Kiedyś
Brukselkowa Łapa i Koperkowa Łapa byli jak kot i mysz. Choć wyglądali podobnie, już od dzieciństwa zupełnie się od siebie różnili. Koperek zawsze próbowało być takie tajemnicze, zawsze skryte w cieniu, ciche, podczas gdy Brukselka była dzika, głośna i radosna. Uwielbiała rozmawiać i zaczepiać inne koty, oczywiście wtedy jej uwadze nie umykał także Koperek – jeno uwielbiała denerwować najbardziej ze wszystkich. Zawsze jeno reakcje wydawały się dla niej takie śmieszne! Według niej ono starało się wyglądać poważnie i brzmieć dorośle.
— Te ziółka tylko mają ci pomóc. Skoro nie doceniasz ich działania, to znaczy, że najwyraźniej masz mniej mózgu niż przeciętny kociak — Koperek odparło, zamiatając podłogę swoim ogonem. Brukselka przewróciła oczami. Może i miał trochę racji, bo medycy faktycznie byli potrzebni. Nie mogła jednak otwarcie powiedzieć, że się z jeno zgadza. Musiała kłamać na swoją korzyść.
— Już nie przesadzaj! Zdecydowanie zwierzyna jest ważniejsza od ziół, bo bez niej nie przeżyłbyś nawet kilku dni! — machnęła łapą, śmiejąc się pod nosem. Skoro liliowe było takie złe w polowaniu, to pewnie nie przeżyłoby nawet kilku dni bez opieki od klanu. “Nic dziwnego, że klanowicze nie szanują mnie i mojej rodziny. Pewnie wszyscy myślą, że koty, które nie pochodzą z klanu, są tak samo leniwe, jak Koperek” pomyślała.
— Nie możesz powkurzać rówieśników z legowiska? Niezbyt mam ochotę cię oglądać, wiesz? — miauknęło, patrząc się na siostrę, ze wzrokiem mówiącym jedynie “odejdź jak najdalej stąd i już nigdy nie wracaj”, co oczywiście dla kotki było równie śmieszne, co poprzednie akcje ucznia.
— Ojej, masz rację, biedna księżniczka na ziarnku grochu musi zawsze dostawać to, co chce. Życie to nie jest bajka, żeby wszystkie twoje pragnienia nagle magicznie się spełniały — odparła, dosyć spokojnym i niewzruszonym tonem. Nie zamierzała się tu teraz wkurzać czy irytować, bo wiedziała, że takie zachowanie mogłoby zostać obrócone przeciwko niej. Na razie zamierzała tylko cisnąć sobie bekasa z tego kota.
— Nie idzie mi źle, chociaż dobrze też nie. Mam jeszcze przed sobą dużo nauki, chociaż staram się najlepiej, jak mogę — zapewniło ją powoli, próbując nie wybuchnąć gniewem. “W takim razie wszystko idzie zgodnie z planem” pomyślała Brukselka, uśmiechając się do siebie.
— Blade Lico nigdy nie narzekał na to, jak walczę czy poluję. W walce szło mi nawet dobrze. Gorzej z polowaniem, ale to dlatego, że nie byłem w stanie prawie nigdy wyczuć zwierzyny. Zioła są o tyle łatwiejsze, że mają znacznie bardziej intensywny zapach — kontynuowało.
— Tak? Nie idzie ci źle? W takim razie nie widać. Ja sobie świetnie radzę jako wojowniczka! Umiem polować, skradać się… a ty znasz chociaż połowę roślin leczniczych? — zapytała, ponownie udając niewinnego kota, który tylko martwi się o wiedzę swoich rówieśników.
— Czyli zmieniłeś rangę tylko dlatego, że nie chciało ci się wysilać? No jasne! Błagam cię, mamy w klanie kota, który jest ślepy, a i tak sobie radzi jako uczeń wojownika i pewnie idzie mu lepiej niż tobie… w medykowaniu — zachichotała. Właściwie nie miała pojęcia, jak radził sobie Zabłąkana Łapa, ale teraz miała nadzieję, że całkiem dobrze.
— A tak poza tym to coś chciałaś? Chyba że wpadłaś na mnie przez bycie niezdarnym mysim móżdżkiem? — Koperek zapytało i poczęło lizać swoją łapę.
— Nic nie dzieje się przypadkiem. Nie jestem na tyle głupia, aby potykać się o byle co. Po prostu śmieszy mnie to, jak bardzo nonszalancki próbujesz być — stwierdziła. Dokuczanie Koperkowi jednak trochę się już jej nudziło. Z pewnością miała o wiele ciekawsze rzeczy do robienia. Powinna jeno zostawić w spokoju, żeby się biedaczysko miało czas uczyć.
— A teraz już lecę na trening! Do nie-zobaczenia! — krzyknęła, odchodząc od ucznia medyka. Rzuciła się biegiem w stronę wyjścia z obozu, aby dogonić wychodzący z niego patrol, do którego zamierzała się przyłączyć.
***
Brukselkowa Łapa miała już na karku 19 księżyców i jak to sama uważała, była już całkiem doświadczona. Umiała już walczyć, szło jej to bardzo dobrze! Potrafiła także z łatwością rozpoznać tropy różnych zwierząt i gdyby nie fakt, że chciała sprzeciwiać się klanowym zasadom, to już dawno zostałaby wojowniczką. Chciała jednak wytrzymać do samego końca, do momentu, w którym pojawi się groźba o wyrzucenie jej z klanu. W końcu wkurzanie ważnych rang i sprawianie im problemów było istnie przezabawne! Chciała mieć wśród wilczaków tytuł kogoś dzikiego, odważnego i odmiennego. Chciała wyróżniać się na tle reszty, dlatego też nie walczyła tak o rangę wojownika, jak pozostali uczniowie. Podczas gdy przechadzała się po obozie, napotkała siedzące w kącie Koperka. Mogłaby po prostu jeno ominąć, ale przypomniała sobie, że już dawno ucznia nie zaczepiała.
— Och. To znowu ty, no proszę. Jak tam twój poziom nauki? Nauczyłeś się w końcu czegoś, czy wciąż jesteś z wiedzą na poziomie kociaka? — zapytała, podchodząc bliżej liliowego. Wtedy przypomniała sobie jeszcze, że ostatnio o uszy jej się otarły pewne stwierdzenia.
— Plotki… plotki mówią, że się lenisz, a to Jarzębinowa Łapa haruje, pomaga innym kotom i przykłada się do treningów. Czy to prawda? — szepnęła Koperkowi do ucha, jakby te plotki były wielką tajemnicą. W rzeczywistości cały klan już wiedział. Wszyscy wiedzieli.
— Nie zdziwiłabym się, gdybyś naprawdę nic nie robił. Weź się w końcu do roboty! Nawet naszej mamie, która przecież nie urodziła się w klanie, idzie lepiej niż tobie — zakpiła z liliowego kota. Jej ogon ze świstem smagał powietrze, przypominając tym samym bicz. Nigdy nie przegapiłaby okazji do upokorzenia ucznia medyka, którego nie lubiła tak bardzo, jak nie lubiła Syczkowego Szeptu. Była tylko ciekawa, jak ten na to zareaguje. Czy do jeno także doszły już te plotki? Co o nich myślało? Czy miało je gdzieś, czy może dodawały one determinacji? Może było przez nie kompletnie załamane? Ciężko było jej stwierdzić.
<Koperkowa Łapo?>
[906 słów]
[przyznano 18%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz