Nim kocięta skończyły 4 księżyce
Brązowy kocurek był nieco zawiedziony tym, że jego rodzice nie byli parą kotów, których połączyła miłość, tylko umowa. Wolałby, aby ich tata mógł być tutaj z nimi, odwiedzać ich w żłobku, podobnie jak robił to Gondor. Kocur często wpadał w odwiedziny do starszych kociąt oraz swojej partnerki, której przynosił dorodne zdobycze.
— Gdy skończycie cztery księżyce, dwóje z was opuści Owocowy Las i dołączy do klanu waszego ojca — miauknęła starsza kocica, tłumacząc wszystko na spokojnie ciekawskiemu kociakowi.
Gończyk, mimo że wykazał zainteresowanie ojcem oraz obcą społecznością, nie chciał opuszczać mamy, a tym bardziej nie chciał być rozdzielany ze swoim rodzeństwem. Kto wpadł na taki głupi pomysł, aby rozdzielać członków rodziny?!
— Naprawdę dwoje z nas musi dołączyć do Klanu Burzy? — zapytał, na co starsza przytaknęła. — Nie lepiej oddać im Pierścienia i jedną z jego sióstr? — mruknął. W jego oczach zebrały się łzy, które próbował ukryć przed byłą liderką. Raz za razem pociągał noskiem. Nie potrafił sobie poradzić z tym, że on, Psianka, Łza lub Zew z drugim z ich czwórki rodzeństwem zamieszka w obcej społeczności. I to w takiej, w której nie wierzyło się we Wszechmatkę tylko jakiś Klan Gwiazdy! — Przypływ, zrób coś! — Uderzył swoją małą łapką w jej przednią łapkę. — Byłaś kiedyś liderką... nie pozwól, aby nas rozdzielono!
— Przykro mi, Gończyku... wiem, że to nic przyjemnego, gdy rozdziela się rodzinę. Na szczęście Klan Burzy leży blisko Owocowego Lasu, więc będziecie często się widywać. Myślę, że zarówno Czereśnia, Kolendra, Figa, wasz ojciec, jak i dziadek, nie będą mieli przeciwko temu, abyście przekraczali granicę i mogli się ze sobą spotykać, kiedy będziecie chcieli. — Uśmiechnęła się i delikatnie dotknęła noskiem policzka Gończyka. — Spójrz na to z innej strony, Gończyku. Jesteście wyjątkowymi kociętami, które są namacalnym dowodem sojuszu między dwiema kocimi społecznościami. Mimo że nikt was o to nie zapytał, zostaliście wybrani jako kocięta zastępcy i szamanki do bardzo ważnego zadania, dzięki któremu zadbacie o to, aby nasze społeczności jeszcze lepiej się poznały oraz bardziej sobie ufały. — Przyciągnęła do siebie kocurka, pozwalając jego głowie spocząć na jej kryzie. — Jeśli będziesz tym kocięciem, które zostanie w Owocowym Lesie, to będziesz miał dodatkowe ważne zadanie. Zostaniesz strażnikiem pamięci o waszej rodzinie tutaj, który musi ich wspierać z całych sił. Nie możesz pozwolić, aby smutek i żal sprawił, że odwrócisz się od nich i porzucisz.
— A jeśli to ja będę tym, który opuści Owocowy Las...
— Jeśli to ty będziesz jednym z tych kociąt, które opuści Owocowy Las, to wiem, że będzie to dla ciebie trudne. Będziesz tęsknił za mamą, pozostawionym rodzeństwem i za wszystkim, co znasz. Pamiętaj, że nie przestaniesz być częścią Owocowego Lasu, gdy przekroczysz granicę i będziesz zmuszony przystosować się do innych zasad. Dla mnie i dla wielu innych Owocniaków wciąż będziesz Owocniakiem. I to nie byle jakim, ale takim, któremu powierzyliśmy ważne zadanie. Będziesz spoiwem.
Gończyk nie chciał być spoiwem. Nie chciał być też strażnikiem. Nie chciał widywać dwójki swego rodzeństwa od czasu do czasu, tylko pragnął z nimi spać w legowisku, później chodzić na wspólne treningi, aż w końcu wspólnie przenieść się do starszyzny.
Zmrużył oczy. Od płaczu rozbolała go nieco głowa. Ułożył się wygodniej, tuląc się do futra starszej. Zasnął. A gdy ponownie się obudził, znajdował się w kociarni. Mama lub jakiś inny wojownik musiał go zabrać ze starzyzny i śpiącego przenieść do kociarni.
— Zew... Psianka... Łza... — zwrócił się do rodzeństwa, które wybudzało się ze swojego snu. — Musimy sobie obiecać, że nieważne co, nieważne jak daleko od siebie będziemy, będziemy zawsze rodzeństwem i nikt, ani nic tego nie zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz