Przez leśne poszycie spokojnym krokiem kroczyła długonoga kotka, niosąc w pyszczku kilka listków ziół. Jarzębinowa Łapa przemierzała las w towarzystwie dwójki wojowników, którzy nieśli zdobycze w swoich pyskach. Choć wolała zbierać zioła sama, ostatnie wydarzenia w klanie sprawiły, że nie można było wychodzić w pojedynkę. Gdy szylkretowa przekroczyła próg obozu, jej wzrok od razu przykuła postać wchodząca do legowiska medyków. Zmrużyła oczy i przyspieszyła kroku, aż w końcu stanęła obok Rysiej Łapy, zerkając na nią pytająco, zanim odłożyła zioła na ziemię.
— Co tu robisz? — zapytała, ale uczennica zdawała się wpatrywać w swoje łapy, jakby nie usłyszała pytania. Jarzębinowa Łapa westchnęła, wyraźnie zirytowana, po czym trzepnęła ogonem jak biczem.
— Rysia Łapo! Halo, jesteś tam? — niemal warknęła jej do ucha. Dopiero wtedy młodsza kotka zamrugała i lekko zmieszana podniosła wzrok.
— Tak, jestem — mruknęła, rozglądając się nerwowo po legowisku.
— Na pewno? Wyglądałaś, jakbyś zobaczyła ducha czy coś — zaśmiała się medyczka, zbierając swoje zioła i odkładając je w odpowiednie miejsca. Zamierzała odpocząć w swoim zakątku, ale widząc, że Rysia Łapa nadal stoi i nerwowo się rozgląda, podeszła do niej ponownie.
— Coś się stało? Czy tak po prostu sobie tu stoisz? — zapytała, obwąchując ją dla pewności. Nie wyczuła żadnych oznak choroby, a na pierwszy rzut oka uczennicy nic nie dolegało.
— Nie, po prostu szukam Cisowego Tchnienia — odpowiedziała, siadając na piaszczystej ziemi. Było jasne, że nie zamierza szybko się stąd ruszyć.
— Cisowego Tchnienia nie ma, wyszła na zbieranie ziół z Koperkową Łapą i kilkoma wojownikami. Pewnie wróci za jakiś czas — mruknęła Jarzębinowa Łapa, leniwie drapiąc się za uchem.
<Rysia Łapo?>
[252 słów]
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz