BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
30 kwietnia 2023
Od Nikogo CD. Krwawnika
20 listopada 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
podczas przeprowadzki
Ich dotychczas nudne życie, przepełnione wymuszaną uprzejmością i sztuczną dobrocią utraciło swą całą wiarygodność. Pełne dziwactw zgromadzenie czterech klanów uświadomiło go, że wszędzie występuje nadmiar stukniętych jednostek, przez które świat pełni jedynie funkcję miejsca do utrzymania wariatów blisko siebie. Nie sądził, by dało się to kiedyś odmienić. Pasożytów było zbyt wielu, aby wyplenienie ich było w ogóle realną opcją.
Irytowało go to. Zresztą, jego nerwy przeżywały ostatnimi czasy próbę. Co rusz ktoś bądź coś próbowało je nadszarpać, a on z całych sił starał się zachować wewnętrzny spokój. Śmierć Brzoskwinki i to nie z jego pazurów pozwoliła zdać mu sobie sprawę z tego, że wśród nich może kryć się ktoś podobny mu. Nie miał jednak pewności, czy morderca był równie spragniony krwi, czy jedynie nużył go byt i jedyną formą rozrywki, na jaką przyszło mu wpaść, było zabijanie.
Krwawnik czuł się jak na odwyku. Tylko takim nie z jego woli. Niczego nie trzeba mu było teraz bardziej, aniżeli czerwieni, która pokryłaby otaczające go tereny. Trzymał się z dala od reszty, by nie kusić losu. Nie pozwalał sobie na sytuację, aby został z kimś sam na sam, jeszcze gdzieś na uboczu. Zrodzenie się myśli, która pchnęłaby go do dokonania zbrodni, mogłaby być jednoznaczna z jego zgubą.
Wtem rozległ się ten cichy, pełen żałości głos. Położył nisko uszy po sobie. Jeszcze tego mu tu brakowało, byłego ucznia, którego sam widok powodował w nim niechęć do życia. A zadane przez niego pytanie było tym, czego nienawidził.
— A jak ma być? Normalnie, wędrujemy — prychnął, odwracając wzrok. Dawał mu prostą aluzję, by odszedł. Uczepił się go jak rzep psiego ogona, co wywoływało w nim coraz więcej złości. Ta cała przeprowadzka była już sama w sobie ciężka do zniesienia, a jego towarzystwo sprawę jedynie pogarszało.
Nic nie szło jednak po jego myśli. Stał tam dalej, czuł jego zapach i kątem oka dostrzegał drżenie ciała. Owszem, trening go zmienił i zdecydowanie zmężniał. Nie miał już tej kocięcej postury i był zdecydowanie silniejszy, a mimo to tak jego wady wciąż tkwiły na wierzchu.
— M-może pójdziemy razem na p-polowanie? — zasugerował młodszy, czym całkowicie przekroczył jego granicę wytrzymałości.
— A po co? Sam nie umiesz? — rzucił ozięblej, rozglądając się dookoła. Zero świadków. Zarazem dobrze i źle. — Męczyłem się z tobą masę księżyców. Znosiłem twoja obecność, chociaż w życiu nie miałem do czynienia z większą porażką życiową. A ty masz czelność przychodzić do mnie z takim durnym pytanie? — fuknął. — Masz znajomych w swoim wieku, idź się z nimi pobaw. — Dla odstraszenia kocura kłapnął zębiskami w jego stronę. Gdyby nie przeklęty zdrowy rozsądek, posunąłby się o krok dalej.
Ostrzeżenia nie była jednak wystarczające, bo Nikt wciąż przed nim stał, jakby łapy wrosły mu w ziemię.
— A-ale... Mówiłeś, że... Będziemy jeszcze chodzić na jakieś eksperymenty... — Zwiesił łeb, kładąc po sobie uszy. Ta skruszona mina, którą wojownik widywał tak często przez czas ich nauki, tylko go dobijała.
— Jeśli poczuje potrzebę, to sam cię przywołam. Trening ciebie był niezwykle nużący, wyniszczyłeś swoją nieudolnością moją całą siłę i jeszcze oczekujesz, że będę się z tobą bawił? — prychnął. — Idź zajmij się czymś pożytecznym, z dala ode mnie. Nie jesteś kociakiem, nie trzeba ci niańki — zauważył z przekąsem w głosie.
<Nikt?>
13 października 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
29 września 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
— Ah, wciąż z ciebie ciamajda — burknął wojownik i jakby nigdy nic powalił go ja ziemię. Uwielbiał patrzeć, jak ten marny wypłosz sięgał dna. — Mógłbyś się w końcu postarać i przestać sprawiać mi zawód. Nie chcę cię szkolić aż do śmierci — prychnął. Nie interesował go na ten moment sukces arlekina. Dzierżył już naprawdę sporą dawką siły, a nawet nie ukończył 10 księżyców, więc w porównaniu do niego osiągnął więcej.
Żółte ślepia spojrzały na niego z determinacją, a ich właściciel podniósł się z powrotem na łapy, przyjmując poprzednią pozycję z ćwiczeń.
— Jeszcze raz — oświadczył z powagą.
— A czy ja wydałem polecenie, abyś robił to jeszcze raz?
Odpowiedziała mu głucha cisza. Uśmiechnął się triumfalnie, mierząc ucznia wygórowanym spojrzeniem.
— Może nie chcę patrzeć więcej na twoje porażki? — parsknął, na co Nikt położył nisko uszy i garbiąc się, zwiesił łeb.
— A co byś chciał, panie? — spytał niemrawo, a Krwawnik ledwo co powstrzymał się od rzucenia mu się do gardła. Chciał wiele, ale nie wszystko, co leżało w jego marzeniach, było do zrobienia.
— Sam już nie wiem, może zaradniejszego ucznia? — rzucił z tonem głosu, wskazującym, że to coś oczywistego. Na to młodszy zareagował tylko skinięciem łba, jakby godził się ze swym losem.
Bicolor przyglądał mu się chwilę w myśleniu, nim nie westchnął głośno i przewrócił oczami.
— Dobrze, masz szansę na poprawę. Zaskocz mnie czymś. Zrób coś, co sprawi, że uznam cię za lepszego od tej całej bandy idiotów — polecił, oblizując pysk. Nudził się coraz bardziej i trzeba mu było jakiejś sensownej rozrywki.
Liczył, że od razu dostanie niezły pokaz, jednak arlekin wpatrywał się w niego z niepewnością, rozglądając się niemrawo po otoczeniu. Przez krótką chwilę wydawało się, że w jego głowie zrodził się już jakiś pomysł, jednak momentalnie zanikł.
— Nie wiem... Co mogłoby cię zaskoczyć... — przyznał z żalem, kopiąc łapą w śniegu.
— Myśl. Myśl intensywniej, bo póki co stale mnie żenujesz — syknął. — Mam z każdym dniem coraz bardziej dosyć naszych treningów. Zero z ciebie pożytku — stwierdził oschlej, krzywiąc się z powodu coraz to niższej temperatury. Najchętniej wróciłby do obozu, jednak wpierw miał ucznia do zahartowania.
— D-Dobrze. — W końcu wstał na łapy i zaczął prowadzić mentora w nieznanym mu kierunku. Przeszedł przez ogrodzenie, czekając na kocura po drugiej stronie.
— J-jeszcze kawałek — zapewnił go, by się nie zraził i nie zawrócił.
Krwawnik westchnął ze znużenia, ale ruszył dalej za nim.
Przez moment naszła go myśl, że kocur będzie próbował zaciągnąć go z dala od terenów Klanu i ubić.
On by tak chętnie nieraz zrobił z Janowcem, kiedy w czasie treningów, odsuwali się od obozu i umykali od wścibskich spojrzeń. Ostatecznie coś go zawsze powstrzymywało. Jaka szkoda, że Nocniaki go uprzedziły z morderstwem. Staruszek i tak egzystował zdecydowanie za długo.
11 września 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
Od Krwawnika CD. Nikogo
— Dobra, nie ośmieszaj się już dłużej. Kończymy na dziś — rzucił w końcu, zawracając do obozu bez czekania na niego.
— Coś ty taki zwieszony jak mokry kundel? — prychnął, widząc smutek w żółtych ślepiach. — Idziemy na trening. Dzisiaj zobaczymy, jak sprawnie radzisz sobie na drzewach — oznajmił. — A wierz mi, że w tej kwestii mocno w ciebie wierzę.
— M-mam dla ciebie informację, panie — odezwał się tak nagle, przerywając plątające się w jego głowie myśli.
— Co? — Spojrzał na niego przelotnie. — Czy zamierzasz zanudzać mnie i dołować kolejnymi historiami o tym, jak ktoś cię zlał, czy jednak wolisz powiedzieć coś sensownego? — mruknął. — Zastanów się dwa razy, bo nie będę marnował czasu na słuchanie twoich lamentów — ostrzegł z warkotem.
— T-to nie będą lamenty, panie. Mam informację o władzy jak i o Agreście, które powinny cię zainteresować — miauknął, schylając pokornie łeb
Krwawnik zatrzymał się gwałtownie, unosząc zaciekawione spojrzenie na arlekina.
— Agrest? A co mi istotnego możesz powiedzieć na jego temat? — prychnął. — Znowu spoufala się z Krzemieniem? Że też ten dziad się jeszcze niczego nie nauczył...
— Dowiedziałem się, że jest nam przychylny. Jest za tym, by dać mi i mojej siostrze prawa, byśmy byli prawdziwymi Owocniakami, a nie... podkotami. Ma jakąś znajomą, co jej nocniaki kociaki porwały, jednak nie znam szczegółów. Na dodatek klei się do niego Kuklik. Chyba są parą... — zdradził. — Z tego co wiem, to Krzemień już się z nim nie zadaje — dodał na pocieszenie.
Bicolor mimowolnie przewrócił oczami. Gadanie o niczym, po co mu prawa dla jego ucznia?
— Sam dbaj o swój biznes i prawa, nikt nie powinien tego za ciebie załatwiać — fuknął. — Świetnie, że odpuścił sobie Krzemienia. Ale co to za znajoma? Zdradza dla niej klan? — dopytywał.
— Ciekawe — rzekł, powoli trawiąc te informacje. — Powiedzmy, że ta wiedza może mi się kiedyś przydać. Teraz gadaj, co wiesz o władzy — zażądał.
Oniemiał, słysząc to wszystko. Brzmiało tak dokładnie, że aż nieprawdopodobne było, iż jego uczeń zdobył taką wiedzę.
— Skąd to wiesz? — spytał podejrzliwie, zastanawiając się, czy młody po prostu nie nazmyślał w tym momencie.
— Od Miodunki. Brzoskwinka jej się wygadała... - miauknął. — Zapytałem się jej, czy znała Janowca i tak samo poszło.
— Liderka wygadała się byle jakiej gówniarze? — parsknął, kręcąc głową z niedowierzania. — Co za idioci zasiadają u władzy...
— T-tak... też nie mogłem w to uwierzyć, ale Miodunka to jej wnuczka... No i jest strasznie uparta. Pewnie naciskała na nią... Jednak prosto z niej to dało się wyciągnąć...
— To jej wnuczka? — spytał. — Aha. Rodzina. Wszyscy tutaj to taka wielka słodka do usrania rodzina — prychnął ze znużeniem. — Osłabiają siebie nawzajem, ale może i dobrze. Nam łatwiej wykorzystać ich słabość.
— Prawda... Ja... Ja właśnie wykorzystałem jej słabość. — Uśmiechnął się lekko. — I dzięki temu zdobyłem te informację. Tak jak ty, panie.
— A co jest w takim razie jej słabością? — spytał, robiąc ku niemu krok. — I jak to odkryłeś?
20 sierpnia 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
18 sierpnia 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
Bo cóż to za sztuka, gdy na scenie nie ma trupa?
Żałował, że nie wybili się wszyscy nawzajem. Przynajmniej szkoda mu było przetrwania tych słabych jednostek. Można było wrzucić ich na pierwszy ogień, to padłyby najszybciej, a oni mieliby, chociaż żywe tarcze.
Był nawet w szoku czynem ucznia. Skoczył na zakradającego się zza jego pleców napastnika, który łatwo mógłby pozbawić go życia.
Uratował go. Tylko po co? Chciał się podlizać? Zaimponować mu?
Odnalazł wspomnianego kota i z niewinnym uśmiechem zaprosił go na spacer. Wojownicy nie zwracali zazwyczaj na nich uwagi. Czasami niektórzy tylko dziwili się, że Krwawnik jest tak miły dla odmieńca pokroju Nikta. Zyskiwał ich sympatię przez tak banalny sposób. Nie musiał wdawać się z kimkolwiek w dyskusję, aby pokazać, że jest grzecznym i wychowanym kocurem.
W bezpiecznej odległości od obozu zwrócił się ze spokojem do ucznia, który dreptał spięty od czasu minięcia pierwszych drzew. Rany po ich ostatniej zabawie nie zagoiły się, ale blizny, których się nabawił, polepszyły jego wygląd. Może to i kwestia tego, że dorósł, jednak niebieskooki nie musiał czuć już aż tak wielkiego zażenowania samym jego istnieniem.
— W bohatera zachciało ci się bawić, co? — parsknął, znudzony obserwacjami.
Arlekin spojrzał na niego z przerażeniem, przełykając głośno ślinę.
— Nie... — miauknął, kładąc po sobie uszy. — Po prostu tamten wojownik wcześniej i mnie zaatakował. Musiałem mu się odpłacić...
Uniósł zaskoczony brwi. Takiej odpowiedzi się nie spodziewał i była zdecydowanie ciekawsza niż brnięcie w kłamstwa, że mu zależało na jego życiu, czym po prostu chciałby się podlizać i mieć łaskawsze traktowanie.
— I dobrze. Jeśli czujesz w sobie żądze zemsty, nie pozwól jej umrzeć. Wykorzystaj ją. Odpłacaj się tym, którzy na to zasłużyli — polecił, podnosząc łapę i przyglądając się z bliska swoim pazurom. Na ich spodzie wciąż widniały resztki zaschniętej krwi. Wojna była zdecydowanie pięknym i wartym uwagi widowiskiem.
Nikt jedynie kiwnął głową na jego słowa.
— Co będziemy dzisiaj trenować? — zapytał, nie odnosząc się więcej do poprzedniego tematu.
— Pójdziemy do ogrodzenia dwunożnych. Nauczysz się po nim chodzić — oznajmił, a widząc jego minę, prychnął cicho. — Wiem, że jest cała oblodzona, ale nie obchodzi mnie to. Będziesz miał dodatkowe utrudnienie, a to i nawet lepiej. Każdy gówniarz przeszedłby się po nim, gdyby nie było śliskie.
Ruszył, nie czekając na jakiekolwiek słowa ucznia. Nie chciał słuchać jego mamrotania i wymówek, miał zamiar zrobić z niego któregoś dnia porządnego wojownika, aby zyskać pozytywny rozgłos w obozie.
Obserwował kątem oka arlekina. Zatrzymał się wprost przed metalową siatką, a następnie zawrócił wzrok na mentora, czekając na zgodę, by rozpocząć ten dziwny trening
Skinął mu w odpowiedzi głową, nie spuszczając z niego wzroku. Ciekawiło go, co działo się teraz w łbie kocura, kiedy był w pobliżu miejsca swojej drugiej zbrodni. To bezbronne niegdyś kocie zrobiło się niezłym potworem do zabijania.
Krwawnik nie zamierzał pozwolić tej stronie umrzeć. Kocur miał stać się najgorszy. Tego właśnie chciał.
— Wchodź na górę. Następnie zadanie jest proste. Masz się przejść wzdłuż i nie spaść, a potem zawrócić.
Od Nikogo cd Krwawnika
Od Krwawnika CD. Nikogo
Żaden z nich się nie poruszył. Obydwoje najpewniej oczekiwali ruchu drugiego, chociaż Krwawnik podejrzewał, że uczeń czeka na jego zgodę. Stał tak ze spokojem wymalowanym na pysku i obserwował każdą reakcję jego ciała na panującą, niezręczną ciszę. W końcu parsknął przelotnym śmiechem i machnął ze znużenia ogonem.
— Ruszaj się wypłoszu, nie mamy całego dnia — oświadczył poważnym tonem.
Arlekin podniósł na niego wzrok, a jego żółte ślepia wypełnione były obawą. Skierował swe kroki ku rzece, toteż niebieskooki ruszył za nim. Gdy dotarli na miejsce, spostrzegli, że tafla jest skuta lodem. Młodszy podszedł niepewnie do brzegu, rozglądając się po niegdyś piaszczystym otoczeniu.
— Trzeba zrobić dziurę w lodzie — poinformował, kończyną testując wytrzymałość przezroczystej warstwy.
— To zrób — polecił beztrosko bicolor, przewracając oczami. — Tylko nie kombinuj za bardzo. Walnij z całej siły łbem i zobaczymy, co się stanie — zaproponował, zaciekawiony, czy uzyskał jego oddanie na tyle, by ten był gotów ryzykować swoim życiem dla zapewnienia mu rozrywki.
Jak na razie spiął się, jednak w końcu z najwyższą ostrożnością wszedł na lód. Patrzył przez chwilę na niego, nim w końcu bezmyślnie wykonał polecenie, uderzając głową w podłoże, na którym stał. Zaraz po tym zachwiał się i cofnął o krok, a jego kończyny od razu zapadły się w mule.
Krwawnik bez wahania podszedł do niego i przednią łapą pchnął jego łeb pod taflę wody. Sam poczuł jej chłód, ale tylko skrzywił się, nie pozwalając kocurowi podnieść głowy.
— Tylko wymyj porządnie pysk! — upomniał, choć nie wiedział, czy ten go nawet słyszy z zalanymi uszami.
W odpowiedzi dostał zniekształcony krzyk, a bąbelki powietrza uciekły ku powierzchni. Nikt zaczął się szarpać, nie pozwalając mu dłużej czerpać satysfakcji z tej chwili.
Krwawnik przeklnął się za słabe łapy. Młodszy wyrwał mu się, zaczerpując łapczywie powietrza.
Mentor nie zastanawiał się i wykorzystał to zdezorientowanie, po czym na nowo dopchnął go pod wodę.
— Nie ruszaj się! — syknął.
Wojownik puścił go na chwilę, dając moment na oddech i ponownie przeszedł do działania. Tym razem łapą mu się omsknęła i nie zdążył zatopić kocura. Ten gwałtownie odsunął się na bok.
— Wracaj tu — nakazał niebieskooki. — Wiesz dobrze, że cię nie zabije, więc czego się boisz? Pomagam ci się lepiej umyć, a ty jak zwykle jesteś niewdzięczny... — westchnął z udawanym żalem.
— Ja... ja sam... chce... umyć — wyskomlał, kładąc po sobie uszy.
— Nie — rzekł stanowczo. — Sam tego porządnie nie zrobisz, a ja nie będę potem tłumaczył się z tej krwi na twoim pysku — syknął. — Chyba że mam wspomnieć kto stoi za zabójstwem Księżyca? Nie lubią cię, a nie jesteś już taki mały, byś nie był zdolny do zrobienia tego — zauważył. — I masz motyw. Byłeś źle traktowany, więc chciałeś się zemścić. A ja nie mam problemu przyznać się do współpracy z tobą, jeśli na koniec swojego życia będę widział twoją porażkę — snuł dalej. — Nie ma oczywiście pewności, że mieliby nas zabić. Mogliby przegonić naszą dwójkę gdzieś hen daleko — dodał.
— N-nie... wole... jednak twoją pomoc, panie. — Spojrzał na wodę pod swoimi łapami, na co Krwawnik uśmiechnął się. Dostał to, co chciał, więc od razu wepchał mu głowę pod wodę. Przytrzymał go dłużej. Chciał zobaczyć, na ile arlekinowi pozwoli przetrwać siła jego organizmu. więc zignorował jego wiercenie się. Jeśli będzie chciał żyć, to sam wytrwa.
Ten jak zwykle nie mógł zachować spokoju, tylko wyrywał się we wszystkie strony, aż w końcu skutecznie wyszarpał się spod sił wojownika.
— Wciąż jesteś brudny — stwierdził niezadowolony ze swej porażki kocur, kładąc łapę na jego pysku. — Bardzo brudny — dodał ze śmiertelną powagą, chcąc zmotywować go tym.
Udało mu się, bo Nikt wziął głęboki oddech i sam się zanurzył, choć nie na długo, bo zaledwie po chwili już miał nos w górze. Prychał i kaszlał niczym umierający.
— Le-e-e-piej? - zapytał niewyraźnie, gdy udało mu się ustabilizować oddech.
— Nieee — zamruczał błękitnooki, patrząc na jego drżące ciałom. — Jeszcze. Jeszcze raz — powtarzał zawzięcie.
Zrobił to. Jeszcze szybciej niż poprzednio, ale chociaż spełnił swoje zadanie.
— Świetnie się bawię, a ty? — zapytał wojownik, uśmiechając się lekko. — Może będziemy się tak bawić cały dzień? Co ty na to? — kontynuował, a jego droga ofiara od razu zaczęła kiwać głową na boki.
— Prze-e-epraszam. Zro-ozumiałem ju-uż a-aluzje — zaszczękał zębami, wbijając wzrok w wodę
— Ale jaką aluzję, mój drogi? O czym ty mówisz? Ja tu jestem śmiertelnie poważny — kontynuował. — No już, raz-dwa, moczymy pyszczek w wodzie o tak. — Przyszpilił go znienacka łapą pod wodę. Było to na tyle delikatne, że ten zaraz się uwolnił.
— Ju-uż nie-e-e będę — obiecał.
— Już nie będziesz "co"? Nie wiem kompletnie, o co ci chodzi, mój ukochany uczniu — zgrywał dalej. — Oh, przecież jest idealny dzień na kąpiel. Nie lubisz się tak bawić? Przecież z innymi kochasz spędzać czas w ten sposób.
— N-n-nie k-k-kocha-a-am — Zadrżał. — Z-z-zimno — poskarżył się na swój stan.
— Chyba najwyraźniej kochasz, skoro jesteś już taki poobijany i ciągle ci mało — mruknął z żalem. — Oj niewdzięczny, bardzo niewdzięczny bachor... — wzdychał głośno dalej.
<Nikt?>
[przyznano 5%]
15 sierpnia 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
14 sierpnia 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
— Dałeś mu dokonać zemsty? — powtórzył z niedowierzaniem. — Aż tak kochasz być okaleczany? Uwielbiasz, jak ci się krew z ryja leje? — Skrzywił się, patrząc na niego z obrzydzeniem.
— N-n-nie! N-nie lubię! - zapewniał. — J-ja... on... S-spanikowałem, b-bo oderwałem mu ucho! O-on... t-to wnuk liderki! — tłumaczył z przejęciem.
— I co z tego? Ta liderka to zwykła idiotka, a nie ktoś, kogo należy się bać! — Wręcz emanował wściekłością. Z pyska pociekła mu ślina. Widział przed oczami krew cieknącą ze zmasakrowanego ciała arlekina. Gdyby tylko mógł, doprowadziłby go do najgorszego stanu. — Przyznaj się, jesteś pieprzonym masochista, lubisz być oszpecany, tak? Dobrze, skoro tego chcesz — urwał, prostując się — to spełnię twoje pragnienie.
Bez żadnego ostrzeżenia przejechał mu łapą z wysuniętymi pazurami wzdłuż pyska, zahaczając o oko.
Młodszy wrzasnął, a ze zranionego miejsca prócz krwi pociekły łzy.
— N-nie! N-nie jestem! — załkał, drżąc na całym ciele. — Nie lubię! Nie! — pisnął.
— Na pewno nie lubisz? — warczał dalej, z każdym słowem podnosząc głos coraz bardziej. Sieknął mu łapą po pysku. — Dalej kłamiesz mi prosto w mordę, ty zapchlona kupo futra? Dobrze zdajesz sobie sprawę, że zawsze będziesz nikim i zasługujesz jedynie na żarcie gówna. Najpierw ryczysz, że się boisz, a teraz przychodzisz po spełnieniu swoich fetyszów? Żałosne. Ale dobrze, skoro tak to kochasz, to może sprawie ci jeszcze trochę więcej radości? — spytał, uśmiechając się i pazurami przedzierając drugie oko. — Tak lepiej, jak z dwóch stron, prawda? Ah, ty to masz pecha do tych samotników, znowu cię jakiś urządził? — Nachylił się, nie zwracając uwagi na jego płacz. — Mam nadzieję, że jasno dałem ci do zrozumienia, co o tobie myślę — mruknął, po raz kolejny lekko go przyduszając do ziemi.
Charknął, próbując mu się wyrwać. Zakaszlał, po czym kopnął go tylną łapą w pierś, by go z siebie zrzucić.
— Nie! — wrzasnął uczeń, pociągając nosem.
Krwawnik skrzywił się z bólu, jaki rozszedł się po jego ciele. Odsunął się na parę kroków.
— Nie dosyć, że sprzeciwiasz mi się, podnosisz na mnie głos, to jeszcze śmiesz używać wobec mnie przemocy? — prychnął z rozbawieniem zmieszanym ze zirytowaniem. Brzmiał jak histeryk. — Niedorzeczność. Wyciągasz do kogoś pomocną łapę, a on ci ją całą ujebie — dodał niczym w transie, bez wahania rzucając się z powrotem na niego i pazurami wczepiając się w jego bok.
Arlekin zdążył jedynie zjeżyć sierść. Nie udało mu się w porę zareagować, przez co mentor zadał mu cios. Znów wrzasnął, po czym odwrócił się i dał mu łapą po pysku. Nie silił się na delikatność.
— Zostaw mnie! — krzyknął.
— Znowu? — prychnął starszy, ignorując jego żądania i ocierając się po uderzeniu. — Jesteś bezczelny. Niewychowany. Bezwartościowy — wymieniał, wyrywając mu sierść z grzbietu, bo tylko tam udało mu się chapsnąć zębiskami. — Spróbuj, chociażby tylko jeszcze jeden raz mnie tak mocno uderzyć, a zadbam, byś gryzł piach na zawsze — zagroził ze śmiertelnie poważnym tonem głosu.
Wrzask uciekał młodszemu z gardła, a ciało wręcz odmawiało mu posłuszeństwa z bólu. Upadł na śnieg, mocząc go krwią i łzami.
— Przepraszam! — darł się. — Przepraszam! Nie uderzę! Nie uderzę! Nigdy! — łkał w ziemię
— Nie wierzę już w ani jedno twoje słowo, parszywy śmieciu — syknął, widząc jego zachowanie.
Sam musiał otrzepać się z kurzu i doprowadzić się do porządku, by choć na moment odzyskać sił. Nie zamierzał jednak stopować. Spodziewał się podporządkować sobie ucznia na zawsze. Liczył na jego wierność i oddanie, a zamiast tego dostawał to. To, co stworzył poprzez liczne treningi, próbowało go zniszczyć.
— Ostro przesadziłeś — syknął, mrużąc oczy i podchodząc do niego na nowo. — Kiedy chciałem, byś zadał mi ból, nie zrobiłeś tego. Teraz kiedy miałeś mi być posłuszny, sprzeciwiłeś się — mruczał z grobową powagą w głosie. — Powiedz mi, czy ty wiesz, co to znaczy dla mnie? Kiedy poświęcam się dla ciebie, pozwalam stawiać się w centrum upokorzenia? A ty... Ty jesteś po prostu niewdzięczny. — Stanął nad nim, a łapę postawił na czubku jego głowy i wbił pazury, ciągnąc czaszkę do tyłu. Nachylił się do jego ucha. — Nie zasługujesz na wszystko, co dzięki mnie osiągnąłeś. Beze mnie byłbyś nikim na zawsze, a jeśli zamierzasz dalej posuwać się do takich czynów, zostawię cię i pozwolę ci przepaść na zawsze. Będziesz jak robak, skryty w ziemi. Twoje wyjście na wierch równa się spotkaniu z głodnym ptakiem. Krótko mówiąc — westchnął — czeka cię śmierć.
Arlekin wrzasnął po raz kolejny. Obsmarkał się, a gluty zwisały mu z nosa, gdy próbował przełykać łzy, gromadzące się w gardle. Łapał oddechy, próbując się uspokoić, a jego ciało drżało. Zamknął oczy, nie odpowiadając mu.
— I teraz nagle co? Nic nie potrafisz powiedzieć, nic nie potrafisz zrobić? — prychnął. — Gdyby była tu kałuża, zobaczyłbyś teraz swoje odbicie i to, jak fatalnie wyglądasz. Katastrofa. Koszmar. Beznadzieja — wymieniał, patrząc na jego postrzępione uszy. — Nawet mi nie jest przykro. Zamiast docenić szansę, którą ci dałem, postanowiłeś zostać potworem.
Uczeń schylił łeb, kryjąc pod sobą ogon.
— J-ja już nie chcę — szepnął.
— O proszę! Znowu to samo! On znowu nie chce — krzyknął maniakalnie, odsuwając się od ucznia i stając naprzeciw niego. Pazur wbił w jego podbródek, unosząc go do góry. — Otwórz te zakrwawione ślepia. Spójrz na mnie i powiedz. Kim jesteś?
Otworzył oczy, które przesiąknięte były bólem i strachem.
— N-Nikim. J-jestem nikim. — załkał.
— Głośniej — nakazał. — Powiedz to głośniej. — Wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia, przejeżdżając pazurami w bok jego szyi. — Krzycz.
Młodszy przełknął ślinę, ponownie drąc się z powodu bólu.
— Jestem nikim! Nikim! Nikim! Nikim!
— I zawsze nim będziesz. Straciłem nadzieję na twoje odkupienie — stwierdził, unosząc wzrok i rozglądając się na dźwięk trzasku gałęzi. — Nie mazgaj się. Zapoluj. Coś tam siedzi i wie już o naszej obecności.
12 sierpnia 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
10 sierpnia 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
— Nie biegaj tak, bo tupiesz jak dzik i słychać cię z daleka. Jak ktoś ma dobry refleks, to prócz tego, że zdąży zrobić unik, to ci jeszcze przyłoży — ostrzegł. — Skradaj się. Po cichu i powoli, ale jak najbardziej za plecami wroga, by cię kątem oka nie zobaczył. Masz dużo białego, więc niestety rzucasz się w oczy.
Młodszy przysłuchiwał mu się chwilę, kiwając głową. Zawrócił i znów się skrył w krzewach, więc Krwawnik powrócił do dreptania po okolicy. Wiedział, że arlekin już za nim idzie. Patrzył jednak tylko po boki, żeby dać mu szansę naskoku z tyłu.
Owszem, czasem był dla dzieciaka zbyt dobry.
Zatrzymał się gwałtownie, chcąc zobaczyć, czy ten szybko zareaguje i również się zatrzyma, czy jednak w niego walnie. Janowiec z nim tak czasem ćwiczył i tak naprawdę to była jedyna przydatna rzecz w treningach z tym niedołężnym starcem. Sporo rzeczy podpatrywał od innych, bądź sam udoskonalał, opierając się na intuicji.
Coś zza jego grzbietu poruszyło się. O dziwo niespodziewanie poczuł pacnięcie w bok, ale tak lekkie, że nie był nawet w stanie stwierdzić, czy to jego uczeń, czy po prostu mocniejszy podmuch wiatru. Mimo to skrzywił się, zatrzymując się w miejscu i znosił niewielki ból z pokorą.
— Uderz mnie mocniej — nakazał, zdając sobie sprawę z obecności czarnego po prawej.
Ten spojrzał na niego z takim zaskoczeniem, jakby co najmniej oświadczył mu, że jest wiewiórką, a nie kotem. Młodszy cofnął się skulony, co tylko utwierdziło Krwawnika w przekonaniu, iż czeka go jeszcze dużo pracy, aby ta sierota cokolwiek osiągnęła.
— Czemu, panie? Skrzywdzę cię... — mruknął speszony, rozglądając się na boki.
— O to mi chodzi. Masz mnie skrzywdzić. Zostawić ślady na moim ciele — rzucił. — Rób to.
Arlekin dalej wyglądał na zdziwionego i patrzył się na mentora w taki sposób, jak gdyby ten mówił nie po kociemu. W końcu ożył i pokręcił głową, cofając się powoli, co spotkało się z warkotem wojownika.
— Gdzie ty znowu uciekasz? — westchnął, zbliżając się do niego. — No już. Bij mnie. Aż do krwi.
Nikt zrobił wielkie oczy i przełknął głośno ślinę.
— J-j-jak do krwi? A-ale... N-nie chcę cię s-skrzywdzić. C-co powiesz w obozie, jak wrócisz tak... pobity?
— Że coś nas zaatakowało i stanąłem w twojej obronie. A ty pokiwasz grzecznie głową, jasne? — mruknął. — Możesz się rozpłakać i dodać, że to było dla ciebie stresujące, bo się bałeś, że zginę — dorzucił od niechcenia. Już i tak mają go za słabego, więc taka zabawa w bohatera dla niczego niewartego życia już bardziej mu opinii nie zbruka.
— N-nie podoba mi się ten pomysł. Skrzywdzę cię, by skrzywdzić? To nie ma sensu. W-wole nie. B-b-boje się — jąkał dalej. Widać po nim było, że naiwnie wierzy w zmianę zdania bicolora.
— Tobie się przecież nic nie stanie, tu nie ma czego się bać! — syknął zirytowany. — Przestań się tak trząść i sikać pod siebie, masz mnie zaatakować i nie wrócimy do obozu, dopóki nie poleje się moja krew.
— J-j-ja nie chcę cię krzywdzić! M-może i zasługujesz, ale... ale ja nie dam rady. J-jesteś moim mentorem. N-nie powinienem. To brak szacunku — tłumaczył się.
— Chwila co? — przerwał mu podniesionym głosem. — ZASŁUGUJĘ?! Dlaczego według ciebie na to zasługuje smarkaczu zapchlony? — syknął, stając wręcz za blisko niego. — Zaraz będzie zmiana planów i to ja przeryję pazurami ciebie.
Podkulił ogon, patrząc na niego z przerażeniem.
— P-p-przerpaszam! T-to przez to, że... że jesteś zły. A-ale ja nie chcę cię b-bić, b-bo to... nieładnie. W-widzisz, że sam jesteś j-już zły na mnie — mamrotał w pośpiechu.
— Jestem zły, bo nie chcesz mnie bić. Gdybyś mnie zaatakował jak prawdziwy wojownik, to bym się może ucieszył — syknął.
Ten znowu załkał.
— N-n-nie rozumiem. Czemu ci na tym zależy. P-p-przecież to boli. Bardzo. To brak szacunku. J-jak mam cię u-uderzyć tak m-mocno? L-lubisz gdy cię biją? J-ja nie lubię...
— Jak zaraz dostaniesz po swoim pustym łbie, to zmienisz nastawienie i polubisz — burknął, patrząc na niego wrogo. - No dawaj, ile ja mam czekać, aż coś zrobisz? — warknął zniecierpliwiony.
03 sierpnia 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
31 lipca 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
Nie wiedział teraz, co myśleć o tym, co powiedział Księżyc. Raczej nie przejmował się tym bardziej, choć jeśli rzeczywiście był jego ojcem, to dobrze było wiedzieć, że już nie żyje. Prawie jak cała jego rodzina, nie licząc siostry. Teraz to wszystko nabierało większego sensu i wydawało się coraz bardziej oczywiste. Kręcił się przy Poziomce jak naćpany, a jego oklapnięte uszy były identyczne posturą jak te, które posiadała Winogrono. A sam Krwawnik miał tak samo czarne futro i niebieskie oczy. Nawet, jeśli chciałby się teraz wyprzeć tego faktu z głowy, nie był w stanie. Zbyt wiele rzeczy na to wskazywało.
Przysiągłby, że własny uczeń go unika. Z początku uznał, że mu się wydawało, ale teraz był już tego więcej niż pewien. Udało mu się jednak zapędzić go w miejsce bez ucieczki. Niestety nie mógł wygarnąć mu wprost wszystkiego, bo byli za blisko obozu, a mu wystarczyły problemy w postaci Agrsesta i Krzemienia. Uśmiechnął się życzliwie, jak taki miły młodzieniec z sąsiedztwa, co zawsze dzień dobry mówi.
— Tutaj jesteś! Szukałem cię — zaczął, siląc się na dobroć w głosie, choć za tę całą zabawę w ganianego miał ochotę wepchnąć mu gałkę oczną do gardła. — Czas na trening, nie uważasz? Spójrz, masz już takie piękne mięśnie na łapach, z pewnością jesteś już niesamowicie silny!
Gula na gardle kociaka poruszyła się. Przełknął głośno ślinę, patrząc na niego niepewnie.
— Ja... mój ślimak umarł i... i nie chcę iść dzisiaj na trening. M-m-musze go opłakiwać, by nie był na mnie zły — wyjaśnił, na co Krwawnik skrzywił się, wzdychając głośno.
— Przecież ja ci kazałem wmawiać, że ślimak ci zdechł — wycharczał ciszej. — Więc nie rób ze mnie idioty. Lecimy na trening — syknął ostrzej, nadając swojej wypowiedzi władczego tonu.
— P-p-powiedziałem tak... jakby ktoś... podsłuchiwał, panie — miauknął cicho. — J-j-ja nie chcę... na trening. N-nie dzisiaj
— A dlaczego nie? — spytał z pogardą. — Chcesz być słaby do końca życia? Z takim podejściem nie dotrwasz jutra — stwierdził zirytowany, że nie mógł tu podnieść na niego łapy. Wciąż był taki mały, więc jedno odpowiednie uderzenie mogło by spowodować spory rozlew krwi. — Każdy dzień opuszczonego treningu przybliża cię do śmierci.
— A-a-ale nie be-edziemy je-eść m-mięsa? P-proszę — miauknął, pełen nadziei.
— Nie, to specjalne mięso zjadłeś wczoraj. Nie możesz jeść go dzień w dzień, bo cię brzuszek rozbili - rzucił z krótkotrwałą troską w głowie. Oczywiście, że kłamał. Widok zapłakanej gęby, z trudem przełykającej każdy kawałek swojego byłego dręczyciela, był najbardziej satysfakcjonującym widokiem, o jakim nawet nie śnił. — Ale nie możesz też opuszczać treningów. Zrobisz się taki słaby, że łapki same ci odpadną.
Arlekin po dłuższej chwili namysłów odetchnął głośno z ulgą.
— No dobrze... to możemy iść na trening — miauknął z entuzjazmem, idąc w stronę ich miejsca treningów. Krwawnik uśmiechnął się lekko. Cóż za naiwne dziecię, jak łatwo przekupić go kilkoma słówkami. Ruszył za nim, przeganiając go i obserwując kątem oka, jak zwalnia przy ich ulubionym drzewie.
— Dalej — rzucił. — Musimy iść dalej.
Kocurek zatrzymał się, zdziwiony.
— Ale... ale jesteśmy na miejscu, panie — uświadomił go.
— Nie, nie jesteśmy na odpowiednim miejscu — poprawił go delikatnie. — Od dziś nasze treningi przez pewien czas będą odbywały się gdzie indziej. Nie powinieneś zresztą zadawać takich zbędnych pytań. Zacznij wykonywać moje polecenia i robić to, co ci każę — upomniał go.
Żółtooki niepewnie ruszył za mentorem.
— I-idę.
Tylko tyle powiedział. Starszy zaprowadził go tam, gdzie było ciało. Wprost pod krzak, chociaż dostrzegł pewne zawahanie i opory u kociaka, gdy ten zaczął rozpoznawać teren.
— Nie zwalniaj, jeszcze trochę — poinformował.
Ten gwałtownie zatrzymał się.
— N-n-nie! O-okłamałeś mnie! — pisnął, cofając się
— Cicho! — syknął. — Nie uciekaj! Stój! Wracaj! Nie okłamałem cię! Mówiłem, że musimy coś zrobić! — warknął, rzucając się w jego stronę z zamiarem pociągnięcia go za kark do ciała. Okazało się to łatwe, bo jego ofiara rozryczała się, upadając na tyłek, bo wystraszył się atakującego go mentora. Przybrał pozycję embrionalną, gdy kły Krwawnika zatopiły się w jego skórze.
— N-n-nie, panie! Ja nie chcę! Proszę! Nie!
Nie zważając na jego płacze, zaciagnął go pod krzak.
— Nic się jeszcze nie zadziało. Nie panikuj przedwcześnie — nakazał, rozchylając łapą gałęzie. — Wykop ciało.
Kociak załkał bardziej, kręcąc głową.
— N-n-nie chcę go... go... wy-wykopywać... nie...
— Bo? — spytał. — Boisz się, jak jakaś koteczka, że sobie łapki pobrudzisz? — miauknął pogardliwie.
— N-n-nie b-bo bo ja wiem... c-co będzie później. A-a on powienien zo-ostać tam. N-nie wykopie g-go — drżał cały, cofając się od krzaka powoli.
Wojownik przewrócił oczami i ponownie szarpnął go za nadmiar futra na karku i odstawił przy roślinie. Usiadł tuż za nim, umożliwiając mu całkowicie ucieczkę.
— Nie. Jesteś chudy jak patyk, więc skoro w klanie cię nie karmią, to ja cię wykarmię.
Młody pisnął z bólu. Cofnął się i tak od krzaka, uderzając grzbietem o jego brzuch.
— J-ja nie chcę jeść trupa! — płakał. — T-trupa twojego taty! W-wole jeść myszy! N-nie jego! Proszę! O-one też mi pomogą. Nie twój tata!
— Nie pierdol głupot, ten tutaj ma więcej wartości odżywczych, niezbędnych do twojego prawidłowego rozwoju — mruknął, gładząc łapą ziemię, pod którą leżał Księżyc. — Mało kto mówi o tym, że po zjedzeniu kota ma się najwięcej sił, bo boją się, że wszyscy zaczną się zjadać. Nawet nie wiesz, ile masz szczęścia, że trafił ci się prywatny posiłek.
— I-i-i tak nie chcę... — przełknął ślinę, drżąc i patrząc ze strachem na ziemie. — N-nie chcę. N-nie. P-proszę. N-nie — wpadł w panikę i odwrócił się do niego przodem, chowając pysk w jego futrze na brzuchu.
Skrzywił się i z obrzydzeniem odsunął kocie od siebie.
— Nie tul się tak do mnie. Nie jestem twoją matką ani koleżanką do zabawy.
28 lipca 2022
Od Nikogo cd Krwawnika
- To należało przybiec do mnie od razu. Każda sekunda zwlekania to tylko ryzyko na to, że stanie się coś złego - stwierdził oschle, myśląc coraz to intensywniej, jak poradzić sobie z tą dwójką. - Niektórzy wpychają nos nie tam, gdzie trzeba.
Teraz będzie o tym pamiętał. Nie chciał, by mentorowi stała się jakaś krzywda. Jeżeli ktoś przeciwko niemu spiskował, to nie był dobrym kotem.
- C-chcesz panie wrócić już do obozu, by ich ukarać? - miauknął niepewnie, widząc jego reakcję.
- Nie mogę ich ukarać, gdy mają przewagę - syknął, zirytowany jego głupotą. - Ale muszę wyjaśnić kilka spraw, skoro tak chcą się bawić - rzekł, wysuwając pazury.
Och... No tak. Ich była dwójka, a kocur był jeden. Nie pomógłby mu, bo sam nie potrafił walczyć. Jeszcze nie poznał tej drogi wojownika.
- To na dziś koniec? - miauknął do niego niepewnie. Chciał trochę odpocząć, bo łapki nadal go bolały od wiszenia.
Czarny głęboko syknął, jakby powstrzymywał się, przed zrobieniem mu krzywdy. Nie brzmiało to zbyt dobrze, więc spiął się cały, czekając na to co powie.
- Przebiegnij się jeszcze z kilka razy stąd, do tamtego dużego kamienia i tak, możemy wrócić. Nie myśl sobie jednak, że w obozie czeka cię odpoczynek. Masz nie spuszczać wzroku z tamtej dwójki i słuchać, co mówią, jasne? - spytał.
Ufff... tylko tyle? Chyba był w stanie jeszcze się do tego zmusić.
- Oczywiście! - miauknął gorliwie, ruszając biegiem w stronę skały. Przebiegł się od niej do mentora, czując jak oddech ponownie mu przyspiesza. Było to ciężkie, bo łapki miał jak z waty, przez co kilka razy zaliczył potknięcia, jednak spełnił dzisiejszy cel. Mogli wrócić już do obozu.
Krwawnik od czasu pochwycenia nowych informacji nie zwracał na niego uwagi. Ciągnął za sobą łapy smętnie, kierując się w stronę obozu. Bardzo go to zaskoczyło. Też zmęczył się treningiem? Cóż... ciągle się denerwował, więc mógł opaść z sił.
Dojrzawszy już z daleka Krzemienia ze swoją kochanką, mentor pacnął go w bok.
- Leć, mój mały szpiegu, wsłuchaj się w każde jego słowo i przekaż mi wszystko - polecił, po czym sam oddalił się w przeciwnym kierunku, by nie wzbudzać podejrzeń.
Ruszył w stronę wojowników, za poleceniem czarnego, kryjąc się w krzakach. Był mały, więc nie powinni zwrócić na niego uwagi. Zresztą, mało kto zwracał. No chyba, że chcieli go podręczyć. Nadstawił uszy i podsłuchiwał starszych. Nie rozmawiali o niczym ciekawym, jednak trwał na stanowisku, ignorując ssanie żołądka.
Gdy pierwsze promienie słońca wpadły do legowiska uczniów, obudził się i od razu podbiegł do mentora, gdy tylko zauważył, że ten się do niego zbliża. Czas było zacząć kolejny trening. Nie mógł się go doczekać. Spełnił swoją rolę szpiega idealnie! Miał nadzieję, że wojownik był z niego dumny, nawet jeśli te informację nie były zbyt ciekawe.
Czarny od razu westchnął, widząc jego zainteresowane spojrzenie, wędrujące między nim, a wyjściem z obozu.
- Najpierw chcę, byś mi coś powiedział - mruknął. - Wymień imiona tych, którzy cię prześladowali, bądź wskaż mi ich dyskretnie - szepnął, chyląc ku niemu pysk, gdy tylko usiadł obok niego. - Dyskretnie, rozumiesz? - powtórzył ostrzej, ale i ciszej.
Zdziwiony uchylił pysk, rozglądając się dyskretnie. Obóz tętnił życiem i nikt nie zwracał na nich uwagi. Nie dojrzał nikogo ciekawego do czasu, aż jakaś znana sylwetka wojownika, nie skierowała kroków do stosu ze zwierzyną.
- O-on - szepnął. - Ten czarny w białe łatki, co idzie coś zjeść. Kazał bić mi siostrę i sam mnie bił - wyjaśnił mentorowi.
Nadal to pamiętał. Ten ból... Nie chciał krzywdzić swojej siostry, ale ten był nieugięty. Zmusił go do tego, bawiąc się nimi jak zabawkami, ignorując ich uczucia.
Krwawnik powlókł wzrokiem w stronę wspomnianego kocura.
- To, że kazał bić ci siostrę, to akurat dobrze - mruknął cicho. - Ale siebie nie powinieneś dawać bić. Tylko ja mam prawo podnieść na ciebie łapę.
Te słowa niezbyt mu się podobały. Jego siostra nie zasługiwała na żadną formę przemocy. Nie wytknął jednak tego kocurowi, nadal pamiętając o "pozbyciu się" kotki, jeżeli ta byłaby dla niego kimś ważnym.
- T-tak, panie. Unikam go... to nie udało mu się mnie znów zaczepić - wyjaśnił. - Jeszcze... dręczy mnie... Miodunka, Lukrecja, Miód i Szpak - dodał, bo w końcu kazał mu wymienić wszystkich. - Komarowi też raz się zdarzyło...
Wielki Bóg skrzywił się.
- Komara rozumiem. Ale reszta? Żebym ja wiedział jeszcze, kim oni są. Gdyby byli ważni, słyszałbym ich imiona już dawno. Czy ty naprawdę dajesz się poniżać grupie bezwartościowych śmieci? - parsknął, przewracając oczami. - Dobrze, w takim razie czas zmienić strony - stwierdził, przyglądając się w skupieniu Księżycowi.
- Zmienić strony? - powtórzył za nim niepewnie. - Jak, panie? Staram się im przeciwstawiać. Czasem wychodzi. Lukrecja boi się i mi odpuszcza, jak go straszę, że komuś o tym powiem. - zdradził, czując pewna nutkę dumy, że potrafił wystraszyć starszego ucznia.
- Żałosne. Kończ z byciem ofiarą, od teraz to ty masz być oprawcą - warknął, rozglądając się po obozie. - Poczekaj, aż Księżyc zostanie sam. Sprowokuj go, albo po prostu każ mu iść za sobą . Masz być jego władcą, nie pozwalaj, by żaden marny robak był ponad tobą. Skieruj się w tamtą stronę. Idź tak długo, aż miniesz nasze ulubione drzewo. Nie zatrzymuj się tam, tylko udaj się bliżej granicy. Będę czekał, zobaczysz mnie - oświadczył. - Nie chcę cię jednak widzieć samego. Pojaw się z nim - orzekł i bez dalszych wyjaśnień odszedł w kierunku wspomnianego miejsca.
Nie miał pojęcia o co chodziło mentorowi. Jak to miał stać się oprawcą? Zamierzał jednak zrobić tak jak kazał. Obiecał mu w końcu, że będzie mu posłuszny. Wziął głęboki oddech i podszedł do Księżyca, gdy nikt przy nim nie był. Ten zmierzył go spojrzeniem pełnym wyższości. Skulił się pod jego naporem, ale dotarł aż pod jego łapy.
- Ja... Chciałbym byś zrobił mi coś złego... - miauknął cicho, by nikt ich nie usłyszał.
Zainteresowało to kocura, który zabrał go na ubocze. Dojrzał, że nikt się tym nie zainteresował, więc nie powinno być problemu, gdy oboje znikną.
- Aż tak ci się ostatnio podobało? - zakpił czarny.
- T-tak... Chciałbym... tego więcej, ale... ale nie tu... Pójdziesz ze mną? - zaproponował, czując mdłości na samą myśl, jak teraz się upokarzał. Dobrze, że Krwawnik wyszedł i tego nie słyszał! Pewnie liczył z jego strony na coś lepszego.
- Czemu miałbym? - prychnął starszy.
No tak... Był wolnym kotem i nie musiał go wcale słuchać. Po co miał gdzieś z nim iść? To było jednak głupie!
- Bo... bo jak nie, to powiem Brzoskwince, że się nade mną znęcasz... - zagroził mając nadzieję, że to na niego zadziała jak na Lukrecję.
Kocur zaśmiał się, kręcąc głową.
- Myślisz, że obchodzi ją twój los, robaku?
No nic... to musiał wdrożyć w życie plan B. Użarł go w łapę, po czym odbiegł. Zadziałało. Wściekły wojownik od razu ruszył za nim w pogoń. Miał nadzieję, że da radę dobiec w wyznaczone miejsce, nim ten go dopadnie. Zawiódłby mentora, który zmartwiłby się tym, że nie dotarł i odnalazł jego zwłoki leżące niedaleko obozu. Czuł presję i strach, które go motywowały. Wybiegł z obozu, czując na karku jego wściekły oddech. Czuł rządzę krwi wojownika, jednak na szczęście jeszcze dzielił ich spory dystans. Dotarł do znajomego drzewa, lecz minął je i biegł dalej. Dyszał i czuł powoli, że zaczyna się męczyć, ale adrenalina pchała jego łapy do przodu.
- Chodź tu smrodzie! - zakrzyknął. - Nie uciekniesz mi! Już po tobie! - groził wojownik.
I wtedy, gdy sądził, że kocur go dopadnie, dostrzegł mentora. Szybko zanurkował mu pod łapy, kryjąc się w jego sierści przed wściekłym Księżycem.
Czarny zatrzymał się, dostrzegając drugiego osobnika. Zmrużył oczy, a jego pysk zadrżał, jakby wahał się nad tym, co chce powiedzieć.
- Co tu się dzieje? - mruknął podejrzliwie, przeskakując wzrokiem to z jednego, to na drugiego.
- To pytanie chciałbym ci zadać osobiście - odparł Krwawnik, uśmiechając się lekko. - Chciałeś skrzywdzić to małe, niewinne życie? - spytał ze smutkiem w głosie.
- Nie jest wcale taki niewinny, to tylko pozory - odburknął, machając na boki ogonem z niezadowolenia. - Użarł mnie gnój w łapę i zaczął uciekać, należy mu się odpowiednia kara za przemoc wobec starszych - rzekł.
- To ja tu jestem od ustalania kar dla mego ucznia. I tylko ja mam prawo skrzywdzić go, jeśli uznam to za konieczne - wyjaśnił, powoli wysuwając pazury i wbijając je w grunt. - A z tego co doszło do mych uszu, raczyłeś już wcześniej podnieść na niego swoją obrzydliwą łapę. A to kocie przecież dopiero co się rozwija, źle zadany cios może spowodować dożywotni uszczerbek na jego zdrowiu - wymruczał z udawaną troską. - Pomyślałeś o tym, gdy rzucałeś się na niego? A może w głowie ci były o wiele bardziej odrażające myśli? To tylko młody kocurek, więc cóż samotny staruch miałby od niego chcieć? - Gdybał. - Parszywy zboczeniec i pedofil - warknął ostrzej.
Słowa mentora brzmiały pięknie. To jak troszczył się o jego dobro, aż go samego zaskakiwał. Przysłuchiwał się tej wymianie zdań, uspokajając oddech.
- Nic z tych rzeczy! - syknął starszy, na swoją obronę, strosząc futro. - Dostał to, na co zasłużył. Już go tak nie broń! Dziś jakiś wyjątkowo wygadany jesteś, zważając na twoje ciągle ryki po kątach obozu - rzucił z wyższością.
- Rodzina mi umarła, ma mnie to cieszyć? - prychnął, powoli odpychając swojego ucznia na bok. - W sumie masz rację. Jak o tym słyszę, to aż uśmiech sam wchodzi na pysk! - dodał.
Wielki Bóg cierpiał po stracie rodziny? Nawet o tym nie wiedział! Zawsze uważał go za silnego i kogoś kto nie byłby zdolny do uronienia łez. Zrobiło mu się go od razu żal. Przecież dokładał mu teraz kolejnych zmartwień! Na dodatek nie wyróżniał się na tle innych, był słaby, a on chciał mieć silnego ucznia... Naprawdę nie zasługiwał na takiego mentora jakim był.
Księżyc skrzywił się, robiąc krok w tył.
- Co? - Niemrawo przekrzywiła głowę. - Poziomka była dla mnie ważna! Nigdy nie powiedziała wam, że to ja...
- Oh zamknij mordę plugawy podmiocie - prychnął młodszy wojownik, rzucając się w jego stronę z wysuniętymi pazurami.
22 lipca 2022
Od Krwawnika CD. Nikogo
— Nie. Powisisz sobie jeszcze trochę, będziesz miał więcej siły w łapach — zapewnił, ziewając i siadając wygodnie. — Ja sobie chwilę popatrzę, jak bawisz się w liścia — dodał. Arlekin był bezradny, nie miał innego wyjścia, niż słuchać jego poleceń. To było cudowne uczucie, mieć władzę, nawet nad i tak bezsilnym dzieciakiem
Wtem usłyszał ciche zaskomlenie, a po chwili trzask. Przed oczami przeleciał mu czarno-biały kształt.
— Ała... — jęknął obolały.
— Nie mamrocz, utkaj pysk i mnie nie denerwuj — wycedził wojownik, unosząc wzrok na leżące przed nim kocie. — - Jesteś z siebie dumny? Trafiłeś tam, gdzie twoje miejsce. Na samym dnie.
Ten położył po sobie uszy, patrząc na kocura.
— Już nie mogłem... ale... ale długo wisiałem! — rzucił na swoją obronę.
— Długo, ale czy wystarczająco? — mruknął, gwałtownie podrywając się na równe łapy. Zaczął obchodzić arlekina, z każdym okrążeniem zbliżając się coraz bardziej. — A co, gdybyś wisiał tak na gałęzi, a pod tobą byłaby sfora wściekłych i głodnych psów? Spadłbyś prosto w ich paszczę... — zniżył głos i kłapnął zębiskami przy jego uchu. — O tak. Jeden gryz i po tobie.
Malec skulił się, cofając mocniej uszy ze strachu.
— Ja... Umarłabym wtedy... — miauknął z niepewnością. Krwawnik skrzywił się z powodu jego głupoty, ale uczeń po chwili zrozumiał, co mentor chciał mu przekazać. — Ale na pewno wyrobie się jeszcze! To był pierwszy trening, panie
— I co z tego? — prychnął. — Spójrz na to z innej strony. Teoretycznie, dopiero jak ukończysz 6 księżyców, będziemy mogli wychodzić na prawdziwe treningi. Nikt się tobą nie przejmuje, więc zabieram cię tutaj już teraz. A wiesz dlaczego? — zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. — Bo jesteś słabszy. Gorszy od reszty, przez co musimy nadrabiać — syknął. — Dokładasz mi więcej roboty, niż mają inni mentorzy. Tacy, którym nie trafiły się ofermy.
— Bo ja nie urodziłem się jako bóg, jak ty panie. Jestem nikim i moja siła wam się nie równa — miauknął smutno. — Ale i tak cieszę się ze wspólnych treningów. To najszczęśliwsze chwile mojego życia
— To doceniaj je, bo patrząc na twoje postępy, nigdy nie wiadomo, czy nie będą ostatnimi — stwierdził, przewracając oczami i wpatrują się w skupieniu w ziemię. — Za co los mnie kara, że dostałem akurat ciebie jako ucznia? — westchnął, nawet nie oczekując wyjaśnień. To zapewne głupi przypadek, bo liderce znając życie, zależy, żeby każdy wojownik wytrenował chociaż jednego terminatora, ot, dla zasady. W końcu żyli w pełnym kłamstw klanie, gdzie wszystko było podkoloryzowane i przesłodzone. Wszystko musiało być idealne i trzymać się schematów.
— Na pewno później będzie mi lepiej szło. Słyszałem w obozie o tym wiele rzeczy... Znaczy... Bo... Bo jak mentorzy wracają ze swoimi uczniami do obozu, to często ich chwalą lub nie i ja... ja słyszałem — miauknął spięty, jakby zrobił coś złego.
Krwawnik na moment uniósł zaciekawiony wzrok.
— To dobrze. Jeśli masz lepszy słuch, to go wykorzystaj. Podsłuchuj innych, jeśli i tak nikt nie zwraca na ciebie uwagi, to nawet nie zobaczyliby, że stoisz blisko. Jeśli dowiesz się czegoś ciekawego, to zwróć się od razu do mnie — nakazał.
— Ja... słyszałem coś ciekawego... — Spojrzał na mentora z błyskiem w oku — Jakiś Krzemień komuś coś o tobie wspominał...
— Krzemień? — powtórzył, a wcześniej ogarniające go znudzenie całkowicie z niego wyparowało. — Ten czarny z bliznami? — prychnął. — Z kim gadał? I o czym dokładnie? — Wstał i zbliżył się do kociaka, nie spuszczając z niego wzroku.
— On... z jakimś czekoladowo-białym kotem rozmawiał. Nie znam jego imienia, panie. Mówił, że nie zaobserwował nic jeszcze podejrzanego i że ten drugi ma zachować uwagę i dalej mieć na ciebie oko. A potem wyszli gdzieś z obozu.
Gdyby był dwunożnym, to by pobladł. W tym momencie stał sparaliżowany, patrząc się z bezsilnością na kociaka. Krzemień i Agrest, cóż za duet upierdliwców się trafił. Śledzą jego każdy ruch? Świetnie, musi zachować ostrożność. Albo i nawet odwalić jakieś upokarzające sceny na środku obozu, by zmyć z siebie podejrzenia. Nie szło po jego myśli. To oni wykazywali mordercze podejście, nie on. Przecież był tylko niewinnym kocurem bez ojca, który stracił niedawno matkę i siostrę. Nie rozryczy się, nie da rady aż tak się zniżyć. Chociaż kto wie, może to był jedyny dobry pomysł? — Czy to wszystko, co wiesz? — spytał, formując w głowie plan.
— Tak — odparł.
Wojownik pokiwał głową, podnosząc łapę i widząc, jak kocię kuli się w oczekiwaniu na uderzenie. Zamiast tego Krwawnik lekko pogłaskał go po czubku głowy, starając się trzymać pazury schowane, choć kusiło go wysunąć je i wbić mu głęboko w czaszkę.
— Rozumiem. Dobra robota dzieciaku, trzymaj się blisko Krzemienia i słuchaj, co mówi. Na tego czekoladowego też zwracaj uwagę, Agrest się nazywa. Im więcej będziesz wiedział, tym bardziej zasłużysz sobie na miejsce jako mój sługa — zaoferował.
Uczeń uśmiechnął się do niego.
— Tak, panie. Podsłuchiwanie jest łatwe, bo jestem mały, to mnie nie widzą. Mogę się ukryć w jakimś krzaku nawet — dodał rozpromieniony.
— Zastanawia mnie tylko jedno — zaczął niebieskooki, spoglądając na niego w skupieniu. — Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? Widać, że nie myślisz. Jeśli ktoś mówi o mnie, powinieneś informować mnie o tym natychmiast, nie po takim czasie — upomniał ostrzej.
<Nikt?>
[przyznano 5%]