Czereśnia pokiwała głową ze zrozumieniem i zmrużyła oczy, unosząc nieco łeb ku górze.
。゚•┈꒰ა ♡ ໒꒱┈• 。゚
Jasne smugi światła wpadały wprost do środka obozu, odbijając się od pozostałości śniegu; w ten sposób cała lodowa okrywa mieniła się cudownie, przywodząc na myśl taflę wody.
I nagle dostrzegła ją. Zgrabna sylwetka, elegancki, pełen gracji oraz finezji krok, powalający uśmiech… I te oczy. Brązowe niczym kora drzew, z charakterystycznym, pełnym życia błyskiem. Dwubarwne, rozwiane kosmyki sierści mignęły jej przed oczami, a miła, acz subtelna woń prędko dotarła do nozdrzy wojowniczki.
— Witaj Mureno, co porabiasz? — Nawet nie zauważyła, gdy serce zaczęło bić jej nieco szybciej, a oddech minimalnie przyśpieszył.
A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie był to jednorazowy przypadek, spowodowany jej ostatnio pogorszonym zdrowiem lub osłabieniem… Zauważyła, że pewnego dnia po prostu coś dziwnego się z nią stało; zaczęła z lubością wyczekiwać kolejnych spotkań z przyjaciółką, żeby tylko ponownie poczuć jej zapach, usłyszeć głos… Mówiąc szczerze, nie wiedziała, czy jej to odpowiada. Nigdy nie czuła się tak zależna od kogoś.
Szylkretowa kocica przycupnęła tuż obok księżniczki, nieznacznie poprawiając futro na szyi.
— Och, nic takiego… Po prostu tu siedzę. Pogoda jest wyjątkowo śliczna o tej porze, czyż nie?
Czereśnia pokiwała powoli głową, wzrokiem podążając za spojrzeniem Czyhającej Mureny.
— Racja. Słońce tak przyjemnie grzeje, że z chęcią opuszczam legowisko — stwierdziła dymna. — Dni stają się coraz dłuższe, a pogoda szybko się ociepla; nie mogę się doczekać, gdy będzie już całkiem ciepło!
— Ja również…
。゚•┈꒰ა ♡ ໒꒱┈• 。゚
Ostrożnie podążała za Kolcolistnym Kwieciem, co jakiś czas posyłajac krótkie spojrzenie Szałwikowi, kroczącemu tuż przy niej. Zaraz za nimi szła uśmiechnięta Nenufarowy Kielich, rozglądając się na boki i gawędząc wesoło.
Murena coraz częściej opuszczała obóz, jako ochotnik zgłaszając się na różnego rodzaju patrole; zwłaszcza na terytoria niczyje. Mówiąc szczerze, liczyła, że uda jej się spotkać samotników i odpłacić im się za to, co zrobili Łusce oraz Czereśni… Jednak mimo starań księżniczki, za każdym razem kończyli bez niczego, co mogłoby dać im poczucie przybliżania się do celu. Tak było i tym razem, gdy z rezygnacją wkroczyli do obozu; nawet na pysku Neny nie widniał już jej zwyczajowy uśmiech.
Czyhająca Murena mruknęła jakieś słowa pożegnania, zanim odwróciła się, aby zniknąć w legowisku. Po drodze chwyciła pierwszą lepszą płotkę ze stosu, zanim wkroczyła do ciemnej jamy. We wnętrzu dostrzegła brązowe ślepia Czereśni, utkwione w jej pyszczku. Tortie uśmiechnęła się promieniście na widok młodszej i przejechała ogonem po ziemi.
— Co u ciebie? — zapytała.
Pomarańczowooka usiadła przy wojowniczce, wbijając zęby w rybę.
— Byłam na patrolu z Nenufar, Szałwikiem i Kolcolistnym Kwieciem, ale jak zwykle nic nie znaleźliśmy — westchnęła Murena, przegryzając kolejny kawałek mięsa. — A ty?
— Dopiero co wstałam, więc nie powiem ci za dużo. — Czereśnia zakołysała się nieznacznie, z rozbawieniem spoglądając na księżniczkę. — Przed tym jak opuściliście obóz rozmawiałam chwilę z Szałwikiem, ale oprócz tego nic większego nie zdążyłam zrobić.
— Rozumiem… A co z nim? — Odwróciła łeb, gdy zdała sobie sprawę, że nieco zbytnio długo wpatrywała się w przyjaciółkę. Ostatnimi czasy często widywała jej brata z Czereśnią, ale dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, czy aby nie zbyt często…
<Czereśnio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz