– Nie powinnaś być w żłobku, mała? – zapytał znajomy głos. Koteczka odetchnęła z ulgą. To tylko jej starszy braciszek, ten wielki wojownik Klanu Klifu. Przynajmniej tak Szczaw zazwyczaj o sobie mówił. Wielki. Kotka miała wrażenie, że widziała kiedyś wyższego oe niego kocura, ale nie chciała sprawić bratu przykrości. Skoro tak o sobie mówił, to taki był. – Uciekasz ze żłobka, gdy mama śpi, tak?
– Ja pseplasam... – powiedziała, zawstydzona. Nawet dobrze nie wyszła, a już została złapana na gorącym uczynku. Nie próbowała nawet podnieść na ni go wzroku.
– Gdzie Zimorodek? – zapytał. Och, braciszek? Rosa chciałaby wiedzieć, jednak na tym właśnie polegała gra w chowanego: na niewiedzy.
– Nie wiem... – powiedziała, grzebiąc łapką w ziemi. – Glamy w siowanego, ze Filletką i Kastankiem. Ja sukam – wyjaśniła, nadal nie podnosząc wzroku.
– Aha. – Kocur zastanowił się. Uch, wyglądało na to, że się wkopał. Skoro wiedział, że kociaki są poukrywane, to dobrze by było je znaleźć. Bez opieki mogą zrobić sobie krzywdę. Oczywiście co to było dla niego, wspaniałego Szczawiowego Liścia? – Cóż, w takim razie masz szczęście. Pomogę ci szukać.
– A to nie osustwo? – upewniła się szylkretowa koteczka.
– Nie, to moja droga jest spryt. Przyda ci się. No, chodź, znajdźmy ich, zanim mama wstanie. Może się martwić o ciebie i Zimorodka, a tego nie chcemy, prawda?
– Osywiście! – zawołała mała koteczka. Szczaw miał tylko nadzieję, że poukrywali się po obozie...
< Szczawiku? ;3 szukamy kociąt uwu >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz