Jakiś czas po porodzie
Gąbka leżała na środku żłobka brzuchem do góry, oblizując wargi po ostatnim posiłku. Miała zmrużone oczy, a jej skóra wręcz lśniła pod wpływem słonecznych promieni. Nieopodal niej odpoczywała jej starsza (o kilka minut) siostra – Mątwa. Koteczka w przeciwieństwie do niej miała długie, czarne futerko. Łysina Gąbki budziła w niektórych kotach niepokój, ale sama młodziczka nie za bardzo się tym przejmowała. W niczym nie przeszkadzał jej fakt, że czasami jej pobratymcy spoglądali na nią ze zdziwieniem. W końcu była tylko kotem, tak samo, jak oni, prawda? Mimo tego do żłobka często zaglądały medyczki, aby upewnić się, że Gąbce nic nie jest. Młoda kotka zawsze odpowiadała, że nic się z nią nie dzieje, ale one i tak za każdym razem do niej przychodziły – bezsens! Czy nie miały innych kotów, którymi powinny się opiekować? No, a skoro już o medyczkach mowa, to tego dnia także jedna z nich postanowiła sprawdzić stan Gąbki. Czarna kotka zawitała w progu żłobka.
— Gąbko, jak się dzisiaj masz? Wszystko dobrze? — spytała, podchodząc do drobnej kotki. Gąbka podniosła się niezgrabnie na łapki i uśmiechnęła do medyczki.
— Tak! — krzyknęła, po czym susami zaczęła okrążać Różaną Woń. Przy okazji udało jej się zauważyć, że kotka miała wplątane w futro piórko. Bardzo ładne piórko! Gąbka zatrzymała się na chwilę, planując zabrać je ze sobą. Nie zdążyła jednak tego zrobić, gdyż Róża pospiesznie wycofała się ze żłobka.
— W takim razie leż tu sobie dalej — miauknęła na pożegnanie. Gąbka nie zamierzała odpuszczać, cichym krokiem opuściła legowisko, podążając za swoim celem – piórkiem. Takim sposobem dotarła aż do lecznicy. Tam natychmiast uderzył ją silny zapach ziół, co spowodowało, że zachciała kichnąć. Nie mogła jednak zdradzić swojej obecności, dlatego zakryła swój nosek łapką. Podczas gdy starała się o to, aby nie wydać żadnego dźwięku, Różana Woń wyciągnęła skądś białą, lśniącą kulkę, do której zaczęła mówić. Gąbka postawiła uszy do góry i zakradała się do niej bliżej, porzucając chęć posiadania piórka. Teraz znalazła nowy, lepszy cel.
W trakcie obserwowania, do legowiska medyka zdążyła przyjść trójka kotów. Różana Woń pospiesznie schowała dziwną kulkę gdzieś w kącie, po czym podeszła do poszkodowanych. Gąbka uznała to za szansę, tak więc zaczęła skradać się w stronę celu. Gdy była już wystarczająco blisko, skoczyła z łapkami wyciągniętymi w stronę tej dziwnej kulki. Była piękna, śliczna! Gąbka od razu przetoczyła swoje znalezisko po podłożu, z zamiarem wyniesienia go poza legowiska. Chciała mieć je tylko i wyłącznie dla siebie – jednak nie było jej to dane. W końcu usłyszała kroki, które świadczyły o tym, że ktoś zbliża się w jej stronę. Odwróciła się, a tuż za sobą ujrzała Różaną Woń.
— Ojej, Gąbko! A co ty tu robisz? — westchnęła kotka. Po pewnym czasie medyczka zauważyła, że czegoś jej brakuje. Brakuje jej perły! Nie zadała nawet Gąbce pytania, a sama przesunęła kotkę, ukazując tym samym swoją zgubę.
— Och! Widzę, że bardzo cię ciągnie do tej perły… ale ona jest moja. Chodź, Gąbeczko, poobserwujesz leczenie kotów — mruknęła. Łysa kotka pokiwała głową i chwiejnym krokiem podeszła do obcych. Zaraz potem zjawiła się obok niej Róża, z kilkoma ziołami w pysku.
— Krzycząca Makrela zwichnął sobie łapę, na to dobry jest bez czarny — zwróciła się do kotki, a potem zaczęła przeżuwać liście rośliny na papkę. Następnie nałożyła ją na łapę kocura, a potem owinęła pajęczyną.
— Będziesz musiał dużo odpoczywać, dopóki twoja łapa się nie wyleczy. Masz szczęście, że już nie jesteś wojownikiem! — zaśmiała się, przyglądając się Makreli. Starszy pokiwał głową, podziękował, a następnie kuśtykając, opuścił legowisko medyka.
— Nartnikowy Czułek… wymiotuje. Chyba czymś się struł — wyjaśniła Gąbce.
— Możemy mu podać jagody jałowca, liście malwy albo wrotycz — kontynuowała. Łysa była bardzo zainteresowana słowami medyczki, słuchała jej tak, jakby była zahipnotyzowana! Róża urwała niewielką część wrotyczu i położyła przed Nartnikiem, nakazując mu, aby zjadł zioło, co rudas posłusznie wykonał.
— Ból powinien za niedługo minąć! W razie problemów i braku polepszenia sytuacji proszę zwrócić się do mnie ponownie — miauknęła, żegnając się z kocurem, który właśnie opuszczał legowisko medyka. Do wyleczenia został już tylko ostatni kot. Różana Woń ponownie pochyliła się nad młodą kotką.
— Siwa Czapla ma katar, nic wielkiego! Możemy dać mu podbiał, aby łatwiej mu się oddychało — szepnęła do ucha kotki, po czym podsunęła zioło pod pysk Czapli. Kocur dokładnie przeżuł, a następnie połknął papkę z podbiału.
— To już tyle na dziś, Gąbko — mruknęła, delikatnie popychając młodą kotkę w stronę wyjścia.
— Widzę w ciebie przyszłą medyczkę naszego klanu… — jej słowa były bardzo ciche i niewyraźne, przez co młoda kotka ich nie usłyszała. Przekręciła łebek, nie wiedząc, o co mogło chodzić medyczce.
— No, w każdym razie powinnaś już zmykać do żłobka, zanim twoja mama zacznie się martwić — odchrząknęła, a jej głos przybrał poważniejszy ton. Gąbka pokiwała głową i wydostała się z lecznicy, kierując się w stronę żłobka, do którego zapamiętała już drogę. Wciąż poruszała się po obozie dosyć niepewnie, ale można było powiedzieć, że stawiała już pierwsze kroki w poznawaniu nowych terenów.
Kotka weszła do żłobka, wpadając na swoją mamę. Czarno-biała karmicielka wyglądała dziś na trochę zmęczoną, ale to nie powstrzymało Gąbki od zadania jej pytania.
— Mamusiu, a opowiesz mi dziś bajeczkę o naszych przodkach? Ja bardzo lubię bajeczki, no proszę! — miauknęła, słodkim i piskliwym głosikiem. Kotka westchnęła, owijając swoją córkę ogonem. Przez chwilę w żłobku panowała cisza, przerywana jedynie oddechem karmicielki, która najwidoczniej nad czymś się zastanawiała. “Może przygotowuje dla mnie jakąś historyjkę?” pomyślała Gąbka.
— Może następnym razem. Teraz chyba niczego sobie nie przypomnę, ale może jutro mi się uda, a wtedy opowiem ci o wszystkim! — stwierdziła, kręcąc powoli głową. Gąbka zasmuciła się ze względu na jej słowa, ale nie zamierzała wcale naciskać. Sama była już zresztą trochę zmęczona po całym dzisiejszym dniu. Zawinęła się w kłębek obok swojej mamy, ocierając się o jej futro na ogonie. Chroniona przez ogon czarno-białej kotki, czuła, że było jej bardzo ciepło i przytulnie. Mogłaby już na zawsze zostać w takiej pozycji, nie ruszając się nawet na centymetr. Obok niej znajdowała się oczywiście Mątwa, która już dawno pogrążyła się we śnie. Och, jak bardzo Gąbka kochała całą swoją rodzinę! Mogłaby spędzić przy nich całą wieczność. Albo przynajmniej te kilka księżyców. Ziewnęła, a w końcu także i ją znużył sen.
Wyleczeni: Krzycząca Makrela, Nartnikowy Czułek, Siwa Czapla
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz