Przed wrzuceniem do dołu
— Ciekawe jak to jest mieć zatopione pazury Burzaka w pysku!
— Wciąż lepiej niż w glutach — stwierdził Topola i wskoczył na kotkę. Uczennica po chwili gorączkowego myślenia kopnęła napastnika w brzuch z wielką siłą.
— Złaź ze mnie rozlazły ślimaku!
Owocniak pisnął z bólu i skulił się. Odszedł na parę kroków, próbując zgubić po drodze nieprzyjemne uczucie.
— Tylko się wygłupiałem. — pisnął.
— Jesteś żałosny — prychnęła ruda. — Zmiataj stąd do swojej mamusi.
— Naprawdę? Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Jesteś naprawdę wyprana z uczuć. — miauknął arlekin smutno. Idąc do obozu, pomarańczowooka starała się udawać, że nie słyszała jego słów. Nie chciała o tym myśleć.
* * *
Jakoś mniej więcej teraz
Jej codzienność na zasadzie „przynieś mech, wyjmij starszym kleszcze, poznaj przyjaciół” wymyślona przez Szepta wróciła do normy. Tylko ona nie wróciła. Przesiedziała zmianę ich przywódcy w dole. Teraz ich zastępczynią była ta kochasia jej mentora. Życie chyba naprawdę zacznie być męczące. Trening na zasadzie „zrób coś, przynieś coś” właśnie się odbywał. Tym razem dostała jeszcze dodatkową instrukcję „I nie napadaj na żadnych medyków, kiedy mnie nie będzie wiewiórczy móżdżku”. Miała teraz coś złapać. Niby trening do oceny na wojownika, chociaż dobrze wiedziała, że gdyby jej mentor mógł, kazałby jej kiblować w legowisku uczniów przez jeszcze przynajmniej dwadzieścia księżyców. I niewykluczone, że to właśnie zrobi. Goniła za królikiem, gdy przed nią wyrosła droga grzmotu. Uciekł jej. Siedziała tak przez chwilę, myśląc, co ona teraz ma zrobić, w końcu zwierzyny teraz za dużo nie było, kiedy do jej nosa dobiegł znajomy zapach. Aczkolwiek nie była pewna, kto to dokładniej jest. Wiedziała, że go znała. Po chwili zobaczyła też właściciela owego zapachu. Czarno-biała sylwetka siedziała po drugiej stronie drogi grzmotu. Wbiła wzrok w kota. Jak mu tam było? Utopek? Nie odzywała się. Po prostu patrzyła.
— Czyli żyjesz, gdzie byłaś? — syn Kaczki zapytał cicho. Widziała, że kocur coś mówi, ale szum drogi grzmotu sprawiał, że nie było, go za bardzo słychać więc tylko patrzyła dalej na niego pustym wzrokiem. Jej "rozmówca" ewidentnie się zirytował, bo ogon zaczął mu chodzić na prawo i lewo. Powtórzył więc głośniej.
— Pytałem, gdzie byłaś? — miauknął ponownie.
— W obozie — mruknęła wymijająco siostra Aksamitkowej Łapy.
— Przez ten cały czas?
— Tak.
— Dlaczego?
— Bo… Tak — mruknęła, nie chcąc skompromitować się przed kocurem. Były uczeń Żagnicy zmarszczył się.
— Byłaś chora?
— Nie.
— Siłą cię tam trzymali? — zapytał nieco żartobliwie. Pożar nie chcąc, żeby prawda wyszła na jaw, odparła tylko:
— Nieważne, idź sobie.
Kocur zmarszczył brwi.
— Okej, to pa — miauknął i zaczął iść z powrotem w głąb swoich terenów. Obserwując go, Burzaczka czuła coś dziwnego, jakąś ciekawość…? Samotność? Jakby chęć pójścia za nim… Żeby nie zostać samotnie.
<Topola?>
[422 słów]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz