BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaś. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2018

Od Jasia C.D.

- Czego znowu? - zapytała kotka z oburzeniem.
- Rozmawiałem z Synkiem...
- Z Małym - poprawiła go od razu.
- ...i doszedłem do pewnego wniosku. - Jasiowi głos się na chwilę zawiesił. Przełknął ślinę i spojrzał kotce głęboko w oczy. - Sarenko, czy ty mnie kochasz?
To pytanie uderzyło w kotkę z wielką mocą. Od razu się podniosła i zrobiłam krok w tył. Przez chwilę szukała odpowiednich słów, co napełniało Jasia lekkim niepokojem. W końcu otworzyła pyszczek i powiedziała cicho.
- Może bywasz irytujący, ale jesteś moim przyjacielem - mruknęła ze wstydem, po czym dodała: - Najlepszym.
- Nie o to pytałem - kocur pokręcił głową. - Czy kochasz mnie jako swojego partnera? Jako ojca swoich dzieci?
Jasiowi do oczu powoli napływały łzy, sam nie rozumiał dlaczego. Atmosfera zrobiła się ciężka i pełna napięcia. Sarenka mrużyła oczy próbując uniknąć jego wzroku, ale w końcu musiała się poddać.
- Nie... - wydusiła w końcu. - I nigdy cię tak nie kochałam.
Jaś pochylił głowę i przejechał po pyszczku łapą, aby kotka nie widziała  jego łez.
- Ja też - mruknął cichutko. - I dzisiaj to sobie uświadomiłem.
Nagle zrobiło się niepokojąco cicho. Jaś i Sarenka za wszelką cenę unikali swojego wzroku spoglądając na podłogę. W końcu ciszę przerwała kotka.
- Więc co teraz zrobimy? - zapytała kotka.
- Musimy mu powiedzieć - westchnął Jaś. - I reszcie...
Liderka kiwnęła głową. Oboje wiedzieli, że to co robią jest słuszne i bardzo ułatwi im życie. Tylko dlaczego było im tak ciężko?

Jeszcze tego samego dnia oznajmili Małemu Synkowi, że nie są już parą. Następnego ranka powtórzyli to reszcie klanu. Wojownicy byli tym nieco zaniepokojeni, ale wyraźnie akceptowali ten wybór. Na pewno było to dla nich dość niezrozumiałe, w końcu nie codziennie jest się świadkiem czegoś takiego. Zając przez kilka kolejnych dni pytał troskliwie Jasia, czy to na pewno był jego pomysł, czy Sarenka sama nie chciała się go pozbyć... Jaś sam już nie wiedział. Wiedział jednak na pewno, że nie wolno mu się tym przejmować. Od kiedy to zrobili czuł się jakoś lżej. Nie chodził już do kotki z każdą, najmniejszą pierdołą, a jedynie wtedy, gdy było to konieczne. Więcej czasu spędzał wśród członków klanu. Jemioła i Zając zawsze byli jego przyjaciółmi, ale od kiedy miał dla nich więcej czasu ich relacje się pogłębiły.
Życie Jasia zmieniło się zupełnie. Nie było już takie jak kiedykolwiek. Było znacznie lepsze. Pierwszy raz w życiu nie czuł się ograniczany. Miał wrażenie, że teraz cały świat należy do niego i nikt nie będzie mu się do tego wtrącał!

Minęło sporo czasu od zerwania z Sarenką. Może już nawet więcej niż księżyc? Jaś nie liczył. Nie dbał o to. Udał się na samotny patrol wzdłuż ogrodzenia. Najpierw przeszedł odcinek wzdłuż rozpadliny, a potem wzdłuż lasu, znakując co jakiś czas omijane słupki. Był już prawie w siedlisku dwunożnych i miał szczęście nie natknąć się na żadnego wojownika z Klanu Wilka... Niestety właśnie go opuściło. Dostrzegł ruch w zaroślach, po drugiej stronie ogrodzenia i przyległ do ziemi. Zaczął węszyć, ale niestety nic to nie dało. Po chwili z lasu wynurzyła się prześliczna kotka i przeszła na jego stronę ogrodzenia. Zdawała się być nieświadoma jego obecności. Była także wyraźnie sama. Nikt inny nie dał znaku swojej obecności.
Kocur wiedział, że musi bronić terytorium, ale po chwili przeszła mu przez umysł pewna myśl. Jest blisko siedliska dwunożnych, więc napotkana kotka może być równie dobrze pieszczoszkiem. W takim wypadku nie było potrzeby do zmartwień czy agresywnych zachowań, wystarczyło odprowadzić ją do domu. Jaś wstał powoli i ukazał się kotce, która wyraźnie zdziwiła się jego obecnością. Nastroszyła grzbiet i przybrała bojową pozę.
- Nie będę z tobą walczył - powiedział kocur spokojnie. - Jesteś pieszczoszką, racja?
- Pieszczo... czym? - zdziwiła się kotka.
- Mieszkasz z dwunożnymi - wyjaśnił.
- Nie mieszkam już z dwunożnymi! - prychnęła kotka.
- Już? - złapał ją za słówko Jaś.
- Uciekłam od nich - wyjaśniła kotka krótko.
- Rozumiem - mruknął biały. - Należysz do Klanu Wilka?
- Klanu Wilka?
- Czyli nie.
Jaś nie wiedział jak zareagować na samotniczkę, wałęsającą się po terenach jego klanu. Niby to żadna nowość, ale głupio mu było atakować, kiedy nawiązał już z nią jakąś relację.
- Nazywam się Jaś - powiedział w końcu. - A tobie jak na imię?
- Róża.

<Różana Sarno?>

07 lipca 2018

Od Jasia

Jaś wraz z Zającem patrolowali granicę terytorium Klanu Lisa. Las za płotem zawsze wydawał się być jasnemu kocurkowi czymś przerażającym i obcym. Co prawda nie bał się wchodzić do lasu, ale serce go ściskało na myśl, że Sarenka chce zamieszkać w tym dzikim gąszczu na stałe.
Zastępca zauważył, że Zając również rzuca w kierunku nieznanego niepewne spojrzenia. Obaj nigdy nie byli jakoś specjalnie przyjaciółmi, co więcej Jaś żywił swojego rodzaju pogardę wobec starszego kocura, choć sam nie do końca rozumiał czemu. Sarenka zawsze mówiła że jest nieudacznikiem i tchórzem. Jaś nie rozumiał do końca dlaczego. Zając był bardzo miłym i koleżeńskim wojownikiem, pełnym dobrych chęci i posiadającym niemałe umiejętności. Nie zasługiwał na takie traktowanie, co zastępca uświadomił sobie dopiero jakiś czas temu za sprawą Jemioły, która po Sarence była jego drugą najlepszą przyjaciółką.
- Zającu co myślisz o planach Sarenki? - zapytał Jaś bez ogródek. Szary kocur zadrżał i się zatrzymał.
- A co mam sądzić? - zapytał niepewny swoich słów.
- No nie wiem. Cieszysz się, że zamieszkamy tam, za płotem czy może jesteś temu przeciwny?
- Oczywiście, że się cieszę! - Zając podniósł głowę ponad linię grzbietu, co zdarza mu się chyba tylko wtedy, kiedy siedzi. Jaś, aż zrobił krok w tył. Zając zaraz się skulił lekko drżąc.
- Ty kłamiesz... - szepnął Jaś cicho widząc przerażenie i zabiegany wzrok wojownika. Zającowi zaraz do oczu napłynęły łzy. Skulił się przed zastępcą jeszcze bardziej.
- Proszę cię, nie mów nic Sarence! Ona wygna mnie, Jemiołę i Oset, jak tylko się dowie! - krzyczał wystraszony przez łzy. - My nie chcemy iść z nią do klanów! Te koty są niebezpieczne... One zabiły matkę i ojca! I widziałeś co zrobiły Sarence! Przecież ona kiedyś... Jak była kociakiem... Ona miała wszystkie łapy i ogonek taki ładny, długi i puszysty...
Jasia ogarnął żal gdy patrzył na Zająca kulącego się u jego łap. Otarł się o niego bokiem, po przyjacielsku.
- Nic jej nie powiem - mruknął spokojnie. - Ja również nie jestem zadowolony z tego jej pomysłu.
- Nie jesteś? Jak to? - zdziwił się starszy kocur.
- Może dojść do tego, że będziemy musieli walczyć z Klanem Nocy... Na pewno będziemy musieli, Sarenka im nie odpuści. A tam przecież uciekł Srebrny!
- Nie rozumiem, jak mógł nas opuścić - mruknął Zając. - I pójść tam - dodał wskazując las. Jaś wziął głęboki wdech i spojrzał z zadumą na ciemny gąszcz nagich gałęzi.
- To była jego decyzja.

Gdy obaj wrócili do obozu zaraz przywitała ich Płomykówka, uczennica Zająca. Oboje mieli świetny kontakt i doskonale się dogadywali. Jaś bardzo zazdrościł im tej relacji. On i Wiśnia nigdy nie byli dobrymi przyjaciółmi. Zbytnio się różnili. Wiśnia bywała niemiła i niegrzeczna i często wchodziła mu na głowę. Ciężko tu było mówić o przyjacielskiej relacji.
- Wiesz Zającu, mama opowiadała mi o babci! - zawołała podekscytowana kotka. - Naprawdę umarła tak bohatersko?
- Oczywiście, umarła tragicznie - mruknął kocur. - Ale czy bohatersko? Najpewniej próbowała bronić Sarenki przed tymi okrutnymi kotami z Klanu Nocy!
- Łał! Babcia musiała być naprawdę bardzo dzielna! - zawołała kotka z podziwem w oczach. - Też bym chciała kiedyś zmierzyć się z tymi wstrętnymi kotami! Aby ją pomścić, oczywiście!
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł. Widziałaś co zrobili Sarence...
- Masz rację. Ale ona była wtedy niedoświadczona. Zającu, naucz mnie walczyć tak, abym pokonała każdego kota w lesie! Proszę! - mruczała kotka ocierając się o mentora. Zając zachichotał.
- Nie tylko w lesie, ale też poza nim, obiecuję! - powiedział wojownik i wraz z kotką oddalił się od Jasia. Zastępca odszedł do stosu ze zwierzyną i wziął dwie myszy. Zaraz poszedł z nimi do legowiska Sarenki. Kotka oczywiście siedziała na swoim miejscu.
- Czego? - spytała bezbarwnym głosem widząc Jasia podchodzącego do niej ze zdobyczą. Kocur dał jej jedną myszkę i położył się obok.
- Byliśmy na patrolu - powiedział.
- Jacy my?
- Ja i Zając.
- Ta trzęsidupa poszła dobrowolnie na patrol? Myślałam, że tylko poluje.
- Nie nazywaj go trzęsidupą, proszę. To tak jakbym cię nazywał zaborczyninią.
- Kto cię uczy takich dziwnych słów?
- Punia.
- Nadal do niej łazisz? - Sarenka zjeżyła grzbiet.
- Nigdy mi tego nie zabroniłaś - zauważył kocur. Sarenka otworzyła pyszczek, jakby chcąc coś powiedzieć, ale zaraz go zamknęła. Rzeczywiście nigdy nie zabroniła mu tego wprost.
- Więc jak było na patrolu? - spytała słodkim głosem wracając do pierwotnego tematu rozmowy.
- Tak jak zawsze. Klanów w ogóle nie obchodzi nasze istnienie - mruknął Jaś.
- Głupcy, jeszcze pożałują, że tak ignorują Klan Lisa! - warknęła Sarenka wbijając pazury w spróchniałe deski.
- Kiedy niby? - prychnął Jaś. - Byliśmy na Zgromadzeniu i nic. Klany już o nas zapomniały.
- Ale ja pamiętam o nich.
- Świetnie.
- Masz jakiś problem? - rzuciła Sarenka nagle.
- Chciałem z tobą porozmawiać o twoich planach. To wszystko - powiedział kocur spokojnie. - Uważam, że mogłabyś działać zbyt pochopnie decydując się na atak na którykolwiek z klanów.
- Co masz na myśli?
- Chcę abyś spojrzała na to z innej strony. Nie pod względem "czy damy radę?" tylko patrząc na to, jakie poniesiemy straty "dając radę".
- Żadnych, wszystko dokładnie obliczyłam.
- Ach tak? To ile kotów liczą poszczególne klany?
- Z kilkanaście na klan.
- Bzdura.
- Jaka bzdura?
- Na każdym Zgromadzeniu na jakim byliśmy, kiedy ty sobie słuchałaś tej głupiej paplaniny liderów ja obserwowałem wojowników i podsłuchiwałem ich rozmowy. I jestem w stanie oszacować, że każdy klan liczy co najmniej dwadzieścia kotów zdolnych do walki.
- Nie przesadzaj. Klany nie są duże. Widziałeś Klan Wilka? Banda starych, schorowanych biedaczków.
- Ale Klan Wilka to jeden z czterech. I obecnie jest najmniejszy, masz rację. Ale pozostałe klany są duże i silne.
- Jasiu, doceniam twoje próby odwiedzenia mnie od swojego planu, ale niepotrzebnie zawracasz sobie głowę problemami przywódczyni.
- Jestem twoim zastępcą.
- Właśnie. I zastępujesz mnie jak jestem nieobecna. A teraz jestem cała i zdrowa. I w pełni świadoma tego co robię.
Jaś pokręcił z rezygnacją głową, ale już więcej nie dyskutował. Wiedział, że przekonywanie Sarenki i odwodzenie jej od jej planu nie ma sensu. To było jej marzenie. Ich marzenie. Ale to było zanim Srebrny uciekł do Klanu Nocy. Zanim dowiedzieli się, że Jaś pochodzi z Klanu Burzy. Sarenka zawsze chciała, aby Klan Wilka był bezpieczny, bo stamtąd pochodzą jej przodkowie, bo tam należą jej krewni. Ale w Klanie Burzy są krewni Jasia! A w Klanie Nocy jest ich własny syn.
Jaś przysiadł na środku stodoły i owinął łapy ogonem zwieszając głowę. Zaraz jednak otarł się o niego jeden z członków klanu. Zastępca obejrzał się o zobaczył pyszczek Małego Synka.
- Rozmawiałeś z?...
Jaś kiwnął głową.
- O czym?
- O klanach.
- Pokłóciliście się?
- Tak... Nie... Nie wiem...
- Porozmawiam z nią - oznajmił stanowczo młodziak, po czym ruszył w kierunku legowiska swojej matki.
- Nie! Czekaj! - powstrzymał go Jaś. - Niepotrzebnie byś ją tylko rozdrażnił. Chodź do mnie.
Medyk podreptał w kierunku ojca i usiadł przed nim. Jak on urósł, pomyślał Jaś podnosząc łepek, by spojrzeć swojemu dziecku w oczy. Czasami miewał uczucie, że Synek nie jest jego dzieckiem, że Sarenka go zdradziła. Niewątpliwie ze wszystkich ich dzieci był do ojca najmniej podobny, ale nie zmieniało to faktu, ze Jaś kochał go bezgranicznie. Sarenka także. Czasami kocur odnosił wrażenie, że gdyby kochali Synka nieco mniej byliby wspaniałymi rodzicami i szczęśliwą rodziną. Sarenka ciągle oskarżała go o śmierć Miętus i odejście Srebrnego. Ale czy ona była bez winy? Nigdy im się nie układało. Byli świetnymi przyjaciółmi, wspaniałym rodzeństwem, ale okropną rodziną.
- Przepraszam - powiedział Jaś patrząc dziecku w oczy.
- Za co? - zaśmiał się młodziak.
- Za wszystko - westchnął starszy. - To nasza wina.
- O czym ty mówisz?
- O Miętus. O Srebrnym. O tobie.
- Tato...
- Spokojnie. Muszę wrócić na chwilę do mamy. Wracaj do siebie.
Jaś wyminął syna i ruszył z powrotem do swojej partnerki.
- Sarenko, musimy porozmawiać - powiedział z powagą.

<Sarenko?>

19 marca 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

- Szukamy pomocy - mruknęła kotka prężąc mięśnie. - Mieszkasz tutaj?
- Tak i nie toleruję obcych! - wysyczał kocur, a jego krótki ogonek uniósł się nastroszony w górę. - Wynocha, bo zawołam tatę! On was pobije!
- Mały kociaczek chowa się za tatusiem? Uloce! - zakpiła Sarenka.
- Liluś! Co tam się dzieje! - usłyszeli nagle ostry krzyk od strony domu dwunożnych. Przez małą dziurę wyszedł na zewnątrz duży, pulchny kocur. - Co to za koty?
- Włóczędzy tato! - zawołał kocurek. - Jacyś dziwni są! Ponoć szukają pomocy!
- Włóczędzy? - zdziwił się starszy kot. - I nadal ich nie przepędziłeś? Jacyś uparci muszą być.
Sarenka i Jaś zaśmiali się cichutko. Jeżeli ten mały wypłosz miał ich wystraszyć to starszy pozjadał wszystkie rozumy!
- Jestem Barwinek drodzy przyjaciele - przedstawił się kocur. - Skąd przybywacie?
- Zza bagna - powiedziała Sarenka. - Od Klanów, słyszałeś o nich?
Barwinek zmarszczył czoło i zmierzył oba koty wzrokiem. Po chwili zatrzymał swoje spojrzenie na Jasiu, przeszywając go lodowatymi oczami. Wojownik Klanu Lisa zadrżał.
- Ty! Wyglądasz znajomo! - zawołał kocur. - Gdzieś widziałem te pręgi!
Nagle przybiegła do nich dziwna kotka o cudacznym pyszczku. Jaś z początku nie mógł pojąć, czy jest ona kotem, ale wszystko wskazywało na to, że tak. Kotka oblizała nos i wykrzyknęła:
- Czy to Kryształek?! - Wszystkie zebrane koty spojrzały na nią zaskoczone. Kotka lekko się zmieszała. - Wygląda jak jeden z kociaków tej twojej koleżanki, Barwinku!
Kocur zamrugał kilka razy oczami, a po chwili się uśmiechnął.
- Palmiro, mój drugi móżdżku! Masz rację! Jesteś synem Mysiego Nosa, prawda? Och, jak miło cię widzieć! - zawołał.
- Nie mam pojęcia, o czym mówicie - przyznał Jaś. - Nie mam na imię Kryształek, kiedyś nazywałem się Wicherek!
- Tak, tak - kiwnął głową kocur. - Tak nazwała się twoja mama. Ale dwunożni mówili na ciebie Kryształek, a Palmira ma nawyk nazywania kogoś tak, jak mówią na niego dwunożni.
- Czyli znałeś moją mamę! Trafiliśmy w dobre miejsce Sarenko! - zawołał Jaś, a jego koleżanka kiwnęła głową.
- Oczywiście, że znałem! - zawołał Barwinek. - Była siostrą mojego mentora, jak mogłem jej nie znać?!
- Twojego mentora? - zdziwiła się Sarenka.
- To ty nie wiesz, że Lamparci Krok... Ach! Wiesz ty, kim jest w ogóle Lamparci Krok? Czy twoja mama żyje Wichrow... Wicherku? B-bo minęło już tyle czasu...
- Barwinku, uspokój się proszę - powiedział Jaś siadając. - Ja nie wiem kim są koty, o których mówisz. Wychowałem się u dwunożnych, tyle pamiętam. Teraz mówią na mnie Jaś i jestem członkiem Klanu Lisa.
- Klanu Lisa? - dziwił się starszy kocur. - O czym ty mówisz? Nie jesteś Wicherkiem?
- Jestem. Na pewno jestem... Tak myślę... - mruknął pręgowany. - Niewiele wiem i liczyłem na to, że mi pomożesz. Pamiętam ten ogród, jednak kiedy było zimno i wszędzie był śnieg.
- Urodziliście się w porze nagich drzew, też to pamiętam - powiedział kocur. - Chodźcie do legowiska. Porozmawiajmy. Palmiro, zabierz Lilusia do środka. Pobaw się z nim na drapaku.
- Dobrze mój drogi.
Biała kotka i młodszy kocur weszli do domu, a Barwinek poprowadził ich do legowisk zawieszonych na drzewie. Niestety okazało się, że Sarenka nie jest w stanie do nich wejść. Postanowili więc, że usiądą pod drzewem i będą kontynuować rozmowę.
- Więc, opowiesz mi o mojej mamie? - zapytał Jaś. Barwinek podrapał się za uchem.
- Jeżeli nic nie pamiętasz to raczej powinienem zacząć od początku - westchnął. - Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi jeszcze kiedyś mówić o klanach. Urodziłem się w Klanie Burzy, ale potem odszedłem i zostałem pieszczoszkiem. Nie żałuję tego.
- Znamy Klan Burzy - powiedziała Sarenka. - Mama Jasia też z niego pochodzi?
- Tak - powiedział pieszczoch. - Ona była dorosła kiedy się urodziłem. Gdy zostałem uczniem szkolił mnie jej brat, Lamparci Krok. Ale nie pasowało mi życie wojownika, więc uciekłem. To była moja samodzielna decyzja.
- Ale spotkaliście się później? - pytała dalej Sarenka.
- Nie wiem do końca jak... Mysi Nos trafiła do nas. Była ciężarna i smutna. Mieszkała z nami aż urodziła, a nawet jakiś czas potem. Wtedy zabrała dzieci i odeszła. Odprowadziłem ją do Drogi Grzmotu i pomogłem przenieść dzieci. Wtedy widziałem ją ostatni raz.
- Miała więcej kociąt? - pytała Sarenka (Jasiowi podobał się ten układ. Nie wiedział sam o co chciałby spytać).
- Tak. Jak się nie mylę dwie podobne do siebie kotki. Jaś nie wygląda jak ona. Ona była ciemnoszara w pręgi. Jedna jej córka była tak samo ciemna jak ona, a druga jaśniejsza. Tak. Ten tylko był jakiś wyrodny. W ojca się musiał wdać, bo Lamparci Krok był czarny!
- Lamparci Krok to chyba teraz Lamparcia Gwiazda - mruknęła Sarenka. - Ciekawe...
- Czyli, ze mój wuj jest liderem Klanu Burzy? - zdziwił się Jaś strzygąc uszami. - Ciekawe...
- Cóż. Nie wiedziałem. Czyli Biała Gwiazda nie żyje...
- Od dawna - powiedziała Sarenka. - Nie przypominam sobie nawet takiej. Od zawsze był Lamparcia Gwiazda.
- Cóż. Może teraz ja zapytam. Jak to się stało, że nie jesteś w Klanie Burzy? Przecież byłeś już na jego terytorium! I czym jest Klan Lisa? Nigdy o takim nie słyszałem.
- Klan Lisa działa w ukryciu - powiedziała Sarenka bez ogródek. -To mój klan. Żyjemy poza lasem. Nie mogę ci powiedzieć nic więcej.
- Dwunożni zabrali mnie do siebie, nie wiem jak i kiedy... Ale nie pamiętam zbyt wiele. Potem mieszkałem z pieszczochami na farmie i poznałem tatę Sarenki. On zabrał mnie do Klanu Lisa - wyjaśnił Jaś. - Jakiś czas temu walczyłem z wojownikiem z Klanu Nocy, który twierdził, że jest moim ojcem. Ale zginął nim wszystko mi wyjaśnił. Postanowiłem więc odnaleźć kogoś, kto by mi pomógł. A pamiętałem tylko to drzewo.
- To niezwykłe, że tu trafiliście - powiedział Barwinek. - Cóż, teraz już wiesz. To co mi powiedziałeś wyjaśnia, dlaczego Mysi Nos była taka wystraszona. Dzieci z kotem z innego klanu! Tego się nie toleruje. Hmmm... teraz wiecie już chyba wszystko?
- Tak, dziękujemy Barwinku - powiedziała Sarenka.
- Nie, nie wszystko - powiedział Jaś. - Wspominałeś o moich siostrach. Sądzisz, że mogą być w Klanie Burzy?
- Pewnie tak - powiedział pieszczoch. - Zapewne są już dorosłymi, pięknymi kotkami. Może mają nawet dzieci? Heh, może nawet są ze mną spokrewnione! Wiecie, miałem trzy siostry. Mysi Nos mówiła, że dwie nie żyją, ale Korowa Skóra żyje i ma partnera. Nie zdziwiłbym się, gdyby jedna z twoich sióstr Jasiu była partnerką jakiegoś mojego siostrzeńca.
- Wszystko jest możliwe Barwinku - zaśmiał się Jaś. - Jeżeli spotkam się z Klanem Burzy na pewno opowiem im co u ciebie. Kociak twój i Palmiry na pewno zaciekawi Korową Skórę!
- Liluś to nie nasz kociak - westchnął kocur. - Ale kochamy go jak własnego. My nie możemy mieć dzieci.
- Jak to? Czemu?
- Cóż, byliśmy u obcinacza - mruknął nieco zawstydzony.
- A co on obcina?
Barwinek speszył się jeszcze bardziej i podszedł do Jasia i powiedział mu to na ucho. Młodszy kocur od razu pobladł i spojrzał pod swój ogon, jakby w obawie, że czegoś tam zabraknie.

<Sarenko?>

17 marca 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś powęszył wokół. Wszystko było takie obce! Takie dziwne! Ale jeżeli Szerszeń uważał, że są na dobrej drodze, to byli na dobrej drodze. Okolica była spokojniejsza, a teren wyżej niż tam, gdzie byli wcześniej. Jaś wskoczył na ogrodzenie jednego z domostw i spojrzał w kierunku, z którego przyszli. Zobaczył niesamowity widok!
W mroku i cieniach niknęły dziwne, olbrzymie domy, oświetlone tylko od jednej strony blaskiem zachodzącego słońca. Kawałek za nimi cienką smugą błyszczała rzeka. Dalej, daleko na horyzoncie widział łąki, lasy i inne siedliska dwunożnych. Wzruszył się tym widokiem tak, że do jego oczu napłynęły łzy.
- Jaki świat jest piękny! A my całe życie znaliśmy tylko stodołę! - zawołał do Sarenki. Kotka zastrzygła uszami i również wskoczyła na płot by zobaczyć to, co jej kompan. Gdy Jaś spojrzał na jej pyszczek zobaczył wielki zachwyt, jednak po chwili kotka odwróciła wzrok i zeskoczyła.
- Chodźmy dalej - powiedziała i ruszyła za Szerszeniem. Jaś pochylił ze smutkiem głowę i zaraz poszedł za nimi, nieco z tyłu.

- Jesteśmy na miejscu! - zawołał rudy kocur, gdy o zachodzie słońca dotarli tam, gdzie zmierzali. Jaś z zapałem wskoczył na ogrodzenie i przebiegł na drugą stronę. Po głowie krążyła mu tylko jedna myśl - drzewo! Nareszcie je dostrzegł. Jednak to nie było to drzewo. Zasmucony pochylił głowę.
- To nie tutaj - powiedział, gdy podbiegła do niego Sarenka. - Ach! Tyle czasu na marne!
Kotka prychnęła cicho. Po chwili jednak coś zauważyła.
- Jasiu, idziemy stąd - powiedziała nagle, węsząc w powietrzu. Jaś podniósł głowę i również wciągnął zapach otoczenia. Aż przeszył go dreszcz. Ale nie tylko ze względu na zapach. Oboje zobaczyli wielkiego, kudłatego stwora biegnącego w ich kierunku. Oboje zjerzyli grzbiety i pognali w kierunku płotu, na który Jaś momentalnie wskoczył. Sarenka też, ale źle zaczepiła się swoją drewnianą łapą i spadła w dół.
- Sarenko! - zawołał kocur. - Biegnij do bramy! Szybko!
Kotka momentalnie się pozbierała. Wielki pies pognał za nią natarczywie szczekając. Już prawie ją miał. Wtedy Jaś rzucił się na niego z góry. Pies zrzucił go z grzbietu, a Jaś ile sił w łapach pognał w kierunku domu. Szybkim skokiem dostał się na parapet okna. Był jednak za nisko. Pies zaraz go dorwie! Rozejrzał się wokół i dostrzegł dziwny, szary, jakby pień. Zaczepił pazurami o jego wystającą część i zaczął się wspinać. Był już dość wysoko, ale bolały go łapy. Miał wrażenie, że zaraz wyrwą mu się pazury!
Nagle poczuł, że spada. Ale nie! Przecież on trzymał ten pień! Otworzył szeroko zamknięte  wcześniej ze strachu oczy i zobaczył, że to ten pień leci w dół, a on razem z nim. Potem coś szarpnęło, a on wylądował na boku gdzieś na trawie.
- Jaś! - usłyszał krzyk Sarenki. Kotka polizała go po boku. - Jasiu, jesteś cały?
- Boczek mnie boli - jęknął kocur próbując wstać.
- To było spektakularne! - zawołał nagle Szerszeń podchodząc do kotów z Klanu Lisa. - Głupi pies, będzie miał teraz nie małe kłopoty!
Sarence i Jasiowi nie było jednak do śmiechu. Kotka momentalnie rzuciła się na rudego samotnika i przydusiła go do ziemi.
- Wrobiłeś nas! - syknęła dusząc kocura drewnianą łapą. - Chciałeś nas wysłać na pewną śmierć!
- To wy pytaliście się o ogród z drzewem! - zawołał Szerszeń próbując złapać oddech.
- Lepiej się zastanów czy to jedyny w tym siedlisku, bo jak nie!... - syknęła Sarenka odsłaniając zęby.
- Czekaj! Czekaj! - zawołał Szerszeń. - Jest jeszcze jeden!
- Mów gdzie! Już! - warknęła.
- Zaprowadzę was!
- Mam dosyć twojego prowadzania!
- Daj spokój Sarenko - mruknął Jaś. - Jeżeli znów nas okłamie to on wejdzie pierwszy. To jego zagryzie pies.
Kotka uśmiechnęła się na myśl o tym planie.
- Jednak jeszcze coś masz w tym mysim móżdżku! - zawołała puszczając Szerszenia. - Słyszałeś ścierwo?! Prowadź nas do tego drugiego ogrodu! Tylko bez żadnych sztuczek! Albo poznasz zemstę Klanu Lisa!

<Sarenko?>

21 lutego 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Jasiowi kręciło się w głowie. Widział różne kształty i kolory. Bardzo mu się podobało. Wąchał kolejne kwiaty tarzając się w nich i liżąc słodkie liście. W końcu wpadł na Sarenkę, która najpierw wyglądała jak wielki okrągły kamień. Potem nabrała bardziej kocich kształtów, tylko głowę miała taką wielką.
- Trochę dziwna sytuacja - zaśmiał się do siebie. Sarenka falowała mu przed oczami i nagle przybrała na nowo kształt kotki. Ale tym razem była znacznie ładniejsza niż Sarenka. I pachniała też jakoś inaczej. I zachowywała się w sumie również w inny sposób. Otarła się wąsami o jego pyszczek i polizała go w polik. Każdy włos na ciele Jasia się najeżył pod wpływem jej delikatnych pieszczoch. Ta kotka łudząco podobna do jego liderki bardzo przypadła mu do gustu. Sam polizał ją po szyi, a kotka zaraz się przewróciła.
W Jasiu coś nowego się przebudziło. Złapał kotkę za kark, a ta głośno zajęczała. Zaraz się nad nią rozkraczył i przydusił mocniej do ziemi. Przez chwilę poczuł się jakby on i ona byli jednością, a po chwili dostał pazurami w pysk. Odskoczył w tył oblizując nos. Powoli odzyskiwał przytomność i świadomość. I szybko zrozumiał co takiego zrobił.
- O nie - miauknął do siebie. Zaraz z kępy kocimiętki wyszła Sarenka otrzepując nogi. Nie wyglądała już tak ładnie jak przed chwilą. Znów była sobą, z tą różnicą, że patrzyła na niego z nieco oburzoną miną.
- Ty!... - nastroszyła się na wstępie wysuwając pazury. Jaś skulił się wystraszony. Kotka jednak zaraz złagodniała i usiadła opuszczając głowę. Kocur nie wiedział jak ma to rozumieć.
- Sarenko... - mruknął, a kotka znów nastroszyła sierść na grzbiecie.
- Nie dotykaj mnie - powiedziała. Jaś zaraz odsunął się na długość ogona.
- Przepraszam... - mruknął Jaś kładąc po sobie uszy. - Czy coś cię boli? Kark...
- Nie, wszystko w porządku - powiedziała. - Ja po prostu... Dlaczego to zrobiłeś?
- Byłaś taka śliczna - powiedział kocur przypominając sobie dziwną wersję Sarenki, na którą rzucił się przed chwilą. - I czułem, że bardzo, bardzo tego pragnę. Że my oboje pragniemy i...
- Rozumiem - powiedziała kotka uśmiechając się do siebie. - Cóż, miejmy nadzieję, że nie będzie to miało skutków.
- Jakich skutków? - zapytał zaraz Jaś.
- Stąd się biorą dzieci Jasiu - wyjaśniła kotka. - Moglibyśmy zostać rodzicami.
- Dzieci? - zdziwił się kocur. - To stąd? A ja myślałem, że z kapusty!
- Mysi móżdżek! - prychnęła Sarenka. - Ale teraz rozumiesz?
- Tak, rozumiem. I Nie wiem, czemu niby mielibyśmy mieć nadzieję, że nie będzie dzieci! - prychnął kocur oburzony. Jego towarzyszka otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- No bo... Bo my nie... Bo... - próbowała wyjaśnić Sarenka. - Bo ja jestem przywódczynią i nie mogę się zajmować kociętami! O!
- Głupie gadanie. Twoja mama się zajmowała - prychnął Jaś.
- No... Ale... Ale ja chciałam urodzić kocięta kocura, który mnie kocha jak partnerkę! - dyskutowała dalej Sarenka. Jaś zwiesił głowę. - Który będzie przy mnie i moich dzieciach zawsze.
- Ja nigdy bym ciebie nie opuścił - powiedział cicho.

<Sarenko?>

19 lutego 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś z uwagą przyjrzał się kocurkowi, który wyglądał prawie jak mała Sowa. Przeszył go dreszcz na wspomnienie dawnej przywódczyni Klanu Lisa. Matka młodziaka również ją przypominała, ale w nieco innym stopniu.
- Jasiu, idziemy! - warknęła Sarenka uderzając go resztką ogona w bok. Jaś zaraz pognał za kotką i oboje opuścili podwórko tamtych kotów. Gdy tylko zniknęli za bramą Sarenka usiadła.
- Wiedziałam, że moja rodzina to pieszczoszki, ale nie sądziłam, że będę się z tego powodu kiedykolwiek aż tak wstydzić! - prychnęła. - Jasiu, mam nadzieję, że twoi krewni są warci więcej niż Kukułka!
Jaś kiwnął głową i polizał ją po uchu.
- Nic ci nie zrobili? - zapytał kocur czule. - Bo ten kociak był bardzo narwany.
- Boisz się, że skrzywdził mnie kociak? Nie jestem aż taką kaleką! - prychnęła Sarenka.
- Czy ja wiem? To w końcu twój krewniak, ta sama krew - westchnął Jaś.
- Jesteś kochany - powiedziała kotka liżąc go w polik. - Ruszajmy dalej. Może jakieś inne pieszczoszki, normalniejsze pomogą nam znaleźć ten ogród z drzewem?
- Też tak uważam. Chodź, jak powęszymy to pewnie znajdziemy jakieś koty.
Jaś podreptał chodnikiem dalej wesoło unosząc ogon do góry. Cieszył się, że może poznawać nowe koty, zwiedzać nowe okolice i spędzać czas z najlepszą przyjaciółką. Ta misja była świetnym pomysłem. Jaś węszył wokół próbując złapać zapach jakichś kotów, ale nadal było czuć tylko zapachy Kukułki. Nagle jednak przystanął. Trawa pod płotem obok nosiła ostry zapach kocura. Ponadto świeży. Już odwrócił się do swojej towarzyszki, idącej kawałek za nim aby ją powiadomić, kiedy dostrzegł, że stroszy się ona na jakiegoś rudego kocura. Automatycznie wszystkie włosy na jego ciele się zjeżyły.
- Spokojnie przyjaciele! - zawołał kot. Nie stroszył sierści, ale pazury miał wyciągnięte. Jaś uznał, że nie ma co się go obawiać, więc rozluźnił mięśnie. Widząc to, Sarenka uczyniła podobnie. - Co takie dwa dzikusy robią w tak pieszczochowatym miejscu?
- Nas nazywasz dzikusami włóczęgo? - syknęła Sarenka przez zęby. - Chyba nie wiesz z kim rozmawiasz!
- Jesteście leśnymi kotami - powiedział rudy liżąc się po boku. - Chociaż mógłbym spekulować.
Spojrzenie błękitnych oczu kota powędrowało na drewnianą łapkę kotki. Sarenka zaraz zasłoniła ją siadając bokiem i zadarła nos do góry.
- Tak w ogóle, jestem Szerszeń - przedstawił się kot. - A panience jak na imię?
- Sarenka - mruknęła krótko. - A to Jaś.
- Przyszliście tu w jakimś celu - powiedział kocur. - Leśne koty nie przychodzą ot tak do siedlisk dwunożnych!
- Szukamy ogrodu z wielkim drzewem! - wyjaśnił Jaś.
- Ogrodu z wielkim drzewem? - zdziwił się Szerszeń.
- Widziałeś gdzieś taki? - zapytała Sarenka przez ramię.
- Ogród z wielkim drzewem? - zastanawiał się na głos kocur. - Z wielkim drzewem? Chyba wiem, gdzie można coś takiego znaleźć! To na drugim końcu miasta!

<Sarenko?>

09 lutego 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Sarenka zjeżyła sierść, gdy mali dwunożni ruszyli w kierunku kotów. Jaś natomiast miał zupełnie odwrotny odbiór ich zachowania. Te wszystkie dwunożne kociaki były jak Rose! Zaraz podbiegł bliżej nich wesoło unosząc im na powitanie ogon. Jedna dziewczynka nieśmiało wyciągnęła do niego rękę, którą obwąchał. Miała słodki zapach i kocurek wręcz musiał ją oblizać. Dziewczynka zapiszczała cofając rękę, co wystraszyło Jasia, ale zaraz zaczęła go głaskać i drapać pod brodą. Kocurek zamruczał.
Po chwili jakiś inny dwunożny dołączył do dziewczynki i również zaczął głaskać Jasia. Kocurek łasił się do małych rączek oczekując pieszczot. Zaraz dobiegły też inne dzieci, a kolejne dopadły Sarenkę. Ta jednak zasyczała i zaatakowała kociaka, który zapiszczał i uciekł. Momentalnie inne kociaki odeszły od Jasia wydając odór strachu. Kocur wrócił smutny do Sarenki.
- Wystraszyłaś je! - miauknął. - Czemu to zrobiłaś?
- Te małe potwory wyciągały na mnie pazury! - zapiszczała Sarenka.
- One tak się bawią! Chciały cię polizać za uchem!
- Polizać łapą? Dziwactwo! Spójrz w ogóle na te smarkacze! Tak skakały po tych drzewach że zmieniły je w takie dziwne... Dziwne pnie!
- I co z tego? Są miłe, a ty zrobiłaś tamtemu krzywdę! To tylko kocięta Sarenko!
- Kocięta mające pięć długości ogona! - prychnęła kotka. - Zmywajmy się stąd. To nieodpowiednie miejsce dla wojowników Klanu Lisa.
Jaś nie śmiał protestować swojej przywódczyni, zwłaszcza, że zaraz dorośli dwunożni rzucili w ich kierunku kamieniem. Oba koty zerwały się i uciekły jak najprędzej z nieciekawego miejsca. Gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości przysiedli pod ogrodzeniem jednego z domostw. Jaś przylizał futro na boku, a Sarenka obmyła zdrową łapą czoło.
- Dobrze, poznajesz to miejsce? - spytała kotka.
- Nie jestem pewien. Ale chyba już tu byłem. Kojarzę krzyki kociąt dwunożnych, wiec na pewno byłem w tej okolicy - powiedział Jaś.
- Czyli jesteśmy na dobrej drodze. Czego tak właściwie szukamy?
- Dużego drzewa na podwórku jednego z domostw - odpowiedział od razu. - Takiego bez liści.
- Skoro nie miało liści to musiała być pora nagich drzew mysi móżdżku! - prychnęła liderka. - Teraz pewnie jest całe zielone!
- Przecież wiem! - odmruknął Jaś. - Musimy szukać domu z drzewem!
- Będziemy zaglądać na każde podwórko i szukać drzew?
- Dokładnie.

<Sarenka?>

28 stycznia 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

- Musimy sąd szybko uciekać - mruknął Jaś. - To nie kałuża błota tylko jakiś drapieżny potwór!
Sarenka zadrżała na samą myśl o tym, że przed chwilą prawie pożarła ją jakaś bestia. Otrzepała futro z błota i powoli zeszła z pieńka. W tym miejscu grunt nie był tak miękki.
- Jasiu, tu jest normalna ziemia - powiedziała i ruszyła przed siebie. - Patrz pod łapy, żebyś też nie wpadł na tego potwora!
Kocur wystraszony zaczął skakać starając się nie wdepnąć w jakąś kałużę błota. Oboje szli teraz między ostrą, wysoką trawą i małymi krzewami. Tak dziwne otoczenie zaskakiwało Jasia i jego towarzyszkę. Czuli się, jakby znaleźli się w dziwnym, nieznanym świecie, jakby to co ich otacza było tylko koszmarem lub iluzją.
Bagna nie były jednak aż tak ponure. Były jak rzadki las i błyszczały od odbijanego słońca. Gdzieś na drzewie siedział i śpiewał ptak, a nad nimi latały dziwaczne, podłużne owady. Jaś próbował takiego złapać, ale ten był zbyt szybki i zdążył uciec. Sarence wyraźnie ciężko się szło. Jej drewniana łapa co chwila zanurzała się głęboko w grząskim podłożu, przez co musiała iść w niewygodnej, pochylonej pozycji. Nie narzekała jednak, aby nie okazywać przyjacielowi słabości.
Nagle oboje usłyszeli dziwny, charczący dźwięk. Zjeżyli się zwracając pyski w jego kierunku. Sarenka kiwnęła głową Jasiowi, aby zbadał niecodzienne zjawisko. Wystraszony kocur przylegając do ziemi ruszył przed siebie w kierunku dźwięku. Chwilę później dźwięk ucichł, a Jaś wrócił do Sarenki z czymś dziwnym w pysku, jakby zieloną myszą, ale bardzo brzydką. Kocur rzucił to coś na ziemię.
- To tak hałasowało - powiedział oblizując pyszczek z krwi zwierzątka. - Chyba możemy to zjeść.
- Ale co to jest? - zapytała Sarenka szturchając zdobycz łapą. - Jakaś mysz? A może jakiś dziwny rodzaj królika? Patrz, jakie ma długie tylne łapy!
- Mnie bardziej przypomina rybę - powiedział Jaś z przekąsem. - I siedziało w bajorze, kawałek dalej.
- Ale ryby nie mają nóg! - upierała się Sarenka.
- Może Trujący Bluszcz będzie wiedziała co to jest? - zaproponował kocur. - Spytamy ją po powrocie.
Liderka skinęła głową i nachyliła się, aby obwąchać zdobycz. Zaraz potem nieśmiało zatopiła w niej zęby i przytrzymując łapą urwała kawałek.
- Dobre - powiedziała połykając kęs. Zaraz rozległo się ponowne hałasowanie tego zwierzątka.
- Weź całą, zaraz będę miał swoją - powiedział kocur i znów ruszył na polowanie. Chwilę później oboje zajadali się dziwnymi zwierzątkami. Miały bardzo specyficzny smak. Trochę jak ptak, trochę jak ryba... To wprowadziło ich w jeszcze większe zakłopotanie. Królik, ptak, czy ryba? A może jaszczurka? Żadne z nich nigdy nie jadło jaszczurki, ale miała podobny kolor do tego stworzenia.
Gdy się najedli zboczyli nieco ze szlaku, aby napić się wody i ruszyli dalej. Zaraz w pyszczki zawiał im wiatr niosąc nieprzyjemną, ale znajomą woń. Droga Grzmotu. Niemożliwe, żeby zawrócili! Droga Grzmotu znajdowała się w kierunku przeciwnym do słońca, a wiatr wiał właśnie od niego! Po chwili przyniósł też wesołe piski kociąt dwunożnych.

<Sarenko? Pewnie jakiś plac zabaw>

26 stycznia 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Nie widzieli tych kotów, ale wiedzieli, że tam są. Hałasowały tak mocno, że pewnie cały las zaraz się zbiegnie. A Jaś i Sarenka bawili się w najlepsze, kryjąc przed wzrokiem nieogarniętych kotów.
- Liliowa Łodygo! Liliowa Łodygo! - wołał starszy.
- Nie musisz tak krzyczeć, stoję tuż obok ciebie - powiedziała kotka spokojnie.
- Musimy jak najszybciej powiadomić Lawendowy Płatek o tych anomaliach! To znak, mówię ci! Znak! - wołał dalej kocur. - Chodź szybko! Musimy ją tu zawołać!
Dało się usłyszeć szelest leśnego poszycia pod łapami staruszka, kiedy oddalał się z miejsca akcji. Kotka wyraźnie ruszyła za nim, ponieważ po dłuższej chwili i jej odgłosy ucichły. Wtedy para kotów z Klanu Lisa wyszła z ukrycia i parsknęli śmiechem. Byli z siebie jak nic zadowoleni. Może i byli już dorośli, ale w sercach nadal byli parą durnych bachorów, które uprzykrzają innym życie. Biedne koty z Klanu Wilka, będą teraz próbowały interpretować lipne znaki "Klanu Gwiazdy", cokolwiek to za klan. Jaś nieco sfrustrowany tym pytaniem podrapał się za uchem.
- Ruszajmy dalej, nie chciałabym tu być, kiedy zlezie się pół Klanu Wilka - mruknęła Sarenka i ruszyła w kierunku niewyraźnego prześwitu między drzewami.
Robiło się co raz ciemniej. Niebo przysłaniały teraz chmury, ale Jaś był pewien, że gdzieś tam są gwiazdy. Lubił gwiazdy. Zawsze gdy na nie patrzył czuł się bezpiecznie, jakby nic go nie mogło powstrzymać. Idąc w zamyśleniu nawet nie zauważył, jak wpada po szyję w bystrą wodę. Gwałtownie zbudzony wyskoczył z wody i otrzepał się.
- Ziiiimna! - parsknął podbiegając do przywódczyni. - Sarenko, tam płynie woda! Co teraz zrobimy?
Kotka podeszła bliżej strumienia i nachyliła się nad nim.
- Za głęboko, musielibyśmy przepłynąć - prychnęła z niesmakiem. - Nie wchodzi w grę.
Jaś spojrzał na drewnianą łapę swojej koleżanki. Rzeczywiście, nie było co myśleć o płynięciu, nawet przez lisią długość. Woda od razu porwałaby Sarenkę i musiałby ją jeszcze wyławiać.
- Gdzieś musi być płycizna, przez którą będziemy mogli spokojnie przejść - mruknęła kotka. Jaś kiwnął głową i od razu pobiegł w dół strumienia oglądając dno.
Było strasznie ciemno i ledwie widział różnicę poziomu wody. Czasami wydawało mu się, że znalazł pożądane miejsce, ale po włożeniu do wody łapy okazywało się, że był w błędzie. W końcu, po trzech nieudanych próbach znów znalazł płyciznę. Włożył łapę do wody i... był zanurzony co prawda po brzuch, ale wiedział, że może dać radę przejść. Jeszcze tylko sprawdził, czy będzie to możliwe dla kompanki. Pokonał odcinek bez problemu, ba! Nawet bliżej drugiego brzegu było jeszcze płycej! Zaraz podbiegł do koleżanki poinformować ją o odkryciu.
- Sarenko! - zawołał. - Znalazłem przejście!
Łaciata kotka podbiegła bliżej i zaraz sprawdziła przeprawę. Kiedy stwierdziła, że chyba da radę, oboje z łatwością przedostali się na druga stronę.
- Widzisz! Mówiłem, że zaraz znajdzie się jakaś płycizna! - zawołał z dumą Jaś, a Sarenka tylko przewróciła oczami.
Znajdowali się teraz na terytorium Klanu Burzy. Od razu to wyczuli, gdyż wojownicy oznaczyli chyba każde źdźbło trawy wzdłuż strumienia! Byli teraz na otwartej przestrzeni, podobnej do Siedliska Owiec, na którym żyli, ale też bardzo się od niego różniącej. Tutaj nie rosła tylko trawa. Tutaj czuć było również zapachy kwiatów i ziół! Jaś zachwycony ich wonią zatrzymał się na chwilę, aby je powdychać.
- Co za cudowne miejsce! Czemu przychodzimy tu tak rzadko? - spytał towarzyszkę. Przywódczyni Klanu Lisa spojrzała na niego niepewnie.
- Miejsce jak każde inne - mruknęła. - A zawsze nam było tu nie po drodze. Idąc na terany Klanu Nocy lepiej było nie przekraczać strumienia, albo okrążać Klan Burzy idąc wzdłuż Drogi Grzmotu.
- To czemu teraz tamtędy nie poszliśmy? - spytał Jaś.
- Bo to za dużo drogi do nadłożenia - odparła kotka. - Chciałam, aby nasza wyprawa trwała jak najkrócej. Chicho!
Kotka nagle przywarła do ziemi, a w uderzenie serca później dołączył do niej Jaś. Usłyszeli szelest trawy nieopodal i kiedy wychylili się, aby zobaczyć co to, dostrzegli puszystą, rudą kitę.
- To lis, chyba dla nas dobry znak - zaśmiała się kotka. - Chodź, on chyba idzie się napić ze strumienia.
Lis ominął ich bez większych problemów, a para kotów ruszyła dalej. Niedaleko widzieli las, ale nie las Klanu Wilka, tylko las Klanu Nocy. Dalej, za nim znajdowała się rzeka i na tym pojęcie geograficzne Jasia o ich położeniu się kończyło. Co prawda po ich prawej stronie widoczne było strome wzgórze, które widać było z dachu stodoły, ale nie pomagało ono wcale określić Jasiowi, gdzie się znajdują.
Nagle Sarenka zatrzymała się i zaczęła węszyć. Jaś również przystanął i powąchał, ale nie wyczuł nic niepokojącego. Spojrzał na towarzyszkę zaskoczony.
- Coś się stało? - spytał. Kotka opuściła głowę.
- Nie czuję świeżego zapachu Klanu Burzy. W sensie czuć, że to ich terytorium, ale tak, jakby go nie znakowali...
- To chyba tym lepiej dla nas, co nie? Nie trafimy na żaden nocny patrol - powiedział beztrosko Jaś i pokicał przed siebie w wysokiej trawie. Sarenka ruszyła za nim, ale po chwili zwolniła.
- Zaczekaj! - zawołała. Jaś od razu do niej podbiegł. - Padam z nóg. Musimy gdzieś przenocować i dalej ruszymy rano.
- Ale nie możemy spać po środku terytorium jakiegoś klanu! - zauważył trzeźwo Jaś. - Myślisz, że dojdziesz do Drogi Grzmotu? Tam na pewno znajdziemy jakąś dziuplę w drzewie czy coś...
Sarenka kiwnęła głową. Droga Grzmotu nie była specjalnie daleko. Z miejsca, gdzie stali doskonale widzieli las, za którym się znajdowała. Może jeśli starczy im sił, przekroczą ją jeszcze przed snem? Z drugiej strony obawiali się tego, co czeka ich pod drugiej stronie. Tajemnicze "bagna" wydawały się być czymś złowrogim i groźnym.
Po krótkim marszu koty znów weszły do lasu. Czuć tu było Klan Nocy. Jasia przeszył dreszcz na myśl o tym, że nie tak dawno w tej okolicy podczas walki z nim zginął kot, podający się za jego ojca. Wtedy też zginął jego inny ojciec, Szrama. Jaś nigdy nie uważał go za swojego tatę w pełnym znaczeniu tego słowa, ale Szrama był dla niego pewnym wzorem i opiekunem. Bez niego czuł się, jakby stracił dach nad głową.
Sarenka chyba myślała podobnie, ponieważ zjeżyła sierść na karku. A może chodziło o obawę przed Klanem Nocy, którego zapach był wyraźniejszy niż drugiego klanu? Jaś nie wiedział, ale mimo wszystko wtulił się pocieszająco w bok koleżanki. Kotka od razu się rozluźniła. Oboje znaleźli wygodne miejsce na nocleg. Pod korzeniami jednego z drzew znajdowała się mała norka. Co prawda ciasna, ale jakoś się tam oboje zmieścili. Następnego ranka mogli wyruszyć w dalszą drogę.

~~~ Koniec odcinka 1 ~~~

<Sarenko? Nazwij drugi odcinek!>

25 stycznia 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś był taki szczęśliwy, że Sarenka postanowiła pomóc mu odnaleźć rodzinę! Nie mógł wręcz się pozbierać z radości! Ona naprawdę była jego przyjaciółką.
- Chyba powinniśmy iść do siedliska dwunożnych - powiedziała kotka. - Może, któryś z kotów pamięta twoją mamę?
- Nie, na pewno nie - powiedział Jaś lekko zmieszany. - To było inne siedlisko dwunożnych. Pamiętam, że w na naszym podwórku było takie duże drzewo, a tutaj nikt takiego nie ma.
- No nie - westchnęła Sarenka zawiedziona. - Chyba wydłuży się nam ta wyprawa!
- Co? Czemu? - zdziwił się kocur.
- Jest jeszcze jedno siedlisko dwunożnych. Ale najkrótsza i najbezpieczniejsza droga do niego wiedzie przez sam środek terytoriów Klanu Wilka i Klanu Burzy, a potem przez bagno.
- A co to bagno? - zapytał Jaś nie do końca rozumiejąc koleżankę.
- W sumie to nie wiem - mruknęła kotka. - Mama mówiła mi jak tam iść, ale nigdy tam nie poszłam.
- Czyli czeka nas przygoda! - zawołał optymistycznie Jaś. - Chodź! Kto ostatni w lesie ten jeży bobek!
Kocurek ruszył biegiem przez Siedlisko Owiec nie słuchając nawet wołania towarzyszki.
- Ej! To nie fair! Ty masz cztery sprawne łapy!

~~~ W poszukiwaniu przeszłości ~~~
Odcinek 1 - Na leśnym szlaku

Jaś czekał na Sarenkę pod ogrodzeniem, tuż na granicy z lasem. Wielokrotnie wchodzili na tereny obcego klanu, jednak rzadko w środku dnia. A już na pewno nie wchodzili na obce tereny tak głęboko o tej porze. Przywódczyni zatrzymała się przed ogrodzeniem i wciągnęła zapachy lasu. Po chwili posłała koledze niepewny uśmiech i przedarła się przez druciane ogrodzenie na drugą stronę. Jaś ruszył jej śladem, choć nie wiedział do końca czy aby na pewno podejmują dobrą decyzję.
Sarenka skierowała się w stronę, w którą opadał teren. Mięśnie miała napięte, a uszy nastawione jak radary. Oboje musieli być gotowi na atak Klanu Wilka, którego patrol w każdej chwili mógł się pojawić. Starali się iść jak najciszej stawiając łapy ostrożnie na leśnym poszyciu. W końcu trafili na pewien duży kamień. Kotka obwąchała go delikatnie.
- Świeży zapach Klanu Wilka - mruknęła. - Patrol przechodził tędy niedawno.
Jaś podążył jej przykładem i sam również obwąchał kamień. Cuchnął Klanem Wilka trzy razy mocniej niż wszędzie wokół. W istocie, trop był świeży. Idąc dalej ścieżką wyłapywali też inne tropy Klanu Wilka, jednak mniej widoczne niż tamten. Oczywistym stało się dla nich w końcu, że szli w kierunku przeciwnym niż patrol. Pozwoliło im to rozluźnić mięśnie. Nie musieli się już tak bardzo obawiać bliskiego spotkania z wojownikami.
Nagle Jaś poczuł w brzuchu skurcz. Nie chciał jednak nic mówić, ale po chwili jego brzuch sam głośno wykrzyczał swój żal. Sarenka zatrzymała się i odwróciła do kolegi.
- Zaraz zawołasz do nas cały Klan Wilka! - prychnęła.
- Wybacz, to nie moja wina, że mój brzuch domaga się jedzenia! - odsyknął Jaś. Nagle znów dało się usłyszeć ten dźwięk, jednak tym razem to na pewno nie był on. Jaś uznał to za idealny obiekt drwin. - No Sarenko! Jak możesz tak hałasować?
Kotka oburzona położyła po sobie uszy. Wtedy do nosa Jasia dotarł smakowity zapach. Od razu się przyczaił i przez paprocie podkradł bliżej jego źródła. Kilka długości lisa od nich żerował sobie spokojnie mały króliczek. Jaś widział w nim doskonałą okazję. Podkradł się jeszcze bliżej i wyskoczył. Zwierzak zaczął uciekać, ale kocur szybko go dogonił i jednym pacnięciem łapy przygwoździł do ziemi. Łatwo skręcił zwierzątku kark i upolowaną zdobycz zaniósł do swojej przywódczyni.
Kotka bez słowa zaczęła jeść, a gdy tylko zaspokoiła swój głód resztę oddała towarzyszowi. Jaś ze smakiem pożarł resztki królika. Już chciał przykryć co zostało warstwą leśnego runa, kiedy kotka go powstrzymała.
- Zostaw - mruknęła radośnie. - Niech Klan Wilka wie, że ktoś poluje na ich terytorium. Będą się potem głowić kto jest taki bezczelny.
Jaś skuszony propozycją figla przystał na pomysł koleżanki i zostawił kości królika na widoku. Zaraz zadowolony podreptał jej śladem.
Przeszli jeszcze długi kawałek w dół zbocza swoją wąską, wyraźnie mało uczęszczaną ścieżką, kiedy usłyszeli wesołe krzyki. Oboje gwałtownie przywarli do ziemi, a Jaś ogonem zgarnął na Sarenkę trochę liści. Po chwili dostrzegli ruch kawałek dalej. Czołgając się wpełzli za pobliskie drzewo, gdzie było ich mniej widać. Sarenka wychyliła się lekko by spojrzeć.
Kilka długości lisa od nich przez leśne poszycie dreptały dwa koty. Jeden, szarawy dumnie kroczył przed siebie odpowiadając doraźnie obskakującemu go dookoła szylkretowemu uczniowi. Oba koty zdawały się nawet nie podejrzewać obecności kryjących się nieopodal samotników.
Sarenka wysunęła mimo wszytko pazury swojej przedniej łapy. Jaś próbował ją uspokoić mając nadzieję, że zaraz odejdą. Delikatny wiatr jaki dało się wyczuć między drzewami wiał w ich kierunku co było dobrym znakiem. W końcu wojownik i uczeń odeszli dalej, a po dłuższej chwili ich głosy ucichły.
- Idą do tych brzóz - szepnęła Sarenka, jakby w obawie, że nadal mogą ją usłyszeć. - Musimy być ostrożni. W lesie może być więcej wojowników.
Jaś skinął głową i zaraz oboje ruszyli dalej. Starali się iść szybciej, ale nadal ostrożnie. W końcu dotarli w znajome miejsce. Przed nimi roztaczała się szeroka polana z wielkim, przewróconym pniem. Jaś radośnie uniósł ogon.
- To ta polana gdzie zbierają się koty! - zawołał i zaraz się skulił, jakby w obawie, że zaraz z każdej strony wypełzną wojownicy.
- Mysi móżdżek - prychnęła kotka. - Klany spotykają się tylko w pełnię.
- A dzisiaj nie ma pełni? - zapytał kocur.
- Nie, jeszcze nie - odparła. - Chodź, pokażę ci coś fajnego!
Sarenka zaśmiała się wesoło i z lekkim trudem zaczęła wspinać się na pień tego przewróconego drzewa. W końcu znalazła się na górze i spojrzała stamtąd na swojego kolegę.
Jaś z fascynacją podziwiał cień wojowniczki górującej nad polaną. Była taka niesamowita. Taka majestatyczna! Wyglądała jak pani całego lasu, ba! Jak pani lasu i siedlisk dwunożnych! Kocur zamruczał podniecony tą myślą.
Sarenka widząc zachwyt kolegi uśmiechnęła się i zaraz zjechała po pniu z powrotem od niego. Jaś otarł się głową o jej bok.
- Powinnaś sobie taki sprawić w naszej stodole - powiedział zadowolony.
- Co nie? A nie ten głupi stóg siana! - zawołała Sarenka.

< Sarna? >

Opisz przeprawę przez tereny Klanu Burzy i ew. przez bagna, tylko pls nie rób nam kłopotów. I powoli zachodzi słońce. No i staraj się opisywać jak najmocniej naszą wyprawę, żebyśmy w 3 opowiadania nie dotarli do Barwinka, no bez przesady! To ma być przygoda na co najmniej 10!

17 stycznia 2018

Od Jasia C.D. Sarenki

Oboje spojrzeli na siebie, ale żadne z nich się nie odezwało. Jaś szybko odwrócił głowę i wbił pazury w spróchniałe deski z lekką irytacją. Oboje przez chwilę zachowywali ciszę, aż w końcu Sarenka odezwała się.
- Nie sądziłam, że tak szybko wrócisz.
Jaś kłapnął zębami.
- Zebrałem co złapałem i wróciłem do stodoły - mruknął nie patrząc na liderkę.
- Nie powinieneś chodzić do siedliska dwunożnych bez powodu - mruknęła kotka.
- Miałem powód! - zaprotestował nagle kocur odwracając się do niej.
- Jesteś wojownikiem! Powinieneś zostawić swoich pieszczochowatych przyjaciół! - warknęła Sarenka. Jaś położył po sobie uszy.
- Jak ty nic nie rozumiesz... - westchnął znów się odwracając. - Sądziłem, że jesteś moją przyjaciółką i wiesz co czuję...
Sarenka zamilkła na chwilę, jakby niezdolna powiedzieć cokolwiek. Sama skuliła uszy.
- Skąd mam wiedzieć co czujesz? - zapytała cicho. - Nie jestem tobą.
Kocur westchnął cicho. Miała rację, ona nie jest nim. Nie może wiedzieć co on czuje, ponieważ nigdy jej nic nie powiedział. Poczuł się strasznie.
- Kiedy walczyłem z tamtym kotem - powiedział przypominając sobie przeraźliwy pisk kocura z Klanu Nocy. - on powiedział mi moje imię.
- Może usłyszał je w walce? - mruknęła kotka. - To bardzo możliwe.
- Nie, nie to imię - powiedział Jaś kręcąc głową. - Moje imię. To imię, które miałem jako malutki kociak.
Sarenka ze zdziwieniem podeszła bliżej kocura i polizała go po uchu.
- Kiedy się urodziłem moja mama nazwała mnie Wicherek - powiedział. - I ten kot znał moje imię. Powiedział mi, że zna moją mamę i że on... Że on jest moim tatą.
Sarenka zamrugała powoli oczami.
- Jak to możliwe? - spytała kotka.
- Nie wiem! Nie wiem, tak bardzo nic nie wiem! - zajęczał Jaś. - Myślałem, że może Punia lub Ogryzek coś wiedzą. Ciągle męczą mnie pytania, nie umiem sobie z nimi poradzić...
- Jakie pytania?
- Co się stało, kiedy byłem kociakiem? Gdzie jest moja mama? Czy ona żyje? Czy mam jakąś rodzinę? Co oni robią? Czy należą do Klanu Burzy? Czy ja... czy ja powinienem należeć do Klanu Lisa?

<Sarenko? Ciężki klimat :/ P.S. NIE!>

29 grudnia 2017

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś był niezmiernie szczęśliwy mogąc spotkać Punię. Zapach dawnej przyjaciółki przywołał same ciepłe wspomnienia.
- Cieszę się, że jesteś dumna z dzieci - powiedział Jaś, a po chwili zaskoczony dodał. - Od kiedy Ogryzek chodzi na jakieś wyprawy?
Punia zaśmiała się cicho.
- Ostatnio mój synek zaczepił go, że powinien nieco poćwiczyć - powiedziała. - Ale czemu tu stoimy? Chodź, przedstawię ci ich! Bardzo chcieli cię poznać!
Jaś spojrzał błagalnie na swoją przywódczynię, która zdenerwowana uderzyła swoim króciutkim ogonem w ziemię. "Ani się waż", zdawały się mówić jej oczy. Pokusa poznania tych kotów była jednak zbyt duża.
- Prowadź! - zawołał.
Punia radośnie podskoczyła i zaczęła prowadzić Jasia przez podwórko. Kocur usłyszał znajome szczekanie psa.
- Intruz! Intruz! - wołał pies skacząc na ściany kojca. Idąca kawałek za nimi Sarenka zjeżyła się słysząc ten hałas. Chyba bała się, że pies zaraz wyrwie kraty i rzuci się prosto na nich.
Przekrzykując ujadanie Punia miauknęła głośno, aby wezwać swoje kocięta. Po chwili z różnych miejsc podwórka zaczęły wybiegać koty. Jaś ze zdziwieniem zauważył, że nie są to malutkie kocięta, jak zawsze opisywała je Punia, tylko dorosłe koty!
Mysi móżdżek, skarcił siebie w myślach. Przecież Punia urodziła je prawie cztery sezony temu! Były to dorosłe koty, niewiele młodsze od niego.
Pierwsza podbiegła ładna kotka o szylkretowej jak matka sierści. W oczach jej błyszczała dobroć, a na pyszczku widniał szeroki uśmiech. Różniła się bardzo od kolejnego kota, który przybiegł. Ten miał rudą sierść i nieco znudzone spojrzenie. Kolejny kot był cały biały i miał niebieskie oczy. Jaś domyślił się, że maść musiał odziedziczyć po ojcu. Czwarta, kotka była bura, a w jej oczach aż błyszczało podniecenie.
- Drogie dzieci - zaczęła Punia. - To jest Jaś.
- To jest Jaś? - zapytała bura kotka z podziwem. - Zawsze opowiadałaś że jest taki malutki!
- No... Rzeczywiście nieco urósł... - mruknęła kotka.
- A tamta to kto? - zapytał z ciekawością biały kocur.
- To jest Sarna Biegnąca Przez Las - powiedział z dumą Jaś. - Moja przywódczyni.
Sarenka mruknęła coś pod nosem, ale zaraz zaskoczona spojrzała na burą kotkę, która do niej podbiegła.
- Jesteś przywódczynią? - zapytała. - Należysz do klanu? Od jak dawna? Co ci się stało z łapą? Dlaczego jedno oko masz takie, a drugie takie? A gdzie twój ogon? A...
Potok pytań nie miał końca. Sarenka spojrzała błagalnie na Jasia, który tylko zachichotał. Jego radość nie trwała jednak długo, bo zaraz podobnie zachowały się dwa pozostałe kociaki. Jedynie ten rudy odszedł na bok znudzony.
- Jak jest w klanie? - zapytała szylkretka.
- Jest wspaniale! - zawołał Jaś. - Żadnych dwunożnych, żadnych psów... No nie licząc tych, co ganiają owce.
- Nie boisz się, ze coś ci się stanie z daleka od dwunożnych? - zapytała kotka.
- Nie. Trujący Bluszcz opatruje nasze rany.
- Opatrujecie rany trującym bluszczem? - zdziwił się biały kot. - To nienormalne!
- Nie, nie! Nasza uzdrowicielka nazywa się Trujący Bluszcz. Ona się nami opiekuje - sprostował Jaś.

<Sarenka?>

Od Jasia C.D. Jagódki

- Powiem ci, że od wielu księżyców nie złapałem lepszej zwierzyny! - zawołał kocurek. - Sarenka narzeka, że ptaki są chude i niepożywne, ale nie ma racji! Ptaki mają bardzo smaczne mięso!
- A co myślisz o mojej zdobyczy? - zapytała Jagódka pokazując swojego szczura. Jaś zmarszczył nos z niesmakiem.
- Szczury to strawa dla wron - prychnął. - Szrama mówił, że jedzą je tylko głupie psy!
- Ale to spory kawał mięsa - mruknęła kotka patrząc jeszcze raz na swoją zdobycz.
- Mięso szczura może być trujące - oznajmiła Sarenka kuśtykając w ich kierunku. - Szczury zjadają różne śmieci dwunożnych. A jesteś tym, co jesz. W przypadku szczura - śmieciem.
Jaś kiwną głową na potwierdzenie słów liderki. Jagódka spojrzała jeszcze raz na swoją zdobycz.
- I co mam z nim zrobić? Wyrzucić? - spytała zawiedziona. Była wyraźnie dumna, że złapała tego gryzonia.
- Zrób z nim co chcesz - mruknęła Sarenka. - Tylko nie karm nim mojego klanu. I tak jest nas mało...
Jagódka zwiesiła nieco pyszczek, a Jasiowi zrobiło się jej naprawdę szkoda.
- Ale to naprawdę świetnie, ze złapałaś szczura! - zawołał. - Od czegoś trzeba zacząć...

<Jagódka?>
Nie mam pomysłu na ten wątek...

26 grudnia 2017

Od Jasia C.D. Jagódki

Młody wojownik ostrożnie przyjrzał się nowej kotce. Była całkiem ładna. I ładnie pachniała. Wydawała się być miła, ale Jaś nie chciał oceniać jej zbyt pochopnie.
- Ttak - odpowiedział kocurek, kiedy nowa go zaczepiła.
- Miło mi cię poznać - oznajmiła kotka. - Od dawna należysz do Klanu Lisa?
- Od kiedy skończyłem sześć księżyców - mruknął nieśmiało. - Dołączysz do Klanu Lisa?
- Chyba tak... Raczej tak - powiedziała kotka.
- To świetnie! - zawołał kocur. - Od dawna czekaliśmy na kogoś takiego! W Klanie Lisa jest co raz mniej członków. Martwiłem się o niego, ale teraz widzę, że rośniemy w siłę!
Kotka uśmiechnęła się serdecznie. Widać było w jej oczach wiele dobroci, jakiej brakowało innym członkom klanu. Jaś był z tego tym bardziej rad. Jeszcze nie tak dawno przejmował się tym, że jego klan jest mały i słaby, a teraz należała do niego nowa, sympatyczna kotka, z którą mógł się zaprzyjaźnić. Już to widział, wspólne polowania, zabawy w sianie, wspólne patrole i rozmowy... Aż go naszła ochota, żeby zacząć ich przyjaźń od zaraz.

<Dżaga?>

22 grudnia 2017

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś nie wiedział, po co łazi za Sarenką na te "zgromadzenia". Po prostu za każdym razem, kiedy ona wychodziła on musiał iść z nią. Za pierwszym razem nie wiedział, gdzie i po co idą, ale teraz, gdy był nieco bardziej pewny... nadal nie wiedział po co. Nie chciał się pytać, przecież wyszedłby na głupka! Ale pytania nie dawały mu spokoju. Czemu klany zbierają się w pełnię w tym miejscu? Po co Sarenka przychodzi je podsłuchiwać? Dlaczego inne klany tam przychodzą grupami, a Klan Lisa wysyła tylko Sarenkę? Jaś nie był aż tak niekumaty, żeby nie wiedzieć, że Sowa także znikała w pełnię księżyca i zapewne też chodziła na te spotkania. Ale czemu tylko przywódca?
To wszystko było bardzo zastanawiające, zwłaszcza, że te spotkania były straszliwie nudne! Jedyną ciekawą na nich rzeczą były te dwa koty, które nieśmiało się do siebie zalecały. Nic innego go nie obchodziło. Ale Sarenka najwyraźniej dostrzegała w tym wszystkim drugie dno, jakiego on nie widział.
Ale zebrania nie były jedynym problemem Jasia. Jego głowę nadal zaprzątał obraz kocura z Klanu Nocy, który uważał się za jego ojca. Jego słowa... Nadal wierciły Jasia od środka. Z jednej strony były głupie i pozbawione sensu, ale z drugiej czuł się przez nie dziwnie. Nikomu jeszcze nie mówił o swoich problemach, ale czuł, że niebawem będzie to konieczne.
Jaś leżał w sianie na swoim posłaniu patrząc się na dziurawy dach stodoły. Jego myśli krążyły między różnymi tematami, a umysł był zajęty. Miał pełnić straż. Był tylko on i Trujący Bluszcz, a reszta poszła na polowanie. Jaś wiedział, że tylko ona umiałaby udzielić mu jakiejś porady, ale z drugiej strony wiedział, że stara medyczka to wredna kocica i mogłaby milczeć. Nie lubił jej. W ogóle nie przepada za swoim klanem. Jedynie Sarenka i Kropelka zawsze były dla niego przyjaciółkami. Pozostali byli albo zbyt nieprzyjemni by ich akceptował lub nic nie warci, jak Zając. Jaś bardzo nad tym ubolewał. Chciałby, żeby Klan Lisa był większy i silniejszy, a jago członkowie godni zaufania i przyjaźnie nastawieni. W głębi serca wiedział, że to wina Sowy. Szanował zmarłą kotkę, ale zawsze się jej bał i jej nie lubił. Sowa źle wychowywała swoje kocięta. Gdyby liderem Klanu Lisa był Ogryzek i Punia z pewnością byłby to klan lepszy i przyjemniejszy. Jaś nadal żywił silny sentyment do pary samotników, która go wychowała. Wiedział, że zawsze może im zaufać.
Nagle usłyszał szelest na dole, więc wyjrzał przez dziurę w podłodze. Do stodoły wrócił Zając niosąc w pyszczku dwie myszy. Jaś szybko zbiegł na dół.
- Zamieniamy się - powiedział do niego i wybiegł ze stodoły prosto na otwarte pole. Chciał dobiec do siedliska dwunożnych z dwóch powodów. Po pierwsze mógł tam złapać dużo zdobyczy, a po drugie wspomnienie mieszkających tam przyjaciół napełniło go chęcią spotkania ich.
Biegnąc zauważył stado owiec ganiane przez psy. Nie miał ochoty się z nimi spotkać, więc zmienił lekko kierunek, aby nadal biec do siedliska dwunożnych, ale wyminąć psy.
W końcu zwolnił, ponieważ był bardzo zmęczony biegiem. Szczęście sprawiło, że niedaleko wyniuchał mysz. Ostrożnie ją podszedł i złapał. Znalazł szybko jakiś punkt odniesienia, wykopał dołek i schował tam swoją zdobycz. Po chwili ruszył dalej, gdyż zobaczył najbliższe domostwo dwunożnych. Szybko do niego dobiegł i wskoczył na otaczający je murek. Kątem oka dostrzegł mniejszy domek na podwórku i już wiedział, że lepiej z murka nie schodzić. W takich domkach mieszkają psy.
Kocur obszedł dom po ogrodzeniu i zeskoczył z niego po stronie Drogi Grzmotu. Znał tę okolicę, był niedaleko swojego dawnego domostwa. Zadowolony przebiegł na drugą stronę śmierdzącej ścieżki i idąc ścieżką obok Drogi Grzmotu ruszył w kierunku swojej farmy.

<Sarna? Możesz go śledzić, czy coś>

25 listopada 2017

Od Jasia C.D. Sarenki

Dla Jasia była to pierwsza walka. Ale był gotów. Całe życie przygotowywał się do tej chwili. Z zaciętością prawdziwego wojownika walczył ze swoim przeciwnikiem. Jego srebrzyste pazury błyszczały w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Był to średniej wielkości kocur, o białej sierści upstrzonej szarymi łatami. W żółtych oczach żarzył się ogień. Kocur był zdeterminowany, gotów do walki. Ale jego młody przeciwnik także. Jaś był od niego jedynie niewiele mniejszy, ale wygląd miał równie imponujący. Był także bardzo podobny do przeciwnika, jedynie układ szarych łat i ilość blizn na ciele ich różniły. Jaś wiedział, że nieostrożnie dobrał sobie przeciwnika. Podobieństwo jego i tamtego kota mogły być mylące dla członków Klanu Lisa. Nie chciał ryzykować, że Sarenka, Kropelka lub Szrama pomogą wrogowi lub gorzej, nie pomogą Jasiowi gdy pazury wojownika Klanu Nocy wbiją się w jego skórę.
Z początku ich walka była serią uników Jasia, ale młody kocur szybko przeszedł do obrony. W serii swoich odskoków rozumnie pojął, że jego przeciwnik polega głównie na swojej sile. Wyraźnie próbował przyciągnąć do siebie Jasia. Jednak nic z tego. On był znacznie szybszy niż przeciwnik, a cechowała go również siła, której jednak starał się nie okazywać.
Swoimi skokami w tył zwabił przeciwnika daleko od reszty. Widział pewność siebie w oczach wroga. Dlatego zaczął uciekać. Wojownik pobiegł za nim. Tak, jak młodziak chciał. W końcu znaleźli się blisko Drogi Grzmotu. Tutaj Jaś się zatrzymał.
Wojownik dobiegł do niego. Wokół była szarość, charakterystyczna dla chwili znikania blasku słońca za horyzontem. Jednak kocie oczy doskonale widziały w tej ciemności, walka była zatem jeszcze bardziej uczciwa niż o jakiejkolwiek innej porze dnia. Jaś był gotowy. On i jego przeciwnik patrzeli sobie w oczy w chorym napięciu. Żaden potwór nie przebiegał teraz obok. Żaden też ptak nie śpiewał. Wszędzie była cisza, jakby las zamilkł specjalnie dla tego momentu. Wtedy Jaś skoczył.
Wylądował na przeciwniku z góry, wbijając tylne łapy w jego kark i odskakując. Przeciwnik zdenerwował się. W furii rzucił się na wojownika Klanu Lisa, ale ten zgrabnie uniknął jego szponów. Upadając ciężko na przednie łapy, wojownik przeturlał się i rozdarł sobie dolną wargę. Z rany zaczęła cieknąć krew, którą wojownik oblizał.
- Czego chcecie? - spytał kocur swoim dojrzałym głosem.
- Zabiliście Sowę - odparł Jaś, a wtedy właśnie Drogą Grzmotu przebiegł jakiś potwór. Jednak po chwili znów nastała cisza.
- W ostatnich księżycach Klan Nocy nie zabił żadnych sów - prychnął wojownik z przekąsem, jakby nie do końca rozumiejąc słowa młodszego.
- Sowa była naszą przywódczynią! - zawołał Jaś. - Wojowniczką Klanu Lisa, a wasz głupi klan ja zabił!
- Jeżeli nasi wojownicy ją zabili to najwyraźniej musiała zrobić coś złego! - syknął wojownik, a jeszcze jeden potwór przebiegł obok. Jaś chciał się z nim kłócić, ale nie zauważył, że podczas tej dyskusji za bardzo się rozluźnił. To pozwoliło przeciwnikowi rzucić się na niego i przydusić do ziemi.
Kocur był naprawdę bardzo silny. Nie pozwalał Jasiowi się odrzucić. Przyciskając łapę do jego gardła dusił go, patrząc mu w oczy. Nagle jednak puścił i odszedł kilka kroków w tył.
- Ale... Ale to niemożliwe! - zawołał wojownik. - Ty musisz być W-wicherek! A-ale...
Jaś również zastygł słysząc jego słowa. Wicherek? Gdzieś z tyłu głowy świeciła mu myśl, stare wspomnienie. Coś niczym krzyk...
WICHEREK!
Jasia wspomnienie to odrzuciło w tył. Przed oczami malował mu się obraz Rose wyciągającej do niego dłonie. Ale nie te ciepłe dłonie, które drapały go pod brodą. On się jej bał. Bał się tego wielkiego, przedziwnego monstrum.
WICHEREK!
Jaś podniósł wzrok ponownie na swojego przeciwnika. Tym razem był bardziej wściekły niż zaskoczony.
- Skąd znasz moje prawdziwe imię? - syknął przybierając znów bojową pozę.
- Twoja matka mi je zdradziła - powiedział kot. - Ty... Ty jesteś moim synem! Nie powinniśmy walczyć! Ale... Ale ty powinieneś być w Klenie Burzy!
Klan Burzy? Jasiowi znów jak mgła rozmywało się to słowo. Gdzieś już je kiedyś słyszał. Wiele razy. Dopiero po chwili dotarły do niego pozostałe słowa. Ten kot znał jego matkę! Jego prawdziwą matkę! Nic dziwnego skoro był jego... ojcem? Ale to nie możliwe.
- Mówisz głupoty! Jesteś kłamcą! - syknął Jaś. - Moja mama nie należała do Klanu Nocy!
Nie należała do Klanu Nocy, był tego pewien. Jego matka była pieszczoszką! Przecież pamięta zapach jej mleka i ciepłe posłanie w domu dwunożnych. Jego matka...
WICHEREK!
Jego matka biegła za Rose. Była wściekła. Ale czemu? Czemu chciała zaatakować dziewczynkę? Czemu Jaś bał się Rose?
- Twoja matka zdradziła klan - powiedział wojownik Klanu Nocy. - Ja także zdradziłem swój. Urodziła moje kocięta. Ty jesteś z mojej krwi.
Jaś nie chciał w to wierzyć. To wszystko nie miało sensu. Zdenerwowany rzucił się na kocura, pchnął go mocno. Kot wpadł na Drogę Grzmotu, prosto pod potwora. W ostatniej chwili wydał z siebie głośny pisk.
Po chwili na miejsce wydarzenia przybiegła Sarenka. Zmartwiona kotka przytuliła się do jego boku.
- Dobra robota - powiedziała. - Wystraszyłam się, że coś ci się stało.
- Martwiłaś się o mnie? - zapytał Jaś z błyskiem w oczach.
- Nie pochlebiaj sobie - mruknęła. - Musimy szybko wracać do Kropelki. Pilnuje Płomiennej Gwiazdy.
- Złapaliśmy Płomienną Gwiazdę? - zdziwił się kocur.
- W walce zabił Szramę, ale potem razem z Kropelką go pokonałyśmy. Gdy usłyszałam krzyk pobiegłam ci na ratunek. Kazałam jej go pilnować.
Jednak gdy wrócili na miejsce jedyne co zastali to dwa zakrwawione ciała. Szramy i kocura z Klanu Nocy. Po liderze i Kropelce nie było śladu.

<Sarna?>

11 listopada 2017

Od Jasia C.D. Sarenki

Jaś był dumny z tego, że Sarenka zabrała go ze sobą na obchód. Czuł się dzięki temu jak ktoś jej równy. Nie umiał obudzić w sobie takich uczuć, kiedy liderką była Sowa. Sarenka zupełnie różniła się od swojej matki. Sowa była bardziej surowa niż Sarenka. No i była stara. Dorosłe koty zawsze były dla Jasia dziwne. Choć sam był już dorosły nadal w głębi serca czuł się jak dziecko. Jak mały kociak rozpieszczany na farmie przez Punię.
Punia... Jasiowi aż cieplutko zrobiło się w serduszku na myśl o dawnej przyjaciółce. Pewnie od dawna jest już matką! Jaś był bardzo ciekawy jak miewa się kotka.
- Sarenko, może pójdziemy do siedliska dwunożnych? - zaproponował.
- Niby po co? - pytała z oburzeniem kotka.
- No... Szrama zajął część tamtych terenów, więc to też miejsce do obejścia i oznaczenia.
- Hmmm... Niech będzie - powiedziała kotka.
Oboje ruszyli w kierunku dawnego domu kocurka. W głębi serca Jaś cieszył się z powrotu. Nie mógł się doczekać spotkania z przyjaciółką. Był niemalże pewien, że Punia i Sarenka się zaprzyjaźnią.
Gdy w końcu dotarli do siedliska dwunożnych kocurek od razu pognał w kierunku farmy. Sarenka, nieco zaskoczona jego spontanicznością także ruszyła w tamtym kierunku.
Jaś przeskoczył murek i momentalnie wbiegł na podwórko, gdzie powitało go szczekanie psa.
- Intruz! Intruz! - wołał jak zawsze pies.
- Jasiek! - usłyszał kocurek zza murku.
- Spokojnie, nie jest spuszczony - odkrzyknął, a po chwili kotka znalazła się obok niego.
- Co my tu robimy?
- Tutaj się wychowałem - oznajmił z dumą.
- Aha. Więc po to mnie ciągnąłeś do siedliska dwunożnych? Żeby pokazać mi tę farmę? - mruknęła oburzona Sarenka.
- No... Tak! To znaczy nie! To znaczy... ee... - zawiesił głos. - No chciałem cię tu zabrać, bo twój tata jak się poznaliśmy powiedział, że będziecie tutaj polować...
- Ja tu nie polowałam - powiedziała Sarenka. - Może Łasica i Jaśminka... Ja w każdym razie tu nie byłam.
- Intruz! Intruz! - wołał dalej pies. Po chwili z owczarni wygramoliło się łaciate cielsko, tłustego kocura. Jasiowi serce zabiło mocniej.
- Ogryzku! - zawołał i pobiegł w kierunku kocura. Tłusty pieszczoch zmrużył swoje ciężkie powieki.
- Ja-jasio! - krzyknął ochryple i sam rzucił się do biegu. Gdy w końcu się spotkali Ogryzek był bardzo zdyszany. - Mój biedaku! Gdzieś ty był! Ja myślałem, że nie żyjesz!
- Niepotrzebnie Ogryzku! - zawołał młodziak. - Dołączyłem do Klanu Lisa. To wspaniali wojownicy. To było moje przeznaczenie ich spotkać.
- No, no! Jak żeś sobie taką ładną koteczkę przygruchał to rzeczywiście, wszystko się rozjaśnia! - zachichotał pieszczoch.
- A! No tak! - zawołał zakłopotany Jasio. - To jest Sarenka, Sarenko, to mój przyjaciel Ogryzek.
- Miło poznać - mruknęła kotka.
- Nie martw się młoda. Jasio to dobry kotek jest. Uwierz mi, z takim kawalerem można mieć kocięta - zaśmiał się kocur.

<Sarniok?>

22 października 2017

Od Jasia C.D. Sarenki

Minęło trochę czasu. Jaś został członkiem Klanu Lisa i uczniem Szramy. Otrzymał też od Sowy nowe imię ______, jednak nigdy go nie używał. Wolał, kiedy wszyscy mówili do niego "Jaś". Bardzo zaprzyjaźnił się z kotkami z Klanu Lisa. Wszystkie były dla niego niesamowite. Bardzo je polubił.
Bolało go przeokropnie, kiedy pewnego dnia Ukrywająca Łasica została znaleziona martwa. Jaś pierwszy raz w życiu widział wtedy martwego kota i bardzo go ten widok zabolał. Nie chciał skończyć jak jego przyjaciółka. Nigdy! Ale jego dusza wojownika nie pozwoliła mu odejść z Klanu Lisa. Szybko dzięki swojemu mentorowi wziął się w garść i wpoił sobie do głowy, że nigdy nie skończy jak Łasica, ponieważ skończą tak wszyscy, którzy staną mu na drodze.
Jaś rósł i dojrzewał, a jego zachowanie zmieniało się. Kotki, które jeszcze jakiś czas wcześniej traktował jako koleżanki powoli zaczynały go bardziej interesować. Były ładne. Bardzo ładne. Podobały mu się jak nic innego.
Było to oczywiście jego zauroczenie płcią przeciwną. Jeszcze słabe, dopiero raczkujące, ale powoli zmieniało się w coś zupełnie nowego, głębszego.
Szczególne zainteresowanie w oczach młodziaka zyskała Kwiat Jaśminu. Była bardzo śliczną kotką o pięknej sierści, oczach i uśmiechu... Za każdym razem, gdy pojawiała się obok niego od razu stawał się weselszy i jakoś mu się wszystko wydawało łatwiejsze. Trwało tak do czasu.
Pewnego dnia i ona została znaleziona martwa. Sowa długo rozpaczała nad stratą córki. Klan Lisa upadał, powiedział to wtedy Jasiowi Szrama. Upadał co raz bardziej, a jego członkowie tracili nadzieję. Ale nie Jaś. On nie pozwoliłby, aby jego klan upadał. Kochał Klan Lisa całym sercem i oddałby życie za niego. Oddałby życie tak jak Ukrywająca Łasica, jak Kwiat Jaśminu, jak Skrzydło Sowy...
Nikt się tego nie spodziewał. Kiedy Sarenka wróciła do domu ranna i pokaleczona, kiedy podeszła do Szramy i zaczęła go wyzywać, a potem oznajmiła, że Sowa nie żyje. Jaś, słysząc to z boku był zaskoczony. Jak to nie żyje? Ta wielka i waleczna wojowniczka miałaby umrzeć? To było bez sensu!
Jaś długo rozmyślał nad tym wszystkim. Całą noc spędził leżąc i myśląc. Co teraz, kiedy Sowy nie ma? Co się stanie z Klanem Lisa? Szrama będzie rządził sam? Nie, to niemożliwe. Przecież Klanem Lisa rządzą dwa koty, a nie jeden.
Kiedy nastał świt, a promienie słońca dostały się do wnętrza stodoły Szkaradna Szrama zwołał Klan Lisa w rogu. Cała piątka pozostałych przy życiu wojowników podeszła do niego.
- Teraz, kiedy Sowa nie żyje nasza potęga jest zachwiana - zaczął kocur. - Klan Lisa osłabł znacznie. Upada. Jako ojciec klanu i jego przywódca ogłaszam Sarnę Biegnącą Przez Las jej następczynią. Czy ktoś zgłasza sprzeciw?
Wszyscy milczeli uznając wybór kocura.
- Dobrze, zatem od teraz to ty będziesz dbać o ten klan - prychnął oblizując nos. - Powodzenia.
Szrama odwrócił się od klanu i odszedł, aby położyć się na sianie w drugim końcu stodoły. Jaś ostrożnie spojrzał na Sarenkę, która szykowała się do swojego przemówienia.

<Sarna?>

04 września 2017

Od Jasia C.D. Szramy

- Policzę teraz do trzech - szepnął szary kot. - A ty zdecydujesz, czy wolisz wrócić do swoich dwunożnych i żyć w spokoju, czy może raczej zostać tutaj i zmierzyć się ze mną w walce.
Jaś drżąc na całym ciele kiwnął głową dając znak, że rozumie.
- Raz... - zaczął odliczać kocur, siadając co malucha tyłem. - Dwa... - czas mijał, a na jego pysku pojawiał się szeroki, wstrętny uśmiech. - Trzy!
Samotnik niezwykle zdziwił się, gdy zauważył, że kociak, choć trząsł się wyraźnie ze strachu nadal stał w miejscu. Zaśmiał się szyderczo i przybrał bojową pozę. Jaś, choć niepewnie także to zrobił. Sekundę później szary kot skoczył na niego i przydusił go do ziemi. Kociak ugryzł go w łapę i wywinął się spod uścisku, a potem skoczył wielkiemu samotnikowi na grzbiet i mocno się wbił w zbite futro. Szary kot zaczął skakać próbując zrzucić młodziaka, ale ten nie ustępował i trzymał się mocno nie dając za wygraną. W końcu przewrócił się na grzbiet zduszając Jasia na ziemi, a ten go wypuścił. Samotnik przygwoździł go tak, aby tym razem nie był w stanie go ukąsić.
- Zacięty z ciebie gówniarz - prychnął samotnik wbijając pazury w mordkę kociaka. - Szybki, jak wojownicy Klanu Burzy. Może i masz rację twierdząc, że twoja mamuśka była wojowniczką, ale ty na pewno do wojowników nie należysz.
Kocur przeciągnął pazurami rozdzierając skórę na pyszczku kociaka, a także jego powiekę. Maluch zapiszczał z bólu i bardzo wystraszył się widząc stróżkę krwi na swoim nosku. Czuł, że zbliża się jego koniec, ale samotnik go wypuścił.
- Jesteś jeszcze kociakiem - prychnął. - Małym, kudłatym wpierdkiem bez znaczenia. Wychowankiem leniwych kotów z farmy, który opycha się króliczymi bobkami i niesmacznym jedzeniem dwunożnych. Ale masz potencjał, aby zmienić się w groźnego wojownika.
- Chcę go wykorzystać - pisnął Jaś. - Naprawdę.
- Niby jak?
- Klan Lisa...

<Szrame?>

31 sierpnia 2017

Od Jasia

Jaś powoli zakradł się do myszy obgryzającej ziarenko. Otaczała ich ciemność. Byli sami. Tylko łowca i jego zwierzyna. Szybki skok i Jaś już miał mysz w pyszczku. Zwierzątko zapiszczało jeszcze przez chwilę, ale potem było już martwe. Młody kocur z dumą zszedł po szczebelkach drabiny na dół owczarni, gdzie ładna, szylkretowa kotka już na niego czekała.
- Dobra robota Jasiu - powiedziała liżąc młodego kocurka po głowie. - Jesteś świetnym łowcą. A taki z ciebie maluszek!
- Kochana Puniu, mam już za sobą dwie pory roku - przypomniał jej kociak rzucając martwą zdobycz na ziemię.
- Ale nadal jesteś taki malutki i uroczy! - westchnęła Punia. - No dobrze, zanieś tę myszkę Ogryzkowi. Mój biedny głoduje.
- Już się tak nad nim nie użalaj - prychnął Jaś. - Jeszcze trochę, a będzie tak gruby, że nie będzie umiał się podnieść z miejsca!
- I to właśnie mnie martwi - mruknęła Punia. - Biedaczysko nie umie polować.
- Dobrze, że dwunożni podkładają mu miskę pod nos - zaśmiał się młodziak. - Nie, Puniu, ta myszka jest dla ciebie. Nie powinnaś polować i biegać po okolicy tak krótko przed porodem. Sama tak mówiłaś.
Kotka skrzywiła się lekko, ale przyznała swojemu koledze rację. Wzięła myszkę i weszła na krzesło stojące w kącie. Tam położyła się i zaczęła zjadać podarunek. Jaś był bardzo dumny ze swojego gestu. Czuł, że zrobił słusznie.
Nagle na zewnątrz zaczął szczekać pies. Młody kocurek szybko oznajmił, że sprawdzi o co chodzi i wyszedł z owczarni na podwórko. Pies szczekał głośno.
- Intruz! Intruz! - wołał. Na podwórku nie było jednak śladu jakiegokolwiek intruza. Poza jednym. Na murku siedział spokojnie i lizał łapę szary, brzydki kocur. Jaś szybko rozpoznał w nim kota, który już kilka razy odwiedził gospodarstwo. Bardzo się jego bał. Chciał szybko znów schować się w owczarni, ale kot zauważył go i podbiegł. Serce kociaka zamarło ze strachu.
- Wasza kotka już urodziła? - spytał chłodnym tonem. Jaś pokręcił szybko głową, czuł jak żołądek podchodzi mu do gardła. - Szkoda. Gdzie ten stary tłuścioch?
- O-ogryzek? - zapytał Jaś nim ugryzł się w język.
- A macie tu jeszcze jakieś stare tłuściochy? - prychnął kocur z pogardą.
- N-nie - zająknął się kociak. - Czego chcesz od Ogryzka?
- Nie twój interes mysi bobku - warknął. - I uważaj, bo wypatroszę ci oczy jak będziesz dalej taki wścibski!
- Zostaw dzieciaka! - Jaś odetchnął głęboko z ulgą słysząc głos Ogryzka. Gruby kocur podszedł do nich ociężale. - Po co tu przylazłeś?
- Klan Lisa potrzebuje waszych myszy - oznajmił z dumą szary kot. - Od teraz moje córki będą tu polować.
- Nie macie prawa okradać nas z naszych myszy! - syknął Ogryzek.
- Klan Lisa? - zapytał Jaś zdziwiony.
- Mówiłem ci mały zasrusie, że masz nie wtykać nosa w cudze sprawy! - warknął kocur.
- Nie... Ja... Przepraszam, ale mówiłeś o Klanie Lisa... A słyszałeś może o Klanie Burzy? - zapytał z zaciekawieniem kotek.
- Phy! Co cię obchodzi ta banda lisich bobków? - prychnął pogardliwie kot.
- No bo... Moja mama opowiadała mi, że urodziła się w Klanie Burzy - powiedział Jaś. - Może ją znasz? Nazywała się Migo... przepraszam, Mysi Nos. To taka bardzo ładna szara kotka z żółtymi oczami.

<Szrama?>