─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───
Kilka księżyców temu
Wzniosła swe ślepia ku górze, wzdychając cicho, zanim wkroczyła do osnutego mrokiem legowiska medyków. Zgrabnie wyminęła Różaną Woń i skierowała swe kroki ku, oddalonego od nią o kilka długości królika, posłania, na którym spoczywał dymny kocur.
Przycupnęła przy gniazdku Sterletowej Łuski, obrzucając go krótkim, czułym spojrzeniem.
— Jak się czujesz?
Kocur zamiótł ogonem ziemię i lekko obrócił się na legowisku, by lepiej widzieć siostrę.
— Bywało lepiej — stwierdził. — Mam wrażenie, że jestem tylko ciężarem. Wiesz, w kółko po prostu tu sterczę i wszyscy mnie niańczą jak dziecko, gdy ja sam chciałbym się do czegoś przydać... Tak dużo się dzieje.
— Wiesz, że wcale tak nie jest... A z resztą medykom przyda się trochę pracy — dodała pół-żartem, uśmiechając się jednym kącikiem ust. — Teraz najważniejsze jest, abyś wyzdrowiał. Nie przydasz się w walce, jeśli nie wrócisz do pełni sił — a gdy to już nastąpi, będziesz niepokonany.
— Można i tak powiedzieć — odparł jej rozmówca, wciąż nie odrywając od niej wzroku. — Nie wiem, chyba po prostu wkurza mnie ta cała sytuacja. Pewnie matka zacznie mnie ignorować, bo wiesz - dziecko kaleka to nic wspaniałego. Poza tym straciłem całkowicie szanse i na wyższą rangę w klanie, i na partnera. W kółko myślę tylko o złych stronach... Bo nie zauważyłem tych dobrych.
— Oh, nie mów tak. Przecież brak łapy nie wyklucza cię z tego wszystkiego. A mamą się nie przejmuj; nie ma żadnych podstaw, aby zacząć cię tak z dnia na dzień ignorować... Na pewno strasznie się o ciebie martwi i nie może spać w nocy.
— Nie odczuwam tak tego. Co jak co, ale i tak stałem się bardziej bezbronny i nie jestem w stanie... No, robić tego wszystkiego. A z faworyzacją matki nic nie zrobię, choćbym chciał.
Dymny niezgrabnie dźwignął się na nogi.
— Przynajmniej umiem stanąć — dodał z kamiennym wyrazem pyska, po którym niełatwo było zgadnąć, czy żartował.
Przez chwilę milczała, ze spokojem przyglądając się poczynaniom brata.
— Myślę, że utrata łapy to nie najgorsze, co mogło ci się przydarzyć. Poza tym co jak co, ale świetnie sobie dajesz radę — w takim tempie szybko powrócisz do zdrowia.
Sterletowa Łuska zbył ją lekkim uśmiechem i odwrócił łeb.
— Aż nie od wiary, że pogoda o tej porze jest taka wspaniała — westchnął, z rozkoszą przymykając ślepia. — Żal, że nie może tak trwać wiecznie.
Przytaknęła i również spojrzała w tym samym kierunku co brat.
— Nie mogę zaprzeczyć... Chociaż bywa to złudne — stwierdziła, marszcząc brwi. — Nie nudzisz się tutaj w legowisku? — Wojowniczka posłała mu krótkie spojrzenie, zanim znów odwróciła wzrok.
— Straszliwie — przyznał niechętnie. — Nic tu się nie dzieje. Każdy dzień wygląda tak samo, wszystko płynie tym samym rytmem i jest tak... Spokojnie. Mógłbym nawet powiedzieć, że surrealistycznie…
— Rozumiem... Jeśli chcesz, mogę odwiedzać cię częściej — zasugerowała, przejeżdżając ogonem po ziemi. — W ten sposób nie będziesz się tak nudzić.
— Masz swoje życie, a ja swoje. Tkwiąc tu ze mną nigdzie nie zajdziesz — rzucił pół-żartem, unosząc lekko kąciki warg. — No weź, i tak bywasz tu nadzwyczaj często. Nie przejmuj się!
Księżniczka poruszyła wąsami, w zamyśleniu siadając na ziemi.
— Jesteś pewien? — Ściągnęła brwi, przyglądając się uważnie bratu. — Nie mam zbyt wiele obowiązków, to nie problem. Z resztą, lubię z tobą przebywać.
<Łusko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz