Kotka westchnęła i wzięła ptaka w pysk i ruszyła z powrotem do obozu. Kiedy już się tam znalazła, skierowała się w stronę Buku.
Większość kociaków opuściła już to miejsce, w tym jej ulubiony rozbójnik Wąsik. Wąsata Łapa. Różane Pole za to trafiła tu znowu, z trójką kociąt o niebieskawych futrach. Nie licząc Dymka, on był czarny. Ciekawił ją za to zawsze ten bury ze śmiesznymi uszami. Bluszcz, chyba miał na imię Bluszcz. Czy tam Paproć. Ponoć znaleźli go na terenach Klanu Wilka, ale nie wiadomo, czy nie skończy się jako porwanie dziecka kota z jakieś bandy samotników. Cicho modliła się do Klanu Gwiazdy, żeby chronili przed tym klan.
***
Wstała, zanim jeszcze słońce zaczęło wschodzić i zaczęła rozmyślać, bo przecież każdy normalny kot wstaje jak najwcześniej i myśli o wszystkim i o niczym. Kiedy już wypatrzyła mentora, wstała i do niego podeszła.
- Przykro mi, lecz dzisiaj mam już siłę, więc trenujemy walkę - Na pysku kocura zagościł uśmiech. Odwracając się, kiwnął jej głową, żeby szła za nim - Białe Pnie.
Po chwili dotarli do miejsca, gdzie mentorzy torturują uczniów. Szary kocur ustawił się kilka kroków dalej od kotki i dał jej sygnał, żeby stała tam, gdzie jest.
- Więc -zaczął, chrząkając cicho -Najpierw jest podstawowy ruch łapą, musisz znać. Tak samo z kopnięciem.-Zademonstrował.-Żeby jeszcze bardziej go pomęczyć, możesz skoczyć mu na plecy albo kopać w brzuch.