BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbożowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbożowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2022

Od Zbożowej Gwiazdy

 Do ostatniej chwili zastanawiała się, czy iść na zgromadzenie. Nie miała siły ani ochoty, tego pierwszego już szczególnie. Siwizna na jej pysku zagościła się już na dobre stając się upierdliwym symbolem uciekających spomiędzy jej łap księżyców życia. Każdy kolejny dzień sprawiał, że patrzyła na wszystko z jeszcze większą niechęcią, może i nawet obrzydzeniem? Ciężko jej było powiedzieć. Na jakiekolwiek zadane pytanie zdawała się odpowiadać z pretensją, że ktoś jakkolwiek śmiał zakłócić jej święty spokój.
"Klan Gwiazdy się od nas odwrócił, Zbożowa Gwiazdo!"
Wściekła niczym rozjuszone stado os uderzyła z całą siłą w patyk, który pękł wydając z siebie cichutki trzask, płoszący ptactwo siedzące na pobliskim drzewie. Miała dosyć. Tak cholernie miała dosyć- Szczególnie tej sztucznej, wymuszonej troski. Widziała w ich oczach, oj już doskonale to widziała. Czekali tylko aż padnie! Tak! Nie mogli się doczekać, aż przykryją ją kilkoma garściami brudnej ziemi, pełnej obrzydliwych robali.
Pozwolą, żeby jej ciało zmieniło się tylko i wyłącznie w nic nie wartą kupkę kości.
Nie miała pojęcia, dlaczego tak się ostatnimi czasy czuła. Może to zgryzota, może starość, paranoja czy inne cholerstwo. Godziny jej snu wydłużały się z każdym dniem, dochodząc do momentu, kiedy przesypiała niemalże całe dnie, nie mając pojęcia co się dzieje w klanie.
To wszystko doprowadzało ją do szału. Nie tak powinien zachowywać się lider na osty i ciernie! 
Tęskniła za dawnymi czasami, kiedy żył Aroniowa Gwiazda, jej ukochany wujek był zastępcą a ona... tylko wojowniczką, która mogła mieć głęboko w dupie gdy tylko odbębni patrol oraz polowanie dla klanu. Powaga, którą musiała niejednokrotnie zachować była dla niej czymś wybitnie uwłaczającym, dziwnym, czymś co do niej nijak nie pasowało. Nadal zastanawiała się, jakim cholernym cudem Jesion powierzył ten cały pierdolnik.
Zwęziła ślepia, przyglądając się lekkiemu wzniesieniu w oddali. 
Zaśmiała się przy tym wszystkim kpiąco. Kiedyś miała siłę na wędrówkę dookoła terenów klanu nocy, polowanie i pewnie znalazłaby chociaż minimum energii by zrobić coś jeszcze.
Starość była uwłaczająca dla kotki, szczególnie, gdy nie potrafiła zrobić dookoła siebie większości rzeczy. Nie chciała, by się nad nią litowano i ze sztucznym uśmiechem opiekowano. Taka wegetacja to nie było życie, nienawidziła tego cholernego aktu litości. Wielokrotnie myślała o skróceniu tego całego cyrku, wysyłając samą siebie na tamten świat. 
Klan Gwiazdy? 
Nie wierzyła w nich specjalnie, cóż mogły zrobić jej cholerne zdechlaki? 
Kpina. Jeszcze ci głupcy trzęśli się przed nimi niczym kocięta przed wściekłą matką.
Wszystko się ruszało, pulsowało. Miała wrażenie, jakby uwiesiło się nad nią tysiąc par oczu. Niepewnie stąpała przed siebie, tłumiąc drgające, pełne strachu uczucie. Szum płynącej w oddali wody tłumił jej myśli. Bengalka oblizała nos, przypominając sobie, jak dawno nie miała nic w pysku. Jej klan głodował a ona pozbawiona sił witalnych nie była w stanie nic zrobić. 
Ptasi śpiew przycichł, gdy znalazła się u celu. Pierzaste stwory jakby rozumiały, że mają zachować ciszę i jej nie przeszkadzać. Kilka z nich poderwała się z gałęzi, strącając liście na głowę przywódczyni; ta wzięła głęboki wdech, napełniając płuca świeżym powietrzem. Rozluźniła stare, spięte mięśnie chociaż na moment. 
Jeden.
Dwa.
Trzy...
Sześć...
Dziesięć...
Dziesięć uderzeń serca musiało minąć, nim się odezwała. Rzuciła zawiniątko na ziemię, nawet nie kłopocząc się, by zmyć ze swojego pyska sok jagód śmierci, który przesiąkł mech. Przez chwilę rozważała zjedzenie ich jednakże ostatecznie zdeptała pakunek, rozrzucając go dookoła. Ułożyła się wygodnie, pilnując by mieć przed sobą wyschnięte kwiaty, które ułożyła tu jakiś czas temu.
Uśmiechnęła się zawadiacko, przymykając ślepia.
— Oszczędziłabyś sobie tej całej dramaturgi — znajomy, szylkretowy ogon smagnął ją w nos, zaś z gardła jego właścicielki uciekł perlisty śmiech. Zboże podniosła się niechętnie, oburzona, że ktoś raczył przerwać jej drzemkę. Wyprostowała ciało, prężąc je dumnie. 
Zielone ślepia w kolorze młodej, soczystej trawy zaiskrzyły figlarnie, gdy ich właścicielka zakręciła się dookoła bengalki; jej ciało poruszało się tak, jakby tańczyła. Wojowniczka zamruczała z aprobatą, ocierając się o jej policzek.
— Ja i dramat? Hah, cóż to za niedorzeczne spekulacje? — bury ogon przeciął powietrze, gdy ta zbliżyła się do szylkretowej kupy futra, która odskoczyła od niej dwa kocięce kroki. Później znowu, znowu i znowu. Tak długo, aż niemalże całkowicie zeszły ze wzniesienia.
— Myślisz, że zauważą? 
Zatrzymała się w półkroku. Tak bardzo nie chciała oglądać się za siebie, walczyła na każdym kroku by tego nie robić. Kotka uśmiechnęła się pokrzepiająco w jej kierunku, nakłaniając, by to zrobiła. Przez chwilę pozbawione jakichkolwiek emocji ślepia wodziły po nieruchomym, pstrokatym ciele, szukając jakiegokolwiek znaku. Zniesmaczona widokiem swojej słabości, odwróciła się pełna werwy.
— Pewnie tak — zamruczała, szukając ukojenia w bujnej sierści — A nawet gdyby nie... dla mnie już nic się nie liczy. Chodźmy nadrobić stracony czas, Konopio. 
Odeszły razem, splecione ogonami, pozostawiając sztywne ciało za sobą.
Ciało, które należało kiedyś do Zbożowej Gwiazdy. 
Pozwoliły rozpoczynającemu się deszczowi zmyć ślady.

17 lutego 2022

Od Zbożowej Gwiazdy DO Muchomorzego Jadu

Znudzone, pełne pogardy ślepia błysnęły w mroku nocy. Zboże przesunęła się, zajmując wygodniejszą pozycję, czekając aż jej nieproszony gość wejdzie do środka. Czarne Futro Kalinowego serca odbijało się na tle śniegu, widocznego z legowiska liderki.
— Czego chcesz? — warknęła, nawet nie siląc się na czułostki. Nienawidziła, gdy ktoś ją budził ze snu. Szczególnie, gdy był to kot powiązany pośrednio z Lisim Łajnem. 
Liderka spięła mięśnie, czekając na odpowiedź.
Była gotowa zabić tą czarną pokrakę, jeśli tego sytuacja będzie wymagała.
Kalinowe Serce popatrzyło na nią ślepiami pozbawionymi jakichkolwiek emocji. 
— Kiedy odpowiesz za śmierć mojego partnera, morderco?
Bengalce drgnęła powieka ze wściekłości. Na sztywnych łapach podniosła się, stając na czterech łapach, ślepia mając na równi z tymi, należącymi do Kaliny. Obnażyła kły i wysunęła pazury, dysząc zajadle.
— Na nic więcej cię nie stać?
Pycha oraz ironia aż się wylewała, zatapiając wszystko dookoła. Zbożowa Gwiazda cudem powstrzymała się od rzucenia się na tego plugawego szczura. Cofnęła się o krok, nie chcąc kusić losu.
— Wynoś się. Wynoś i nie przyłaź tu więcej, inaczej zrobię z ciebie legowisko, cholerny zdrajco — wycedziła przez zaciśnięte zęby. Kalina zaśmiało się z politowaniem.
— Uważaj na słowa, Zbożowa Gwiazdo. Dobrze ci radzę  — przystanęło w miejscu, spoglądając na wysuszoną szyszkę leżącą przy wyjściu. Ze wzrokiem wbitym w przywódczynię zdusiło ją swoją łapą, zamieniając ją w pył.
— Wynocha. Nie będę więcej powtarzać.
Czarne futro przecisnęło się przez wejście, znikając jej z oczu.
* * *
Odskoczyła od przeciwnika, dysząc ciężko. Czuła, jak łapy zapadają się jej w śniegu, jednak nie miała zamiaru rezygnować - spojrzenie zdradzający szalejący w jej duszy płomień utkwiła w czarnym futrze Kruczej. Wojowniczka również oddychała ciężko, jednak jej pysk zdobił szelmowski uśmieszek.
Raz jeszcze skoczyły ku sobie, wymieniając ciosy i korygując je nawzajem.
Szczerze mówiąc - Zboże dawno nie pamiętała kiedy miała przeprowadzony tak dobry sparing. Uśmiechnęła się pod wąsem, uderzając kotkę w pysk. Ta stęknęła cicho, odskakując na bezpieczną ilość.
— Na dzisiaj już chyba starczy. Wybacz Zbożowa Gwiazdo ale muszę ci porwać Krucze Futro — głos Bażanta dotarł do niej jakby z opóźnieniem przez szum krwi w uszach.
— Dziękuję za wspólny trening.
— Cała przyjemność po mojej stronie — miauknęła Krucza, spokojnie truchtając w kierunku czekającego nań patrolu. Zboże skrzywiła pysk, widząc między innymi swoją córkę, Borówkowy Liść. Kotki wymieniły się pełnymi pogardy spojrzeniami, niemal skacząc sobie do gardeł. Bengalka obserwowała, jak jej córka szepcze coś na ucho Kruczej, jednak czarna wywróciła ślepiami, ignorując słowa starszej kotki.
— Coś nie tak, Zbożowa Gwiazdo? — zerknęła na Bażanta, który przyglądał się jej, zdaniem liderki, ze sztuczną troską. Pokiwała przecząco głową, pozwalając im udać się na wspomniany wcześniej patrol.
* * *
Obserwowała obóz z lekkim znudzeniem. Kolejna partia łowiecka złożona z Malinowego Pląsu, Przepiórczego Gniazda, Bławatkowego Potoku oraz Astrowego Poranka. Cała czwórka podeszła do niej pytając, w którym miejscu czuła ostatnio najwyraźniej zwierzynę jednak liderka nie była w stanie im odpowiedzieć. Bławatka pokręciła z niezadowoleniem nosem, oznajmiając, że poprzednie patrole łowieckie przynosiły ledwie ochłapy, które natychmiast zostawały zanoszone do kociarni, by jakoś wykarmić młode.
Astrowy Poranek poskarżyła się, że od początku pory nagich drzew schudła strasznie. Szkoda tylko, że praktycznie każdy schudł, nie tylko ona. Zboże przemilczała ten fakt, nie mając ochoty nawet by silić się na złośliwości. Po prostu życzyła im powodzenia, dając drogę wolną.
Podniosła swoje stare kości, ruszając w stronę medyka. Trochę-bardzo zapomniała, że miała sprawę do niebiesko-białego kocura, nieświadomie odwlekała to jeszcze w czasie.
Po drodze minęła się z Popielatym Świtem, która wracała od Kaczego Pióra wraz z Trzcinkiem i Kijanką. Kociaki z miejsca zasypały ją pytaniami i blizny i dziękować przodkom, Popielata zgrabnie uratowała swoją babkę przed lawiną pytań. Co prawda Zboże podziękowała jej za ratunek, jednak zaraz szepnęła na ucho, że przyjdzie opowiedzieć coś kociętom, tylko niech nie zepsuje im niespodzianki.
Młoda królowa skinęła łebkiem, wracając do żłobka wraz z dwoma urwisami a Zboże mogła zająć się tym, co miała zrobić - rozmową z Muchomorkiem.
Wcisnęła swój podrapany łeb do środka, obserwując niczego nieświadomego, młodego medyka.
Kaszlnęła głucho, otwierając pysk.
— Musimy porozmawiać, Muchomorzy Jadzie — oznajmiła twardo, głosem pozbawionym emocji. Młody kocur odwrócił się w jej stronę przerażony.
 
< Muchomorku?  >

Od Zbożowej Gwiazdy

Ze znudzeniem obserwowała polanę zasypaną tym białym gównem. Silny wiatr targał jej i tak krótkie futro sprawiając, że nawet kości Zboża czuły zimno. Kocica drżała na ciele a jednak szła przed siebie, unosząc dumnie brodę ponad śnieg. 
Przez tą pogodę nie byli w stanie nic złapać. Nic a nic. Kotka miała pewność, że połowa, jak nie więcej, zwierzyny łownej z ich terenów albo uciekła, albo pochowała się niedostępnych dla nich miejscach. Ostatnią nadzieją nocniaków były ryby, jednak tutaj też pojawiał się problem - twarda tafla lodu, która z każdym wschodem słońca była jeszcze trudniejsza do przebicia.
— Kwitnąca Stokrotko, zaczekaj! — zawołała za kotką, której przednie łapy dotknęły zamarzniętej rzeki. Kotka strzepnęła uchem, jakby ignorując wołanie liderki. Zafascynowana lodem weszła na niego, poruszając się koślawo, próbując utrzymać łapy w pionie — Powiedziałam, że masz zaczekać! — warknęła, przyśpieszając kroku, reszta patrolu podążyła za nią, spoglądając na siebie nerwowo.
— Chcę tylko sprawdzić, czy przerębel zamarzł.
Lód zatrzeszczał złowróżbnie.
— TY CHOLERNY MYSI MÓŻDŻKU, WRACAJ TU! — Bławatkowy Potok zatrzymała się tuż przy krawędzi w ostatniej chwili. Skoczna Ryba złapał ją za ogon, pomagając wojowniczce utrzymać równowagę.
— No już wra- — trzask rozległ się echem w okolicy. Stokrotka zawahała się, jednak gdy chciała zrobić krok do przodu - runęła do wody, ochlapując zebranych przy brzegu.
Zboże w kilku susach znalazła się przednimi łapami na lodzie, nerwowo szukając jakiegoś kija. Serce waliło jej oszalałe, gdy do jej uszu docierały błagalne wołania o pomoc czarno-białej kotki. 
Czas uciekał a wyziębienie w taką pogodę... nawet nie chciała o tym myśleć. Martwy członek klanu nie był jej do szczęścia potrzebny. Szczególnie teraz.
W końcu - znalazła. 
Gałąź nieznanego jej drzewa leżała niedaleko. Krzyknęła do Kurkowej Pieśni by podał jej kawałek drzewa. Kocur na szczęście jako jedyny z pozostałych pozostał trzeźwy na umyśle, szybko wykonując jej polecenie.
— Trzymajcie mój ogon — rzuciła w stronę pozostałej na brzegu trójki, samemu wchodząc na taflę rzeki. Syknęła, zaciskając szczęki jeszcze mocniej na kiju. Rozpłaszczyła się odruchowo, słysząc kolejne trzaśnięcia.
To nie wyglądało zbyt dobrze.
Desperacko trzymająca się lodu Stokrotka rzuciła jej błagalne spojrzenie. Przemarznięta kotka drżała od chłodu, walcząc o życie.
— Pośpiesz się! — pisnął Skoczna Ryba, zapierając się łapami w śniegu. Zboże zignorowała jego uwagę, idąc powoli do przodu. Próbowała wyczuć każdy krok jednak jeden raz jej łapa zapadła się do wody.
Syknęła, czując przeraźliwe zimno i jednocześnie przyśpieszając kroku. Gdy była na tyle blisko, krzyknęła do kotki, by ta złapała się ze wszystkich sił zębami za korę. Na szczęście - jej pomysł zadziałał. Wspólnymi siłami wyciągnęli przerażoną wojowniczkę na śnieg, dysząc ze zmęczenia.
Mimo radości, że się udało - w Zbożu buzowała furia, którą ledwie trzymała na wodzy.
— Odprowadźcie ją do medyka — warknęła, otrząsając z wody łapę — A ty nie waż się więcej ignorować moich poleceń — zwróciła się do kotki, która odruchowo położyła po sobie uszy — Miałaś głupiego farta, nie kuś losu więcej — nastroszyła futro, kierując patrol w stronę obozu.
Głupota gówniary mogła przysporzyć im tragedii.
* * * 
W klanie nocy powoli nastawał zmierzch, słońce kryło się za horyzontem, oznajmiając koniec dnia. Większość klanowiczy zgromadziła się już w swoich legowiskach, ogrzewając zmarznięte ciała. Zboże obserwowała to wszystko ze swojego legowiska, wylizując do czysta pstrokate futro. W końcu jej wzrok spoczął na Astrowej Łapie.
Nastawiła uszu, obserwując młodą kotkę.
Wstała, przeciągając się. Syknęła cicho, gdy coś w jej grzbiecie strzyknęło.
 — Niech wszystkie koty, zdolne by samodzielnie polować przybędą na zebranie klanu!
Obserwowała jak koty zbierają się pod jej legowiskiem, szepcząc między sobą, cierpliwie czekając, aż zbierze się znaczna część klanu.
— Węgorzu, Sumiku, wyjdźcie proszę na środek. Niedawno ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od tego dnia, aż do otrzymania imion wojowników będziecie się nazywać kolejno Węgorzowa Łapa i Sumia Łapa
Przerwała na moment, biorąc głębszy wdech.
— Jagodowy Kroku, Bezchmurne Niebo, podejdźcie proszę — kocury popatrzyły po sobie, wykonując jednak polecenie liderki — Wierzę, że doskonale poradzicie sobie w roli mentorów. Wasi nauczyciele wykonali świetną robotę i pora teraz, abyście przekazali zebraną wiedzę dalej. Bezchmurny, zajmiesz się szkoleniem Sumiej Łapy, zaś ty Jagodowy uczyć będziesz Węgorzową Łapę.
Zamilkła, obserwując jak nowi uczniowie stykają się ze swoimi nauczycielami nosami. Nie odezwała się też, wsłuchując się w skandowane nowe imiona. Uciszyła ich ruchem łapy.
— Jest jeszcze jedna kwestia — zaczęła spokojnie, spoglądając na Astrową Łapę — Wystąp, moja droga.
— Ja? — kotka dotknęła swojej klatki piersiowej, bengalka skinęła łbem.
— Tak, ty. Zgodnie z naszym starym zwyczajem, ja, Zbożowa Gwiazda, liderka klanu nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Astrowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam!
— A zatem, mocą naszych przodków, klan nocy wita cię jako nowego wojownika i dziękuje za twój spryt oraz lojalność. Od dzisiaj będziesz znana jako Astrowy Poranek, noś to imię z dumą!
Zniknęła w legowisku, kończąc tym samym ceremonię. Jedynie krzyki radości świadczyły o tym, że klan nie zapadł w sen.

Od Zbożowej Gwiazdy

*jeszcze przed wygnaniem zdrajców*
Zerwała się na równe łapy od wrzasku, który rozniósł się echem po lesie. Stukot pazurów wbijanych w korę płaczącej wierzby dotarł do niej z opóźnieniem, zbyt wolno by zdążyła jakkolwiek przygotować się na przybycie zdyszanego Ptasiego Jazgotu. Złocista kotka nerwowo poruszała łapami, biorąc potężne hausty powietrza, jakby ktoś próbował ją utopić w pobliskiej rzece.
— Zgniły P-pysk... W-wronia s-strawa... — stęknęła, próbując utrzymać swoje ciało na rozjeżdżających się łapach.
Ślepia Zboża pociemniały a futro samoistnie się nastroszyło.
Dźwięk znienawidzonych imion starczył, żeby wiedziała, co takiego mogło się wydarzyć. Rzuciła z siebie ciche "prowadź", wybiegając za pręgowaną kotką.
Sprawnie wyminęła krzewy zakrywające trasę do wykopanego przez nocniaki dołu. Będąc bliżej - miała wrażenie, że słyszy odgłosy walki i będąc z każdym uderzeniem serca bliżej jeszcze bardziej się w tym utwierdzała.
Ptasi Jazgot schyliła się, przebiegając pod korzeniem, zaś Zboże przeskoczyła nad nim. Złota kotka zaczęła zwalniać a jej spięte mięśnie wskazywały na stres, który władał wojowniczką.
— Tutaj — szepnęła na jednym wdechu, niemalże mdlejąc. Oparła się o drzewo, przymykając na moment ślepia.
— Zabiję cię, ty zawszona kupo łajna! — tego głosu nie mogła pomylić z żadnym innym. Przylgnęła do ziemi, szykując się by wyskoczyć zza zarośli wprost na wroga. Sprawy jednak przybrały inny obrót. Zgniły Pysk wypadł zza krzewów wprost na nią. Kotka niewiele myśląc, wysunęła pazury, łapiąc uciekiniera w ostatniej chwili za prawe udo. Kocur syknął z bólu, krew wypłynęła z rozcięcia, brudząc łapy Zbożowej Gwiazdy. Ta niewiele myśląc - wgryzła się w jego grzbiet, z satysfakcją obserwując jak ten pada na krzywy pysk.
Dodusiła go do gruntu, sycząc ostrzegawczo.
— Puść mnie ty wyrzygany kłaku! — łapiąc Zgniłego za kark, zawlekła go do reszty. Szczerze? Nawet się nie zdziwiła gdy zobaczyła Wronią Strawę przyduszoną do ziemi przez Wrzoścowego Cienia. Kocur miał kilka ranek na ciele, jednak w porównaniu do Wroniej - były to ledwie draśnięcia. Kotka nadal rzucała się, próbując się jakoś odegrać, jednak wojownik stał twardo niczym skała, nie dając jej szans na ucieczkę.
— Gdzie jest Kasztanowy Dół? — Zboże rzuciła pełne politowania oraz odrazy spojrzenie wprost na czaro-białą zdrajczynię. Ta poruszyła się, próbując dorwać ją swoimi pazurami.
Na próżno.
— Jestem tutaj — bury kocur wyłonił się z dołu przy pomocy Ptasiego Jazgotu. Otrzepał się z kurzu, kaszląc pasku   dnie. Kocica przyglądała mu się uważnie, ubrudzone wilgotną ziemią futro przylgnęło jeszcze bardziej do jego ciała, ukazując skryte pod sierścią mięśnie — Nic poważnego się nie stało, nie wiem, dlaczego Ptasi Jazgot zawracała ci głowę. Nie jestem aż taki stary, by nie dać rady dwójce zdrajców — odsłonił kły, idealnie pokazując swoją pogardę kierowaną do dwójki kotów.
— Zboże jest twoją liderką, powinieneś informować mnie o takich sytuacjach. Ptasi Jazgot zachowała się wzorowo — miauknął spokojnie Wrzosiec, wrzucając Wronę ponownie do dołu — Kasztan go pogłębił, teraz nie powinni uciec — dodał, zwracając się do liderki. Ta skinęła łbem, przyglądając się jeszcze raz więźniom.
— Następnym razem chcę wiedzieć o każdych nieprawidłowościach — rzuciła beznamiętnie na odchodne, wracając do obozu.

06 lutego 2022

Od Zbożowej Gwiazdy CD Rudzikowego Śpiewu

Kocica podniosła wzrok, utwierdzając go w rudawej, chuderlawej sylwetce. Rudzikowy Śpiew opuścił ogon, kuląc uszy.
Nieśmiało poruszyła łapami, szurając nimi po gruncie. Widziała jak chowa i wysuwa pazury w nerwach
— Z-zbożowa Gwiazdo — wykrztusił, zwracając uwagę kotki. Widziała jak drży, gdy oczekiwała na jego dalszą wypowiedź – P-pomyślałem, że s-skoro j-jest teraz tyle śniegu i wiatr j-jest t-taki l-lodowaty, a w d-dodatku trudniej p-poluje się na zwierzynę, t-to mogłabyś m-mnie częściej wysyłać n-na p-patrole — poprosił — Chciałbym być p-przydatniejszy dla k-klanu — dodał, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie. 
Zamrugała ślepiami, przez uderzenie serca nie wiedząc co mu odpowiedź. Nigdy, nawet przez chwilę nie przeszło jej przez myśl, że Rudzikowy Śpiew mógłby nie być przydatnym członkiem klanu. Właśnie jego i kilka innych kotów ceniła najbardziej. Odetchnęła, przymykając ślepia, para wydobyła się z jej pyska przy wydechu.
— Nie uważam, żebyś coś robił źle ani nie był nieprzydatny- — urwała na moment, owijając ogonem swe łapy — Jednak przystanę na twoją prośbę. Będziesz chodził częściej na patrole.
— D-dziękuję — widziała w jego oczach ogromną ulgę oraz ulatniający się częściowo strach. Kocurek odwrócił się, chcąc odejść.
— Rudzikowy Śpiewie, jeszcze jedno — wojownik zatrzymał się w półkroku, napinając mięśnie. Zboże chrząknęła, czując nieprzyjemną wydzielinę w gardle — Nie zapominaj, że jesteś przydatny klanowi. Zawsze.
Rudzielec skinął głową, czmychając czym prędzej z jej pola widzenia.
* * *
Pora Opadających Liści dawała się we znaki wszystkim. Zboże dobrze wiedziała, że pogorszenie pogody zwiastowało kolejną lawinę chorób i nie myliła się w tej kwestii za grosz. Zbożowe Pole zarobił zapalenie zatok, za co dostał srogi ochrzan od Kaczego Pióra, bo ponoć gdyby przyszedł wcześniej - takiego problemu by nie było. Kasztanowy Dół zwichnął łapę schodząc z drzewa, zaś Suma bolały dziąsła przez wymianę zębów. Już teraz mieli sporo chorych co martwiło kocicę, co jeśli w porze nagich drzew będzie jeszcze gorzej? Przecież zapasy medyków nie były nieograniczone... Tyle rzeczy było do przygotowania przed zimą... 
Liderce nie umknęła też panikująca Popielaty Świt, jej własna wnuczka, która z przerażeniem biegała do medyków bo jej adoptowany synek, Trzcinek, przeziębił się.
Oprócz tego, życie w klanie nocy zdawało się wrócić na właściwe tory. Kolejni mianowani uczniowie zasiedlili legowisko wojowników. Jednym z nich był Złote Runo, uczeń Rudzikowego Śpiewu.
Ta przyjemna otoczka sielanki i beztroski była jednak w pewnej części naruszona. Klan Nocy nadal przeżywał morderstwo trzech kotów - Skocznej Ryby, Ognistego Języka i Maczka. Śmierć medyczek nie była jednak tak szokująca jak strata tych trzech kotów, szczególnie, gdy medycy potwierdzili samobójstwo u kotek.
Podejrzenie padło z góry na klifiaków, jednak mimo nienawiści do tegoż klanu, Zboże wątpiła, że jakimś cholernym cudem udało im się zabić kociaka. Przecież prędzej by go porwali... Miała dosyć szeptów i mrocznych teorii jak to niby klifiaki chcą wybić ich co do jednego, niczym kaczki. Frustracja rosła w niej do tego stopnia, że była gotowa poleźć tam, zabić tego zawszonego rudzielca a później z jego następcą zawrzeć sojusz.
Tylko i aż po to, aby ci paranoicy się zamknęli.
Zmęczona tym wszystkim, podeszła do stosu ze zwierzyną, biorąc do pyska wronę. Chcąc wrócić do swojego legowiska, niemal zderzyła się z Rudzikowym Śpiewem, który trzymał w pysku dwie nornice.
Bengalka miauknęła zduszone przepraszam, potrząsając łbem.
— Gratuluję wyszkolenia ucznia — miauknęła z lekkim uśmiechem na pysku, obserwując jak kocurek odkłada upolowane stworzenia na miejsce.
 
< Rudziku? >
 
Wyleczeni: Zbożowe Pole, Kasztanowy Dół, Sum, Trzcinek

Od Zbożowej Gwiazdy CD Niezapominajkowego Snu

 *odpis z piździernika, day, nie bij*
 
Rany po ataku tego psychopaty powoli zasklepiały się. Opatrunek uwierał ją niemiłosiernie i dosłownie całą resztą silnej woli opierała się, by nie drapać rany. Po głowie krążyło jej tysiąc myśli, jednak żadna z nich nie była sensowna. Przez kilka dni przez gorączkę majaczyła o Konopi, jednak jej myśli nawet teraz uciekały w stronę szylkretowej kotki.
Oh, ile by dała, by znów wtulić się w jej futerko.
Zesztywniała gdy wyczuła zapach Niezapominajkowego Snu
— Zbożowa Gwiazdo...? — niepewnie miauknął, zaglądając do legowiska liderki.
Nawet nie miała zamiaru się ruszyć. po prostu westchnęła ciężko, jakby jej wola życia uciekła w pole. Niechętnie spojrzała w jego stronę. Niezapominajek położył uszy. Miała wrażenie, jakby przez chwilę myślał nad tym, aby się wycofać.
Prychnęła.
Wszystko było jej jedno.
—...Jak się czujesz? Klan Gwiazd odzywał się do ciebie? To co się dzieje ostatnio... to nie jest normalne. Nic nie jest. Ta klątwa... ona jest prawdziwa. Żadne kocie nie przyszło na świat od sześciu księżyców... — zaczął, krążąc nerwowo. 
— Klan Gwiazdy od dłuższego czasu ma nas w dupie — jej ostre miauknięcie przerodziło się niezadowolone warknięcie, gdy gardło ją zabolało — Myślisz, że gdyby zależało im na nas naprawdę to by pozwolili temu psycholowi mnie prawie zabić?
Kocur opuścił ogon, odwracając wzrok. 
Nie czuła, że może w jakiś sposób sprawić mu przykrość. Mówiła to, co czuła.
— Jesionowy Wicher miał rację, klan gwiazdy opuścił wszystkie leśne klany — szepnęła bardziej do siebie aniżeli do czarno-białego — Niedługo urodzą się kocięta, nie ma żadnej klątwy. Niepotrzebnie panikujesz.
Machnęła ogonem rozzłoszczona, gdy głos załamał się jej odrobinę.
— Idź już, potrzebuję spokoju.
Niezapominajek skinął łbem, mówiąc coś, że przyjdzie później, jednak Zboże już go nie słuchała. Ponownie opadła w dół pełen myśli o Konopi i jak bardzo chciałaby być przy niej.
* * *
Deszczowy Taniec urodziła. Sześć kociąt, z czego przeżyła tylko czwórka. Zbożowa Gwiazda wolałaby aby przeżyła cała szóstka jednak i tak cieszyła się, że jedna z ich wojowniczek doczekała się młodych. W międzyczasie Popielaty Świt znalazła dwójkę kociąt, które przygarnęła na wychowanie.
Klan Nocy trzymał się dobrze a ten parszywy okres, gdzie żadne kocię się nie rodziło liderka zrzuciła na niedogodności losu oraz złe fatum spowodowane wcześniejszymi rządami Lisiego Łajna.
Bengalka wzięła głębszy wdech, mimowolnie dotykając swoje rany na gardle, gdzie pozostał paskudny, łysy placek, no, prawie łysy. Futro powoli jej odrastało, jednak w zastraszająco wolnym tempie. Póki co, miała tam tylko lekki meszek, niczym skórka brzoskwini.
Kątem oka dostrzegła zbliżające się do niej czarno-białe futro.
— Myliłeś się, nie potrzeba nam żadnego błogosławieństwa klanu gwiazdy czy ich opieki. Klątwy nigdy nie było a klan nocy radzi sobie dobrze. Nie nasza wina, że czasy są ciężkie — mruknęła, obserwując uważnie bawiącą się szóstkę kociąt — Będą z nich dobrzy wojownicy.

< Niezapominajku? >

Od Zbożowej Gwiazdy

Cztery wschody słońca minęły szybciej, niż myślała. Nikt z klanu nocy nie wiedział o jej zamiarach, nawet Niezapominajkowy Sen nie miał zielonego pojęcia o tym, co zamierzała. Nawet ona sama pogubiła się w tym wszystkim, jednak nienawiść do Wroniej Strawy oraz jej klifiackiego przydupasa była zbyt silna, aby odwieść ją od tego planu. Przymknęła ślepia, wychodząc ze swojego legowiska, wiatr, który podczas tegorocznej pory opadających liści hulał w najlepsze, mierzwił jej krótkie futro. 
Po ciele kotki przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
Było zimno i ponuro.
Jakby sama pogoda dostosowała się do tego, co ma się zaraz wydarzyć. 
Na sztywnych łapach przeszła na jeden z wystających korzeni.
Przysiadła, wydając z siebie głośne miauknięcie, spokojnie obserwując jak zdziwione koty zbierają się tuż pod korzeniem, szepcząc między sobą. Brązowe ślepia liderki błądziły po członkach klanu nocy, szukając kota, na którym mogła zawiesić wzrok. Srebrzysto-rude futro mignęło jej pośród tłumu. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, na Wieczornika zawsze mogła liczyć. Skinęła przyjacielowi głową, otwierając pysk.
— Klanie Nocy! Nie ukrywam, że ostatnie wydarzenie nie było ani trochę moralnie akceptowalne. Mimo to, potrzebowałam trochę czasu by się zastanowić nad decyzją — zamilkła na uderzenie serca, poruszając niespokojnie ogonem — Kasztanowy Dole, Wrzoścowy Cieniu, przyprowadźcie proszę winowajców.
Oba kocury skinęły głowami, znikając zaraz między zaroślami.
Zbożowa Gwiazda przymknęła ślepia. 
Nie chciała przyznać przed sobą, że się tym wszystkim stresuje.
Wściekłe wrzaski stały się głośniejsze, nim Wronia Strawa oraz Zgniły Pysk zostali brutalnie wepchnięci na środek obozu nocniaków. Czarno-biała kocica próbowała zaatakować pierwszego lepszego kota z brzegu, jednak Kasztan rzucił się na nią, przyduszając do ziemi.
— Wronia Strawo, Zgniły Pysku. Miałam dla was zbyt wiele litości, trzeba było się pozbyć was już dawno. Was i tej całej plugawej bandy! Nie pozwolę już więcej przelać wam krwi niewinnych kotów. Nie jesteście od dzisiaj nawet więźniami klanu nocy, zostajecie wygnani a gdy tylko któryś z wojowników dorwie was na naszych terenach, ma OBOWIĄZEK was zabić — szepty aprobaty ale i też zdziwienia rozbiegły się po obozie szybciej niż uciekający zając — Żeby dopilnować tego, że już nie wrócicie - osobiście was odprowadzę — ironia oraz sarkazm zatańczyły w tonie jej głosu. Na skinienie głową kotki, oboje więźniowie otrzymali cios w potylicę, tracąc przytomność.
Zboże zeskoczyła na ziemię, nakazując Wrzoścowi oraz Kasztanowi iść za nią.
* * *
Wątpliwości ponownie zmąciły jej umysł, co jakiś czas oglądała się za siebie aby sprawdzić, czy para wyrzutków nadal jest nieprzytomna. 
Nienawidziła ich.
Nienawidziła z całego serca i gdyby nie jej parszywy kodeks moralny, z pewnością zabiłaby ich z zimną  krwią. Przecież spowodowała już kilka śmierci, tak? Jednak to nie było nigdy, przynajmniej w praktyce, bezduszne morderstwo. Właściwie to samemu zabiła tylko jednego kota, do tego w samoobronie... i-
Kocica przystanęła na moment, napinając mięśnie. Kojarzyła to miejsce. Biały budynek o czerwonym dachu i drewnianych elementach lśnił w oddali. Byli blisko, słońce już dawno zaszło, liczyła jednak, że Migot będzie na nich czekał tak, jak obiecał.
Przez uderzenie serca nie wiedziała czy dobrze robi. 
Chroniła swój klan, jednak nawet rzucanie najgorszych wrogów wprost do paszczy sadystycznych dwunogów? To był ten moment kiedy zaczęła kwestionować decyzje, jednak wrzeszcząca Wronia Strawa, która żarliwie obiecywała krwawy mord wszystkich członków klanu szybko je rozwiała.
— Migot — szepnęła do siebie, gdy srebrzyste futro zalśniło w blasku zachodzącego słońca. Pieszczoch zeskoczył z płotu, podchodząc do nich.
— Dobrze, że jesteś, nie mamy wiele czasu, zaraz wrócą.
Serce zabiło jej szybciej. Kazała wojownikom wracać do domu a sama wraz z Migotem zajęła się tymi cholernymi kanaliami. Uderzyła z całej siły kotkę w łeb, ponownie pozbawiając ją przytomności. Korzystając z faktu, że Zgniły Pysk nadal się nie ocknął, zostawili dwójkę przed drzwiami, kryjąc się pospiesznie w pobliskich zaroślach.
Zboże nerwowo obserwowała całe zajście. Najpierw kwik kociąt dwunogów, później krzyk dorosłych. Liście oraz gałązki przysłaniały jej widok, jednak zdołała dostrzec tyle, by upewnić się iż nareszcie pozbyła się problemu. 
Wronia Strawa i Zgniły Pysk zostali zaciągnięci do jaskini potworów.
Odetchnęła z ulgą.
Wraz z Migotem oddalili się na bezpieczną odległość od tego parszywego domostwa. Kocur zaoferował jej kompanię podczas drogi powrotnej do domu, zaś Zboże odwdzięczyła się opowiadając o leśnych klanach. Ich drogi rozeszły się przy lesie. On wrócił do swoich dwunogów, zaś bengalka do klanu.
Ignorując pytające spojrzenia klanowiczy, skryła się w swym legowisku, zapadając w głęboki sen.

Od Zbożowej Gwiazdy

 Niezapominajkowy Sen wycofał się o kilka kroków, uważnie obserwując drżące ciało Bengalki, która wyglądała tak, jakby miała zaraz rzucić się i kogoś zabić. Po części była to prawda, jednak kocica nie celowała w swojego zastępcę czy inne, stojące na jej drodze koty, jej brązowe ślepia utkwiła w wydeptanej przez kocie łapy ścieżce.
Ścieżce, która prowadziła wprost do dołu, w którym przetrzymywali więźniów.
— I co zamierzasz z tym wszystkim zrobić?
Ponownie przeniosła wzrok na Niezapominajka, który szybko odwrócił głowę. Aż tak wyglądała na wściekłą? Mrowienie na karku ustało, gdy tylko wzięła kilka głębokich, uspokajających wdechów. Owszem, kara się należała, jednakże sama nie miała pojęcia, jaka. Jedyne, co jej przychodziło do głowy to publiczna egzekucja, jednakże chciała uniknąć buntu.
Ta dwójka była bardziej problematyczna niż wygłodniały kundel w porze nagich drzew a rozwiązania nie widziała, przynajmniej nie teraz.
— Muszę pomyśleć. Idź już, uspokój klan.
Widziała jego wahanie wymalowane na pysku, przez uderzenie serca nie poruszył się, jakby chciał zadać jej kolejne pytanie, na które odpowiedzi nie znała. Otrząsnął się jednak, kiwając liderce twierdząco głową, nim jego ogon zniknął w wejściu do dziupli.
Zboże została sama ze swoimi myślami, które dręczyły ją od jakiegoś czasu. Mimowolnie sięgnęła łapą do swojego pyska tam, gdzie pojawiły się już pierwsze, siwe włoski. Pierwszą młodość miała już za sobą, jej czas na tym świecie powoli się kończył i dobrze o tym wiedziała. Nieprzyjemny dreszcz niepokoju przeszedł po jej grzbiecie.
Ze swojego legowiska wyszła dopiero o zmroku.
* * *
Odwróciła się za siebie, obserwując oddalające się tereny Klanu Nocy. Serce biło jej jak oszalałe, ostatni raz wybrała się poza własne terytorium, gdy Konopia jeszcze żyła.
Na wspomnienie kotki jej serce ścisnął potworny żal. Nadal nie mogła pogodzić się ze śmiercią ukochanej, co noc miewała sny o ich wspólnym, szczęśliwym życiu w klanie. Co ranek budziła się z rozczarowaniem, że to tylko wymysł jej wyobraźni.
Próbowała nie płakać gdy przychodziła na jej grób, niosąc w pysku wszystko. Od kwiaty, poprzez szyszki aż po ptasie pióra. Pilnowała, aby kopczyk nigdy nie zarósł trawą. By nikt go nie zniszczył.
Starła łapą łzy, które pojawiły się w jej ślepiach, idąc dalej.
Zapach dwunogów przybierał na sile, drażniąc wrażliwy nos kotki.
Minęła jeden dom.
Później kolejny.
Kolejny.
I kolejny.
Z przedmieść trafiła na osiedle, pełne szczekających, wręcz wrzeszczących psów. Futro na jej grzbiecie stanęło dęba, gdy drażliwe uszy wyłapały szmer w pobliskich zaroślach. Odruchowo wskoczyła na płot. Brązowe ślepia spoczęły na małych dwunogach, które wyrywały sobie coś z rąk. 
Zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie.
Zwłoki kota latały niczym szmaciana lalka między lepkimi łapskami dzieciaków.
Zboże czuła, jak krew z jej ciała odpływa, jej samej zrobiło się słabo, żołądek wywrócił się na lewą stronę do tego stopnia, że kocica zwróciła obiad.
— Potworne, co?
Zjeżyła futro, gdy płot zatrzeszczał. Jakiś niemalże śnieżnobiały, pręgowaniem podobny do niej, kot przysiadł się tuż obok, obserwując makabryczną scenę.
— Najgorszemu wrogowi nie życzę trafienia do tego domu — mówiąc to, odwrócił wzrok, na kolejną obrzydliwą scenę — Żaden kot nie wytrzymał tam dłużej niż sześć księżyców. Mało tego, nikt nie potrafi uciec. Od kiedy Łatek jakimś cholernym cudem się wydostał... pilnują wszystkich dziur w domu. Kraty w oknach, siatka w drzwiach... istne Alcatraz.
Podążyła wzrokiem za miejscem, wskazanym przez obcego bengala. Faktycznie, miał rację, drobne kraty w oknach sprawiły, że kocica tylko poruszyła się niespokojnie.
— Tak swoją drogą, jestem Migot.
— Zbożowa Gwiazda.
Kocur zamrugał ślepiami, jakby nie potrafił uwierzyć.
— Klanowy kot? Liderka? Cóż takiego musiało się stać, że wywiało cię aż tutaj?
Bengalka milczała, nie wiedząc co ma powiedzieć. Z jednej strony nie chciała zdradzać wszystkiego, jednak w śnieżnym kocurze było coś, co sprawiało, że czuła, iż może mu zaufać. Machnęła ogonem niespokojnie.
— Szukam rozwiązania problemu — ponownie zamilkła. Szukała odpowiednich słów, by wyjaśnić całe zajście — Pewne koty w naszej społeczności doprowadziły do terroru i wielu śmierci w klanie. A ja nie mogę znaleźć sposobu, aby ich ukarać.
Migot poruszył wąsami, wbijając pazury w płot.
— Przyprowadź ich tu. Skoro ten nieszczęśnik jest już martwy... Pewnie będą szukać kolejnego kota. Każdy jeden, który się tam znalazł był jakimś znajdusem bez obroży, takim zgarniętym z ulicy. Mogę ci pomóc ich tam wrzucić, jeśli chcesz.
Zboże poruszyła się niespokojnie. Migot mimo iż sprawiał, że czuła się w jego towarzystwie dobrze, to jednak nie wiedziała, czy może mu w pełni zaufać, a już szczególnie w takiej kwestii. Do tego taka szczera oferta pomocy... coś podpowiadało jej, że jest nie tak.
— Czego chcesz w zamian?
— Tylko żebyś mi opowiedziała trochę o klanach. Mój przybrany, starszy brat zawsze opowiadał o jakiejś kotce, którą poznał. Dureń był w niej zakochany do szaleństwa! Ponoć zrobił sobie z nią kocięta. Pliszka się nazywała czy jakoś tak... No! W każdym razie, strasznie mnie zaciekawił a po jego śmierci nie miał mi kto o tym opowiadać więc. Przysługa za przysługę, zgoda?
— Zgoda. Będę tu za cztery wschody słońca.
Nie czekała na jego odpowiedź, nawet nie chciała słyszeć pożegnania. Imię jej matki w pysku obcego kocura sprawiło, że miała ochotę wyć i płakać. Czym prędzej zeskoczyła z płotu, ruszając w stronę domu. Może i znalazła rozwiązanie jednego problemu, jednakże dowiedziała się czegoś, co ponownie zamieniło jej myśli w splątaną breję.

02 listopada 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Biegu (Pędzącej Łapy)

"Niedługo zostaniesz uczniem"
W głowie nadal odbijały się jej własne słowa wypowiedziane w stronę małego, pręgowanego kocurka. Miała co do niego plany, jednakże zdrowy rozsądek skutecznie podpowiadał, aby sobie darowała, odpuściła. Nie była już najmłodsza, liczne stoczone przez nią pojedynki powoli dawały o sobie się we znaki. Inna sprawa, że tym zdrowym rozsądkiem był również jej zastępca. Kocur poniekąd miał rację, najpierw zdarzenie na zgromadzeniu srogo ją osłabiło i uziemiło u medyków na niemalże księżyc, tak później potyczka z bandą Lisiego Łajna zostawiła na jej grzbiecie głębokie rany.
Nie chciała jednak rezygnować ze szkolenia pędzącej łapy. Przyznanie sobie samej ucznia było czymś w rodzaju udowodnienia, że jeszcze do czegoś się nadaje, że jeszcze coś potrafi.
— Czujesz coś? — miauknęła w stronę młodego ucznia, który rozglądał się po okolicy. Pożółkła trawa przypominała swoim kolorem pszenicę, czy też inny rodzaj zbóż. Bengalka przymknęła ślepia, gdy nadal leczone rany zapiekły ją. Pora opadających liści nareszcie nadeszła, pierwsze żółte i pomarańczowe liście zaczynały spadać na ziemię z cichym chrzęstem. Po grzbiecie kotki przeszedł dreszcz, gdy tylko pomyślała o nieuchronnie zbliżającej się porze nagich drzew. Gdyby tylko mogła jej uniknąć...
— Wiesz, że Zwinkowy Ogon zwichnęła łapę? Bardzo to boli? Zwichnęłaś kiedyś? O! Jeszcze mama źle się czuje, ostatnio jak była u wujka to twoja córka też tam była i- — liderka uderzyła ucznia po nosie swoim ogonem, krzywiąc pyska.
— Pytałam, czy coś czujesz. Skup się młody, nie interesują mnie klanowe ploteczki — miauknęła, wychodząc na przód. Wzięła głębszy wdech, analizując każdą woń w okolicy. Zapach myszy podrażnił jej podniebienie, jeśli im się uda i wszystko pójdzie sprawnie - zdążą jeszcze zapolować.

< Bieg? >

Wyleczeni: Malinowy Pląs, Borówkowy Liść, Zwinkowy Ogon

23 października 2021

Od Zbożowej Gwiazdy

Znowu znalazła się na tej cholernej, ciemnej polanie zalanej gęstą mgłą. Nieprzyjemne mrowienie przebiegło od czubka nosa po sam koniuszek ogona. Pojęcie o tym, co to wszystko może znaczyć było wręcz zerowe. Co jakiś czas śniło jej się to sam miejsce w takiej samej odsłonie - odstręczającej i ponurej. Mimo to, nie mogła rozgryźć, co to wszystko oznacza, trochę nawet żałowała, że nawet medycy nie są w stanie. 
Strzepnęła ogonem, odganiając robactwo pełzające u jej łap, starczyło, że podczas wiosny musiała się z nim użerać. Oblizała pysk, krzywiąc się.
Kolejny raz do jej nosa dotarł odór zgnilizny. 
Rozkładające się zwłoki były ostatnim, co zobaczyła nim zerwała się na równe łapy.
Coś strzyknęło w kręgosłupie liderki, gdy przeciągnęła się zaraz po wyjściu ze swojego legowiska. Słońce ponownie grzało jej w grzbiet, dosłownie po kilku uderzeniach serca zamieniając przyjemne mrowienie w bolesne palenie. Mimo to, ruszyła na obchód obozu, miała dzisiaj kilka rzeczy do zrobienia i jedną z nich była rozmowa ze Znikającą Łapą.
Kotka miała już ponad dwadzieścia księżyców na karku a nadal piastowała stanowisko ucznia. Co prawda nie miała do niej o to pretensji - kotka przecież nie zrobiła nic złego. Nie było jej winą, że wrobiono ją w morderstwo a następnie niesłusznie ukarano. Sama bengalka po takich przejściach zachowywałaby się podobnie. Zaszurała łapami, gdy zbliżała się do przysypiającej przy stosie kotki, by czasem jej nie wystraszyć.
— Znikająca Łapo? — mówiła cicho, jednak mimo to, uczennica podskoczyła niczym oparzona, kuląc się ze strachu. Wzięła głębszy wdech, czekając aż córka Jabłkowej Bryzy unormuje oddech i chociaż lekko uspokoi kołatające serce. Liderce było po prostu żal młodej kotki, chciała jej pomóc i liczyła, że pomysł, który zaświtał jej w głowie będzie czymś dobrym, aniżeli kolejnym gwoździem do trumny — Spokojnie, chciałam porozmawiać o twoim treningu — miauknęła, przysiadając się obok niej — Trochę już trwa a ja nie zamierzam ukrywać, że jest mi to obojętne — dodała, urywając, zaraz jednak szybko kontynuowała, nie chcąc stresować kotki — Chciałabym ci pomóc. Wiem, że jest ci ciężko ale nic na siłę. Może mogłabym ci dać na mentora twojego wujka, Niezapominajka? Wiem, że macie dobre relacje ze sobą a trening z bliskim kotem, może ci pomóc. Co ty na to?
 
< Echo? >

Od Zbożowej Gwiazdy CD Rudzikowego Śpiewu

Słońce paliło ją w grzbiet, mimo iż gdy spoglądała w niebo - nawet nie potrafiła go dostrzec. W głowie nadal miała mętlik, który od dłuższego czasu towarzyszył jej dzień w dzień. Nawet podczas snu nie mogła zaznać ukojenia. Budziła się zlana potem oraz potokiem łez, krzycząc. Najczęściej imię swej ukochanej, którą pochowała własnymi łapami. 
Pod jedyną kępką mchu oraz kamykiem schowała kwiat, który wplątał się w futro szylkretki. Dziwny smutek oraz gorycz zalewały ją za każdym razem, gdy wspominała o tej cudownej kotce. Nie tak miało wyglądać ich wspólne życie, miała jej pomóc dotrzeć do klanu nocy bezpieczna. Przecież obiecała...
Pociągnęła nosem, miała żal do kotki, że ta nie poczekała za nią.
Przecież gdyby to zrobiła, sprawy z pewnością przybrałyby inny obrót.
Męczyły ją również wyrzuty sumienia, szczególnie względem Rudzikowego Śpiewu, którego kilkanaście księżyców temu zabrała na zgromadzenie, po którym wciąż nosiła ślady.
Blizny na gardle po ataku psychopatycznego lidera klanu nocy nadal o sobie przypominały. To jednak nie było ważne. Miała świadomość, że rudy kocurek zapewne wycierpiał więcej, szczególnie przez swoją kruchą psychikę oraz traumę, zafundowaną przez tego zdechłego parszywca, który podstępem przejął władzę w klanie nocy.
Co jakiś czas poruszała uszami, wsłuchując się w plotkujące między sobą koty. Nic ciekawego, a to Borówkowy Liść zwichnęła ogon, Zbożowe Pole nabawił się odrętwienia... Wychodziło na to, że medycy mieli łapy pełne roboty. Usłyszała coś jeszcze o bólach głowy Brzoskwini i przegrzaniu Jesiona, jednak nie zwróciła na to większej uwagi. Oboje byli dorośli a względny spokój w klanie nocy sprawiał, że bengalka wierzyła, iż zadbają o siebie. Ewentualnie jeśli wujek miałby to gdzieś, to jego ukochana się tym zajmie.
Miała jednak wrażenie, że widziała ich wychodzących od Kaczora, u którego byli właśnie w tym celu. Dzisiaj sama tam zawitała, słyszała, że rudy kocurek się rozchorował. Ponoć niezbyt poważnie, wolała jednak to sprawdzić i przy okazji - porozmawiać z nim. 
A co najważniejsze - przeprosić.
Przez ten szaleńczy bieg przez życie nie miała kiedy tego zrobić. 
Weszła do środka, poruszając wąsami.
— Rudzikowy Śpiewie, masz chwilę na rozmowę? — miauknęła spokojnie, przyglądając się wojownikowi. Kocurek zerwał się z legowiska niczym poparzony, jednak kotka uspokoiła go skinieniem głowy. 
Mimo wszystko, młody nadal miał nastroszone futerko. 
— O-ocz-czywiśc-cie! — niemalże pisnął, zerkając z niepokojem na liderkę, jakby ta za uderzenie serca miała ogłosić, że zostaje skazany na wygnanie i potępienie przez przodków.
— Przyszłam... przyszłam przeprosić — miauknęła dosyć chłodno, siadając niedaleko kocurka. Wlepiła w niego swoje brązowawe ślepia — Za to, że zabrałam cię wtedy na tamto zgromadzenie. Uznałam, że to będzie dobra nagroda za twoje starania, wiesz, zawsze młodzi to tak traktowali. Nawet starsi, jednak teraz... — zamilkła, czując jak zalewa ją fala gorąca na wspomnienie kolejnego tańca ze śmiercią. Odruchowo wbiła pazury w ziemię, oddychając nerwowo. Drgnęła, gdy wojownik dotknął jej ramienia — Teraz jednak pójście na zebranie jest chyba bardziej przekleństwem, aniżeli zaszczytem. Dlatego chciałam cię przeprosić, Rudziku. Nie powinnam zabierać ani ciebie, ani twojej siostry. Powinnam przewidzieć, że może stać się coś złego. 

< Rudziku? >

wyleczeni: Borówkowy Liść, Zbożowe Pole, Jesionowy Wicher, Brzoskwiniowa Bryza, Rudzikowy Śpiew

Od Zbożowej Gwiazdy

Nie tego spodziewała się wracając z patrolu. Dosłownie nawet wieść o tym, że klifiaki przyszły z pokojowym traktatem był bardziej realny dla węglowej, aniżeli to. Miała ochotę rozwalić łeb każdemu naraz i z osobna. Mysie móżdżki! Słońce już dawno zaszło a grzmoty w oddali tylko zwiastowały kolejną nadchodzącą burzę tej nocy. Obserwowała, jak kilka kotów liże rany, nadal nie potrafiąc pojąć, jakie złe moce musiały stać po stronie tych degeneratów, aby doszło do tego. Chłodnym tonem nakazała każdemu rannemu udanie się do medyków, aby ci ocenili ich stan i w razie potrzeby - udzielili pomocy. Ona sama uniosła ogon ku górze, zwołując zebranie klanu, chociaż bardziej adekwatnym określeniem było zebranie wojowników, którzy pozostali w obozie.
Wiedziała, że zawiniła, pozwoliła aby większość sił klanu nocy była tam, gdzie ich nie potrzebowano. Prychnęła wściekła.
Przywołała do siebie Krucze Futro, Kasztanowy Dół oraz Jagodowy Krok, reszcie przekazując, aby byli w gotowości, nim wrócą koty będące na polowaniach czy treningach. Sama zaś ruszyłą w stronę wyjścia z obozu. Jej zjeżone futro było smagane przez wiatr, gdy kroczyła przed siebie, co jakiś czas z jej pyska uciekał niezadowolony pomruk. Ze wzrokiem wbitym w ziemię, próbowała nie zgubić krwawych i ubłoconych śladów, które wiodły wprost na bagna. Bała się, że jeśli nie zdążą, uciekną im a w przyszłości zaatakują klan nocy. Zamarła jednak w bezruchu, gdy usłyszała niewybredne przekleństwo. Jej uszy poruszały się we wszystkie strony, starając się, aby wyłapać podejrzany dźwięk.
— Są tam, kilka króliczych koksów przed nami — ogon burego kocura smagnął powietrze, gdy ten przywarł brzuchem do ziemi, wbijając pazury w grunt. Bengalka ostatkiem silnej woli nie wystrzeliła przed siebie, aby dopaść do tych zdrajców. Od uzyskania posady liderki jakoś tak… była bardziej powściągliwa. Młoda wojowniczka skinęła głową, gdy nadal wsłuchiwali się w szepty, zmieszane z ciężkimi sapnięciami.
Było zimno, do tego bagno pochłaniało ich kończyny, nie mogli przecież tak siedzieć. Zbożowa Gwiazda ubrudzona błotem, ruszyła przed siebie, wyskakując zza trzciny, wprost na zaskoczone Lisie Łajno. Zmęczony i ranny kocur nadal pokazywał chęć walki, wysunąwszy pazury przejechał nimi po pysku kotki.
Zamroczona uderzeniem opuściła gardę, wydając z siebie kwik, upadła na grzbiet, przytłoczona czarno-białym cielskiem, które nastąpiło łapą na jej gardło. Znowu ktoś próbował odebrać jej życie. Nie miała jednak zamiaru dopuścić znowu do podobnej sytuacji co podczas zgromadzenia. Zamachnęła się, rzucając w kocura lepką grudą błota, które przywarło do jego sierści, przysłaniając wzrok.
Płonąca niczym ogień radość zalała całe jej ciało, wykorzystując sytuację zrobiła coś, co powinna zrobić już dawno.
Z tyłu głowy miała jednak słowa Jesionowego Wichru, gdy jej kły przebijały ciemną skórę zdrajcy. Rany zadawana na barkach przez kocura, który desperacko walczył o życie, paliły ją niczym jad żmii. Mięśnie kotki były twarde niczym skała, gdy ta łapczywie wgryzała się w gardło Lisiego Łajna, wyrywając kawałki jego ciała oraz futra.
Szum krwi w uszach i wrzaski błagające o litość zdrajcy były czymś, czego zawsze pragnęła.
Za plecami usłyszała bojowy krzyk, by uderzenie serca później poczuć ostre jak brzytwa pazury, które rozcięły jej skórę na grzbiecie.
Płynnym ruchem wyrwała kocurowi tchawicę, odwracając się do kolejnego przeciwnika. Łasica widząc jak jej ojciec pada bez życia, wrzasnęła rozpaczliwie, próbując złapać za kark liderki. Ta jednak była szybsza, podskoczyła, by uderzenie serca później celowo uderzyć grzbietem o kamienny grunt. Czarno-biała rozluźniła uchwyt swych pazurów.
Wrzaski i piski mieszały się w jedno, gdy bengalka zarpała za jej ucho, dociskając głowę kotki do gruntu. Nie wiedziała, czy robi dobrze, czy tak powinien postąpić lider, jednak w obecnej sytuacji nie liczyło się dla niej nic więcej, aniżeli chęć zadania jej jak największego bólu.
Takiego, by pamiętała ją do końca swego żałosnego życia.
Wypluła z pyska urwany kotce kawał ogona, który wylądował tuż obok skrawka ucha.
Splunęła krwią, obserwując z radością, jak reszta zdrajców leży pokonana na ziemi.
— Wracamy — warknęła w stronę uciekinierów, łapiąc za kark sztywniejące ciało. Miała zamiar pokazać je reszcie, aby mogli odetchnąć spokojnie.

Dźwięk uderzającego o ziemię ciała rozległ się, gdy tylko przekroczyła granicę ich obozu. Czuła wzrok praktycznie każdego kota na sobie. Napięcie oraz nerwy dosłownie wisiały w powietrzu. Każdy chciał wiedzieć, co postanowiła. Szepty niektórych kotów dotarły do jej uszu, zastanawiali się, czy rozkaże morderstwo pozostałej szajki.
— Wykopać dół daleko od obozu i ich tam wrzucić — w jej głosie dało się wyczuć zmęczenie oraz determinację, mimo iż nie chciała dać poznać po sobie, jak wiele wysiłku ją to wszystko kosztowało. Zarówno psychicznego jak i fizycznego — A co do tego ścierwa… — dodała, kopiąc zwłoki tyrana — Zróbcie z tym co chcecie. Klanie Nocy daję wam pełne prawo do decyzji. Osądem reszty zajmiemy się później — dodała, pozostawiając ciało tam, gdzie je rzuciła.
W głowie walczyła z własnymi myślami.
Nie chciała mordować, z drugiej strony nie miała zamiaru wypuszczać na wolność tej bandy, wiedzieli o klanie nocy zbyt wiele.

24 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Konopi

 Wzięła głębszy wdech, oglądając się za siebie. Wieczornik obiecał, że w razie czego będzie ją krył. Na całe szczęście, Niezapominajkowy Sen miał być cały dzień w obozie. Kotka mogła więc wyruszyć w teren pod pretekstem samotnego polowania. Deszcz moczył jej futro, które nieprzyjemnie przylegało do ciała wojowniczki, wychładzając je. Co jakiś czas krople spadły na pysk liderki, wpadając jej do oczu.
Parła jednak naprzód, brudząc się niemalże aż po brzuch lepkim, śmierdzącym błotem. Poruszała uszami co jakiś czas, słysząc podejrzany dźwięk. Zaraz jednak koiła nerwy, gdy winowajcą okazywała się żaba czy też inne mniejsze, zupełnie niegroźne żyjątko.
Zapomniała już, jak bardzo takie wycieczki ją męczą, parła jednak dalej naprzód, widząc w oddali słabo zarysowany płot. W pewnym momencie puściła się biegiem przed siebie, rozchlapując brązowawą breję na boki, niezgrabnie wskoczyła na ogrodzenie, koślawo zeskakując na ziemię po drugiej stronie.
Na to, co zobaczyła nie była nawet przygotowana, nigdy nie nastawiała się, że zobaczy swoją ukochaną utytłaną w błocie z poczerwieniałymi ślepiami oraz spływającymi po policzkach łzami.
— Konopia…? — szepnęła, podchodząc bliżej. Kotka popatrzyła na nią załzawionymi oczami, pociągając nosem — Hej… co się stało? No już, jestem tuż obok — miauknęła, pozwalając ukochanej wtulić się w swoje futro. Otuliła szylkretkę ogonem, czule liżąc ją po czole. Nie wiedziała co, czy też kto, odprowadził Konopię do tego stanu, jednak mimo to - zatrzęsła się ze złości, gotowa wymordować każdego, kto tylko skrzywdził czarno-rudą wojowniczkę. Milczała jednak, nie chcąc naciskać ani jej pospieszać, mimo drażniącego, lepiącego się do całego jej ciała błota.
Uderzenia serca jednak mijały paskudnie szybko a szylkretka nadal nie odpowiedziała na jej pytanie. Jedynie wtulała się w jej pstrokate futro, uspokajając oddech. Co jakiś czas pociągała tylko nosem.
— S-szyszka… o-ona… — sapnęła, nerwowo pocierając załzawione ślepka — W-wie… W-wie o n-nas
— I tylko tyle? Przecież to chyba nie koniec świata — odparła, nie bardzo rozumiejąc powagę całej sytuacji. Przecież owocowy las nie miał chyba aż tak sztywnej polityki jak leśne klany, racja? Więc nie powinni robić tak z tego wszystkiego halo… chyba . Słysząc jednak jak kotka wybucha jeszcze większym płaczem, zamilkła kuląc po sobie uszy. Nawet w takiej sytuacji musiała spartolić wszystko…
— N-nie… n-nie… n-nie r-rrozum-miesz… — wydusiła, spoglądając liderce w oczy. Serce bengalki roztrzaskało się na milion kawałków, widząc potworne cierpienie ukochanej — M-mam-my t-to z-zakońc-czyć… S-szys-szka m-mówi, ż-że m-możesz do-dołączyć…
Pozwoliła jej się odsunąć, mimo wszystko nadal trzymając ogon na grzbiecie szylkretki. Cały czas wpatrywała się w nią ze smutkiem, próbując wymyślić sposób, który by otarł łzy z jej mordki. Nic jednak nie przychodziło do jej głowy, jedynie siedzenie i czekanie, aż Konopia wyrzuci z siebie wszystko, co leży jej na duszy i sercu.
— A-ale… j-ja n-nie chcę… tyl-lko b-byś się mm-męczyła… Ja n-nie… N-nie mogę n-na t-to pozwol-lić…
— W takim razie, idź ze mną. Zabiorę cię z tego srajdołka — węglowa nareszcie ruszyła głową, znajdując jakieś wyjście z tej patowej sytuacji — Jestem liderką, nikt się nawet nie zająknie, że przyjęłam nowego kota do klanu nocy — w tym aspekcie skłamała. Nie dała po sobie jednak tego poznać. To było oczywiste, że komuś to nie będzie się podobać, była jednak w stanie zaryzykować. Dla Konopi.
— L-liderką…? G-gratulacje — szepnęła, ocierając łapką nos, z którego jeszcze chwila i uciekłyby gluty. Zboże liznęła ją po czole, ocierając się czule o policzek.
Milczały przez dłuższą chwilę, nawet się nie ruszając. Dopiero Zboże jako pierwsza otworzyła pysk.
— To jak, idziesz ze mną?
Konopia zwiesiła łeb, kuląc uszy.
— N-nie m-mogę… — ruchem głowy wskazała na swoje łapy, które co jakiś czas dziwnie podkurczała, krzywiąc przy tym pyszczek — S-stawy mnie bolą…
— W takim razie cię zaniosę — liderka klanu nocy odsunęła się od partnerki, napinając wszystkie mięśnie w swoim ciele — Choćbym się miałą zesrać, zabiorę cię stąd na własnych barkach. Najwyżej w razie czego poproszę Wieczornikowe Wzgórze o pomoc — milczenie ponownie ukuło ją w uszy. Westchnęła ciężko — Właściwie to… dlaczego Szyszka się nie zgadza? Przecież nie robimy nic złego. Tylko siedzimy na skraju sadu, nigdzie dalej nie chodzimy. Myślałam, że owocowy las ma mniej pretensji o związki między klanowe, aniżeli leśne klany — poruszyła wąsami, marszcząc brwi. Chciała wiedzieć, co takiego nagle stanowiło przeszkodę.
— M-myśli, że jak zostaniesz liderką t-to też napad-dniesz na nas jak P-pstrągowa G-gwiazda — Konopia skuliła się, widząc jak bengalka zaczyna drżeć ze złości.
Co za…
Zboże oddychała szybko, wbijając pazury w ziemię podczas nerwowych ruchów łap, zaś ogon smagał powietrze, co jakiś czas uderzając o miękki grunt i rozbryzgując wszędzie błoto.
— Stara, tchórzliwa, wyleniała kwoka! — warknęła, waląc łapą w niewinnego ślimaka, który pełzał między jej łapami — Na starość ją chyba posrało! Po jaką cholerę miałabym napaść na owocowy las?! — tym razem wrzasnęła, wsłuchując się w swój głos, który rozniósł się po okolicy — W DUPIE MAM TEN JEJ ŚMIERDZĄCY SAD. Sama mówiłaś, że tu każdy sra tęczą i wiecznie siebie kocha… — zamknęła pysk na uderzenie serca, biorąc kilka głębszych oddechów — Czy ja twoim zdaniem jestem zdolna do wymordowania jakiejś kociej społeczności, bo mam takie widzimisię?! JESTEM?! Niech nie osądza mnie przez pryzmat mojej walniętej poprzedniczki!
Odsunęła się na kilka kroków, zaciskając ślepia. Miała ochotę coś rozszarpać. Nie, lepiej - miała ochotę iść do tej starej kretynki i przywalić jej w ten pusty, zakuty łeb.
Cholerna idiotka.
Wronia Strawa!
Lisi Bobek!
— N-nie…
— Ja… ja przepraszam… Wybacz, nie chciałam krzyczeć na ciebie — miauknęła, czując, że sama w tym gównie zaczyna się gubić. Zrobiła kilka kroków, przytulając się do kotki, gdy tylko ta jej na to pozwoliła — J-ja… j-ja po prostu nie chce cię stracić. I nie pozwolę, żeby jakaś stara dewotka znowu nas rozdzieliła — dodała hardo, zaciskając szczękę — Co ci jeszcze ta idiotka mówiła?
Konopia wzięła głębszy wdech, mrucząc cicho. Wtuliła pyszczek w kark Zbożowej Gwiazdy, kuląc się przy tym.
— Że przecież obiecała mojej matce mnie bronić… Że woli mieć pewność, czy nie chcę odejść — ciche, niezadowolone prychnięcie uciekające z pyszczka calico, było niczym mały płomyk, który spowodował pożar.
— Nie wiem, czy twoja liderka ma mózg ale nie uważasz, że gdybym chciała na was napaść, truła bym ci tyłek, że chcę wejść do waszego obozu? O! Albo po co mi kawał ogrodzonej tym dziadostwem ziemi, hm? Przecież na tym nogę sobie złamać można, sama o tym coś wiem — bąknęła. Dosłownie czuła, jak na mordce jej ukochanej pojawia się lekki uśmiech. Sama uniosła kącik pyska.
— Oj widziałam te twoje wygibasy. Były kuszące… — Zbożowa Gwiazda zaśmiała się, trącając ją nosem. Na moment ponownie zobaczyła w zielonych oczach te dobrze znane iskierki radości oraz odwagi. Liznęła ją w nos, mrucząc. Wiedziała jednak, że musi zepsuć to wszystko pytaniem. Nadal w głębi siebie dosłownie rzucała się w furii, trzymając nerwy na wodzy i chęć przywalenia tej starej, zarobaczonej idiotce.
— Więc… pójdziesz ze mną? Dołączysz do klanu nocy? — zamknęła pysk na moment, czekając na reakcję kotki — Chcę tylko żebyś wiedziała… nie ważne jaka będzie twoja decyzja. Zawszę będę cię kochać i zrobię dla ciebie wszystko.

< Konopia? >

17 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Biegu

Westchnęła ciężko, kiedy Bieg przypałętał się wprost pod jej łapy. To nie tak, że miała coś do tego gluta. W przeciwieństwie do swojej posranej mamusi i nawiedzonego wujaszka, dzieciak był całkiem sympatyczny. Robił tylko jednak, zdaniem liderki, zbyt wiele hałasu. Najwidoczniej jednak taki był urok kociąt. Szczególnie teraz, gdy przebywało tam jakieś jedenaście kociaków. W głębi serca aż współczuła wujaszkowi, że musi tu tkwić. 
— Hej! — przywitał się z nią — Ma pani złe sny? Jak zrobić, aby dowiedzieć się kim on jest?
Bieg zmarszczył nosek, niezadowolony, że bengalka póki co nic mu nie odpowiedziała.
— No to ma pani te złe sny? — zapytał ponownie, szturchając liderkę swoją małą łapką. Zboże odetchnęła głęboko. Jeśli mu odpowie, to da jej spokój, tak?
Poruszyła uszami, słysząc narzekania Malinowego Pląsu na jej bolący kręgosłup. Że też ten cielok zamiast natychmiast iść do medyka, wolała leżeć i stękać. Durnota...
— Powinnaś iść po jakieś zioła czy maść na to. Medycy mają trochę roboty, lepiej jak zrobisz to teraz — miauknęła, nawet nie patrząc na karmicielkę. Ta chyba nie była zadowolona z propozycji bengalki, która brzmiała jak rozkaz. Mimo to, wstała i wyszła, zostawiając kociaki pod opieką dziadków.
Liderka wbiła brązowe ślepia w kociaka.
— Czasem — odparła krótko, zastanawiając się, co jeszcze ma mu powiedzieć — Niekiedy się powtarzają, niekiedy nie. Bywa różnie.
Bieg zamyślił się, drapiąc swoją bródkę.
— No dobrze, to co zrobić, żeby się dowiedzieć, kim on jest?
Węglowa otworzyła szerzej ślepia, nawet nie rozumiejąc, co młody do niej gada. W głowie miała mętlik, wszystkie sprawy mieszały się jej w głowie. Od tych poważniejszych, jak niepokój o bezpieczeństwo członków klanu, po te błahe, jak ględzenie Ognistego, że zwichnął sobie ogon i jaki on biedny, czy też wiadomość o tym, że Robaczywe Jabłko przemroził się. 
— Jaki on? 
— No, on! — kocurek zdawał się zakładać, że każdy kot, którego męczą złe sny ma jakiegoś "go". Co prawda najgorsze koszmary węglowej nawiedzali ci najbliżsi, jednak jakaś jej część czuła, że kociaka męczy ktoś inny, aniżeli kot, którego kiedyś znał.
— Możesz mi proszę opowiedzieć, jak wygląda ten cały on? — poprosiła, siląc się na uśmiech, byleby tylko brzmieć jak najbardziej przyjaźnie.
 
< Bieg? > 

Wyleczeni: Ognisty Język, Szałwiowy Szlak, Malinowy Pląs

16 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Jesionowego Wichru

Próbowała zrozumieć słowa klątwy wykrzyczane przez opętanego kocura. Jeszcze wzmianka o klanie klifu. Wiedziała, że nie może ufać kotom z klanu klifu, szczególnie po czymś takim. Z samego rana wysłała więc Jesiotrową Łuskę do klanu wilka, by przekazał wiadomość. Kotka chciała porozmawiać z liderką na neutralnym gruncie. Tak, jak radził jej czekoladowy kocur. Liderka wzdrygnęła się, słysząc czyjeś kroki na zewnątrz jej legowiska.
— Zbożowa Gwiazdo? — oczom kotki ukazał się Jesionowy Wicher, kocur skinął jej głową na powitanie. Wydawał się czymś strapiony — Nie damy rady walczyć z czymś, czego nie da się zranić. Myślę... myślę, że Klan Gwiazdy nas opuścił... A bez nich...
Zwiesiła głowę, nie potrafiąc wyobrazić sobie, jakie okropieństwo mogło ich spotkać. Połączyła kropki już wcześniej, tym kimś była Słodki Język. Dziwiło ją to... kotka przecież zawsze była taka... taka miła... życzliwa.
Wszystko szło nie tak, jak miało. Zbożowa Gwiazda miała wrażenie, że z każdą potworną sytuacją więcej rzeczy umyka jej między łapami. Nie tak miały wyglądać jej rządy, nie miała zamiaru przejść do historii jako najgorsza liderka. Ten tytuł i tak należał już do Żwirowej Gwiazdy.
Bengalka położyła po sobie uszy, wzdychając ciężko.
— Musimy wierzyć, że Klan Gwiazdy nadal nas wspiera — miauknęła cicho, spoglądając na poprzedniego przywódcę — Dzieją się potworności, nie mamy pewności, czy złe duchy przejęły klan gwiazdy, jednak w coś wierzyć musimy — dodała zaraz. Jesion milczał, wpatrując się w swoje łapy.
Paskudna cisza dźwięczała jej w uszach.
— Wysłałam Jesiotrową Łuskę do klanu wilka. Jeśli dobrze pójdzie, niedługo zawrzemy sojusz. Mam nadzieję, że to chociaż trochę zabezpieczy klan — zamilkła na kilka uderzeń serca. zwieszając łeb — Od jakiegoś czasu śni mi się Chrobotkowy Obłok, która maluje na moim czole dziewięć punktów a później je rozmazuje — przyznała spokojnie. Musiała podzielić się z kimś obawami a Jesion na pewno ją zrozumie.

< Jesionowy Wichrze? >

Od Zbożowej Gwiazdy CD Bławatki

Zmęczona natłokiem wydarzeń chodziła bez większego celu, gdy tylko wypełniła swoje obowiązki, które miała zaplanowane na cały dzień. Była nawet sprawdzić jak się miewa Jagodowa Łapa, który skarżył się wcześniej na ból brzucha, oraz syn Lisiego Łajna, który pokaszliwał ostatnio paskudnie. Chciała porozmawiać z wujkiem, od tak aby się zrelaksować i zapomnieć o problemach. Szczególnie, że od naprawdę długiego czasu brakowało jej takiej zwykłej rozmowy z kocurem, która opierałaby się na czymś innym, aniżeli sytuacji w klanie. Martwił ją również stan wujka, szczególnie od momentu, kiedy wyznał jej, że Pigwowy Kieł go nachodzi.
Widząc kociaka siedzącego na śniegu, westchnęła ciężko. Aż tak mało tam mieli miejsca, że jakiś dzieciak musiał grzać tyłek na białym puchu.
Już chciała otworzyć pysk, by zapytać co się stało, gdy kocię podniosło łepek, wlepiając w nią błękitne oczyska. Bławatek otworzyła mordkę, podnosząc się do siadu.
— Ladzę uwazać na Astelkę, straszne z niej... Lisie Łajno!
Mina liderki wyrażała zarówno złość, ogromny szok jak i niedowierzanie. Potrząsnęła głową, chcąc uwolnić się od natłoku nieprzyjemnych bodźców. Bławatka jednak nie widziała w swoich słowach nic złego. Zamiast tego nastawiła uszu, przyglądając się węglowej. 
— Nie wolno tak mówić, to bardzo brzydko — miauknęła, strofując dzieciaka a następnie, popychając kotkę w stronę kociarni. Calico ani na moment nie protestowała, grzecznie słuchając starszej.
— A dlacego?
Zboże zamilkła na uderzenie serca, gdy tylko weszła do środka. Jak miała wytłumaczyć dzieciakowi, że lisie łajno to paskudne przekleństwo oraz imię psychola, którego trzymali w dole? Gdyby nie to, że Jesionowy Wicher przestrzegł ją przed ciemnym lasem, już dawno ten parszywy gnój zostałby dywanikiem.
— Po prostu dzieci nie mogą używać takich słów. Używają go tylko łobuzy i bardzo niedobre koty — wyjaśniła pokracznie, zerkając na Bławatkę, która przybrała minę prawdziwego myśliciela. Zbożowa Gwiazda w myślach błagała, aby ta nawet nie próbowała zadawać jej więcej podobnych pytań.

< Bławatko? >

Wyleczeni: Wydrza Łapa, Jagodowa Łapa

Od Zbożowej Gwiazdy

 Dziwne uczucie niepokoju nie chciało pozwolić jej zasnąć już od dobrych czterech wchodów słońca. Kotka była nerwowa, nawet bardziej niż zwykle, jednak skrzętnie ukrywała to przez klanowiczami nie chcąc, by ci zaczęli się martwić. Nie chciała wzbudzać niepotrzebnej paniki, szczególnie teraz, gdy Czarna Łapa strzelił samobója, nim zdążyła go ukarać. Taki obrót spraw tylko rozwścieczył Puszyste Futro, która domagała się sprawiedliwości za to, że jej zdaniem, kocur zabił małego Miodka.
Sama nie wiedziała co o tym myśleć, z jednej strony nie ufała za grosz przyszłemu medykowi, jednak Puszyste Futro też wzbudzała w niej nieufność oraz odrazę.
Bengalka zamknęła oczy, starając się odpocząć chociaż przez chwilę, jej uszy wyłapały pierwsze spokojne pochrapywania wojowników, którzy zmęczeni po ciężkim dni pracy, udali się na należyty odpoczynek. Zboże sama mogła określić się mianem pracowitego kota, jednak w przeciwieństwie do większości, odpoczynek przychodził jej z trudem.
Głównie ze względu na męczące ją koszmary, w których główną rolę grała Chrobotkowy Obłok oraz Sasankowy Płatek.
Poruszyła się niespokojnie, kiedy chłodny wiatr wdał się do jej legowiska. Zamknęła oczy, zwijając się w jeszcze ciaśniejszy kłębek.
 Zmasakrowane zwłoki czarno-białej kotki zostały rzucone pod jej łapy Ciemna postać cofnęła się o krok, czerwonymi ślepiami świdrując liderkę na wskroś. Kocica z przerażeniem dotknęła zwłok swojej byłej uczennicy odskakując, gdy te się poruszyły. Zmarła poruszyła łapą, dotykając czoła bengalki, kreśląc na nim dziewięć punktów, które następnie rozmyła jednym, niechlujnym ruchem. Czarne pnącza złapały liderkę za gardło, zmuszając do upadku. Zboże warknęła odruchowo, wczepiając pazury w roślinę przy desperackiej próbie uwolnienia się.
Zapach krwi, który dotarł do nosa węglowej był niczym silne uderzenie wybudzające ją z transu. Otworzyła szeroko przekrwione ślepia, biorąc desperacko wdech. Przed jej oczami błysnął obraz Nędznego Robaka zaciskającego szczęki na jej gardle. 
Odruchowo wysunęła pazury, wbijając je w ślepia kocura, ten zawył, rozluźniając uścisk szczęk, co pozwoliło jej na ucieczkę, czym prędzej odsunęła się, atakując. Wbiła kły w kark kocura, szarpiąc. Jej ostre pazury raniły mu grzbiet oraz klatkę piersiową. 
Mimo pozornej przewagi, zaczynała tracić siły, krew, która wypływała z nosa kotki sprawiała, że ta przy każdym oddechu dławiła się czerwoną cieczą, która kapiąc również z rany na jej gardle, brudziła ich oboje. 
Pośliznęła się, upadając na grzbiet. Nędzny Robak chcąc wykorzystać sytuację - uniósł się nad liderką, chcąc zadać ostateczny cios. Ta jednak była szybsza, w mgnieniu oka złapała go za szyję, jednym ruchem łamiąc kark.
Zwłoki wyrzuciła przed swoje legowisko, niemalże wprost pod łapy kotów, które zaalarmowane szamotaniną, wybiegły ze swoich ciepłych posłań. Zboże podniosła wzrok na wojowników, kaszląc ciężko. Splunęła krwią.
— Wrzucić resztę do... n-nowego d-dołu... — stęknęła. Jej łapy zadrżały. Uderzenie serca później upadła nieprzytomna.

08 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy

 Raban, awantura. Cholera wie, jak można to było nazwać. Zaspana wylazła ze swojego legowiska, strzepując z futra resztki piór, które uczepiły się go niczym ostatniej deski ratunku. Puszyste Futro darła pysk jakby ją ze skóry obdzierano. Każde słowo kotki mieszało się w jeden, niezrozumiały bełkot, który rozdzierał wieczorne powietrze, raniąc uszy niemalże każdego. 
Widząc futro swojego zastępcy, podeszła do niego truchtem.
— Co się na przodków stało? Ktoś kogoś zamordował? — mruknęła od niechcenia, przecierając zaspane oczy. Kocur zwęził ślepia, poruszając nerwowo. Bengalka zamilkła, mimo iż zaledwie uderzenie serca wcześniej, chciała coś dodać — Niezapominajkowy Śnie... — oblizała pysk, czując suchość w gardle. Każdy ruch kocura mówił, że wykrakała.
Cholerny zbyt długi jęzor.
— Miodek odszedł
Nosz kurw...
Jeszcze tego jej brakowało, śmierci kocięcia. Co prawda zawsze jedna gęba do wykarmienia mniej a podczas pory nagich drzew było ciężko o jedzenie, jednak to zawsze była strata kocięcia. Co z tego, że Zboże nigdy ich nie lubiła. To zawsze mógł być przyszły wybitny wojownik czy medyk. Przyszłość klanu.
— MORDERCA, ZABIŁ! ZABIŁ! ZABIŁ! — Puch wypadła przed kociarnię, wijąc się po śniegu niczym opętana przez złe dusze. Miotała łapami na wszystkie strony, spinając mięśnie i plując spienioną śliną. Gdyby tylko miała pazury...
Zboże pokręciła głową.
Nie, lepiej o tym nie myśleć. 
Stojąc w bezpiecznej odległości, obserwowała miotającą się kotkę, która w obecnej chwili przypominała bardziej węża aniżeli kota. Syczała, wrzeszczała, pluła i cholera wie, co jeszcze, aż ktoś nie uderzył jej w łeb.
— Nosz... na klan gwiazdy. Krucze Futro, coś ty narobiła! — prychnął Kasztanowy Dół, sprawdzając, czy ta żyła. Na całe szczęście, oddychała, była tylko nieprzytomna.
— Weźcie ją do medyków, niech dadzą jej coś na uspokojenie. Kocimiętkę, czy też inną cholerę — mruknęła liderka, podchodząc bliżej żłobka. Ciało małego Miodka wyglądało tak, jakby spał po męczącej zabawie z rodzeństwem. Nastroszyła futro, gdy ktoś szturchnął ją w bark, uspokoiła się zaraz, widząc swojego zastępcę. Kocur zaszurał łapą po białym puchu, zaciskając szczękę.
— Malinowy Pląs mówiła, że Puch obwinia Czarną Owcę i resztę sprzymierzeńców Lisiego Łajna za śmierć kocięcia.
Liderka na moment wstrzymała oddech, drapiąc pazurami zamarzniętą ziemię. Jeśli oskarżenia kotki były prawdziwe... Nie chciała być w futrze któregokolwiek parszywca. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła, układając rozbiegane myśli w swojej głowie. Ostatecznie z jej pyska uciekło zimne, pozbawione uczuć miauknięcie.
— Zajmę się tym.

06 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Biegu

 Nie chciała iść odwiedzać kociąt, ba, im więcej tej szarańczy tam siedziało, tym mniejszą ochotę miała nawet na przechodzenie obok wejścia. Wrzaski, piski, kwiki i inne darcie mordy, jakby kogoś zarzynano ze szczególnym okrucieństwem... Przeżywała to przez dobre sześć księżyców, kiedy niańczyła swoje smrody, a jeszcze później jakieś znajdki. Nie zamierzała przechodzić nigdy więcej przez to małe piekło.
Wieczornikowe Wzgórze postawił sobie jednak za jakiś wygórowany cel, żeby namówić przyjaciółkę do odwiedzenia tych nieznośnych, małych robali.
Ich konwersacja wyglądała w skrócie jako wzajemne darcie mord na siebie, na całe szczęście byli na polowaniu, więc mogli sobie na to pozwolić. To, że wypłoszyli większość zdobyczy, to już inna sprawa...
Ostatecznie zgodziła się, tak dla świętego spokoju, żeby się od niej odwalił, co rudzielec przyjął z cholerną radością. Odwinęła mu się, wkręcając go na patrol łowiecki nad rzekę z samego rana dnia następnego.
Zemsta była słodka.
Po wejściu do żłobka już na samym początku uderzyły ją wrzaski i piski. Kocica skrzywiła się, kładąc po sobie uszy, żeby jakkolwiek wytrzymać ten hałas. Jeszcze jak na złość, niemalże zaraz po wejściu jakiś dzieciak wpadł pod jej łapy. 
Zmarszczyła nos.
No tak, smród malinowego gremlina. Jak mu było? Skrzek? Krzykacz? Nie miała pamięci do imion dzieciarni.
— Kto ty? — zapytał, trącając ją łapą. Zaraz jednak otworzył paszczę, jakby chciał połknąć całego okonia - AAAA! Ptaska zobac! Gość, gość! Blokół! — jak na zawołanie ciekawskie kociaki zleciały się do bengalki, otaczając ją ze wszystkich stron. Świetnie, jeszcze tego jej brakowało.
— Jest pani liderką? — Popiołka nieśmiało poruszyła noskiem, kiedy przecisnęła się między Ptaszką a Bażantem aby usiąść. Zboże skinęła jej głową w odpowiedzi, nawet nie zdążyła nic powiedzieć, bo młoda, bardziej do siebie niż do innych, zaczęła coś mamrotać — Kotki powinny rodzić kocięta. To kocury muszą rządzić
Liderka zamilkła, dosłownie zabrakło jej języka w gębie a jednak, żeby doprowadzić do takiej sytuacji trzeba było wiele.
— Kto ci dziecko nakładł takich bzdur do głowy? — mimowolnie przeniosła wzrok na swoją córkę, która mordowała ją spojrzeniem od kiedy tylko weszła do kociarni. Borówce wielce nie podobał się fakt, że jej matka przewodziła klanem, szczególnie, że to ona była wcześniej zastępcą za rządów Lisiego Łajna.
— Sama nie wiem, może jej wytłumaczysz, mamo? — głos Borówki był przesiąknięty jadem i zawiścią. Brązowe ślepia Zbożowej Gwiazdy przesunęły się z sylwetki córki, na wnuczkę.
— O lany! Popjolek, to tfoja babcia?! ALE CADOWO! — no tak, mały naczelny krzykacz, zupełnie jak mamusia. Zboże nie sądziła, że ta mała kreatura wysra z siebie dzieciaki a tu proszę. Niespodzianka.
Szkoda tylko, że w porze nagich drzew, kiedy potrzeba było każdego kawałka jedzenia. Sama węglowa trochę schudła od rozpoczęcia zimy, ograniczając swoje porcje do absolutnego minimum. Klan był najważniejszy.
— Opowie pani coś? — Ptaszka przechyliła łeb, odpychając od siebie jakiegoś kociaka, który próbował się na niej uwalić — Coś ciekawego!
No, była w dupie, nie miała odwrotu. Westchnęła ciężko, jeszcze tego jej brakowało. Żeby opowiadać historyjki bandzie smarków, jakby miała mało roboty.
— O czym chcecie posłuchać? — miauknęła, wzdychając ciężko. Najlepiej mieć to już za sobą.

< Bieg? >

04 września 2021

Od Zbożowej Gwiazdy CD Jesionowego Wichru

Podejście wujka do faktu, iż jego kurdupelowata córeczka zrobiła sobie dzieciaki całkiem ją bawiło. Z jednej strony uważała, że Jesion martwiący się o własne dziecko do tego stopnia, że był gotowy wklepać Wrzoścowi, było całkiem urocze. Z drugiej zaś - wolała ostudzić zapał kocura do lania innego po gębie. Jakoś nie była fanką oglądania łapoczynów, szczególnie, że jej zdaniem były samotnik nie zrobił niczego złego.
— Wujku, proszę cię, uspokój swoje nerwy — zaśmiała się cicho, siadając na kawałku odśnieżonej gleby. Kocur napuszył futro, niezadowolony, mamrocząc coś do siebie pod nosem. Węglowa uśmiechnęła się pod nosem.
— Skąd nagle w tobie taki instynkt mordercy? — zapytała, kątem oka zerkając na samo serce ich obozu — Jakoś nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek chciał komuś kija w tyłek wsadzić — stwierdziła spokojnie, co jakiś czas poruszając łapami z wysuniętymi pazurami.
— Skrzywdził moją córeczkę, nie daruję — odparł czekoladowy, bijąc nerwowo ogonem na boki. Kocica wywróciła ślepiami. Z kocurami to czasem gorzej jak z dzieciakami.
— Wujek, przecież twoja córka jest dorosła
— No i co z teg-
— To, że świadomie podejmuje decyzje. Poza tym, pragnę ci przypomnieć, że do zmajstrowania kociąt potrzeba dwój kotów — zaczęła, poruszając uszami, gdy usłyszała jakiś krzyk z legowiska wojowników. Widząc awanturującego się Ognisty Język, już chciała ruszyć go wyjaśnić, jednakże na szczęście Wieczornik przejął inicjatywę, mogła więc kontynuować rozmowę — Co innego, jeśli typek zrobił kocięta i nie zamierza się nimi zajmować. W takim wypadku możesz mu walnąć a ja przymknę na to oko — zaśmiała się cicho. Milczała kilka uderzeń serca, oczekując odpowiedzi Jesionowego Wichru, który mordował spojrzeniem wszystkie koty w obozie, szukając tego jedynego gagatka, który mu podpadł. 
— Ej, wujku, weź mi powiedz... Sądzisz, że sojusz z klanem wilka to dobry pomysł? — miauknęła cicho tak, żeby tylko kocur ją usłyszał. Musiała jeszcze omówić pewne kwestie ze swoim zastępcą, jednakże do tego miała jeszcze trochę czasu — Wiesz, rady potrzebuję
— Ale dlaczego z klanem wilka?
— Niedawno patrol wyczuł zapach klifiaków ciągnący się przez nasze tereny aż do klanu burzy — nie bardzo wiedziała, co dalej mówić. Fakt, że sama znalazła trupa, walącego klanem klifu na kilometr nie polepszał sytuacji. O tym wolała jednak milczeć, by uniknąć paniki w klanie — Wolę nas zabezpieczyć w razie czego, cholera wie, ile Lisie Łajno narobił sobie wrogów pośród reszty przywódców.
 
< Jesion? >