BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świt x Szakali Szał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świt x Szakali Szał. Pokaż wszystkie posty

26 września 2023

Od Szakalej Gwiazdy CD. Świtu (Świtającej Łapy)

— Mamusiuuuu… A co to musi bob… bobek?
Szakal miała ochotę ostro walnąć łbem o ziemię. Tak mocno, aby czaszka rozpadła się na wiecznie niedopasowane kawałki z wylewającą się galaretą, jaką był mózg. Dlaczego ze wszystkim możliwych pytań Świt zadawała tylko te nieodpowiednie na jej wiek; wulgarne? Czy już Gęsi Wrzask zdążył ją przeprogramować na największego gremlina klanu podczas nieobecności liderki? Złotawa wykonała idealnego "facepalm'a", by rozmasować zmarszczoną mimikę. Będzie musiała pilnować własnej córki, w przeciwnym razie nie chciała nawet wiedzieć, co wyrośnie z małej kulki siedzącej na wprost zielonych oczu. 
— Mysi bobek, kochana. — poprawiła — To takie słowa, które uciekają nam z pyska, gdy musimy się psychicznie wyżyć. Coś jak psiakrew, lisie łajno, na Mroczną Puszczę... określeń jest wiele. A wszystkie one wyrażają to samo -  gniew, zmartwienie i zawód. Rozumiesz, Świt? One bez naszego pozwolenia trafiają do kocich uszu, by niszczyć bębenki słuchowe. Są jak demony próbujące wyrwać się na wolność, które należy ściśle pilnować. To twoje zadanie, córko. Panować nad emocjami, a także nad wyrazami; bo jedno niepoprawne nazewnictwo potrafi zepsuć cały progres, jaki dokonasz w ciągu kilkunastu księżyców. — Spojrzała na złoto-białe futro leżące pomiędzy przednimi łapami. — Świt, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Halo?
Bok koteczki unosił się powoli i rytmicznie, wskazując na spokojny, głęboki sen. Przejście z jednej czynności do drugiej zajęło jej kilka krótkich sekund; tak jakby rozmowa urwała się na niewinnym pytaniu. Najstarsza córka była nie tylko niecierpliwa pod względem duchowym, ale także cielesnym, o czym matka przekonała się właśnie w danej chwili. Nie wytrzymała nudnego trajkotania liderki. Prostego testu na samokontrolę.
Szakala Gwiazda chcąc nie chcąc jednak uśmiechnęła się, patrząc na pięć kulek przytulonych do jej puszystego boku. W ciągu kilku księżyców rozdała po kropelce miłości każdemu oseskowi, a także wszelaką młodą personę zapragnęła wychować na porządny materiał, by zadowolić duchy krążące w ciemnej, nieskończonej kniei. Lecz jakie miały być ostateczne wyniki "eksperymentu" zaplanowanego przez złe, zatopione w bagnie widma? Nikt tego nie wiedział: Bielicze Pióro, Chłodny Omen czy ona sama. Liderka musiała więc czekać na rozwój wydarzeń - cierpliwie, z radością w sercu oraz troskami niczym typowa matka. Dzień za dniem, godzina za godziną obserwować zmiany w niejednostajnym otoczeniu. 
I tak zasnęła, nie przejmując się jeszcze przyszłością. Bo w końcu po co? Na nic nie miała wpływu; nie była boginią. Zamykając oczy wśród świeżo wymienionego mchu nie myślała o swoich córkach bądź synu, za to pierwszy raz... przypomniała sobie o śmierci. Własnej, której nie mogła uniknąć i która śniła się jej coraz częściej w przebłyskach tajemniczego grzmotu. 

***
*Po mianowaniu potomków, przed śmiercią Zmierzchowej Łapy*

Stało się - jej dzieci zostały uczniami. Z cudownych, młodych kępek wyrosły jeszcze cudowniejsze organizmy zdolne do samodzielnego funkcjonowania, które zapowiadały budową ciała bezproblemowy rozkwit do najwyższej formy. Liderka postarała się, aby następne pokolenie otrzymało najlepszych i podobnych duchowo mentorów. Brzaskowa Łapa, Świtająca Łapa, Poranna Łapa i Zmierzchowa Łapa na rozkaz złotej trafili pod łapy wyszkolonych wojowników, by zapewnić sobie zadawalający poziom treningów. Inną kwestią była wyłącznie Jutrzenka, która zdobyła ostrego nauczyciela - Ostrą Kostrzewę - jak sama nazwa mówiła. Szakala Gwiazda w ciągu sześciu księżyców zaobserwowała, że jej bura córka zostawała w tyle pod względem pewności siebie; potrzebowała więc kogoś, kto nie będzie jej zagłaskiwał, ale zarazem też kogoś z cechą cierpliwości, by nie zesłać kotkę w otchłań rozpaczy. Matka Wilczej Tajgi nadawała się więc do tego idealnie. Gęsi Wrzask rozerwałby płaczka na strzępy, a myślała nieraz nad opcją posłania własnego mentora na prawdziwy wpierdol życia. 
Pomijając jednakże wielkie moralne plany, przywódczyni po wygnaniu piątki szkrabów poza żłobek sądziła, że wszystko przebiegnie bez zbędnych przeszkód. W końcu rodzeństwo świetnie się dogadywało. Szakal widziała nieraz szczęśliwie pląsające łapki bawiące się w berka, które ganiały nawet ogon Sosnowej Igły. Jakież więc było wielkie zaskoczenie, gdy po dwóch dniach od mianowania złotawa usłyszała raport od Błękitnego Ognia. 
Rozprawkę o Świtającej Łapie, co pobiła na boku Jutrzenkową Łapę za przypadkowe nadepnięcie kity.
Reakcja liderki? Dla jednych była straszna, dla drugich zabawna. Bez zbędnych ceregieli charakterystyczne futro zjawiło się obok Jadowitej Żmii, przerywając tym samym pierwszorzędny trening wzmacniania mięśni. Szakala Gwiazda po analizie słów zastępcy musiała porozmawiać teraz, choćby świat miał się wykręcić o 180 stopni; choćby las miał zapłonąć po raz drugi. Przedstawiona sytuacja zbyt mocno przypominała jej zakopaną przeszłość; zataczającą kółko w rodzinie Irgowego Nektaru na nieszczęście zielonookiej. 
— Świtająco Łapo, chodź ze mną. Dzisiaj zostajesz zwolniona ze szkolenia. — Posłała stanowcze spojrzenie mentorce, jak i uczniowi. — Straty nadrobisz jutro. Wybieramy się na granicę Klanu Wilka i Owocowego Lasu. Natychmiast. 
Córka zmarszczyła nos w niezadowoleniu, lecz nic nie odpowiedziała; i tym samym obie kotki zanim doszły na wyznaczone miejsce, spędziły wspólny czas na milczeniu, zgadzając się na niewerbalną rozmowę. Szakal machała ogonem, by wyrazić dezaprobatę. Świt splunęła na bok, nie patrząc matce w oczy. Nastrój był pochmurny, aczkolwiek nie okropny - dało się wytrzymać w napiętym towarzystwie, nie wydrapując sobie jakże tęczowych patrzałek. 
— Pewnie mnie opierniczysz zaraz, prawda? — odezwała się młodsza — Dowiedziałaś się o tym? Zasługiwała. — prychnęła — Szuja jest słaba. 
Liderka nie zareagowała na odzywki potomkini. Zamiast odpowiedzieć jak na karmicielkę przystało, przysiadła przy grobie, który był niemal bliski jej sercu. Siostra - to ona jedyna otrzymała pochówek poza Ciernistym Drzewem należącym do Mrocznej Puszczy. Zwiędnięte płatki róż walały się na zakopanej górce, nadając pobliskiemu terenowi klimat godny pożałowania. I tylko ona przynosiła kwiaty; sama liderka, która powinna ruszyć dupę w innych, ważniejszych kwestiach. Dlaczego to robiła? Nie potrafiła wytłumaczyć zachowania. Może tak objawiała się jej dziecinna tęsknota, a może głupota.
— Co pamiętasz o Cienistej Łapie? — zapytała — Czy Bielicze Pióro cokolwiek ci o niej opowiadała? 
Świtająca Łapa pokręciła głową. Zamrugała kilka razy ślepiami w czymś, co można było nazwać ogłupieniem.
— No jest twoją siostrą. Martwą siostrą. — rzuciła od niechcenia — Nie żyje, więc po co miałabym zbierać więcej informacji na jej temat? To nikt szczególny, po prostu sobie egzystowała na boku. Nie to co Mroczna Gwiazda albo Irgowy Nektar.
Szakala Gwiazda westchnęła ze zrezygnowaniem. Córka mówiła najszczerszą prawdę: po co? W końcu była nikim innym niż głupim skrawkiem futra rozszarpanym przez byłego lidera. Kimś infantylnym. Kimś, kogo nie należało normalnie wspominać... a jednak czasami tak, biorąc pod uwagę teraźniejsze okoliczności.
— Rozumiem. W takim razie opowiem ci dzisiaj nieco więcej o mojej siostrze, bo nie chcę, by ktokolwiek szedł jej śladami. — Wykonała głęboki wydech. — Szczególnie ty, mając tak wielki potencjał. Jej wcześniejszym imieniem była Ruina, ponieważ (jak pewnie zgadłaś) zrujnowała sobie życie. Straciła wszystko: szacunek, szansę na wstąpienie do kultu, nadzieję; i tylko dlatego, bo zaatakowała ucznia Klanu Nocy na zgromadzeniu. Zabawne, nieprawdaż? — Zmrużyła oczy, wypuszczając z ust pytanie retoryczne. — Ty również ranisz koty - te niewinne, które nic ci nie zrobiły, a jednak oczekujesz sukcesu jako przyszła wojowniczka jakby manna miała spaść z nieba. To tak nie działa, kochana, i nie będę akceptować szczeniackiego zachowania. — Wysunęła pazury. — Pojmuję, że masz gorsze kontakty z Jutrzenkową Łapą i nic tego nie zmieni, ale przemoc nie jest odpowiedzią i nigdy nią nie będzie. Idąc samolubną drogą zginiesz jak Cienista Łapa, zostawiona przez wszystkich i wszystko. Karma wraca - zawsze, ale ty ją wciąż możesz odgonić, bo żyjesz. Tamta śmiertelniczka stchórzyła i popełniła samobójstwo, nie mogąc pogodzić się z adekwatną karą. 

<Kochana córciu?>

30 lipca 2023

Od Świtu CD Szakalego Szału (Szakalej Gwiazdy)

Mała świt spojrzała na swoją matkę, przekrzywiając łeb. Niby rozumiała, co kocica do niej gada, lecz z drugiej strony jednak nie. Taki fifty-fifty, pół na pół. Marszcząc nosek, przesunęła się, by być bliżej jej łap, czy czym nadepnęła Jutrzence na ogon, co miała wesolutko w dupie.
— Aaaaa lozumiem! — odezwała się donośnie — Czyli to takie kochanie innej osoby! Na psyklad blata! A zatem my się... Polanku, jak to odmienić?
— NIE!
Lecz było już za późno. Krzyk matki przepadł w wielkim harmidrze, a wraz z nim nadzieja na przekazanie, choć odrobinki mądrości tym małym wypierdkom. Dzieciarnia natychmiast wkręciła się, że może określać tak swoje uczucie do rodzeństwa, co wywołało lekki horror na pysku zastępczyni.
— Eeee... Seksujemy? — podsunęła niebieska
— Tak, to jest to! — wykrzyczała uradowana — My się seksujemy! Powtarzać za mną! SEKSUJEMY SIĘ, SEKSUJEMY SIĘ, SEKSUJEMY SIĘ!
Szakali Szał zasłoniła oczy łapami, nie mogąc patrzeć na swoją porażkę. To był koszmar w świecie żywych! Poddała się i położyła na boku, licząc na zbawienie zesłane prosto z piekła. Niech ją kiedyś wreszcie ten piorun pierdolnie albo jej własne pociechy rozwalą klan od środka.
— O, mamo! Mamo! — zawołał Brzask, wskazując łapą w stronę liliowego kocura, który przechodził nieopodal żłobka. — Ten pan nas uczył! — mówiąc to, wypiął dumnie pierś, jakby chwalił się złapaną myszą.
— No ten pan mamo! Ten kacz… Kaczo… Kaczy… NO TEN NO! — pisnęła Świt, uderzając matkę łapkami, byleby tylko ta spojrzała.
Nadęła policzki, gdy to nie podziałało
— BO POGLYZE!
No, dopiero teraz cokolwiek na starą zadziałało. Złota wojowniczka podniosła ociężale łeb, wbijając ślepia w liliowego pointa. Ten chyba zauważył, że ktoś może coś od niego chcieć, bo zaraz zawinął dupę.
— Mamusiuuuu… A co to musi bob… bobek? — kolejne pytanie padło z mordki Świtu, dobijając tym samym Szakal.

< Mother? 💀> 

19 lipca 2023

Od Szakalego Szału CD. Świtu

 Jej życie dramatycznie zmieniło się odkąd na świat przyszły cztery rozbrykane kotki i jeden tłuściutki kocur. Zwykłe, monotonne dni stały się dramatem rodzinnym, w którym co rusz musiało coś pierdyknąć dla zasady "nie ma nudy"; a to Bielicze Pióro nie dopilnowała Jutrzenki przez co ta spierdoliła do babki, a to Świt użarła Nockę, chociaż czarnawa zaraz miała być uczniem. Szakal osobiście nie była w stanie pojąć, jakim cudem kocię z jednym księżycem na karku jest zdolne obalić władzę w żłobku. No ale cóż, popatrz - jednak się udało. Rosła jej samica alfa, najlepsza z najlepszych.
Gdyby tylko złotawa przemieniła się w człowieka jak Kordian z zagubionego nastolatka w obrońcę ojczyzny, na pewno zaczęłaby prowadzić dzienniczek obserwacji szkrabów. A co się rzuciło jej w oczy? Mianowicie, ewidentnie powstały obozy - dosyć nierówne z resztą. Świt, Poranek, Brzask i Zmierzch trzymali się niezwykle blisko i widać było, że szybko się nie rozejdą, by kroczyć w stronę własnej kariery. Bielicze Pióro uznała to za dobry omen i szczerze powiedziawszy Szakal również się ucieszyła, że nie ma takiej sytuacji jak z Cienistą Łapą. Ale... do czasu rzecz jasna, bo perfekcyjna rodzinka musi przejść plagi wszelkiej głupoty.
Zastępczyni właśnie wracała z chuderlawą myszą w pysku, zipiąc ze zmęczenia. Pora nagich drzew pochowała zwierzynę, a na dodatek pożar spłoszył pozostałości życia, przez co z polowaniami bywało tylko gorzej. Wilczacy chudli w oczach. Złotawej zapadły się boki, a Bieliczemu Piórowi wypadło nieco sierści od braku witamin, tworząc z niej mizerną mutację Lykoia. Jednakże najważniejszy był fakt, że przynajmniej jej dzieci pozostawały grubiutkie i nakarmione, z błyszczącym futrem oraz nadmiarem energii do odwalania niepotrzebnych scen; niekoniecznie przyjemnych, ale świadczących o zdrowiu młodych. 
— CHOLELA, TO BOLI!
Szakal położyła po sobie uszy. Oho, już się zaczęło. Upuściła zwierzynę, by móc przemówić i otaksowała spojrzeniem dwójkę szkrabów - jeden przed nią, drugi schowany pod mamusim ogonkiem. 
— Co tu się dzieje? Poszłam tylko po jedzenie, a tu jakiś hałas.
Zielone oczy Świtu zalewały się łzami. Cóż ta diablica zrobiła sobie tym razem? Podniosła brew, wyczekując odpowiedzi. Zapewne nic pozytywnego.
— Mama ałka…
Złotawy maluch, najbardziej podobny z całego potomstwa do Szakal, pokazał ogon, który był w stanie idealnym; wyczyszczony, puszysty jak u pisklaka. Księżniczka się jej znalazła, co na ziarnku grochu by nie zniosła spać - prychnęła w myślach. Wzięła w pysk Jutrzenkę i usadowiła ją obok siostry ewidentnie niezadowolonej z obrotu spraw. Musiały się nauczyć koegzystować, inaczej czekała ich socjalna rehabilitacja. 
— Nie przesadzaj Świt, nie widzę nawet zadrapania. — Strzepnęła uchem. — Jutrzenko, następnym razem uważaj jak chodzisz. 
Weszła do środka, gdzie w powietrzu unosił się zatęchły zapach zgniłych liści. Znienawidzone, dziurawe legowisko dla karmicielek powitało Szakal, zaniedbane przez leniwych uczniów, którzy powinni byli dawno je wymienić. Właściwie Cedrowa Łapa i Kukułcza Łapa już za długo się szkoliły; swoją postawą hańbili Klan Wilka. Trzeba było to zgłosić do liderki, gdy tylko ponownie wyjdzie z tego wariatkowa. Szakal wzięła ze sobą wcześniej położoną mysz i rozpoczęła konsumpcję, delektując się mięsistym smakiem. Aż pomyślała o tym, jak dawno drużynowo nie polowała na samotników. 
Niektórzy odeszli - spojrzała tęsknie na dwór, na którym teraz szalała wichura ze śnieżycą. Mroczna Gwiazda już spacerował w Mrocznej Puszczy wraz z Irgowym Nektarem, zapewne odmłodzony o odrzuconą skórę. Oboje przeżyli swoje - dobrze dla nich - lecz bez ich obecności kult stał się jakiś... martwy. Pod wodzą Chłodnego Omena było znośnie, choć wciąż nie najlepiej. Brakowało matki kultu. Brakowało nieustraszonego lidera. Brakowało dawnej potęgi. 
— Mama, mama, mama! 
Szakal podniosła głowę. Przed nią stanęła cała kocięca husaria ułożona w gładki rząd, oczekując atencji mamki przenajświętszej. Jak zwykle w zgromadzeniu brakowało Jutrzenki, ale już i tak bez tego złota bała się, co zaraz chór wypiszczy. Czwórka niesfornych szkrabów oznaczała kłopoty i nic więcej. Aż spięła mięśnie z paraliżującego stresu.
— Taki liliowy kot nas ucy! Mówi, ze spodoba ci się to! 
— Czekaj, co ty masz na myśli?-
— Telaz!
Z pysków kociaków wypłynęły słowa: gryzące, piskliwe i kłujące w ucho. Szakal niemal zachłysnęła się powietrzem, słysząc wyrecytowany tekst. To nie mogła być za cholerę Bielik, więc kto? Kto wlazł do żłobka pod jej nieobecność?!
— Na góze piękne luze, na dole sedzi eks; kazdy Wilczak dzisiaj wie - najlepszy menski seks!
Maluchy zaczęły szczęśliwie fikać, gdy zastępczyni tkwiła w transie prowadzącym do stanu przedzawałowego. Nie, nie, nie! Zawyła głośno i obiecała sobie złoić tego, co postanowił wyśpiewać sprośne wierszyki. Kocięta nawet nie wiedziały, o czym gadały. Jeszcze brakowało, żeby pytały o znaczenie pewnych "określeń". 
— A mamaaaa! — zamiałczała złota kulka — A powies co to seks? Plose?
Na Mroczną Puszczę! Szakali Szał cofnęła się od dzieci, które otoczyły ją jak psy zwierzynę i wlepiły oczka wybałuszone od przekupnej słodyczy. Kultystka była w tak głębokiej dupie, że nawet słowa nie mogły tego opisać. Wdech, wydech, wdech, wydech! Irgowy Nektar cię nauczyła!
Jak to było? Przymknęła oczy, ażeby spowiła ją ciemność. Młodym kwestie intymne i dla dorosłych tłumaczyło się w sposób okrężny; łagodnie, mówiąc częściową prawdę okrytą cukierkową powłoką. Oprócz tego, według zaleceń nieżyjącej babci, powinna rozmawiać z pewnością siebie, nie dając innym znać o ewentualnych lękach. To... nie brzmiało źle, gdy wyobrażała sobie przyszłą dyskusję naukową. Chyba da radę. 
— Oczywiście, ekhem... — chrząknęła — Seks to zachowanie wynikające z miłości. Dochodzi do niego między zżytymi kotami-
— Aaaaa lozumiem! — przerwała Świt — Czyli to takie kochanie innej osoby! Na psyklad blata! A zatem my się... Polanku, jak to odmienić? 
— NIE!
Lecz było już za późno. Krzyk matki przepadł w wielkim harmidrze, a wraz z nim nadzieja na przekazanie choć odrobinki mądrości tym małym wypierdkom. 
— Eeee... Seksujemy? — podsunęła niebieska 
— Tak, to jest to! — wykrzyczała uradowana — My się seksujemy! Powtarzać za mną! SEKSUJEMY SIĘ, SEKSUJEMY SIĘ, SEKSUJEMY SIĘ!
Szakali Szał zasłoniła oczy łapami, nie mogąc patrzeć na swoją porażkę. To był koszmar w świecie żywych! Poddała się i położyła na boku, licząc na zbawienie zesłane prosto z piekła. Niech ją kiedyś wreszcie ten piorun pierdolnie albo jej własne pociechy rozwalą klan od środka.

<Moja córeczko? xD>

15 lipca 2023

Od Świtu do Szakalego Szału

 Pierwsze chwile życia tego nieznośnego koczkodana okraszone były nieustannym darciem facjaty, traktowaniem Szakalego Szału jako bufetu bez dna i wpychanie się między siostry, a także brata, byleby tylko dostać się do brzucha matki.
Mały mlekożłop bardzo szybko pojął, że świat, który ją otacza, może wchodzić z nią w interakcje. Pierwszą taką był język złotej królowej, który smarnął po kabaczkowym ciele kotki, myjąc ją od pozostałości mleka, które oczywiście w większości rozlała. Tak to jest, jak przy okazji furczysz na rodzeństwo i próbujesz żreć.
Trochę więcej czasu zeszło jej na ogarnięcie jak działa motoryka jej kończyn. Mistrzem w tym nie była, co mimo wszystko było dosyć widoczne, jednakże gdy dotarła do momentu, kiedy to nie zarzucała dupskiem na prawo i lewo, robiąc przy tym nieziemskie piruety - była zadowolona. Rozpoczęła więc eksplorację świata, póki co ograniczonego tylko i wyłącznie do legowiska w kociarni, jednakże dla małej Świt, tak czy siak była to wielka, rozległa i bezkresna kraina. 
Troszeńkę czasu minęło, nim młoda przyzwyczaiła się do słońca, które raziło jeszcze nie wybarwione tęczówki, jednakże gdy i ta niedogodność minęła - bardzo szybko zaczęła być utrapieniem dla każdego, gdy tylko Bielicze Pióro, bądź Szakali Szał nie pilnowały tego małego zasrańca.
Pewnego pięknego, słonecznego dnia, jakoś krótko po wschodzie słońca, mała Świt postanowiła uraczyć klanowiczy swoim pierwszym słowem.
— CHOLELA, TO BOLI! 
Ryk złotej przeszył uszy kotów, bijąc dzwonem na alarm i wzywając służby patrolowe w postaci rodzicielki.
Zastępczyni omiotła spojrzeniem po gówniakach, sprawdzając, które to zaczęło wreszcie gadać.
— Co tu się dzieje? Poszłam tylko po jedzenie, a tu jakiś hałas.
Zielone ślepia wodziły od zalewającej się łzami koteczki, po drugą córkę, która niemalże natychmiast schowała się między jej łapami.
— Mama ałka…
Świt wskazała na swój ogonek, próbując dać do zrozumienia matce, że ta cholerna Jutrzenka nadepnęła jej na ogon i Szakal ma ją sprzedać komuś, bądź wyrzucić w krzaki.

< Mame? >