— Niby nic, tylko widzisz... Próbuję tylko być miły. Chyba nie chciałabyś, żeby Pstrągowa Gwiazda znalazła cię poza żłobkiem i zjadła, co?
— Zja-Zjadła...? — Mgiełka nie spodziewała się takich słów ze strony starszego kota. Czyli nie dość, że dorosłe koty jedzą niewinne zwierzątka, jedzą też kociaki? Poczuła, jak jej łapki z coraz większą trudnością utrzymują jej małe ciałko. Jednak nie mogła tego pokazać, nie temu kotu. Nie może jej traktować jak głupią i strachliwą kulkę. - Nikogo się nie boję!
— I słusznie. — Kremowy uczeń przysiadł na ziemi. — Tylko żartowałem, Pstrągowa Gwiazda ma charakterek, ale nie jest jakimś kociakożercą. — Kotka poczuła niejaką ulgę, ale mimo wszystko postanowiła mieć się na baczności. Musiała odnaleźć tą całą Pstrągową Gwiazdę i przemówić jej do rozumu, bo z jakichś powodów jej rozmówca stwierdził, że mogłaby go zjeść. Nie obchodziło ją to, że potem wszystkiemu zaprzeczył, słowa już padły. — Jestem Łososiowa Łapa, a ty? Co robisz poza żłobkiem?
— Jestem Mgiełka i chciałam zobacyc ten kwiatek — wskazała łapką w kierunku roślinki — cym on jest?
— Kwiatkiem, medycy się o tym uczą — Łososiowa Łapa strzepnął ogonem, a oczy Mgiełki, gdyby mogły, zaczęłyby przypominać gwiazdki.
— Ja chcę byc medykiem! — koteczka aż podskoczyła w miejscu - A ty jestes wojownikiem?
— Nie, jestem uczniem, a ty chyba powinnaś wracać już do żłobka — Mgiełce nie mieściło się w główce, jak to ten kot był uczniem? Przecież miał dwa słowa w imieniu, jak wojownicy, ale teraz nie to było najważniejsze. Chciał, by kotka wróciła do kociarni, na co nie mogła pozwolić. Jak on śmiał? Co sobie myślał?
— Jesce nie! Zaplować mnie do tej Pstągowej Gwiazdy albo do medyka! — podniosła głos, by ten zabrzmiał tak groźnie, jak głos rodzicielek w kociarni, gdy ich dzieci są niegrzeczne. Jednak to nie zrobiło wrażenia na kocurze. Mgiełka nie chciała ryzykować, że go rozzłościła. Tego skutkiem byłby gwałtowny i nieubłagany powrót do żłobka, więc nie chcąc takiego obrotu spraw, postanowiła coś, czego nawet ona się nie spodziewała - Belek - krzyknęła i pacnęła łapką w ogonek Łososiowej Łapy, uciekając jak najdalej od kremowego. Nigdy nie bawiła się w tę zabawę, ale teraz postanowiła zrobić wyjątek. Tylko tak mogła ochronić swój zadek przed szybkim powrotem do składowni głupich kociaków. Nie raz widziała, jak te bawiły się w ten sposób, co w tej chwili okazało się zbawienne. Teraz wystarczyło tylko znaleźć prawdopodobnie kociożerną kotkę lub tego całego medyka, tylko gdzie ich szukać?
<Łososiowa Łapo? Bawisz się? C;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz