BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabluszczone Futerko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabluszczone Futerko. Pokaż wszystkie posty

04 listopada 2017

Od Zabluszczonego Futerka

Po cichu weszłam do legowiska uczniów. Kiedy wypatrzyłam swojego ucznia, podeszłam do miejsca w którym leżał i zaczęłam go delikatnie trącać łapą. Kocurek odwrócił swoją głowę. Kiedy zobaczył swoją mentorkę się uśmiechnął zaspany.
-Wstawaj wstawaj!
-Tak, już…-powiedział i się przeciągnął.-Co dziś robimy?
-Nauczę cię polować!- odparłam energicznie.- No, dawaj dawaj, idziemy.
Wyszliśmy przed obóz. Postanowiłam sprawdzić, co Strzyżykowa Łapa pamięta z ostatniej lekcji.
-No dobra, idziemy na Słoneczną Polanę. Prowadź.
-Jasne.- Uczeń wypiął pierś i wyszedł przede mnie. Doprowadził nas poprawnie do celu, wtedy wróciłam przed niego.
-Bardzo dobrze, Strzyżykowa Łapo! To teraz spróbuj coś złapać.
-Złapać?! Tak od razu?! Bez żadnego tłumaczenia?!
-Owszem. Czujesz coś?
-E… tak.
-To mysz. Powinna być tam w krzakach.- wskazałam nosem na najbliższe krzaki.
Kocur zaczął się skradać w ich stronę. Po chwili skoczył, i zaczął biec, więc wywnioskowałam że mu uciekła. Zaczęłam za nim biec, ale uczniowi w ostatniej chwili udało się ją złapać.
-Po pierwsze, skradałeś się za ciężko. Mysz wyczuje drgania ziemi. Po drugie, za późno skoczyłeś. Nie martw się, to się poprawi.

<Strzyżyk?>

30 sierpnia 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Miętowej Łapy

-Dobry sposób myślenia. Zwierzyna zawsze się przyda. Więc, wiesz co masz robić.- spojrzałam za siebie i zaczęłam się cofać. Kiedy byłam już na odpowiedniej odległości, kiwnęłam uczniakowi głową. Ten jeszcze raz sypnął we mnie piachem, ja zmrużyłam jedynie oczy, przez co dwa czy trzy ziarenka wpadły mi do oczu. Zaczął na mnie biec, więc zrobiłam szybko unik, przez co uczeń nie wyhamował i przywalił głową w drzewo. Tuż po tym kot upadł.
-Miętowa Łapo?! Klanie Gwiazdy!- podbiegłam do niego.
A co jeżeli stało mu się coś bardzo złego?!
Położyłam łapę na jego boku i zaczęłam nim trząść. Na szczęście, kot po chwili otworzył oczy.
-Miętowa Łapo, jak dobrze, że się obudziłeś! Bałam się że coś ci się stało. Czujesz się w porządku?
-Tak... Ale właściwie co się stało?
-Walnąłeś głową w drzewo i straciłeś przytomność.
Kocur zaczął patrzeć na swoje łapy zakłopotany.
-Przepraszam...
-Nie twoja wina. No, lepiej już odpuśćmy trenowanie walki. Idź zapoluj, ja pójdę w drugą stronę.-Powiedziałam i demonstracyjnie zaczęłam się wylizywać.
-Dobrze.- kiwnął głową i zagłębił się w terytoria położone w stronę terytorium Klanu Nocy.
Poczekałam kilkanaście uderzeń serca aż odejdzie upewniając się że wiatr wieje mi w pysk, i zaczęłam go śledzić.
*Tudududududuuuuuuu Time skip, Time skip, tuduuuuuuu*
Wróciliśmy tak, że mieliśmy jeszcze czas przed porą posiłku. Odłożyłam zdobycz na stertę i przywitałam czarnego przyjaciela mruczeniem.
-Muszę jeszcze coś załatwić. Poczekasz na mnie?
-Jasne, idź.- Na dźwięk jego gardłowego głosu poczułam jakbym się zalewała zimnym potem.
Ruszyłam do legowiska Kruczej Gwiazdy. Kiedy byłam tuż obok nory, muskając ogonem sosnę miauknęłam cicho.
-Proszę.- usłyszałam głos ze środka. Będąc w środku kiwnęłam byłemu mentorowi głową a ten dał mi znak bym usiadła.-O co chodzi, Zabluszczone Futerko?
-Chodzi o Miętową Łapę. Bywa niezdarny, ale rzadko kiedy zdobycz ucieka z jego łap, kilkakrotnie mnie pokonał przy treningu walki, a Kodeks Wojownika powiedział by cały bezbłędnie nawet gdybym go obudziła w środku nocy. Sądzę, że jest gotowy do skończenia treningu.
<Mięta? >

26 sierpnia 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Miętowej Łapy

-Rzuć sie na mnie.- powiedziałam spokojnie.- Ale tylko na mnie skocz. Na początku nie będę unikać.
Kot trochę nie pewnie rzucił się na mnie. Nie był już taki mały, co za tym idzie, swoje ważył, więc przygniótł mnie do ziemi.
-Teraz patrz.- położyłam jedną łapę na jego szyi, drugą na grzbiecie, wysuwając delikatnie pazury.- Najlepiej wbić się w grzbiet. Nogami kopiemy w jedną z dwóch części ciała, które są najbardziej opłacalne. Wiesz jakie to miejsca?
-Niezbyt...
-To brzuch i gardło. Brzuch jest delikatny, a z gardła leci najwięcej krwi. Więc jak mówiłam, nogami kopiemy w brzuch, a zębami próbujemy się dostać do gardła.
-Rozumiem.- powiedział rudy terminator wstając.
-To jeszcze raz się na mnie rzuć.- poleciałam.
W odpowiedzi pokiwał głową i na mnie skoczył. Próbował od góry, wtedy ja szybko odskoczyłam, przez co kocur wyładował na ziemi. Uczeń wstał i spróbował jeszcze raz, tym razem w mój bok. Kiedy zaczął na mnie biec, szybko skoczyłam w lewo. Skakaliśmy tak dobre 2000 uderzeń serca, ale kiedy w końcu kocurowi znowu się nie udało, i dysząc leżał na wysuszonej ziemi, zaczęłam się wylizywać z pyłu uznając że ma dosyć.
Prawie nie ugryzłam się w język, gdy z nikąd poczułam ciężar przygniatający mnie do ziemi. Na początku byłam zdziwiona, lecz po chwili błysnęła we mnie iskierka dumy.
-Świetnie, Miętowa Łapo.- uśmiechnęłam się delikatnie zrzucając kota z grzbietu.- Odwaliłeś kawał dobrej roboty.- Wstałam i spojrzałam w niebo. Właśnie słońce zaczęło zachodzić.- Do końca dnia masz wolne. Jutro, kiedy słońce będzie trochę po wschodzie, będę czekała przed obozem. Wyśpij się, zdradzę ci, że będziemy mowić o wykorzystaniu terenu wokół nas.

<Mietaaaaas? Byłoby dłuższe ale mi się dopisek usunął :/>

12 sierpnia 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Borsuczego Cienia

Z uśmiechem podbiegłam do czarnego kocura. Polizałam go po głowie, a ten się delikatnie wzdrygnął. Mnie rownież ogarnęło wtedy dziwne uczucie.
-Poczekaj tutaj, dobrze?- Powiedziałam i podbiegłam do stosu zdobyczy. Poszukałam jak najlepszej zdobyczy, a kiedy ją znalazłam, wzięłam ją w zęby razem z moją porcją i wróciłam do miejsca gdzie czekał.
-Proszę.- Położyłam przed nim tłustą nornicę.
-O, dziekuje. Tylko może przejdźmy gdzie indziej.
-Jasne.
*******Time skip*******
Obudziłam się obok Borsuczego Cienia. Nie jakoś strasznie blisko, spoko by się zmieściła mysz czy dwie, ale mieliśmy na sobie położone ogony. Kiedy go z niego zdjęłam i wstałam, Borsuk się obudził.
-O, obudziłaś się.- powiedział zaspany i ziewnął potężnie. Oh, ależ on miał zęby!  Na pewno z nimi wygrywa każdą walkę. Pewnie i bez nich wspaniałe by sobie poradził, przecież miał te mięśnie, a poza tym jest strasznie mądry i sprytny, i bystry...-Halo? Bluszcz? Wszystko dobrze? Wyrwał mnie z zamyślenia kocur.
-C-co? Tak, oczywiście. Może pójdziemy na spacer, albo polowanie?
-Dobrze.- Wstał i się naprężył, a ja przez ten czas podziwiałam jego cudne ciało spowite w czarną, aksamitną sierść.- To chodź.
Idąc za nim przez przypadek musnęłam ogonem Zakręconego Wąsa. Pręgowany kocur tylko westchnął i zaczął się wylizywać.
Kiedy wyszliśmy z legowiska wojowników, od razu podbiegł do mnie mój uczeń.
-Co dzisiaj robimy?
-Masz dzień wolny. Możesz pomóc Fenkułowemu Sercu i Różanej Łapie, albo pójść na patrol, jeżeli Niedźwiedzi Pazur ci pozwoli, ale mozesz też znaleźć inne zajęcie.
-A nie mogę iść z wami?
-Wiesz, chcieliśmy spędzić trochę czasu sami.- odpowiedział Borsuk.
-Rozumiem...
-No to pa! Miłego dnia!-Odeszłam u boku przyjaciela.
Wyszliśmy z obozu kierując się... W sumie to nie wiem gdzie, u boku samca którego znałam od kociaka straciłam poczucie czasu i miejsca, ale chyba tak mniej więcej ma środek terenów.
-Może się pościgamy?- zaproponowałam.
-Masz 25 księżycy, a ja 33...
-No i co? I tak nas nikt nie widzi. A nawet jak zobaczy, to Krucza Gwiazda nie wygna nas z klanu. Gonisz!
Zachowywaliśmy się jak małe kociaki. Biegliśmy miedzy świerkami i sosnami, gdy on mnie złapał za ogon, ja biegłam za nim, jednakże to on miał w tej dziedzinie przewagę. Kiedy to ja za którymś razem delikatnie ugryzłam go w ogon, szybko się odwróciłam i pognałam przed siebie. Była miedzy nami mniej więcej długość lisa, gdy moje łapy natrafiły na kamień. Nie był jakiś strasznie ostry, nie dałby rady zrobić mi rany, po prostu zwykły, zwyczajny kamień. Ale to przez niego straciłam równowagę i się wywaliłam. Gdy leciałam odruchowo zamknęłam oczy. Koziołkowałam tak, że zatrzymałam się na grzbiecie. Otworzyłam oczy gdy poczułam że się zatrzymałam. Gdy je otworzyłam, zobaczyłam przed sobą parę pięknych, zielonych oczu. Nadal dysząc od biegu wpatrywałam się w nie oniemiała. Borsuk najwidoczniej też nie wyrobił, ale nie wywalił się na plecy jak ja. Stał nade mną tak, że moje ciało było pomiędzy jego łapami. On rownież jakoś się nie ruszał, tylko dyszał, może chciał skumać co się stało. Mogłam tak się w nie patrzeć w nieskończoność, nie chciałam by ta chwila się skończyła.
-Przepraszam, ale co wy, na Klan Gwiazdy, robicie?!
Kilka kroków od nas stała Kaczy Lot i wpatrywała się w nas (z miną typu wtf). Szybko wyskoczyłam spod Borsuczego Cienia niemal zwalając go z łap.
<Borsuk? xD>

10 sierpnia 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Miętowej Łapy

*przed odejściem Piaskowej do starszyzny*

-Oh, jesteś Miętowa Łapo.- Przywitałam się ze swoim uczniem,  gdy ten przyszedł do mnie z Opierzoną Łapą, kiedy ja rozmawiałam z Piaskową Mgłą.-My już pójdziemy. Miłego treningu!
-My też już idziemy. A, i nawzajem.
Ruszyliśmy do wyjścia z obozu. Gdy dotarliśmy w to samo miejsce co wczoraj, zatrzymałam się i obróciłam w stronę ucznia.
-Dzisiaj daję cię na głęboką wodę. Musisz upolować coś całkowicie sam, i musi być to ptak.
-Chyba dam radę.- Uśmiechnął się trochę nie pewnie.
-No to idź. Powodzenia.- Rownież się uśmiechnęłam.
Kocur skinął głową i pobiegł. Poczekałam, aż był cztery długości lisa ode mnie i podążyłam po cichu za nim. Miałam go cały czas na oku, gdy ten uważnie się rozglądał.
Nagle stanął, po czym opadł do pozycji łowieckiej. Uchyliłam bardziej dolną wargę. Wróbel. Usiadłam spokojnie i obserwowałam ucznia. Zaczął się skradać robiąc wszystko, co mu mówiłam na poprzedniej lekcji. W końcu rzucił się na ptaka łapiąc go w zęby.
-No i bardzo dobrze.- powiedziałam wychodząc z krzaków. Kocur początkowo się przestraszył, leć po chwili się uspokoił.
-Dziękuje...
-Cieszę się że mam cię na ucznia. Bardzo dobrze się uczysz. Jestem z ciebie dumna.- Polizałam go przyjacielsko po barku.- Złap coś jeszcze i masz dzień wolny. I tym razem nie musi być to ptak.

<Mięta? Przepraszam za błędy i że takie krótkie>

29 lipca 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Miętowej Łapy

-Zobaczysz!- uśmiechnęłam się i dałam mu znak ogonem by szedł za mną. Kiedy byliśmy na miejscu, odwróciłam się do swojego ucznia.
-Czyli..Co będziemy robić?
-Nauczysz się polować.- Odpowiedziałam. Akurat wyczułam obok mysz. Idealnie.- Na początek popatrz.- Zaczęłam się do niej skradać, a Miętowa Łapa mnie obserwował z tyłu. Szłam starając się stawiać kroki jak najlżej. Tak jak uczyła mnie Sowa. Złapałam mysz w kły i mocno je zacisnęłam, po czym położyłam mysz przed uczniem.
-Teraz ty. Na razie poćwicz na martwej.
Kocur pokiwał posłusznie głową i oddalił się na dwie długości lisa.
-Musisz stawiać lekkie kroki. I zawsze się upewnij, że wiatr wieje ci w pysk. Inaczej zdobycz cię wyczuje. Mysz wyczuje drganie ziemi. I niżej ogon. Już, tak jest dobrze. Wolniej. Bardzo dobrze. Teraz na nią skocz i przytrzymaj ją do ziemi.- Uczeń posłusznie wykonywał wszystkie rozkazy. Bardzo się z tego powodu cieszyłam. Widziałam, że miał zapał do nauki.- W tym momencie trzeba piszczka ugryźć. Wszystko rozumiesz?- Rudy kocur pokiwał głową.- To jeszcze raz, ale teraz sam.
Miętowa Łapa po raz kolejny się cofnął. Wykonywał wszystkie moje poprzednie polecenia. Kiedy skończył, poprosiłam go, żeby powtórzył to jeszcze dwa razy by się upewnić że wszystko umie.
-Teraz już wiesz co robić?
-Tak...Chyba tak.
-Bardzo dobrze. To teraz spróbujesz na żywej. Chodź.
Poszliśmy trochę dalej, i znaleźliśmy to, co chcieliśmy.
-Czujesz?
-Tak...
-To dawaj. I pamiętaj, jak ci się nie uda, to nic się nie stanie. Dopiero się uczysz, masz do tego prawo, najwyżej będziesz próbował dalej, zgoda?
-Dobrze...
Powiedział i przystąpił do działania. Robił wszystko dobrze, ale gdy skoczył upadł długość żyjątka na które polował obok. Pobiegłam po nią i ją złapałam. Zawsze może sie przydać klanu. Zakopałam ją i podeszłam do ucznia.
-Przepraszam cię...-Zasmucił się uczeń.
-Nie martw się! Wiesz ile razy mi uciekła mysz?
<Mięta?>

25 lipca 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Miętowej Łapy

- Zabluszczone Futerko... - szepnął mi ktoś do ucha. Dobrze znałam ten głos. To coś musnęło kilka razy moja wąsy. Otworzyłam szeroko swoje zielone oczy. Siedział przede mną Borsuczy Cień, czule się na mnie patrząc, a na jego pysku gościł uśmiech. Ja również się uśmiechnęłam i polizałam go po czole, na co kocur zamruczał.
- Masz trening z Miętową Łapą - powiedział i trochę zmarkotniał. Położyłam swoją łapę na jego łapie.
- Obiecuję, że jeżeli pojawią się tutaj jakieś nowe kociaki, będę prosić Kruczego Wąsa, żeby porozmawiał z Agrestową Gwiazdą o uczniu dla ciebie - Powiedziałam i wstałam. - Muszę już iść. Wieczorem, przy dzieleniu języków?
Kocur uśmiechnął się szerzej niż wcześniej i pokiwał głową, na co się zarumieniłam. Wyszłam szczęśliwa, spotykając mojego dawnego mentora.
- Dzień dobry, Kruczy Wąsie! Proszę, mógłbyś przekazać Miętowej Łapie, że czekam przed obozem, kiedy będziesz szedł po Osmoloną Łapę?
- Tak, jasne.
- Dziękuje!
Uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam przed obóz. Pamiętam, jak kiedyś siedziałam tu, jako Zabluszczona Łapa, czekając na Kruczego Wąsa.
- Dzień dobry Zabluszczone Futerko.
- Dzień dobry! Gotowy na pierwszy trening?
- Um... Tak, chyba tak...
- To chodź!
Ruszyłam z uśmiechem w głąb terenów Klanu Klifu.
- Pokażę ci tereny. I pozadaję ci parę pytań.
- Py...tań? - Zapytał trochę zdenerwowany.
- Yhym. A więc, jakie są rangi w klanie?
- Lider, zastępca, medyk, uczeń medyka, wojownik, uczeń, karmicielka...
- ...No i starszy - dokończyłam, gdy uczeń się zawiesił.
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Wszyscy uczą się na błędach. A wiesz, jak się nazywa  nasz lider?
- Agrestowa Gwiazda?
-Tak. Zastępca?
- Kruczy Wąs.
- Medyk?
- Fenkułowe Serce.
- Bardzo dobrze!
<Mięta? Przepraszam, że to tyle trwało>

Kochanie, te "opowiadanie" to w 3/4 sam dialog, bez żadnych dopisków, opisów, niczego. A liderem Klanu Klifu już może od ponad 2 tygodni jest Kruczy.

08 lipca 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Szkarłatnego Wichru

Biegłam, biegłam, biegłam, i biegłam. Byle jak najdalej od tej bestii! Oczywiście, nie mówiłam o kocurze, tylko o psie. Kiedy uznałam, że jestem dosyć daleko od niego, zatrzymałam się, dysząc. Usłyszałam za sobą tupot łap, więc odwróciłam się przerażona, gotowa by znowu zacząć biec. Z ulgą stwierdziłam, że to nie pies, tylko wcześniej wspomniany kocur.
-No, teraz jesteś na terenach Klanu Nocy.- stwierdził kocur z nutką zadowolenia. Rozejrzałam się po terenie wokół siebie. Miał racje.
-Ja...Ja nie chciałam... Prze-przepraszam!- Brzmiałam jakbym miała za chwilę zemdleć. Nadal cała dygotałam. Kiedy chodziło o psy, zachowywałam się całkiem jak ktoś inny. Zwykle byłam taka energiczna, wesoła. A teraz? Taka roztrzęsiona, nieśmiała...
Jak najszybciej pobiegłam w drugą stronę, na tereny Klanu Klifu. Nie chodziło mi o to, by go tam zaciągnąć, ale tam byłam bezpieczna. Na szczęście, poczułam znajomy zapach, a niedługo po tym ujrzałam Borsuczego Cienia. Natychmiast do niego podbiegłam i wtuliłam się w jego futro. Przez chwile stał zszokowany, ale kiedy zrozumiał, że coś nie tak, polizał mnie z czułością.
-Co się stało?- Było to nadal na granicy, więc za chwile z powrotem pojawił się biały kocur.- Coś jej zrobiłeś?!- fuknął na niego. Najeżył się, i już chciał go zaatakować.
-Nie, nie! Borsuk, proszę... To moja wina. Przestraszyłam się szczekania psa i przez przypadek uciekłam na tereny Klanu Nocy...
-To była sójka.
Borsuk nasyczał na niego, żeby się uciszył. Tamten najwidoczniej nie chciał rozniecać ognia, więc nic nie powiedział.
-To moja wina.
-Nie twoja, po prostu się przestraszyłaś.
-Ale jaki będę stanowiła dla klanu, jak będę taka strachliwa? Muszę się ogarnąć.- Potarłam głową o jego szyje i zwróciłam się do pręgowanego kota.
-Przepraszam iż naruszyłam granicę twojego klanu. Wiesz już, że panicznie boję się psów, jednak proszę, byś nikomu o tym nie mówił.
Borsuk nadal oglądał każdy jego ruch, gotowy mnie obronić.
<Szkarłat? Bluszczyk Borsukowi nie ukradniesz.>

25 czerwca 2017

Od Zabluszczonego Futerka

Chciałam raz wyjść na polowanie, by zażyć jakiejś odmiany od ciągłych patroli. Wiedziałam, że czarny zastępca wysyła tyle patroli dla dobra Klanu Klifu. Przecież to Kruczy Wąs, on zawsze musi mieć ważny powód! Dlatego właśnie nigdy nie sprzeciwiałam się kiedy mnie wybierał. Starałam się wtedy być też czujna na wszystko, jednak dziś po prostu się od tego wymigałam. Mówił, że wyczuwa wojnę, która ma nadejść, i że tak samo mówi Agrestowa Gwiazda, i Fenkułowe Serce...
Ale oprócz tego był jeszcze jeden powód do zmartwień. Nadchodziła Pora Spadających Liści, czyli będzie mniej zdobyczy, mniej roślin, przez co nasza medyczka będzie miała mniejszy zasób medykametów, i będzie chłodno, a przecież urodziły się nie dawno kocięta! A na dodatek, gdyby zabrakło jedzenia, moglibyśmy stracić wszystko na tej wojnie, bo bylibyśmy słabi z głodu.
Rozmyślając tak nagle poczułam zapach innego kota. Na pewno nie był z Klanu Klifu, gdyż mniej więcej kojarzyłam zapachy jego członków. Pachniał trochę jałowcem, ale również rzeką. Zza krzaków wyłonił się kocur o żółtych oczach. Na jego białej sierści w świetle słońca było widać swego rodzaju błyszczącą powłokę, którą, jak mi wiadomo, dają ryby.
-Dlaczego weszłaś na tereny Klanu Nocy?'- syknął w moją stronę. Potrząsnęłam głową jakby mnie coś ugryzło
-To jest pogranicze.- Powiedziałam.
<Szkarłatny Wichrze?>

19 czerwca 2017

Od Zabluszczonego Futetka C.D. Kaczej Łapy


-Przecież można połączyć polowanie ze spacerem.- uśmiechnęłam się.
-No to choćmy!
----------------------|-----------------------
Chodziłyśmy po klifiach przy zachodzie słońca. Ogniste promyki oświetlały nam pyski.
-Wiesz.- zaczęła kotka.- Zastanawiam się, jak się mają.
-Kto?- zdziwiłam się.
-Perełka, Baton... Dawno ich nie widziałam. Ale teraz moje miejsce jest tu, w Klanie Klifu, i czuję się tu szczęśliwa.- westchnęła. Liznęłam ją pocieszająco po barku. Zmieniłyśmy trasę na tą wprost do obozu, a nie była ona długa.
-Czekaj, pisczki!- przypomniałam sobię. Kotka pokiwała głową.
-Idź, spotkamy się tu.- wleciałam w krzaki, by na skróty dojść do miejsca gdzie zakopałam zdobycz. Odkopałam mysz i nornice po czym podbiegłam do p
przyjaciółki. Skierowałyśmy się do obozu. Kiedy byłyśmy już u wejścia usłyszałyśmy krzyk przerażonych kotów. Szybko tam pobiegłyśmy, a gdy już w nim byłyśmy, rzuciłyśmy zdobycz w kąt. Wszycy się chowali, a przed czym?
Otóż nisko nad obozem latał jastrząb. W chwili,vgdy zrozumiałyśmy, co się dzieje, wbijał szpony w gardło Agrestowej Gwiazdy. Nagle za ptakiem pojawiła się postać: Kacza Łapa. Nie zdążyłam nawet zauważyć kiedy zniknęła!
Kotka syknęła głośno, a pokryty piórami wydał z siebie okrzyk, pójścił bezwładne ciało przywódcy, i obrócił się do łaciatej uczennicy. Ta syknęła jeszcze raz i rzuciła się na niego. Zaczęła drapać go po nogach, a gdy jastrząb pochylił się by złapać ja szponami, on udrapnęła go w brzuch. Wściekła bestia ostatkami sił wzniosła się w powietrze, po raz kolejny wydała z siebie pprzerażający ryk i rzuciła się na kotkę. Jednak zaledwie kilka uderzeń serca wcześniej, podbiegła do niej moja siostra, krzycząc ,,Uciekaj, uciekaj!". I właśnie ją pochwycił jastrząb. Próbowała się wyrwać jednak szpony były za silne. Krzyknęłam coś tylko i skoczyłam próbując złapać ją chociaż za przednią łapę, ale wystarczyła dosłownie ćwiartka ogona myszy by mi się to udało, jednak akurat wtedy bestia odfrunęła wraz z moją siostrą. Szybko podniosłam się z ziemi i wybiegłam jej tropem. Za mną pobiegł Borsuczy Cień, a za nim Kacza Łapa. Zarys ptaka był niewyraźny pośród sosnowych i świerkowych czubków, ale można było go dostrzec. Biegłam za nim aż dotarłam do klifu, przeď kktórym była przepaść, a niżej plaża, ta sama, na której utopił się Makowa Łapa (mimo iż w opowiadaniu jest napisane, że utopił się w Mokrych Oczach, było to tutaj, bo okazało się, że były one jeszcze na starych terenach klanów). Pewnie bym za nią tam wskoczyła, gdyby nie Borsuczy Cień, który mnie odepchnął. Mogłam tylko patrzeć jak bezrdanie odlatuje.
-Ś... Ś.. Śnieżna Łapa!- rozpłakałam się. Borsuk przytulił mnie.
-Może będzie tam szczęśliwsza. Z Błyszczącym Kamykiem...
-...I tatą- dokończyłam- Może masz rację.- siorbnęłam nosem i wstałam.- Wracajmy do obozu.
Ruszyliśmy z powrotem a ja co jakiś czas wtulałam się w czarne futro przyjaciela. Chociaż z mojej strony był kimś więcej.
-Nie udało się już jej uratować.- Powiedziałam do byłego mentora kiedy już wróciliśmy. Niedługo potem na głaz wstąpił na głaz.
-Straciliśmy jedną z uczennic, jednak mam nadzieję, że nasz klan nadal pozostanie silny. Kacza Łapo, wstąp. Dowiedziałem się, co się stało. Wykazałaś się niezwykłą odwagą i lojalnością ratując mnie przed utratą jeszcze jednego życia. Jesteś godna bycia wojownikiem. Czy obiecujesz przestrzegać Kodeksu Wojownika?
-Tak, Agrestowa Gwiazdo.
-Waleczni przodkowie, spójrzcie na tą uczennicę. Trenowała wytrwale, by stać się wojownikiem. Zostaniesz Kaczym Lotem. Odbędziesz nocne czuwanie.
<Kruczy? Opowiedz o tej sytuacji i pogadaj z uczennicą, proszę>

24 maja 2017

Od Zabluszczonego Futerka C.D. Kaczej Łapy

Podskoczyłam delikatnie uradowana. Cieszyłam się, że w końcu znalazłyśmy czas by to wszytko przegadać. Uuuuh jak ja dawno z nią nie gadałam!
-Wiesz, jest super! Można wychodzić z obozu samemu, prowadzić patrole, no i spać z innymi wojownikami! A Borsuczy Cień? No wiesz jaki on jest, znasz go, nie zbyt da się coś z niego wyciągnąć, ale twierdzi, że jest dumny z tego że został wojownikiem.
-Szczerze, podoba ci się?- zapytała prosto z mostu Kacza Łapa. Zrobiłam taki słodki skurczony uśmieszek i lekko się zarumieniłam podnosząc kilka centymetrów nad ziemie swoją rudą łapę.
-Yhym. Szczerze mówiąc tak. No ale, to zostawmy dobrze?- zakończyłam temat lekko zawstydzona.- Jak trening z Lisią Duszą?
-Aaa całkiem dobrze.
-Uważam że ty też niedługo będziesz wojownikiem.- uśmiechnęłam się. Tu kotka się zamyśliła.
-Fajnie by było.- odparła. Liznęłam ją przyjacielsko w bok.- Nie mogę się doczekać następnego zgromadzenia.
Kotka pokiwała głową z aprobatą, a jej biało-brązowe futro zalśniło w słońcu.
<Kaczuszko?>

06 maja 2017

Od Zabluszczonej Łapy do Kaczej Łapy

Siedziałam na klifach patrząc się w przestrzeń. Myślałam o rożnych rzeczach, chciała się po prostu zastanowić.
Las. Pełen zwierzyny, dawca miejsca na obóz i szans na przeżycie. Co by było, gdyby go nie było, gdyby na przykład spłonął? Gdzie by się wtedy podział Klan Klifu?
Wsród drzew z trudem dojrzałam obóz. Miałam tam wszystko; rodzinę, przyjaciół, mentora... Nie poradziłabym sobie bez niego. Czułam potrzebę wierności mu, miałam tylko jego. Tak, jak każdy wojownik w lesie. Zrozumiałam, czemu wszyscy powtarzają ,,Bądź lojalny wobec Kodeksu Wojownika". Bez niego las byłby strasznie chaotyczny. A gdyby Klan Klifu nie istniał? Gdyby się rozpadł? Potrząsnęłam głową bo myśli zaczęły mi schodzić na zły tor. Musiałam pomysleć o czymś przyjemnym. Niedługo chyba zostanę wojownikiem. Byłam ciekawa, jakie imię mi dadzą. Będę musiała spać z innymi wojownikami. Wydawało się to dosyć ciekawe. Poczułam, że czas się zbierać. Powietrze było tutaj takie fajne, czyste, górskie. Nacieszyłam się nim chwilę i pobiegłam do obozu.
-|-
Kiedy medyk i  lider już zjedli, nadeszła pora na nas. Wzięłam ze stosu mysz i podeszłam do Kaczej Łapy.
-Jak tam trening z Lisią Duszą?
Spytałam i ugryzłam piszczka.

05 maja 2017

Od Zabluszczonej Łapy C.D. Kruczego Wąsa

Zgodnie z umową z rana czekałam przed wejściem do obozu. Wiatr z wczoraj nadal się trzymał, mierzwiąc moje futerko tak, że stało na wszystkie strony. Jak to mnie, zdenerwowało mnie to i od razu zaczęłam je wylizywać. Pomogło trochę, choć nie do końca. Poczułam jak ktoś dotyka mnie ogonem w ucho. Spojrzałam do góry i zobaczyłam Kruczego Wąsa. Wstałam na równe łapy i podbiegłam do niego.
-Co będziemy dziś robić?- spytałam.
-Pokażę ci, jak się poluje.
Serce zaczęło mi szybciej bić. Bałam się, co powie Kruczy Wąs na moje lekcje z pieszczoszką. Poszliśmy wgłąb terenu, aż mentor się zatrzymał.
-I... Co teraz?
-Spróbuj zapolować, zobaczymy jakie popełniasz błędy, to je naprawimy.
Pokiwałam głową, a mentor gdzieś zniknął. Westchnęłam i poszłam szukać. Po czasie poczułam myszy. Szłam za ich zapachem, aż kontem oka je zobaczyłam. Zaczęłam się skradać, starając się jak najlżej. Podeszłam bliżej... Dwie mnie usłyszały, ale trzecia nie zdołała uciec. Naskoczyłam na nią wbijając pazury. Leżała martwa, więc ją podniosłam. Usłyszałam szelest. Odwróciłam się i zobaczyłam mentora.
-Gratuluje, twoja pierwsza zdobycz.
Nie pierwsza...- pomyslałam. Odłożyłam mysz by mu podziękować.
-Dzi-dziękuje
-Tylko, skąd ty tyle umiesz?!
Skuliłam się pod wzrokiem mentora. Tego się właśnie obawiałam.
-Bo bo ja spotkałam pieszczoszkę, i b-brałam u niej lekcje polowania b-bo chciałam być w przyszłości lepszą w-wojowniczką i się bardziej przydać, proszę, nie gniewaj się na mnie! Nie chciałam nikomu robić problemów tylko chciałam więcej umieć... Ale proszę nie myśl że uważam że źle uczysz, ja się cieszę że mam cię na mentora, według mnie jesteś najlepszym wojownikiem Klanu Klifu!
-Zabluszczona Łapo, nie jestem zły, że uczyłaś się z innym kotem, bardziej nie podoba że odeszłaś tak daleko. Obiecaj, że następnym razem będziesz chodzić bliżej.
-Postaram się
-No to choć, pod szlifujemy twoje polowanie.
<Kruczy Wąs? Błagam cię odpisz szybko>

03 maja 2017

Od Zabluszczonej Łapy C.D. Sowy

Poszłam wgłąb terenu w poszukiwaniu myszy. Byłam wdzięczna kotce, że mnie uczy. Chciałam, by mentor był ze mnie zadowolony. Mimo to czułam, że robię coś złego. Ale przecież to tylko korepetycje! Ale tak to wyjdzie na to, że uważam, że Kruczy Was mnie źle uczy. A przecież tak nie jest! Uwielbiam go! Zawsze jest miły, troszczy się o mnie... Traktuje go trochę jak zastępczego tatę. Daje mi coś w rodzaju ojcowskiej opieki, której nie poznałam. Nie, nie mogę go zawieść!
Kiedy wreszcie znalazłam małe stworzonko, opadłam do ziemi. Starałam się robić to, co mi powiedziała Sowa, czyli stąpać jak najlżej. Kiedy byłam wystarczajaco blisko, wyciągnęłam łapy i przyszczypliłam go do ziemi. Kiedy poczułam, że zwierzątko się wyślizguje, wysunęłam pazury. Wzięłam w pysk złapaną mysz i na wszelki wypadek ścisnęłam szczęki. Zaczęłam wracać w to samo miejsce, na którym kotka na mnie czekała.Podeszłam do brązowej pieszczoszki i położyłam jej zdobycz przed nogami.
-Proszę bardzo.
-U, kochanieńka, jestem z ciebie dumna!-odpowiedziała trochę chyba zaskoczona. W środku byłam z siebie dumna. To moja pierwsza zdobycz!
<Sowa? Załatwmy to szybciutko, bo mentor się wkurzy ;v>

Od Zabluszczonej Łapy C.D. Motyla

Kiedy kocur był już pode mną walnęłam go ogonem w pysk jak lemur i odeszłam dalej w gałąź.
-Pomyśl, ja też nie mam ojca, a nie poszłam zabić szczurów!
-Ha! Twój ojciec był tak słaby, że zabiły go gryzonie! Co za bohaterska śmierć!
Tu mnie wkurzył. Postanowiłam wykorzystać moją tajną broń.
Gdy cofnęłam się jeszcze o krok, gałąź się pode mną zatrzęsła.
Bycie kotką ma swoje zalety.- pomyslałam z wewnętrznym chytrym uśmiechem.
Kocur skoczył na mnie przez co oboje spadliśmy z gałęzi. Oboje spadliśmy na cztery łapy, lecz Motyl tyłem do mnie. Wykorzystałam okazje i wcieliłam w życie plan.
Szybko ułożyłam się jak bym spadła, pyszczkiem w przeciwną stronę od niego. Słyszałam jak wstawał i do mnie podchodził.
-Wstawaj, szmato! Walcz jak wojownik!-krzyknął uderzając mnie łapą. Demonstracyjnie zaczęłam płakać.-Co... C-c-co ty robisz?- zaczął się jąkać. Słyszałam, że już nie był taki pewny. Mój plan działał, wiec zaczęłam płakać głośniej.- Nie nie nie nie, przestań!- nadal nie przestawałam.- Przestań, błagam cię!
-A dasz mi spokój?- zapytałam udając zasmarkanie.
-Eeeh, no... No dobra- powiedział z niechęcią w głosie. Ciekawe, jak to jest być wkręconym przez dziesięcio-księżycową uczennice....
<Motyl? Babki górą, sam widzisz B)>

02 maja 2017

Od Zabluszczonej Łapy

Zatrzepotałam uchem gdy moje ucho wykryło jakiś dźwięk w krzakach. Liczyłam że to Kruczy Wąs albo inny kot z Klanu Klifu, ale przecież bym ich rozpoznała.
Tak, znowu wyszłam SAMA z obozu, tym razem w inną stronę. Tym razem wymknęłam się późną nocą, gdy księżyc górował, bo nie mogłam zasnąć. Ale zostawmy ten temat i przejdźmy do tego, co się stało.
Panikowałam, bo nie wiedziałam co się dzieje, i z kim mam doczynienia. A jeżeli to jakiś wojownik? Jednym pazurem zmieni mnie w karmę dla wron!
Albo jeszcze gorzej- PIES! Wolałam nie myśleć, co by było gdybym zastała jedną z tych gigantycznych krwiożerczych bestii!
Na szczęście, nic z tych rzeczy mnie nie spotkało, ale nie powiem by to ,,coś" było przyjazną wiewiórką.
Poczułam ciężar przyciskających mnie do ziemi do ziemi. Krzyknęłam zaskoczona i w panice zrzuciłam to coś z siebie. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam kocura; nie był jednak wielki, tylko w moim wieku, najwyżej odrobinę starszy. Jego pierś, przednie łapy, trochę pyska i końcówkę ogona pokrywały białe plamy. Oprócz nich był cały czarny. Jego oczy płonęły zielenią. Stał w pozycji bojowej, machając ogonem energicznie na prawo i lewo. Jego pyszczek zdobił łobuzerski uśmiech.
-Walcz, kupo futra!- krzyknął. Rzucił się na mnie jeszcze raz, a ja wpadłam na pomysł. Dałam mu się przygwoździć do ziemi, na co on odpowiedział pogardliwym prychnięciem.
-Głupia uczennica.
Wykorzystałam ten moment i niezdarnie wyślizgnęłam się spod jego łap. Od razu ruszyłam ku pierwszemu lepszemu drzewu ze stabilnymi gałęziami i wbiegłam po nim szybko i zwinnie jak wiewiórka.
Przycupnęłam na nim i owinęłam się szczelnie swoim ogonem.
-Klanie Gwiazdy, czego ty ode mnie chcesz kocurze!
-Nie kocurze, tylko Motylu!-poprawił mnie.
<Motyl?>

Od Zabluszczonej Łapy C.D. Sowy

-Hm.... U nas by się powiedziało ,,24 księżyce". Czyli w waszym języku mam 10 miesięcy, tak?
-Tak, kochanieńka.- zgodziła się.-Może pójdziesz ze mną na polowanie, co?
-Przykro mi Sowo, lecz Kruczy Wąs nie nauczył mnie jeszcze polować...
-O nic się nie martw, mogę cię nauczyć!
Nie wiedziałam, czy się zgodzić czy nie. Z jednej strony, warto byłoby zyskać dodatkowe doświadczenie, miło by było gdyby Kruczy Wąs był ze mnie dumny, że tak dużo umiem, a poza tym może i była bym w przyszłości choć odrobinę lepszą wojowniczką niż bez tej wiedzy. Z drugiej strony, mentor mógłby się zdenerwować że polowałam z pieszczoszką. Uprzejma kotka dawała mi na tacy ofertę nie do odrzucenia, a ja nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam sprawiać klanowi kłopotów, ale czemu by ty nie pospędzać z nią trochę czasu?
-No sama nie wiem....
-Oj dawaj, nie przesadzaj!
-A w sumie... Dobra.- zgodziłam się wreszcie.
-No to chodź!
<Sowa? Najbardziej przemyślana decyzja w moim blogowym życiu XDDDDD>

Od Zabluszczonej Łapy

W świerkowym lesie Klanu Klifu panował nie zakłócony spokój, co jakiś czas śpiewał tylko jakiś czas śpiewał tylko jakiś ptak. Kruczy Wąs pozwolił mi poszwendać się po lesie, byle nie po terenach innych klanów. Dobrze rozumiałam jego obawy. Przecież Klan Klifu nie chce niepotrzebnych kłopotów przez gapowatą uczennice. Nagle znad krzaków ujrzałam puchaty ogon. Początkowo naszykowałam się na walkę z lisem, ale uspokoiłam się ponieważ ogon był brązowy, nie rudy. Po cichu przecisnęłam się  przez krzaki.
Siedziała za nimi długowłosa kotka. Miała żółte oko, a drugiego nie miała. Na jej szyi widniała zielona obróżka. Wbijała pazury w nieżywą sikorkę. Podnosiła łapę, i znowu wbijała. I tak w kółko. W końcu jednak mnie zauważyła.
-Oooo cześć!
-Em... Siema!
Kotka nie wydawała się wrogo nastawiona. Pachniała jednak dziwnie, ani żadnym klanem, ani niczym.
-Jesteś... Pieszczochem?
-No. Ty mi na niego nie wyglądasz.
-Nie, jestem z Klanu Klifu.
-Klanu Klifu? Spotkałam jednego takiego, Kruczy Wąs się nazywał.
-Kruczy Wąs? Mój mentor!
<Sowo?>

Od Zabluszczonej Łapy


Jeżeli w Mokrych Oczach nie ma plaży, to przepraszam, poprawię.





Słońce powoli zaczęło zachodzić, a chmury układały się w dziwne kształty. Może medyk umiałby je rozszyfrować, ale na pewno nie ja. Moje pazurki z każdym energicznym krokiem zostawiały małe, płytkie ślad pazurków, a ogon ocierał się o jałowcowe ściany obozu. Chodziłam w kółko szukając zajęcia. Wszytko co miałam do zrobienia już załatwiłam. Fenkułowe Serce i Makowa Łapa właśnie wyszli ze swojego legowiska.
-Dzień dobry! Gdzie się wybieracie?-spytałam.
-Idziemy po zioła.- Odpowiedziała spokojnie kotka. Zastrzegłam uszami ciesząc się z upolowanej okazji.
-Może mogłabym pójść z wami?
Kotka westchnęła i chwile się zastanowiła, po czym odpowiedziała:
-Jak tak bardzo chcesz to dobrze.
Uśmiechnęłam się w podziękowaniu. Ruszyliśmy wgłąb klifów, do Mokrych Oczu.
-Musimy znaleźć żywokost, trybule, mięte i jaskółcze ziele-oznajmiła. Niedługo pózniej z klifów zobaczyliśmy małą plażę.  Latały nad nią mewy. Pierwsza zeszła Fenkułowe Serce; skakała w dół po klifach aż dotarła do plaży. Następnie jej śladami podążył Makowa Łapa. Ja zeszłam na końcu. Od razu zaczęłam się rozglądać za miętą, ponieważ jej zapach był jedynym jaki zapamiętałam.  Po dłuższej chwili zauważyłam jej zielone liście. Zerwałam około pięciu, i kiedy już sięgałam po następny, usłyszałam głos medyczki.
-Uciekajcie!
Niezbyt wiedziałam przed czym uciekać, lecz zaczęłam biec ku skałom. Kiedy byłam już ich blisko, skoczyłam na jeden, a potem następny, i jeszcze jeden, aż znajdowałam się wysoko. Spojrzałam w dół. Zielonooka stała kilka skał niżej ode mnie. Zauważyłam, że nie ma z nami kocura.
-Makowa Łapo!
Na ponowny krzyk medyczki zamknęłam oczy bojąc się co się stanie. Słyszałam chlust wody i uderzanie fal. Kiedy z powrotem otworzyłam oczy, wszystko było w wodzie. Jej poziom co jakiś czas się podwyższał, więc Fenkułowe Serce pewnie na wszelki wypadek skoczyła wyżej do mnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że nadal trzymam tą mięte, byłam zbyt spięta by ją wyrzucić wiec odłożyłam ją wtedy na bok. Następnie pochyliła się i czegoś wypatrywała. Wygladała na przestraszoną. Wytężyłam wzrok i spojrzałam w tą samą stronę co ona. Zrozumiałam jej przerażenie, gdy w wodzie można było czasem dojrzeć koci ogon.
-Klanie Gwiazdy, mój uczeń...
*kilka ludzkich godzin pózniej*
Razem z Fenkułowym Sercem ciągnęłam ciało Makowej Łapy do obozu. Kiedy woda się uspokoiła, odnalazłyśmy go.
Martwego oczywiście.
Kiedy wniosłyśmy go do obozu, od razu podleciał do nas Kruczy Wąs.
-Co się stało?- zapytał.
-Poszliśmy po zioła do Mokrych Oczu. Był przypływ, a Makowa Łapa nie zdążył uciec.
Po policzku medyczki spłynęła łza.
-Przykro mi, Fenkułowe Serce...
<Fenkułowe Serduszko?>

01 maja 2017

Od Zabluszczonej Łapy C.D. Kruczego Wąsa

Byłam zaciekawiona nowo spotkanymi kotami, nie bałam się ich, tylko wolałam trzymać dystans, na wypadek gdyby chciały mi i mojemu mentorowi coś zrobić. Zdecydowanie nie pachniały Klanem Klifu, więc zastanawiałam się z jakiego klanu pochodzą. Ich futro było błyszczące, każdy ich włos lśnił, ciekawe jak to robią. Spojrzałam lekko zdezorientowana na Kruczego Wąsa.
-Mi? Nic. Tylko... Przepraszam, że pytam, ale kim oni są?
-Widzisz tutaj Płomienną Pręgę, zastępcę Klanu Nocy.- rudy pręgowany kocur z kamiennym pyszczkiem kiwnął głową.-  oraz Srebrny Pysk i Wybladłe Wspomnienie, wojowniczki wcześniej wspomnianego klanu.
Jednooka, bez ogonowa kotka delikatnie się uśmiechnęła. Przez jej grzbiet leciała jedna wielka pręga, a resztę futra pokrywały jakby cętki. Srebrzysta kotka z czarnymi wzorami na futerku fuknęła na mnie nie ufnie. Jej niebieskie oczy błyszczały w słońcu.
-Dzień dobry.- dygnęłam grzecznie, lecz strasznie szybko. Od razu zyskałam pewności siebie wiedząc kim są. Ahaaaa, patrol Klanu Nocy, to wszystko wyjaśnia. No ale - co dalej? Spojrzałam na mentora, licząc że coś zrobi.
<Kruczy Wons? ;V>