BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszona Łapa. Pokaż wszystkie posty

30 września 2020

Od Rosy (Zroszonej Łapy) C.D Zimorodka (Zimorodkowej Łapy)

Czuła, jak wielka gula rośnie w jej gardle. Ona? Szukać myszek? Oczywiście, smakowały jej, ale obawiała się, że to przyniesie więcej kłopotów, niż pożytku. Jak mogłaby jednak odmówić ukochanemu braciszkowi? Przecież w życiu by sobie tego nie wybaczyła!
– J-jasne... – mruknęła. Kocurek rozpromienił się cały, a owa radość ociepliła serduszko szylkretki.
– No, to chodź! Idziemy! 
Zimorodek z impetem ruszył w kierunku wyjścia z kociarni, a Rosa nieśmiało podążyła za nim, w myślach modląc się do gwiezdnych, aby nie wpakować się w żadne kłopoty. Doskonale znała jednak wynik tej sprawy. Dostaną po uszach jak nic. 
Zimorodek, niczym wyćwiczony wojownik, pocałował nosem podłoże i zaczął wąchać. Mniejsza koteczka tylko przyglądała się mu, nie wiedząc, co próbuje osiągnąć. Przez moment chodził z miejsca w miejsce, a Rosa wręcz machinalnie podążała za nią, gdy odwrócił się gwałtownie, niemalże zderzając się z nią pyszczkami.
– Nie mogę się skupić, jak tak siedzisz mi na ogonie – poskarżył się. Koteczka położyła uszka po sobie, w geście skruchy.
– Bardzo cię przepraszam – pisnęła, robiąc dwa kroczki do tyłu. Zaczęła rozglądać się po obozie. Może sama znajdzie coś przydatnego? Przeszła większy kawałek, aby stwierdzić, że owszem, coś znajdzie. Przed jej nosem wręcz wyrósł ogromny stos rozmaitych kąsków. Czemu wcześniej go nie widziała?
– Zimorodku!
– Nie teraz Roso, jestem na dobrym tropie!
– Ale Zimorodku!
– Roso, mówię ci, nie teraz...
Poddała się. Usiadła sobie spokojnie, i obróciła łeb, czekając, aż brata zainteresuje jej znalezisko. Nie chciała zaczynać bez niego.  Ten w końcu obrócił się i zawołał.
– Ej, Rosa, co to jest to takie duże koło ciebie?
– To chyba twoje myszki, braciszku – wytłumaczyła cierpliwie, uśmiechając się z pokorą. Cóż, zanim dostanie po łapkach od starszych i mądrzejszych od niej, chociaż się naje. 

< Zimorodek? > 

22 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

Nie była pewna co do tego nowego wynalazku, ale... Braciszek mówił, że jest dobre. Koteczka przez dłuższą chwilę trwała w bezruchu, patrząc się na mysz.
– Jesz, czy nie? – Meszek wydawał się odrobinę zniecierpliwiony. Rosa przełknęła ślinę. Szybko, podejmij jakąś decyzję...
– Ty pierwszy – oznajmiła, uśmiechając się ciepło do brata. Nie usłyszała tego, ale kocur burknął cicho "No jasne, jak dostać sraki, to ja, co?". Dla niej to było tylko jakieś niewyraźne zdanie. Obserwowała, jak niebieski pochłania swoją porcję posiłku, aż w końcu zostawia ją samą ze zwierzątkiem. Westchnęła ciężko.
– Nie bój się. – Mama odezwała się nad jej głową. – Wszyscy już spróbowali, widzisz? To nic aż tak wielkiego...
Rosa pochyliła się pokrzepiona i niepewnie polizała zwierzę. Było pokryte wieloma włoskami, chociaż nie miało tak gęstej sierści jak mama, czy braciszkowie. Otworzyła pyszczek i zatopiła kiełki w zdobyczy. Ta stawiała jej wyraźny opór i mała to poczuła. Musiała pociągnąć, aby kawałek mięsa wylądował w jej buzi. Kiedy już to zrobiła, pogryzła kilka razy i przełknęła papkę, ze zdziwieniem stwierdzając, że faktycznie jej ona smakuje.
– I co? – zapytała Berberysowa Bryza.
– Dobłe... – miauknęła, już z ustami pełnymi od kolejnego kawałka. Szybko jednak przypomniała sobie o bracie, który przecież nadal czekał, aż rodzeństwo mu coś zostawi. – Chodź, Zimorodku! – zachęciła, uśmiechając się do niego.

<Zimorodek? Króciutko uwu>

Od Rosy C.D Szczawiowego Liścia

Krążyli po obozie już jakiś czas i Rosa zaczynała się szczerze niepokoić. A co, jeśli nigdy nie znajdą braciszka? Jeśli zostanie sama z Meszkiem?! Nie, żeby Mech był jakiś zły. Kochała wszystkich swoich braci i wszystkie siostry. Sęk w tym, że Zimorodek był kimś więcej, niż bratem. Był też przyjacielem, a ona nie chciała tracić przyjaciela przez jakąś tam zabawę w chowanego. Szczawiowy Liść wydawał się spokojniejszy od młodszej siostry. Z uwagą i dostojnością, jaka przystała na najlepszego wojownika Klanu Klifu, rozglądał się po obozie, szukając zielono-białej kity. Rosa westchnęła, siadając w miejscu.
– Gdzie on wsiąkł... – jęknęła, grzebiąc jedną łapką w ziemi. Liliowy potrącił ją delikatnie łapą.
– Nie załamuj się, zaraz go znajdziemy. Pewnie siedzi gdzieś i śmieje się z nas – pocieszył ją. Szylkretka westchnęła cicho, ale wstała i powróciła do poszukiwań. Ciężko jej było określić, jak wiele uderzeń serca minęło, nim coś skoczyło na nią z głośnym "BUUU!". W oczach koteczki stanęły łzy, a ona sama skuliła się, pewna, że to już koniec. Gdy nagle nad swym uchem usłyszała... Śmiech?
– Ale miałaś pietra, siostra! Gdybyś się widziała... – Zimorodek! Otworzyła oczy, aby spojrzeć na braciszka i uśmiechnąć się nieśmiało.
– D-dobrze, że jesteś... – powiedziała cichutko, wtulając się do braciszka. W ogóle nie była na niego zła. Ktoś inny jednak był.
– Tak. – Szczawiowy Liść odchrząknął. – Niemniej nie powinienneś się tak zachowywać. Rosa bardzo się przestraszyła.
– Przepraszam, siostrzyczko. Chciałem cię rozbawić, znudziło mi się siedzenie schowanym – wytłumaczył się kocurek, patrząc bardziej na starszego, niż na Rosę. Szczaw pogłaskał go lekko.
– Powinniście wracać do kociarni. Mama na pewno się o was martwi – odparł, uśmiechając się do młodszego rodzeństwa.
– Pójdziesz z nami, Szczawiku? Możesz – zapytała z nadzieją Rosa. Chciała spędzić trochę więcej czasu ze starszym bratem, ale w końcu ten jako wojownik miał wiele innych zajęć. Zrozumiałaby w pełni odmowę.

<Szczawiku?>

20 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zguby

Fajne miejsca? Zastanowiła się. Jak dla niej caly obóz był fajny. Pełno tu było kotów, które mogłaby obserwować całymi dniami. Zgadywała jednak, że takie zajęcie nie podeszłoby nowej koleżance. Niemniej, obserwowanie kogoś było dobrym pomysłem na zabawę, musiała tylko znaleźć kogoś ciekawego... Przez łebek przeszło jej leże medyków i na jej pyszczku zawitał uśmiech. Oni na pewno robili coś fajnego!
– Mosemy sakraść się do medykóf – zaproponowała, uśmiechając się lekko. Była bardzo dumna z tego, że brat nauczył ją mówić "r", jednak raz jej to wychodziło, a innym razem nie. Największy problem miała z powiedzeniem swojego imienia. Czemu Berberysowa Bryza nadała jek takie trudne? Czyżby chciała, aby córka połamała sobie język? Chyba nigdy się nie dowie. – Jesteśmy małe, fięc jeźli siem dobsze schowamy, nie sauważą nas. Co... C-co ty na to?
Nie lubiła, kiedy to ona miała przejmować inicjatywę. Czuła się wtedy niepewnie. W końcu była tylko małą, głupią kotką, która na niczym za bardzo się nie znała. Dlatego też pod koniec zawahała się, czując, jak każdy jej mięsień się spina. Zguba na pewno odrzuci ten pomysł, a ona wyjdzie na idiotkę!
– Jasne, chodźmy!
Zamrugała dwukrotnie wpatrując się w kotkę. Zgodziła się? To dopiero niespodzianka. Przez kilka chwil wpatrywała się w nią w milczeniu, jednak kiedy ta zawołała ją po imieniu, Rosa drgnęła i pokiwała głową.
– Za mną... – Wskazała ogonem kierunek, w jakim się udawały. Na miejscu obie koteczki skryły się tak, aby widzieć wejście do leża medyka, ale aby samymi nie być widoczne. Następnie obserwowały...

< Zguba? > 

19 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

Szylkretka spięła się lekko. Skąd ona miała to wiedzieć? Przecież sama pierwszy raz widziała to zwierzątko. Szybko, Rosa, wymyśl coś, no myśl...
– To jest... Ta, no... Taka... Taka no... No! Taka – wytłumaczyła niezgrabnie. Brat popatrzył na nią przechylając łebek.
– Ale jaka? 
Berberysowa Bryza zaśmiała się perliście. Rosa poczuła się pocieszona. Uwielbiała, jak mamusia się śmiała.
– To jest mysz. Służy do jedzenia – wytłumaczyła.
– Ale my przecież jemy ciebie – zdziwił się Zimorodek. Berberys przewróciła oczami.
– Jeśli już, to ze mnie, skarbie. I nie możecie całe życie pić mleka matki. Dlatego przyniosłam wam to, co jedzą dorosłe koty. Spróbujcie.
Tortie stała jednak w miejscu, nie do końca przekonana co do tego ppmysłu. W końcu, co to za nowa, dziwna rzecz, którą miała dodać do swojej diety? A jak ją ugryzie, albo coś? Chociaż mamusia mówiła, że jest do zjedzenia, więc pewnie była... Zimorodek, bardziej odważny, podszedł do stworzonka i pacnął je łapą, jakby się upewniał, że nie żyje. Rosa tylko obserwowała poczynania brata, nie chcąc przypadkiem zrobić czegoś źle. Patrzyła, jak kocurek wącha myszkę, po czym pochyla się nad nią i lekko ją liże. Zastanawiała się, jakie to uczucie na języku. Była miękka, a może twarda? Jaką miała fakturę? W końcu niebieski otworzył pyszczek i wgryzł się w zdobycz, nastepnie wyrywając kawałek mięsa i powoli go przeżuwając. Szylkrerka patrzyła, jak go połyka i dopiero gdy to zrobił zdecydowała się odezwać.
– I-i jak? 

<Zimorodku?> 

13 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

Kocica o płaskim pysku spojrzała na nich przyjaźnie. Cała czwórka wydawała się w napięciu czekać na odpowiedź.
– Cóż, wasza koleżanka Rosa częściowo ma rację – odezwała się spokojnie, jakby... Ostrożnie? Ale na co miałaby uważać? Czemu wszyscy tak omijali ten temat? – Nie jestem pewna, czy wasi rodzice chcieliby, abym poruszała z wami ten temat, maluszki – dodała. Zimorodek nadąsał się.
– Ale plose pani! Jesteźmy jus dusi! Mosemy wiedzieć, naplawde!
– Nikomu nie powiemy, że pani nam powiedziała. – Firletka nieśmiało włączyła się do dyskusji. – Prosimy...? 
Czarna westchnęła ciężko. Cóż, wyglądało na to, że nie miała wyboru. Ta czwórka zdecydowanie nie chciała odejść z niczym. Cóż więc jej pozostało? 
– Kiedy mama i tata bardzo się kochają, mama zachodzi w ciążę. Wtedy, w jej ciele rozwijają się kociaki, mieszkając w jej brzuszku. Po dwóch księżycach, kiedy są na to gotowe, opuszczają brzuszek i przychodzą na świat. To chyba wszystko, co na razie mogę wam powiedzieć – zakończyła swoje i tak krótkie wyjaśnienia, mając nadzieję, że czwórka kociaków sobie odpuścić. Maluchy spojrzały po sobie.
– Czyli Rosa miała rację... – zaczął Kasztanek, patrząc na liliowo-kremową. – Nieźle. 
– A zua pani nie jest zua! Nie sjadła kociakóf... Ale w takim razie, gdzie jest ich tatuś? – Zimorodek z jednej zagwostki od razu przeskoczył na drugą. Rosa widziała, że mózg braciszka pracuje teraz na pełnych obrotach i bała się, co ten za chwilę wymyśli. W końcu, już i tak narobili przykrości tamtej pani, nie chciałaby, aby coś jeszcze z tego wyszło.
– To my już chyba pójdziemy? Bardzo pani dziękujemy – odezwała się Firletka. Reszta brygady również podziękowała i opuściła leże medyków. Idąc z powrotem do kociarni, Rosa zaczepiła braciszka.
– Simorodku... Chyba powinniśmy pseplosić nową panią f kocialni... – zaczęła cichutko, przestraszona, że brat odrzuci jej pomysł. I tak z trudem zebrała się na odwagę, aby to zaproponować. Strasznie nie chciała wyjść na głupią. 

< Zimorodku? > 

09 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Meszka

Czy ona się przesłyszała? Jej brat chciał gdzieś pójść? Z nią? Z głupią babą? Koteczka przez moment wpatrywała się w Meszka, jakby zamienił się w kupę mchu.
– Losa? Idzies, czy nie? – Mimo iż tego nie chciał, w jego głosie usłyszała dzień zniecierpliwienia. Szylkretowa zatrzęsła lekko łebkiem, chcąc wyprowadzić się z szoku.
– Tak, tak idem. Choćmy, bęsie fajnie – odparła wesoło, uśmiechając się do braciszka. Kociaki wyszły z kociarni i pokierowały się do leża medyka, gdzie znaleźć mieli Słodki Język. Ta kotka była dla Rosy zagadką. W końcu mówiono jej, że medycy nie mogą mieć partnerów, a czarna była z Lisią Gwiazdą, jej wujkiem. No, ale może dlatego, że Lis to loder, mógł sobie pozwolić? Tak to chyba działało, chociaż mała nie była tego pewna.
– Słodki jenzyku! – Meszek zawołał od wejścia, rozglądając się za koteczką. – Słodki Jenzyku, gdzie jesteź? 
Czarna kocica obróciła się, spoglądając na gości.
– Och! Maluchy! Witajcie, co was tu sprowadza? – posłała dzieciakom ciepły uśmiech. Rosa uśmiechnęła się. Lubiła tę kotkę, była bardzo miła. Mimo wszystko szylkretka stała troszkę za Meszkiem, jak zwykle z lekka onieśmielona rozmową z kimś dorosłym. 
– Opowies nam bajkę? – zapytał niebieski kocurek. Słodki Język uśmiechnęła się.
– No dobrze. W takim razie usiądźcie wygodnie. – Rosa miała nadzieję, że nie przeszkadzają jej w pracy. Rozsiadła się, wciąż ukrywając troszeczkę za braciszkiem. 
– Księżyce temu żyła sobie pewna kotka. Miała na imię Lawenda. Lawenda podróżowała samotnie po rozległych terenach, ucząc napotkane przez siebie koty o ziołach i lecząc potrzebujących... – I zaczęła opowiadać, jak to Lawenda spotkała dawnego lidera Klanu Klifu, który cierpiał na ból gardła i dała mu miodu, co od razu pomogło. Kocur w nagrodę zaproponował starej Lawendzie, aby zamieszkała na terenach klanu, jednak ta odmówiła. Rosa słuchała uważnie, chłonąc każde słowo opowieści. Nie wiedziała oczywiście, że była wyssana z palca. Dla niej wszystko to było jak najbardziej realne.

< Meszku? > 

Od Rosy C.D Zimorodka

Koteczka podeszła do niewielkiej grupki kociaków, która wydawała się być bardzo przejęta rozmową.
– Co jes takie siekawe? – zapytała, patrząc po przyjaciołach. Zimorodek uśmiechnął się szeroko, spoglądając na siostrę.
– Opofiadam im o nasej psygodzie! – zawołał, dumnie wypinając pierś. Rosa zaśmiała się, widząc posturę, jaką przybrał jej brat.
– Poważnie zajrzałaś jej do pyszczka? Ja to chyba bym się bała... – Firletka zatrzęsła się nieznacznie. Rosa spojrzała na swoje łapki, speszona.
– Właściwie, to... – Już miała wytłumaczyć, że ona sama była przerażona i wcale nie jest taka odważna, Zimorodek jednak przerwał jej.
– Była świetna! – zawołał. – No, ale mama pofiedziała, se ta kotka nie zjadła kociakóf.
Kasztanek zamyślił się.
– Ale skoro tak, to skąd się tam wzięły? 
Cała czwórka spojrzała po sobie, dzieląc ogromną zadumę.
– Skąd w ogóle biorą się kociaki? – Cisze przerwała Firletka, zadając najważniejsze, kluczowe wręcz pytanie. Grupka kociąt ponownie wymieniła zaciekawione spojrzenia.
– Słyszałam, że znajdują je w trawie... – zaczął Kasztanek, uśmiechając się nieśmiało.
– No co ty! Na pefno psynosą je ptaski... – zaprotestował Zimorodek.
– Mi się wydaje, że zakwitają wraz z kwiatkami, wiecie? Rodzice znajdują je w pączkach kwiatków... – wysnuła Firletka. Rosa milczała, spoglądając na kocicę, która aktualnie odsypiała noc, jaką ona i jej brat jsj zafundowali.
– A może s brzuska? – zapytała, zaraz jednak położyła uszka po sobie, zawstydzona. – Nie, pseplasam. Gadam głupoty. Wase teorie są lepse.
Pozostali spojrzeli na nią, jednak po chwili jakby nigdy nic wrócili do swojej dyskusji, olewając wtrącenie srobnej koteczki. Ta tylko stała i przysłuchiwała się najdziwniejszym pomysłom, coraz bardziej oddalonym od tego, co mówili na początku.
– A może kociaki lepi się z piasku?
– Jak jesteście tacy ciekawi, to zapytajcie słodki Język – Srebrny przerwał im znudzonym tonem, najwidoczniej mając dość ich wymysłów. – Jest medykiem, więc pewnie wie. 
Pozostali spojrzeli na niego, po chwili zgodnie kiwając głowami. W ten oto sposób mała, kocięca brygada z Zimorodkiem na czele ruszyła do leża medyków.

< Zimorodku? > 

07 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Meszka

Rumiankowa Pręga zabrała ją z rana na spacer. Powiedziała, że to taki babski wypad, co Meszek skomentował mniej więcej tak "no tak, głupie baby idš robić głupie, babskie rzeczy, które nikogo nie obchodzą". Siostra powiedziała Rosie, aby się nie przejmowała i że brat po prostu im "zazdrości" bo spędzą miło czas. Mimo że Rosę dotknęły słowa Meszka, postanowiła zaufać Rumiankowej Prędze. Skoro jednak braciszek był tak bardzo zdenerwowany o to, że wychodzą, to Rosa chciała mu jakoś poprawić humor. I tak całą wyprawę z wojowniczką rozglądała się za jakimś prezentem dla niebieskiego. Oczywiście, szukała też czegoś dla mamy i Zimorodka, aby ci nie poczuli się pokrzywdzeni. 
– Zobacz, ptaszek! – Starsza z kotek wskazała łapką na niewielkie, kolorowe stworzenie, siedzące sobie gdzieś na niewielkiej gałązce. Rosa zapatrzyła się na niego, robiąc wielkie oczy.
– Ale łatny... – mruknęła, wpatrując się w zwierzę. – Moge podejś blisej? – zapytała. Szylkretka uśmiechnęła się pogodnie do mniejszej.
– Ale tylko trochę. Nie chcemy, aby się przestraszył, prawda? – Rosa pokiwała główką i cichutko zrobiła parę kroczków do przodu. Zauważyła, jak coś powoli upada na ziemię, lecąc okrężnym ruchem. Wyglądało na to, że ładny pan ptaszek postanowił zostawić im pamiątkę. Rosa spojrzała na Rumianek, która pokiwała głową. Koteczka chwyciła piórko w pyszczek. 
– Besie dfa Meska! – zawołała, dzierżąc swoją zdobycz. Dla mamy i Zimorodka miała ładne kamyczki, więc też na pewno się ucieszą. Siostry chwilę jeszcze pochodziły, a następnie wróciły do domu. Rosa skocznym krokiem weszła do kociarni, od razu kierując się do mamy.
– To dla ciebie mamusiu – podsunęła jej pod pyszczek niewielki kamyczek. 
– Śliczny, Roso – pochwaliła ją rodzicielka.
– A to dla Simorodka. – Bratu również dała okrągły kamyczek.
– Wow, super! – Zimorodek od razu zaczął bawić się nową zdobyczą, przesuwając ją między łapkami.
– A to – Rosa postawiła przed pyszczkiem Meszka piórko. – Dla ciebie, Mesku – powiedziała, szczerząc do brata ząbki. – Specjalnie od pana ptaszyka. 

< Meszku? >

05 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

Miało to jako tako ręce i nogi, jednak Rosie czegoś brakowało. Plan, mimo że oczywiście dobry, miał jakąś lukę. Gdyby tylko mogła powiedzieć, jaką...
Och!
– W takim lasie musimy to srobić jag będzie spać – odparła, zadowolona z tego, że nie jest jednak taka głupia jak mówił o niej Meszek. Zaraz jednak zwątpiła, czy to co powiedziała ma sens. 
– Mas lację. – Braciszek pokiwał głową. Och, co za ulga. – Pocekamy do nosy. Ftedy psejdziemy do działania – zadecydował niebiesko-biały. Koteczka skinęła z aprobatą. W końcu, to leżało w ich obowiązku. Trzeba było za wszelką cenę wyciągnąć te biedne kociaki!

~*~

Mama i Meszek chrapali w najlepsze. Mała, kolorowa kuleczka też powoli przysypiała, mimo iż całą swoją siłą woli walczyła, aby pozostać zbudzona. W końcu, mieli coś ważnego do zrobienia. Nie mogła tak po prostu tego przespać.! Poczuła, jak coś tyka ją w bok.
– Losa – braciszek szepnął tuż nad jej uchem. – Stawaj, Losa, stawaj.
Koteczka otworzyła jedno oko i zobaczyła dwukolorowego kocurka. Dźwignęła się na łapy i powoli, delikatnie odsunęła od rodzicielki.
– Gotowa? – zapytał Zimorodek. Jego pyszczek wyrażał śmiertelną powagę.
– Gotowa. – Wcale nie zabrzmiała na taką znowu "gotową". Dużo myślała o ich planie i trochę się bała. A co, jeśli coś pójdzie nie tak i ona też utknie w brzuchu z resztą kociaków? Nie chciała jednak zdradzać braciszkowi swoich obaw. Jeszcze by pomyślał, że jest słaba i nie chciałby się już z nią bawić. A wtedy z kim innym spędzałaby czas? Kasztanek i Firletka byli w porządku, jednak nie byli Zimorodkiem. 
Rodzeństwo powolnym, cichym krokiem podeszło do tej dziwnej, nowej kocicy. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Zimorodek pokiwał głową i ruszył przed siebie. Położył łapy na jej pyszczku i począł próbować go otworzyć. Rosa obserwowała to z niepokojem, a jej uszka to kładły się w wyrazie zmartwienia, to stawały zaalarmowane. Kocurowi już udało się zrobić, co chciał i Rosa ruszyła do akcji, kiedy jednak tylko wsadziła głowę w pysk kocicy (jak tu ciemno, zdążyła pomyśleć), jej oczy otworzyły się, a ta odskoczyła gwałtownie.
– Co do...? – Spojrzała zdumiona to na jedno, to na drugie z kociąt. – Co robicie?
Widocznie się uspokoiła, widząc, że to tylko dwójka maluchów, wciąż jednak ovzekiwała wyjaśnień, czemu wytrącili ją oni ze snu.
– Psepla... – zaczęła Rosa, spuszczając głowę.
– Ne, Losa! – Zimorodek zaprotestował. – Ona sjadła te kociaki. Nie możesz jej pseplasać! – Obrócił łeb w kierunku delikwentki i spojrzał na nią złowrogo, przynajmniej na tyle, na ile umiał. – Oddaj je!

< Zimorodku? > 

Od Rosy C.D Szczawiowego Liścia

– Dziefięć... Ten, no... Dzie... Dzie... – zastanowiła się chwilę, marszcząc niewielkie brewki. – Dziezięć! Tak, dziezięć. Szu-szukam! – otworzyła oczęta. Spojrzała na śpiącą niedaleko od niej rodzicielkę. Chyba nie obudziła jej swoim liczeniem. Tymczasem Zimorodek, Srebrny, Firletka i Kasztanek zdążyli już zniknąć. Koteczka rozejrzała się czujnie, ale tak jak przypuszczała, nie mogli ukrywać się w kociarni. Cóż, to by było chyba za proste, prawda? Niepewnym wzrokiem spojrzała na wyjście. Cóż, chyba nie miała wyboru. Szylkretka ruszyła przed siebie, dostrzegła jednak jakiś cień idący w jej kierunku i przerażona skuliła się. Szczawiowy Liść na szczęście zatrzymał się w porę. Nie pierwszy i nie ostatni raz ktoś prawie na nią nastąpił. Przywykła już do tego, że ciężko ją zauważyć.
– Nie powinnaś być w żłobku, mała? – zapytał znajomy głos. Koteczka odetchnęła z ulgą. To tylko jej starszy braciszek, ten wielki wojownik Klanu Klifu. Przynajmniej tak Szczaw zazwyczaj o sobie mówił. Wielki. Kotka miała wrażenie, że widziała kiedyś wyższego oe niego kocura, ale nie chciała sprawić bratu przykrości. Skoro tak o sobie mówił, to taki był. – Uciekasz ze żłobka, gdy mama śpi, tak?
– Ja pseplasam... – powiedziała, zawstydzona. Nawet dobrze nie wyszła, a już została złapana na gorącym uczynku. Nie próbowała nawet podnieść na ni go wzroku.
– Gdzie Zimorodek? – zapytał. Och, braciszek? Rosa chciałaby wiedzieć, jednak na tym właśnie polegała gra w chowanego: na niewiedzy.
– Nie wiem... – powiedziała, grzebiąc łapką w ziemi. – Glamy w siowanego, ze Filletką i Kastankiem. Ja sukam – wyjaśniła, nadal nie podnosząc wzroku.
– Aha. – Kocur zastanowił się. Uch, wyglądało na to, że się wkopał. Skoro wiedział, że kociaki są poukrywane, to dobrze by było je znaleźć. Bez opieki mogą zrobić sobie krzywdę. Oczywiście co to było dla niego, wspaniałego Szczawiowego Liścia? – Cóż, w takim razie masz szczęście. Pomogę ci szukać.
– A to nie osustwo? – upewniła się szylkretowa koteczka.
– Nie, to moja droga jest spryt. Przyda ci się. No, chodź, znajdźmy ich, zanim mama wstanie. Może się martwić o ciebie i Zimorodka, a tego nie chcemy, prawda?
– Osywiście! – zawołała mała koteczka. Szczaw miał tylko nadzieję, że poukrywali się po obozie...

< Szczawiku? ;3 szukamy kociąt uwu > 

Od Rosy C.D Meszka

Berberys zareagowała szybko, zrywając to i rzucając się za synem. Chwyciła rozhisteryzowanego malucha za kark i pociągnęła w górę. Meszek zaczął wierzgać i złościć się okropnie, wciąż płacząc. Rosa martwiła się, czy nie uszkodzi w ten sposób zębów mamusi, albo czy ona przypadkiem nie zrobi krzywdy jemu. W to drugie jednak wątpiła. To mamusia, na pewno wiedziała, co robi!
– PUSCAJ! PUSCAJ! AAAA! – Kocur zdawał się z każdym zdaniem krzyczeć coraz głośniej. Rosa położyła uszka po sobie, przestraszona. Nie lubiła, kiedy braciszek wpadał w histerię i krzyczał. 
Berberys trzymała kociaka w górze tak długo, aż ten nie uspokoił się i nie przestał wierzgać. W międzyczasie ten obraził rykoszetem chyba każdą istotę, jaka tylko była w zasięgu jego wzroku, również i Rosę. 
Berberys odstawiła pociągającego nosem kocurka na ziemię.
– Och, Meszku... – westchnęła. Ten jednak, korzystając z chwili jej nieuwagi, wybrnął przed siebie, jakby tylko czekał, aż kocica odłoży go na ziemię. Tym razem Berberys nie zareagowała już tak szybko. – Meszku! – zdążyła zawołać. Na szczęście w tej samej chwili do legowiska weszła Daliowa Łapa, dzierżąc młodszego brata w pysku.
– Mały kryminalista... – burknęła, kładąc go na ziemię i słuchając, jak ten non stop ją obraża.
– Jest dość... Trudny – stwierdziła smutno Berberys. – Ale jestem pewna, że z tego wyrośnie. 
Rosa w tym czasie podniosła się z miejsca i niepewnym krokiem podeszła do kocurka, który najwidoczniej zaprzestał próby ucieczki. Położyła się obok niego, kładąc głowę na jego szyi. Ten odskoczył jak szalony.
– Gupia! Co ty niby lobis? Spadaj! – zaczął krzyczeć.
– Ściałam cię pociesyć... – powiedziała, spuszczając wzrok na własne łapy. Czyżby zrobiła coś złego? 

< Meszku? > 

04 sierpnia 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

O nie! Znowu to. Ona tak strasznie, okropnie nie lubiła gryźć! 
– Baldzo pana pseplasam... – powiedziała zawstydzona. Rozdziawiła szeroko pyszczek, aby go ugryźć, coś ją jednak zatrzymało. Kocur podniósł jej brata za kark, nie zważając na fakt, że ten wierzgał i szalał. Spojrzał na Rosę dość krytycznym wzrokiem i wskazał jej głową, aby poszła za nim. Malutka westchnęła i ruszyła za kocurem do obozu, gdzie dopadła ich zatroskana Berberys.
– Moje maluchy! – zawołała, dobiegając do Wężowego Grzbietu. – Cały poranek ich szukam! Och, gdzie były, Węgorzowy Grzbiecie?
Węgorz odłożył Zimorodka na ziemię.
– Omal nie skończyły, skacząc z klifu. Oberwałem od nich z kamienia, no i próbowały mnie pogryźć! Lepiej ich pilnuj, Berberysowa Bryzo – zdał zastępczyni raport, na koniec nadymając policzki. Szylkretka spojrzała z niedowierzeniem na dwójkę swoich pociech. Rosa spuściła uszka po sobie i wbiła wzrok w ziemię. Nie wyglądało to za dobrze.
– My tylgo ścieliśmy losweselić chmulki! – zaprotestował Zimorodek, broniąc siebie i siostry. – Płakały od samego lana. Ścieliśmy dać im kamycki!
Berberys pokręciła głową, widać było, że zmęczona. A przecież dzień się dopiero zaczął.
– Do kociarni – rozkazała, wbijając spojrzenie najpierw w kocura, potem w kotkę. – Już. Przez najbliższy czas za szybko jej nie opuścicie. Co wy sobie myśleliście? Zresztą, na pewno zmarzliście... – Pokierowała swoje kroki do kociarni, gdzie czekał na nich Meszek, pilnowany przez Szczawiowy Liść. Ten pierwszy bardzo się ucieszył słysząc o karze dla rodzeństwa. W końcu "tym gupkom sie nalesy, dobse by było, jakby stechli". (On też otrzymał pogadankę za swoje odzywki, co już tak bardzo go nie ucieszyło.)

<Zimorodku?> 

03 sierpnia 2020

od Rosy C.D Zimorodka

Jeśli być szczerym, była troszkę przestraszona. Mama na pewno nie będzie zadowolona, jeśli się dowie, co teraz robią, a Rosa nie znosiła sprawiać jej problemu. Jak jednak mogłaby odmówić bratu wspólnej przygody? Nie chciała, aby było mu przykro. Zresztą, martwiłaby się o niego, jeśli poszedłby sam. Kto wie, co mogło go spotkać?
Co prawda, z nią nie był wcale wiele bezpieczniejszy, ale to nie miało znaczenia. Widziała, co się z nim dzieje i to było dla niej ważne. 
– Widzis to, co ja? Czemu chmulki płaczą? – zapytał zaskoczony kocurek, unosząc główkę, aby spojrzeć na niebo. Rosa również podniosła kremowo-liliowy łebek i spojrzała w górę. Nigdy nie widziała niczego podobnego i bardzo ją to zaniepokoiło. No bo... Co to miało znaczyć? 
– Mose jes im psikro? – rzuciła cichutko, podchodząc bliżej brata. – Simorodku! Musimy losweselić chmulki! – zawołała, zaraz jednak zdała sobie sprawę, że zabrzmiało to nazbyt władczo. – Snaczy... Jeśli fcesz – dodała zawstydzona, owijając swój ogon wokół łap. Zimorodek spojrzał na nią z pełną powagą w oczach.
– No pefnie! – potwierdził, po czym ruszył przed siebie, sam nie wiedząc, dokąd. – Choć. Posukamy cegoś, aby je losweselić 
Rosa kiwnęła główką i ruszyła za braciszkiem. Wyszli z obozu, rozglądając się uważnie. Płacz chmurek był chłodny, przez co Rosa drżała od czasu do czasu. To zdecydowanie nie była dobra ppgoda na wyprawę, jednak dwójka kociąt była bardzo zdeterminowana.
– Co lubią chmulki? – zamyśliła się koteczka, rozglądając się po otoczeniu.
– Mosemy dać im piólka. O, albo kamycki! Kamycki będzie łatwiej znaleść. – Zimorodek od razu wyszedł z paroma pomysłami, a Rosa pomyślała sobie, że ma bardzo mądrego braciszka.
– Ale jag je im damy? – zmartwiła się. Zimorodek wzruszył ramionami.
– Wymyślimy coś potem. No choć, posbierajmy takie łatne! 

< Zimorodku? :3 > 

Od Rosy C.D Meszka

Kotce zrobiło się przykro. Mimo, że nie znała ojca osobiście, dla niej to właśnie on był największym bohaterem. Kochała go i nie mogła się doczekać jego powrotu. A była pewna, że wróci. Wierzyła w to całym swoim malutkim serduszkiem.
– Tata jes bohatelem – zaprotestowała, marszcząc przy tym nosem. Meszek mógł sobie być gburowaty, ale nie powinien obrażać ich rodziny! Że mu nie wstyd.
– Ha! – Kocurek wręcz zapiał, słysząc jej słowa. – Mse dla takiej maej, gupiej kotki, jak ty. Dla mnie to zwyky myzi mósdżek. 
Rosa poczuła, jak jej oczka szklą się. Czemu bez przerwy nazywał ją głupią? Naprawdę aż tak brakowało jej rozumu? 
– N-ne jeztem gupia – zaprotestowała, a raczej spróbowała. Brzmiało to bowiem bardziej, jak jęknięcie.
– Kulwa, jakie to ulocze, że tak gupia istotka jak ty mosze jesce zapszecać. Jezteś gupia. Jag wsyskie baby. 
– Meszku, skończ natychmiast. I uważaj na słowa. – Berberys miała najwidoczniej dosyć słuchania wywodów syna, gdyż posłała mu rozleźlone spojrzenie. Kolejne. Niebieski w dalszym ciągu robił wrażenie, jakby złość matki zwisała mu i powiewała. 
– Co s tym bohatelem? – zapytał tylko, spoglądając na nią tak, jakby jej obowiązkiem było zabawić go historią. Szylkretka westchnęła ciężko.
– Nie sądzę, abyś na to zasłużył – oznajmiła jedynie. To tylko zdenerwowała pomarańczoowokiego. Rosa położyła uszka po sobie, spodziewając się jatki.

<Braciszku? Wybacz długość uwu> 

02 sierpnia 2020

od Rosy C.D Zimorodka

Co tu robić, co robić! Mama uczyła ją, że nie ładnie jest gryźć i być niemiłą dla innych kotów. Ale braciszek... On potrzebował wsparcia! Co byłaby z niej za siostrzyczka, nie udzielając go mu? Westchnęła ciężko, po czym spojrzała na wyraźnie zaskoczonego kocura.
– Baldzo pana pseplasam – wysepleniła, a następnie podeszła do niego i niepewnie ugryzła go w stopę. Ciężko było powiedzieć, jak smakowała. Głównie czuła futro, trochę piachu. Była dość twarda, jednak to pewnie dlatego, że ząbki koteczki jeszcze nie były powodem do chwały. Bluszczowy Poranek zaczął delikatnie poruszać łapami, próbując się oswobodzić.
– Ej, ej, przestańcie, no już... Skończcie! – W jego głosie słychać było niezadowolenie. Rosa, jak na zawołanie, zaprzestała ataku. W końcu skoro obcy kocur o to prosił, to trzeba wykonać jego prośbę.
– Nie, Losa, glyś! – usłyszała braciszka, który niezaprzestawał ataku. Wydawało mu się, że ma nad "przeciwnikiem" przewagę, prawda jednak była taka, że Bluszcz nie chciał mu zrobić krzywdy.
Szylkretka westchnęła cicho.
– B-baldzo pseplasam. – I znowu wgryzła się w jego stopę. Jeśli miała wybierać między Zimorodkiem, a tym wielkim kocurem, to przecież oczywiste, że wybierze Zimorodka. Nie przyszło jej nawet do głowy, że mogłaby sama zdecydować, co robić w takiej sytuacji. Skoro ktoś jej coś kazał, jej obowiązkiem było go posłuchać i być grzeczną. Nawet, jeśli to wiązało się z gryzieniem po łapach.
– Ej! Dajcie spokój! Berberys!
Słysząc imię rodzicielki oba kociaki stanęły dęba i puściły nieszczęśnika. Maluchy nie były takie zaraz głupiutkie i wiedziały, że kocur zamierza poskarżyć na nie mamie, która w tej chwili wstaje i wychodzi z legowiska. Rosa przełknęła ślinę.
– I co teraz? – zapytała cichutko Zimordka. Ten nagle rozpromienił się. 
– W nogi! – krzyknął, wystrzeliwując przed siebie. Koteczka niewiele myśląc zrobiła to samo. Wszystko, byleby nie wykład od mamy!

< Zimorodku?> 

30 lipca 2020

Od Rosy C.D Zimorodka

Kotka wychyliła się zza większego od siebie braciszka i spojrzała na rodzicielkę. Strażnik światłości? Nieee. Jak dla niej na takiego nie wyglądała.
– O cym ty mówis? Dla mnie mama wygląda jak mama – oznajmiła naiwnie. Kocurek pokręcił głową.
– Nie wasne, jak wygląda! Nie psepuści nas! – podkreślił. Ach, więc to jest problem! No tak, jest dość... Problematyczny. Rosa rozejrzała się po żłobku, szukając jakiegoś rozwiązania. Meszek ucichł na chwilę, więc uwaga rodzicielki skupiona była teraz na nich... Ale gdyby tak...
– Może Mesek nam pomose? – zaproponowała, uśmiechając się lekko. – Wies, on robi duuuzio hałasu. Mama skupi się na nim.
Zimorodek spojrzał na swoją mniejszą, naiwną siostrę. Iskierki w jego oczach wskazywały jednak na to, że jest on równie naiwnym, co ona. Podskoczył radośnie. 
– O, tak! Mesek nam pomose. – I jakby nigdy nic ruszył w kierunku najstarszego z miotu, uśmiechając się przy tym. Rosa poszła za nim, ciekawa tego, co powie niebieski kocurek.
– Ej! Mesku! – zawolał. Pomarańczowe, wypełnione nienawiścią oczy zwróciły się na niego.
– Czego fhcesz, ośli sadzie... – warknął na brata wspomniany kocur. Zimorodek nie wydał się jednak zrażony.
– Zlobis głośno? – zapytał, uśmiechając się szeroko. Rosa stanęła obok brata, trochę niepewnie.
– Plosimy! – dodała. Ten spojrzał na ową dwójkę, jakby się z choinki urwali.
– A sami sobie lóbcie głośno! Won mi stąd! – krzyknął na nich, jeżąc się na całym futerku. Rosa skuliła się, przestraszona. Może to nie był taki zaraz super pomysł...

< Zimorodku? Wybacz gniota> 

29 lipca 2020

Od Rosy

W kociarni nigdy nie było cicho. Jeśli Firletka, Srebrny i Kasztanek nie robili hałasu zabawą, to robił to Meszek. Och tak, nawet, jeśli kocur niedawno wyszedł z łona matki, nie dawał pozostałym maluchom o sobie zapomnieć. Właśnie sepleniąc awanturował się z Berberys, która właściwie nie tyle się z nim kłóciła, co próbowała uciszyć malucha. Rosa schowała się za ogonem matki, wierząc, że to miejsce najdalsze i najbezpieczniejsze od niepotrzebnej afery. Nie lubiła, kiedy jej braciszek złościł się z byle powodu, a tak właśnie było i tym razem. Właściwie, to nie miała pojęcia, o co poszło i nie wiedziała, czy chce to wiedzieć. Najważniejsze było, aby w końcu zrobiło się cicho. Gdyby był tutaj tatuś, którego ta nigdy nie poznała, na pewno umiałby zrobić tak, aby było cicho. Nie, żeby narzekała na mamusię, bo ta też była wspaniała. Malutka położyła uszy po sobie i zakryła je łapkami, gdy nagle coś wsunęło pysk do jej kryjówki. Niemalże podskoczyła, widząc niebiesko-białego kocurka, jej kolejnego braciszka.
– Simorodku? Co ty lobisz? – zapytała zdziwiona. Kocur uśmiechnął się szeroko.
– Mam cię! Wyglałem! – zawołał, dość głośno. Na tyle głośno, że mógłby zdradzić jej kryjówkę, co ją zaniepokoiło. Oczywiście nie wzięła pod uwagę, że jej ukrycie zdradzał już fakt wystającego z niej tyłka młodego kocurka.
– Co? Co wyglałeś? – Zdziwiła się. Nie przypominała sobie, aby w ogóle w coś grali.
– To nie bawiliśmy się w chowanego? – W jego głosie usłyszała zawiedzenie i wiedziała, po prostu wiedziała, że musi potwierdzić jego teorię. Przecież nie chciała, aby było mu przykro, nawet, jeśli coś sobie dopowiedział. Zresztą, zabawa w chowanego brzmiała jak pretekst, aby opuścić kociarnię, a jej się to bardzo podobało. Skupi się na czymś innym, mniej strasznym, w bardziej cichym miejscu. Idealnie.
– Bawimy! A ty mnie znalazłeś. Więc, telaz ja szukam, no nie? – Uśmiechnęła się szeroko do braciszka, chcąc zachęcić go do schowania się przed nią.

<Zimorodku? Wybacz, że tak króciutko>