BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spopielona Paproć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spopielona Paproć. Pokaż wszystkie posty

11 czerwca 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Iglastego Krzewu

- Musimy coś zrobić — syknął Iglasty Krzew, rozglądając się po polu bitwy. Wiele kotów było już na ostatkach sił. Przełknęłam ślinę.
- Najrozsądniejszą opcją byłoby się poddać — powiedziałam, spuściwszy wzrok. Widziałam, jak liliowy kocur się wścieka.
- Czy twój mózg wyparował? Poddać się? Jesteśmy Klanem Wilka, tak? Poddając się, okazalibyśmy się największym lisim łajnem, a reszta klanów wzięłaby nas za największych tchórzy.
- Spopielona Paproć ma rację — powiedział zrezygnowany Błotnisty Pysk, a Iglasty Krzew wytrzeszczył oczy, słysząc słowa dziadka.
- Ty też? Kompletnie powariowaliście.
- Plan jest taki — powiedział Błoto, ignorując Igłę — robimy odwrót, idę pogadać z Lisią Gwiazdą, a ty Igło, wybierz koty, które na pewien okres udadzą się do siedlisk, będziemy się potajemnie kontaktować, gdy zarządzimy powstanie, wy przyjdziecie nam na pomoc. Jasne?
- Nie rozumiem, po co mamy się poddawać, przecież...
- Idź już, proszę, zauważą cię — powiedział szybko dymny i odszedł — Igła tylko odprowadził go wzrokiem i począł szukać koty w polu bitwy.
- Ja zostanę, trzeba utrzymywać jakiś kontakt.
W końcu Iglasty Krzew, Gęsie Pióro, Płomienisty Świt, Goździkowa Rosa, Grzmiący Potok oraz Złocista Rzeka z małą Wiewiórką były gotowe do wyjścia. Pożegnałam się z każdym.
- Mam nadzieję, że niedługo uda się wam odbić nasz obóz — powiedziałam smętnie. Koty odeszły w stronę siedlisk dwunożnych. A co jeśli nigdy nie uda nam się odzyskać wolności? Zobaczyłam rudego lidera z triumfem w oczach, czyli było po sprawie.

* * *

Klan Wilka pod pieczą Klanu Klifu miał bardzo ograniczone działania. Nie mogliśmy trenować uczniów, więc Płonący Grzbiet i Błotnisty Pysk postanowili robić to po kryjomu. Świetlikowa Łapa dostała nowego mentora, którym został Skaliste Zbocze, ponieważ Iglasty Krzew nadal przebywał w okolicach siedlisk dwunożnych. Mijały dni i nic się nie zmieniało, dużo kotów zaczęło się poddawać i mało kto miał nadzieję na uwolnienie klanu spod łap Lisiej Gwiazdy. Bleh. Nikomu nie spodobał się ten typ. Nie wiem, co walnęło w łeb staremu liderowi, by wybierać tak młodego wojownika. On może doprowadzić klany do skraju zagłady. Właśnie wróciłam z polowania, poszło okropnie, wojownicy z klanu klifu niby mają nas pilnować, ale swoimi ciężkimi łapami wystraszyli mi całą zwierzynę, oprócz jakiegoś na wpół żywego drozda. Odniosłam swoją zdobycz. Zobaczyłam poruszenie obok jednego z drzew. Dość daleko od obozu przemknął liliowy ogon. Wyszłam z obozu wraz z Burzowym Futrem i kilkoma wojownikami wroga pod pretekstem szukania ziół. Weszłam za drzewo, sięgając po jakieś jagódki.
- Iglasty? - szepnęłam do kota oddalonego się ode mnie o wiele lisich ogonów, ten wzdrygnął uszami i spojrzał w moją stronę, ja nadal zajmowałam się ziółkami, patrząc delikatnie w stronę młodego kota.

<Iglasty Krzewie?>

12 maja 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Iglastego Krzewu

Po długich próbach zwerbowania jakiegoś pieszczochy lub samotnika postanowiliśmy odpocząć. Położyłam się obok sterty dziwnego tworzywa.
- To nie ma sensu, przecież każdy wie, że te leniwe pieszczochy nie umieją robić niczego konstruktywnego, każdy głupi uczeń ich pokona.
- Płonący Grzbiet nam kazał, wciąż nie mogę uwierzyć, że Borsucza Gwiazda wybrał go na zastępcę, skoro w klanie jest tak dużo mądrzejszych wojowników - powiedział znudzony Błotko.
- Chyba nie myślisz o sobie - odpowiedziałam, gdy nagle na pobocze wjechał potwór, a dwunożny, który z niego wyszedł, trzymał coś w ręku. Zaczęłam kaszleć.
- Szybko na płot - krzyknęła przerażona szylkretka. Wskoczyliśmy do czyjegoś ogrodu.
- Kim jesteście? - spytał płowy kocur, który na razie wylegiwał się na słoneczku.
- Pochodzimy z Klanu Wilka - odpowiedziałam uprzejmie, może wreszcie ktoś do nas dołączy. Kocur spojrzał na nas pytającym wzrokiem, Wróbelek opowiedziała mu dokładnie o naszym życiu, a Chmurka zafascynowany wsłuchiwał się w jej słowa, w końcu postanowił dołączyć. Na chwilę zniknął nam z oczu i przyprowadził burego kocura imieniem Skała, którego również zabraliśmy do Klanu. Iglasty Krzew nie wyglądał na jakiegoś szczęśliwego, a Błotnisty Pysk postanowił sam nauczyć dwójkę Kodeksu Wojownika i ewentualnie podszkolił w walce lub polowaniu. Wróciliśmy do obozu, gdzie odbyło się pospieszne mianowanie i tak do Klanu Wilka dołączyły dwa kotki.

* * *

Następnego dnia poszliśmy na kolejne próby. Wszyscy mieli już dosyć rozmawiania z milutkimi pieszczoszkami, którzy nie wiedzieli nic na temat polowania, już nie mówiąc o walce. Szliśmy tak drogami grzmotu, gdy natrafiliśmy na potężnego i masywnego czarnego kocura.
- Witaj - zaczęła Wróblowy Śpiew, widząc w nim potencjał na wojownika, ale ten pogardliwie spojrzał na koteczkę i wrócił do swoich zajęć.

<Iglasty Krzewie? Przekonaj tego złola, to ostatni NPC z werbowania i możesz zacząć o wojnie>

30 kwietnia 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Iglastego Krzewu

- Koniec! Wy dwaj, macie się uspokoić! - wkroczyłam pomiędzy dwóch kocurów. Spojrzałam na Dziką Zamieć, pośpiesznie odchodzącego w stronę medyka z raną na piersi. Odwróciłam się w stronę Iglastego Krzewu. Koniec z kazaniami, bo skończysz jako stara znienawidzona przez wszystkich kotka.
- Czego? - warknął, kiedy poczuł na sobie jej ostre spojrzenie - to ten pchlarz zaczął.
Chciałam już szybko odpowiedzieć, ale zanim otworzyłam pyszczek, między nas wkroczył Płonący Grzbiet.
- Jak wiecie mamy konflikt z Klanem Klifu i jest on dość poważny. Błotnisty Pysk podejrzewa, że zrobili sojusz z innym klanem, nie jesteśmy pewni jakim, ale postanowiliśmy ulepszać się od środka.
Kociaki, królowe oraz starszyzna, oraz pięciu, ucieknie na drugą stronę drogi grzmotu w okolice. Niedługo wyślę koty, które znajdą odpowiednie miejsca. Mamy zamiar zniszczyć przeprawę, by wydłużyć czas, przed bitwą trzeba będzie zrobić porządne polowanie, by każdy był najedzony i walczył za trzech. Potrzebujemy, więcej kotów, ale nie mamy czasu, by czekać, aż się urodzą, dlatego wy oraz Wróblowy Śpiew i Błotnisty Pysk pójdziecie do dwunożnych werbować ich pieszczochy.- Pająki zasnuły ci mózg? Po co mamy iść do jakichś pieszczochów, to będą tylko dodatkowe koty do wyżywienia.
- Skończyłem już - odpowiedział rudy kocur i odszedł.
Przy wyjściu z obozu stała już Wróblowy Śpiew, Błotnisty Pysk był już przy granicy i miał na nas czekać.
- Żenada jak nisko upadł ten klan, by prosić o pomoc jakieś brudne pieszczochy.
Wróbelek spojrzała na niego smutno, dotknęły ją słowa młodego kocura, więc stwierdziłam, że moje poparcie jeszcze bardziej by ją zraniło. Wreszcie dotarliśmy do granicy, gdzie czekał jak zwykle zły Błotnisty Pysk. Szliśmy wzdłuż drogi grzmotu.
- Tu wyczuwam zapach jakiegoś kota, sprawdźmy - przerwała ciszę szylkretka. Wskoczyliśmy na płot i zaczęliśmy się rozglądać.
<Iglasty Krzewie?>

25 kwietnia 2019

Od Spopielonej Paproci

Naszedł w końcu ten dzień. Moja pierwsza uczennica została mianowana. Borsucza Gwiazda właśnie zwoływał koty na mianowanie. Pod konarem drzewa, służącego za legowisko lidera stali Pokrzywowa Łapa oraz Gęsia Łapa. Pierwsza wystąpiła córka Gardeniowego Pyłka.
— Ja, Borsucza Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Pokrzywowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Przysięgam — odpowiedziała dumnie szylkretowa uczennica.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Pokrzywowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Pokrzywowa Łodyga. Klan Gwiazdy cieni twoją odwagę i pewność siebie oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
To samo nastąpiło w przypadku mojej uczennica, która została nazwana Gęsim Piórem.

* * *

Niewiele czasu po mianowaniu dwójki uczniów. Nadszedł czas na znajdki — Owocka i Świetlik.
Gęsie Pióro, jako wojownik sprawowała się bardzo dobrze, więc Płonący Grzbiet, widząc jej zaangażowanie, postanowił dać jej pierwszego ucznia. Tak więc wraz z Iglastym Krzewem stała obok dwójki prześlicznych kotek.
— Świetliku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Świetlikowa Łapa. Twoim mentorem będzie Iglasty Krzew. Mam nadzieję, że Iglasty Krzew przekaże ci całą swoją wiedzę.
—Iglasty Krzewie — zwrócił się do kocura — Jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Ostrokrzewiowego Liścia doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją lojalność i oddanie. Będziesz mentorem Świetlikowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Teraz przyszła kolej na Owocek.
— Owocku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Owocowa Łapa. Twoim mentorem będzie Gęsie Pióro. Mam nadzieję, że Gęsie Pióro przekaże ci całą swoją wiedzę.
— Gęsie Pióro — zwrócił się do kotki — Jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojej mentorki, Spopielonej Paproci doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją dobroduszność i zaangażowanie w życie klanu. Będziesz mentorem Owocowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
— Owocowa Łapa! Świetlista Łapa! — koty z Klanu Wilka, zaczęły wykrzykiwać nowe imiona znajdek. Podeszłam do nich, w ślad innych kotów. Wszyscy gratulowali znajdkom. Wreszcie dopchałam się do nich.

<Owocowa Łapo?>

22 kwietnia 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Turkawiego Skrzydła

- Dużo ostatnio chodziłam, zbierałam zioła, bo po zgromadzeniu nie pozostało ich zbyt wiele…
Spuściłam wzrok. W mojej głowie odbijało się imię jednej z najbliższych mi osób. Wąsaty Pysk.
- Przepraszam, zapomniałam, że było to dla ciebie ciężkie przeżycie.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam, lekko uśmiechając się i ocierając łezkę. No cóż. Trzeba dalej żyć dla klanu.

* * *

Kilka księżycy temu dołączył do Klanu Wilka nowy uczeń, niby był starszy ode mnie, ale Borsucza Gwiazda, widząc rozrost pogranicznych klanów, zgodził się przyjmować nowe dorosłe koty. Nazywał się Kruk, a teraz Krucza Łapa. Złocista Rzeka, która nie tak dawno wytrenowała Goździkową Rosę, nie mogła doczekać się nowego ucznia, namówiła Płonący Grzbiet, by ten dał jej Kruczą Łapę. Nad klanem już prawie całkowicie panował zastępca, gdyż Borsuk, był za stary, by chodzić na patrole i polowania, większość czasu spędzał w swoim legowisku wraz z Jaskółczym Śpiewem. Cała praca zwaliła się na barki Płonącego. Krucza Łapa umiał już świetnie polować i walczyć, więc Złota nauczyła go tylko Kodeksu Wojownika i zasad życia w klanie i szybko doszło do mianowania.
- Ja, Borsucza Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Krucza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysiegam - odezwał się, uśmiechnięty Kruk.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Krucza Łapo, od tej pory będziesz znany jako Krucze Pióro. Klan Gwiazdy cieni twoje oddanie i lojalność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Złocista Rzeka podbiegła do ucznia i liznęła po uchu.

* * *

Weszłam do legowiska medyka. Chciałam sprawdzić, czy rana Turkawki już się zagoiła, wiedziałam, że może się odbić na jej ogólnej sprawności. Przed medyczką siedziała Złocista Rzeka, płacząc nie wiedzieć, czy z radości, czy ze smutku.
- Złota? - podbiegłam szybko zmartwiona do przyjaciółki - Co się stało?
- Je-estem w ciąży. Będę miała kocia-ki - powiedziałam przez płacz.
- Wszystko będzie dobrze - dotknęłam noskiem nos kotki. Odprowadziłam ją do legowiska wojowników i wróciłam do medyczki.
- Nie byłam pewna czy była smutna, czy się cieszyła - powiedziała niepewnie Turkawka. Milczałam i chcąc przerwać ciszę, powiedziałam:
- Niedługo opuści legowisko wojowników. Pomóc przygotować żłobek?

<Turkawie Skrzydło? Przepraszam, że tak mało o Turkawce, ale musiałam gdzieś dać zapowiedź miotu>

09 kwietnia 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Iglastej Łapy (Iglastego Krzewu)

— Patrole nigdy nie są krótkie — odparłam i przyspieszyłam, by wyrównać kroku z Iglastą Łapą, jeszcze niedawno był takim malutkim gówniarzem, a zaraz będzie ode mnie wyższy — Jak się czujesz jako uczeń? — zagadnęłam niepewnie.
— Dobrze.
— A mentor? Jakie masz z nim kontakty — przełknęłam ślinę, w końcu Ostrokrzew był jego ojcem, z tego, co mówiła mi Las, ciekawe co u niej. Spojrzał na mnie, przekręcając oczyma.
— Nie ma co mówić — zakończył rozmowę. Czyli nie najlepiej. Pamiętam, że jak byłam uczniem, każdy miał dobre stosunki z mentorami, zaprzyjaźniłam się z Borsuczym Kłem i ciągle z nim rozmawiam. Może to inne czasy i jestem tylko jakąś starą ciotką. Czuje się trochę staro. Mój tata jest pradziadkiem i nadal jest liderem, chyba tylko dlatego, że nie chce iść do starszyzny, tak samo nikogo tam nie wysyła, chociaż Srebrny Deszcz już od księżyców skarży się na bóle pleców i chce dołączyć do starszyzny, ale tata boi się, że gdy wyślę młodszego od siebie, to będą chcieli go tam wrzucić. W sumie wszyscy mają teraz dzieci, tylko ja jakaś samotna, całe szczęście mam Nocną Burzę i Świerkową Korę. Szliśmy powoli po granicy z Klanem Burzy.

* * *
*time skip 11 księżyców*
* * *

Było już 7 księżyców po mianowaniu Iglastego Krzewu, dość szybko zakończył trening, nie sądziłam, że pójdzie mu tak szybko. Teraz przywykł do życia wojownika i dawno zaaklimatyzował się w legowisku wojowników. Skierowałam się w kierunku legowiska uczniów, miałam zamiar iść z moją uczennicą Gęsią Łapą na trening.
— Gąsko wszyscy już poszli na i tylko ty zostałaś — zawołałam do szylkretki, a ta pośpiesznie wyszła z legowiska. Ćwiczyłyśmy walkę, szło jej coraz lepiej, szybko wróciliśmy do obozu, bo w Porze Opadających Liści, szybko się ściemniało, na Gęsią Łapę czekał Igła, ostatnio dużo czasu z nią spędzał. Przymrużyłam oczy, wpatrując się w pointa.

<Iglasty Krzewie? heh w końcu napisałam>

08 kwietnia 2019

Od Spopielonej Paproci CD. Turkawiego Skrzydła

Turkawie Skrzydło zamruczała głośno, a po moim ciele przeszedł dreszcz i chwilę potem, zaczęłam się śmiać. A Turkawka spojrzała się na mnie niepewnie.
- Może pójdziemy zapolować? - spytała mnie asystentka medyczki, gdy wychodziliśmy z jej legowiska.
- Od kiedy medycy polują - nie przypominam sobie, by ktokolwiek powiedział mi o tym, że medycy polują, chyba że o tym zapomniałam. Turkawka spojrzała się na mnie oburzona.
- Medyk nie kaleka, zdziwisz się, założę się, że złapie więcej zwierzyny od ciebie - krzyknęła i wybiegła z obozu, a ja pobiegłam za nią. Medyczka nie próżnowała, musiałam ją na początku wytropić, bo była daleko przede mną. Gdy już zobaczyłam Turkawie Skrzydło, zabrałam się do polowania. Weszłam w wysoką trawę, która delikatnie muskała mnie kłosami po pyszczku. Przywarłam do ziemi i rozejrzałam się, przymrużając oczy, by trawa nie wchodziła mi do oczu, zobaczyłam drozda, szybko wybiłam się, ale moją pozycję zdradziły szeleszczące liście, które były prawie wszędzie w trakcie Pory Opadających Liści. Wstałam zażenowana. Chwilę potem, zobaczyłam medyczkę łapiącą moją niedoszłą zdobycz. Muszę się spiąć, bo nie złapałam jeszcze niczego. Chwilę potem w moim pysku znalazła się całkiem dorodna mocno ruda wiewiórka. Potem jeszcze złapałam mysz i nornicę i postanowiłam zmienić miejsce polowań, bo nie słyszałam już żadnych odgłosów. Szłam powoli, nasłuchując cichych odgłosów zwierzyny, miałam ten las w małym palcu. Szkoda tylko, że Gęsia Łapa nie uczyła się zbyt szybko, słyszałam, że Pokrzywowa Łapa i Falująca Łapa mieli być niedługo mianowani, a ja z Gąską nie skończyłam jeszcze treningu. Moja siostra Nocna Burza wytrenowała Nagietkowy Pył, który już od kilku dobrych księżyców był mianowanym wojownikiem, a Iglasty Krzew polował lepiej ode mnie samej.

* * *

Wróciłam do obozu, bo nie mogłam znaleźć Turkawki, a czułam jej zapach prowadzący do obozu. Co mogło się stać, że nie poinformowała mnie o powrocie? Gdy weszłam do obozu, odbywało się mianowanie:
- Ja, Borsucza Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Falująca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam - odpowiedział pewnie Falek. Jaki Falek? Zaraz będzie wojownikiem, a ja wciąż nie odzwyczaiłam się od nazywania go imieniem kociaka.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Falująca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Falująca Sadzawka. Klan Gwiazdy cieni twoją inteligencję i energiczność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
O dziwo Pokrzywowa Łapa nie została mianowana. Po mianowaniu poszłam pogratulować siostrzeńcowi i poszłam do Turkawki, dowiedzieć się co się stało.

<Turkawie Skrzydło? Wiem że beznadzieja T-T>

25 marca 2019

Od Spopielonej Paproci

Zgromadzenie te było najgorszym, na którym byłam. Tata stracił jedno życie, a Wąsik zmarł. Ostrożnie przenosiłam wraz z innymi klanowiczami ciało rudzielca, nie docierało jeszcze do mnie, że właśnie straciłam brata tak na zawsze i miałam w sercu małą iskierkę nadziei, że Turkawie Skrzydło i Burzowe Futro go uratują. Lecz gdy dotarliśmy do obozu, ta nadzieje prysła. Leżałam, obok zwłok Wąsatego Pyska, a po moim pyszczku powoli spływały łzy. Jak Klan Gwiazdy mógł na to pozwolić? On nic złego nie zrobił! Słyszałam dobiegające z legowiska lidera szlochy Borsuczej Gwiazdy i obrazy kierowane w stronę Klanu Gwiazdy. Jaskółczy Śpiew nawet nie próbowała go pocieszać, siedziała tuż obok liliowej towarzyszki życia jej kochanego synka. Spoglądałam współczująco na Gardeniowy Pyłek, partnerkę Wąsika. Po czuwaniu przy ciele rudzielca zakopano go. Nie miałam ochoty na polowanie. Poszłam do legowiska i wtuliłam się w złociste futerko moje najlepszej przyjaciółki Złocistej Rzeki, która nie znała za bardzo Wąsa, ale starała się mnie pocieszyć.

* * *

Minął księżyc od śmierci brata i tamtego pamiętnego zgromadzenia. Wróciłam do normalnego życia, ale jeszcze odczuwałam jego brak. Wschód słońca po śmierci Wąsika, nastąpiło poszukiwanie Gardenii. Wysłano patrole poszukiwawcze, ale jej trop kończył się przy granicy z Klanem Klifu. Rozmawialiśmy trochę z tamtejszymi patrolami, ale oni nic nie widzieli. Ślad po niej zaginął. Wróciłam z polowania z marnym drozdem w pysku. Świerkowa Kora, który mi towarzyszył, upolował o wiele więcej. Patrzyłam z zazdrością na uśmiechniętego cynamonka, który odkładał na stos dwa potężne zające i kosa. Zaczęłam się rozglądać, gdzie jest moja uczennica, ale szukanie przerwał mi potężny głos lidera, dobiegający z góry. Obok niego stał Płomienista Łapa oraz Nagietkowa Łapa, wraz ze swoimi mentorami.
- Niech wszystkie koty, umiejące samodzielnie polować, zbiorą się pod tym drzewem.
- Lider: Ja, Borsucza Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Nagietkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysiegam — odpowiedział szybko uczeń.
Lider: Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Nagietkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Nagietkowy Pył. Klan Gwiazdy cieni twoją inteligencję i samodyscyplinę oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Tak samo postąpił wobec Płomienistej Łapy, który został Płomienistym Świtem.
— Nagietkowy Pył! Płomienisty Świt! — rozległy się okrzyki
Poszłam pogratulować moim siostrzeńco/bratankom.

<Ktoś? Wiem, że w klanie Wilka pustki, ale może ktoś żyje>

21 lutego 2019

Od Spopielonej Paproci C.D Turkawiej Łapy (Skrzydła)

— Zaczekaj chwilę. Zapoluję — od pewnego czasu słyszałam tu trzepot skrzydeł, postanowiłam, więc nie marnować okazji na polowanie. Skradając się w kierunku dźwięków i zapachów, weszłam między krzaki. Odnalazłam piszczkę i zwinnie przeskakując nad buszem malin, dotarłam do wróbla, nie spodziewał się tego, więc szybko poszło i chwilę potem kroczyłam dumnie, wymachując ogonem w stronę uczennicy medyka.
— Szybko ci poszło, dobrze polujesz — podziękowałam za komplement cichym mruknięciem.
— Wydaje mi się, że widziałam tam krzaki malin — powiedziałam szybko. A Turkawia Łapy poszła we wskazanym przez mnie kierunku.
— Liście maliny, z tego, co mówiła mi Burzowe Futro, hamują krwawienia i łagodzą ból, pamiętam, że używała ich w trakcie porodu Szepczącego Wiatru — zaczęła opowiadać.
— Dużo tego musimy pozbierać? — powiedziałam niezadowolona, trzymając w pysku nieprzyjemne liście mięty, których lekko poszarpane liście drażniły mi go.
— Burzowe Futro mówiła, że sporo, bo wszystko dała Gardeniowymu Pyłkowi i Szepczącemu Wiatrowi i woli się przygotować na kolejne skumulowane porody w jednej kwadrze.
Uśmiechnęłam się do pointki. Poszliśmy dalej.
— A teraz tylko Glistek Jaskółcze Ziele — ta nazwa wydawała mi się bezsensowna, kto by nazywał tak roślinkę. Od jaskółki. To, że ziele to raczej wiadome. A Glistek to nie wiem, co to znaczy.
— Hmmm... Tylko gdzie to znaleźć. Pamiętam, tylko że rośnie na terenach Klanu Wilka i Klanu Nocy, ale gdzie dokładniej to nie bardzo.
Usiadłam, rozmyślając.
—Jeśli rośnie tylko w tych dwóch klanach, to chodźmy bliżej Wielkiego Drzewa.
— W sumie dobry pomysł — odpowiedziała.
— Widziałaś to kiedyś? — spytałam się niepewnie.
— W legowisku Burzowego Futra było kiedyś. Wydaje mi się, że łatwo je znaleźć.
Szybko poszliśmy do miejsca zebrań, rozglądając się, czy przypadkiem nie spotkamy go po drodze. Turkawia Łapa mówiła, że jest to kwiat o CZTERECH żółtych płatkach. Wydawało mi się, że w takim razie łatwo będzie go znaleźć, lecz nie poszło po mojej myśli. Szukaliśmy go do końca Szczytowania słońca. Wlokłam się po ziemi, gdy nic nie znaleźliśmy w obszarze Wielkiego Drzewa, poszliśmy w głąb naszego terytorium i takim oto sposobem, przeszukaliśmy pół naszego terytorium, Turkawia Łapa zaczęła zbierać inne rzadkie zioła, o które medyczka jej nie prosiła. W końcu uczennica znalazłam.
— Mam!!! — krzyknęła z radości. Zerwałam się i pobiegłam w jej stronę, nie zważając na patki, które drażniły moje boki.
Spojrzałam na kwiat zdenerwowana, ponieważ oczekiwałam jakiejś polany albo chociaż kupki, a tu nie jeden mały lichy kwiatuszek, no może przesadzam trzy. Jednak czy to jest warte połowy dnia?
Wróciliśmy wycieńczone do obozu. Padłam na legowisko i zasnęłam.

* * *

Kilka wschodów słońca temu Turkawia łapa została Turkawim Skrzydłem. Burzowe Futro nie mogła przestać wychwalać się, że to jej uczennica. Weszłam do ich legowiska.
— Cześć Turkawie Skrzydło — przywitałam się z kotką.

<Turkawie Skrzydło>

02 lutego 2019

Od Spopielonej Paproci C.D Gęsiej Łapy

- No, dotarłyśmy. Przed nami prezentują się Białe Pnie, to tutaj w większości będziemy trenować walkę - powiedziałam, wchodząc pomiędzy brzozy, których korę trudno było dostrzec na tle białego krajobrazu.
- Ładnie tutaj... - szepnęła Gąska, rozglądając się. Widząc, jak moja uczennica subtelne trzęsie się z zimna, powiedziałam.
- Chodźmy dalej, im szybciej pokaże ci całe tereny, tym mniej zmarzniemy - uśmiechnęłam się do szylkretowej. Nie mogłam jeszcze uwierzyć, że mój tata dał mi uczennice. Żal mi było jednak Wąsika i Świerka. Ten drugi był ode mnie starszy, ale nadal Borsuk nie przydzielił mu ucznia. Poszłam w kierunku granic klanu klifu, a za mną podreptała Gęsia Łapa.
- Zobacz, tutaj jest Głęboka Ścieżka, lepiej się do niej nie zbliżać za bardzo, bo jeszcze nikt nie przeżył spadnięcia w nią... - zacięłam się na chwilę - Kiedyś prawie do niej wleciałam, ale uratował mnie Wąsaty Pysk.
Młoda kotka zaczęła powoli otwierać pyszczek w geście powiedzenia czegoś, ale zanim cokolwiek powiedziała, wtrąciłam się.
- Teraz może pójdziemy do Wielkiego Drzewa, miejsca zebrań klanu. Może Borsucza Gwiazda wyśle cię na następne - moje kąciki lekko się uniosły.
- Byłoby super, Nagietkowa Łapa mi opowiadał co nieco - w jej oczach mignęła iskierka nadziei.
Doszliśmy do granicy z Klanem Burzy.
- Zapamiętaj linie granicy i zapach Klanu Burzy, w czasie pory Opadających Liści musimy uważać czy inne klany nie podbierają nam zwierzyny, lecz także my nie możemy tego robić i lepiej nie przekraczać ich granicy, bo jak trafi się na patrol to.. - zawiesiłam się i poczułam suchość w gardle. Nachyliłam się nad strumieniem i zaczęłam powoli chłeptać lodowatą wodę ze strumyka. Gąska zrobiła to samo, ale chwile później cofnęła pyszczek. Spojrzałam na nią, pytającym wzrokiem.

<Gęsia Łapo?>

31 grudnia 2018

Od Spopielonej Paproci

W końcu Złocista Rzeka znalazła się w legowisku medyka. Wróblowy Śpiew od razu przybiegła, widząc ciało swojej córki.
- Co się jej stało? Wyjdzie z tego? - zaczęła pytać, a w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
- Spokojnie, jakiś ptak ją zaatakował, ale teraz czuj się lepiej i na pewno z tego wyjdzie - uspakajałam Wróbelka. Po pewnym czasie cały klan dowiedział się o ataku na Złocistą Rzekę. W końcu legowisko medyka opustoszało, a na środku leżała kremowa kotka. Świerkowa Kora przyniósł jej coś do jedzenia i teraz wyrywała mięsiste kawałki drozda.
- Kiedy wróci do legowiska wojowników? - spytała Miodowy Nos.
- Gdy rana się wyleczy, a Złota powróci do sił. Przez ten czas może pomagać na tu, w legowisku medyka. Przy okazji czegoś się nauczy - powiedziała, uśmiechnięta medyczka. Najwyraźniej bardzo spodobał jej się charakter rannej.

*pół księżyca później*

Wczoraj Złocista Rzeka wróciła do legowiska wojowników. Jej rana była już całkowicie wyleczona, pozostała po niej jednak blizna, co jednak nikomu nie przeszkadzało. 
- Spopielona Paprocio! - długowłosa podbiegła do mnie - obiecałaś mi, że pójdziemy na polowanie!
- No to ruszajmy - odpowiedziałam szybko i pobiegłyśmy w stronę Białych Pni. Zaczaiłam się na młodego zająca. Wyskoczyłam w jego kierunku i szybko zabiłam. Podziwiałam siłę Złocistej Rzeki. Jedno machnięcie łapą i zwierzyna leżała. Jednak szybko ją prześcigałam. W końcu wróciliśmy do obozu i położyliśmy nasze zdobycze na stosiku. Następnie poszliśmy do żłobka. Kociaki uczepiały się długiego i złotego futra Złocistej Rzeki, co jej nie zachwycało, jednak nie strącała ich z siebie. Gdy tylko poczułam zmęczenie, wróciłam do legowiska i ułożyłam się obok Nocnej Burzy.

Od Spopielonej Paproci

- Biegnij po medyczkę, ja poszukam w pobliżu pajęczyny, Turkawia Łapa mnie czegoś uczyła - powiedziałam - I przy okazji będę pilnować Złotej przed powrotem jakiegoś drapieżnika.
Świerkowa Kora znikł za drzewami. Szybko znalazłam pajęczynę i zaczęłam nieumiejętnie przystawiać ją do rany, nie było to mistrzostwo świata, lecz rana przestała krwawić. Jak Burzowe Serce przyjdzie to, to naprawi. Oddech rannej delikatnie się uspokoił, lecz nadal był przyśpieszony.
- Spopielona Paprocio, czy ja umrę? - spytała przerażona Złocista Rzeka - Ja nie chcę, jestem za młoda..
- Masz pszczoły w mózgu?! Oczywiście, że będziesz żyła - powiedziałam zdenerwowana - Jak możesz o tym myśleć.
- Masz rację... Ale gdzie jest Świerk?.. Może ten ptak go zaatakował?.. I Burzowe Futro nie przyjdzie?.. - strzelała pytaniami jak z karabinu.
- Ciii - uciszyła ją spokojnie niebieska i spojrzała z troską - Obiecuje ci, że wyjdziesz z tego, a jak już będziesz zdrowa, to pójdziesz ze mną na polowanie, dobrze? - kremowa się uciszyła i pokiwała głową. Wreszcie zza drzew wyszła medyczka wraz z Turkawią Łapą.
- Widzę, że Turkawka cię trochę pouczyła - powiedziała zaskoczoną, patrząc na pajęczynę - Jednak musimy założyć nowy opatrunek, bo ten przesiąka już krwią.
- Turkawko - powiedziała - znajdziesz mi trochę pajęczyny.
- Oczywiście już biegnę - pointka znikła za drzewami i chwilę później trzymała w pysku pokaźną stertę pajęczyn.
- Znajdź jeszcze trybulę, na wszelki wypadek, żeby nie wystąpiła infekcja.
- Infekcja! - krzyknęła przerażona Złocista Rzeka.
- Nie dramatyzuj, nie wiadomo czy masz infekcję, ale ostrożności nigdy nie za wiele - uspokoiła ją Burzowe Futro - zjedz to teraz, podała jej słodko pachnącą roślinę o paprociowych liściach. W końcu rana została zatamowana pajęczynami.
- Teraz tylko jak ją przenieść, żeby rana się nie otworzyła - zamyśliła się. Chwilę później cztery koty przenosiły, a czasami ciągnęły ją, kiedy ściółka była prosta. Kremowa nie wyglądała na zadowoloną i co chwilę piszczała i syczała z bólu. Nam też nie było łatwo, bo Złocista ze swoją wielką sierścią do najlżejszych nie należała, w końcu dotarliśmy do obozu.

C.D.N

Od Spopielonej Paproci

Z serii mój przyjaciel Świerk

Wstałam rano, w legowisku leżeli jeszcze prawie wszyscy wojownicy. Wyszłam na środek obozu. Świerkowa Kora wychodziła z obozu wraz ze swoją przybraną siostrą - Złocistą Rzeką. Podbiegłam do nich.
- Gdzie idziecie? - spytałam wesoło, uśmiechając się do nich.
- Idziemy na spacer - odpowiedział spokojnie Świerk - Chcesz pójść z nami?
- Hmm.. W sumie co mi szkodzi - odpowiedziałam. Szybko wyszliśmy z obozu, idąc w kierunku złotych traw. Złocista Rzeka nagle zatrzymała się, nasłuchując i pobiegła w las.
- Widziałaś już kociaki w żłobku? - zagadnął.
- Tak, przychodzę tam w sumie co drugi dzień, ciekawe czy któreś z nich zostanie moim uczniem - zamyśliłam się.
- Też chciałbym dostać ucznia - powiedział zdecydowanie, co było u niego rzadkością - Już pd dawna jestem wojownikiem, pewnie dostałbym już jakiegoś ucznia, gdyby nie to, że w ostatnim czasie nie było, żadnych kociaków - spojrzałam współczująco na kocura.
- Niedługo pewnie dostaniesz - powiedziałam i polizałam się po barku - Gdzie ta Złocista Rzeka się podziała - powiedziałam nerwowo.
- Chodźmy lepiej jej poszukać - powiedział Świerkowa Kora i poszedł w stronę, gdzie ostatnio widzieliśmy Złotą. Przedzieraliśmy się przez las, w pewnym momencie zapach się rozdzielał. Nie do końca wiedzieliśmy jak to możliwe, pewnie krążyła.
- Ja pójdę w prawo, a ty w lewo, dobrze? - powiedział, a ja kiwnęłam głową. Szłam w ciszy, w końcu poczułam zapach zagubionej. Pomiędzy krzakami zobaczyłam unoszące się kremowe futro.
- Złocista Rzeko...? - spytałam, wychylając się zza krzaków. Kotka leżała. Miała ranę w okolicy barków. Dość mocno krwawiła.
- Co się stało? - spytałam przerażona.
- To był jakiś ptak, polowałam na mysz i mnie zaatakował, wyrwałam się mu - powiedziała, głęboko dysząc.
- Zza krzaków wyszedł Świerk.
- Złocista Rzeko! - krzyknął - co się..
- Biegnij po medyczkę, ja poszukam w pobliżu pajęczyny, Turkawia Łapa mnie czegoś uczyła.

C.D.N

Od Spopielonej Paproci C.D Igły

- Dobry... - bąkną Igła, który przed chwilą walnął w moje łapki. Rozglądnęłam się za siebie, za moimi łapkami leżała mała kupka mchu, na którą Igła najprawdopodobniej polował.
- Oh.. Przepraszam - powiedziała i złapała delikatnie Igłę za kark, podstawiając go na równe nogi i usunęła się z pola treningów Igły - co robisz? - spytałam zaciekawiona.
- Poluje - powiedział w maksymalnym skupieniu. Przyjął pozycje prawie idealną do polowania i energicznie machał ogonkiem. Potem jego krótkie łapki oderwały się od ziemi i popędziły w stronę mchu, na który skoczył.
- Pff - mały kocurek odwrócił się w moją stronę i zmarszczył nosek.
- O co ci znowu chodzi? - spytał ze złością.
- Myślisz, że zwierzyna, będzie na ciebie czekała, aż ją złapiesz?
- A co użyjesz jakichś mocy, żeby mech się poruszał? - powiedział lekceważąco Igła i wrócił do polowania.
- Ja mogę być zwierzyną, a raczej mój ogon - zaproponowałam. Kocurek spojrzał się na mnie z dużymi oczami i przystąpił do polowania na mój ogon. Na początku nie ruszałam nim, a gdy był już blisko, machnęłam nim trochę na bok, przez co nie zdążył wyhamować, lecz szybko się obrócił i zaatakował go malutkimi ząbkami, gdy malutki ząbki wgryzły się w mój delikatnie szamoczący się ogonek, przymknęłam oczy.
- Dobra złapałeś, ale musisz chodzić w taki sposób, by nie robić za dużo hałasu, zobacz - zaczęłam pokazywać małemu kocurkowi. Szłam powoli i stawiałam łapy dokładnie, by nie wydać żadnego dźwięku - Twoja kolej.

<Igła? Przrepraszam, że takie krótkie, ale muszę napisać jeszcze 4 opka :c>

Od Spopielonej Paproci C.D Turkawiej Łapy

- Cześć Turkawko! – krzyknęłam na powitanie młodej uczennicy medyczki, a ta uśmiechnęła się.
- Idę do lasu po zioła, o które prosiła mnie Burzowe Futro, chcesz mi pomóc? - spytała szybko.
- W sumie nie mam nic do robienia, więc czemu nie - odpowiedziałam wesoło. Szybko wyruszyliśmy do lasu.
- Co musisz zebrać? - spytałam. Chciałam przy okazji poduczyć się podstawowych ziół i wiedzieć, kiedy się je stosuje.
- Hmm.. To były chyba nasiona maku, pajęczyna, liście maliny i chyba glistnik jaskółcze ziele - zaczęła wymieniać w skupieniu.
- Dobrze, to na początek nasiona maku, gdzie można je znaleźć i co robią? - pytałam jej jak swojej mentorki.
- Mak? W całym lesie - zaśmiała się - Pomagają w zaśnięciu, pozbywają się szoku i smutku, łagodzą ból. Ale lepiej ich nie dawać karmiącej królowej. Chodźmy może do ognistych traw, tam jest polana i łatwiej będzie znaleźć mak.
- Czy to to? - spytałam się i pacnęłam łapą w kwiat maku, z którego zaczęły opadać płatki, nie byłam pewna czy nie ma czegoś innego, co się tak nazywa, znałam tylko go jako czerwony kwiatek, który często rośnie na polanach. Turkawia Łapa podeszła, trzymając coś w pysku - Co to jest? - spytałam, wskazując na uczennice.
- To jest pietruszka, służy do przenoszenia wszelkich ziół - zaczęłyśmy zbierać nasiona maku, szybko się wysypywały, więc nie musiałyśmy, na tym ślęczeć nie wiadomo ile czasu.
- Teraz Pajęczyna, służy do zatrzymywania krwawienia, rośnie też prawie wszędzie - mówiła dalej.

<Turkawia Łapo?>

Od Spopielonej Paproci C.D Falka

- A ten tutaj to Falek - dokończyła młoda szylkretka. Czekoladowy kocurek najwyraźniej nie był zadowolony z jej przyjścia, siedział obok mamy z naburmuszoną minką.
- Spopielona Paprocio, poszłabyś z nimi i pokazała im obóz, chciałabym trochę odpocząć - spytała zmęczona Szepczący Wiatr.
- Oczywiście, chcielibyście pójść - spytałam kociaki. Płomień i Gąska byli bardzo zadowoleni z tej decyzji, przeciwnie Falek, pokiwał główką na znak sprzeciwu, lecz gdy wyszłam wraz z jego rodzeństwem, ten szybko popędził za nimi. Na początku poszliśmy do legowiska uczniów.
- Tu mieszkają uczniowie - kociaki weszły, rozglądając się. Na razie tu nikogo nie ma, ponieważ nie mamy żadnych uczniów, oprócz Turkawiej Łapy, która jest uczennicą medyka. Wy potem zajmiecie to miejsce.
- A kiedy zostaniemy uczniem - spytała zaciekawiona Gąska. Już niedługo, za jakieś trzy księżyce.
- Trzy księżyce to przecież wieczność - dodał Płomień. Dla kociaków, które żyją tylko tyle pewnie tak. Dla dorosłego wojownika dość krótko.
- Teraz pójdziemy do mojego legowiska, czyli legowiska wojowników - mówiłam i dokładnie tłumaczyłam każde zagadnienie - tam idą uczniowie, którzy skończyli szkolenie. Gąska i Płomień wbiegli do legowiska, a Falek prędko podreptał za nimi. Dostali się do białych puchatych loczków, które, kiedyś Nocna Burza, wzięła od owiec i wyłożyła tym nam legowisko.
- Co to jest? - spytał dotąd nieozywający się Falek.
- To sierść owiec, zobaczycie je pewnie, kiedy zostaniecie uczniami.
- A czemu jest taka kręcona - spytała szybko Gąska. Pokręciłam głową w znaku niewiedzy.
- Chodźcie, teraz idziemy do legowiska medyka - powiedziałam wesoła, lecz te nie podzielały mojego optymizmu i nadal bawiły się. Westchnęłam głęboko i machnęłam energicznie ogonem.
- Idziemy - powiedziałam trochę twardziej. Zaczęłam iść w stronę rodzeństwa i podniosłam Gąskę, wyjmując ją z białych kołtunów, widząc to, Płomień sam wylazł, nie chcąc podzielić losu wiszącej siostry. Postawiłam ją przy wyjściu i poszliśmy dalej. Stanąwszy przy zagłębieniu Burzowego Serca, obejrzałam się za siebie. Kociaków nie było...
- GĄSKA, PŁOMIEŃ, FALEK - zaczęłam krzyczeć, lecz na tyle cicho, żeby Szepczący Wiatr, śpiący po drugiej stronie obozu tego nie usłyszała.

<Falek?>

Od Spopielonej Paproci C.D Leśnego Strumienia

- O czym chciałaś porozmawiać? - spytałam od razu Leśny Strumień
- Nie jestem już z Chryzantemą - zaczęła spokojnie, wpatrując się w jeden punkt przed sobą - A te blizny, o które wcześniej pytałaś... Ona mi to zrobiła - dodała na koniec, że stoickim spokojem. Wbiłam pazury w ziemię. Najpierw ta pieszczoszka tuli się do niej, a potem wyrzuca jak jakąś karmę dla wron. Wiedziałam, że temu pieszczochowi nie trzeba było ufać. Stwierdziłam, że nie będę jeszcze bardziej dobijać siostrzenicy. Nie dość, że ma dzieci z Ostrokrzewiem, które najmilsze to nie są, to jeszcze jej partnerka ją rzuca. Podeszłam do niej i wtuliłam się w jej futerko. Oczy jej jednak nadal były puste.
- Jest jeszcze jednak rzecz, którą chciałam ci powiedzieć - tym razem lekko zadrżała - Jestem z wojowniczką z Klan Klifu z Pszczółką.
Już miałam wyrażać swoje niezadowolenie i spojrzałam na nią niepewnie. A co jeśli ona zrobi coś Leśnej jak Chryzantem albo, co gorsza, przyłapie ją sam lider. A może wreszcie znalazła swoją prawdziwą miłość i wreszcie będzie szczęśliwa. Głęboko westchnęłam.
- To twoje życie, ty powinnaś wiedzieć co dla ciebie najlepsze. Nie jestem pewna twojej decyzji. Ale zawsze pamiętaj, że może do mnie przyjść - powiedziałam spokojnie i niepewnie się uśmiechnęłam - chodźmy, wracajmy do obozu. Bo Igła zaraz doprowadzi królowe do tego, że rzucą się na niego z pazurami. Nawet cicha i miła Gardenia przy nim wymięka i wybucha złością - Las zachowywała ciszę i szła spokojnie. Wreszcie dotarliśmy do obozu. Szybko popędziliśmy do żłobka, skąd dobiegały krzyki Gardenii i Ryczącej Burzy.

<Leśny Strumieniu>


29 grudnia 2018

Od Spopielonej Paproci

Światło słoneczne przedostało się przez prawie ogołocone z liści korony drzew. Ospale zasłoniłam ogonem oczy, starając się przyzwyczaić do nagłej zmiany natężenia światła. Powoli wywlokłam się z pustego legowiska wojowników, ciągnąc za sobą ogon. Cały klan stał już na nogach, patrol, poranny wyruszył, a uczniowie, w sumie tylko jeden, zaczęli swoje treningi. Zamrugałam. Przeleciałam wzrokiem szukając Nocnej Burzy, bądź też Wąsatego Pyska. Przy wyjściu z obozu zbierał się patrol łowiecki. Bez namysłu skierowałam się w ich stronę.
- Pójdę z wami - zaoferowałam, a reszta kotów nie wyraziła sprzeciwu. Od razu wyruszyliśmy. Do patrolu należeli Rycząca Burza, Srebrny Deszcz oraz Ostrokrzewiowy Liść. Z żadnym z nich nie miałam jakiś świetnych tematów do rozmowy, przez co gdy szliśmy panowała niefortunna cisza. Liście zaczęły przybierać barwy, naturalne dla nich w czasie Pory Opadających Liści. Część z nich leżała już na ziemi, a z każdym moim krokiem, można było usłyszeć ich szelest. Nie były to najlepsze warunki do polowania, zwierzyna szybko może zorientować się o naszym istnieniu. W pobliżu Wielkiego Drzewa rozdzieliliśmy się. Zastrzygłam uszami. Do moich uszu dotarły piskliwe dźwięki i cichutkie bicie serca. Mysz. Nagle jak na zawołanie brązowe zwierzątko szybko wyszło zza krzaków i pobiegło w kierunku terenów Klanu Nocy. Zdezorientowana szybko skoczyłam w jej stronę. Trawa delikatnie muskała mnie w łapy. Nie zdążyła pobiec za daleko, kiedy ją dopadłam tuż przed granicą z obcym klanem. Spojrzałam na mysz, a zaraz potem kiszki zaczęły grać mi walca. Chciałam już wziąć pierwszy kęs, kiedy usłyszałam za sobą szum. Gwałtowanie się odwróciłam, przypominając sobie o całym kodeksie wojownika. Muszę polować dla klanu nie tylko dla siebie. Przypomniałam sobie sylwetki głosujących kotów i od razu odsunęłam myszkę. Całe szczęście nikt nie przyłapał mnie na tym zbrodniczym czynie. Szybko zakopałam zdobycz, by ta nie przeszkadzała mi w skupieniu swym zapachem. Zaraz potem poczułam zapach innego zwierzęcia. Był to zając. Zaczęłam się skradać do źródła zapachu. Przyczaiłam się w krzakach. Zwierzę znajdowało się pomiędzy dwoma drzewami. Już miałam wykonywać skok, lecz zwierzę mnie zauważyło i zaczęło pędzić wzdłuż granicy z Klanem Burzy. Pobiegłam za nim. Zbliżałam się do zająca z dużą prędkością. Jakaś brązowa postura mignęła mi przed oczami. Szybko odwróciłam głowę, w stronę istoty. Był to sporych rozmiarów czekoladowy kocur, jego futro było poprzecinane ciemniejszymi pręgami. Nagle poczułam, że moja łapa dotyka czegoś płaskiego, jak i śliskiego, był to kamień leżący u krawędzi strumyka. Chwilę potem już w nim byłam.

<Czapli Potoku?>

27 grudnia 2018

Od Spopielonej Paproci C.D Nocnej Burzy

Nocna Burza wtuliła swój pysk w kręcone futerko owiec. Tyle kociaków. Prawdę mówiąc, ich duża ilość osłabiała klan. Bo i je i królowe trzeba będzie czymś wyżywić. A pora nagich drzew nieubłaganie się zbliża. Gdy kociaki podrosną, zostaną uczniami, więc trzeba będzie znaleźć dla nich mentorów.
- Ciekawe, czy któreś z nich zostanie moim lub twoim uczniem - zamyśliłam się.
- Fajnie byłoby zostać mentorem, mieć ucznia, którego będzie się szkolić każdego dnia i urozmaicić sobie dzień, a nie codziennie tylko patrole, polowania, patrole, spać, patrole... - szylkretka się ożywiła. Polizałam się po barku.
- Na ogół fajnie by było, ale co jeśli źle przekaże się komuś całą wagę kodeksu wojownika, a potem... - Noc pacnęła mnie łapką w głowę.
- Nie wymyślaj - powiedziała - chodźmy lepiej na coś zapolować, jest już pora opadających liści, lepiej korzystać, póki jest dużo zwierzyny - szybko podniosła się z legowiska i znikła za drzewami, otaczającymi legowiska wojowników i uczniów. Leniwie podniosłam się i podreptałam za siostrą. Udałyśmy się w kierunku Klanu Klifu. Szłam u boku siostry. Dawno nie szliśmy na polowanie z Wąsatym Pyskiem, cały swój czas wolny poświęcał kociakom i swojej partnerce - Gardeniowemu Pyłkowi. Nie miałam mu oczywiście niczego za złe, lecz odczuwałam jego brak.
- Doszliśmy - Nocna Burza wspięła się na wysoki świerk, gdzie skakała ciemnoruda wiewiórka. Widząc znikającą w gałęziach siostrę, zniżyłam się do ziemi, by lepiej słyszeć ruchy zwierzyny. Zastrzygłam uszami i wciągnęłam powietrze. Pierwszym co poczułam, był patrol Klanu Klifu, zaraz potem poczułam mocny zapach gołębia. Powoli zaczęłam skradać się w kierunku źródła zapachu, machając ogonem. Zza krzaków zobaczyłam szaro-białego gołębia, który powoli dziobał coś w ziemi. Przeskoczyłam przez busz i skoczyłam na ptaka. Ten jednak zerwał się i pofrunął ponad korony drzew. Rozpędzona ledwo wyminęłam drzewo, za którym znajdowały się krzaki, z którymi kontaktu niestety nie uniknęłam. Syknęłam z bólu. Ciernie wbiły się w moje szare, krótkie futerko.

<Nocna Burza?>

14 grudnia 2018

Od Spopielonej Paproci

*akcja dzieje się kiedy kociaki Szepta umieją już gaworzyć*

Postanowiłam wybrać się na polowanie, gdy tylko zobaczyłam, że stos dość dotkliwie opustoszał. Mieliśmy ograniczoną liczbę wojowników, gdyż trzy królowe siedziały w żłobku wraz z partnerami, a Borsucza Gwiazda nie chciał odciągać ich od dzieci. W końcu był już pra-dziadkiem. Przyczaiłam się za wysoką, z lekka kołyszącą się trawą. Wciągnęłam powietrze. Poczułam dość odległy zapach nornicy. Zaczęłam powoli podążać w stronę zapachu, w końcu ją znalazłam, obróciła się w moją stronę. Niestety mnie zauważyła. Napięłam mięśnie i energicznie pobiegłam w jej stronę. Gdy tylko ją dogoniłam, zacisnęłam szczęki na jej karku. Zakopałam ją pod jedną z brzóz w okolicy Białych Pni. Kątem oka zauważyłam drozda. Stałam nieruchomo. Drozd całkiem nieświadomy swojej nieuniknionej śmierci szukał pożywienia, między brzozami. Zaczaiłam się. Szybko wyskoczyłam i zabiłam zwierzę. Zawróciłam do obozu. Wcześniej wykopując nornicę.

* * *

Wróciłam z polowania i odłożyłam nornicę i drozda na stos zwierzyny. Weszłam do żłobka. Zrobił się straszny tłok, nie dość, że były tu 3 królowe razem z 7 kociakami, to połowa klanu przyszła podziwiać latorośle Szepczącego Wiatru i Ryczącej Burzy. Przeciskałam się pomiędzy kotami wychylającymi się do góry. W końcu i tak zostałam wypchnięta ze żłobka, więc byłam w punkcie wyjścia. Postanowiłam przeczekać, aż wszyscy wyjdą. W końcu żłobek opustoszłał. Przy szylkretowym ciele królowej leżała trójka prześlicznych kociąt. Dwa kocurki - rudy i czekoladowy oraz szylkretowa kotka. Nazywały się Płomień, Falek oraz Gąska. Wszyscy gratulowali nowym rodzicom. W końcu żłobek spustoszał i podeszłam do małych kociaków. Były takie... Puchate. Wszystkie powoli ssały mleko swojej matki, gdy skończyły przywitałam się z nimi.
- Cześć jestem Spopielona Paproć - powiedziałam uprzejmie.

<Płomień, Falek, Gąska? Wiem, że słabe, ale nie miałam pomysłu na początek ;-;>