz podkreśliła, jak słodką istotką jest czarna koteczka. Wnuczka Białej Sadzawki nastroszyła futerko, pusząc się i prężąc, zupełnie tak, jakby chciała pokazać swą osobę ze wszystkich stron.
- Oh, nawet nie zamierzałam w to wątpić, słoneczko - miauknęła Koniczynka, typowym dla siebie cichym, ledwie słyszalnym głosem - Jesteś naprawdę piękną koteczką, Cierniku - dodała zaraz, owijając ogonek wokół łapek.
- A jak się czujesz, Koniczynko? Maluchy nie dokuczają ci aż tak mocno? - spytała czule Pylisty Świt, zgarniając do siebie swoją córkę, by umyć jej główkę. Pieszczoszka zawahała się z lekka, nie wiedząc, co jej powiedzieć. Owszem, Zajęcza Stopa mówiła, że z jej maluchami wszystko jest dobrze i z pewnością będzie ich więcej, niż trzy, jednakże... kotka miała potwornie złe przeczucia. Zupełnie tak, jakby jakieś cholerne fatum wisiało nad jej rodziną, zaś cienka pętla śmierci dusiła jej gardło.
- T-tak Pyłku... - szepnęła, jakby zamyślona - Zajęcza Stopa mówiła, że j-jest dobrze - dodała zaraz, by uniknąć jakichkolwiek niedomówień. Przełknęła z trudem zalegającą jej gulę w gardle, po czym odetchnęła głęboko, uspokajając się z lekka.
- Oj Koniczynko, naprawdę, musisz nauczyć mówić się głośnej - zaśmiała się Pyłek, wypuszczając ze swych objęć awanturującą się malutką Cierń. Niespodziewanie starsza królowa zerwała się na równe łapki jak poparzona - Kochana, zaopiekujesz się dziećmi? - spytała - Ja muszę iść do Zajęczej Stopy, zupełnie o tym zapomniałam.
- Oczywiście Pyłku, to będzie dla mnie przyjemność - przyszła mama uśmiechnęła się pogodnie, po czym skinęła łebkiem. Nie minęła chwila, a bicolorki już w środku nie było. Pozostała dwójka jej dzieci spokojnie spała. Pozostała więc żywotna poinkta, która musiała się zając.
- No, słoneczko, co chcesz robić? - spytała łągodnie

< Cierń?  >

Od Koniczynki

Stała przed Ostrzeniem z lekkim, aczkolwiek niepewnym uśmiechem na mordce. To, co chwilę temu powiedziała mogło zaważyć na przyszłości ich związku. Wiedziała jednak, że biały kocur taki nie jest i z pewnością jej nie zostawi, jednakże... nadal potwornie bała się jego reakcji i nic na to nie potrafiła poradzić. Stawała z łapki na łapkę, ogonem uderzając o uda, odwracając przy tym wzrok.
- I-i co p-powiesz...? - wyszeptała, czując jak szloch zdusza jej gardło. Ostrzeń spojrzał na nią w końcu swoimi cudownymi, przenikliwymi ślepiami, po czym roześmiał się donośnie i najzwyczajniej w świecie roześmiał się, po czym rzucił się na swoją ukochaną, upadając wraz z nią na ziemię.
- TO CUDOWNIE, KONICZYNKO! - zawołał cały rozradowany, stykając się z tortie nosami.
W tym momencie cała niepewność wraz ze strachem zupełnie z niej uleciała.
- Bardzo cię kocham, Ostrzeniu - miauknęła, wtulając się w miękkie futro kocura, który zamruczał czule, liżąc ją po głowie - Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło - uśmiechnęła się łagodnie, ziewając.
- No i czegoś ty się bała, co? - zagaił widocznie zdziwiony - Przecież jesteś moim szczęściem, do tego teraz... będziemy mieć dzieci! Czy mógłbym być szczęśliwszy? - otarł łzę z policzka.
Faktycznie, Koniczynka skinęła mu główką. Gdyby koty mogły się rumienić, to ona z pewnością już dawno by spaliła buraka. I pomyśleć, że śmiała pomyśleć, że kocur może ją zostawić. Prychnęła na swoją głupotę, jeszcze mocniej wtulając się w swojego kochanka.
- Masz rację Ostrzeniu... masz rację...

Od Koniczynki

Pobiegła na prędce za białym kocurem, który co rusz znikał jej z pola widzenia. Oddychała ciężko, łapy paliły ją niemiłosiernie, zaś fakt, że jakiś stary pryk goni za nimi z widłami nie pomagał ani trochę. Łzy wzbierały w oczach kotki, gdy ta uświadomiła sobie, że gdy mężczyzna ją złapie - to koniec. Będzie po niej i zapewne skończy w jakimś cholernym worku wrzuconym do worki.
- O-ostrzeniu! Z-zaczekaj! - zawołała żałośnie, niczym poparzona wpadając na polną ścieżkę, po której czasem jeździły traktory, by dotrzeć na pole. Już nie było betonu czy kostki brukowej, co poduszki łap cynamonki przyjęły z nie małą ulgą. Przed nimi rozciągał się pas złocistych pól. Kocur odwrócił w jej stronę łeb, nawet na moment nie zwalniając, po czym ruchem ogona dał szylkretce znać, by ta biegła za nim, wprost w pszenicę.
Koniczynka machinalnie skinęła łebkiem, wpadając zaraz za swym ukochanym w zarośla. Już od dłuższego czasu nie słyszeli korków za nimi, jednakże nie przestawali, w obawie, że słuch płata im figle, a farmer jest tuż za nimi.

* * *
Westchnęli cicho, zmęczeni padając pod gruszą. Pieszczoszka myślała, że za chwilę zemdleje, lub też padnie z przegrzania. Jedynym ukojeniem dla padniętej dwójki był chłodny wietrzyk, oraz cień, który dawały drzewa w sadzie.
- To ten... wybacz, że nasze nowe życie miało aż tak okropny start - zaśmiał się Ostrzeń, liżąc partnerkę za uchem, po czym ułożył się obok niej - Ojej, ależ się usyfiłaś - miauknął, zaczynając bezceremonialnie lizać kotkę po policzku. Cynamonka zaśmiała się pociesznie, przymykając oczy i oddając się pieszczocie, która niemalże w całości rekompensowała jej całą tą szaleńczą ucieczkę. A to dopiero był początek...

23 lutego 2020

Od Koniczynki

Poruszyła niespokojnie końcówka ogona, widząc, jak do pustego od wielu księżyców domu, najwidoczniej wprowadza się jakiś dwunóg. Z zainteresowaniem śledziła każdy, nawet najmniejszy ruch mężczyzny, przystępując z łapki na łapkę, aż ostatecznie dotknęła nimi szyby, swoim oddechem sprawiając, że ta pokryła się parą. Niezadowolona oblizała pyszczek, siadając już normalnie, po czym dumnie owinęła ogonek wokół swoich łapek, jednakże jego końcówka nadal niespokojnie drgała.
- Co ty się tak niecierpliwisz, Koniczynko? - drgnęła na dobrze znajomy głos. Opuściła główkę w dół i jej oczom ukazała się pulchna sylwetka Bratka, której długie, kremowo-białe futerko jeszcze bardziej powiększało rozmiary. Mimo wszystko, uśmiechnęła się łagodnie na widok przyjaciółki, po czym upewniwszy się, iż jej pani nadal zajęta jest sprzątaniem, zeskoczyła cichutko na ziemię, powodując jedynie delikatny szelest. Jej obróżka z medalikiem delikatnie zadzwoniła, gdy metalowa plakietka z imieniem dotknęła okucia niebieskiego skórzanego paska.
- A tak, o - miauknęła cichutko, nadal wnikliwie przyglądając się dwunogowi, aż dostrzegła coś nader interesującego. Piękny, długowłosy, biały jak śnieg kot właśnie szedł za swoim dwunogiem. Zaraz jednak zniknął, przez co z mordki cynamonki uciekło niezadowolone jęknięcie.
- Naucz się mówić głośniej, kochaniutka - prychnęła niezadowolona i pieszczoszka kolejny raz zdała sobie sprawę z faktu, iż znowu mówiła za cicho, przez co Bratek musiała wytężyć słuch.
Krótkowłosa ściągnęła uszy w tył zawiedziona, że biały osobnik zniknął jej z pola obserwacji i kolejna okazja nadarzy się co najwyżej jutro, o ile jego opiekun będzie pozwalał mu wychodzić.
- Aaaaaaah - agresywne szturchnięcie w bok skutecznie wyciągnęło ją z zadumy - Podoba ci się! Szok, że jakiś pan zainteresował naszą Koniczynkę - zaśmiała się donośnie, zaś jej fałdki tłuszczu poruszyły się w rytm oddechów pulchnej kocicy, przypominając trochę wzburzoną taflę wody.
- N-nie p-prawda! - uderzyła niezadowolona ogonkiem o ziemię, nadymając policzki, zaś z jej mordki uciekł cichy pisk sprzeciwu.
- Jeszcze zobaczymy, kochaniutka! - zawołała rozbawiona kocica - No, ja się zbieram, pora karmienia się zbliża. Pa, Koniczynko! - miauknęła i szylkretka mogła już tylko obserwować, jak jej przyjaciółka nieporadnie toczy się w stronę domu.