BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Topola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pożarowa Łapa x Topola. Pokaż wszystkie posty

11 marca 2025

Od Pożarowej Łapy CD. Topoli

Przed wrzuceniem do dołu

Syknęła.
— Ciekawe jak to jest mieć zatopione pazury Burzaka w pysku!
— Wciąż lepiej niż w glutach — stwierdził Topola i wskoczył na kotkę. Uczennica po chwili gorączkowego myślenia kopnęła napastnika w brzuch z wielką siłą.
— Złaź ze mnie rozlazły ślimaku!
Owocniak pisnął z bólu i skulił się. Odszedł na parę kroków, próbując zgubić po drodze nieprzyjemne uczucie.
— Tylko się wygłupiałem. — pisnął.
—​ Jesteś żałosny — prychnęła ruda. — Zmiataj stąd do swojej mamusi.
— Naprawdę? Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Jesteś naprawdę wyprana z uczuć. — miauknął arlekin smutno. Idąc do obozu, pomarańczowooka starała się udawać, że nie słyszała jego słów. Nie chciała o tym myśleć.

* * *
Jakoś mniej więcej teraz

Jej codzienność na zasadzie „przynieś mech, wyjmij starszym kleszcze, poznaj przyjaciół” wymyślona przez Szepta wróciła do normy. Tylko ona nie wróciła. Przesiedziała zmianę ich przywódcy w dole. Teraz ich zastępczynią była ta kochasia jej mentora. Życie chyba naprawdę zacznie być męczące. Trening na zasadzie „zrób coś, przynieś coś” właśnie się odbywał. Tym razem dostała jeszcze dodatkową instrukcję „I nie napadaj na żadnych medyków, kiedy mnie nie będzie wiewiórczy móżdżku”. Miała teraz coś złapać. Niby trening do oceny na wojownika, chociaż dobrze wiedziała, że gdyby jej mentor mógł, kazałby jej kiblować w legowisku uczniów przez jeszcze przynajmniej dwadzieścia księżyców. I niewykluczone, że to właśnie zrobi. Goniła za królikiem, gdy przed nią wyrosła droga grzmotu. Uciekł jej. Siedziała tak przez chwilę, myśląc, co ona teraz ma zrobić, w końcu zwierzyny teraz za dużo nie było, kiedy do jej nosa dobiegł znajomy zapach. Aczkolwiek nie była pewna, kto to dokładniej jest. Wiedziała, że go znała. Po chwili zobaczyła też właściciela owego zapachu. Czarno-biała sylwetka siedziała po drugiej stronie drogi grzmotu. Wbiła wzrok w kota. Jak mu tam było? Utopek? Nie odzywała się. Po prostu patrzyła.
— Czyli żyjesz, gdzie byłaś? — syn Kaczki zapytał cicho. Widziała, że kocur coś mówi, ale szum drogi grzmotu sprawiał, że nie było, go za bardzo słychać więc tylko patrzyła dalej na niego pustym wzrokiem. Jej "rozmówca" ewidentnie się zirytował, bo ogon zaczął mu chodzić na prawo i lewo. Powtórzył więc głośniej.
— Pytałem, gdzie byłaś? — miauknął ponownie.
— W obozie — mruknęła wymijająco siostra Aksamitkowej Łapy.
— Przez ten cały czas?
— Tak.
— Dlaczego?
​​— Bo… Tak — mruknęła, nie chcąc skompromitować się przed kocurem. Były uczeń Żagnicy zmarszczył się.
— Byłaś chora?
— Nie.
— Siłą cię tam trzymali? — zapytał nieco żartobliwie. Pożar nie chcąc, żeby prawda wyszła na jaw, odparła tylko:
— Nieważne, idź sobie.
Kocur zmarszczył brwi.
— Okej, to pa — miauknął i zaczął iść z powrotem w głąb swoich terenów. Obserwując go, Burzaczka czuła coś dziwnego, jakąś ciekawość…? Samotność? Jakby chęć pójścia za nim… Żeby nie zostać samotnie.


<Topola?>
[422 słów]

[przyznano 8%]

21 grudnia 2024

Od Topoli CD. Pożarowej Łapy

Znalazł się znów na ziemi. Przygnieciony przez potężne ciało Burzaczki. Jej pomarańczowe ślepia były tak blisko niego. Płonęły niczym dziki ogień trawiący wysuszone polany. Jej brwi zmarszczone zdawały się tylko zbliżać się do siebie. Nie wiedział jak na to odpowiedzieć. A musiał.
— Nie musisz się o to martwić. Jestem wytrzymały. — miauknął w końcu, zaskoczony troską kotki.
Ruda prychnęła.
— Debil. Wcale się o ciebie nie martwię, kupo futra. — syknęła.
Zeszła z niego. Jej ogon kręcił się nerwowo. Topola nie wiedział jak to odebrać. Jeszcze chwilę się nie ruszał, myśląc o tym wszystkim.
— Zasnąłeś tutaj? — usłyszał ironiczny komentarz.
Czyli wciąż tutaj była.
— Pewnie było by to przyjemne miejsce na drzemkę. — miauknął cicho, bardziej do siebie.
Kotka prychnęła.
— Na terytorium obcego klanu? Masz nasrane we łbie. — podsumowała go ostro.
Topola zebrał się z ziemi, otrząsnął się z okruchów gleby. Zapach wrzosów osiadł na jego futrze. Delikatnie unosił się w powietrzu. Wcześniej go nie doceniał.
— Pewnie tak. Mój mentor też tak uważa... — urwał na uderzenie serca. — Chyba nie nadaje się na wojownika.
Ruda wydała z siebie dźwięk, który nie wiedział jak zinterpretować.
— Dopiero teraz to odkryłeś, kupo futra? Włazisz na obce tereny jak u siebie i wyciągasz łapę do obcych, sam prosisz się o kłopoty. Nie dziwię się twojemu mentorowi.
Spuścił uszy, nieco zawstydzony, i westchnął. Nawet ona tak uważała. Faktycznie nie nadawał się na wojownika. Starania Cierń były na marne. Było mu głupio, że kotka tak mu pomagała mimo swojej beznadziejności.
— Nie wiem co zrobić z tym wszystkim. — wyznał. 
Kotka zdawała się zdezorientowana tym wyznaniem. Na uderzenie serca jej pysk zmienił minę, lecz po chwili znów zmarszczyła brwi. 
— Myślisz, że mnie to obchodzi? Zwariowałeś, jeśli liczyłeś, że będę ci doradzać. Ogarnij sam swój problem. — burknęła, uderzając łapą w ziemię. — Nic nie zmienisz, użalając się obcym, mysi móżdżku. 
Topola zjeżył kitę. 
— Wcale się nie użalam. — odparł. 
— Aha, myślę, że jednak tak. Mysia strawa. — rzuciła z obrzydzeniem. 
Kocur z tych wszystkich emocji kichnął. 
— No i jeszcze się obsmarkałeś, ohyda. — zniesmaczona cofnęła się o parę kroków. 
Topola zmrużył ślepia. Zrobił krok w przód. Widział zaskoczenie w jej oczach. Jeszcze większe zniesmaczenie. 
— Nie podchodź, zasmarkańcu. — syknęła, jeżąc futro. 
— Bo co? Ciekawe jakie to uczucie być w glutach mysiej strawy! 

<Pożar?>

16 listopada 2024

Od Pożarowej Łapy CD. Topoli

Po raz pierwszy od dawna jej maska pewnej siebie, dominującej kotki jakby odpadła. Cofnęła się lekko zbita z tropu.
- Ja... - zająknęła się. Była zła. Chyba. Ale nie wiedziała dlaczego. Bo Topola był nierudy? Chciała to powiedzieć, ale uznała że chyba jednak nie o to chodzi.
- Ukradłeś...królika...ja...ten... - próbowała się jeszcze uratować, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. 
Tak właściwie to czemu. Po co to wszystko? Czemu żyła z tymi wszystkimi emocjami w sobie, nie mogąc nic z nimi zrobić? Bo nikomu nie można było zaufać? Może... Czemu nie martwiła się śmiercią Aksamitki? Jej rodzonej siostry z jednego miotu? Bo była słabą konkurencją? Porażką? Tak zawsze myślała. Tak. Była konkurencją. Konkurencją o miłość. Miłość której nigdy nie dostała. Nie od Płomyka. Jej ojciec, autorytet, tylko stał tam zawsze. Poniżał ją. Zawsze czekała aż wreszcie będzie godna. Minęło już dużo księżyców, była już prawie dorosła. Widziała szczęśliwe rodziny spędzające ze sobą czas, śmiejące się. Uważała ich za głupców. Dla niej rodzeństwo to zawsze była tylko konkurencja. Żeby dostać to czego tak bardzo pragnęła. Nie zorientowała się kiedy czarno-biały położył ogon na jej barku, a z jej płomienistych oczu zaczęły wypływać łzy.
- Spokojnie...
Nagle spojrzała na niego z wściekłością. Nic nie rozumiał! Był tylko głupim, nierudym plebsem! Nie rozumiał co ona musiała przeżywać. Miał swoją własną szczęśliwą rodzinę, tam w Owocowym Lesie. Pokręciła głową, po czym spojrzała na niego.
- Czemu ty w ogóle się mną przejmujesz? Czego ty chcesz? - mówiła to, śmiejąc się przy tym z bólem.
I odwróciła się by wrócić do obozu. Zapomniała już o króliku. Niech sobie go ma.

***

Była już dorosła. Szept nie interesował się jej treningiem. Nie żeby cokolwiek się zmieniło. Natomiast ona nie interesowała się nim. Coraz częściej wychodziła na treningi sama lub po prostu nie wracała z mentorem do obozu. Musiała się szybko mianować, żeby nie być porażką tak jak Szafirkowa Łapa czy... Aksamitka. Na myśl o siostrze zakuło ją w sercu przez co warknęła cicho. Była właśnie przy wyjściu z tunelu na terenie Klanu Burzy. Nauczyła się już gdzie są niektóre wejścia i od biedy dałaby radę się z nich wydostać. Chyba. Dlatego nie zapuszczała się głęboko. Tylko przy wejściu. Ćwiczyła właśnie walkę w tunelach. Próbowała wyrobić sobie technikę, co było trudne w pojedynkę. Jednak jak była przekonana wszystko trzeba było robić samemu. Manewrowała. Skok, unik w lewo, cios i przewrócenie przeciwnika. Stanęła. Zmęczyła się. Będzie musiała znaleźć sobie jakiegoś partnera do treningów. Tylko gdzie tu szukać? Wyszła z tunelu. Znalazła się w dziurze, z której kiedyś musiał ją wyciągać Owocniak. Dyszała ciężko, zmęczona treningiem. Dziwnym trafem zobaczyła znowu głowę Topoli nad dziurą.
- Pomóc ci?
Zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć, rozpędziła się, wybiegła po ścianie i przygwoździła go do ziemi, jedną łapę kładąc mu na piersi, a drugą trzymając w powietrzu, w gotowości do zadania ciosu.
- Uciekaj. Jak będziesz ciągle próbował mnie ratować to w końcu stanie ci się coś przykrego. Poza tym ja nie potrzebuję ratunku.

<Topola?>

[485 słów + walka w tunelach]

[przyznano 10% +5%]

12 listopada 2024

Od Topoli CD. Pożarowej Łapy

Zdezorientowany spojrzał na kotkę. Pamiętała jego imię. Pokornie, choć z lekką niepewnością podszedł do niej. Rude futro falowało wśród purpury wrzosów.
— Tak?
Wraz z przekroczeniem granicy poczuł ból. Zaskoczone spojrzenie przeniosło się na drobną kotkę.
— Jak śmiałeś ukraść mojego królika?
Skrzywił się lekko. Zmrużył oczy.
— Możesz powtórzyć? Chyba źle cię usłyszałem.
Kotka napięła się. Rude futro wystrzeliło do góry. Pazury wbiły się w przesuszoną ziemie. Topola, trochę onieśmielony, położył uszy.
— Ukradłeś. Mojego. Królika. — zawarczała.
— Był na terenach Owocowego Lasu. — tłumaczył się uczennicy.
Zakłopotany machnął ogonem. Kotka zmrużyła oczy. Zdecydowanie nie spodobał się jej ten gest.
— Ale uciekł z moich. Goniłam go. Był mój.
— Może i był. Ale postanowił nie być. — polemizował nieco niepewnie.
W odpowiedzi usłyszał wściekły ryk. Zmarszczył nos nieco przejęty zirytowaniem kotki. Myślał, że na ich terenach królików nie brakowało. Ale może ten kulawy zajęczak miał być pierwszą udaną zwierzyną koteczki. Westchnął ciężko. Jemu też niełatwo było coś upolować. Nie miał jednak siły się z nią kłócić. Jeszcze znów go pobije.
— Oddam ci go, ale...
— Ale?! Jak śmiesz złodzieju jeszcze dyktować mi warunki.
— Nawet nie wiesz co chce powiedzieć.
— Powiedziałeś "ale", kupo futra. Na pewno coś chcesz, parszywcu. — urwała, by przybrać straszniejszy wyraz pyska. — Albo mi go oddasz albo wyrwę ci go z pyska
Topola przełknął nerwowo ślinę. Zaczynał żałować swojego pomysłu z negocjacjami. Podrapał się za uchem, próbując rozluźnić napięcie w ciele. Mordercze spojrzenie kotki nie pomagało mu w tym.
— Dlaczego jesteś taka... wściekła?

<Pożar?>

09 listopada 2024

Od Pożarowej Łapy CD. Topoli

-Znowu ty!- Podbiegła do Topoli. -Wynoś się z terytorium Klanu Burzy! Jesteś intruzem!- Warknęła. Szept wyglądał na zdezorientowanego sytuacją. Poruszył ustami jakby pytał “Znowu?”. Najwyraźniej uznał jednak, że coś zrobi. A co robił najlepiej? Przyczepiał się do niej!
-Pożarowa Łapo, to sojusznik…
Ale kotka nie musiała się poprawiać, bo uczeń już zdążył wziąć nogi za pas i uciec. Mysie serce.
 
***

Gadała sobie właśnie z Rudzikową Łapą. Nareszcie znaleźli czas.
-Co tam bracie, masz już może jakąś kotkę?- Zagadnęła, drocząc się z nim. Ten przewrócił oczami.
-Nie zamierzam się za nikim uganiać, a ty?
-A widziałeś tutaj jakiegoś rudego kocura w moim wieku?
-Widziałem kotki.
Zamurowało ją.
-Czy ty kompletnie zwariowałeś?!- Trzepnęła go łapą -Chyba ci coś odbiło!

***

Była na treningu. Sama oczywiście, bo Szept był zbyt leniwy, żeby ruszyć swoje dupsko z obozu lub rzeczywiście ją czegoś nauczyć, zamiast rzeczy typu “Ta weź zrób to i to, ja idę”. Teraz właśnie polowała. Goniła za królikiem, aż do Drogi Grzmotu. Niestety ten, jakimś cudem żywy, przekicał na drugą stronę granicy. Już miała sobie pójść, bo przecież żadna mysz czy inny ptak nie chciałby się dusić spalinami, kiedy zobaczyła tego samego kocura, który wepchnął ją z powrotem do dołu i właśnie zabijał JEJ królika! Najwyraźniej jego mentora nigdzie nie było. Ta, w tym byli podobni. Ale teraz miała zamiar się z nim rozliczyć.
-Hej! Ty, Topola! - Czarny rozejrzał się wokoło i nastroszył futro, kiedy ją zobaczył -Chodź no tutaj!

<Topola?>

[232 słów]

[przyznano 5%]

07 listopada 2024

Od Topoli CD. Pożarowej Łapy

— Ale pomocnym intruzem. — miauknął z wymuszonym uśmiechem.
Nie spodziewał się takiej agresji po niewielkiej kotce. Poza tym ich klany miały sojusz.
— To nie ma znaczenia. Intruz to intruz. — wycedziła uczennica, wysuwając pazury.
Jego optymistyczne nastawienie drastycznie zmalało. Niechęć do poobijanego pyska wygrała z dobrym wychowaniem. Zrzucił z siebie kotkę. Był przekonany, że ta bezproblemowo wyląduje na cztery łapy, lecz sytuacja obrała inny tor. Rude ciałko uderzyło o wrzosową polane. Zdążył jedynie ujrzeć zaskoczone pomarańczowe ślepia. Kurz wzbił się w powietrze, gdy uczennica uderzyła ponownie o piach. Topola podszedł do dziury z położonymi uszami. Rozbawienie i pewnego rodzaju trwoga przed rudym furiatem igrała z jego zdrowym rozsądkiem. Najprościej byłoby ją tam zostawić. W końcu i tam ją znalazł. Sumienie trochę kąsało kocura. Faktem było, że z jego pomocą wylądowała w dole. Choć był gotowy się sprzeczać iż to ona doprowadziła do ponowienia tej sytuacji.
— Agr! Na ostry i ciernie! Zaraz cię dorwę... — przepełniony gniewem głos wydobywał się z dziury.
Topola przełknął ciężko ślinę i zrobił krok w tył.
Wierzył, że tym razem poradzi sobie bez jego pomocy.

* * *

Myśl o rudej kotce nie opuszczała przez ostatnie wschody słońca. Myśl, że dole znajduje się teraz drobny szkielet spędzała mu sen z powiek. Zwlekał ze sprawdzeniem tego. Nie wiedział co by zrobił gdyby masakryczna wizja spełniła się. Lecz coraz bardziej to go wykończało.
W końcu się tam udał. Żagnica i tak nie wydawał się zbytnio zainteresowanym co jego uczeń zamierza robić na swoim treningu. Już dawno go skreślił. Trochę negatywnie nastawiony, z wieloma obawami w sercu, maszerował w stronę wrzosowych siedlisk. Zamyślony stawiał niezbyt uważnie łapy.
— Zatrzymaj się! — czyjś krzyk wyrwał go z własnych myśli.
Dostrzegł w oddali liliowego wojownika i towarzyszącą mu rudą uczennice. Czyli żyła. Kotka zmarszczyła pysk.
— Znowu ty!

<Pożar?>

25 października 2024

Od Pożarowej Łapy CD. Topoli

Siedziała w tym dole. Miała się wydostać przez tunele, ale czuła, że tam, przy takiej suszy, zaraz wszystko zawali jej się na głowę. Problem był taki, że jedyne wyjście, jakie mogła znaleźć, to do tego dużego dołu. Do tego był tu jakiś owocniak. I nie mogła nic z tym zrobić. Wtedy biały ogon zawisnął nad jej więzieniem.
- Tylko nie gryź za mocno!
To była jej szansa. Wzięła rozbieg, skoczyła i złapała się zębami ogona kocura, samej zapierając się w ścianie dołu. Kocur pisnął. Przewróciła oczami.
“Nie bądź kociakiem” pomyślała.
Z całą siłą swoich mięśni, dużych łap i pazurów zaczęła wspinać się po ścianie. Widać, że uczeń dobrze się zaparł, bo nadal nie spadał razem z nią na dno. Nagle jedna łapa jej się osunęła i spanikowana szukała oparcia.
- Au! - Krzyknął owocniak.
“Cicho tam, bo cię zobaczą i nie będę miała nikogo, kto by mnie wyciągnął!” pomyślała ruda.
Szybko znowu zaczepiła się łapą i wyszła na powierzchnię. Wypluła ogon arlekina. Fe, nierudy! Przynajmniej na coś się przydał. Lecz teraz będzie druga sprawa. Trzeba zagonić owocniaka tam, gdzie jego miejsce. Usiadł na przeciwko nie,j zamknął oczy i uśmiechnął się życzliwie.
- Hej, nazywam się To… - Nie dokończył, bo zaszarżowała na niego i użyła siły, by przewrócić go na grzbiet, po czym położyła łapę na jego piersi.
- Jesteś intruzem!
<Topola?>
[215 słów]

[przyznano 4%]

24 października 2024

Od Topoli Do Pożarowej Łapy

 Był wczesny ranek. Słońce jeszcze nie zdążyło wspiąć się na szczyt nieboskłonu, więc temperatura była znośna. Przydługie łapska wędrowały wśród fioletowego kwiecia. Żagnica postanowił zabrać go na wrzosowisko. Uznał, że przed szczytowaniem słońca znajdzie tam parę ptaków, poszukujących robactwa. Topola rozejrzał się wokół, wzdychając. Może było tu ptactwo, ale na widok białego futra już dawno odleciało. Zadanie wydawało się bezsensowne, a brak mentora, który kazał mu do niego się nie zbliżać bez zwierzyny, dodawało nieprzyjemnego stresu ów czynności. Nie wiedział za bardzo co ze sobą począć. Bez celowym wydawało się siedzenie w miejscu i wpatrywanie w wędrujące słońce.
Wśród fioletowych kniei dostrzegł coś czarnego. Zaciekawiony ruszył tamtą stronę, przyglądając się znalezisku. Powąchał ciemną ścieżkę i skrzywił się. To musiała być Ścieżka Grzmotu. Jeżyna opowiadała mu o niej. Ze zmarszczonym nosem dotknął łapą nowej rzeczy. Była twarda. Ogromny twardy kamień. Nie było śladu po potworach.
Czyjś jęk wyrwał go z myśli. Zaniepokojony ruszył w jego stronę. Powietrze zdawało się nieco inne po drugiej stronie. Skądś znał tą woń. Podążał za cichym odgłosem, aż dotarł do zapadliny wśród wrzosów.
Niezadowolona ruda kotka znajdowała się na dole. Nie minęło długo by go dostrzegła.
— Co się gapisz? To twoja sprawka? — burknęła na niego.
Zaskoczony Topola pokręcił głową. Schylił się oceniając głębokość dziury. Pewnie gdyby nie wysuszona ziemia wyszłaby sama, lecz ta kruszyła się pod łapami uczennicy przy każdej próbie wydostania się.
— Pomóc ci?
Ruda prychnęła.
— Nie. Doskonale sobie radzę. — odparła pewnie, udając, że nie widzi swej bezradności. — Poza tym jesteś na terenie Klanu Burzy. Więc radzę ci uciec zanim zdecyduje się wyjść z tej dziury.
Kocurek zamrugał nieco zdezorientowany zamrugał parę razy.
— To ty siedzisz tu celowo?
— Tak. A co myślałeś? Że dla frajdy. Ćwiczę by zostać dobrą wojowniczką w przeciwieństwie do ciebie. Lepiej zmykaj do swojego klanu zanim sama cię przegonie.
Topola odszedł na parę kroków. Przysiadł i nasłuchiwał kotkę. Uczennica pomimo zapału nie zdawała sobie za dobrze radzić. Rozejrzał się wokół, szukając czegoś co ułatwi jej to zadanie. Czuł się źle pozostawiając ją w tym dołku samą. Jeśli klan nie odnalazłby jej przed szczytowaniem słońca na pewno by odwodniłaby się. Albo gorzej. Kłócił się z samym sobą w myślach jeszcze dłuższą chwilę aż wrócił do kotki.
Niezadowolony rudzielec zmierzył go ostrym spojrzeniem.
Wsunął swój ogon do góry.
— Tylko nie gryź za mocno. — poprosił.

<Pożar?>