BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowe Serce. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2017

Od Lodowego Serca

{dzieje się to przed wydarzeniami z opowiadania Malinowej Gwiazdy}
Moje łapy były coraz bardziej ociężałe. Gdy chodziłam na zioła, każdy krok odbierał mi naprawdę dużo siły i za każdym razem musiałam chodzić razem z jakimś wojownikiem. Nie potrafiłabym się obronić jak za dawnych czasów. Jak za czasów Lodowej Łapy, gdy razem z Wieczorną Łapą zwiedzaliśmy tereny. Oczywiście, posiadałam siły, a wiek taki jak Nakrapiany Kwiat był zasadniczo daleko, ale to wszystko o wiele się zmieniło i nawet mysia żółć wymieszana z rumiankiem nie pomagała. Dzisiaj miałam sen, dziwny sen przedstawiający pole bitwy i śmiech znikającego kota. Mógł to być zwykły wytwór fantazji, ale również zapowiedź dawana mi przez klan gwiazdy. Musiałam się tym podzielić. Z kimkolwiek, kto potwierdzi, że to może być prawdziwe. Ktoś komu zaufam. Szczawiowy Pąk zwyczajnie był o wiele młodszy, bym mogła spytać się go o takie coś. Wolałam nie iść z tym od razu do Malinowej Gwiazdy, bo przecież... przecież gdyby to nie była prawda, wprowadziłabym nasz klan w błąd.
Wyszłam z legowiska i wyszłam po coś do zjedzenia. Zamyślona usiadłam i zaczęłam jeść łososia. Dosiadła się do mnie Czarne Piórko, którą przywitałam krótkim skinięciem.
- Mam nadzieję, że Szczawiowy Pąk sprawdził czy kociaki są zdrowe. - Powiedziałam cicho, nie wiadomo czy do siebie czy do wojowniczki obok.
- Tak.
Nic na to nie odpowiedziałam, tylko w ciszy skończyłam jeść swoje śniadanie. Zauważyłam kątem oka, że Nakrapiany Kwiat siedzi obok dwójki kociaków, obserwując je uważnie. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Chciałam o coś spytać, o coś co kotka powinna wiedzieć. W końcu nie miała co innego robić i raczej często rozmawiała z innymi członkami, nie jak ja.
- Witaj, Nakrapiany Kwiecie. Czy... czy Malinowa Gwiazda coś planuje...?
- Wiesz - zamyśliła się szylkretowa - zależy w jakim sensie coś planuje, Lodowe Serce
- Wojna
Starsza zamilkła, a uśmiech, którym darowała wszystkich naokoło momentalnie zszedł z jej pyszczka. Spojrzała na mnie w ponurym zdziwieniu, a ja jedynie skierowałam swój wzrok w byleby inną stronę. Kociaki się bawiły. Takie młode, pełne energii, beztroskie. Dawały jakąś nadzieję w moim smutnym życiu, bez oparcia w postaci Tajemniczego Kwiatu.
- Walczycie jak kiedyś Czarna Gwiazda z Burzowiczami. - Powiedziałam coś, byleby odejść od tamtego tematu. Wpatrywałam się w synów Czarnego Piórka, którzy jedynie przelotnie spojrzeli w moją stronę. Byli czekoladowi, nikt w klanie taki nie był.
- Znamy tą historię na pamięć - parsknął jeden z kociaków.
- Zapewne tak, tylko ciekawe czy wiecie o dziwnym zachowaniu waszego dawnego lidera. Był w pewnym sensie bezlitosny, jak ojciec, ale zdawało się, że różnił się od innych. Zaatakował mnie za czasów terminatorki. To - wskazałam na swój bark - i to - tym razem dotknęłam się w małą bliznę na łapie - zostało stworzone przez niego.
Mój ton, był chłodny i bezpośredni, gdy wspominałam dawne wydarzenia. Starsza dotknęła mnie od tyłu, a ja zamknęłam oczy i westchnęłam. Wszystko było głupie i wiedziałam, że nikt mnie nie rozumie.
- Do zobaczenia - Powiedziałam i wyszłam z obozu, jednak zatrzymał mnie Wieczorny Blask niosący w pyszczku płotkę. Stwierdził, że nie mogę iść sama. Mogę. Jednakże nie odmówiłam, ani nawet się nie odezwałam tylko w milczeniu czekałam na czarno-białego wojownika, przez te kilka minut wsłuchując się w szum wiatru. Kiedy ten przyszedł spojrzałam się w jego oczy, a widząc troskę poczuła ukłucie. Przełknęłam gulę, która zebrała się w moim gardle. Ruszyliśmy wzdłuż granicy z terenami. Raz po raz spoglądałam na wojownika, który tylko szedł obok mnie i przypatrywał się gdy zrywałam zioła.
- Wieczorny Blasku, zerwij ten rumianek. To raczej nie będzie dla ciebie problem. - Uśmiechnęłam się delikatnie, gdy syn Czarnej Gwiazdy spojrzał na mnie niepewnie. Przecież nie umrę na pierwszym kroku bez wojownika. Chyba.
Odwróciłam się i zaczęłam rozglądać się wokoło. W tych częściach terenów nie było tak dużo drzew i wyraźnie było widać górzyste tereny Klanu Klifu. Granica tej grupy kotów była znacząco daleko, dlatego zdziwiłam się, że wyczułam zapach jednego z nich. Świeży, górski... Nagle coś popchnęło mnie od boku, a ja upadłam boleśnie na ziemię. Z mojego boku zaczęła spływać ciepła krew. Spojrzałam w bok, gdyż poczułam z tamtej strony czyiś oddech. Chciałam się podnieść. Wstać. Walczyć. Bronić. Ale to wszystko na raz przewyższało moje umiejętności i siły. Czarny jak popiół kot ponownie zaatakował, a ja starając się jakkolwiek odeprzeć atak zaczepiłam pazurami o jego ucho, którego kawałek poleciał krwawiący na ziemię.
- Myślałem, że g*wniani medycy nie mogą walczyć. - Wykrzyknął gniewnie i z całej siły naparł na mój pysk, a ja poczułam ogromny ból, a zaraz potem zobaczyłam mroczki przed oczami... okiem. Nagle usłyszałam jakiś krzyk i bieg uciekającego kota. Nie wiedziałam co się dzieje, wszystko się rozmazywało. Nastała cisza, aż nagle zaczęły pojawiać się głosy. Nie rozpoznawalne.
- Lodowe Serce!
- Wieczo...?
- Przyprowa... Szcza...
Nie słyszałam go. Nie widziałam jego pyszczka, jak i mojego ucznia. Przed moimi oczami zaczęli pojawiać się niewyraźni Gwiezdni. Nie!
- Wizja, widziałam - czułam jak z pyska wypływają mi bąbelki krwi - wo... wo... wojna. I... i kot... uciekający... i się śm...
Nagle rozmazujący się obraz świata urwał się i zobaczyłam gwiazdy świecące wokoło. Podeszła do mnie Tajemniczy Kwiat z uśmiechem liżąc mnie po uchu.
- Lodowe Serce, witaj w Klanie Gwiazd.

23 grudnia 2016

Od Lodowego Serca C.D Wieczorny Blask

Dzisiaj obudziłam się tak jak zawsze, bo o tej porze szłam ze Szczawiową Łapą. Podniosłam się i rozglądnęłam po legowisku. Na około leżały zioła, a z daleka słychać było cichy oddech kocurka. Jeszcze spał. A zawsze budził się na czas i już na mnie czekał.
A nie, przecież dzisiaj nie ma treningu! Powiedziałam mu, że dzisiaj będzie miał przerwę. Czyli miałam cały dzień na zbieranie ziółek. Ale pierw trzeba zrobić to, co każdy kot robi ranem.
Zaczęłam lizać swoją łapkę, a moje futerko zabłyszczało w tym miejscu. Od zostania medykiem nigdy nie miałam prawie czasu dla siebie. No, a jako asystentka, podobnie! Ale nie ma Tajemniczego Kwiatu. Wszystko muszę robić sama. Nie ma przy mnie kotki, którą zawsze kochałam i która mnie wspierała. Ona, nigdy nie wróci na ten świat. Ona... Nie żyje.
Przerwałam lizanie i poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Była jedyną tak bliską mi kotką w klanie, a teraz patrzy na mnie ze Srebrnej Skórki. Na pewno też za mną tęskni.
-D-dlaczego Gwiezdny Klanie? - Szepnęłam, a jedna łezka kapnęła na ziemię. Wytarłam łapą swoje łzy i wzięłam głęboki oddech. Muszę być wytrwała. Uda się. Będę najlepszą medyczką w lesie, jeszcze się przekonają.
Wyjrzałam z legowiska i usiadłam przy jego wyjściu, patrząc na blask słońca. Był piękny poranek. Ptaszki ćwierkały z daleka, a gdzie nie gdzie słychać było ciche oddechy kotów. Nagle poczułam, że ktoś stoi obok mnie. Odwróciłam głowę i od razu rozpoznałam swojego przyjaciela. Wieczorną Łapę, pierwszego z kim miała okazję tak naprawdę porozmawiać, jako członkini klanu. Uczennica medyczki, Lodowa Łapa. Został moim przyjacielem i wojownikiem, Wieczornym Blaskiem, a nasz kontakt się urwał. Kochałam go i kocham, aż do teraz, ale obiecałam sobie, że nic nas bardziej nie zbliży. I przestałam się z nim spotykać. Tak po prostu. Musiałam być dobrą medyczką, służącą klanowi.
-Jak się czujesz z rolą medyka?
 -Boję się, że nie wyleczę jakiegoś kota, a on umrze. To jest straszne, ale z drugiej strony mogę pomagać innym i to jest wspaniałe. Teraz przepraszam, później porozmawiamy, muszę iść. - Westchnęłam cicho, co prawda mogłam tu zostać i chwilkę porozmawiać, ale wolałam być przy chorych. Zobaczyłam jak Wieczór się oddala i coś we mnie pękło. - A... A co u ciebie? Masz w końcu tylko Ciepłą Pieśń...

<Wieczorny?>

10 grudnia 2016

Od Lodowego Serca CD Szczawiowa Łapa

Patrzyłam na terminatora, zastanawiając się czego jeszcze mogę go nauczyć. Już dużo rzeczy nauczył się pewnie, podczas kocięcych nauk z Tajemniczym Kwiatem, więc Lodowe Serce nie miała pojęcia czego teraz powinna go uczyć. Albo z drugiej strony, powinna raczej wiedzieć co on wie, żeby czegoś go nauczyć. I to jest myśl! Pierw jednak lepiej zacząć od wymienienia jedynie nazw, bo kocurek by pewnie się pogubił, gdybym kazała mu przy okazji wymienić wszystkie właściwości ziółek. Nie lubiłam być za bardzo wymagająca. Trzeba podchodzić do rangi medyka małymi kroczkami, a nie wielkimi susami, bo wtedy można się potknąć i nie umieć wstać. Oczywiście, pomogłabym mu się podnieść, ale to on ma się uczyć, nie ona.
-No to teraz Szczawiowa Łapo wymień mi wszystkie medykamenty. - Powiedziała, mrużąc oczy i układając sobie ogon. Jej oczy nie miały żadnego konkretnego wyrazu, jedynie obojętność. Chociaż w środku tak naprawdę, bardzo cieszyła się z tego, że ma ucznia i uczy go, żeby później został pomocnikiem, tak jak ona.

<Szczaw? Wybacz, że tak późno.>

02 listopada 2016

Od Lodowego Serca CD Gromowy Ogon

Dzisiaj miałam iść razem z Szczawiową Łapą do Księżycowej Zatoczki na spotkanie medyków. Miałam nadzieję, że mój uczeń będzie grzeczny. Towarzyszyć nam będzie Tajemniczy Kwiat, a ja naprawdę byłam bardzo podekscytowana. Po przeprowadzce, powróciły dawne tradycje. Zebrania klanów i medyków.
Właśnie szukałam w legowisku ziół na wyprawę, które w końcu znalazłam zaraz przy mięcie i gwiazdnicy. Odetchnęłam z ulgą, jednocześnie z obrzydzeniem patrząc na to co mamy zjeść. Cały czas pamiętałam smak tego czegoś, kiedy wędrowałam do Księżycowego Kamienia. Szybko zjadłam jednak zielsko, wykrzywiają pyszczek.
-Już możemy iść. - Mruknęłam i wyszłam z obozu, a obok mnie moja mentorka i terminator. Szliśmy bardzo długo, aż Szczawiowa Łapa zaczął narzekać, że jest zmęczony.
-To już nie daleko. - Powiedziała Tajemniczy Kwiat uśmiechając się ciepło do kocurka, który kiwnął głową. Aż po kilku chwilach, znowu jęknął. Na szczęście jednak w tym samym momencie, coś odwróciło jego uwagę. Z daleka ujrzeliśmy sylwetki kotów i już zachowaliśmy czujność. Co prawda medycy w podróży mieli prawo przechodzić przez tereny innych klanów, ale jakoś tego nie lubiłam.
-Witajcie, jestem Gromowy Ogon, medyk, a to moja uczennica, Bursztynowa Łapa, idziemy do Księżycowej Zatoczki. Wy też tam idziecie?
-Tak.
I resztę drogi szliśmy z nimi, choć wolałam raczej kiedy ich nie było. Nie odzywałam się, czekając aż się ode mnie odczepią, co wkrótce uczynił obcy medyk. Po godzinie doszliśmy na miejsce i usiedliśmy w około. Wszyscy się przedstawili, więc chciałam jakoś zacząć rozmowę, bo nikt jej nie zaczynał.
-Obok naszego obozu jest naprawdę dużo Jałowca i Gwiazdnicy, ale gorzej u nas z pajęczynami. Choć jest ich wystarczająco.
-U nas jest wszystkiego po trochu. - Powiedziała Królicza Skórka, a jej uczeń przytaknął.

<Medycy, uczniowie?>

24 października 2016

Od Lodowego Serca

Otworzyłam powoli jedno oko, patrząc na leżącą obok Tajemniczy Kwiat i Szczawiową Łapę, blask słońca wpadał prawie do jaskini, ale jak zauważyłam mój uczeń jeszcze spał. Otworzyłam kolejne oko i przeciągnęłam się. Pierw prawie nie przytomna parzyłam na zioło, rozmyślając o czym dzisiaj powiedzieć na treningu, aż w końcu postanowiłam dzisiaj oprowadzić Szczawiową Łapę po terenach, ale bardziej z punktu widzenia medyka. Choć sama nie byłam całkowicie medyczką, to wiedziałam na czym to polega. Nagle usłyszałam głośne ziewnięcie i usiadł przede mną mój terminator. Spojrzałam prosto w jego oczy, co nie trwało nawet kilku bić serca, bo zaraz potem wstałam i wyszłam z legowiska, kierując się do wyjścia z obozu, a zaraz potem do lasu. Stanęłam w nim.
-No więc, dzisiaj powiem gdzie, co znajdziemy na naszych terenach. Coś co znajdziemy wszędzie to pajęczyny i... - Czekałam na odpowiedź, patrząc na pręgowanego kocurka. Jestem ciekawa, czy wie co to Mysia Żółć. Ale raczej tak, bo już o tym mówiliśmy.

<Jest trening, Szczawiowa Łapo :v>

18 października 2016

Od Lodowego Serca CD Wieczorny Blask

Rozglądałam się dłuższą chwilę, szukając czegoś o czym jeszcze mogłabym powiedzieć Wieczornemu Blaskowi. Zawsze taka wiedza mogłaby mu się przydać, gdyby wyruszył na polowanie i porządnie się skaleczył. Nagle zauważyłam żółty kwiatek. Zaczęłam gorączkowo myśleć co takiego mogłoby to być. W końcu przypomniała mi się jedna z lekcji.
-Ten żółty kwiatek to Jaskółcze Ziele. - Powiedziałam wskazując roślinkę. - Tym razem nie trzeba tego czegoś rzuć, wystarczy wylać sok z łodygi.
-A do czego to służy?
-Sok trzeba wylać na okolice oczu, ale nie na nie same. No i służy do chorób związanych z nimi.
-Dzięki nim, ślepy coś widzi? - Spytał ponownie wojownik.
-Nie sądzę. - Mruknęłam i zaśmiałam się po chwili. - Zachowujesz się, jakbyś był moim uczniem.
~*~
Minęło dużo księżyców od tamtej rozmowy, a przez ten czas wydarzyło się dużo dziwnych i dotąd nie znanych mi rzeczy. Była wojna z Klanem Prawdy i przez ten czas, ja razem z Tajemniczym Kwiatem, miałam naprawdę dużo pracy przy rannych kotach. Ginęli wojownicy, ale w końcu odnieśliśmy zwycięstwo. A kilka wschodów słońca po tym zmieniliśmy tereny. Musiałam się przyzwyczaić do wszystkich nowych miejsc i roślin. Dostałam też ucznia!
Dzisiaj wstałam wcześnie, mimo, że nie miałam zamiaru uczenia Szczawiowej Łapy. Chciałam tylko bardziej poznać te tereny, a kocurek miał chociaż dzisiaj odpocząć. Oczywiście ostrzegłam go, że nie ma się do tego przyzwyczajać i już jutro przy szczytowaniu słońca, będziemy nadrabiać ten dzień.
Właśnie kiedy doszłam do naszej rzeki, zobaczyłam Wieczorny Blask, łowiącego ryby.

05 października 2016

Od Lodowego Serca C.D. Wieczornego Blasku

Spojrzałam ze zdziwieniem na kocura, aż w końcu moje oczy, powędrowały w górę. Musiałam jakoś dobrze dobrać słowa. Może to nawet będzie też dla mnie lekcja, gdyż później będę musiała mieć ucznia. A jak widzę syn Złotej Łuski, jest na to bardzo chętny.
-No, to tak... - Zaczęłam i spojrzałam na zioło, które właśnie miałam zebrać. - To jest łopian i może, wydawać się to trochę ohydne, ale trzeba go przeżuć. Później wypluć i nałożyć na bolącą ranę.
Wieczorny Blask spojrzał z lekkim obrzydzeniem na przednią łapę, na której widniała prawie zagojona rana po bitwie z Klanem Burzy. Zaśmiałam się i aż zatkało mnie to, co przed chwilą zrobiłam. Zaśmiałam się bez żądnego sarkazmu, po raz pierwszy od wtedy, kiedy zostałam asystentką Tajemniczego Kwiatu.

<Wieczorny Blasku? :3>

25 września 2016

Od Lodowego Serca C.D Tajemniczego Kwiatu

Spojrzałam na swoją dawną mentorkę, później wpatrując się tępo w mysz. Do moich myśli, przyszły te czasy, kiedy byłam mała i bawiłam się z matką, a zaraz potem obraz jak tak samo bawiłam się ale z Wieczorną Łapą.
-Tak. - Mruknęłam po chwili, zdając sobie sprawę, że nie odpowiedziałam kotce. Skubnęłam delikatnie mysz i znowu, zaczęłam się w nią wpatrywać. Ale tak naprawdę jej nie widziałam. Byłam zamyślona, bardzo, zamyślona.
-Wyglądasz mi na przygnębioną.
-Tak już mam, będę kiedyś medyczką. Juhu! - Ostatnie słowo powiedziałam mimowolnie, a całe zdanie było wypowiadane z lekkim sarkazmem. - Blizn już się nie zmyje, tak chciał Klan Gwiazd. Jak chce, żebym została medyczką to tak będzie, nie ważne przez ile będę musiała przejść. Ktoś w końcu musi Cię zastąpić.


<Tajemnica?>

20 września 2016

Od Lodowego Serca CD Wieczorny Blask

Spojrzałam na Wieczorny Blask i uśmiechnęłam się lekko. Mimo, że starałam się go omijać to musiałam w końcu z kimś porozmawiać. Był moim przyjacielem z dzieciństwa. Najlepszym przyjacielem z dzieciństwa.
-Zbieram zioła. - Powiedziałam po chwili, znowu schylając się, żeby zerwać Mak i Łopian. Odłożyłam je na małą kupkę ziół, znajdującą się obok mnie. Później podeszłam jeszcze do krzaczka jagód, chcąc je zabrać do Klanu Nocy. Wieczorny też schylił się, chcąc zerwać jagódkę. Spojrzałam na niego, lekko przekrzywiając głowę, ale nagle moje oczy się powiększyły i w jedno bicie serca, popchnęłam kota.
-Co się stało?
-To cis. - Syknęłam cicho i zabrałam małe owocki, kierując się do obozu. Szłam szybkim krokiem, moje susy dorównywały Wieczornemu, ale był wojownikiem, więc dzieliła mnie od niego nie cała mysz. W końcu, doszłam do medyczki i podałam Tajemniczemu Kwiatowi to co kazała mi przynieść. Po chwili znowu wyszłam z obozu razem z kocurem, który szedł obok mnie jak cień. Gdy doszłam jednak na siedlisko koni, poczułam woń samotnika, a one zniknęły. Prychnęłam, a moje oczy, zmieniły się w szparki.
-Powiadomią Czarną Gwiazdę. - Powiedział Wieczorny Blask, oddalając się szybko. Spojrzałam w tył, ale dostrzegłam jedynie jak znika, jego czubek ogona.

<Wieczór?>

05 września 2016

Od Lodowego Serca [ZE]

Zmrużyłam oczy, czułam, że ta noc będzie wyjątkowa. Wiedziałam, że to sygnał od naszych przodków. W końcu jednak moje zmęczenie, kazało mi przespać się.
Długo nie spałam, bo obudziła mnie Tajemniczy Kwiat.
-Lodowe Serce, Lider robi zebranie. - Wstałam słysząc te słowa. Wyszłam z polanki medyka i usiadłam pod kppczykiem, uważnie obserwując Czarną Gwiazdę.
- Dziś jest zebranie Klanów. - Zaczął głośno. - Na zebranie pójdą Wodny Ogon, Tajemniczy Kwiat, Lodowe Serce, Szczurza Skóra, Wilcza Róża, Perłowa Łapa i Jastrzębia Łapa.
Gdy usłyszałam swoje imię zamruczałam szczęśliwa. Jeszcze nigdy nie byłam na zebraniu i nawet o nim nie słyszałam. Odbywały się bardzo rzadko, dlatego wstałam i razem z innymi wybranymi kotami wyszłam z obozu.
~*~
Gdy dotarliśmy na miejsce usiadłam obok Tajemniczego Kwiatu i medyczki jak się okazało Klanu Wilka i jej ucznia. Wymieniliśmy między sobą krótki dialog i na tym skończyliśmy, bo nie znana mi pręgowana kotka zabrała głos.
-Nazywam się Jelenia G-gwiazda, liderka Klanu Wilka, córka Wilczej Gwiazdy i Miętowego Liścia, siostra Sowiego Skrzydła i Borsuczego P-pazura! Chciałabym się przywitać z pozostałymi kotami z i-innych klanów, mam nadzieję, iż my, Klan Wilka, nie będziemy waszymi najprzeklętszymi w-wrogami. - Z tego co wyczytałam z jej oczu musiała być poddenerwowana, choć jej ton był stanowczy.
- Co się stało z Wojenną Gwiazdą? - Tym razem głos zabrał Czarna Gwiazda zdziwiony.
- W-wojenna Gwiazda zmarła kilka księżyców temu. Podobnie jak Onyksową G-gwiazdę przodkowie wybrali mnie na lidera.
- Niech Klan Gwiazdy prowadzi cię drogą Kodeksu Wojownika i wesprze cię w prowadzeniu klanu - Srebrna kotka uśmiechnęła się - Widzę jednak, że nie tylko Klan Wilka stracił ostatnio kogoś ważnego...
Spojrzała na Wodnego Ogona, który podniósł dumnie głowę podobnie jak jego ojciec. Moje wąy drgnęły z rozbawienia, bo mieli dokładnie taką samą pozę.
- Mój zastępca zginął podczas trenowania ucznia. Nowym zastępcą mianowałem Wodnego Ogona, syna Kamiennego Pazura.
Nagle nie, które koty zaczęły syczeć, jeżyć sierść na karku i machać nierwowo ogonami. Po chwili usłyszałam bardzo głośne syknięcie z mojej lewej. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, jak dobrze pamiętałam... Sowie Skrzydło? Chyba tak się nazywała.
- W tym kocie płynie krew mordercy mojego ojca?! - W tłumie podniosły się zdenerwowane głosy, typu ,,Nie zasługuje nawet na bycie więźniem!" lub ,,O czym Czarna Gwiazda myśli?!". Syknęłam pokazując kły w stronę tych głosów. Nikt nie miał prawa obrażać Klanu Nocy!
- CISZA! - Srebrna Gwiazda przerwała kłótnie - Nawet, jeśli ojciec Wodnego Ogona jest mordercą, to nie oznacza, że jego syn musi taki być! Czarna Gwiazda chyba nie bez powodu go wybrał, prawda?
-Zgadzam się. - Mruknęłam cicho, przelatując wzrokiem wszystkie zebrane koty. Wyczuwałam jednak cały czas agresję między kotami.
,,Jeśli zaraz się nie uspokoją, Klan Gwiazd może się rozgniewać!" pomyślałam.
- Jeśli pozwolicie, teraz ja się wypowiem. Klan Burzy ostatnio się rozrósł. Niestety straciliśmy świetną wojowniczkę, jednak dała ona życie dwóm, silnym uczniom! Dodatkowo do klanu dołączyło paru wojowników. Jednak przez zbliżającą się Porę Nagich Drzew i od niedawna psy, które kręcą się w okolicach naszych terytoriów, zwierzyny jest mniej. - Zmarszczyła się, a jej ogon opadł na ziemię. Była zmartwiona. - Onyksowa Gwiazdo, może ty chciałbyś teraz zabrać głos?
Wszystkie oczy skierowały się na rudego kocura z płaskim pyszczkiem, ten przez chwilę siedział cicho, ale szybko odpowiedział:
-Do mojego Klanu dołączyli nowy członkowie, urodziła się też dwójka kociąt. Mam też, jak pewnie zauważyliście nową zastępczynię. - Powiedział głośno i wyraźnie, a przez tłum przeszedł szept. Liderzy spojrzeli na siebie, jakby zastanawiając się co mówić dalej.
-Klan Nocy pochwali się też, że uczennica medyka Lodowa Łapa została pasowana na pomocnicę medyczki Lodowe Serce. - Czarna Gwiazda spojrzał na mnie, a kilka kotów, szczególnie z Klanu Nocy i Burzy, pogratulowało mi. - Jest też trochę smutniejsza sprawa. Błękitna Burza zdradził klan!
Koty szybko dostrzegły w tłumie kocura. Wodny Ogon zaczął bić ogonem w ziemię, ja za to w ciszy z lekkim strachem patrzyłam na syna przywódcy. Wojownicy syknęli cicho.
-I należy do Klanu Burzy...
-Jest teraz naszym więźniem. - Powiedziała Srebrna Gwiazda.
-Jak śmiecie, opiekować się nim? - Mówił to spokojnie, ale w jego oczach płonął żywy ogień.

30 sierpnia 2016

Od Lodowego Serca C.D. Tajemniczego Kwiatu

Uśmiechnęłam się. Byłam pomocniczką medyka, a nie tylko jego uczennicą. Mogłam leczyć, szukać ziół... Choć miałam podobnie jak Wieczorny Blask. Mi też tylko zniknęły z planu, lekcje. Przypomniałam sobie o kocie. Nie mogłam być w nim zakochana, bo nie długo zostanę medyczką. Tajemniczy Kwiat, dzieli jeszcze nie dużo księżyców, do spania w legowisku starszyzny. Z mojego pyska zniknął uśmiech. Spojrzałam na kamień ostatni raz i zamknęłam oczy, widziałam koty z Klanu Gwiazd. Miałam wrażenie, że moja matka siedzi obok mnie. Otworzyłam je znowu i razem z moją mentorką wyszłam z tunelu i zaczęłam kierować się na tereny Klanu Nocy. Miałam nowe imię. Lodowe Serce.

Tajemnica? U mnie nie lepiej...

24 sierpnia 2016

Od Lodowej Łapy (Serca) CD Tajemniczy Kwiat

To nie była wina Tajemniczego Kwiatu, to była tylko i wyłącznie moja wina.
-Muszę odpocząć i wszystko przemyśleć, przy okazji znajdę pajęczyny, bo widziałam, że ich brakuje. - Powiedziałam bez żądnego uśmiechu czy słowa, które zawsze wypowiadałam na pożegnanie. Po prostu wyszłam z legowiska medyka i po wyjściu z obozu, skierowałam się na siedlisko koni. Tam zawsze były pajęczyny. Weszłam po cichu w miejsce, gdzie mieszkały pieszczochy i przywitałam się z nimi. Chciałam jeszcze zobaczyć, czy wszystkie rany Pysii się zagoiły, jednak koty nie pozwoliły mi do niej przyjść. Doskonale wiedziałam jaki jest tego powód, jednak nie powiedziałam o tym. Tylko zebrałam pajęczyny i od razu skierowałam się w stronę obozu. Usiadłam w moim ulubionym miejscu i zaczęłam się zastanawiać i rozmyślać o ostatnich wydarzeniach.
~*~
Minął tydzień od mojej decyzji, moja mentorka, powiedziała Czarnej Gwieździe, że jestem gotowa na zostanie medyczką, więc dzisiaj musiałam obudzić się bardzo wcześnie. Tajemniczy Kwiat zjadła zioła, jednak ja nie mogła ich jeść, na szczęście jednak wczoraj zjadłam, dosyć pulchnego królika, choć nie mam pojęcia czy da się najść na zapas. Ruszyłyśmy w drogę, trwała ona naprawdę długo i na moje nieszczęście gdy byłyśmy w środku drogi, stałam się koszmarnie głodna. Doszłam jakoś do ust matki i weszłam do małej jaskini, już kiedyś tutaj byłam, ale od tego czasu minęło dużo księżyców. Zobaczyłam piękny Księżycowy Kamień, jego blask oślepił mnie, ale przyzwyczaiłam się do tego.
-Ja, Tajemniczy Kwiat, medyczka Klanu Nocy, wzywam moich przodków by spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, by poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Będzie wam jak i swojemu klanowi, służyć przez wiele księżyców, polecam wam ją jako kolejną medyczkę. Lodowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu medyka i leczyć wszystkie koty, które pomocy potrzebują?
Moje serce zaczęło, bić szybciej, nie mogłam się teraz wycofać.
-T-tak! - Powiedziałam drżącym głosem.
-A więc nadaję Ci imię, Lodowe Serce. Powitajmy się jako pełnoprawnego medyka Klanu Nocy!
Uśmiechnęłam się, przez te wszystkie księżyce czekałam właśnie na to.

< Tajemniczy Kwiecie?>

17 sierpnia 2016

Od Lodowej Łapy C.D Tajemniczy Kwiat


Spojrzałam na moją mentorkę, nie oczekiwałam takiej reakcji. Kotka była spokojna, jakby nic się nie stało, jakby to było normalne. Do moich oczu naleciały łzy, których nie zamierzałam powstrzymać. Naprawdę chciałam być medyczką, poza tym bardzo polubiłam Tajemniczy Kwiat. Jednak coś, kazało mi być z Wieczornym Blaskiem. Miłości nie da się powstrzymać, bo natura zawsze znajdzie sposób, żeby mnie złamać. Chciałam kiedyś mieć kocięta, ale jednocześnie nie chciałam łamać Kodeksu Medyka. Byłam przecięta. Nie wiedziałam co wybrać, co zrobić.
-Pomóż mi... - Powiedziałam ze smutkiem, nie wiedziałam co robić dalej. Nie miałam zamiaru być wojowniczką, a kodeksu też łamać nie chciałam. Powinnam być dobra, jednak... O, Klanie Gwiazd, pomóż mi!

<Tajemniczy Kwiecie?>

Od Lodowej Łapy C.D Tajemniczego Kwiatu

Siedziałam przez chwilę, przyglądając się swoim łapom. Kiedyś będę medyczką, nie mogę łamać kodeksu. Westchnęłam i zaczęłam przyglądać się ziołom, zabrałam mak i spojrzałam na niego. Ból, który teraz przechodziłam był wielki, ale nie mogłam go uleczyć żadnym ziołem.
-Klan Gwiazd... - Szepnęłam i odłożyłam to co przed chwilą, miałam w łapach.
-Klan Gwiazd, powiedział ci, żebyś mnie o to zapytała? - Zadała pytanie moja mentorka. Drgnęłam i spojrzałam na nią, przez chwilę nawet, nie pamiętałam, że oma tutaj stoi.
-Nie, Klan Gwiazd, wymyślił Kodeks Medyka. Wymyślił, że medycy nie mogą, mieć kociąt ani partnera. Nie mogą być szczęśliwi. To przez to, medycy w każdym klanie, idą do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. - Mówiłam to głośno, patrząc w górę.
-Do czego zmierzasz...?
-Och... Zakochałam się w Wieczornym Blasku. - To powiedziałam ciszej, znowu patrząc na swoje łapy.


Moja mentorko?

10 sierpnia 2016

Od Lodowej Łapy CD Błękitna Burza

-To cudownie. - Powiedziałam z wielkim uśmiechem.
-Prawda? - Uśmiechnął się, jeszcze bardziej niż ja.
-A która z naszych kotek, będzie ich matką? - Spytałam po chwili, a z pyska kota z jednej chwili, zszedł uśmiech. Zaniepokoiłam się nieco.
-No... Z tym jest, trochę... Gorzej. - Przyznał nie śmiało.
-Chodzi ci o Pysię? - Szepnęłam z przerażeniem, jednak zanim kocur zdążył odpowiedzieć, obok nas usiadł Wieczorny Blask. Uśmiechnął się na powitanie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-O czym tak rozmawiacie?
-O tym, że ostatnio nad rzeką, jest mniej ryb. Nie zdziwię się, jeżeli będzie to sprawka dwunożnych.
-Aha, okej. Powiadomię o tym Czarną Gwiazdę.
-Tak, tak. Będzie wtedy dobrze. - Przełknęłam ślinę, przecież okłamałam swojego najlepszego przyjaciela. W ten sposób też lidera!
-Lepiej o niej zapomnij, to, że zachowałam w tajemnicy, to, że martwisz się o tą, tą... Pieszczoszkę, nie znaczy, że o tym nie powiem, Szaremu Kłowi lub Czarnej Gwieździe. - Syknęłam groźnie i gdyby nigdy nic, ruszyłam ze stoickim spokojem do Posłania Medyka. Błękitna Burza, źle postępuje... Dobrze mu to nie wyjdzie...
~*~
Stałam na polance, a przede mną, stały nieznane mi koty. Dostrzegłam w nich moją matkę, która wyszła przed wszystkie w jej futrze, skakały małe iskierki.
-Czwórka kotów, jeden kocur Czarno-biały, drugi kocur z futrem rozmazanym, jednego futro, słońcem iskrzy, a czwarta piękna, jak z pisaku kocica. To już czas... - Powiedziała moja matka i cofnęła się, a mój obraz się rozmazał...
Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się po posłaniu, obok mnie leżeli nowi uczniowie. Nie chcąc ich budzić cichutko, wyszłam i skierowałam się do posłania lidera. Jednak po drodze, zaczepił mnie Błękitna Burza.

< Błękit? Ojoj!>

Od Lodowej Łapy CD Wieczorny Blask

-Wieczorny Blasku? - Zaczęłam i spojrzałam na niego z uśmiechem, musiałam jakoś zacząć temat. Chciałam mu powiedzieć, o tym co do niego czuję, jednak było to by łamanie kodeksu. Jednak gdybym go podeszła... Podejrzewał by o co mi chodzi, jednak nie byłby tego pewny. Tak! Ale chwilka... To o czym teraz myślałam w ogóle nie miało sensu. Ale nie ma nic do stracenia, tylko raz grozi śmierć.
-Co Lodowa Łapo?
-Czy kiedyś myślałeś skąd jest kodeks medyka? - Kocur zaczął się zastanawiać, mnie to pytanie cały czas nawiedzało. Bo niby czemu... Czemu nie mogę mieć partnera? Bo brak kociąt jeszcze zniosę, ale nie rozumiem, dlaczego Klan Gwiazdy, odbiera mi miłość z przed nosa. Medyk, musi mieć dużo, czaaaaaasu... Wiem jak szybko leczyć, zawsze przecież wieczorem mogłabym spotykać mojego partnera. No weź Klanie Gwiazd!
Spojrzałam na Srebrną Skórę ze smutkiem i złością. Mieszkały tam szlachetne i mądre koty, nie wiedziałam dlaczego... Dlaczego dawały mi tyle smutku. To przez ten punkt, dużo medyków, łamało szlachetny kodeks. Trenuję pilnie i z czcią wysłuchuję, różnych historii o tym Klanie. W ogóle, po co uczę się, skoro później będę musiała przechodzić istną męczarnię? Pierwsze i najważniejsze pytanie. Dlaczego Klan Gwiazd, wskazał mi drogę medyka?

< Wieczorny Blasku? Spokojnie, Lód nie złamie kodeksu>

20 lipca 2016

Od Lodowej Łapy C.D Tajemniczego Kwiatu

-Nikt mnie nie powstrzyma, kiedy trzeba komuś pomóc. - Odparłam i spojrzałam wyczekująco w oczy Tajemniczego Kwiatu, na co ona kiwnęła głową i oby dwie wyszłyśmy z legowiska wojowników i skierowałyśmy się do miejsca gdzie medyczka trzymała zioła. Ja zabrałam trochę ziarenek maku, a moja mentorka pajęczyny i na wszelki wypadek dziki czosnek. Jak już wyszłyśmy, zaczęłyśmy powoli skradając się do wyjścia, przez trzcinowy tunel. Jednak przed wyjściem stała Pustynna Dusza.
-Po co idziecie? - Spytała kocica z umaszczeniem point.
-Po pajęczyny. - Powiedziała moja mentorka podając mi dyskretnie zioła, które zabrałyśmy.
-Więc idźcie. - Odparła wojowniczka z uśmiechem, i odsunęła się w bok. Kiwnęłam do niej głową z szacunkiem, a po chwili już razem z Tajemniczym Kwiatem szłam przez polankę, którą często odwiedzałam z Wieczornym Blaskiem, a też, która była blisko siedliska koni.

Weszłyśmy powoli i ostrożnie na siedlisko koni stojąc nerwowo się rozglądając.
-Znowu dzikie koty! - Usłyszałam syk i jakiś mały kot wyszedł zza cienia, rzucaną przez wielką jaskinię koni.
-Spokojnie Jaskrze, czego tu chcecie? - Zaraz za nim wkroczyła bura kotka, a już po chwili otoczyły nas koty. Poczułam smród dwunożnych, ble!
-Błękitna Burza, poinformował nas o tym, że posiadacie rannego kota. - moja mentorka spojrzała na kotkę spokojnie. - Ja nazywam się Tajemniczy Kwiat jestem medyczką, a to moja uczennica Lodowa Łapa. - Przedstawiła nas jeszcze i machnęła ogonem z niecierpliwością.
-Co chcecie w zamian? - Spytała mała czarno-biała kotka, pewnie o wiele młodsza ode mnie.
-Nic. Jako medyczka, nie mogę zostawić, żadnego kota w potrzebie. - Wyjaśniała Tajemniczy Kwiat.
-A więc dobrze. - Mruknęła najstarsza i zaczęła iść przed siebie a my za nią. Pierw przeszliśmy przez dziurę, a później przez taki jakby ich korytarz. Było tutaj strasznie ciemno i ciasno, a ja miałam cały czas wrażenie, że jest to pułapka. Ale czego się nie zrobi, za zdrowie kota... - To ona. - Powiedziała w końcu bura kocica i wskazała małe posłanie na, którym leżała cała poraniona mała kotka. Miała pręgi, a na nich wielkie rany.
-Tajemniczy Kwiecie, musimy tam włożyć ziarenka maku i zatamować krwawienie pajęczyną, prawda? - Spytałam patrząc w oczy mojej mentorki. - Możemy jeszcze przyłożyć do rany czosnek... Mogło przecież wdać się zakażenie. - Dodałam kątem oka patrząc na rany.


<Tajemniczy Kwiecie?>

Od Lodowej Łapy C.D Tajemniczego Kwiatu

Uśmiechnęłam się słysząc słowa wypowiadane przez moją mentorkę, wiedziałam, że jest zadowolona. Uczyła mnie nie całe 11 księżycy, a ja cały czas wszystkiego nie wiedziałam. Prawda. Jest jeszcze bardzo dużo czasu żebym się nauczyła jak być medykiem, ale ja taka nie byłam... Jutro muszę porozmawiać z Tajemniczym Kwiatem o wszystkim. Bez wyjątku.
~*~
Otworzyłam jedno oko, a zaraz potem drugie. Długo nie trwało, aż wyszłam z legowiska uczniów i udałam się w stronę miejsca gdzie zazwyczaj spała i leczyła inne koty moja mentorka.
-Ooo... Już jesteś Lodowa Łapo. - Powiedziała na powitanie z uśmiechem.
-Tak, Tajemniczy Kwiecie, obudziłam się bardzo szybko. - Odparłam.
-I dobrze, bo mamy dzisiaj dużo do uczenia. - Uprzedziła i spojrzała na mnie powoli. - Co pamiętasz z naszych ostatnich lekcji? - Spytała marszcząc czoło.
Rumianek i tymianek uspokajają, za to pajęczyna tamuje krwawienie, a skrzyp zapobiega infekcji, za to gwiazdnica jest na leczenie zielonego kaszlu. Kocie ziele zwalcza zielony i biały kaszel, a także uspokaja. Za to miód jest na ból brzucha, a mięta na podrażnione gardło. - Wymieniłam z uśmiechem.
-Niestety, ale mięta jest na ból brzucha, a miód na podrażnione gardło. - Przyznała, ale uśmiechnęła się.
Przez chwilkę zamurowana patrzyłam przed siebie, jednak po chwili postanowiłam, że muszę po prostu jeszcze trochę poćwiczyć, ale teraz olać ten błąd.
-Hm... No to, jeszcze nauczyłam się kodeksu medyka. Medyk nie może mieć partnera ani kociąt. Mimo tego, że medycy nie walczą z innymi Klanami, muszą znać podstawowe ataki. Medyk musi umieć zinterpretować wizje od Gwiezdnego Klanu. Medyk nie może wyrzucać rannego kota, oraz musi zrobić wszystko, by takiego kota uratować. - Zakończyłam.
-Musimy jeszcze poćwiczyć. - Przyznała moja mentorka.
-Coś źle powiedziałam? - Spytałam i spojrzałam zaciekawiona, ale i załamana prosto w oczy kocicy.
-Tak, ale to nic i tak dużo powiedziałaś. A cały kodeks medyka, składa się z tego; Medyk nie może mieć partnera ani kociąt. Obowiązki medyka są ważniejsze od uczuć, a medyk nie walczy z innymi Klanami. Medyk może być trenowany jak wojownik przed byciem medykiem, lecz medyk nie może zostać normalnym wojownikiem. Mimo tego, że medycy nie walczą z innymi Klanami, muszą znać podstawowe ataki. Medyk musi umieć zinterpretować wizje od Gwiezdnego Klanu. Medyk nie może wyrzucać rannego kota, oraz musi zrobić wszystko, by takiego kota uratować. Medyk odda życie by uratować kota. - Powiedziała i zaczęła świdrować mnie wzrokiem.
-Będę to sobie powtarzać. - Obiecałam. - Ale co do tego kodeksu medyka... Co by się stało jakbym miała partnera lub kocięta? - Spytałam. Miałam wytłumaczyć sobie wszystko z mentorką i tak będzie! Ale jednak spróbuję robić to wymijająco... Wolę żeby Tajemniczy Kwiat jednak nie wiedziała co czuję do Wieczornego Blasku.


<Tajemniczy Kwiecie?>

Od Lodowej Łapy C.D Wieczorny Blask

-Pewnie, że fajnie. - Westchnęłam i spojrzałam w górę. Niebo było błękitne, a na nim tylko kilka białych chmurek. Ptaszki śpiewały, wiatr szumiał w rytm wszystkich dźwięków lasu. To wszystko mnie tak usypiało...
Po głowie, krążyło mi jednak mnóstwo, pytań. Czy mam powiedzieć Wieczornemu Blaskowi, co do niego czuje? Czy łamać Kodeks Medyka? Nie jestem za młoda? A jeżeli powiem, to jak na to zareaguje?
-Co jesteś tak zaspana? - Spytał z uśmiechem, a ja spojrzałam na niego nagle z oburzeniem, przerywając moje rozmyślenia.
-Nic. Po prostu dzisiaj tak, chodzę z głową w chmurach. - Odparłam wzruszając barkami.
-Racja, czasem trzeba wszystko sobie przemyśleć. - Mruknął czarno-biały kocur-, na co ja uśmiechnęłam się. - Ale nie potrzebujesz samotności? - Dodał po chwili.
-Nie... - Zatrzymałam kocura. - Zawsze lepiej mieć jakieś towarzystwo, ale przecież i tak widzę, że nie podoba Ci się to miejsce. - Powiedziałam i zaśmiałam się po chwili.

<Wieczorny Blasku?>

12 lipca 2016

Od Lodowej Łapy C.d Wieczorny Blask

-Cześć Wieczorny Blasku. - Powiedziałam cicho na powitanie do kocura, mieląc zająca.
-Cześć Lodowa Łapo. - Zamruczał i wziął się za swojego czarnego zająca. - Jak ci minął poranek? - Zagadnął mój przyjaciel, gdy zorientował się, że panuje między nami grobowa cisza.
-Dobrze. - Odparłam powstrzymując się od sarkazmu i kończąc jeść. Przez chwilkę rozglądałam się po obozie i przyglądałam się kotom. Czarnej Gwieździe rozmawiającym przy swoim legowisku razem z Szarym Kłem, Błękitnej Burzy wychodzącemu z legowiska wojowników... A może to dlatego byłam przygnębiona? Wszyscy moi koledzy zostają wojownikami, ja też bym chciała nim być, ale nie jestem silna... Nie rozumiałam też tego dlaczego, medyk nie może mieć partnera ani kociąt.
-Hm... A chcesz się przejść? - Spytał nie pewnie Wieczorny Blask.
-Oczywiście. - Miauknęłam i razem z wojownikiem wyszłam z obozu. Od razu skierowaliśmy się od tego pięknego miejsca, gdzie zasnęłam ostatnio... Wiatr wydawał tam piękny szum, piękne kwiaty na około. Tam było tak piękne i do tego nikt nie miał jak tam wejść i nas podglądać, bo byśmy go od razu zauważyli! To miejsce moich marzeń.
-Czemu to miejsce jest takie piękne? - Szepnęłam. - Tak samo w nocy jak w dzień.

<Wieczorny? Lodowej Naprawdę podoba się to miejsce>