Kocur zakrył głowę łapami, czując, jakby miała zaraz eksplodować. Tak, mógł po prostu poprosić medyków o pomoc, jednak… Gąbczasta Perła chyba i tak już ma go dość. Patrzy na niego z taką… Pogardą.
— Tato, jesteś pewien, że nie chcesz jednak jakichś ziół od medyków? — Stroczkowa Nadzieja patrzył na kocura ze zmartwieniem w oczach. Syn naprawdę się nim przejmował… Czekoladowy wezbrał się na uśmiech, mając nadzieję, że przekupi tym syna.
— Tak, spokojnie. Przejdzie mi… — powiedział, jednak młodszy spojrzał na niego z uniesioną brwią.
— Tak? Bo mówisz to od dwóch zachodów słońca. — Spojrzał na niego, czując, że nie da za wygraną. Westchnął, odwracając się do kotki stojącej teraz na straży. Niezapominajkowa Nadzieja…
— Niezapominajkowa Nadziejo..? — podszedł do niej, schylając głowę lekko. Ta odwróciła się lekko podirytowana.
— Czy ja ci już nie mówiłam, że nie mam zamiaru z tobą rozmawiać? — odsyczała, po czym strzepnęła gniewnie ogonem. No tak, kotka kojarzy go z Klanu Wilka i ewidentnie nie chce, aby ktokolwiek się dowiedział o jej pochodzeniu. Jednak ona sama nie wydawała tego, że to on jest jednym z uciekinierów, więc w teorii było to wzajemnym zrozumieniem… Chyba.
— Potrzebuję medyka… Głowa strasznie mnie boli.
— Znowu? Co ty masz do tych medyków, cały czas coś ci się dzieje. Ostatnio to nawet jakimś cudem złapałeś tu drzazgę. — powiedziała zdziwiona. Kocur speszył się lekko. Może i faktycznie starał się dostać nadprogramową pomoc od medyczki… Znaczy medyków.
— Po prostu… Zaprowadzisz mnie..? — zapytał niepewnie. Dymna chwilę patrzyła na niego, jednak westchnęła, poddając się. Skinęła w stronę obozu, prowadząc go. Gdy dotarli, usiadła przed legowiskiem medyka, czekając na niego. Ten wszedł niepewnie, rozglądając się. No proszę, jego szczęście, Gąbczasta Perła sama jedna siedziała w legowisku sortując zioła. Wyglądała przy tym… Pięknie…
— Mogę ci w czymś pomóc? — powiedziała chłodno, gdy już go zauważyła. Kocur usiadł, odchrząkując.
— Głowa mnie boli… Masz coś może na to? — zapytał niepewnie. Kotka zerknęła w zioła które chwilę temu sortowała i na liść nałożyła kilka nasionek maku. Podała mu je bez słowa.
— Mak, często zbierałem go ze Stroczkową Nadzieją… — powiedział ze słabym uśmiechem, po czym zlizał z liścia lek.
— Chcesz we mnie wywołać jakiś dziwny żal? — powiedziała kotka, nastroszając lekko futro. Jednak po chwili wygładziło się ono, a na jej pyszczku zagościło zastanowienie. — Poza tym… Nie wiedziałam, że interesuje się zielarstwem….
— Tak, bardzo. Chciał zostać medykiem w Świetlikach. — jego ton ściszył się lekko. Spojrzał na medyczkę wyczekująco.
Wyleczeni: Błoto
<Gąbczasta Perło?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz