- Na pewno nie chces się bawic? Pac, jakiego mam kamycka - Szronek lekko popchnął łapką malutki kamień w kierunku Mgiełki. Kotka chwilkę trwała w zadumie, ale ostatecznie odepchnęła w kierunku brata zabawkę.
- Ale nie mysl sobie, ze tak bendzie zawse - uśmiechnęła się do samca i przykryła łapki ogonkiem. Chociaż raz chyba może zrobić mu tę przyjemność, nie? Szronek wydawał się zadowolony z decyzji małej i po chwili oboje przerzucali kamyczka między sobą przy wyjściu z kociarni.
- Myslis, ze co to jest to zgomadzenie? - Koteczka przesiadując całymi dniami przy wyjściu ze żłobka, wiedziała o tym, że dzisiaj koty wyruszyły na niejakie zgromadzenie. Było ich dość dużo i jakby nie patrzeć obóz Klanu Nocy nie był chroniony tak dobrze, jak zazwyczaj.
- Zglo... Zgomalenie?
- Nie Zgomalenie! Zgomadzenie! - Z oburzenia zadrgały Mgiełce wąsiki. Po ilości kotów wnioskowała, że to całe zgromadzenie ma niemałą wartość. Jak jej brat mógł tak zniekształcić nazwę tak ważnego wydarzenia?
- Ale co to?
- Wlasnie cię o to zapytalam...
- To ne wiem - zamknął temat, a Mgiełka pogrążyła się w myślach - ej! Co ty lobis? Kamycek wyleciał ze złobka! - Nagle usłyszała głos braciaka. Spojrzała na kamyczek, który znajdował się dość daleko od kociarni. Na samą myśl, że to jej wina, przeźroczysta ciecz chciała wydostać się z jej żółtych ocząt. Zamknęła je, uspokajając się. Jej brat nie może wiedzieć, że to ją rusza.
- To po niego ić!
- Ale to twoja wina!
- No i co z tego. - brat nie będzie nią pomiatał, nie pokaże mu, że ją to boli. Jak nie pójdzie po kamień, to nie będą się bawić, proste.
Po chwili Mgiełka dostrzegła niewielki ruch kamyczka, który przed chwilą przecież nawet nie drgnął w ich stronę.
- Pac! Kamien się rusa! - wskazała łapką na zabawkę, ale braciak nie zdążył go dostrzec, bo do obozu wleciały inne koty. Po ich wyrazach pyszczków można było spodziewać się, że nie są przyjaźnie nastawione. Do tego do noska Mgiełki doleciał bardzo nieprzyjemny zapach. Inny niż kotów z jej klanu. Co one chciały w ich obozie? Nie mają swojego? Przyszły ich pożreć? Może ten uczeń jak on miał... Łososiowa Łapa się pomylił i to nie Pstrągowa Gwiazda zjadała kociaki, ale właśnie te koty! Na samą myśl, nie była w stanie powstrzymać łez, cisnących się do jej ocząt.
- Bla-Blacisku! - Mogli się kłócić, ale to właśnie Szronek zyskiwał jedno z największych uznań koteczki, przez co teraz siedziała skulona za plecami braciszka - on-ni psysli nas zje-zjesc!
- J-jak to zj-zjesc!? - Mgiełka widząc, że ten też ma zaszklone oczka, wtuliła się jeszcze bardziej w sierść brata.
- Do ma-amy! - krzyknęła i biegiem puściła się w kierunku rodzicielki. Razem z bratem zostali otoczeni dużym ogonem Obłoku, przez co Mgiełka czuła się nieco bezpieczniej. Jednak ten fakt nie zagłuszał odgłosów walki i stękających z bólu kotów na zewnątrz kociarni. Czarna zakryła swoje uszka łapkami, cicho łkając. Chciała pomóc tym wszystkim kotom, żeby tak nie cierpiały. Nie mogła znieść tych potwornych odgłosów. Jednak nie to było najgorsze. Przed jej oczkami a dokładnie przed ogonem mamusi pojawił się znienawidzony przez małą cień. Nie, tylko nie teraz. "Jesteś takim słabym kociakiem, nie pomożesz im. Tylko posłuchaj... ta walka to pieśń dla moich uszu, czyż to nie jest piękne?" Mgiełka w obecnej chwili nie miała siły ani ochoty prowadzić żadnych konwersacji z tą tajemniczą istotą.
- Odeeeeeejdz! Zostaw mnieeee! - zamknęła oczka i rozpłakała się tak, jak jeszcze nigdy. Piszczała i płakała na zmianę. Zaniepokojony jej zachowaniem braciak, skulił się jeszcze bardziej, a mama zaczęła lizać ją po zmierzwionym futerku. Dawało jej to niejakie ukojenie. Czuła, że nie jest w tym sama. Cień czy mu się to podobało, czy nie, nie mógł jej tutaj dopaść. Powoli zaczynała dochodzić do siebie, gdy do żłobka wparował jeden z tych kotów o dziwnym zapachu. Rozmawiał chwilę z mamą, ale kotka nie słuchała tej konwersacji. Chciała po prostu, żeby to wszystko się skończyło. Kot wyszedł, ale w powietrzu czuć było kolejny dziwny zapach... coś, co podchodziło pod tęsknotę? Mgiełka postanowiła się tym nie zadręczać i wtuliła się jeszcze bardziej w futerko Obłoku.
Niedługo potem, dziwne koty jak gdyby nigdy nic, opuściły obóz Klanu Nocy. Nastąpiło niemałe zamieszanie. Mgiełka wiedziała, że gdyby była już uczniem medyka, właśnie pomagałaby rannym kotom. Możliwe, że nie zaznałaby spokoju nawet do nocy. Teraz utrzymywanie kotów przy życiu nie było jej zadaniem, z czego w pewien sposób się cieszyła. Chciała pomagać rannym, nawet bardzo, ale teraz czuła się tak zmęczona tymi emocjami, że myślała tylko o spaniu. Pragnęła zasnąć w bezpiecznym futerku rodzicielki, tylko czy po tych wszystkich odgłosach jej się uda? I co z jej tatą, czy nic mu nie grozi? Z tą myślą zamknęła oczka i, mimo że jej strach sięgał granicy, zmęczenie wygrało i po chwili jej ciało zapadło w upragniony sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz