BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucha x Krokus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krucha x Krokus. Pokaż wszystkie posty

17 września 2023

Od Kruchej CD. Krokus

 Zerwała się gwałtownie z półsnu, w który zdążyła zapaść, by w bezruchu wpatrywać się w jedyne miejsce, z którego dochodziło światło, niepewna, czy gigantyczny huk, który usłyszała, był zwykłym omamem, czy też pochodził z zewnątrz.
Nie słyszała nic, oprócz szumu poruszających się dwunożnych. 
Może jej się przesłyszało. 
Nawet jeśli tak było, musiała dźwignąć swoje ciężkie łapy i to sprawdzić, w razie, gdyby był to pies czy jakiś inny kot.
Wychyliła się, wyciągając szyję i gotowa odskoczyć na każdy szelest i ostrożnie obwąchała stos ziół i przewrócony śmietnik obok. W czasie gdy jej pierwszym skojarzeniem był leniwy dwunożny, chcący się pozbyć niepotrzebnych roślin, nie czuła ich smrodu. Drażniące nozdrza pyłki suchych traw i kurz, z sokami ze śmietnika, maskowały zapach pochodzenia, ale był on obecny; w postaci bardziej irytującego posmaku na podniebieniu, który kojarzyła, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Prawdopodobnie od kota. Zdecydowanie od kota. 
Czyli ktoś tu był. Może niekoniecznie wiedział, o jej obecności, ale sama bliskość obcego, zaniepokoiła ją dostatecznie, by zacząć rozważać ucieczkę. W czasie gdy dostrzegła wśród pęku medykamenty, które mogłaby wykorzystać, uznała wyciąganie ich zbyt ryzykowne; jeszcze ten ktoś by wrócił i stwierdził, że go okradła, albo zostawiłaby za dużo swojego zapachu i byłaby łatwiejsza do namierzenia.
Z delikatnym pokręceniem tyłem, by odpowiednio ustawić łapy, przeskoczyła nad przedmiotami przed jej, bezużytecznym już, schronieniem i z szybkim, tchórzliwym rozejrzeniem się wokół, umknęła na główną ścieżkę. Przemykała pod ścianami, jak najdalej od środka i maszyn, ignorując piskliwe wołania dwunożnych; nawet jeśli były one pozytywne, ci chodzący rzadko mieli coś do jedzenia, więc zatrzymywanie się nie było w jej interesie. Mogła szukać schronienia; ale nerwowy umysł mówił, że musi iść dalej, że dzisiaj w nocy nie znajdzie bezpieczeństwa, więc podążała do miejsca, gdzie przynajmniej powinna znaleźć jedzenie.
Małe schronienie dwunożnych, pośrodku dużego, kamiennego, było identyczne jak reszta; rzucało żółte światło przez duże przezroczyste kamienie, do których się zbliżyła, skacząc na te, które je utrzymywały. Spojrzała do środka, gdzie tłoczyli się dwunożni. Niedługo ktoś ją zauważy; tym razem były to ich kociaki, których pyski rozpromieniły się na jej widok, wydały dziwne dźwięki i zaczęły iść w jej stronę. Miały torbę w łapach, więc zeskoczyła z parapetu i podbiegła lekkim krokiem, z wysoko podniesionym ogonem, świadomie i z bólem utrzymywanym w takiej pozycji, bo wtedy uznawali ją za przyjaźniejszą. Otarła się raz o stojące nad nią giganty, by upaść na bok. Przekręciła się na brzuch, wyciągając łapy, w iluzji zrelaksowanego kota; sztuczka, na którą się nabierali, która dawała jej więcej jedzenia, mimo dyskomfortu i poczucia niebezpieczeństwa, gdy ich łyse, zimne kończyny ją dotykały, kołtuniły futro i ciągnęły. 
Patrząc w górę, instynktownie, acz definitywnym przypadkiem, zablokowała spojrzenie z burym kotem na dachu, zastygając na uderzenie serca. Szybko je odwróciła, jakby udając, że nic takiego nie nastąpiło, w razie, gdyby miała być świadkiem czegoś, czego nie powinna, przewracając się z pomrukiem na drugą stronę. Dorosły dwunożny zawołał coś do kociąt, które wyprostowały się. Chwilę poturlała się jeszcze po ziemi, praktycznie tracąc nadzieję na otrzymanie swojego celu, gdy się oddalili. Dostała go jednak od kogoś innego, gdy wydała z siebie smutne nawoływanie. Niewielki kawałek kurczaka, ale zawsze było to coś. Nie musiała z nim paradować, bo nie opłacało się go przenosić, więc nie zostanie zaatakowana. Chyba że przez tamtego kota z dachu. Kierowana nieufnością, przełknęła prawie cały na raz, oglądając się na górę. Zniknął. Mógł zaatakować, gdy zacznie się poruszać. Pozostawała szansa, że będzie bał się dwunożnych i nie podejdzie. Albo, jeśli zacznie się bić z nią, to może on oberwie i jej będą żałować, więc dostanie więcej pożywienia. Gdyby nie to, że już tamtego nie widziała, mogłaby go spróbować sprowokować… 
Wygładzając unoszącą się sierść, skupiła się na kuszeniu, bardziej błaganiu, dwunożnych do podzielenia się ich jedzeniem. 
Czasami zerkała na dach i po okolicy, by wyłapać tamtego kota, czy jakiegokolwiek innego, gotowa zrealizować swój plan sprowokowania go.

<Krokus?>

03 lipca 2023

Od Krokus CD Kruchej

*dawno temu, nim Krucha dołączyła do Owocowego Lasu*
Spała, wtulona w obcą kotkę pośród śnieżycy w dziurze w ścianie jakiegoś budynku. I było jej dobrze. Dawno nie była tak rozluźniona. Spała sobie. Było jej ciepło.
Czuła futro innego kota przy sobie i dzięki temu oraz miarowemu mruczeniu obcej czuła się spokojna. We śnie dostrzegła zielone oczy matki. Było to coś pomiędzy wspomnieniem a projekcją jej umysłu. Czuła się kochana i doceniona. Wystarczająca.
Matka we śnie trzymała ją między łapami, tak jak wtedy, gdy była kociakiem. Tuliła ją. Dawała ciepło i wsparcie. Wtuliła się w srebrne futerko, zatapiając w nim niczym kamień w wodzie.
I wtedy wszystko zaczęło pryskać.
Najpierw Bylica wstała. Mała Krokus zaczęła kwilić, błagając matkę, by ta wróciła. Jednak zamiast tego pojawił się obraz poranionej błękitnej kocicy. Starsza kocica rozpłynęła się, a stara kłoda w której dane się było wychować małej burej koteczce zniknęła. Drewniane otoczenie zostało zastąpione przez bezkres czerni. Usłyszała coś. Ruch. Przerażona wlepiła spojrzenie w czerń. Znowu ruch.
Poczuła, że jest większa, niż kocie. Że ktoś obok niej jest. Ale do jej nosa dotarło coś innego niż zapach mięty.
Wtedy mimo dalszej projekcji bycia kocięciem i czerni ogarniającej przestrzeń wokół niej, zrozumiała, że śni i coś właśnie ją budzi.
A gdy ruch się powtórzył zareagowała automatycznie – wyćwiczone mięśnie same wykonały odpowiedni ruch.
Cętkowana zerwała się z ziemi, przygniatając plecy drugiej kotki do ziemi, zaraz z jedną łapą na szyi a drugą z boku.
Usłyszała zaskoczony pisk, nim jeszcze jej wzrok całkowicie się wyostrzył.
— Gdzie idziesz? — syknęła przez zęby z resztkami snu w tonie. Była dalej zaspana. Kremowa plama ulegle przyciągnęła swoje łapy do klatki piersiowej, patrząc trochę w bok.
— Ch-chciałam tylko sprawdzić, czy nadal pada — szepnęła, chowając pysk w swoim futrze.
Wykręcone uszy żółtookiej poruszyły się ku otworowi, przez który weszły. Słyszała że dalej padało. Dobrze, że nie musiała patrzeć, bo dalej wszystko było jakieś rozmazane. Pewnie przez sen.
— Wciąż trwa śnieżyca. I co z tym zrobisz?
Druga nie odpowiedziała. Dopiero po chwili wzrok burej wyostrzył się na tyle, by ukazać kremową i dokładnie przypomnieć sobie, co było nim zasnęła. Jej umysł ogarnęła nagła panika.
— Nie waż się nikomu mówić o dzisiejszej nocy!
Zajęczo pręgowana obiecała to szybkim kiwnięciem głowy.
— Nawet nie mam komu powiedzieć! Nawet nie wiem, kim jesteś, nie stanowię zagrożenia! — zapewniła panicznie.
W końcu… dostrzegła przed sobą dokładny obraz. Przed nią leżała kremowa… piękność… częściowo oklapnięte uszka… złocista, miękka sierść którą czuła pod łapami… puszysty ogonek i te brązowe oczęta…
Czuła jak spala buraka pod sierścią. Jak dobrze, że nie było tego widać…
Jeszcze raz obleciała kotkę spojrzeniem, nie mogąc uwierzyć, że ma przed sobą taki ideał. Po rozmrożeniu futra piękny sopel zamienił się w jeszcze piękniejszą kotkę. Zamrugała ślipiami, nie mogąc oderwać wzroku.
Kremowa schowała pysk bardziej w futrze, a Krokus puściła ją, speszona. Wróciła na swoje miejsce i sama schowała pysk we własnym futerku.
W takiej ciszy pozostały, póki śnieżyca nie ustała a zajęczo pręgowana pożegnała się i wyszła.
Od razu coś zakuło Krokus w serce, gdy tylko ta zniknęła jej z oczu.
***
Nie mogła o niej przestać myśleć. Nawet po powrocie do Sekty siedziała jej w głowie przez kolejne dni. A samo wspomnienie o niej sprawiało, że serce Krokus biło szybciej. Dlatego w końcu poddała się pokusie i wybyła z szopy. Pobiegła czym prędzej do miasta, mówiąc, że idzie zapolować czy coś i jeżeli nie wróci do wieczora, to znaczy, że ma dużo zwierzyny albo coś ją zatrzymało i by się nie martwili. Nikt nie zwrócił na to uwagi, wszyscy przyjęli to do wiadomości, bo często cały dzień coś robiła – czy to polowała czy patrolowała, a teraz tylko wychodziła nieco dalej i chyba nikogo nie dziwiło, że cały czas pracuje. Miała więc porządną… wymówkę. Już nawet nie myślała o tym, że kłamie. Po prostu powiedziała to siostrom i już niedługo potem znalazła się w mieście z bukietem kwiatów – a raczej ziół, które miały kwiaty z ich schowka, bo w końcu była zima. Były one jednak w dobrym stanie i wyglądały odpowiednio – lawenda, stokrotki, maki... Schowała je w jednej ze znanych sobie uliczek, po czym ruszyła w stronę miejsca, gdzie ostatnio polowała. Dostrzegła gawrona na płocie. Już niedługo potem ten nie żył.
***
Szła po dachach w okolicy, w której ostatnio widziała kremową. Skakała z jednego na drugi cicho niczym świst wiatru. W starym mieście tylko na niektórych ulicach budynki były na tyle blisko siebie, by z tego skorzystać – tu było inaczej. Jednak jej umiejętności wspinania się na drzewa i bycia nieomal kocią wiewiórką i tu się sprawdzały. Poza tym dzięki temu, że w dawnym mieście na dachy mniej kotów wchodziło, też częściej z nich korzystała na przykład przy zasadzkach. Szczególnie Bylica lubiła wchodzić na wysokie punkty, a ona to po niej przejęła, bo było to mądre posunięcie.
Teraz jednak matka wyparowała z jej umysłu, chyba pierwszy raz w historii.
Była tam jedna osoba.
Kremowa piękność, której imienia nawet nie znała.
Znalazła się przy kominie jakiegoś budynku, gdy ją dostrzegła.
Jej piękne, kremowe futerko teraz było w całej okazałości – puszyste i pięknie ułożone. Kroczyła z gracją między budynkami – a raczej się przekradała, ale dla Krokus i tak kroczyła z gracją.
Cichutko przeszła po dachówkach a potem przemieściła się na następny budynek o niższym dachu. I jeszcze niżej.
Zajęczo pręgowana zatrzymała się na chwilę pod jakimś śmietnikiem. Już miała zacząć tam grzebać, pewnie w poszukiwaniu jedzenia, bo właśnie obwąchiwała powaloną tubę. Ale Krokus nie mogła pozwolić, by ktoś taki brudził sobie w tym niezdrowym świństwie łapy.
Stanęła przy krawędzi dachu, po czym puściła gawrona. Ten spadł na śmietnik powodując brzdęk, na który bezimienna odskoczyła strosząc futerko. Tymczasem Krokus schowała się za krawędzią dachu – widziała kremową, ale kremowa jej zobaczyć już nie mogła.
Wielkimi miodowymi oczyma obserwowała, jak ta podchodzi do gawrona – obwąchuje go, patrzy w górę. Cętkowana przylgnęła do dachówek. Po chwili czekania usłyszała kroki, a gdy wyjrzała za brzeg bezimienna już odbiegała nie chcąc stracić jedzenia.
Ukryła się gdzieś, a potem zaczęła jeść.
A Krokus niczym ptak siedziała na czubku komina budynku, pod którym ta się zatrzymała, czuwając i patrząc, jak ta je. Nawet jadła z wdziękiem…
***
Było już praktycznie ciemno. Tylko z góry dostrzec można było, iż słońce jeszcze nie było całkowicie schowane. Ulica jednak już chwilę potem była ciemna.
Kremowa zatrzymała się w jakiejś dziurze w budynku. Kolejnej. Tymczasem Krokus szybko wzięła schowane kwiaty. Weszła ostrożnie do uliczki, w której urzędowała tamta, po czym cicho przemknęła między cieniami – bure futro jej w tym pomagało.
Gdy w końcu dotarła pod dziurę, delikatnie odstawiła kwiaty na klapie pobliskiego śmietnika. Wiedziała, że Krucha jej nie widzi – była nieco z boku, za głęboko.
Potem wspięła się na najniższy z pobliskich dachów by następnie rzucić niewielkim fragmentem dachówki obok dziury w śmietnik, tak, by ten się przewalił i kwiaty spadły prosto przed wejście – bezimienna musiała je zobaczyć. Musiała.

<Krucha? Masz cichego wielbiciela>

08 czerwca 2023

Od Kruchej CD. Krokus

 Większość czasu półświadomie wstrzymywała oddech, więc gdy dostrzegła, że kotka śpi, odetchnęła głęboko, chcąc pozbyć się uścisku z klatki piersiowej. Dzisiaj się jej udało. 
Zerknęła kątem oka na burą sierść, obawiając się większego ruszenia. Co będzie rano? Zawsze źle się czuła, zostawiając śpiących, ale z doświadczenia wiedziała, że troska o ich bezpieczeństwo lubi zagrozić za to jej samej. Co, jeśli nie przestanie padać śnieg? Będzie musiała na niego wyjść. Tak bardzo nie miała na to ochoty… Na samą myśl było jej zimno. Lodowato. Jeszcze bardziej czuła mokrą sierść i wpadający do środka wiatr. Ale i tak miała tym razem szczęście i nie skończyła z nowymi siniakami. Zwykłe tulenie się było najlepszym scenariuszem zaraz po dostaniu czegoś za darmo. Sprawiało dyskomfort, który wcale nie odchodził z wiekiem, jak to zawsze próbowali ją utwierdzić w starym mieście, ale nie było złe. Szczerze myślała, że pójdzie gorzej z tym, jak kotka zachowywała się na początku. Z jej wrogim nastawieniem od razu przeszła w tryb wyglądania jak najmniej groźnie, jak tylko potrafiła, z całym chowaniem łap by nie czuła się zagrożona atakiem czy niepatrzeniem na nią. Przez tę mysz podsuniętą bez zapytania też spodziewała się gorszych następnych godzin. Nie lubiła takich sytuacji; odmowa skończyłaby się kontynuacją głodówki i złością, a przyjęcie powiększeniem długu i dodatkowymi wymaganiami. Czasami takie oferty były tylko docinkami i gdy już miała się wgryzać w jedzenie, te zostawało jej zabierane. Nerwowość kotki była wyczuwalna i chyba nawet nie dostrzegła tego, że pół zwierzyny zostało dla niej. Najwyraźniej nie wiedziała co dalej zrobić. Kremowa też nie była przyzwyczajona do inicjowania takich rzeczy; zazwyczaj po prostu dostawała instrukcje i miała je spełnić. Nie jej zadaniem było myślenie. Nie lubiła też zastanawiać się nad tym, co robi w takich momentach, ale jak już musiała, zawsze mogła przekierować sytuację w inną stronę – jak dzisiaj. Miała tylko nadzieję, że kotka nie jest jedną z tych, które wierzą w prawdziwość jej mruczenia i dotyku. To zawsze stwarzało problemy po przeminięciu nocy.
  Z kolejnymi tysiącami uderzeń serca pogoda na zewnątrz coraz bardziej ją niepokoiła. Nie mogła się ruszyć, ale słyszała wiatr na zewnątrz. Jej serce zdążyło się uspokoić przez tyle czasu, nie ważyła się pozwolić sobie jednak zasnąć i żołądek znowu dawał o sobie znać.
Naiwnie wierzyła, że może się myli i śnieg przestał. Albo najlepiej zdążył się stopić i nie zamroził wszelkich jadalnych resztek po dwunożnych.
Stwierdziła, że zbyt kusi ją sprawdzenie pogody; może udałoby jej się uciec teraz, nim zagrożenia się ockną dla nich obu.
Wzięła głęboki wdech i powolutku poruszyła łapami, by podnieść się z ziemi. Zdążyły zacząć ją mrowić. Nie chciała jednak obudzić nieznajomej, więc nie dała im się powalić z powrotem. Już była brzuchem nad ziemią z częściowo wyprostowanymi łapami i miała zrobić krok do tyłu, gdy bura gwałtownie zerwała się, przygniatając plecy drugiej do ziemi, zaraz z jedną łapą na jej szyi a drugą z boku. Ta wydała z siebie zaskoczony pisk, nie próbując się bronić.
— Gdzie idziesz? — syknęła przez zęby tamta z resztkami snu w tonie. Ulegle przyciągnęła swoje łapy do klatki piersiowej, patrząc trochę w bok. 
— Ch-chciałam tylko sprawdzić, czy nadal pada — szepnęła, chowając pysk w swoim futrze. 
Wykręcone uszy żółtookiej poruszyły się ku otworowi, przez który weszły.
— Wciąż trwa śnieżyca. I co z tym zrobisz?
Nie odpowiedziała, bo co mogła powiedzieć. Przecież nie miała władzy nad pogodą.
— Nie waż się nikomu mówić o dzisiejszej nocy!
Obiecała to kiwnięciem głowy, chociaż według niej, nie było tu nawet o czym rozmawiać. Nauczyła się już dawno trzymać to, co dzieje się w nocy, w sekrecie. Na końcu to ona zawsze obrywała. A tak naprawdę prawie nic się tu nie stało.
— Nawet nie mam komu powiedzieć! Nawet nie wiem, kim jesteś, nie stanowię zagrożenia! — zapewniła panicznie.

<Krokus?>

Od Krokus CD Kruchej

*zanim Krucha dołączyła do Ol, zima przed tym*
Krokus polowała. Udało jej się coś złapać, i już kierowała się z powrotem do Złotych Traw, poza miasto, lecz dostrzegła zwiastuny nadciągającej śnieżycy. Szybko oceniła, że nie zdąży dotrzeć nim ta nie rozpęta się na dobre. Przeklęła w myślach, zawracając. Będzie musiała znaleźć jakieś schronienie. Nie podobała jej się wizja pozostania poza terytoriami jej rodziny na tak długo. Co, jeśli będą jej potrzebować do obrony, ogrzania, wyleczenia w kryzysie, a jej nie będzie? Trapiło ją to, ale wiedziała, że tylko odmrozi sobie kończyny próbując tam teraz dotrzeć.
Szukała kryjówki na czas zawieruchy po tych bardziej znanych uliczkach, aż w końcu odnalazła jakąś dziurę w budynku. Weszła tam, chowając się przed śniegiem, który już niedługo potem zaczął mocno prószyć, pokrywając drogi bielą i breją tam, gdzie uprzednio były błoto lub woda. Siedziała więc w jamie i nie wychodziła z niej, dbając o własne ciepło i wygodę, nie wyściubiając ze środka nosa.
I tak było jej zimno – w końcu kamień, cegły itp. Nie były dobrymi izolatorami – wręcz ściągały z niej ciepło. Jednak było na pewno znacznie lepiej, niż na zewnątrz. Spojrzała na mysz, którą miała pod łapami, nie wiedząc, czy jeść ją, czy się powstrzymać, zaczekać, aż śnieżyca minie a potem jeszcze coś upolować i wrócić do domu.
Przez jej umysł przechodziły różnorakie myśli, gdzieś podświadomie zanotowała w głowie, że zawierucha się powoli zmniejszała.
Nagle usłyszała kroki. Zmrużyła oczy, unosząc łeb i nasłuchując. Po chwili obca, kremowa kotka, wyraźnie przemarznięta włożyła łeb do środka.
Bura opuściła uszy do tyłu. Nie była zadowolona z obecności kogoś innego.
Zajęczo pręgowana spojrzała na nią jeszcze a potem przeniosła spojrzenie w bok.
— Mogę… mogę wejść? — szepnęła, nieśmiało patrząc na nią spod opuszczonej głowy.
Miodowooka obserwowała kremową uważnie przez chwilę w zastanowieniu, na jej pytanie nie wiedząc jak odpowiedzieć. Co miałaby jej dać bezinteresowna dobroć? Kotka nie wyglądała na jakąś specjalną. No, może wydawała się całkiem ładna. Ale na pewno nie miała jakiś umiejętności przetrwania równających się z tymi kotów z Sekty, bo nie dostrzegła nadchodzącej zamieci i nie skryła się przed nią w porę.
Gdy chwila owa przedłużała się, druga samotniczka popatrzyła ponownie na cętkowaną kocicę i widząc, że na łaskę się nie obejdzie, nerwowo poruszyła wąsami.
— Jestem pewna, że jakoś się umówimy... Tylko proszę, daj mi najpierw wejść...
— Co takiego niby masz, co możesz mi zaoferować? Wyglądasz jak sopel. Ładny ale sopel. — skomentowała. Obca uśmiechnęła się na jej słowa łagodnie, mrużąc oczy.
— Właśnie to. Moje ciało. Możesz zrobić z nim cokolwiek zechcesz, tyl-tylko wpuść mnie do środka, proszę.
Krokus zatkało. Co ona miała na myś-
Już wiedziała.
I po zrozumieniu znaczenia słów obcej, była jeszcze bardziej skonfundowana niż tuż po tym jak ta się ponownie odezwała.
Ostatecznie postanowiła pozwolić jej wejść, nie wiedzieć dla czego, przesuwając się i robiąc miejsce kremowej, co było bezgłośnym przyzwoleniem. Ta otrzepała się na zewnątrz, po czym szybko weszła, by ostrożnie zeskoczyć na podłogę, nie patrząc bezpośrednio na burą kotkę i przycupnąć obok, chowając łapy pod siebie.
Krokus po chwili zastanowienia i mrużenia oczu, podsunęła obcej mysz pod łapy, kładąc uszy po sobie. Nie wiedziała, po co, czemu była miła dla kotki. W sumie, czy była miła? Czy wyrozumiała? Czy kusiło ją… to co tamta wcześniej powiedziała? Na samą myśl poczuła, jak robi jej się gorąco. Kremowa towarzyszka spojrzała na nią szybko kątem oka, zaraz uciekając spojrzeniem w bok. Niepewnie, powoli wyciągnęła jedną łapę i położyła ją ledwo co na mięsie, wahając się czy na pewno to nie pułapka i nie dostanie zaraz po łapach.
— Możesz zjeść – burknęła Krokus.
— Dziękuję. – brązwooka zgarnęła mysz, szybko przełykając jej połowę i pozostałą część przesuwając ku kotce i z powrotem chowając łapy pod siebie.
Tymczasem Krokus dalej siedziała nie wiedząc, co dalej, przestawiając ciągle przednie łapy nie wiedząc, co gdzie postawić ze zmieszania. Obca zamruczała cicho.
— Nie ma się co stresować. Zawsze możemy znaleźć inne rozwiązanie umowy jeśli nie chcesz. Jestem otwarta na propozycje. — schyliła głowę, kładąc ją na ziemi i zerkając w górę, na pysk kotki. — Możemy tylko porozmawiać... Albo poczekać... Potulić? Co tylko zechcesz. Mamy całą noc.
Bura przygryzła wargę, przysuwając się do kotki.
— Zimno — mruknęła, chowając głowę w łapach ze wstydu, że potrzebuje ciepła kogoś innego. Obca była jednak wyrozumiała - wydała z siebie wyrozumiałe mruknięcie, nie zwracając jej uwagi na to, że przylega do kogoś dopiero co przybyłego ze śnieżycy, poprawiając się trochę, podnosząc głowę i kładąc ją na boku cętkowanej, cały czas mrucząc. Czując, że kotka kładzie na niej łeb Krokus na chwilę spięła się, by potem rozluźnić. Było to w jakiś sposób, mimo nieznania towarzyszki kojące być z kimś, gdy było tak zimno i gdy się martwiła o resztę swej grupy. Pozwoliło jej to odłożyć zmartwienia na dalszy plan.
Miarowe mruczenie uspokoiło ją, że aż z niej samej wydobywały się bardzo ciche wibracje tego samego typu.
Nawet nie wiedziała, ani kiedy, ani jakim cudem zasnęła, tak blisko nieznanego kota i to w śnieżycę.
<Krucha?>

13 maja 2023

Od Kruchej do Krokus

 *początek zimy przed dołączeniem do ol*
Chciałaby móc lepiej przeczuwać pogodę. Może nie znalazłaby się w tak beznadziejnym położeniu.
Dopiero co dotarła do nowego miasta. Zaledwie postawiła łapę wśród schronień dwunogów i przycupnęła pod ścianą, by odpocząć. W tym momencie niespecjalnie zwracała uwagę na pory dnia, była po prostu zmęczona i niechętna do otoczenia, myślała, że to nadchodzi noc. Ale brak słońca, cała ta szarość, oznaczała co innego. W towarzystwie mroźnego wiatru, szczypiącego ją w oczy, mrożącego nos i uszy, pojawił się pierwszy śnieg. Gwałtowny, gęsty, mokry, a jego duże białe płaty plątały się jej w futrze. Zimny metal na szyi sprawiał wrażenie wręcz parzącego.
Krzywiła się na te wszystkie odczucia, starając się jak najbardziej ochronić przed pogodą. Gdyby wiedziała, że tak szybko się zacznie, znalazłaby cokolwiek, by nie siedzieć na gołej ziemi, ściągającej z niej ciepło, spróbowałaby wyprosić tamtego pieszczocha o jedzenie.
Ale nie, głupio stwierdziła, że zdoła spokojnie dotrzeć do celu, nawet go nie znając. Głupio wierzyła, że dyskomfort kontaktu ją ominie, że uda jej się przedłużyć jego brak, przynajmniej do momentu zagojenia się siniaków. I teraz ma. Oto nagroda za głupotę. Nawet oczu nie mogła otworzyć.
Po czasie, w którym wydawało jej się, że jest coraz cieplej, a jednocześnie z ledwością czuła łapy, miała wrażenie, że śnieg trochę ustąpił. Sztywno wstała i wybiegła z praktycznie otwartej przestrzeni. Kierowała się na oślep, bo i tak nie znała miasta, ale wierzyła, że w którymś momencie znajdzie odpowiednie schronienie, choćby skrawek gazety. Akurat schronienia dwunożnych były pod tym kątem przewidywalne.
I pojawiła się. Dziura w budynku. Z zasady unikała takich, bo gdyby w nich utknęła, nikt by nie zauważył i nie uwolnił jej, ale teraz… teraz tutaj czekałaby ją śmierć.
Dla pewności, w jakichś ostatnich przejawach myślenia, niekierowanego tylko instynktem, sprawdziła, czy da radę wyjść, wpychając do środka głowę. Spotkała spojrzenie innego osobnika, na co najpierw chciała pisnąć i uciec, ale zimno ją powstrzymało.
Dodatkowo bura kotka na dole miała jedzenie… może dałaby się… w ramach zapłaty…
Spojrzała na nią jeszcze raz i spojrzała w bok.
— Mogę… mogę wejść? — szepnęła, nieśmiało patrząc na nią spod opuszczonej głowy.

<Krokus?>