BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatusiowa Drzemeczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatusiowa Drzemeczka. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2023

Od Kwiatusiowej Drzemeczki

 Miała wrażenie, że im bardziej oddalała się od obozu, tym bardziej zdenerwowana się robiła. 
Nienawidziła jej! Nienawidziła! Czemu nie zdechła przy porodzie! Wolałaby być sama z siostrami i tatą!
Czemu on z nią był, gdy ona tak go traktowała!
Musiała z nim o tym porozmawiać. Zaproponować, by się rozeszli. Tata nie zasługiwał na takie traktowanie, taką pogardę, z jaką traktowała go Aksamitna Gwiazdeczka. Nie wspominając tego, jak wyzywała go, mówiąc, że był złym tatą, gdy nie widziała własnych błędów i wciąż, wciąż je pogłębiała. Jeszcze będzie ją, ją, zdecydowanie mądrzejszą, wyzywać!
Nie chciała wracać do obozu. Naprawdę zamierzała czekać na tatę na granicy, tak długo, jak będzie to konieczne. 
Warcząc do samej siebie, usiadła blisko linii zapachu, mocnym spojrzeniem obserwując otoczenie za śladami jego nadejścia.
Na drzewach zaczynały kwitnąć maleńkie pączki, które niedługo będą kwiatkami. Normalnie uznałaby to za urocze, ale teraz tylko przejechała po nich spojrzeniem. 
Z tyłu rozległ się szelest, który zignorowała. 
* * *
Na chwilę udało jej się wyrwać z błogiej nieświadomości. Nic jednak nie widziała, w uszach słyszała tylko szum. Było jej tak okropnie zimno… 
Ciemne plamy przed oczami zawirowały wraz z uczuciem opadania i okropnym bólem przeszywającym jej ciało. Nie wytrzymała długo. Gdy jej ciężar znów przesunął ją małą długość w dół, wszystkie jej mięśnie odpuściły i znów trafiła w błogą ciemność.

Od Kwiatuszka(Kwiatusiowej Drzemeczki) CD. Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka)

 
— Mówiłem ci. Wybierzemy się na wycieczkę, gdy osiągniesz piąty księżyc przed twoim mianowaniem na ucznia. Jeżeli ci się nudzi pobaw się z siostrami. A jak nie... To mogę powozić cię na baranach. Chcesz?
Oczy jej się zaświeciły. Nie była to sprawka łez, które już szykowała w reakcji na to, że znów zatrzymano ją przed przygodą.
— Chcę, chcę! — zapiszczała wysokim głosikiem, od razu próbując wejść na grzbiet taty, wplątując łapki w jego futro. Nie dawało to zamierzonego efektu, tylko zawisła, nie mogąc ruszyć się w żadną stronę. Wydała z siebie zawiedziony, dziecięcy syk. Na pomoc przyszedł jej duży pysk taty, który wyrwał ją z tej pułapki i posadził na grzbiecie.
— Łiiii! — pisnęła, prawdopodobnie wbijając mu małe pazurki w plecy. Zaraz cała reszta zauważyła okazję i głośno wyrażała chęć przejażdżki. Tata westchnął i wziął jedną z sióstr w pysk, w czasie gdy skwaszona Kwiatuszek cofnęła się, by zrobić im miejsce.
* * *
— Tato! — wydarła się do ucha śpiącego burego, który natychmiast poderwał głowę z ziemi.
— Co się dzieje, Kwiatuszku? 
Stanęła wyprostowana, dumna i z podniesionym ogonem.
— Obiecałeś mi wycieczkę! Mam już pięć księżyców! Chodźmy, chodźmy! — pociągnęła go, łapiąc w ząbki futro na łapie — Możemy iść poza obóz? Proszę! Ładnie proszę! Chcę zobaczyć klify! Obiecałeś! Wstawaj! 
Gdzieś pomiędzy potopem słów puściła sierść, by zacząć skakać z jednej strony na drugą, w zapraszającym do zabawy przykucu.

< Misiek? >

Od Kwiecistej Fantazji(Kwiatusiowej Drzemeczki) CD. Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki)

 Gdy się obudziła, było to gwałtowne i z dodatkiem przestraszonego, zdezorientowanego syknięcia. Nie widziała nic na oczy i dopiero po chwili ciemność odeszła, wraz z szumem w uszach, zostawiając jedynie ból głowy.
Nie była już u dziadka Szamana. Była u ich medyka, tuż obok dostrzegła tatę i gdzieś w tle Morskie Oko. Z jakiegoś strony widok burego przywołał łzy i chybotliwe wciągnięcie powietrza.
— Tato! — rzuciła się w jego stronę, choć bolały ją tylne łapy, jakby ktoś szurał nimi po ziemi i wtuliła pyskiem w futro, plącząc pazury w sierść, jak mały kociak.
Nie mogła mieć pewności dlaczego, bo dziadek był miły, ale gdy zaczynała odpływać, jakiś jej ukryty instynkt bił na alarm.
 I znów, nie wyczuwała tu śladów matki. Nie było jej tu, gdy czuła się źle.
***
Nie zwracała zbytnio uwagi na to, co działo się na zgromadzeniu czy w ich klanie. To znaczy, nie chciała zwracać, ale było ciężko. Jej nowe imię było jej wcześniej obojętne, ale wraz z usłyszanymi głosami była coraz bardziej mu niechętna. Wciąż czuła też żal do liderki. Podobno porzuciła ją śpiącą tuż po wejściu do obozu. Nigdy nie spytała jak się czuła. Nie przejęła się. Jak bardzo nie chciała kiedyś wierzyć w słowa Srokosza, te coraz bardziej potwierdzały się.
Dlatego też jej pysk zesztywniał, gdy tak podobna do niej kotka usiadła obok. Nie wspominając o tym, jak bardzo chciała odpocząć teraz sama.
— Ah Kwiatusiowa Drzemeczko, tak się staram, a oni dalej marudzą! Zaraz się jeszcze zarażę i też będę ciągle narzekać, straszne!
Ugryzła się w język, by nie zasugerować, że może mieli rację, narzekając. Że może to matka była głupia. Narzekała tylko na tatę, jakby to ona nie uprzykrzała im życia na każdym kroku. Oblizała podniebienie. Nie widziała taty od zgromadzenia i bała się, że ich porzucił. Przez głupotę Aksamitki. Powiedziała coś i nie wytrzymał. Chciała to usłyszeć, jakby tak było. Może po to, by móc zamachnąć się na nią łapą, wyżyć budującą się frustrację.
— A gdzie tata? Nie widziałam go od zgromadzenia.
— Poszedł po twoją ciocię.
— Jak to ciocię? Przecież... Mam już tu ciocię...
— Tamta jest inna. Fajniejsza. Jej się z pewnością spodoba to, co się u nas aktualnie dzieje! Na pewno ją polubisz. Lisiaczkowy Puszeczek to jednak rasowa zrzęda przy niej. O, jak już twój tatuś przyprowadzi Daglezje, to zaprosimy ją i pójdziemy jeszcze raz na obiad do twojego dziadka! Szkoda, że ostatnim razem nie wyszło… 
Powoli zamrugała, czując, jak coraz bardziej sztywnieją jej mięśnie, a sierść unosi się wzdłuż całej linii kręgosłupa.
— Kazałaś… Kazałaś mu odejść za tereny? Do obcych?
— Jakie odejść! — zaszczebiotała wesoło — Wróci, jak tylko złapie Daglezję!
Zacisnęła zęby tak mocno, że zabolały.
— A pomyślałaś, że może stać mu się krzywda?! — wrzasnęła z płaczem w głosie, zwracając uwagę większości, jak nie całego, obozu
 — Oj tam, nic mu nie nie stanie, nie bądź głupiutka! A nawet jeśli, zawsze macie mnie! Jestem dużo lepsza od Puszystego Niedźwiadka.
— Czy naprawdę jesteś aż tak- aż tak tępa! To daleko! On jest sam! — wstała, gwałtownie machając ogonem — Nie chcę zostać z tobą! Chcę tatę! Jeśli ktoś mógłby zginąć, to tylko ty! Należy ci się! — tknęła ją parokrotnie łapą, jakby chcąc dźgnąć bez wyciągania pazurów — Ciągle tylko go obrażasz! Nie interesuje cię nasze dobro! Porzucasz nas — coraz trudniej było jej wypowiadać słowa, za szybko oddychała, w emocjach zapomniała wszystkich rzeczy z listy "co wypomnieć matce", którą przygotowywała od księżyców, gdy Srokosz otwierał jej oczy na jej zachowanie. 
— Naprawdę nienawidzę cię. — syknęła — Idę czekać na tatę na granicy.
Wciąż wściekle machając ogonem, odeszła, rzucając kilka krzywych spojrzeń na gapiące się wciąż koty.


<Aksamitko?>

27 lipca 2023

Od Kwiecistej Fantazji (Kwiatusiowej Drzemeczki) CD. Aksamitnej Gwiazdy (Aksamitnej Gwiazdeczki) do Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka)

 — Dzień dobry panu — zbliżyła się kilka kroków, by być bliżej mamy, bo jednak nie była tak odważna, jak ona — Mówił... Niewiele. Tylko trochę. Że... Jest pan niemiły. — nagięła trochę słowa ojca, uznając, za byłoby niegrzecznie powiedzieć komuś, że jest groźny i miała nie słuchać się matki, by iść w odwiedziny. Co właśnie zrobiła. Tata byłby zły, więc nie chciała się przyznawać do tego w przyszłości.
Z pyska kocura nie znikał życzliwy uśmiech. Pochylił nieco łeb, aby być na poziomie jej oczu, ponieważ nieco nad nią górował. 
— Och? Ja niemiły? Skądże. Twój tata widzę, że wciąż żywi do mnie urazę... — westchnął smutno, zerkając na mamę. Trochę zrobiło jej się żal starszego kocura. — Cieszę się jednak, że jego partnerka jest rozsądniejsza. Chciałybyście mnie odwiedzić w mojej norze? Słynę z pysznych dań, których na pewno nigdy nie miałyście w pysku. A od dawna nie miałem gości... więc byłoby mi bardzo z tego powodu miło.
Aksamitka energicznie pokiwała głową, nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony córki, która spojrzała na nią za wskazówką.
— Oczywiście! — pisnęła. — Coś czułam, że pan biedny i samotny, więc na pewno chętnie zostaniemy. Ale nie na długo, bo teraz jestem liderką w klanie, więc mam duuużo obowiązków na głowie i muszę to potem ogarnąć.
— No proszę... Gratulacje — pochwalił, po czym skierował kroki przed siebie, prowadząc gdzieś obie kotki. 
— Zapraszam do środka. — Wskazał wejście do jamy, stając za nimi. Byli coraz dalej od swoich terenów, a zapach podrażnił jej nos.
Mama gwałtownie zatrzymała się, z szerzej otworzonymi oczami.
— Albo wiesz co? — mruknęła, zerkając na córkę. — Co ty na to, byś została chwilę sama z dziadkiem, a ja pójdę po tatę? Na pewno polepszy mu się humor, jak zobaczy, jak się dobrze dogadujemy. Szkoda, żeby też nie skosztował tych pyszności, które na pewno ma pan do zaoferowania — dodała, zerkając na Szamana.
Spojrzała kątem oka na uśmiechającego się wciąż przyjaźnie kocura, potem patrząc na matkę i kiwając jej głową na zgodę. Tata zawsze był dobrym wyborem, a głupio byłoby mówić mamie, że nie chciała, by wiedział. Jeszcze by mu powiedziała i by się bardziej zdenerwował.
Z zadowoleniem wymalowanym na pysku zostawiła córkę i ruszyła w stronę terenów Klanu Klifu.
Dziadek uśmiechnął się miło do wnuczki, po czym objął ją ogonem, wprowadzając do swojej jaskini. Było tu o dziwo przytulnie. Przypominało kotce bardziej nie norę samotnika, a legowisko medyka. Wonne zioła były posegregowane w kupki, a świeży zapach trawy miło rozchodził się po nosie. Kocur poprowadził ją na mech, który był świeży, czysty i miękki w dotyku. 
— Chciałabyś może pomóc mi wybrać zioła dla naszego dania?
— Zioła do zwierzyny? — zmarszczyła nosek — Nie znam się na tym, nic takiego u siebie nie robimy. Jeszcze bym coś zepsuła…
— Nie zepsujesz. Spójrz na te. — Pokazał jej pąk świeżego czegoś, zielonego i postrzępionego. — Powąchaj. Ładnie pachnie, prawda? — Następnie przejechał rośliną po futrze kotki, wplatając jej zioła w futerko. — Teraz będziesz pachnieć jak dziadek.
Zaśmiała się krótko, śledząc rośliny kątem oka.
— Tak, całkiem przyjemnie. Skąd to masz, dziadku? Może pokazałabym tacie jak będziemy w domu razem z jakąś zwierzyną, którą sama upoluję!
— Znajduje — rzekł zgodnie z prawdą. — Zwykle w ogrodach należących do Wyprostowanych. — Pochwycił szczypiorek, zaciągając się jego aromatycznym zapachem i jego także wplótł w sierść wnuczki. — A to majeranek. — Pokazał kolejną roślinę, która skończyła ponownie w jej sierści. — Ma intensywny zapach, ale komponuje się cudownie z potrawami.
— Wchodzisz do dwunożnych? — szeroko otworzyła oczy — Nie boisz się? Zabierzesz mnie kiedyś? Proszę! — zrobiła słodkie oczka
— Owszem wchodzę i nie, nie boje się. Zwykle robię to, gdy ich nie ma. Jeżeli twoi rodzice pozwolą, to chętnie cię tam zabiorę — zapewnił, a następnie skierował kroki do składziku, kładąc przed kotką masę roślin, które zaczął ładować do pyska myszy, faszerując ją, a następnie podając wnuczce. — Zjedz. Chętnie poznam twoją opinię czy smaczne.
Zgarnęła mysz do pyszczka, zaczynając ją ciamkać. Prawie ją wypluła na nieznaną teksturę roślinności, ale z grzeczności powstrzymała to i skończyła
— ... Dziwne. — przyznała — Nie mówię, że nie dobre! Tylko inne. — szybko się wytłumaczyła.
— Owszem. Inne. Mało kto docenia dobrą kuchnię — mruknął, zgarniając ziółka i tworząc z nich niby legowisko. Kwiatuszek poczuła zaraz dziwną senność, która z każdą chwilą ogarniała ją coraz bardziej. Chwilę próbowała rozbudzić się, rozmawiając z dziadkiem, ale główka coraz częściej jej opadała…

<Tato ratuj>

27 czerwca 2023

Od Kwiecistej Łapy (Kwiecistej Fantazji)

 *przed rezygnacją Grzyba, po wypadku Urdzika*
Treningi były frustrujące. Wcześniej uczyła się w miarę szybko, ale teraz, gdy doszła do pewnego poziomu, miała wrażenie, że jakąkolwiek wiedzę próbowałaby wcisnąć to głowy, nic nie mogła zapamiętać. Uczyła się, uczyła, chodziła na treningi z Białą Zamiecią, czasami Srokoszową Wzgardą i nic. Nie czuła się ani trochę lepsza. Wracała ze szkoleń zapłakana i zła na siebie. Mimo prób zachowania pozytywnego nastawienia, pewnego wieczoru pękła. Nawiedziła matkę w środku ataku brzydkiego płaczu, błagając, by porozmawiała ze wszystkimi, którymi było trzeba, żeby już ją mianowali. Aksamitna Chmurka o dziwo nie próbowała jej namawiać na kontynuację treningu, zabierając ją zaraz do Grzybowej Gwiazdy. Zarzuciła mu ogromną, przytłaczającą ilością słów, aż zawołał jej mentorkę i wszystko załatwili. Już następnego wieczora miała być wolnym, dorosłym wojownikiem z innymi obowiązkami. Miała nadzieję, że przy nich nie będzie czuła się tak głupia.
  A mimo to nie mogła spać w nocy, bo mimo czystej nienawiści, które żywiła do treningów, jakaś część niej miała wyrzuty do samej siebie. W głowie obracała słowa Srokosza. Czy tata będzie zawiedziony? Nie będzie jej więcej kochać? Wyrzeknie się jej? Miała gorsze momenty, gdy chciała biec do lidera, żeby jednak wszystko odwołać. Ale myśl o powrocie tam sprawiał, że bolał ją brzuszek.
Chwilę przed wszystkim przyszła do legowiska uczniów starsza szylkretka i dokładnie wymyła jej sierść, świergocząc o tym, jak cieszy się, że jej córka będzie wojownikiem. Wyszła też przed nią, by wmieszać się w mający się zaraz zebrać tłum kotów i skandować jej przyszłe imię.
Na dworze szalał deszcz, dublując jej niepokój. Czy pogoda mogła być przepowiednią?
Usłyszała sygnał wywoławczy i ruszyła z innymi pod niską półkę skalną, na której czekał Grzybowa Gwiazda. Był wyraźnie zmęczony i Kwiatuszek poczuła się źle, że musiał tu być przez nią.
— Kwiecista Łapo, wystąp. — nieśmiało weszła w środek kręgu. Serce dudniło jej w uszach. — Ja, Grzybowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Kwiecista Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Ten moment nadchodził. Chwilę milczała, ale przełknęła ciężko ślinę i otworzyła pysk, by wydobyć z niego słowa.
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Kwiecista Łapo, od tej pory będziesz znany jako Kwiecista Fantazja. Klan Gwiazdy cieni twoją otwartość i szczerość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
Kocur schylił się ze skałki i dotknął jej głowy, gdy ona wyciągnęła szyję, by dotknąć jego barku. W tle słyszała szum okrzyków jej nowego imienia. Wyodrębniła z niego głosy rodziców. Obojga. Czyli… tata chyba jej nie nienawidził! 
Czuła, jak ogromny ciężar opadł z jej serca. Większość niepewności wyparowała, więc w radosnych podskokach, pobiegła się do nich przytulić.
Zaraz jej pierwsze czuwanie i ceremonia dobiegnie końca wraz z pojawieniem się słońca!

[przyznano 5%]

Od Kwiecistej Łapy

 Nie rozumiała co się stało.
Podeszła do wujka, bo mama mówiła, że jest fajny. A on od początku był dla niej niemiły. Próbowała więc się z nim zaprzyjaźnić, żeby był sympatyczny jak mówiła mama. Ale okazało się, że kłamała, a kot ciągle uciekał, zmieniał tempo chodu, krzyczał. Musiała bardzo pędzić, by za nim nadążyć. Miała wrażenie, że jego energia była podobna do tej, którą miał Srokosz przy ich pierwszym treningu i że zaraz ją przypadkiem uderzy jak on. Aż w końcu kocur, będący kilka kroków przed nią, zniknął z grzechotem kamieni. Wcześniej zdążyła zauważyć przepaść i krzyknąć, by się zatrzymał, ale najwyraźniej nie usłyszał. Odruchowo wyciągnęła ku niemu łapę, ale jedynie dotknęła futra z jego ogona. Przechyliła się za bardzo i panicznie wyczuła, jak sama traci grunt pod łapami. Poleciała w dół, życie minęło jej przed oczami, lecz niespodziewanie uderzyła łapami w skałę. Lądowanie zabolało. Przez chwilę bała się wręcz ruszyć, w obawie, że coś sobie zrobiła. Ale na szczęście po ostrożnym, powolnym ruchu wszystkimi łapami, stwierdziła, że jedyna krew jaka z niej cieknie, to ta z pyska, bo ugryzła się przy lądowaniu. Ale chyba nie było to nic wielkiego.
Spojrzała testowo w dół, szybko tuląc się do ściany. Toń wody chyba nigdy nie była tak straszna. Nie widziała też ani śladu wujka.
— Tato? Mamo? — zawołała w górę z nadzieją, ale nikt nie odpowiedział. Nie spadła zbyt daleko, ale nie wydawało jej się, że dałaby radę wejść na górę. Szczególnie jak słabo czuła się w trzęsących łapach.
Próbowała nawoływać jeszcze jakiś czas, aż dławiła się łzami i zdarła sobie gardło. Wtedy położyła się, opierając policzek o zimną skałę. 
Zrobiło się już ciemno, zaczęło padać, a potem znowu wstało słońce. Była głodna i zmęczona, ledwo widziała na oczy i czasami miała wrażenie, że spada.
Nie znajdą jej. Może wcale nie szukają? Może Srokosz miał rację, że mama jej nie kocha. Jakby kochała, to już by tu była. Może zakazała tacie szukać?
Ledwo usłyszała znajomy rytm kroków. Nie chciała reagować, by znowu się nie zawieść; przez noc miała dużo razy wrażenie, że ktoś szedł, a to tylko drzewa i deszcz wydawały takie odgłosy. Szczególnie miała wrażenie, że słyszy mamę, wołała ją, ale nigdy się nie zjawiała. 
Ale mimo wszystko, zmusiła się, by podnieść głowę.
— Tato? — zawołała płaczliwie, szukając go spojrzeniem.

[przyznano 5%]

Od Kwiecistej Łapy

*przed rezygnacją Grzyba*
— To tutaj skończyłyśmy na dzisiaj.
Złote Kłosy były jej ulubionym miejscem do zabawy, to znaczy treningu skradania się i tropienia. I atakowania Białej Zamieci z zaskoczenia.
Było jej trochę żal, że miały już stąd odchodzić. Czas spędzony na treningu mijał szybko, ale że aż tak szybko? Miała wrażenie, że skończył się szybciej niż zwykle.
Ale namawianie nic by jej nie dało, więc westchnęła i pobiegła przodem ku obozowi.
— Hej, gdzie tak lecisz? 
Zatrzymała się wpół kroku i przechyliła głowę do tyłu, by spojrzeć na mentorkę. Zazwyczaj jej nie zatrzymywała, chyba, że za bardzo się oddaliła 
— Do obozu…?
Uśmiechnięta lekko kotka pokręciła głową i wskazała na pobliskie drzewa, do których jeszcze nie dotarły, ale były widoczne przez swoją wielkość.
— Ćwiczyłyśmy chodzenie po kamieniach, ale na drzewa też musisz się nauczyć wspinać. 
— Ooh. Jasne. — ruszyła truchtem ku pniom.
 Kierując się ku nim raczej podchodziła do tego lekceważąco, bo akurat wykorzystywanie ściany klifu było jedną z jej ulubionych czynności. Ale wspinanie się w pionie okazało się bardziej męczące, niż przypuszczała. Może dlatego, że nie mogła się na nich szybciej poruszać, a polegała jednak zazwyczaj na prędkości. Raz spadła wręcz Białej Zamieci na głowę i chwilę zajęło im zebranie się z ziemi.
Ale udało jej się nauczyć robić to w miarę sprawnie i wróciła do obozu z wysoko podniesionym ogonem.


[wchodzenie na drzewa]

[przyznano 10%]

11 czerwca 2023

Od Kwiecistej Łapy

 Po odejściu Srokoszowej Wzgardy nie mogła wypatrzeć kogoś innego do zaczepienia na zgromadzeniu, została więc gdzieś w okolicy, zamiast rozmowy, zaczynając patrzeć na gwiazdki. Nie wiedziała, ile tak siedziała, gdy nagle usłyszała głośne “Buuu!” tuż obok swojego ucha i drugie w tle. Przerażona, podskoczyła w miejscu, głośno sycząc i machając na najbliższą kotkę łapą.  
— Au! Nie znasz się na żartach, czy co? — czarno-biała uczennica odwróciła się do swojej… prawdopodobnie starszej siostry, w końcu różniły się tylko kolorem oczu — Kawcza Łapo, ona mnie bije!
— Hej, spokojnie! - zwróciła się do Kwiatuszka starsza, na co ta jeszcze bardziej się zjeżyła i gniewnie zmrużyła oczy. Ona ma być spokojna! To one na nią naskakują!
Po chwili dramatyzowania zielonooka zwróciła się z powrotem do niej.
— Jak masz na imię? Ja jestem Kawcza Łapa.
— Kwiecista Łapa. — zerkała to na jedną, to na drugą, wciąż trochę zmartwiona
— A ja Słoneczna Łapa! Jesteś z Klanu Klifu, prawda? Umiesz skakać wysoko? Wyżej ode mnie? — zaprezentowała swoje umiejętności. — Wiesz, że prawie zamieszkałam w Klanie Klifu? Ale ten paskudny niebieski wojownik mnie skrzyczał! 
Przerwała im jakaś dorosła wojowniczka, zabierając ze sobą starszą uczennicę. Czyli jednak… nie były spokrewnione? Śmiesznie.
— N-nie wiem, bo nie wiem, jak wysoko skaczesz. I nie znam żadnego niebieskiego wojownika, ale zapraszamy do nas, chyba? — przekrzywiła głowę
Słoneczna Łapa otworzyła szerzej ślepia.
— Naprawdę? Wasz lider nie miałby nic przeciwko? — dopytywała. — No wiesz, Wilczaki niezbyt za nami przepadają... — jęknęła zniesmaczona.
— Nie jestem pewna co do lidera, ale moja mama jest zastępczynią, mogę ją poprosić! Na pewno się zgodzi i nam pomoże!
Czarno-biała wydawała się nad czymś głęboko myśleć.
— Czekaj... — miauknęła, łapiąc się za łebek — Jesteś siostrą Ksieżycowej Łapy??
— Tak! Znacie się?
— Wcześniej ją straszyłam — zaśmiała się. — W sumie jesteście nawet podobne. — naprawdę? Wcale tak nie czuła, zawsze uważała, że jej najbliżej do Promyczka i one z Listek i Księżycek mogłyby być osobnym miotem — Ja z moim bratem wcale... Ja przypominam tatę, a on mamę. Ty za to też przypominasz swoją mamę... bo twoją mamą jest ta kotka, co kłóciła się z Mroczną Gwiazdą, prawda?
Przypomniała sobie, że liderzy istnieją i szybko tam spojrzała, stwierdzając zaraz, że nie dzieje się nic ciekawego.
— Chyba...? Nie wiem, nie patrzyłam na skałę, tyle się tu dzieje! Ale jesteśmy bardzo podobne, więc prawdopodobnie to była ona! Jestem do niej najbardziej podobna z rodzeństwa! — dumnie, usatysfakcjonowana, wyprostowała ogon.
Kotka westchnęła. 
— Ah, zazdroszczę. Nie może się ciebie wyrzec! — miauknęła wesoło. — Ja bym chciała mieć takie ładne kolorowe futerko jak ty. Moje jest takie nudne... — burknęła zrozpaczona.
— Aa, może masz jednokolorowe futro, ale myślę, że jesteś całkiem urocza jako całość!
Zachichotała cicho, sprawiając, że Kwiatuszkowi zrobiło się ciepło w serduszku.
— Myślisz? Może faktycznie masz rację. Na co dzień prezentuje się jeszcze lepiej. — lekko zawstydzona dotknęła łapą wodorostu. — To taka moda u Nocniaków, wiesz?
— Oh, naprawdę? Dziwne, nie widziałam żadnego z czymś takim. — przekrzywiła zaskoczona głowę.
Niedługo jednak klan musiał się zbierać, więc pożegnały się i ruszyły do swoich.

[przyznano 5%]

Od Kwiecistej Łapy CD. Srokoszowej Wzgardy

 Biała Zamieć zatrzymała się na polanie.
— Może być tutaj.
Nawet nie zaczęły treningu, gdy pyłki dorwały jej mentorkę, która szybko uciekła w dół klifu. Gdy zniknęła z pola widzenia, Kwiatuszek swoje oczy przekierowała kocura. Ten fuknął, spotykając się z nią spojrzeniem. 
— Czego się gapisz?
Przekrzywiła głowę.
— Czekam, aż pokażesz mi, jak się walczy! — stwierdziła, dziwiąc się, bo to chyba było oczywiste, skoro byli na jej treningu. Kocur natomiast prychnął, jakby wcale nie zamierzał tego robić. — Pokaż mi! Pokaż! Nie bądź taki! Biała Zamieć ci kazała!  — zaczęła doskakiwać i odskakiwać do niego, częściowo w zabawie, częściowo, by go sprowokować do ruchu, jak zrobiłaby to z rodzeństwem. Niebieski wydał z siebie przeciągłe warknięcie, machając zamaszyście ogonem na boki, w sygnale, który z jakiegoś powodu napawał ją niepokojem, ale nie wiedziała dlaczego.
— No to patrz. — i zamachnął się w jej stronę swoją gigantyczną łapą, akurat, gdy skakała ku niemu. Uderzenie wytrąciło ją z równowagi, obróciło głowę na stronę i z piskiem upadła na ziemię. Skomląc, położyła łapę na pysku. Na poduszkach wyczuła coś lepkiego i uniosła kończynę, by zobaczyć czerwoną ciecz. Policzek piekł ją i wydzielał więcej tego czegoś. Z oczu odruchowo poleciały jej łzy.
— To bolało! Nadal boli! — zakwiliła z wyrzutem — Na treningach chowa się pazury, nie wiesz o tym?! 

<Srokoszu?>

[przyznano 5%]

Od Kwiecistej Łapy

Zgromadzenie było zabawne, z tą ilością kotów! Ale było ich zdecydowanie za dużo, nie mogła się zdecydować, do którego podejść, dlatego krążyła, aż nie znalazła się przed Srokoszem.
— Cześć! — zawołała — Kiedy będziemy mieć następny trening? — podskoczyła tuż obok niego — Tylko tym razem musisz pamiętać, żeby schować pazury…
Mógł zranić ją przypadkiem, ale zmieniało faktu, że bolał ją wciąż pyszczek!
— Tak tak. — mruknął. — Nie męczy cię moja siostra...? — westchnął leniwie. 
Kocur się nagle ruszył i usiadł w innym miejscu, odwracając się do niej plecami.
— Cichosza albo twój ojciec się dowie, jak beznadziejnie walczysz.
Wzruszyła ramionami.
— Miałam dopiero kilka treningów, to oczywiste, że beznadziejnie walczę! Za to ty po tylu księżycach wciąż nie pamiętasz, żeby pazury chować! — znowu wypomniała, tupiąc łapką.
— Tak tak, przepraszam, już sza. — mruknął, zatykając pysk kotki własnym ogonem. Futro zatkało jej pyszczek tak, że przez chwilę się dusiła, wręcz dławiła na łaskoczącej długawej sierści. I nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku, przed oczami miała po chwili czarne plamki. Po chwili paniki zaczęła głęboko oddychać przez nos, ignorując gilgotanie na nim i trochę jej się polepszyło i w szumie rozmów mogła usłyszeć Srokosza oraz tatę.
— … mi? To dość ironiczne patrząc na twoją… To ja powinienem ci… Niedźwiedzia Siło. I mam do tego lepsze powody niż to, że twoje… Wiem o tobie więcej, niż myślisz. Wiem, do czego jesteś zdolny. Myślisz, że tak to ryzykowałbym… -wki zamiast… Grzybowej Gwieździe?
— Nie mam pojęcia, jaki masz w tym wszystkim cel, ale wiedz, że cię obserwuje 
Zamachnęła się łapkami, by ściągnąć ogon z pyska, gdy tata odszedł.
Spojrzał z zaciekawieniem na kocię.
— I jak wrażenia? — zamruczał z lekkim uśmiechem niebieski.
— Jakie wrażenia? — mrugnęła — Tatuś mówił, że cię obserwuje, a nawet mnie nie zauważył!
Kocur westchnął głośno.
— Widzisz, może mnie jednak bardziej lubi? 
Spojrzała na niego krzywo.
— Mee, wątpię, za brzydki jesteś.
Trzepnął ogonem, jakby powiedziała coś nieprawdziwego.
— Powiedziała pięknisia. Wyglądasz, jakby ci się gołąb zesrał na łeb. — prychnął na uczennice.
Zszokowana, nabrała powietrza.
— Teraz to ja mogę powiedzieć tacie, że jesteś dla mnie niemiły! — fuknęła, tupiąc łapką i odwracając się, by iść na skargę. Tata nie mógł odejść daleko, skoro przed chwilą tu był!
Złapał za ogon kotki i przyszpilił go do ziemi. 
— Nigdzie nie idziesz. — syknął na nią, cały najeżony, aż się przestraszyła. — Jeśli nie będziesz się mnie słuchać, sprawię, że twój tata wyleci z klanu, chcesz tego?
Spuściła uszy, kręcąc głową z szeroko otwartymi oczami. Nie chciała, żeby tata przez nią ich opuścił… 
— Dobrze. Widzisz, nie wymagam zbyt wiele. — mruknął, kładąc zjeżoną sierść. — Możemy sobie wzajemnie pomóc, ale nie waż się mnie szantażować. — dodał ciszej, patrząc na nią ostrymi oczami. Kiedy go szantażowała? O co mu chodziło? - nie rozumiała, ale wyczuła, że to nie czas na pytania. Ale mówił coś o wsparciu, a mama mówiła, nim ich opuściła ze żłobka, że trzeba go udzielać.
— ... jak pomóc?
— Mogę pomóc ci z treningiem. — zaproponował niemrawo. — Jestem lepszy od twojej matki i ojca w walce. Czy coś, co byś tam chciała... — wymamrotał, machając łapą znużony. — W zamian musisz mnie kryć... Szykuję wraz z rodzeństwem twojej matki coś na ich rocznicę. Są już dobre paręnaście księżyców razem. Impreza niespodzianka się uda jedynie, wtedy, kiedy nie przyłapią nas na przygotowaniach.
Oczy jej się zaświeciły.
— Niespodziankę dla rodziców mogę nawet pomóc bez treningów! — ucieszyła się, ale po chwili dodała — Ale nimi też nie pogardzę!
Napuszczył się z jakiegoś powodu.
— Idealnie. Wtajemniczę cię w szczegóły później, dobrze?
— Dobrze! Tylko nie zapomnij!
Posłał kotce ciepły uśmiech.
— Nie śmiałbym. — mruknął i ruszył w tłum kotów, znikając jej z oczu.
Ciekawsko rozejrzała się wokół, szukając czegoś nowego do spędzenia czasu.

[przyznano 20%]

06 czerwca 2023

Od Kwiecistej Łapy do Srokoszowej Wzgardy

Kwiecista Łapa czekała pod legowiskiem uczniów na mentorkę. To był ich trzeci trening i wciąż miała jej za złe to, że trafiła na nią, zamiast na Niedźwiedzią Siłę. 
Dlatego, gdy ta się spóźniała, machnęła ogonem i z wysoko podniesioną głową zaczęła iść sama ku wyjściu z obozu. Skoro nie przychodzi, to sama zorganizuje sobie trening!
Jednak gdy była już blisko przypadkiem spojrzała w oczy jednemu z wojowników i zmieszała się, a jej dziarski krok zwolnił. Zawsze narzekali na nią za chęć wyjścia ze żłobka.
Jak gdyby nigdy nic zawróciła, niechętna do pokazania, że stchórzyła przez tę interakcję. Oby nikomu nie powiedział.
Wróciła może pół drogi, by wpaść na Białą Zamieć. Przywitała się z nią wesołym głosem, jednocześnie wrogo na nią łypiąc, ale zostało zagłuszone to przez kichanie kotki. Podobno coś w wiosnę i lato podrażniało jej nos.
Zaczęły iść znowu ku wyjściu, ale kotka co chwilę się zatrzymywała, by kichnąć albo potrzeć nos. Już wcześniej Kwiecista Łapa widziała, że to się stanie po sztywniejącym ogonie białej i zatrzymywała się, znudzona oglądając niebo. Gdy nie widziała tego ostrzeżenia, a mentorka zatrzymała się, prawie na nią wpadła i cofnęła się, naburmuszona. 
— Srokoszowa Wzgardo! — przywitała się z kocurem, który wcześniej złapał kontakt wzrokowy z jej uczennicą i zaczęła coś z nim rozmawiać, w czasie gdy Kwiatuszek wróciła do patrzenia na przelatujące owady, nie słuchając ich.
Była zaskoczona, gdy kocur ruszył z nimi do przodu a jeszcze bardziej, gdy Biała Zamieć ustawiła go naprzeciwko niej.
Miały trenować dzisiaj walkę, fakt, ale czemu z obcym?

<Srokoszu?>

[przyznano 5%]

05 czerwca 2023

Od Kwiecistej Łapy CD. Aksamitnej Chmurki

Nie była pewna, co ze sobą zrobić, po powrocie z treningu z Białą Zamiecią. Miała ochotę jeszcze trochę potrenować, ale nie z mentorką. Wciąż miała trochę żal do niej. Wychodząc ze żłobka, miała nadzieję, że jej mentorem zostanie tata. Nie mogła też sama opuścić obozu, więc była zawiedziona.
Rozwiązanie samo jednak się znalazło, w postaci ich mamy, która podeszła i zaczęła rozmawiać z Kwiatuszkiem, a częściowo sama ze sobą.
— W sumie to mamy czas. Co powiesz na spontaniczną wycieczkę?
Nie podobało jej się, jak mówiła, że tata nie jest najlepszym tatą i że jest niemiły, aż zmarszczyła nosek na te słowa. Co ona wiedziała o byciu rodzicem, jak tyle siedział z nimi kocur. Dosłownie teraz cieszyła się z tego, że jej córka nazwała ją mamą. Chyba przede wszystkim źle czuła się z tym słowem. Powinny mieć to za sobą. Nie to, że mamy nie kochała, ale wtedy zostawiła je w żłobku i rzadko przychodziła i jakoś tak… nie czuła z nią takiej więzi, jak z tatą. Nie zamierzała jednak odpuścić spędzenia z nią czasu, gdy tylko czasami miały wspólne chwile, tym bardziej bez reszty rodziny, a tym bardziej nie chciała, by ominęła ją wycieczka. Aż świerzbiły ją łapki na pójście w teren poza treningiem i z kimś innym niż Białą Zamiecią i to szybko przyćmiło jej niezadowolenie.
— Tak! Chodźmy! Bardzo proszę mamo! Chodźmy spotkać dziadka Szamana! — podskoczyła w miejscu, wesoło prostując ogon.

<Mamo?>

[przyznano 5%]

13 maja 2023

Od Kwiatuszka CD. Niedźwiedziej Siły

 To była ta chwila — droga do wielkiej plamy światła, zawsze zakazanej, stała przed nią otworem. Rozpoznawała już rodzeństwo i mamę, i wiedziała, że wszystkie śpią. Najlepiej, najsprawniej jak potrafiła, ruszyła ku nieznanemu, z uniesionym ogonkiem. Dopiero niedawno zaczęła słyszeć dźwięki i jeszcze nie rozpoznawała ich, dlatego, nawet gdy usłyszała kroki, nie zatrzymała się. Jej wzrok też jeszcze nie do końca działał, ale gdy słońce zakryło coś ciemnego, nie umknęło to jej ciekawskiemu spostrzeżeniu. Nie przejęła się tym i brnęła dalej, spodziewając się, że to ta niewidzialna zasłona, którą mama nazywała nocą. 
Ta wędrówka była już męcząca dla jej małych łapek i powoli ciężko było jej nimi ruszać, ale trwała w postanowieniu, że nic jej nie powstrzyma. Dlatego też była zaskoczona, gdy światło znowu wróciło, a ciemny kształt uniósł ją nad ziemię. Cicho syknęła, niezadowolona, że oddała się od poznania tajemnicy.
Nawet gdy znalazła się na ziemi, odgrodziły ją dwie grube barykady i trzecia jeszcze większa. Spojrzała w górę, zastanawiając się, czy może na nią wejść jak na plecy mamy. Zmrużyła powieki. Nie odróżniała praktycznie jednolitych oczu od sierści.
 — Witaj. Jestem twoim tatą. Nazywam się Niedźwiedzia Siła. Kwiatuszek, prawda? — zmarszczyła nosek — Chyba lubisz zwiedzać świat.
Chwilę obracała jego słowa w swojej małej powolnej główce, aż zadowolona oparła ją o jego łapę. Ohh, a więc to był tata!
— Da! — wydała z siebie zadowolone stwierdzenie, zamykając oczy. Po chwili ocierania policzka o jego sierść wspięła się na jego łapę, chcąc zacząć wędrówkę od początku. W połowie przechodzenia ziewnęła, i stwierdziła, że może to zostawić na później, a teraz pora spać w ciepłym futrze.

<Tato?>