— To był pomysł Fląderki... — napomknął kocur.
Przeniosła wzrok na czekoladową szylkretkę, która nagle się zawstydziła.
— Nie mój, tylko innych wojowniczek. W-widziałam, jak polowały na podobnego ptaka i zastosowały podobną technikę… — odpowiedziała ściszonym głosem Fląderka.
No tak… Przecież, jej uczeń nie zdołałby upolować cokolwiek innego niż płotkę. Nauka zaczęła się przecież odbijać od niego niczym krople deszczu po pajęczynie. Dobrze wiedziała, że główną zasługę tutaj można było powierzyć Fląderce.
Czasami szczerze żałowała, że to właśnie Rezedowa Łapa nie był czekoladowym kotem, znienawidzonym przez wszystkich innych, a Fląderka mogłaby mieć każdą inną maść i zostać jej uczennicą. Miała większy potencjał niż którekolwiek z jej rodzeństwa.
Trzcinowy Szmer westchnęła głośno i machnęła ogonem, dając znak, żeby we trójkę wracali do obozowiska. Kiedy już dotarli do serca Klanu Nocy, odesłała odrzutka do żłobka, tam, gdzie nadal miała swoje posłanie, natomiast Rezedową Łapę zamierzała skonfrontować z jego brakami. Nie chciała mu robić nadziei, że nadawał się na wojownika. Miał jeszcze długą podróż przed sobą, jeśli chodziło o naukę oczywiście. Nie zamierzała iść do Mandarynkowej Gwiazdy, aby poprosić ją, żeby mianowała kocura. Był problemem, którego nie dało się przepchać, a ona nie zamierzała przebierać w słowach, żeby ta wiadomość go mniej zabolała. Ona w jego wieku była już dawno wojowniczką, a on nawet nie był blisko mianowania. Nie było postępów. Stał w miejscu.
***
Jeszcze przed porodem
Chciałaby powiedzieć, że tęskniła za nauką Rezedowej Łapy, jednak byłoby to kłamstwem. Miała go dość. Nie chciała go już więcej uczyć. Nie była pewna, czy to przez nią, że nie była tak dobrym nauczycielem, jakby tego oczekiwała Mandarynkowa Gwiazda, czy po prostu kocur nie przyjmował owej wiedzy.
Wzlatująca Uszatka szybko wzięła w obroty jej byłego ucznia i zniknęli z obozu. Natomiast ona przeprowadziła się do żłobka, gdzie resztę dnia doglądała ją Gąbczasta Perła wraz ze Złocistym Widlikiem. Przygotowali jej posłanie oraz przynosili wodę wraz z ziołami. Co jakiś czas skakał wokół niej Żmijowcowa Wić, upewniając się, że wszystko było na miejscu i czy została odpowiednio przyszykowana do najbliższych dni w kociarni.
Temu wszystkiemu przyglądała się Fląderka. Nie pytana, nie podchodziła i nie próbowała pomagać, jednak Trzcinowy Szmer wyraźnie czuła jej spojrzenie na sobie przez ten cały czas.
Kiedy przyszła noc, jako jedyna nie mogła zasnąć, więc wyszła przed żłobek, by popatrzeć się w gwiazdy. Przyjemny wiaterek muskał jej wibrysy, a szum wody był niczym kołysanka. Jednak nadal nie była zmęczona. Zaraz do niej podeszła Fląderka. Chyba ta ją naprawdę polubiła. Czekoladowa koteczka nieśmiało się uśmiechnęła i spojrzała się jej wielkimi ciemnymi oczami w duszę Trzcinowego Szmeru.
— Dziękuję Pani Trzcinowy Szmerze, że tak długo Pani uczyła mojego brata. Pewnie już wiele umie i zaraz zostanie wojownikiem, tak jak bardzo tego chciał — zamruczała cichutko, ale z ogromną wdzięcznością. — Czuję, że Wzlatująca Uszatka tylko go sprawdzi i nie będzie musiała nic go douczać, bo jest taki świetny i naprawdę się on stara-
— Twój brat jest do niczego, Fląderko — przerwała jej zimnym głosem.
Zapadła między nimi głucha cisza. Kotka nadal patrzyła się na nią, będąc całkowicie zbita z tropu.
— Słucham… A-ale jak to?
— Nie stara się. Tyle mojej pracy poszło na marne. Mam wrażenie, że nic się nie nauczył przez tyle czasu. Wątpię, by udało mu się zostać dobrym wojownikiem, i nie chcę go brać pod swoje skrzydła, nawet jeśli urodzę i odchowam własne kocięta — przeniosła swój ostry wzrok na Fląderkę. Czekoladowa była wstrząśnięta i z otwartym pyszczkiem wpatrywała się w nią. — On nie zasługuje na nauczanie… W przeciwieństwie do ciebie. Chłoniesz wodę niczym suchy mech i starasz się mimo tego, że nie masz mentora. Żałuję, że nie mogłam cię uczyć zamiast Rezedowej Łapy… — powiedziała szeptem.
Fląderka siedziała jednak cicho. Trzcinowy Szmer mogła zauważyć, jak ciemne oczka czekoladowej szylkretki stają się bardziej szkliste. Chciałaby przeprosić odrzutka, za te słowa, jednak tak naprawdę nie mogła tego zrobić. Nie okłamała ją, a uczucia były czymś zbędnym… Powinna potraktować to jako gorzki komplement. Gdyby tylko czekoladowa szylkretka była każdym innym szylkretem, to zostałaby z pewnością doskonałą uczennicą, a później jeszcze wojowniczką lub piastunką. Jednak jej nie było to dane.
— Wracaj do spania — nakazała jej. — Ja również pójdę się przespać. Przynajmniej się postaram.
< Fląderko? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz