Kiedy był jeszcze kociakiem
Rozejrzał się, powoli lustrując wzrokiem obóz. Z każdym wschodem słońca na stosie zdobyczy znajdowało się więcej piszczek. To dobrze, bo Cień już jakiś czas temu przestał karmić się mlekiem matki. Śnieg roztopił się, z początku przypominając błotnistą chlapę, aż w końcu kompletnie zniknął. Teraz zaczęły się pojawiać nowe rośliny, takie, jakich kocurek jeszcze nigdy nie widział. Kwiaty takie jak fioletowe i żółte krokusy, kolorowe pierwiosnki, a także jego ulubione: śliczne, białe przebiśniegi o delikatnym wyglądzie i słodkim zapachu. Słońce przyjemnie przygrzewało, jego promyki wpadały do obozu, co dawało dziwne uczucie wolności i nadziei. Żółte, białe, pomarańczowe, a czasami też niebieskie drobne motylki rozprostowywały skrzydła na świeżym powietrzu, dając się ponieść przez wiatr. Niestety Cieniowi nie udało się jeszcze żadnego złapać, ale chciałby im się przyjrzeć z bliska.
Jaśminowiec rozmawiała z Kolendrą i Kruszynką po drugiej stronie obozu. Niesamowite, jak wiele dobrych znajomości miała w społeczności. Kocurek nie wiedział, jak ona to robiła, ale musiał przyznać, że zazdrościł jej nieco. Co prawda, nie powinien, no bo to jego siostra, ale sam jakoś nie nawiązał tak wiele relacji z innymi. W sumie to nie miał żadnego przyjaciela. Był też trochę zazdrosny o Jaśminowiec. Uwielbiał spędzać z nią czas, kotka była taka mądra i miła, ale ona miała sporo więzi i o każdą z nich dbała. Dlatego Cień starał się nie być zbyt natrętny i czekać, aż ta akurat nie będzie z nikim rozmawiać.
Niespodziewanie usłyszał za sobą szelest roślinności. Szybko zorientował się, że był to dźwięk czyichś kroków, ktoś do niego podchodził. Wstał i obrócił się zaciekawiony. Mina trochę mu zrzedła, gdy zobaczył przed sobą dwóch kocurów znanych jako Żagnica i Rokitnik. A ci, po co tu przyszli?
— Dzień dobry — przywitał się Cień, schylając głowę w wyrazie szacunku.
Cierń i Żmija skutecznie nauczyły go uprzejmości w stosunku do innych, więc wiedział, jak się zachować. Dlatego zdziwił się trochę, gdy został obrzucony zdziwionym, nieco oschłym, spojrzeniem niebieskiego. Szybko jednak się uspokoił.
— Ty, pytał cię ktoś o zdanie? Zdaje mi się, że nie — prychnął Rokitnik, co spowodowało pojawienie się kpiącego uśmiechu na pysku jego przyjaciela.
Cień skulił się, jego wąsy zadrgały nerwowo. Przecież próbował być grzeczny, nie chciał zrobić niczego źle!
— Mysi bobek. Nie odzywaj się niepytany. — Żagnica machnął ogonem poirytowany.
— Ja… Przepraszam, naprawdę…
— Nie słyszałeś, ty zapchlony ścierwojadzie!? Nie odzywaj się! — wrzasnął niebieski, tym samym zwracając na siebie uwagę paru kotów stojących niedaleko. Oczywiście nikt nawet nie ruszył się z miejsca, aby powstrzymać wojowników przed pastwieniem się nad bezradnym kociakiem. To i tak na nic by się nie zdało, poza tym, kto chciał się wysilać i wdawać się w sprzeczkę z Rokitnikiem i Żagnicą?
Cień cofnął się o kilka małych kroków, nie spuszczając wzroku z kocurów. Próbował powstrzymać wszelkie instynkty i wyprostować się, a nie kulić jak boi-myszka. Chciał przecież zrobić dobre wrażenie na swoich rozmówcach, może jednak uda się ich jakoś udobruchać? W końcu to byli przyjaciele jego mam, powinien mieć z nimi dobre relacje. Tylko że nie mógł nic powiedzieć…
— Nawet nie zapchlony, bo przecież nie ma futra — dodał Rokitnik po chwili namysłu. — Łysy szczur z bagien, tak samo, jak Cierń.
Kociak wziął głęboki oddech. Jak ta dwójka śmiała obrażać jego matkę? Przecież się z nią przyjaźnili!
— Cierń jest najlepsza! — miauknął zdecydowanym tonem, choć łapy mu się trzęsły ze strachu. Naprawdę trudno było się sprzeciwiać większym i starszym od niego wojownikom.
W ciągu jednego uderzenia serca został spiorunowany wrogimi spojrzeniami przez dwie pary oczu. Westchnął w duchu. Może lepiej było się nie narażać na ich gniew…
— Ty mysia strawo. Kazaliśmy ci się nie odzywać, prawda? — warknął Żagnica.
Chociaż głos i postawa kocurów sugerowała wściekłość, w ich oczach jakby migotało rozbawienie. Czyżby sobie tylko z niego kpili? Nie, musiało mu się zdawać…
Chwilę nic nie robił, bo został postawiony w trudnej sytuacji. Już chciał przytaknąć, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie, że nie może mówić, więc tylko niemrawo pokiwał głową.
— Dobrze — wysyczał Rokitnik przez zaciśnięte zęby. — A teraz posłuchaj mnie odważnie. — Nachylił się nad przestraszonym kociakiem i kontynuował: — Łyse koty na nic się nie przydają. Po pierwsze wyglądasz, jakbyś był lisem zjedzonym przez borsuka, czyli jak świerzbowa skóra. Po drugie, będziesz walczyć i polować jak pieszczoszek i z niczym sobie nie poradzisz. Nigdy nie będziesz samowystarczalny, zawsze będziesz na kimś polegać.
Cień otworzył szeroko oczy ze zdziwieniem. Nie wiedział, że brak futra robi go gorszym od innych kotów! Po chwili uświadomił sobie, co to znaczy. Nikt go nie będzie lubił, a w dodatku nie stanie się prawdziwym wojownikiem. Schylił główkę, jego ciało delikatnie się zatrząsało. Jego oczy zwilgotniały, a po chwili już nie dał rady powstrzymać szlochu. Łzy płynęły po jego policzkach, podczas gdy na pyskach jego rozmówców pojawiły się złośliwe uśmiechy.
— Więc pamiętaj, żeby się nas słuchać — szeptał Żagnica wyzywająco do jego ucha — Bo jak będziesz niegrzeczny, porzucimy cię w lesie. A wtedy umrzesz! Zjedzą cię robaki i nikt nie będzie o tobie pamiętał.
Cień podniósł wzrok na niebieskiego i pokręcił powoli głową. Nie, nie, nie. Tylko nie to! Po krótkiej chwili rzucił się do ucieczki. Biegł najszybciej, jak potrafił. Przewracał się o własne łapy, wyglądało to nadzwyczaj zabawnie, jednak w tej chwili kociakowi nie było do śmiechu. Ignorował zmęczenie, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od tych dwóch wojowników. Nagle natrafił na czyjeś łapy. Nie zdążył wyhamować i wpadł na przeszkodę z impetem.
— Cieniu. — Znajomy głos Żmii rozległ się nad jego głową. — Nic ci nie jest? Nie można tak szybko biegać po obozie.
Kocurek podniósł się i potrząsnął łebkiem. Nie chciał patrzeć na matkę, aby ta nie zobaczyła jego łez. Wszedł do żłobka, od którego dzieliło go już zaledwie kilka kroków i zaległ na posłaniu nieruchomo. Był w fatalnym humorze. Nigdy więcej już nie chciał wychodzić z legowiska!
— Nie chcesz się pobawić ze mną i Jaśminowiec? — spytała Żmija, ale Cień tylko wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem i odwrócił się tyłem do kotki.
Naprawdę w tej chwili na nic nie miał ochoty. Zastanawiał się, czy to, co usłyszał od kocurów, było prawdą. Jeśli tak, to znaczy… Że nigdy nie zostanie prawdziwym wojownikiem. Czyli jego marzenie się nie spełni. Łzy jeszcze raz pociekły po policzkach.
Cieniu, nie przejmuj się Rokitnikiem i Żagnicą, paplają co im ślina przyniesie na język. Zostaniesz wojownikiem!
OdpowiedzUsuń