BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębi Podmuch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębi Podmuch. Pokaż wszystkie posty

17 października 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu

Miała rację. Od samego początku miała rację. Znak, o który tyle się modliła, nadszedł.
Powiedziała to. Słoneczna Myśl to powiedziała.
Przez pierwsze dwie noce Jastrzębi Podmuch nie mogła zasnąć.

- Zostałaś wybrana przez Klan Gwiazdy, Jastrzębi Podmuchu. - Niewielka kotka uśmiechała się do niej promiennie. - Tylko ty dostrzegłaś prawdę. Wiesz, co robić.
- Siostro… - miauknęła, podbiegając bliżej. Minęło już tyle czasu… - Nie umiem, nie słuchają mnie, proszę… 
Kocica tylko uśmiechnęła się łagodnie. Jej przejrzysta sylwetka zaczęła falować jak potrącone odbicie.
- Wiesz, co zrobić. Klan Wilka będzie znów bezpieczny… 
- Nie!
Próbowała ją zatrzymać, ale objęła tylko powietrze. Tylko koniec cętkowanego ogona połaskotał ją lekko w nos. Żołądek niebieskiej ścisnął się nagle.
Obudziła się. Drżała na całym ciele. Została wybrana. Poznała swoje przeznaczenie. Ale czy była w stanie je wypełnić?

Słońce zajaśniało nad lasem tylko na moment. Siwe chmury zasłoniły je ponownie, nim zdążyło objąć świat we władanie; mrok zbladł, po czym znów obsiadł drzewa. Zagrzmiało. Ciężkimi koronami nie poruszał najlżejszy powiew wiatru. Cisza przed burzą.
Ten jeden promień musiał wystarczyć, żeby ogrzać serce wojowniczki. Podjęła decyzję. Wyzbyła się resztek głupich wątpliwości i niepotrzebnego strachu. Wyrzuciła z pamięci tamto spojrzenie.
Delikatny powiew zmierzwił jej futro. Nie miała co czekać. Teraz albo nigdy.
Uniosła głowę wyżej. Klan Gwiazdy był po jej stronie. To wystarczało.
Zwycięży.
Odwróciła się i ruszyła w stronę legowiska liderki.

Czuła na sobie ich spojrzenia. Szeptali. Doskonale wiedziała o czym. Nieznacznie opuściła łeb i skuliła uszy. “Wariatka”. Jej spojrzenie przecięło się ze spojrzeniem Gepardziej Cętki. Odwrócił wzrok.
Coś ścisnęło ją za gardło. Przyspieszyła.
- Krocząca Gwiazdo.
Jej głos zginął w ciszy, która zapanowała. Przełknęła ślinę i uniosła łeb wyżej, hardo wpatrując się w wejście do legowiska liderki.
Odpowiedź nie nadeszła.
- Krocząca Gwiazdo!
Czekała, przygniatana spojrzeniami reszty klanowiczów. Odsłoniła kły i warknęła, choć głos jej się łamał.
- Krocząca Gwiazdo!
Uderzenie serca. Szmer głosów. Czuła każde ich słowo. Ich wzrok przeszywał jej kark igiełkami lodu. Uderzenie serca. Szybciej. Szybciej.
Szelest łap na posłaniu z mchu.
Ich spojrzenia spotkały się. 
Wiedziały. Obie.
Przez uderzenie serca nie pamiętała, po co tu przyszła.
Odwróciła wzrok. Powiodła spojrzeniem po obserwujących je klanowiczach. Wzięła głęboki wdech.
- Miałam rację - miauknęła. - Borsuczy Krok nie jest liderką. Klan Gwiazdy jej nie wybrał. Nie otrzymała dziewięciu żyć.
Po klanie przeszedł szmer. Nie zwróciła na niego uwagi. Myślami była już tam. W świetle i ciszy. W jej ślepiach płonął żar.
- Klan Gwiazdy dał mi znak. Wszystko, co się ostatnio działo, to kara za bezprawne rządy Borsuczego Kroku. Nie zasłużyła na rangę lidera i zajęła ją bezprawnie. W przeszłości dopuściła się wielu zbrodni. Tak! - miauknęła, słysząc ich szepty. - To przez nią teraz cierpimy! To przez nią głodujemy, a las otula zapach śmierci! Przez nią nasze jedzenie gnije! To kara! Kara zesłana na nas przez Klan Gwiazdy za jej zbrodnie!
Zamilkła. Zimne, niemal czarne ślepia wpatrywały się w nią bez wyrazu. Po raz pierwszy nie bała się zmierzyć z ich spojrzeniem. Nie odwróciła wzroku.
- Klanie Wilka! Klan Gwiazdy pragnie tylko jednego - sprawiedliwości! Odrzućmy zbrodnie, a wszystko się skończy! Odejdzie głód, ciemność i robaki, będziemy mogli napełniać nasze brzuchy do syta i oddychać świeżym powietrzem bez smrodu padliny! Musimy zrobić tylko jedno! Ukarać dawne zbrodnie i zapobiec nowym! Tylko tyle! Padnijmy przed Klanem Gwiazdy i ukarajmy winną!
Odpowiedziała jej cisza. Nie liczyła na nic innego.
- Borsuczy Kroku - jej głos brzmiał wyjątkowo spokojnie. - Wyzywam cię na pojedynek. Stań do walki. Jeśli się mylę i Klan Gwiazdy przekazał ci życia, najwyżej stracisz jedno z nich. Lub zginę. Jeśli jednak Klan Gwiazdy jest po mojej stronie… 
Patrzyła w oczy koloru piór dzwońca. Tak jak wtedy. I widziała w nich to samo. Płomień. Pod spodem czaiło się jednak coś innego.
Krocząca Gwiazda była pewna że już wie, co Jastrzębi Podmuch zobaczyła wtedy w jej oczach. Desperację. 
Przejrzała się w niej jak w lustrze.
- Dobrze - odparła.
Znów były w tamtym dole. Znów miały się zabić. Tym razem naprawdę.
Skoczyła. Krew wypełniła jej pysk, gdy wgryzła się w kark niebieskiej. Upadły. Ból przeszył jej pysk. Zacisnęła ślepia, stając się bezbronna na uderzenie serca. Jastrzębi Podmuch to wykorzystała. Wyrwała się, gotowa do zaciśnięcia zębów na odsłoniętym karku przeciwniczki.
Brązowe ślepia patrzyły na nią pusto.
Zawahała się. Na wystarczająco długo, by bura dała radę skoczyć.
Ostatnim, co usłyszała, był trzask pękających kości. Jej kości.
Jej karku.
Oczy koloru piór dzwońca zgasły.

Czy właśnie takie było jej przeznaczenie?

(W innym wszechświecie zwycięstwo miało gorzki smak czerwonych jagód.
W innym wszechświecie gdy nabijały na pal łeb Zbożowej Gwiazdy, Klan Wilka rządził już całym lasem.
W innym wszechświecie Jastrzębia Gwiazda odbudowywała klan po długiej wojnie domowej.
W innym wszechświecie część kociąt Bystrej Wody była bura.
W innym wszechświecie… 
W innym wszechświecie gdy pierwszy raz spojrzała w zimne ciemnobrązowe tęczówki, zawróciła i nigdy nie obejrzała się za siebie.)


Krocząca Gwiazda puściła bezwładne ciało przeciwniczki. Uniosła łeb i powiodła zdrowym okiem po otaczających ją kotach. Prawy bark, wygięty pod nienaturalnym kątem, pulsował wściekłym bólem. Krew i resztki lewego oka spływały po jej policzkach.
Jej głos był pusty i chrapliwy.
- Ktoś jeszcze chce rzucić mi wyzwanie?


<Klanie Wilka?>

16 października 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu

 - Mamo?
Czuła na sobie wzrok Rozkwitającego Pąku, ale jej ślepia pozostały utkwione w Kamieniu. Miała wrażenie, że zajaśniał odrobinę. Jej serce przyspieszyło. Wpatrzyła się w niego intensywniej.
- Szukałam cię. Mam wrażenie, że ostatnio nas unikasz… 
Jastrzębi Podmuch niechętnie odwróciła wzrok i spojrzała w pomarańczowe ślepia córki.
- Nieprawda. Po prostu przychodzę się modlić, to wszystko.
Niebiesko-biała nie wyglądała na przekonaną.
- Nie uważasz, że ostatnio trochę… przesadzasz? Spędzasz tu prawie cały czas, prawie mieszkasz, mogłabyś czasem… 
Sierść na grzbiecie wojowniczki stanęła na sztorc.
- Niczego nie rozumiesz! - syknęła. - Tyle razy ci mówiłam, tak się starałam, a ty dalej nie rozumiesz! KAŻDY powinien czcić Klan Gwiazdy w ten sposób! Każdy! Zamiast narzekać, że się modlę, powinnaś sama częściej tu przychodzić i rozmawiać z Przodkami! Aż dziwne, że do tej pory nie upomnieli się o swoje! Nic dziwnego, że… - urwała, bijąc wściekle ogonem. Rozkwitający Pąk westchnęła ciężko. Nie miała siły, żeby kłócić się z matką. Już nie.
- Całe szczęście, że mamy ciebie - miauknęła tylko. - Może dzięki twojemu oddaniu kara nas minie.
Nie słuchając dalszych wywodów kocicy, wyszła z pomieszczenia. Jastrzębi Podmuch została sama. Odetchnęła głęboko, starając się oczyścić umysł. Widok Kamienia momentalnie jej pomógł, odsuwając wszystkie zmartwienia na bok. Już po chwili umysł kocicy wypełniła cisza i łagodna biel. Zamknęła ślepia, zanurzając się we wrażeniu. Jej myśli płynęły spokojnie, mieszając się z cichymi odgłosami tego miejsca. Po chwili wojowniczka zaczęła mieć wrażenie, że wśród dźwięków słyszy czyjś głos. Skupiła się mocniej. Faktycznie, do jej uszu dobiegł szept. Nie była w stanie rozróżnić słów, ale ktoś bez wątpienia próbował do niej przemówić.
Jej serce przyspieszyło. Klan Gwiazdy docenił jej poświęcenie i zsyłał jej znak! Chciała pobiec do Potrójnego Kroku, ale ciekawość zwyciężyła. Musiała zrozumieć, co chcieli jej przekazać! Zresztą, to ona tu była. Mówili do niej. Medyk mógł poczekać… 
- Jestem - wyszeptała, wsłuchując się w otoczenie.
- Jas… muchu… Jast… chu… 
- Jestem! - miauknęła głośniej.
Z ciemności przed nią wyłoniła się ledwo dostrzegalna sylwetka.
- Jastrzębi Podmuchu - głos kotki był miękki i ciepły. Jej jasne futro falowało poruszane niewidzialnym wiatrem. Wyglądała prawie jak… 
- Słoneczna Myśl - miauknęła.
Kocica uśmiechnęła się ciepło.
- Jastrzębi Podmuchu. Zostałaś wybrana przez Klan Gwiazdy.

Od Jastrzębiego Podmuchu

- Na pewno musisz z nim iść? Powiedz, że boli cię brzuch, Potrójny Krok…
- Mamo… 
- Albo po prostu nie idź, poradzą sobie bez ciebie. Ostatnio coś…
- Mamo!
- I ten Huraganowe Wzgórze… Wiesz, co zrobił. Na twoim miejscu…
- MAMO!
Jastrzębi Podmuch spojrzała na syna z zaskoczeniem, wyrwana ze swoich myśli. Futro Mleczowego Pyłu było zjeżone, a on sam patrzył na nią błagalnie. Sprzed legowiska dotarł do nich cichy chichot. Umilkł, gdy niebieska warknęła w tamtą stronę.
- Nic mi nie będzie, to tylko patrol.
- Wiem, ale… 
- Idzie z nami Gepardzia Cętka. 
- Ale…
Westchnął zmęczony.
- Klan Gwiazdy na pewno nie pozwoli, żeby coś nam się stało.
Ten argument ostatecznie zamknął wojowniczce pysk. Mruknęła tylko cicho coś w rodzaju życzeń powodzenia i zanim się obejrzała, jej syn był już poza legowiskiem, z dala od wzroku nadopiekuńczej matki. Westchnęła. Poczuła się nagle niesamowicie staro.
Skoro syn od niej uciekł, spróbowała poszukać córki. Niebiesko-biały ogon mignął jej gdzieś w okolicy legowiska uczniów. Podeszła bliżej.
- Rozkwit?
- …i nie sprawiałam żadnych kłopotów, w przeciwieństwie do nich.
- T-to wspaniale, p-prawda?
- Ej! Słyszałem, że Cisowa Kołysanka skarżyła się…
- Nieprawda! Sam powiedziałeś Wydrzemu Lasowi, że…
Kłótnia uczniów trwała w najlepsze. Dymne Niebo starał się nad nimi zapanować, posyłając błagalne spojrzenia swojej partnerce. Jej córce. Roześmianej i zapatrzonej w swoją rodzinę.
Wycofała się chyłkiem, zanim ją zauważyli.
Kątem oka dostrzegła Dębową Pierś. Od podejścia do niego powstrzymała ją sylwetka siedzącego obok kocura. Padający Deszcz wyglądał jak kopia swojego ojca. Obaj wpatrywali się w las przed sobą. Z oddali dobiegały śmiechy Świetlistej Duszy bawiącej się z kociętami.
Rozejrzała się za Gepardzią Cętką i dopiero po chwili przypomniała sobie, że jest na patrolu. Spuściła uszy. Skoro tak, może mogłaby… 
Tuż obok rozległy się kroki. Wiśniowy Świt. Cicha wojowniczka o magnetyzującym spojrzeniu migdałowych oczu. Niebieską przeszedł dreszcz.
- Widziałaś Jastrzębiego Cienia?
- Rozmawiał ze Skalnym Szczytem - odparła liliowa melodyjnym głosem. Przez chwilę mierzyła ją spojrzeniem.
Jastrzębi Podmuch spuściła wzrok. Zamachała wściekle ogonem i bez słowa podziękowania minęła wojowniczkę. 
Dobrze. Nie potrzebowała ich. To nawet lepiej. Pójdzie się modlić. Sama.
Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę legowiska liderki.
Było jej dobrze samej. W końcu miała spokój. Przecież nie będzie się nikomu narzucać. Świetnie radziła sobie bez nich. Nie potrzebowała ich towarzystwa. Zresztą, nigdy nie była sama. Miała Klan Gwiazdy. Oni ją rozumieli. Doceniali. Tak, pójdzie się pomodlić.
Wojowniczka weszła cicho do legowiska medyka i przeszła do pomieszczenia z Kamieniem. Nie rozumiała dlaczego jej gardło ścisnęło się boleśnie. Przecież było jej dobrze. Samej.

15 października 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Jastrzębiego Cienia

Wojowniczka odruchowo skinęła głową, słysząc deklarację zastępcy, myślami była jednak daleko. 
To musiało się skończyć. Nie mogli tak dłużej. Wiedziała, że problem nie minie sam, wiedziała co musieli zrobić, a jednak… 
Jastrzębi Cień przyglądał jej się. Skinął głową.
- Nie bój się. Mów. Jeżeli to coś osobistego, to zostanie to między nami.
Wysunęła i schowała pazury. Dostrzegł, że chodziło jej o coś więcej, ale… nie mogła mu tego powiedzieć. Był jedyną osobą, która jej ufała, jedyną, która szanowała jej opinię. Jeśli teraz wszystko mu powie… Odwróci się od niej jak pozostali. Wojowniczka nie mogła do tego dopuścić. Czepiała się jego sympatii jak tonący jeża. 
Bury powtórzył gest, zachęcając ją do mówienia. Pokręciła łbem.
- Nie. I tak mi nie uwierzysz.
Pomarańczowe ślepia przyjrzały jej się badawczo.
- Chodzi o moją matkę?
Futro na grzbiecie niebieskiej zafalowało. Gdy minął pierwszy szok, powoli skinęła głową.
- Słyszałem, że za sobą… nie przepadacie.
Z jej gardła wydobył się warkot, zanim zdążyła go stłumić.
- Zniszczyła mi życie. Ona, jej chora obsesja i chore gierki, gdyby nie… - urwała, wiedząc, że znów się zapędziła. Pokręciła łbem. - To wszystko to jej wina. Te piszczki. Kara od Klanu Gwiazdy za jej bezprawne rządy. Nie wybrali jej. Nie mogli. Po tym wszystkim, co zrobiła, po tym co się stało, ja… nie wierzę. Nie, nie mogli. Teraz nas karzą. Za nią, za to co zrobiła, wszystko, co zrobiła! Musimy… Jest tylko jeden sposób, zanim, zanim wszyscy umrzemy z głodu, jest tylko jedna droga… Musimy ją powstrzymać.


<Jastrzębiu? :')>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Potrójnego Kroku

Potrójny Krok westchnął i odsunął się trochę, wpuszczając ją do legowiska. Zgodził się? Jastrzębi Podmuch poczuła się lekka jak piórko. 
- Wątpię abyś kłamała. Nie chciałabyś rozwścieczyć przodków kłamstwem na ich temat. Możesz ich odwiedzić, ale masz mi opowiedzieć o tym znaku. Jako medyk mam prawo wiedzieć czy to nie ma związku z klanem!
Jej entuzjazm trochę przygasł. Zgodził się, ale… Bała się. Jeśli znów uzna ją za wariatkę? Wierzyła z całej siły, że to był znak i wiedziała, że Klan Gwiazdy ją wspomoże, ale… Może lepiej by było… Nie. Nie mogła. Musiała mu powiedzieć całą prawdę i tylko prawdę.
- Skoro myślisz, że może to mieć aż takie znaczenie… Od jakiegoś czasu coraz częściej zdarzało mi się zamyślać i…  samo w sobie nie jest to bardzo dziwne - dodała szybko - ale za każdym razem, gdy się ocknęłam, byłam w okolicy twojego legowiska. Ignorowałam to, jako dziwny zbieg okoliczności, ale ostatnio… Zaczęłam lunatykować. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Tym razem… Widziałam we śnie jakieś jasne sylwetki, a gdy się obudziłam, byłam tuż przed wejściem do twojego legowiska. Myślę… że to nie przypadek. Klan Gwiazdy wzywa mnie do siebie, bliżej Kamienia. Nie wiem, dlaczego. Ale chciałabym odpowiedzieć na ich wezwanie. Wejść i pomodlić się przy kamieniu. Mogłabym?
Patrzyła na medyka z nadzieją. Wiedziała, że ją zrozumie. Musiał. Powiedziała całą prawdę i Klan Gwiazdy stanie po jej stronie.


<Potrójny Kroku? :P>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Skalnego Szczytu

Wojowniczka przyglądała się Skalnemu Szczytowi, nie odrywając od niej wzroku. To co słyszała było nieprawdopodobne. Kocica jej wierzyła. Wierzyła. Jej.
Niebieska szukała na jej pyszczku jakiś oznak kpiny, ale ich nie znalazła. Brązowe ślepia były nieco zamyślone, ale lśniły szczerością. 
- Masz ty w ogóle jakichkolwiek sprzymierzeńców?
Pytanie wyrwało Jastrzębi Podmuch z zamyślenia. Nie odpowiedziała, spuszczając łeb. Wbiła pazury w rozmiękłą ziemię.
- Ja… nie jestem pewna - miauknęła w końcu. Spojrzała rozmówczyni w oczy. - Nie wiem, czy ktokolwiek mi wierzy. Dębowa Pierś słucha mnie jak każdego innego kota. Wiesz, jaki on jest. Miły. Wysłucha i przytaknie każdemu, nawet jeśli opowiada, że jeże latają. Nic więcej. A Gepardzia Cętka… Nigdy nie powiedział, co sądzi o moich teoriach. Wysłuchał mnie, pokiwał głową i zmienił temat. Za każdym razem - zamilkła na moment. Kiedy podniosła wzrok, lśnił w nich ogień. - Wiem, za kogo mnie mają. Za wariatkę. Chorą psychicznie. Nawet Potrójny Krok. Widziałam to w jego oczach, za każdym razem, jak do niego idę… 
Sierść na jej grzbiecie stała na sztorc. Płonący, nieobecny wzrok wbiła w jakiś punkt przed sobą, nie zwracając uwagi na nic więcej.
- Hej, nie jesteś wariatką - miauknęła czarna. Jastrzębi Podmuch ją zignorowała, kontynuując swój monolog.
- Szalona… To oni są szaleni! Ślepi! Nie mają pojęcia, gdyby… Gdyby zobaczyli to, co ja, gdyby tam wtedy byli… Wiedzieliby. Już dawno… Nie można tak tego zostawić. Nie można! Trzeba działać! Tylko jak? Gdyby wiedzieli… Jej wina. Wszystko. Tamta gałąź. Od tego się zaczęło. Prawie ją zabiła! I tamten trzask, widziała ją, widziała co robiła. Zobaczyła ich razem i zrobiła to specjalnie, żeby tylko… Widziałam to w jej oczach, wściekłość, nigdy nie widziałam jej tak wściekłej! Żałowałam, ale było już za późno… Wpadła w szał i pewnie wtedy… tak, bez wątpienia. Była tam wtedy. Poszła za nim. Gdyby go nie znaleźli… Pewnie na to liczyła, właśnie taki był jej plan, chciała tego, chciała, od początku, od kiedy tylko się domyśliła, od kiedy zobaczyła, że… Ona… jest chora, nieobliczalna, opętana przez Mroczną Puszczę, to pewnie jej robota! Tak, na pewno to ona go zabiła, chciała władzy, nie mogła już czekać, zabrała go z dala od klanu i zabiła, powiedziała, że to kamienie, grota, choroba, nie było ciała, ukryła je, żeby nikt się nie domyślił, żeby… Ma obsesję! Wiedziałam, wtedy, gdy prawie ją zabiła, wiedziałam, chciała mojej uwagi, zawsze, całej, wszędzie czułam na sobie jej wzrok, pewnie dlatego to zrobiła, chciała żebym nie mogła o niej zapomnieć, nigdy, nigdy więcej, a może… zaplanowała to! Tak! Musiało tak być! Nie zrobiła tego z dobroci serca, o nie, ona nie ma serca, zaplanowała to, wszystko, jak najdokładniej, żebym nie miała wyjścia, żebym musiała… I jej słowa, pogódź się z tym, zaplanowała, to wszystko jej wina, jej wina, JEJ WINA! BO TO NIEMOŻLIWE, ŻEBY MNIE…!
Urwała, dysząc ciężko. Pazury wbiła głęboko w grunt. Łzy kapały z jej pyska na rozmokniętą ziemię. Szeroko rozwarte zielone ślepia płonęły, wbite gdzieś daleko, niewidzące. 
- Musimy się jej pozbyć, musi odpowiedzieć za wszystko, co zrobiła, za swoje zbrodnie, za życie, Klan Wilka musi się od niej uwolnić, nie jesteśmy bezpieczni, musimy, raz na zawsze, pozbyć się, musimy, musimy ją… 
Jej oddech stał się chrapliwy. 
- Nie!
Trzęsła się, a po jej policzkach ciekły łzy. Nagle, zanim Skalny Szczyt zdążyła zareagować, kocica jakby wróciła do siebie. Jej pysk natychmiast przyjął zwykły wyraz. Jednym ruchem starła łzy, uspokoiła oddech. Kiedy znów spojrzała w oczy czarnej, wyglądała prawie jak zawsze.
- Zapomnij o wszystkim - miauknęła. Rozejrzała się po okolicy. Wyglądało na to, że skończyły patrol. Musiała się uspokoić. Wrócić do obozu, do Kamienia. Modlić się. Tylko tam odnajdywała spokój.
Nie patrząc w stronę Skalnego Szczytu, ruszyła w powrotną drogę.


<Skało? Dalej jej ufasz? xD>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Motylka (Motylej Łapy)

Spojrzała na kocięta z niechęcią. Brzmiały tak racjonalnie i uprzejmie, że z każdym uderzeniem serca nienawidziła ich jeszcze bardziej. Najchętniej wyszłaby ze żłobka, zostawiając je same sobie, ale nie mogła. Warknęła pod nosem, wiedząc, że wygrały. Nie mogła odmówić im opowieści o Klanie Gwiazdy. Nauczanie i nawracanie było jednym z jej świętych obowiązków.
- Zgoda - miauknęła zimno. Westchnęła, słysząc reakcje maluchów. Uniosła wzrok, utkwiwszy go gdzieś ponad nimi i zebrała myśli. - Nad życiem każdego kota czuwa Klan Gwiazdy. To potężni i szlachetni przodkowie, którzy nigdy nie wystąpili przeciw Kodeksowi. Obserwują ze Srebrnej Skóry pilnując, żeby święte prawa, którymi sami żyli, były przestrzegane i teraz, i zawsze. - Jej wzrok stwardniał. - Kodeks jest jedyną słuszną drogą życia, a postępowanie według niego największą radością każdego kota. Dzięki niemu stajemy się lepsi, w ten sposób zbliżając się do Przodków. Wiemy co jest słuszne, a czego nie wolno się dopuścić. Dzięki niemu mamy szansę zasłużyć na miejsce Srebrnej Skórze, w gwiezdnej krainie wiecznego szczęścia. I uniknąć wiecznego cierpienia w mroku Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Kodeks jest jednym z największych błogosławieństw, które otrzymaliśmy od Klanu Gwiazdy - zamilkła na moment, biorąc oddech. Szybko podjęła wątek - Przodkowie czuwają, żebyśmy nie zbłądzili. Dali nam Kodeks, dają także znaki… - zawahała się przez moment. - Sny. Zsyłają je medykom. To oni są łącznikiem między Przodkami a resztą klanu. Dlatego należy im się ogromny szacunek - prawie warknęła, spoglądając na kocięta. - I liderom - jej głos zadrżał niemal niesłyszalnie. - Gdy uznają jakiegoś kota za godnego tej funkcji, otrzymuje od nich szczególne dary i dziewięć żyć. Dostaje także nowe imię z członem “Gwiazda” na potwierdzenie swojego posłannictwa. Od teraz jest przedstawicielem Klanu Gwiazdy na ziemi i należy mu się bezwzględne posłuszeństwo, a jego słowo staje się prawem, jakby wypowiedzieli je sami Przodkowie. I nie wolno mu się przeciwstawiać - kocica mówiła z coraz większym trudem, co chwilę przerywając, żeby złapać powietrze. - Klan Gwiazdy karze każde, najmniejsze nieposłuszeństwo z całą surowością.
Przez ściśnięte gardło nie chciało jej przejść żadne słowo więcej. Ślepia piekły ją od zbierających się pod powiekami łez. Zamachała wściekle ogonem, przyglądając się trójce rodzeństwa.
- Nigdy - warknęła.


<Motylku?>

28 września 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu

Jeszcze wschód słońca temu obiecywała Wampirzej Łapie, że zostanie mianowany na wojownika. Dziś miała porozmawiać o tym z Jastrzębim Cieniem. Nie zdążyła. Klan Gwiazdy zabrał jej ucznia do siebie. Bo właśnie w to wierzyła. Że wypełniło się przeznaczenie kocura. Został klanowym kotem, wierzącym w Przodków i przestrzegającym Kodeksu i zasłużył na miejsce wśród nich, na Srebrnej Skórze. Teraz pewnie polował razem z nimi.
W przeciwieństwie do Pierzastej Mordki. Ale to już nie jej sprawa.

Deszcz kapał ze skały, pod którą schroniła się Jastrząb. Pod pretekstem zjedzenia wygrzebanej ze stosu, chudej nornicy (kocica trzy razy sprawdzała, czy nie zaczęła się już psuć), usadowiła się niedaleko wejścia do leża liderki. Poza modlitwą i patrolami, tylko to jej zostało. Obserwowanie Borsuczego Kroku. 
Po tym, co stało się na zgromadzeniu, niebieska nie miała zamiaru odpuścić.
Jak na złość, w jej legowisku panował mrok, a kocica nie miała zamiaru go opuszczać. Jastrzębi Podmuch mogła wpatrywać się w ciemność do woli. Syknęła niezadowolona, odgryzając kawałek piszczki.
Gdzieś obok mignęła jej sylwetka Raniuszkowego Dziobu. Kocica wyróżniała się na tle wszechogarniającej szarości. Wojowniczka szła wolno przez obóz. Zdawała się być nieobecna - wzrok utkwiła w jednym punkcie między łapami, nawet nie patrząc, dokąd szła. Jastrzębi Podmuch wstała i podeszła do niej. Biała przypominała trochę ją samą jeszcze paręnaście wschodów słońca temu, zanim Potrójny Krok dał jej przywilej modlitwy przy kamieniu.
- Raniuszkowy Dziobie? - miauknęła, gdy kocica minęła ją, jakby była powietrzem. - Wszystko w porządku?
Jak w zwolnionym tempie, wojowniczka odwróciła głowę i nieobecne spojrzenie niebieskich ślepiów padło na Jastrząb. Biała zdawała się przestraszona, że ją widzi.
- Tak, jasne - odparła, ale Jastrzębi Podmuch wyczuła w jej głosie fałszywą nutę. - Wszystko w porządku.
Jak gdyby nigdy nic, kocica znów wpatrzyła się w punkt między swoimi łapami i tak samo powoli ruszyła dalej. To nie przekonało Jastrząb. Obserwowała, jak biała wychodzi poza obóz, żeby za jakiś czas… wrócić od drugiej strony i rozejrzeć, jakby bała się, że jest śledzona. To upewniło wojowniczkę w przekonaniu, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Schowała się między legowiskiem uczniów i starszyzny, i obserwowała.
Raniuszkowy Dziób skierowała swoje kroki do legowiska medyka. Weszła do niego bezgłośnie, nie wołając ani Potrójnego Kroku, ani Deszczowej Chmury. Jastrząb odczekała parę uderzeń serca i zrobiła to samo, trzymając się w bezpiecznej odległości. W środku nie było nikogo. Weszła w samą porę żeby zobaczyć, że kocica kieruje się do pomieszczenia z Kamieniem.
Niebieska zamarła, przyciśnięta do ściany legowiska. Klan Gwiazdy ją wezwał? Ta myśl wywołała ukłucie zazdrości w sercu Jastrząb. Myślała, że tylko ona dostąpiła tego zaszczytu. Teraz czuła się mniej… wyjątkowa. Zganiła się za te myśli. Niezbadane są wyroki Klanu Gwiazdy, nie powinna też nikomu zazdrościć ich łaski, tylko się cieszyć. Cały Klan Wilka powinien się nawrócić. Dzięki temu… 
Z zamyślenia wyrwał ją hałas. Spięła mięśnie.
W głębi pomieszczenia pojawiła się Raniuszkowy Dziób. Biegła, dysząc ciężko. Z Kamieniem w pysku.
Sierść Jastrząb momentalnie się nastroszyła. Wyskoczyła ze swojej kryjówki, prosto przed uciekającą.
- Zostaw to! - warknęła, zagradzając jej drogę.
Biała zamarła, zaskoczona. Rozejrzała się i zamknęła ślepia, odwracając łeb to w jedną, to w drugą stronę, jakby wsłuchiwała się w głosy, które tylko ona mogła usłyszeć. Dla Jastrząb wszystko stało się jasne. 
Raniuszkowy Dziób ruszyła prosto na wojowniczkę.
- STÓJ! - wrzasnęła, rzucając się na białą. Nie mogła pozwolić jej się wydostać! Wojowniczka zrobiła zręczny unik i po raz kolejny spróbowała się przedrzeć. Jastrząb z trudem ją powstrzymała. Zdesperowana, krzyknęła na całe gardło:
- STÓJ, ZŁODZIEJKO! ZŁODZIEJKA! OPĘTANA! PRÓBUJE UKRAŚĆ KAMIEŃ OD KLANU GWIAZDY! POMOCY!!!
Z satysfakcją widziała, jak mina białej rzednie. Szukała drogi ucieczki, ale przed legowiskiem już rozlegały się głosy zaalarmowanych klanowiczów. Wtedy Raniuszek zrobiła coś, czego niebieska się nie spodziewała - zawróciła. 
- WRACAJ TU!
W legowisku zrobiło się tłoczno od kotów. Po kilku uderzeniach serca obie stały przed leżem medyka, otoczone wianuszkiem wojowników. Gdzieś w tłumie wypatrzyła wściekłego Potrójny Krok, zaraz obok jego asystenta i Wiśniowego Świtu. 
Raniuszkowy Dziób spojrzała na nią, jakby wojowniczka ją skrzywdziła.
- Jestem niewinna! - miauknęła, szukając wsparcia wśród zgromadzonych. - Rzuciła się na mnie jak wychodziłam od medyka!
- KŁAMIESZ! - przerwała jej Jastrząb. - Widziałam, że zakradasz się do medyka, więc poszłam sprawdzić, co planujesz! CHCIAŁAŚ UKRAŚĆ KAMIEŃ! Widziałam! Od rana zachowywałaś się dziwnie!
- Śledziłaś mnie?! - głos białej brzmiał słabo. - W-wariatka! Ona mnie śledziła! J-ja tak dłużej nie mogę!
Przez tłum przeszedł pomruk. Jastrzębi Podmuch aż się zapowietrzyła.
- Nie śledziłam cię, ty mysi móżdżku! Dziwnie się zachowywałaś, chciałam sprawdzić, czy wszystko dobrze! Była zupełnie nieobecna, jakby coś nią sterowało! - zwróciła się do reszty, szukając przychylnych spojrzeń. Nie znalazła. - Wyszła z obozu, upewniając się, czy nikt jej nie obserwuje, a później wróciła do medyka, żeby ukraść kamień! Gdyby mnie tam nie było…
- C-czyli jednak mnie śledziłaś! Źle się poczułam i chciałam iść do m-medyka, to wszystko! N-nie, nie mogę… - Kocica rozpłakała się na dobre. Momentalnie stanęła przy niej Wiśniowy Świt. Liznęła kotkę w policzek.
- Już dobrze, mamo. Już cię nie skrzywdzi - posłała niebieskiej zimne spojrzenie, w którym Jastrząb dostrzegła tryumf. - Nie płacz, proszę.
Wojowniczka tylko stała, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. 
- Obie są opętane! Widzicie! OBIE SĄ POD WPŁYWEM MROCZNEJ PUSZCZY! CHCIAŁY ZNISZCZYĆ NASZ KAMIEŃ, ODCIĄĆ NAS OD KLANU GWIAZDY! JESTEŚCIE AŻ TAK ŚLEPI, ŻEBY TEGO NIE WIDZIEĆ?! PRAWIE GO ZABRAŁA I TYLKO TO, ŻE BYŁAM OBOK…
- Wystarczy.
Niski, chrapliwy, głęboki. Znienawidzony.
Jastrzębi Podmuch uniosła wzrok, żeby skrzyżować go z zimnym spojrzeniem Borsuczego Kroku. Z jej gardła wyrwał się mimowolny warkot.
- Twierdzisz, że Raniuszkowy Dziób próbowała ukraść Kamień. Gdzie on teraz jest?
- W legowisku medyka. Porzuciła go, gdy zobaczyła, że nie ma szans go zabrać. - Niebieska nie odwróciła wzroku. Podobnie liderka.
- Sprawdźcie to - miauknęła. Rozległ się szmer. Pod wpływem jej spojrzenia, kilku wojowników niepewnie wyszło przed szereg. Po uderzeniu serca wahania, ruszyli do legowiska medyka.
- Jest tu! - rozległ się krzyk Gepardziej Cętki. - Trochę się przesunął, ale generalnie stoi na swoim miejscu - dodał, podchodząc bliżej reszty.
Jastrzębi Podmuch zjeżyła futro.
- LISI BOBEK! Odłożyła go żeby nie było śladów! Ale ja widziałam! WIDZIAŁAM! CHCIAŁA GO UKRAŚĆ! ZNISZCZYĆ!
Ciemnobrązowe ślepia patrzyły na nią bez cienia zrozumienia. Patrzyły, jakby to ona była wszystkiemu winna. Jakby ją… rozczarowała.
Miała ochotę wydrapać te oczy.
- SĄ W ZMOWIE! OBIE OPĘTANE PRZEZ MROCZNĄ PUSZCZĘ! ONA TEŻ! - wskazała liderkę. - TO WSZYSTKO JEJ WINA! GDYBY NIE ONA…
- Już, spokojnie - półdługie futro Dębowej Piersi na moment odebrało jej oddech. - Pójdziemy na spacer. Co ty na to? Deszcz śpiewa moją ulubioną piosenkę. Też ją lubisz?
Szarpała się jeszcze. Musieli zrozumieć. Wszyscy byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 
Walczyła. Nie miała szans.
Poza obóz odprowadzało ją triumfalne spojrzenie Raniuszkowego Dziobu i Wiśniowego Świtu. I zagadkowy wyraz niemal czarnych, zimnych oczu.


<Klanie Wilka?>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Skalnego Szczytu

 Błoto, deszcz i zimno. Jastrzębi Podmuch zaczynała mieć tego dosyć. Jej brzuch zaburczał, głośno domagając się jedzenia. Coraz częściej zdarzało jej się kłaść głodna do snu. Pogoda nie sprzyjała polowaniom, zwierzyny było mało, a jeśli już na jakąś trafiali, okazywała się najczęściej martwa. Wojowniczka często posyłała tęskne spojrzenia w stronę wronich straw, ale rozkaz Jastrzębiego Cienia był jasny, a jego słowo - prawem równym Kodeksowi, więc kocica cierpiała w milczeniu, złorzecząc w myślach kocicy, przez którą byli skazani na to wszystko.
Skalny Szczyt wydawała się mieć dobry humor. Niebieska tylko spojrzała na nią z irytacją, starając się nie reagować na jej zaczepki. Kiedy jednak poruszyła temat Borsuczego Kroku (bo Kroczącą Gwiazdą nie miała zamiaru jej nazywać), wojowniczka nie wytrzymała.
Czarna uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Nie ma co się szczurzyć, ona i tak nic nie robi jako liderka. Nie da się o niej powiedzieć zbyt wiele dobrego. - Słowa czarnej były jak miód na serce Jastrząb. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. W końcu wojowniczka była córką liderki. - Kolczasta Skóra już raczej nie przyjdzie, pewnie jest zajęty swoimi dzieciakami. Możemy więc pójść same, damy sobie radę. Pewnie i tak będzie mało zwierzyny, bo wciąż jest zimno, a większość leży martwa.
Jastrząb Pokręciła głową.
- A ślady zapachowe? Potrzebujemy kocura. - Syknęła pod nosem parę niecenzuralnych słów pod adresem świeżo upieczonego ojca. - Poczekaj tu na mnie.
Odeszła kawałek, by bez problemu wypatrzyć Dębową Pierś. Kocur był wymarzonym kompanem do patrolu: na pewno jej nie odmówi, wzbudzał respekt samym wyglądem i… i nie miał nic przeciwko teoriom, które wygłaszała. Bez problemu przekonała go do pójścia ze sobą. Kremowy pożegnał się z synem, z którym obserwował padający deszcz i ruszył za wojowniczką.
- Możemy iść - miauknęła zamiast powitania do Skalnego Szczytu. Ta przytaknęła i w trójkę wyszli poza obóz. Jastrząb aż kusiło, żeby zacząć rozmowę, ale uparcie milczała, chcąc najpierw wybadać kocicę. Miauknęła niezobowiązująco:
- Chyba nie masz najlepszego zdania o Kroczącej Gwieździe.
Skała pokręciła głową.
- Wysługuje się moim bratem. To chyba wystarczający powód. Jest słabą wojowniczką i jeszcze gorszą liderką.
Jastrzębi Podmuch syknęła.
- Nie daj się jej zwieść. Ona nie jest taka, na jaką wygląda. To potwór.
Urwała, nie chcąc powiedzieć za dużo. I tak cały klan miał ją za wariatkę.
Skalny Szczyt spojrzała na nią z niedowierzaniem. Niebieska pokręciła głową.
- I tak mi nie uwierzysz - miauknęła. - Jak reszta. Nigdy nie wierzą tym, którzy mają rację - przed oczami stanęła jej sylwetka Sarniego Ogona. - Przecież słyszałam, jak za plecami obgadują Potrójny Krok. Jak śmieją się ze mnie. Tylko uznasz mnie za wariatkę.
- Wierzę ci. - W ślepiach czarnej lśniła szczerość. - Dobrze wiem, jaka jest Krocząca Gwiazda. A na pewno nie będę się z ciebie śmiać.
Serce niebieskiej zabiło szybciej. Wzięła głęboki wdech i spojrzała towarzyszce w oczy.
- Myślę, że… Klan Gwiazdy wcale nie dał Borsuczemu Krokowi żyć - zamilkła na chwilę, dając kotce czas na przyjęcie tej informacji. - Nadeszły złe czasy. Czujesz to, prawda? Szepty, napięcie, opętania… Mroczna Puszcza jest silniejsza niż kiedykolwiek. A Klan Gwiazdy… Klan Gwiazdy słabnie. Dlatego… - Urwała. Zmrużyła gniewnie ślepia. - Twoja matka jest złą kocicą. To, co się teraz dzieje… To znak. Ostrzeżenie. Jedzenia jest coraz mniej. Jeśli Klan Wilka się nie opamięta nim będzie za późno… Będzie jak wtedy. - Spojrzała w oczy kocicy. Doskonale pamiętała epidemię.
Tyle kotów zginęło. Przez jeden błąd. Jej błąd.
Zamilkła i spuściła łeb.


<Skało?>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Potrójnego Kroku

Przez moment Jastrzębi Podmuch nawet mu wierzyła. Jego argumenty były spójne, logiczne i powinny pozwolić jej zaufać, że się myli i wszystko będzie dobrze. Powinny. Ale nawet jeśli medyk uspokoił jej rozum, lęki pozostały.
Wojowniczka naprawdę chciała mu wierzyć, ale za bardzo się bała.
Wbrew sobie przytaknęła mu.
- Masz rację - miauknęła. Medyk rozluźnił mięśnie, ale znów się spiął, gdy dodała - Klan Gwiazdy by cię ostrzegł. Nie powinnam rzucać takich oskarżeń bezpodstawnie. Brzmię jak wariatka, a przecież nią nie jestem. Dziękuję za troskę, ale jeszcze nie pora, żebym odeszła do starszyzny. - “Mam jeszcze mnóstwo do zrobienia” chciała dodać, ale się powstrzymała. - Potrzebuję po prostu trochę odpocząć. Ostatnie parę wschodów słońca było stresujące. Martwię się o nasz klan. Ale w takim razie… zostaje mi tylko modlić się o jakiś znak.
Liliowy spojrzał na nią podejrzliwie, ale chyba jej uwierzył. Jastrząb odetchnęła z ulgą. Gdyby faktycznie uznał ją za chorą, mógłby zamknąć ją w swoim legowisku, a tego by nie zniosła. Miała dzieci, ucznia, mnóstwo obowiązków…
Miała coś do udowodnienia.
Następnym razem gdy do niego przyjdzie, będzie miała dowody.
Borsuczy Krok poniesie konsekwencje. Klan Wilka znów będzie bezpieczny.

***

Wzdrygnęła się, wyrywając z dziwnego półsnu. Uderzenie serca zajęło jej zrozumienie, gdzie jest. Stała przed legowiskiem medyka. Po raz kolejny.
Jastrzębi Podmuch nigdy wcześniej nie miała tendencji do zamyślania się. Nie lunatykowała w nocy, nie włóczyła się bez celu z dzień. Wszystko zmieniło się paręnaście wschodów słońca temu. Najpierw budziła się niewyspana albo zmoknięta, później zaczęło jej się zdarzać odpłynąć w ciągu dnia. Aż zaczęła budzić się pod legowiskiem medyka.
Jej serce zabiło szybciej.
Opuściła obóz i ruszyła na łąkę. Może i było zimno, ale w końcu nie padało. Udało jej się znaleźć kilka niewielkich kwiatów, schowanych pośród trawy. Zerwała je i wróciła do obozu. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy przestępowała próg legowiska trójłapego kocura.
- Potrójny Kroku?
Deszczowa Chmura posłał jej zaciekawione spojrzenie. Uśmiechnęła się do niego. W tym czasie medyk wyszedł do niej z głębi legowiska. Zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. 
- To dla Klanu Gwiazdy - miauknęła, wręczając mu kwiaty. - Ja… chciałabym pomodlić się przy kamieniu. Ostatnio… - Wysunęła i schowała pazury. Nie chciała, żeby znów wziął ją za wariatkę. - Pamiętasz, jak mówiłam, że będę się modlić o znak? Ja… chyba go dostałam. Klan Gwiazdy… chciał, żebym tu przyszła. Tak myślę.
Mówiła powoli i konkretnie, tłumiąc ekscytację. Tak bardzo chciała, żeby kocur się zgodził! Jeśli się nie myliła, wzywali ją do siebie! Klan Gwiazdy docenił jej oddanie. Była taka szczęśliwa!


<Potrójny Kroku? :P>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Motylka

Nawet komplement, który usłyszała z ust malucha nie zmienił jej nastawienia. Motylek działała jej na nerwy. Było coś takiego w jej postawie, tonie głosu, gestykulacji, co sprawiało, że sierść jeżyła się na karku niebieskiej. Mimo trafności jej słów, mimo uprzejmości… Jastrzębi Podmuch nagle zrozumiała, o co chodzi.
Miała przed sobą małą kopię Płonącej Waśni. Uciekinierki, która zabrała jej córce kocięta i partnera. Mimowolnie wysunęła pazury.
- Kłócą się ciągle bez żadnych powodów. Mama ma z nimi dużo roboty, ale ma też dużo szczęścia, bo ja jestem bezproblemowym dzieckiem i nigdy nie musi się martwić, że zrobię coś głupiego.
Motylek przyglądała jej się wyczekująco. Jastrząb czuła, że powinna ją pochwalić, albo chociaż się uśmiechnąć, ale żadne miłe słowa nie były w stanie przejść jej przez gardło. Nawet jeśli winą szylkretki było tylko to, że się urodziła.
Spojrzała na pozostałą dwójkę i już wiedziała, że nigdy nie nazwie ich wnukami. Jak bardzo by się nie starały. Jak bardzo cudowne by nie były.
Tak, ich jedyną winą było ich urodzenie się. Ale dla Jastrzębiego Podmuchu był to grzech niewybaczalny.
- Cudownie - warknęła. - Mam nadzieję, że… - “wasza matka” jakoś nie chciało jej przejść przez gardło - Rozkwitający Pąk szybko wróci.
Mała spojrzała na nią niezadowolona, zanim jednak zdążyła znów zacząć trajkotać, niebieska odezwała się zimnym tonem, mierząc spojrzeniem pozostałą dwójkę:
- Macie słuchać Rozkwitającego Pąku i nie sprawiać jej kłopotów. Inaczej traficie do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. To straszne miejsce, do którego idą wszystkie złe koty. Trafiają tam na całą wieczność. Na zawsze - podkreśliła. - Panuje tam niemal zupełny mrok. Poskręcane drzewa zasłaniają niebo, a po uschniętej trawie snuje się mgła. Panuje zupełna cisza. Nie ma ptaków, myszy ani innych kotów. Tylko mordercy, kłamcy i gwałciciele. Też tam traficie - spojrzała po kolei na każde z nich - jeśli nie będziecie dobrzy dla mamy.


<Motylku? xD>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Jastrzębiego Cienia

 Jastrzębi Podmuch tylko pozornie pozostała obojętna. Chłonęła słowa swojego byłego ucznia jak gąbka, zgadzając się z nimi całą sobą. Gdy podeszli bliżej brzegu i okazało się, że woda nie zamarzła, jej serce zabiło szybciej. To był znak! Klan Gwiazdy błogosławił ich działaniom i patrzył łaskawie na ich słowa. 
Wojowniczka ukradkiem spojrzała na burego zastępcę. Czyżby źle go oceniła? Nigdy nie dawał po sobie poznać, że w ogóle wierzy w moc przodków, a co dopiero tak silnie. W zasadzie kocur niewiele mówił. Był raczej typem obserwującym otoczenie i trzymającym wszystkie spostrzeżenia i emocje w sobie. Jastrzębi Cień zawsze trzymał się w na uboczu, w cieniu… także swojej matki. Kocica spojrzała na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy. A jeśli nie był taki jak ona? Jeśli po prostu do tej pory nie miał okazji tego pokazać?
Ich spojrzenia się skrzyżowały. Kocur uśmiechnął się lekko. Odwzajemniła gest.
Klan Wilka będzie w dobrych rękach, gdy Borsuczy Krok odejdzie.
Jastrzębi Podmuch nie mogła doczekać się tego momentu.
- Wygląda to dobrze - miauknął zastępca.. - Odnówmy ślady zapachowe, póki żaden Klifiak nie kręci się w pobliżu. 
Przytaknęła, choć myślami była daleko. Przed oczami miała tamten moment. Nie żałowała, że postawiła się Borsuk i odrzuciła jej propozycję. Tylko czasem… Wizja ich obu, stojących łapa w łapę, uczucie siły, potęgi… Potrząsnęła łbem, odganiając złe myśli. Tylko głosy z Mrocznej Puszczy mogły poddać jej taką wizję. Zrobiła najlepsze co mogła. I patrząc na młodego zastępcę, utwierdzała się w tym.
Ukradkiem spojrzała na Jastrzębi Cień. W jej ślepiach malowała się nadzieja.

***

Obecna Pora Nowych Liści nie przypominała żadnej, którą przeżyła Jastrzębi Podmuch. Przyroda nie budziła się łagodnie do życia, wśród delikatnych promieni słońca i zapachu świeżej trawy. Śnieg nie stopniał - został zmyty przez lejący ciągle deszcz. Rozmiękła ziemia nie dawała roślinom oparcia, nadmiar wody sprawiał, że gniły. Jeśli tak dalej pójdzie, nie zobaczą w tym roku kwiatów. Jeśli tak dalej pójdzie… 
Szła przez las, co rusz grzęznąc w błocie. Tropiła od momentu, gdy słońce znalazło się w najwyższym punkcie nieba, a przynajmniej tak jej się zdawało. Całe niebo spowijały ciemne chmury, nie dając odróżnić poranka od wieczora. I wciąż nic nie znalazła.
Do jej nosa dotarł silny zapach rozkładu. Bez trudu wypatrzyła ginjącą nornicę. I kosa. I mysz. I drugą. Jej żołądek odezwał się przeciągłym burczeniem. Od wczoraj nie miała nic w pysku. Podeszła bliżej do jednej z myszy. Wyglądała na całkiem świeżą, całkiem dobrą, żeby… Brzuch zaburczał ponownie, skręcając się boleśnie.
Nikt się nie dowie. 
Spojrzała w czarne, mętne ślepia gryzonia.
Tylko troszeczkę.
Wysunęła pazury i natychmiast je schowała.
Nie mogła. Nie miała pojęcia, jak długo już tu leżała. A nawet jeśli… Jastrzębi Cień wyraził się jasno. Nie ruszać znalezionych w lesie piszczek. Nie wiadomo, jak zginęły.
Zwierzątko poruszyło się delikatnie. Zamarła. Z jego ucha wysunął się biały robak. I kolejny. Następny. Jastrzębi Podmuch z obrzydzeniem odwróciła wzrok. Przez jej kręgosłup przeszedł dreszcz.
Przeklęte robactwo! Miała go dosyć. Było wszędzie. Pełzało po gnijących roślinach, po porzuconych piszczkach. Brakowało tylko, żeby znalazła je we mchu legowiska… 
Klanowi Gwiazdy dzięki, że nie tknęła myszy. Żołądek zacisnął jej się w supeł i podszedł do gardła. Przełknęła ślinę i ruszyła dalej.

Stos ze zwierzyną marniał w oczach. Ostrożnie odłożyła upolowaną przez siebie mysz. Niech zostanie dla którejś z królowych. Sięgnęła po którąś ze starszych piszczek. Kos. Może być. Chwyciła czarne skrzydło i szarpnęła, chcąc go wyciągnąć spod spodu. Zatoczyła się, gdy oderwało się od korpusu, odsłaniając kłębowisko robaków.
Minęło uderzenie serca, zanim do Jastrząb dotarło, na co patrzy. Wypluła skrzydło, zanosząc się kaszlem.
Stos. Gnił. Od spodu.
Pusty żołądek zaburczał stanowczo.
Miała rację. Jak zawsze miała rację.
Klan Gwiazdy się od nich odwrócił.
Nikt nie chciał jej słuchać. Nikt nie wierzył. Byli ślepi jak kocięta. Nawet Potrójny Krok… 
Rozejrzała się po obozie. On jej wysłucha. Uwierzy i zrobi co trzeba. Tylko jemu mogła się zwierzyć.
Jej wzrok padł na bure futro zastępcy. Ruszyła w jego stronę.


<Jastrząb? :P>

27 września 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Potrójnego Kroku

Odetchnęła dopiero, gdy jej łapy stanęły poza legowiskiem medyka. Było jej cholernie wstyd. Lśniąca w zielonych ślepiach odraza zadziałała na nią jak kubeł zimnej wody.
Zachowywała się jak wariatka. Wzięła głęboki wdech i rozejrzała się po obozie. Błoto i półmrok. To nie była dobra pora na szukanie kwiatów.
To nie była dobra pora na cokolwiek. Jastrzębi Podmuch miała ochotę zapaść się pod ziemię. Zniknąć.
Umrzeć.
Zawiodła. Klan Gwiazdy. Potrójny Krok.
Krok za krokiem ruszyła w stronę lasu. Jej łapy co rusz zapadały się w grząskim gruncie, ale nie zwracała na to uwagi. Gapiła się na swoje łapy, czując gorące zły spływające po jej policzkach. Rozmazała je wierzchem łapy, przy okazji brudząc pysk błotem. Wciąż nie widząc ostro, rozejrzała się dookoła.
Błoto. Szarość. Brud.
Rozpacz.
Ani jednej żywej istoty. Ani jednego kwiatu.
Zawiodła. Nie mogła tego zrobić ponownie. Przyspieszyła kroku. Biegła na oślep, przeszywana na wskroś zimnym wiatrem. Nie mogła zawieść. Nie mogła.
- Klanie Gwiazdy, błagam. Błagam, niech coś tu rośnie, błagam, błagam, błagam! Klanie Gwiazdy…
Biegła, pogrążona w gorączkowych modlitwach. Dyszała ciężko. Jej futro było coraz cięższe od błota. Zaczął padać deszcz.
- Błagam - jęknęła, nie próbując nawet hamować łez. - Klanie Gwiazdy, proszę… Proszę! Proszę… - jej pysk wykrzywił grymas. Zatrzymała się, spazmatycznie łapiąc oddech.
Nie mogła zawieść. Nie znowu. Nie mogła, nie mogła, nie mogła, nie mogła nie mogła niemogłaniemogła! 
To koniec. 
W Porze Opadających Liści nie rosną żadne rośliny.
Usiadła. Później zwinęła się w kłębek. Wiatr bez problemu pokonywał barierę jej przemoczonego futra, kąsając dotkliwie.
Nie mogła wrócić do obozu.
Chciała umrzeć.

Gepardzia Cętka znalazł ją parę godzin później, przemoczoną i trzęsącą się z zimna.
- Poszłam na polowanie i złapała mnie ulewa - miauknęła przepraszająco, między jednym kichnięciem a drugim. - Miło cię widzieć.
Kocur spojrzał na nią z odrobiną gniewu.
- Ciebie też. Klanowi Gwiazdy dzięki, że na ciebie trafiłem. O wschodzie słońca znalazłbym już tylko zimnego trupa.
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Modliła się w duchu, żeby Potrójny Krok jej nie wydał.
Bury odprowadził ją do samego legowiska medyka. Tam podziękowała mu raz jeszcze, po raz kolejny przepraszając za kłopot.
Potrójny Krok prychnął niezadowolony, widząc jak wyglądała. Wyzywając ją od mysich móżdżków, przygotowywał zioła, a ona tłumaczyła się, próbując poczuć choć odrobinę mniej zażenowana.
- Ja… dziękuję, ale nie pójdę się modlić do kamienia. Nie mam… 
- Jasne, że nie pójdziesz - przerwał jej medyk. - Będziesz siedzieć tutaj i będziesz miała szczęście, jeśli wyjdziesz szybciej niż za księżyc. Co ty sobie myślałaś?!
Jastrzębi Podmuch go nie słuchała. Było jej… dobrze. I nie chodziło tylko o to, że w końcu było jej ciepło i sucho.
Klan Gwiazdy ją ukarał. Mogła zginąć. Poniosła karę. Nie pójdzie zobaczyć kamienia.
Cierpiała dla nich i to sprawiało, że czuła się spokojna.
Po kilkunastu uderzeniach serca jej ciałem przestały wstrząsać dreszcze, a oddech się wyrównał. Zasnęła.


<Potrójny Kroku? :') Jeszcze drugi odpis>

10 września 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu

Miała rację. 
Rozejrzała się po obozie. Wojownicy rozmawiali, pochłonięci własnymi sprawami, jak gdyby nigdy nic. Mysie móżdżki! Kiedy się ockną, będzie już za późno.
Wymieniała w myślach koty, do których mogłaby pójść. Dębowa Pierś miał dobre serce, ale nie traktował spraw wiary wystarczająco poważnie. W przeciwieństwie do Gepardziej Cętki. Tylko jemu mogła zaufać. Tylko… Oboje niewiele mogli zdziałać. Jastrzębi Cień? Nie ufała mu. W końcu był jej synem i żadne gładkie słowa nie mogły tego zmienić.
Potrójny Krok. Tak. Wiedziała, że jej wysłucha. Jego gorliwość o sprawy Klanu Gwiazdy była godna podziwu. Właściwa. Gdyby każdy klanowicz był taki jak on, nie mieliby powodów do obaw. I miał pewną władzę. Był medykiem. I miał więcej oleju w głowie niż większość tych mysich móżdżków.
Na drżących łapach ruszyła w stronę legowiska medyka. Na całe szczęście kocur był sam. Spojrzał na nią zaskoczony, czekając na wyjaśnienie tego wtargnięcia. Nie przywitała się nawet, tylko od razu miauknęła:
- To znak. Martwe piszczki to znak! Ostrzeżenie - głos jej drżał. Rozejrzała się nerwowo, ale nie dostrzegła nikogo więcej. To trochę ją uspokoiło. - To wszystko jej wina. Wiedziałam, że to nie mogła być prawda. Wiedziałam! Klan Gwiazdy by jej nie wybrał, o nie. A teraz daje znak. - Zadrżała mimowolnie. Mieli mało czasu. Kara… nadchodziła.
Liliowy patrzył na nią zdezorientowany, próbując przetrawić to, co właśnie usłyszał.
- Martwe zwierzęta - miauknęła drżącym głosem. - To jej wina. - Spojrzała kocurowi w oczy. W tęczówkach wojowniczki czaił się strach. Odetchnęła głęboko, starając się uspokoić. Gdy przemówiła ponownie, jej głos brzmiał już pewnie. - Musimy powstrzymać Borsuczy Krok.


<Trójko? xD>

08 września 2021

Od Jastrzębiego Podmuchu

Omijała żłobek jak tylko mogła. Nie chciała patrzeć na rozświetlony szczęściem pyszczek swojej córki. Szczęściem opartym na kłamstwie. Miała nadzieję nigdy więcej nie oglądać zdrajcy, który jej to zrobił. I przeklętych bachorów, które karmiła swoim własnym mlekiem. Obcych bachorów. Obrzydliwie rudych bachorów. 
Nienawidziła ich tak bardzo. Nie miała siły udawać, że było inaczej.
- Patrz, to Jastrzębi Podmuch - rozległo się gdzieś obok. - Mamo! Mamo!
W progu żłobka stała Rozkwitający Pąk. Uśmiechnięta. 
- Mamo! Dobrze, że cię widzę - Jej ślepia błyszczały szczerym zadowoleniem. - W końcu - dodała żartem. - Dawno cię tu nie było.
- Byłam zajęta - miauknęła wojowniczka, starając się brzmieć naturalnie. - Wampirza Łapa jest uczniem już zdecydowanie za długo. Robię co mogę, żeby to się zmieniło.
- Wiem, wiem. - Niebieska wyjątkowo łatwo odpuściła. To wzmogło czujność starszej. - Ale dobrze się składa, że jesteś. Mogłabyś popilnować przez chwilę dzieci? Potrzebuję…
Dalsze słowa już nie dotarły do Jastrząb. Jej sierść zjeżyła się od czubka łba do ogona. 
- Co powiedziałaś? - miauknęła.
- Spacer. Naprawdę potrzebuję ruchu - córka zdawała się nie wyczuwać chłodu w jej głosie.
- A Dymne Niebo?
Zrobiła smutną minę.
- Obiecałam mu trochę czasu dla nas. Wiesz, bez dzieci. Jak dawniej.
Pazury kocicy momentalnie wbiły się w podłoże. 
- Nie - miauknęła kategorycznie.
Córka spojrzała na nią zaskoczona.
- Mamo? Nawet ich nie poznałaś. Za każdym razem, gdy ci to proponuję…
- Nie - powtórzyła kocica. - Poproś swojego partnera - zaakcentowała ostatnie słowo, dając mu odcień kpiny.
Rozkwitający Pąk położyła po sobie uszy. W jej ślepiach zalśniły łzy.
- Dobrze! - miauknęła. - Wiedziałam, że zawsze mogę na ciebie liczyć! Szczególnie wtedy, gdy najbardziej cię potrzebuję - otarła łzy, podciągając nosem. - Wtedy było tak samo. Zawsze było tak samo! Nie było cię. Tylko dobre rady. Nic więcej.
- Mamo? - Mały rudy łebek wyłonił się z legowiska. Kotka momentalnie starła łzy i uśmiechnęła się do dziecka. - Co się dzieje? Co to za pani?
- To twoja babcia - miauknęła młodsza i wojowniczka wyczuła w jej głosie cień satysfakcji. - Jastrzębi Podmuch. Przywitaj się z nią ładnie.
Jastrząb z niedowierzaniem przyglądała się to córce, to wnuczce, bijąc wściekle ogonem. Rozkwitający Pąk posłała jej ostatnie spojrzenie i po prostu odeszła, zostawiając je same.


<Motylku? Chcesz sesję z "babcią"? :’)>

Od Jastrzębiego Podmuchu

 Wiedziała, że coś jest na rzeczy, kiedy Rozkwitający Pąk podeszła do niej z niepewnym uśmiechem, ciągnąc za sobą przerażonego partnera. Posłała Dymnemu Niebu pogardliwe spojrzenie, na co rudy skulił uszy. Oboje wiedzieli, że nie zasługiwał na niebieską. Był tylko mysią strawą. I nie ufała mu ani odrobinę.
- Mamo - nie pamiętała, kiedy Rozkwitający Pąk ostatni raz tak do niej mówiła. - Będziemy mieć kocięta.
Serce Jastrząb na moment stanęło. On… miał czelność dotknąć jej córki? Ledwo opanowała jeżącą się sierść, widząc uśmiech na pyszczku wojowniczki. Posłała kocurowi spojrzenie obiecujące śmierć w męczarniach i odwzajemniła gest córki.
- To świetnie.
Niebieska rozpromieniła się.
- Oboje z Dymem bardzo się cieszymy - miauknęła, patrząc na partnera. Rudy przytaknął, starając się nie spojrzeć w stronę Jastrząb. - Cieszę się, że ty też.
- Bardzo - miauknęła, ale jej uśmiech nie sięgał oczu.
Zanim zdążyła porozmawiać z którymś z nich na osobności, zniknęli z jej pola widzenia. Na swoje szczęście. Warknęła, wbijając pazury w ziemię. Przeklęty Dymne Niebo. Przeklęta uparta Rozkwit. Wiedziała, że będą z tego problemy.

***

I się nie pomyliła.
- Jak to poszedł?! - Różana Słodycz posłała jej urażone spojrzenie, przygarniając do siebie maluchy, ale nawet tego nie zauważyła. - Pieprzone lisie serce! Dokąd?!
- Szukać siostry - głos Rozkwitającego Pąku był spokojny, ale lekko drżał. - Miał tylko sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku.
- Przecież ona może być wszędzie! - na moment aż zabrakło jej słów. Wbiła pazury w mech, szarpiąc go. - A wasze dzieci?!
- Jest jeszcze parę wschodów słońca… 
- I ty w to wierzysz?! - syknęła. - Wiedziałam, że tak będzie! Lisie serce! Mówiłam… 
- Mamo, to nie tak!
- A jak?! - Spojrzała córce w oczy. - Przecież to oczywiste! Zrobił to, w czym kocury są najlepsze - zrobił bachory i zniknął!
- Mamo! - głos niebieskiej zabrzmiał ostrzej. - Dym taki nie jest, zobaczysz… 
- Ostrzegałam cię - warknęła wojowniczka. - Ale nie słuchałaś. Teraz widzisz.
Rozkwit zjeżyła sierść.
- Dym taki nie jest! - powtórzyła. - Sprawdzi co z Płomień i wróci, zobaczysz! Może jeszcze dzisiaj, pewnie już teraz… - jej dalsze słowa przerwał szloch. - Z-zoba-czysz, w-wróci. Jesz-cze dziś… 
Futro Jastrzębiego Podmuchu opadło. Podeszła do córki i delikatnie przytuliła, nie bardzo wiedząc, co zrobić.
- Już dobrze - miauknęła cicho. - Jakoś sobie poradzimy. Zawsze możemy je komuś oddać.
Niebieska szarpnęła się na znak protestu.
- Nikomu ich nie oddam! To nasze dzieci! Wychowamy je i…
- Ciii - miauknęła miękko Jastrząb. - Zdecydujesz później. Na razie…
- Już zdecydowałam! Zobaczysz… 
Przerwała, zwijając się z bólu. Wojowniczka momentalnie odskoczyła, obserwując jak na pyszczku jej córki maluje się grymas bólu.
- Moje dzieci - miauknęła żałośnie. Po jej policzkach spływały łzy. - Boli!
Jastrzębi Podmuch na moment straciła zdolność myślenia. Krzyk bólu córki momentalnie ją jej przywrócił.
- Poczekaj - miauknęła. - Idę po Potrójny Krok.
Jeszcze nigdy tak szybko nie biegła.

Pysk liliowego był całkowicie poważny.
- Nie przeżyły - miauknął cicho, widząc jej pytający wzrok.
Przez serce Jastrząb przegalopowała setka różnych emocji. Medyk nie czekał na jej reakcję. Wrócił do żłobka, nawet się nie oglądając.
Ze środka dobiegały rozpaczliwe krzyki Rozkwit. Coraz cichsze. I cichsze.
Wojowniczka ostrożnie weszła do legowiska. Spała. Usiadła obok, delikatnie liżąc ją za uchem.
- Już dobrze - miauknęła cicho. - Już po wszystkim.
Obiecała sobie, że zabije to lisie serce, jeśli tylko go spotka.

***

Dymne Niebo leżał obok jej córki. Spała, tuląc do swojego boku trzy popiskujące kulki. Na jej widok zerwał się z mchu i położył po sobie uszy.
- Idziemy - warknęła. Nie ruszył się z miejsca, więc złapała go za kark i wyprowadziła z legowiska jak gówniarza. - Co to ma być?! - wrzasnęła, gdy tylko znaleźli się na wolnym powietrzu. - Masz jeszcze czelność się tu pokazywać?! Po tym, co jej zrobiłeś, po tym co przez ciebie przeszła, ty po prostu pojawiasz się tutaj i myślisz, że wszystko będzie w porządku?! - Zacisnęła zęby na jego karku, aż zapiszczał. - Jesteś śmieciem! Lisim sercem! Powinieneś umrzeć! Nie pokazywać się tu nigdy więcej! Wiesz, przez co ona przeszła?! Straciła dzieci, rozumiesz?!
- A-ale…
Nie pozwoliła mu dokończyć. Złapała go za kark i przydusiła, aż jęknął.
- Nie pozwolę ci jej skrzywdzić. Nigdy więcej!- zamilkła na moment. Puściła jego kark.
- Co to za bachory? - warknęła.
- N-nasze - wyjąkał, nie mając odwagi nawet spojrzeć jej w oczy.
- Gówno prawda. Jej bachory są martwe! Przez ciebie!
Dymne Niebo rzucił szybkie spojrzenie w stronę kociarni. Rozkwitający Pąk wciąż spała. Odetchnął.
- Są n-nasze. T-teraz już t-tak.
Jastrzębi Podmuch ledwo się powstrzymała przed skręceniem mu karku.
- Teraz?! Zrobiłeś to specjalnie?! Zabiłeś swoje dzieci, żeby zrobić im miejsce, tak?!
- Nie! - miauknął przerażony. - Z-znalazłem je! P-pomyślałem…
- Kłamiesz - warknęła. - Wszędzie poznam to futro. To twoje bachory. Której samotniczce je zrobiłeś, co?! Twoje albo… - trybiki w głowie Jastrząb wskoczyły na swoje miejsca. - Twojej siostry. 
Kocur zamknął ślepia, jakby spodziewając się ciosu. Nie zaprzeczył.
- Jesteś mysim łajnem, Dymne Niebo - warknęła, prosto do jego ucha. Lisim sercem. Spędzisz wieczność w Mrocznej Puszczy za to, co zrobiłeś mojej córce. Brzydzę się tobą i tymi bachorami. Brzydzę się! - Spojrzała mu w oczy. - Nie licz na moją pomoc. Nigdy. Jeśli nic nie powiem, to tylko ze względu na Rozkwit.
Odwróciła się i odeszła, zostawiając kocura samego. Zanim przekroczyła próg obozu, do jej nosa doleciał jeszcze smród moczu.

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Jastrzębiego Cienia

 Żółte ślepia wpatrywały się w nią z przerażeniem. Jastrzębi Podmuch poczuła się nagle dużo wyższa i silniejsza niż w rzeczywistości. Uniosła łeb trochę mocniej, nie odrywając wzroku od oczu kocurka.
- Panuje tam wieczny mrok, bo czarne, nieskończenie wysokie i podobne do szponów drzewa zasłaniają niebo. Jedynym źródłem światła jest upiorna, biała mgła snująca się po wyschniętej trawie. Panuje absolutna cisza, której nie przerywa nawet szmer zwierzyny, bo… - oczy wojownika zrobiły się jeszcze szersze - jej tam nie ma. Nie ma nikogo. Tylko ty, wędrujący samotnie przez całą wieczność, przez niekończącą się nigdy puszczę.
- J-ja? - Wróblowe Skrzydło drżał na całym ciele. Jego kremowe futro stało. Oddychał ciężko i płytko.
- Ty - miauknęła, patrząc mu w oczy. - Chyba że będziesz przestrzegał świętych praw Klanu Gwiazdy. Będziesz? - podniosła głos i wojownik podskoczył.
- T-tak, będę! O-oczywiście, że będę!
- Każdego, nawet najdrobniejszego prawa!
- T-tak!
- Jastrzębi Podmuchu?
Kocica zastrzygła uszami, niechętnie odwracając się od nowo przez siebie nawróconego kocurka. Kawałek dalej stał jej były uczeń. Humor momentalnie jej się zepsuł. Odwróciła się do burego, co Wróblowe Skrzydło momentalnie wykorzystał do ucieczki.
- O co chodzi?
- Ja, ty i Gepardzią Cętka udamy się na patrol. Musimy odnowić ślady zapachowe przy granicy z Klanem Klifu i zobaczyć, czy woda nie zamarzła.
Pomarańczowe ślepia patrzyły na nią z tą samą uprzejmością co zwykle. Mimowolnie po jej grzbiecie przebiegł dreszcz. 
Skinęła głową. Przynajmniej będzie towarzyszył im ktoś rozsądny. Szanowała Gepardzią Cętkę za jego niezachwianą wiarę i słuszne poglądy. Jeśli miała wskazać kogoś z klanu, komu najmocniej ufała, był to właśnie bury.
Zjawił się i Gepardzia Cętka. Przywitała go skinieniem głowy i we troje ruszyli na patrol. Jak tylko mogła, starała się ignorować obecność byłego ucznia, jednak kocur emanował tak doskonałym humorem, że nie była w stanie. Mimowolnie wysunęła pazury, które w marszu wbijały się w zamarzniętą ziemię.
- Będziemy mieć problem, jeśli rzeka zamarznie - miauknął Gepard. - Oby Klan Gwiazdy zesłał nam lekką Porę Nagich Drzew.
- Klan Gwiazdy ześle taką, na jaką zasługujemy - odparła zimno, nieświadomie wiercąc wzrokiem dziurę w tyle głowy nowego zastępcy. Ten, jakby to poczuł, odwrócił się i spojrzał jej w oczy. Momentalnie wbiła wzrok w łapy. Jej serce załomotało w piersi.
- Możemy tylko się modlić - dodała, pewnie, ale jej głos zadrżał.


<Jastrzębiu? :P>

Od Jastrzębiego Podmuchu cd. Potrójnego Kroku

Spojrzała na swoją łapę. Wciąż trochę piekła. Potrójny Krok smarował ją jakąś maścią, silnie pachnącą ziołami.
- No jak nowa. Uważaj następnym razem gdzie chodzisz!
Skinęła głową w ramach podziękowania, ale medyk już nie zwracał na nią uwagi. Odszedł w głąb legowiska, wołając swojego asystenta. Wojowniczka rozejrzała się po legowisku. Rzadko tu bywała. Jej wzrok przykuł świeżo wykopany korytarz.
Ciałem kotki wstrząsnął dreszcz.
Jak mogła zapomnieć?!
Kamień dany im przez Klan Gwiazdy… Skupiła się na Borsuczym Kroku, na treningach, zupełnie zapomniała, zapomniała! Jej oddech przyspieszył. Rozejrzała się panicznie po wnętrzu.
- P-Potrójny Kroku?! - miauknęła histerycznie. - Mogłabym jakoś pomóc?
Medyk spojrzał na nią jak na wariatkę.
- Z kamieniem. Od Klanu Gwiazdy - miauknęła. Serce chciało wyskoczyć z jej piersi. - Może trzeba coś jeszcze przy nim zrobić? Przynieść kwiaty do ozdoby? Przodkowie o coś prosili? Powiedz tylko o co!
Wojowniczka była gotowa pobiec w ulewę na zewnątrz żeby szukać kwiatów i nie wrócić, dopóki jakiegoś nie znajdzie. Jeśli tylko właśnie tego życzyłby sobie Klan Gwiazdy. Musiała jakoś wynagrodzić to, że o nich zapomniała. Musiała! Musiała, musiała, musiała, inaczej… Inaczej znów mogli ją ukarać. 
Sierść na grzbiecie Jastrzębiego Podmuchu zjeżyła się od czubka głowy po czubek ogona. Wpatrywała się w medyka szeroko rozwartymi ślepiami, czekając na jakiekolwiek słowo, które opuści jego pysk. Musiała się ratować. Znaleźć sposób na odwrócenie od siebie gniewu Przodków.


<Trójko? :’)>

Od Jastrzębiego Podmuchu

*Pora Opadających Liści*

Świat się nie skończył, niebo nie runęło, ziemia się nie rozstąpiła, kiedy Borsuczy Krok objęła władzę. Nawet epidemia zdawała się ustawać. U medyka przebywał już tylko Leszczynowa Bryza.
Jastrzębi Podmuch nie mogła w to uwierzyć. Jej umysł krzyczał, że coś musi się stać. Przodkowie nie mogli tak tego zostawić! Nie mogli dać kocicy żyć, nie mogli zgadzać się na jej rządy! Była potworem!
Nie rozumiała nic z tego, co się działo. Ale nie miała zamiaru tak tego zostawić.
Nie wierzyła w ani jedno z wypowiedzianych przez Borsuczy Krok słów. Ani w bajeczkę o śmierci Wróblowej Gwiazdy, ani w odbiór przez nią żyć. To po prostu nie mogła być prawda! Najeżyła futro. Policzek, który bura jej wymierzyła, dalej piekł wstydem i wściekłością.

Wiedziała, co robić. Zakradła się pod legowisko liderów. Jeśli Borsuczy Krok coś ukrywała, odkryje to.
O tym, że nowa liderka jest w środku świadczył tylko regularny dźwięk oddechu. Spała? Jastrzębi Podmuch zamachała wściekle ogonem. Nie, nie miała zamiaru się poddać.
Gdzieś za nią rozległy się kroki. Odskoczyła nerwowo od wejścia, udając że tylko przechodziła. Tak na wszelki wypadek.
- Krocząca Gwiazdo? - Liliowy kocur stanął w wejściu do legowiska. - Mogę?
Z wnętrza wydobył się niezadowolony pomruk.
- Mówiłam, że wszystkim zajmuje się Jastrzębi Cień - jej głos był jeszcze bardziej chrapliwy niż zwykle.
- Ale… - zająknął się Kolczasta Skóra. - Nie mogłem go znaleźć, więc…
- To poszukaj jeszcze raz - przerwała mu. - Ktoś umiera?
- Nie, ale…
- Żegnam.
Wojownik przez chwilę wpatrywał się z niedowierzaniem w wejście do legowiska. W końcu potrząsnął łbem i odszedł.
Z wnętrza legowiska dobiegło ciche westchnięcie. I odgłos przewracania się na drugi bok.
Jastrzębi Podmuch wysunęła pazury. Lisie łajno nie liderka. Nie miała zamiaru się poddać.

Chodziła na patrole, trenowała Wampirzą łapę, polowała. A później każdą wolną chwilę poświęcała na obserwowanie Borsuczego Kroku. I jeszcze nie zauważyła, żeby kocica wychodziła z legowiska. Jej jedynym gościem był Potrójny Krok, zmieniający opatrunki na jej poranionych łapach.
Jastrzębi Podmuch obudziła się przed wschodem słońca i jej pierwszą myślą było sprawdzenie, co robi Borsuczy Krok. Podniosła się i tak cicho, jak tylko mogła, wyszła z legowiska. Chłodne powietrze owiało ją i przeniknęło do szpiku kości. Nadchodziła Pora Nagich Drzew.
Zrobiła krok w stronę legowiska i zamarła. W wejściu pojawiła się ciemna sylwetka. Skoczyła w bok, kryjąc się za krzewem. Teraz mogła ją obserwować, sama pozostając niewidoczna.
Krocząca Gwiazda stała w wejściu, jakby się wahając. Zrobiła krok do przodu, pokazując się oczom Jastrząb w całej okazałości.
Długie futro było splątane i brudne. Wisiało na kocicy jak zrobione na kogoś większego. Jej przednie łapy szczelnie pokrywały pajęczyny. Rozejrzała się, a w jej ciemnych oczach malowała się niepewność. Ruszyła w stronę stosu ze zwierzyną, kulejąc. Powoli. Krok za krokiem. Krzywiąc się za każdym razem, gdy stawiała odarte ze skóry łapy na ziemi.
Oto co zostało z najpotężniejszej wojowniczki Klanu Wilka.
Grymas obrzydzenia wykrzywił pysk Jastrzębiego Podmuchu. W jej ślepiach zamigotała pogarda. I litość. Podniosła się i nie dbając o to, czy liderka ją usłyszy, ruszyła w stronę legowiska wojowników.
Były kwita. Przynajmniej za policzek.

Od Jastrzębiego Podmuchu

 *Pora Opadających Liści*

Absolutnie czarne niebo było poszarpane przez powykrzywiane sylwetki drzew. Jastrzębi Podmuch nie potrafiła stwierdzić, gdzie przebiegała linia horyzontu. Otaczał ją tylko mrok. Ostatnio ciągle padało. Chmury zasłoniły nawet księżyc, którego nikły blask raczej drażnił ciemność, niż ją rozpraszał.
- Nie śpisz? - rozległo się gdzieś przy jej uchu.
Drgnęła i mimowolnie nastroszyła sierść. Masywna sylwetka nie bez potknięcia wyłoniła się z legowiska i siadła obok niej. W słabym świetle kilku ostatnich gwiazd Dębowa Pierś wyglądał jak góra, a nie kot. Mruknęła niewyraźne “yhm”, mając nadzieję, że zostawi ją w spokoju. Niestety.
- To przez Świtającą Maskę?
Momentalnie wysunęła pazury.
- Oczywiście, że nie - warknęła, trochę zbyt szybko. - Wronia strawa. Przodkowie na pewno ukarali go za to, co zrobił. Odrzucił ich dar. Święty dar życia, który mu przekazali!
Dopiero teraz dotarło do niej, że dyszy ciężko, napinając mięśnie jak do skoku. Przeklęty Świtająca Maska! Był nikim! Był śmieciem i nie zasługiwał na to, żeby myślała o nim uderzenie serca dłużej! Szczególnie po tym, co usłyszała. Ponoć poddał się szeptom. Rozmawiał z kotami z Mrocznej Puszczy.
Niech gnije całą wieczność w samym sercu Miejsca, Gdzie Nie Ma Gwiazd! Sam tego chciał! Splunął Przodkom w pysk! Splunął jej w pysk! Ufała mu! Wierzyła, że jej nie zdradzi! A on?! Cholerny tchórz!
Dębowa Pierś spojrzał na nią zaskoczony.
- Myślałem, że go lubiłaś. Dużo rozmawialiście. Mówiliście złośliwe rzeczy, ale oboje się uśmiechaliście.
- Nieprawda - warknęła, wbijając pazury w ziemię. - Był wredną szują. Myślał tylko o sobie. 
- Ponoć Stwórca go skrzywdził - ciągnął kocur, nie słuchając jej. - Przez niego stał się taki, jaki był. Niemiły.
- Gówno prawda - weszła mu w słowo kocica, zrywając się na równe łapy. - Był taki, bo właśnie taki chciał być. Wyrzygany kłak myślący tylko o sobie! Źle mu było to się zabił, tak? - Zaśmiała się histerycznie. - Mam w dupie co mu zrobili, to była jego decyzja, rozumiesz? Decyzja tego pieprzonego TCHÓRZA!
Po jej policzkach spłynęły łzy. Gwałtownie potrząsnęła łbem, starając się je strząsnąć. Dębowa Pierś zrobił krok, żeby ją objąć ogonem, ale się odsunęła. Nie chciała jego litości.
- Niech siedzi w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, zasłużył - warknęła, ale głos jej zadrżał. - I nie obchodzi mnie, dlaczego to zrobił.
“Zostawił mnie.”
“Jedyny kot, którego mogłam nazwać przyjacielem.”