BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kajzerka x Sówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kajzerka x Sówka. Pokaż wszystkie posty

19 października 2025

Od Sówki CD. Kajzerki

*Jakiś dłuższy czas temu*

Grzebała łapą w ziemi. Jej myśli krążyły wszędzie dookoła, nie mogąc się zdecydować, czego dokładnie się uczepić. Sama Sówka z tego powodu nie kontaktowała odpowiednio, jak to powinna ze względu na swoje stanowisko. Ale co mogła zrobić? Taki stan ciągnął się od dłuższego czasu. Miała wrażenie, że wyszła z najgłębszego dołka, ale jej niezebrane myśli i zmartwienia dalej ciągnęły ją w dół. A w dodatku ograniczający wiek tylko coraz bardziej dawał o sobie znak. Ciało stawało się tylko coraz starsze, ale jej młodzieńczy i lekkomyślny duch dalej był gdzieś schowany, teraz jednak bez możliwości pokazania się całemu światu, jak to dotychczas robił.
— Myślisz, że była to dobra decyzja? — nagle odezwała się siedząca obok Kajzerka. Sówka podniosła lekko głowę, wytrącona ze swoich rozmyślań. Spojrzała na zmartwioną wojowniczkę, po chwili przenosząc wzrok przed siebie, dokładnie w miejsce, gdzie znajdowała się Ambrowiec. Czekoladowa domyślała się, że to właśnie ona jest źródłem zmartwień Kajzerki. Odkąd wróciła do Owocowego Lasu, sytuacja momentami stawała się napięta, a niepewność co do wcześniejszych gróźb kocicy w stronę nie tylko Sówki, a całego Owocowego Lasu, potrafiła być naprawdę stresująca. Nikt nie miał pewności, czy cała rodzinka jeszcze przed chwilą wygnanych owocniaków, nie knuje czegoś w ukryciu.
– Nie wiem Kajzerko – mruknęła w końcu Sówka, znów wlepiając wzrok w ziemię. – Ale właśnie z tego powodu są oni pilnowani przez naszych wojowników. Jak tylko coś się będzie działo, odpowiednio zareagujemy – powiedziała, choć sama nie była pewna swoich słów. Nie ufała Ambrowiec, można nawet powiedzieć, że odrobinę się jej obawiała. Już gdy ich wygnała, doprowadziło to do dużego pogorszenia jej stanu, ze względu na stres, jaki ciągnął się wraz z tą sytuacją. A teraz ta sama kotka, która groziła im wszystkim, wróciła błagać o litość. Sówka westchnęła cicho, co nie umknęło jednak uszom Kajzerki. Wojowniczka wlepiła w czekoladową swoje spojrzenie, lecz nie uzyskała żadnego wytłumaczenia.
 
***
*Przed ostatnim zgromadzeniem*
 
Coraz trudniej było jej nadążyć nad wszystkimi wydarzeniami w Owocowym Lesie. Miała wrażenie, że informacji z dnia na dzień przybywało, choć rzeczywistość była zdecydowanie inna. "Nie daje rady nawet orientować się w informacjach" – pomyślała zrezygnowana, spuszczając głowę. Czy to się nazywa starość? Jeśli tak, Sówka jednego była pewna - nie było to w żadnym stopniu fajne czy zabawne. Była to prawdziwa męka, zwłaszcza dla kota na stanowisku takim jak ona. Zwłaszcza dla niej. Nie umiała pogodzić się z faktem, że coraz trudniej wchodziło się jej na drzewa, nie tylko ze względu na obecnego w jej życiu zeza, ale również ze względu na stan zdrowia. Nie potrafiła zrozumieć, że sama podróż na zgromadzenia kosztowała ją więcej energii niż kiedykolwiek wcześniej. Miała wrażenie, że całe jej życie tylko się skomplikowało, jakby wcześniej nie było już wystarczająco trudne. Chociażby przez sytuację z Kaczką. Czekoladowa westchnęła cicho. Nie wiedziała ile czasu jej jeszcze zostało, a dalej nie potrafiła rozmawiać z własną "partnerką", jeśli w ogóle dalej mogła nazwać tak Kaczkę. Przez tak długi czas nie rozmawiały, co kroiło serce Sówki na mniejsze kawałeczki. Czy ich związek w ogóle jeszcze istniał? Czy tamta kłótnia była tylko cichym zerwaniem, którego akurat ona nie zrozumiała? Sama nie miała pojęcia i nie chciała rozkminiać tego tematu bardziej. Wolała podążać za swoją nadzieją, niż dać się złapać szponom rzeczywistości.
– Witaj Sówko – usłyszała nagle głos, należący do Pieczarki. Zastępczyni usiadła obok Sówki i uśmiechnęła się do niej życzliwie. Czekoladowa założyła swoją maskę i lekko odwzajemniła uśmiech, odwracając się w pełni do Pieczarki.
– Witaj, coś się stało? – zapytała przywódczyni, nieco zdziwiona nagłym pojawieniem się kotki.
– Zbliża się pełnia, za kilka wschodów słońca odbędzie się zgromadzenie – przypomniała Pieczarka, przyglądając się liderce. Ta tylko kiwnęła głową, czując już jak łapy odpadają jej z wysiłku. – Czy dasz radę nas poprowadzić? – spytała młodsza, wyrywając Sówkę z zamyślenia.
– Oczywiście Pieczarko. Dlaczego miałabym nie dać?
– Nie chcę cię urazić... – zaznaczyła na początku zastępczyni. – ...jednak ostatnio odnoszę wrażenie, że nie jesteś w formie.
– Wiesz jak to jest – westchnęła czekoladowa, niezręcznie się uśmiechając.
– Może zastanowisz się do jutra? My dostosujemy się do twoich rozkazów – zaproponowała Pieczarka. Widać było na jej pysku pewien rodzaj zmartwienia. Sówka spojrzała na nią, przez chwilę się nie odzywając. Domyślała się, co jej zastępczyni ma na myśli.
– Dobrze Pieczarko. Pamiętaj tylko, że nikt z was nie musi się o mnie martwić – oznajmiła. Pieczarka kiwnęła głową, znów uśmiechając się w stronę Sówki. Tym razem jednak nie uzyskała tego samego w odpowiedzi. Po chwili zostawiła przywódczynię samą, wracając do swoich obowiązków. Wtedy to Sówka wypuściła ciężko powietrze.
 
***
 
Siedziała obok Kajzerki. Głowę miała spuszczoną, a zrezygnowany wzrok jak zwykle wlepiony w twardą nawierzchnię ziemi. Choć wczoraj jeszcze się dziwiła, dlaczego ktokolwiek sugeruje, że nie da rady poprowadzić Owocowego Lasu na zgromadzenie, dziś padło na to, że zostaje w obozie, ponieważ właśnie nie da rady tego zrobić. Los potrafił jednak być okrutny.
– Kajzerko – odezwała się i podniosła lekko głowę, by było ją lepiej słychać. – Opowiedz mi proszę później, co działo się na zgromadzeniu.

<Kajzerko?>

06 września 2025

Od Kajzerki CD. Sówki

— Wy urwisy, wracać mi, ale już! — miauczała, goniąc Czajkę i Guziczka. Miała oddać się przyjemnej popołudniowej drzemce, gdy jej maluchy nagle wyskoczyły ze żłobka jak oparzone. Och, gdyby tylko były takie grzeczne jak Gąska! Ona nigdy nie wystawiała łapki za kociarnię bez pytania. Wprawdzie jej cichość nieco martwiła Kajzerkę, lecz doceniała, że z trójki kociąt chociaż jedno nie było tak rozbrykane...
Łapki może i mieli krótkie, ale przebierali nimi wystarczająco szybko i sprawnie, by uciekać przed matką i wymijać wszystkie przeszkody na swojej drodze. Kajzerka nieomal wpadła wprost w grupkę zwiadowców i ich posiłek, ledwie wykręcając przed zakrętem. W końcu bieg jej się znudził. Nie mogła gonić ich w nieskończoność, bo straciłaby dech w płucach. Zdecydowała się wykorzystać swoją najlepszą broń.
Gdy tylko znalazła się wystarczająco blisko, skoczyła, miażdżąc swoje kociaki pod masą jej łap.
— Hej! — wrzasnęli prawie jednogłośnie, nie potrafiąc powstrzymać śmiechu.
— Do żłobka, nicponie! — miauknęła żartobliwie. Szeroko się uśmiechała. — Myśleliście, że uda się wam uciec przede mną?! Ha! Dobre sobie! — mruknęła, podnosząc wysoko głowę jak paw. I wtedy kątem oka zauważyła stojącą niedaleko przywódczynię. Patrzyła na nią z dystansu, trzymając spuszczoną głowę, zgarbiona, wyraźnie przygnębiona. Nie musiała nawet jej pytać, by wiedzieć, że coś było nie tak. Nie obchodziło jej to, ile razy Sówka powie, że wszystko było w porządku. Po kotach było widać takie rzeczy, tak jak było teraz widać po niej.
— Naprawdę. Lećcie do żłobka. Zaraz do was dołączę — dodała poważniejszym, łagodniejszym tonem. Jej kociaki musiały zrozumieć, że był to koniec żartów, bo wyślizgnęły się z jej poluzowanego chwytu i po wymiauczeniu paru słów prędko tam popędziły. Chociaż raz byli ułożeni i się jej słuchali.
Podeszła do smętnie wyglądającej liderki.
— Jesteś pewna, że wszystko jest naprawdę w porządku? — miauknęła, choć wiedziała, jaka była prawdziwa odpowiedź na to pytanie. Sówka otworzyła pysk, zapewne by zaprzeczyć jak ostatnio, lecz milczała. Przez kilka uderzeń serca stały tak w ciszy, aż w końcu z ust Sówki uciekło ciche westchnięcie, a ona sama odwróciła głowę w drugą stronę.
— Wiesz, że nie pytam cię o to złośliwie. Po prostu... Widzę. Widzę i przykro mi na to patrzy. Marnie wyglądasz — dodała z wyraźną troską w głosie, jak matka, która martwiła się o własne dziecko. Ostatnim razem zaprzeczała, odmawiała pomocy, pamiętała to, ale może teraz będzie już inaczej?
— To... To jest coś, przez co po prostu muszę przebrnąć. Wiem, Kajzerko, że się przejmujesz, ale ja też wiem, że mogę na ciebie liczyć, jeśli będę cię potrzebować — zapewniła, zdobywając się na słaby uśmiech. Nie była w stanie stwierdzić, czy był szczery. — Nie myśl tyle o mnie. Myśl o swoich kociętach to one powinny liczyć się dla ciebie teraz najbardziej.
Kajzerka znów spojrzała na nią smutno.
— Ależ są dla mnie najważniejsze. To nie zmienia faktu, że się o ciebie martwię — wyznała. Nie miała wprawdzie szczególnie głębokiej relacji z kotką, przez co jej słowa brzmiały nieco dziwnie, ale naprawdę jej współczuła. — Przechodzisz przez dużo. Dużo tego, przez co ja sama przeszłam — miauknęła ciszej. — Mogę cię zrozumieć, jeśli tylko ze mną porozmawiasz.
Sówka podniosła z ziemi wzrok, by wlepić w nią spojrzenie swych płomiennych oczu.
— Będę pamiętać.

***

Powoli... Wszystko zaczynało być idealne. Groźne nagie drzewa odeszły – na otaczających obóz drzewach pojawiały się świeżozielone liście. Słonko przygrzewało, dawno roztopiło już resztki błotnistego śniegu. Wszystko powoli budziło się do życia. W końcu! Nie mogła już wytrzymać gnuśnienia w legowisku, gdy za ścianą ziąb.
Wokół niej rozrabiały kociaki. Borowik, Kurka, Czajka i Guziczek biegali wokół, wesoło miaucząc do siebie i chichocząc, rozświetlając cały obóz. W tamtej chwili świecił pustkami. Dochodziło południe, co oznaczało, że większość kotów była jeszcze zajęta swoimi sprawami. Polowania, treningi, patrole – nawet ci, co nie zostali do niczego wyznaczeni, chętnie wybierali się na spacery czy spotkania z przyjaciółmi. Cóż, było z czego korzystać. Kajzerka powiodła wzrokiem po niebie, które przykrywały powoli zieleniące się gałęzie. Spojrzała na bawiącą się beztrosko grupkę kociąt, później na leżącą w jej łapkach Gąskę, po czym zerknęła w bok, na leżącego przy niej partnera. Mruczał z zamkniętymi oczami, wyglądając, jakby powoli odpłynął w drzemkę. Zaśmiała się i jej spojrzenie powróciło na gromadkę. W końcu musiała ich pilnować, nawet w bezpiecznym obozie.
Wciąż tęskniła. I za tragicznie straconą Maślak, i za pozostawionym w Klanie Nocy Samowolną Łapą. To były jej dzieci. Pierwsze, które kochała, kochała tak bardzo, że rozłąka z nimi złamała jej serce. Czajka, Guziczek i Gąska dały jej poczucie sensu, gdy została całkiem sama. Kochała ich równie mocno, co swój pierwszy miot. Nie mogła się doczekać, aż będzie mogła obserwować, jak dorastają, a jednocześnie chciała, by ta chwila trwała wiecznie. By zostały już na zawsze tymi puchatymi, drobnymi kulkami futra, które gonią się nawzajem po zaroślach.
Usłyszała z zewnątrz czyjeś kroki. Zwróciła na nie uwagę tylko dlatego, że nadchodziła pora obiadu, a ona liczyła na powrót łowieckiego patrolu. Już od samego ranka czekała, aż na stos wpadnie świeża zwierzyna. Z uśmiechem na pysku obejrzała się w stronę odgłosów, by ocenić, czy wojownicy przynieśli coś dobrego i natychmiast ten spłynął jej z twarzy. Pobladła pod futrem, robiąc wielkie oczy.
Ambrowiec.
Natychmiast wstała na równe łapy, zrzucając na wpół śpiącego i widocznie zagubionego Orzeszka ze swojego barku. Wiedziała! Ostrzegała! Odkąd tylko została wygnana, jej głowy nie była w stanie opuścić myśl, że jeszcze tu wróci po swoją zemstę. To jej najeżone futro... Trójka gotowych do boju kocurów, których prowadziła... O nie, nie, nie... Nie na jej warcie! Nie przy jej pociechach!
— ATAK!!! Jesteśmy napadani!!! — wrzasnęła na całe gardło, strasząc i zbierając na równe nogi wszystkie koty, które do tej pory wylegiwały się beztrosko na polanie. Wojownicy, którzy dotąd drzemali na gałęziach drzew, omal z nich nie pospadali, zrywając się do niespodziewanej walki. Przywołała natychmiast do siebie kociaki (i Orzeszka), stając przed nimi jak mur. Jeśli chcieli się dostać do nich, musieli wpierw przejść przez nią! Im więcej spojrzeń zauważało obecność Ambrowiec, tym większa panika (lub ogień walki, kto co woli) obejmowała owocniaków. Sajgon ze swoim ojcem już syczeli, wyginając grzbiety, gotowi do rzucenia się w wir walki. Wyglądało na to, że już zaraz miał się zacząć...
— Nie! — miauknęła głośno Ambrowiec, a Kajzerka napięła mięśnie, spodziewając się, że zaraz rozlegnie się bojowy okrzyk. — Nie przyszliśmy, by walczyć. Jesteśmy tu by... Poprosić o azyl.
Mówiła tak, jakby te słowa ledwo przechodziły jej przez gardło. Jakby ten jeden raz duma, która sprawiła zresztą, że została wygnana z Owocowego Lasu, musiała zostać schowana do kieszeni. Kajzerka nadal stała twardo na swoim miejscu. To mogła być tylko podpucha. Nie zamierzała narażać młodych ze względu na swoją naiwność.
Patrzyła na grupę kotów, prawie nie mrugając, nie odrywając od nich wzroku nawet na uderzenie serca. Wyglądali na zmęczonych. Pod ich grubymi futrami rysowała się chudzizna i wystające kości. Pora nagich drzew musiała dać im w kość, a nowych liści nie przynieść takiej ulgi, jakiej się spodziewali. Ich skóry przecinały blizny – najbardziej widoczna była ta Kolendry, przechodząca przez jego prawy policzek. Właściwie... Nie wyglądała na bliznę. Była to świeża, ledwie zasklepiona rana, jakby stoczyli walkę najwyżej kilka wschodów słońca temu.
Najgorzej z nich wszystkich wyglądał jednak Fruczak. Kulił się gdzieś na końcu, widocznie przestraszony, poobijany i schorowany. Miał opuszczony łeb, nie tylko w akcie uległości, ale też zwyczajnie jakby nie mógł utrzymać jej w górze i mu ciążyła. Na chwilę Kajzerka poczuła niepewność. Wyglądali biednie. Nie jak zbrodniarze, którzy przyszli po swoją zemstę. Tylko czy słowa Ambrowiec mogły być szczere? Czy powinna jej ufać?
Wyglądała na najmniej poszkodowaną z nich wszystkich. W jej słowach była słyszalna nieszczerość, a jeśli były już szczere, to ich wymuszenie. Jak gdyby nie chciała tego wcale mówić. Jakby przyszła tu, bo musiała, a nie dlatego, że czegoś żałowała. Kajzerka pamiętała przecież, co mówiła chwilę przed swoim odejściem.
— Tak... Nie chcemy bitwy. Chcemy poprosić, byście nam wybaczyli — dodał po chwili Kolendra, podchodząc do boku swej matki. Jego głos przejawiał znacznie większy żal, podobnie jak jego oczy. Futra większości kotów wygładziły się, przynajmniej nieznacznie. Kajzerka wciąż była przygotowana na atak z zaskoczenia, lecz doszło do niej w końcu, że grupa Ambrowiec nie miała nawet siły na atak. Gdyby spróbowali, parę wojowników starłoby ich w uderzenie serca na mysi proch.
Sówka zeskoczyła ze swojego legowiska. Dołączyły do niej ich zastępczynie i szamanka, które poprosiły wygnańca i jej bliskich na stronę, by porozmawiać bez ciekawskich spojrzeń. Gdy wszyscy odeszli, Kajzerka w końcu odetchnęła z ulgą. Zagrożenie minęło. Byli bezpieczni.
Przynajmniej na chwilę...

***

Nie czuła się dobrze z obecnością Ambrowiec. Tak, była uwięziona, tak, znajdowała się pod czujnym okiem wojowników i zwiadowców, lecz nie mogła pozbyć się wrażenia, jakby knuła coś za ich plecami. Jakby odwet kocicy nadchodził nieuchronnie. Nie mogła spać spokojnie! Jej maleństwa właśnie opuściły jej skrzydło i nie mogła mieć na ich oka całą dobę. Skąd miała wiedzieć, że nic im się nie stanie? Jeszcze dostali na mentorów młode, niedoświadczone koty... O nie, powinna się przestać martwić, bo zaraz ją rozsadzi! To od pewnego czasu powtarzał jej Orzeszek. Może miał trochę racji, ale to nie sprawiało, że nagle stała się spokojna. Za każdym razem, gdy kocica migała jej w obozie, śledziła ją wzrokiem jak kryminalistkę. Podobnie Bukszpana – mógł być przecież jej partnerem w zbrodni. Oboje byli szemrani. Miała takie przeczucie.
Siedziała nieopodal Sówki, wpatrując się w leżącą spokojnie Ambrowiec. Jakby nic się nie stało, jakby tak miało być. Kajzerka położyła po sobie uszy. Nie wyglądała nawet przejętą tym, że Fruczak, jej własne kocię, trafił do lecznicy i znajdował się pod czujnym okiem Kruszynki. Gdyby to ona była na jej miejscu, wyrywałaby sobie sierść z grzbietu, nie będąc w stanie nawet na chwilę się zrelaksować czy zmrużyć oko. Nie rozumiała jej spokoju. Napawał ją niepokojem. Jaka matka ignorowała swoje ciężko chore dziecko?
— Myślisz, że była to dobra decyzja? — miauknęła zaniepokojona, przenosząc wzrok na Sówkę. Liczyła na to, że będzie wiedziała, o co jej chodzi.

<Sówko?>

27 sierpnia 2025

Od Sówki CD. Kajzerki

Poczuła, jak robi jej się słabo. Nagle cały świat zawirował, sprawiając, że czekoladowa prawie utraciła grunt spód łap. Oddech sam jej przyspieszył, a w głowie po raz kolejny utworzył się mętlik. Myśl za myślą, wszystkie w rzędzie i tak w kółko bez końca. Wszystkiego było tylko coraz więcej. W końcu Ambrowiec wraz ze swoimi dziećmi i przyjacielem opuściła obóz, a za nimi ruszył wybrany przez Gruszkę patrol.
– Kurcze, słabo – przez to wszystko doleciał do niej komentarz Kajzerki. Jej wzrok powędrował w stronę kotki, jednak nie był on jakiś oskarżający. Nie. Był jakąś mieszanką przerażenia, która nawet dla osoby przeżywającej dane emocje była trudna do zrozumienia. Kajzerka również spojrzała na liderkę, co sprawiło, że ta szybko odwróciła wzrok. Wzięła nieco głębszy oddech i odwróciła się napięcie, łapy kierując w stronę swojego legowiska. Musiała się położyć, wiedziała o tym. Gdy tylko zniknęła z oczu pobratymców, poczuła, jak łapy same się pod nią uginają. Na wpół usiadła, na wpół upadła na swoje posłanie, mocno zaciskając powieki. Czyżby popełniła błąd? Czy aby na pewno wygnanie Ambrowiec było dobrym pomysłem? Sama już nie wiedziała! To wszystko powoli wymykało się jej spod kontroli. Tego wszystkiego było już zbyt wiele. Miała wrażenie, że każda decyzja tylko bardziej pogrąża ją, a w tym również Owocowy Las. W końcu to ona była za niego odpowiedzialna. Ona im przewodziła, dlaczego ten fakt doszedł do niej dopiero po takiej tragedii? Bo choć wcześniej była świadoma, nigdy nie była aż tak, jak teraz. Teraz wagę każdej swojej decyzji odczuwała tylko dwa razy bardziej niż wcześniej, a każda z nich przygniatała ją coraz bardziej, jakby chciały zrównać ją z ziemią. A może tak było? Może każda kolejna podjęta decyzja była tylko kolejnym stopniem do końca?
 
***
*Tego samego dnia*
 
Czuła na sobie wzrok innych kotów, gdy przemierzała pełną ich polanę. Słyszała ciche szepty, jednak starała się nie zwracać na nie większej uwagi. Mimo to niektóre z nich potrafiły dolecieć do jej uszu, wpadając centralnie do nich, by później zagnieździć się w jej mózgu na dobre.
– Sówko? – usłyszała nagle głos Kajzerki, który skutecznie uratował ją przed plotkami, które coraz częściej były dla niej utrapieniem. Sówka odwróciła się do niej, nie utrzymując jednak kontaktu wzrokowego.
– Witaj Kajzerko, coś się stało? Nie powinnaś być w żłobku? – zapytała, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie, choć nie wychodziło jej to za dobrze.
– Ciebie mogłabym zapytać o to samo – odparła szczerze młodsza, nawiązując do pierwszego z dwóch pytań zadanych przez Sówkę. – Nie wyglądasz najlepiej – stwierdziła. Liderka tylko niemrawo kiwnęła głową. – Jak coś się dzieje to mogę ci pomóc! – dodała, nie słysząc żadnej odpowiedzi ze strony przywódczyni.
– Nie... To... – zaczęła Sówka, lecz bezskutecznie. W końcu westchnęła i odwróciła się nieco w stronę przybyłej kotki. – Wszystko wymyka mi się spod kontroli – westchnęła i ciągnęła już szeptem. – Ale nie potrzebuje twojej pomocy Kajzerko. Jeśli mam utrzymać naszą społeczność w porządku, muszę postarać się to zrobić na własną łapę. Ostatnio po prostu...
– Chodzi o Kaczkę? – zapytała Kajzerka, spoglądając zmartwiona na swoją koleżankę. Ta poraz kolejny westchnęła.
– Te plotki są o nas, prawda? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Sówka, pozwalając sobie na lekkie drżenie głosu. Kajzerka kiwnęła głową, po czym nastała chwila ciszy, której nikt nie przerywał. Wtedy to Sówka postanowiła ruszyć dalej, myśląc, że będzie to już koniec rozmowy z karmicielką. Ta jednak nieco wolniej, ale jednak, ruszyła za przywódczynią.
– Nie musisz sobie z tym wszystkim radzić sama Sówko. Zawsze możesz przyjść z kimś porozmawiać! I ja zgłaszam się na ochotnika. Z chęcią cię wysłucham. Jestem pewna, że po tym zrobi ci się lepiej! – odezwała się Kajzerka, spoglądając na przywódczynię. Sówka odwróciła nieco głowę w jej stronę.
– Muszę być silna Kajzerko – oznajmiła, przypominając sobie Żbika. – A teraz wracaj do żłobka. Zaraz przyniosę ci jakąś mysz, jest pora na posiłek – zaoferowała, na co karmicielka przystała, choć Sówka dalej miała wrażenie, że przyjaciółka nieco się o nią martwi. Po chwili jednak Kajzerka ruszyła w stronę legowiska, zostawiając przywódczynię. Ta jak gdyby nigdy nic ruszyła do stosu zwierzyny, jednak w jej głowie znów zaczęło roić się od myśli. A główną z nich było pytanie. Czy aby na pewno nie potrzebuje pomocy?
 
***
 
To pytanie dalej nawiedzało Sówkę, choć od tamtej rozmowy minęło kilka, jeśli nie więcej, wschodów słońca. Czekoladowa miała wrażenie, że gdyby nie obowiązki, które miała, nie wychodziłaby ze swojego legowiska. Choć już teraz robiła to dużo rzadziej. Odkąd Kaczka przestała do niej przychodzić, nie miał kto wyciągać jej na zewnątrz. Kilka łez zgromadziło się w kącikach jej oczu. Od tamtej kłótni dalej nie rozmawiała ze swoją partnerką. Obowiązki, które kiedyś wykonywały razem, każda z nich wykonywała oddzielnie, a czasem możnaby nawet zauważyć, jak czekoladowa omija je wciągu swojego dnia. Jakiekolwiek ich przypadkowe spotkania na polanie kończyły się nieprzyjemnymi komentarzami, czy szybkim wyminięciem drugiej połówki, tak, jakby nic nigdy je nie łączyło. A w dodatku jeszcze te plotki... Teraz już mniej nasilone niż wcześniej, jednak dalej obecne, wwiercające się w głowę przywódczyni, dodając jej tym samym więcej zmartwień. Sama nie wiedziała jak ma traktować obecną sytuację z Kaczką. Czy dalej były razem? Nadzieja Sówki w tym przypadku była naprawdę wielka, ponieważ sama kotka niewyobrażała sobie, co by było, gdyby to zakończyło się w taki sposób. Gdyby ich relacja nagle dobiegła końca. Dalej bardzo kochała Kaczkę. Myślała o niej, choć tak strasznie bała się odezwać. W końcu była to jej wina, że to wszystko tak się potoczyło. Gdyby wtedy ugryzła się w język, kłótnia ta nie stałaby się tak poważna.
Powoli wstała, czując jak ciężkie jest jej ciało. Jej główną chęcią było wrócenie na posłanie i zaśnięcie poraz kolejny, lecz wiedziała, że nie może tego zrobić. Musiała wygrzebać się z legowiska i choć na chwilę wyjść na zewnątrz. Wzięła głębszy oddech i spojrzała przed siebie. Starała się uśmiechać, jednak wiedziała, że nie potrafi. Nie jak kiedyś. Jej maska została uszkodzona, a ona nie miała wystarczająco siły by ją naprawić. To był chyba najgorszy fakt dla Sówki, ponieważ miała tą świadomość, że były osoby, które mogły zauważyć jej nie za dobry stan.
Wyszła z legowiska. Powoli zeszła na ziemię, starając się nie wywrócić przez swojego zeza, który mimo całego życia dalej platał jej figle. W końcu ruszyła przed siebie, starając się nie nawiązywać z nikim kontaktów wzrokowych, tak jakby jej nie było. I to wtedy jej wzrok padł na dwie biegające po obozie kulki, za którymi to biegała Kajzerka. Podniosła nieco głowę i spojrzała na karmicielkę.

<Kajzerko?>

08 sierpnia 2025

Od Kajzerki CD. Sówki

dawno
— Oj, uwierz mi, było blisko — odpowiedziała na śmiech przyjaciółki. — Parę razy prawie bym wdepnęła w to świństwo! Jakaś masakra! — narzekała i, dla demonstracji, tupnęła silnie łapą o ziemię. Nie spodziewała się jednak nagłej fali kłującego bólu, który przeszedł przez nią w tym momencie. — AŁA!!! — wykrzyczała nagle.
— Co się stało? — miauknęła zaskoczona Sówka, wyglądając na zmartwioną. Kajzerka uniosła łapę, by zobaczyć... Tak. Szklany odłamek. A tak właśnie myślała, że coś ją uwierało. Musiał się zapodziać w futrze pomiędzy poduszkami. Co za mysie bobki to tam podłożyły! — Och. Powinnaś udać się z tym do Świergot...
— I tak też zrobię. Wiesz, jednak lubię mieć łapy bez ubytków — mruknęła ironicznie i zaczęła swój spacer do lecznicy. — Ałć. Ała. Ałć — mruczała pod nosem po każdym kroku. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że mogła po prostu podnieść łapę i dokuśtykać tam na trzech. Kurczę, piękna innowacja!
Zadowolona ze swojego olśniewającego pomysłu, zostawiła przywódczynię samą, znikając w dziupli prowadzącej do legowiska medyków.

***

Jej brzuch zaokrąglał się bardziej i bardziej. Stara szamanka nieraz wspominała coś o niskiej laktacji czy możliwych komplikacjach, które mogły się pojawić, lecz Kajzerka była głucha na jej przestrogi. Zjadała jedynie podstawione jej listki ogórecznika i wesoło odpowiadała, że wszystko będzie w porządku. Przecież co miało być teraz nie tak? Przeżyła już jeden poród, drugi nie mógł być taki straszny. Stara kocica na pewno gadała jej głupoty. Sama nigdy w ciąży nie była, to nie wiedziała tyle, co ona. Próbowała ją tylko niepotrzebnie zmartwić!
Już prawie nie wychodziła z kociarni i nie, że by chciała – tam czuła się od pewnego czasu najlepiej. Nie potrafiła już myśleć o niczym innym niż o tupocie małych łapek, słodkich piskach i drobnych kuleczkach, które już lada chwila miały roznosić to miejsce w proch. Och, tak bardzo nie mogła się doczekać, by powitać ich małe skarby...
Orzeszek ciągle ją odwiedzał. Nie potrzebowała uczestniczyć w życiu społeczności, by znać wszystkie nowinki. Każda plotka trafiała do niej w trzy uderzenia serca. Jedna nawet nieco szybciej... Nawet tak ciężko śpiąca osoba jak Kajzerka została obudzona przez poranną awanturę, która miała miejsce kilka wschodów słońca temu. Nie była pewna o co dokładnie poszło. Wiedziała, że Ambrowiec zarzucała swojemu partnerowi znęcanie się nad nią i nad ich kociakami i żądała od Sówki, by go wygnała. Orzeszek, jak i wiele innych kotów w Owocowym Lesie, czekali w napięciu na wybór liderki. Cóż, nie dziwiła się im. Też byłaby pewnie bardzo zainteresowana tą całą sytuacją, gdyby ciąża nie przyćmiewała jej całego umysłu...
W końcu nadszedł dzień, którego wszystko miało się wyjaśnić. Wszyscy wiedzieli, co powie Sówka, gdy wskoczy na topolę i zwoła wszystkich na zgromadzenie. Zdołała tym wywołać z legowiska nawet Kajzerkę – chciała zobaczyć, co zadecyduje jej przyjaciółka. Sama nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć. Nie znała najlepiej ani Ambrowiec, ani Chrząszcza, który nigdy nie wyglądał na złego kota. Z drugiej strony, czemu mieliby nie wierzyć kotce? Czy ktoś był tak okrutny, by kłamać o doświadczonej krzywdzie, wplątując w to jeszcze kocięta? Kajzerka uważała, że nie. Chyba. A co Sówka, to tylko ona mogła to wiedzieć.
Usiadła wraz ze swoim partnerem niedaleko kociarni. Jej wzrok przeskakiwał z niemożliwej do odczytania przywódczyni, na pewną siebie Ambrowiec i jej osowiałego, jakby czekającego już na wyrok partnera.
— Owocowy Lesie! Zapewne wiecie, jaki jest powód tego zebrania — mówiła donośnie, gromko, lecz z nutą zmęczenia w głosie. Czy to przez emocjonujące starcie dwóch owocniaków, które musiała rozwiązać, czy może złą relację z Kaczką ostatnimi czasy? Orzeszek trochę jej mówił o tym, że ostatnio kotki oddaliły się od siebie, chociaż Kajzerka (jak można było się spodziewać) nie zwracała na to większej uwagi. Lubiła wsadzać nos w nieswoje sprawy, ale nieprzyjemnie się jej słuchało o takich rzeczach, gdy w roli głównej były tak lubiane przez nią koty. No nic. Czekała na werdykt Sówki, ignorując podekscytowane szepty swojego chłoptasia na temat tego, co postanowiła liderka. — Podjęłam decyzję, na którą wielu z was czekało. Ambrowiec — wypowiedziała imię kocicy, której oczy lśniły jak dwie gwiazdy — wraz z tym dniem nie jesteś już członkinią Owocowego Lasu. 
Uśmiech, który subtelnie wkradał się na pysk stróżki, nagle zmył się z niego jak strącone przez wiatr jabłko. Podobnie znikł triumfalny błysk w oczach. Patrzyła z niedowierzaniem na przywódczynię przez kilka uderzeń serca. Wszyscy milczeli.
— Twoje kocięta jednak mają wybór. Owocowy Las stoi dla nich otworem — dodała Sówka, co wydawało się tylko jeszcze bardziej rozjudzić kotkę.
— Och — miauknął cicho do jej ucha Orzeszek. — To będzie niezłe...
— ...CO — wydusiła z siebie Ambrowiec, wychodząc z tłumu na sam środek. Kajzerka widziała, jakie wbijała w przywódczynię nienawistne, wręcz zdradzone spojrzenie. Jakby chciała wypalić jej między oczami dziurę samym wzrokiem. — To istny skandal! Czy wy tego wszystkiego nie widzicie?! — krzyknęła, obracając się, by spojrzeć na każdego zgromadzonego kota. Kajzerka skrzywiła się na pysku, gdy zielone oczy kotki zatrzymały się na chwilę na niej. Halo, czemu ją w to wplątywała? Do Sówki mogła mieć wąty, ona nie maczała w tym palców!
— No... Naprawdę niezłe... — odpowiedziała swojemu partnerowi. 
— Nie spodziewałam się po tobie Sówko, że wybierzesz słuchanie oprawców, zamiast ofiar. I co gorsza, jeszcze dodatkowo ukarzesz jedną z nich za samo zgłoszenie trudnej sytuacji! — miauczała głośno do stojącej na gałęzi liderki ze szczerym bólem w głosie. Kajzerce aż zrobiło się jej szkoda. Co, jeśli Ambrowiec miała rację? Czy ta decyzja o wygnaniu nie była nieco zbyt ostra, zwłaszcza w sytuacji, gdzie nie było żadnych dowodów?
Zanim kocica zdążyła powiedzieć coś więcej, z tłumu wyłonił się Kolendra, który z poirytowanym wyrazem pyska podszedł do matki, by stanąć u jej boku. Dotknęła się z nim nosami, powiedziała coś cicho (a przynajmniej na tyle cicho, by nie usłyszała tego Kajzerka) i ponownie zwróciła wzrok ku swojej nowej największej nemesis – Sówce. 
Minęło kilka długich uderzeń serca. Kajzerka poczuła, jak coś muska jej futro. Odruchowo przesunęła się trochę na bok, by zaraz ujrzeć idącego nieco niepewnym krokiem Fruczaka. 
— Hę, go akurat bym się nie spodziewała — skomentowała to, mówiąc wciąż do Orzeszka. Mogła być jednak pewna, że doszło to do uszu przechodzącego obok ucznia.
— Ma silną więź z Kolendrą... Może to go przekonało — szepnął o wiele dyskretniej jej partner.
— To potwarz dla wszystkich cierpiących! I, jak widać, nie tylko ja to to rozumiem! — mówiła dalej Ambrowiec, gdy do niej dołączył ostatni kot – Bukszpan. Zaraz po tym obejrzała się, by znaleźć w tłumie ostatniego ze swoich synów. Patrzyła na niego pytająco, lecz on stał w miejscu jak zaklęty głaz, zachowując równie kamienną co postawę minę. Po kilku uderzeniach serca prychnęła na niego z pogardą, by odwrócić się i kontynuować swój wywód. — Chcę, byś wiedziała, że właśnie wyrzucasz kogoś niewinnego na rzecz jednego okrutnika, który teraz uśmiecha się pod nosem, wiedząc, że wszystkich omamił. Mam nadzieję, że Owocowy Las wkrótce przejrzy na oczy i sam ciebie osądzi — wycedziła przez zęby. — Żegnam! — dodała na koniec, zamykając oczy i podnosząc do góry brodę.
Cały Owocowy Las patrzył, jak grupa kotów z nadętą jak paw Ambrowiec na czele wychodzi z obozu. Rzuciła ostatnie wściekłe spojrzenie Sówce i odeszła, zaskakująco prędko znikając pośród drzew.
— Dereńka, Mucha, Żagnica — odezwała się chrapliwym głosem Gruszka, wywołując trójkę wojowników. — Wy, idźcie za nimi, by upewnić się, że opuszczą nasze tereny na dobre — rozkazała.
Kajzerka zamrugała parę razy. Serio się porobiło. Właśnie stracili czwórkę kotów (czego niby mogli się spodziewać po groźbach kotki, ale no nadal!), która do tego mogła stanowić dla nich niebezpieczeństwo. W końcu mogli chcieć się zemścić za tę wielką niesprawiedliwość, która ich  spotkała, prawda? O nie, ona swoich kociąt nigdy z obozu nie wypuści, jeśli oni będą grasować w okolicy! Przecież widziała, jak Ambrowiec się na nią gapiła! Co, jeśli będzie chciała zjeść jej kocięta w odwecie za to wygnanie...
— Kurczę, słabo — zdołała tylko z siebie wydusić jako kolejny komentarz, tym razem już zdecydowanie za głośno, by usłyszał to tylko jej partner.

<Sówko?>

14 marca 2025

Od Sówki CD. Kajzerki

Kajzerka została pełnoprawną wojowniczką Owocowego Lasu, co naprawdę bardzo ucieszyło Sówkę. W końcu to była jej dawna koleżanka ze zgromadzenia! Jak mogła się nie cieszyć jej szczęściem? I wtedy to właśnie ona stanęła przed Sówką, ze szczerym uśmiechem i błyszczącymi ze szczęścia oczami.
– Gratulacje Kajzerko! – powiedziała tylko czekoladowa i sama przyszła przytulić swoją koleżankę, która wręcz skakała z radości – Teraz jesteś już pełnoprawną wojowniczką. Świetnie sobie poradziłaś!
– Bardzo dziękuję! – podziękowała nowa wojowniczka i zaczęła mówić dalej.
 
***
 
Sówka siedziała z głową spuszczoną i wzrokiem wlepionym w ziemię. Zimny powiew wiatru wywołał dreszcze na jej ciele, jednak się tym nie przejęła, jak zresztą każdy. Po całym obozie roznosił się jedynie odgłos płaczu i cichych rozmów. Kolejny kot pożegnał się z tym światem, a tym razem była to Traszka. Jarząb, Krucha, Traszka... Wszystkie starsze koty znane Sówce coraz szybciej znikały. Jeszcze Gęgawa, czy Lśniąca Tęcza i Daglezja. Wszyscy tak szybko odchodzili. Podniosła na chwilę wzrok na ciało starszej i obecne obok niego koty. Wśród nich oczywiście brat Traszki, Ślimak, ale też Świergot. Gdy przyszedł czas, wynieśli ciało z obozu, chcąc zrobić godny pogrzeb. Sówka również powoli wstała i ruszyła za zgromadzonymi do wyjścia z obozu. Gdy szła, poczuła na swoim barku czyiś ogon. Spojrzała w bok i ujrzała Kaczkę ze słabym uśmiechem, chcącą ją pocieszyć. Oczy czekoladowej same się zaszkliły, jednak żadna łza z nich nie spłynęła.
 
***
 
– Kocham cię, wiesz? – powiedziała Sówka, kątem oka spoglądając na swoją partnerkę, która szła tuż obok niej. Kaczka uśmiechnęła się i lekko otarła się głową o czekoladową.
– Ja ciebie też mężu – odpadła zadowolona i po chwili ruszyły dalej, tym razem w stronę Owocowego Lasku.
– I lubię te nasze spacery! Zwłaszcza po ciężkim dniu. Zero obowiązków, zero zmartwień, tylko spokojna wędrówka z kimś u boku i rozmowa na wszystkie tematy! – westchnęła zadowolona liderka i rozejrzała się dookoła.
– Tylko nie przesadzaj z tym "zero obowiązków". Masz na głowie cały klan. A przy okazji, życie bez obowiązków jest niemożliwe.
– No ale wiesz, o co mi chodzi! Po prostu chwilowa odskocznia od rzeczywistości – mruknęła Sówka. "Odskocznia od rzeczywistości". Śmierć Traszki i innych dalej była świeżą raną i było to widać po samej społeczności, pogrążonej w żałobie. Czekoladowa dalej myślała nad tym wszystkim, jednak maskowała to bardziej. W końcu była liderką. Nie chciała pokazać swojego smutku, jednak cały stres i inne negatywne emocje dalej w niej tkwiły. Stłumione. Dlatego te spacery były pomocne – Za kogo mnie masz? Przecież dobrze mi idzie – dokończyła, wyrywając się z zamyślenia i wtedy jej oczom ukazały się malutkie liście. Od razu do nich podbiegła, uśmiechając się od ucha do ucha.
– Mam cię za wyrośniętego ucznia – zaśmiała się wojowniczka, widząc zachwyt swojej partnerki na widok liści. Mimo to uśmiech sam wstąpił na jej pysk, wraz z lekką czerwienią – Nie mogę uwierzyć, że aż tak lubisz liście – powiedziała za to, podchodząc do liderki.
– Liście są świetne! Przecież wiele razy opowiadałam ci dlaczego. Te wszystkie historie... Liście są po prostu świetne. Co, opowiedzieć ci znowu? – zapytała z uśmiechem – Dla mnie to żaden problem, doskonale o tym wiesz.
– Normalnie jak Jarząb o gwiazdach – odparła Kaczka i już miała powiedzieć coś więcej, jednak w oddali usłyszała jakiś dźwięk. Wojowniczka natychmiast się spięła, co szybko przykuło uwagę Sówki.
– Chodźmy sprawdzić, co się dzieje – powiedziała i wraz z burą kotką ruszyły w stronę źródła dźwięku. Wtedy im oczom ukazał się jeden z patroli. Kajzerka, Skałka, Leszczyna, Figa i... Leżący na ziemi Czereśnia. W powietrzu można było wyczuć wyraźny zapach krwi. Sówka spojrzała na leżącego zwiadowcę i podeszła do niego ostrożnie, rozglądając się przy tym na boki, w razie nagłych zagrożeń – Co się stało? – zapytała. Czereśnia powoli przewrócił się na drugi bok, pokazując jedną z łap, gdzie wbite biły kawałki szkła – Dasz radę dokończyć patrol? To nic groźnego w końcu...
– Zabierzemy go do medyka – przerwała jej Leszczyna i spojrzała na Czereśnie – Nie chcę chodzić z krwawiącym kotem po naszych terenach – zaznaczyła, co czekoladowa uznała za słuszne spostrzeżenie.
– Zgodzę się z tobą Leszczyno... W takim razie ty, Kajzerka i... – urwała na chwilę i spojrzała na swoją partnerkę, stojącą z tyłu. Sówka zwróciła uwagę na jej dziwne zachowanie, na jej wzrok i nagłą ciszę. Kątem oka jeszcze raz spojrzała na Kajzerkę. Dopiero teraz przywódczyni zrozumiała, że jej partnerka dalej dziwnie zachowuje się w obecności wojowniczki – ...Figa. Wy pójdźcie z Czereśnią, ja, Kaczka i Skałka sprawdzimy w razie czego, czy nie ma tu więcej niebezpieczeństw – oznajmiła i wszyscy zabrali się za swoje zadania. Już po chwili większość patrolu zniknęła z ich pola widzenia, nie licząc Skałki, która miała pomóc w szukaniu. Jednak głowa Sówki była zajęta czymś innym, a sama kotka przyglądała się Kaczce, która nagle wróciła do swojego wcześniejszego zachowania. Czekoladowa wiedziała, że znowu coś było na rzeczy i tym razem musiała to rozwiązać.
 
***

Żadnego szkła więcej już nie znaleźli, dlatego cała trójka wróciła do obozu. Po drodze czekoladowa zastanawiała się, jak poruszyć temat zachowania Kaczki z nią samą. Po czasie doszła do wniosku, że zrobi to podczas ich kolejnego spaceru. W końcu wtedy będą same.
Przekroczyli próg tętniącego życiem obozu. Koty były zajęte swoimi obowiązkami, rozmowami czy zabawami. Wtedy Sówka wśród pobratymców zauważyła Kajzerkę i bez większego zastanowienia ruszyła w jej stronę. W końcu przydałoby się dowiedzieć, czy po drodze nic więcej się nie stało.
– Hej Kajzerko! I jak z Czereśnią? Po drodze wam się nic nie stało?
– Cześć! Na szczęście nie, a z Czereśnią chyba dobrze. Jak weszliśmy, to przywitała nas Ambrowiec, ale Świergot szybko wróciła. Czereśnia szybko wróci! – opowiedziała wojowniczka.
– To świetnie, w końcu nie potrzebujemy nowych urazów! – zaśmiała się liderka.

Wyleczeni: Czereśnia, Ambrowiec
<Kajzerko?>

23 grudnia 2024

Od Kajzerki CD. Sówki

Kiedy tylko Kajzerka przyuważyła powracający patrol, a na jego czele jej psiapsiółkę, natychmiast się ucieszyła. Na jej widok wstała i w trymiga podbiegła do zastępczyni, zupełnie zapominając o szpaku, na którego jeszcze krótką chwilę temu ostrzyła sobie zęby.
— Hej Sówko! — miauknęła głośno na powitanie, unosząc w górę gruby ogon.
— Witaj Kajzerko. Jak tam? Jak ci idzie trening z Kaczką? — zapytała czekoladowa — Jest dobrą mentorką?
Kotka zamilkła na dłuższą chwilę. Ojej! Kłamstwo było złe, ale nie chciała mówić w żaden sposób źle o partnerce jej przyjaciółki. To by było naprawdę niemiłe! A ona nie lubiła być niemiła. Chociaż Kaczka nie była wcale taka zła, Kajzerka nie mogła ukrywać, że powoli męczyły ją ciągłe próby zjednania ze sobą kocicy. Ta była ciągle spięta i czasem nawet nieprzyjemna... Nawet jej pokłady uroku osobistego na nią nie działały! Myśl, myśl Kajzerko! Co by tu odpowiedzieć?
— Mi idzie super! — odparła krótko. — Fajnie się trenuje, zwykle fajnie, czasem trochę mniej. Ale wiesz, takie to już jest bycie uczniem... — dodała i zaczęła się zastanawiać, jak rozwinąć (lub zmienić) temat. O tak! Może jej troszkę jej opowie! — Dziś pokazywała mi lisie tropy, gdy rano wyszłyśmy na trening przy Rozlewisku. Na szczęście nie wyglądały na świeże, więc chyba nie ma się o co martwić. W sumie uczyłam się tego już kiedyś, ale dobrze wiedzieć takie rzeczy — mruknęła.
— Dobrze, że mówisz — odpowiedziała Sówka, wyglądając jednak na odrobinę przejętą. — Jesteście pewne, że były one zwietrzałe?
— Tja, były odbite w zmarzniętym błocie. Zresztą, to daleko od obozu. Żaden lis nam niestraszny.
Sówka uśmiechnęła się, próbując ukryć zmęczenie, które jednak Kajzerka mogła wyczuć po jej słabym głosie. Z pewnością przydałaby się jej świeża piszczka.
— Słuchaj, mizernie wyglądasz! Te poszukiwania chyba strasznie cię zmęczyły... — miauknęła i zanim Sówka zdążyła jej coś odpowiedzieć, uczennica ciągnęła dalej: — Patrz! Miałam zjeść tamtego szpaka, ale jak cię zobaczyłam, to o nim zapomniałam. Może chcesz się przyłączyć? — zaproponowała, pokazując miejsce nosem. Potrzebowała tylko krótkiego "tak", by pobiec w tę stronę i dokończyć posiłek, teraz w przyjemnym towarzystwie jej przyjaciółki.

***

Gdy wyszła z mentorką na trening, ta zachowywała się jakoś inaczej. W sensie jeszcze bardziej inaczej niż zwykle. Zamiast ćwiczyć z nią jakieś ruchy albo tłumaczyć techniki, miała dla niej jedno, jedyne polecenie.
— Spotkamy się tu za jakiś czas, przy tym dębie. — Kaczka rozciągnęła się i podrapała korę drzewa, jakby chciała je oznaczyć dla swojej uczennicy. — Twoim zadaniem jest upolowanie jakiejś tłustszej, większej zwierzyny. Nie chcę widzieć żadnych wróbelków i nornic — mruknęła gromkim tonem.
— Pf. Drobnostka! — odpowiedziała jej od razu Kajzerka.
— Mam taką nadzieję... Ambrowiec przyda się dobra zwierzyna na mleko. Ma do wykarmienia dwójkę, a na razie końca Pory Nagich Drzew nie widać... Nieważne — przerwała nagle. — Idź i wróć przed zachodem słońca. Do łowów!
Niestety, Kajzerce nie starczyło czasu na spytanie wojowniczki, co ona zamierzała w tym czasie robić. Też szła na polowanie? To nie mogły tego zrobić razem? W końcu co dwie głowy to nie jedna... Kotka potrząsnęła łbem. Nieważne! Dni nadal były krótkie, a słońce już zaczynało niebezpiecznie chylić się ku horyzontowi... Jeśli chciała coś złowić, musiała być szybka. Odeszła od miejsca zbiórki i natychmiast zaczęła wypatrywać dobrego miejsca na polowanie.
Las? To była zawsze dobra odpowiedź. W cieniu drzew skrywało się zwykle tyle zwierzyny, że nie trzeba było się wysilać, a wychodziło się z niego z paroma piszczkami w zębach. Kiedy jednak już kierowała się w stronę śliwkowego gaju, kątem oka przyuważyła okrągły, odcinający się od białego śniegu kształt...
Poruszyła głową i zobaczyła młodą kuropatwę. Płowy ptak o nakrapianych piórkach szedł przez ośnieżoną polanę, nie zdając sobie nawet sprawy z obecności drapieżnika, który znajdował się niecałą odległość trzciny od niego. Kajzerka uśmiechnęła się. Czyli teraz było już z górki...

***

Kaczka wyglądała na zadowoloną ze zwierzyny, którą przyniosła jej podopieczna. Ba, pochwaliła ją za spostrzegawczość i dobrą technikę! Kajzerka nie była szczerze pewna, dlaczego jej to mówiła, skoro przecież nie widziała jej polowania, ale cieszył ją entuzjazm mentorki. Bądź co bądź, na to akurat nie mogła narzekać!
Kiedy wróciły do obozowiska, na niebie już słońce chyliło się ku zachodowi, a od wschodu pięła się ciemnogranatowa smuga zwiastująca noc. Trzymając w pyszczku kuropatwę, Kajzerce samej napływała ślina... Aż się jej żal robiło na myśl, że musiała ją oddać karmicielce. Kotka nie mogła się doczekać, aż podejdzie do stosu i wybierze z niego równie tłusty i smaczny posiłek.
Gdy były już blisko wejścia do obozu, Kaczka nagle się zatrzymała bez żadnego wytłumaczenia. Czekoladowa nie miała teraz na to ochoty. Nie mogły już dojść do obozu?
— Hm?
— Nie wiem, czy zdawałaś sobie z tego sprawę Kajzerko, lecz był to twój test — wyznała jej mentorka.
— Test? — mruknęła zdziwiona. — Taki na wojownika? — dopytała jeszcze, lekko sepleniąc.
— Tak. Kiedy powiem to Daglezjowej Igle, będziesz miała ceremonię — wyznała, co wywołało u Kajzerki szeroki uśmiech. — Zanieś zdobycz Ambrowiec i przyliż futro, by się ładnie prezentować.
— Spokojna głowa! — miauknęła głośno i popędziła w stronę obozu, wzburzając w powietrze leżący na ziemi śnieg.

Tak szybko, jak weszła do kociarni, tak też z niej wyszła. Praktycznie rzuciła ptakiem o ziemię przed Ambrowiec, mrucząc, że złowiła dla niej kolację, po czym popędziła na środek obozu i zaczęła ostentacyjne mycie sierści.
— Wszystko w porządku? — zapytał żartobliwie Malinka, widząc, jaką dedykację jego przyjaciółka przykładała do tej czynności. — Mianują cię zaraz, czy co?
— A żebyś wiedział, że właśnie tak! — odpowiedziała mu dumnie, wylizując swój bark. — Kaczka kazała mi wyglądać schludnie, więc...
— O ja cię! Naprawdę? — przerwał jej szylkret z podekscytowanym głosem. — Czekaj! Mam pewien pomysł — wymruczał i odbiegł w nieokreślonym kierunku. Kajzerka wzruszyła ramionami; nie wywołało to na niej większego wrażenia. On tak często... Kiedy Malinek już wrócił, trzymał w pyszczku fioletowy, świeżo zerwany kwiat krokusa.
— Gdzie ci go wpleść? — zapytał, na co Kajzerka tylko odwróciła łeb, wskazując na swoje ucho.
— I jak wyglądam?
— Znakomicie — miauknął szczerze Malinek.
Kotka uśmiechnęła się na jego komplement. Żałowała, że nie miała obok żadnej kałuży, w której mogłaby zobaczyć swoje odbicie, lecz na szukanie takowej nie było nawet czasu. Wkrótce rozbrzmiał głos Daglezji, na który tak czekała:
— Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować, zbiorą się na zebranie klanu! — krzyknęła ona, stojąc na wysokiej gałęzi. Kajzerka doskonale wiedziała, jaki był cel zgromadzenia, więc usiadła zaraz w pierwszym rzędzie. Nie chciała się później przepychać przez tłum niezadowolonych, burczących kotów.
— Spotykamy się, by uhonorować jedną z naszych uczennic. Wystąp, Kajzerko — zwróciła się do niej bezpośrednio liderka, co ta też w trymiga uczyniła. — Najwyższy czas, byś dołączyła do grona wojowników. Wykazałaś się siłą i troską o dobro swoich współklanowców. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i walczyć za jej dobro?
— Tak, przysięgam — odpowiedziała natychmiastowo.
— W takim razie witamy cię jako nową wojowniczkę Owocowego Lasu.
Jej imię, choć wcale się ono nie zmieniło, było skandowane przez wszystkich wokół. Szylkretowa obróciła się, by zobaczyć uśmiechniętych przyjaciół, a między nimi swoją córkę, którą poszła wyściskać jako pierwszą. Poszła przyjąć gratulacje od wojowników – zaczynając od doświadczonej Leszczyny i mentorki, przez (oczywiście!) Malinka aż po dwie młode Skałę i Przepiórkę. Następnie rozmawiała krótko z Kamyczkiem i Orzeszkiem, którzy uczyli ją plecenia legowisk. Spotkała i także w tłumie Jeżynę i Pieczarkę, pierwsze koty, które poznała w Owocowym Lesie. W końcu jej wzrok napotkał Sówkę. Zatrzymała się przed zastępczynią ze szczerym uśmiechem.

<Sówko?>

[test na wojownika, rozpoznawanie tropów lisów]

07 listopada 2024

Od Sówki CD. Kajzerki

Spojrzała z zaskoczeniem na kotkę, której miała przynieść jedzenie. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Spotkały się? Może tak... Sama już nie miała pojęcia, była na naprawdę dużej ilości zgromadzeń! Spojrzała jeszcze raz na Kajzerkę, uważniej jej się przyglądając. Musiała przyznać, że wyglądała znajomo... Wtedy do niej dotarło.
- Pamiętam! – oznajmiła uradowana, tym samym sprawiając, że na pysku młodszej pojawił się większy uśmiech – Naprawdę nie spodziewałam się, że to ty. Nawet cię nie poznałam! – zaśmiała się – To naprawdę niesamowite. Czas zdecydowanie za szybko leci... – westchnęła – I w takim razie opowiadaj, jak się czujesz? Jak ci jest w Owocowym Lesie?
- Naprawdę dobrze i dla mnie i dla mojej córki! – odparła Kajzerka z uśmiechem, pokazując małą kulkę futra. Sówka spojrzała na malucha, przypominając sobie, jak jej dzieci takie były.
- Naprawdę piękna – mruknęła – Cieszę się, że udało ci się do nas bezpiecznie trafić, zwłaszcza z dzieckiem.
- To wasza zasługa! – powiedziała, dalej ciągnąc rozmowę.
 
***
*Uwaga brutalna wskazówka*
 
Wszystko tak szybko się zmieniało. Nagle umarł Przebiśnieg, a jego ciało zaginęło. Sówka musiała przyznać, że nie spodziewała się takiego obrotu spraw. W końcu kto by chciał kraść ciało? To przecież bez sensu. Sówka nie wiedziała już, co o tym wszystkim myśleć. Czasem chciała po prostu odpocząć od tego wszystkiego. Oderwać myśli, które cały czas skupiały się na jakiś sprawach. Wcześniej śmierć Jarząb, martwienie się o swoje dzieci, zniknięcie medyków, a teraz jeszcze to. Może to nie było tak dużo, jednak czekoladowa miała wrażenie, że to wszystko się tak ciągnie i ciągnie bez końca. Jakby to naprawdę było coś związanego ze Wszechmatką. Rzadziej robiła niektóre rzeczy, jak chodzenie do drzewa z tabliczkami. Miała wrażenie, że traciła siły na to wszystko. Jakby nawet to, co robiła do tej pory, zaczęło ją męczyć.
- Powinnaś odpocząć – powiedziała Kaczka, wysłuchując całego monologu zastępczyni.
- Tu się zgodzę, ale na razie nie mogę. Obowiązki i cała reszta... A jeszcze zaraz muszę znowu wyjść – odparła czekoladowa, wzdychając cicho. Kaczka oparła się o nią lekko, dodając jej tym samym otuchy. Jak ona się cieszyła, że ma taką partnerkę! Uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś super – miauknęła zadowolona i spojrzała w niebo. Przez chmury przedzierały się niepewne promienie słońca. Wszystko wyglądało dobrze, więc chyba powinni się zbierać. Rozejrzał się po obozie, w poszukiwaniu reszty swojego patrolu. Większość była blisko wyjścia. Ewidentnie myśleli podobnie.
- Muszę iść – powiedziała Sówka, przerywając ciszę. Uśmiechnęła się jeszcze do siedzącej obok wojowniczki i ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Po drodze złapała Jeżynę i Przepiórkę, rozglądając się dookoła za dwójką pozostałych członków. Na szczęście już po chwili udało się ich zlokalizować i wszyscy razem wyszli z obozu.
- Gdzie idziemy? – nagle zapytał Czereśnia, zwracając swoje żółte oczy w stronę zastępczyni. Ta zastanowiła się chwilę.
- W stronę Śliwowego Gaju – oznajmiła w końcu i zwróciła głowę w tamtym kierunku. Tak. To było najlepsze miejsce. Powoli ruszyła w tamtą stronę, prowadząc za sobą patrol. Słyszała z tyłu ciche rozmowy, jednak sama się nie odezwała. Rozglądała się za to, oglądając powoli zmieniające kolor liście. Już witała ich nowa pora roku, Sówki ulubiona. Pora Spadających Liści. Czekoladowa uśmiechnęła się, już wyobrażając sobie swoje poszukiwania. Na to musiała mieć siłę. Nawet nie zorientowała się, gdy znalazła się we właściwym miejscu, razem z patrolem.
- Jesteśmy? – zapytała wtedy Figa, przywracając zastępczynię do rzeczywistości. Sówka pokiwała głową i zaczęła się rozglądać. Wszystko dookoła wyglądało normalnie. Drzewa z różnymi owocami, żółto-zielony krajobraz, cisza, jak zwykle w tej części terenów Owocniaków. Śliwowy Gaj nie był tak popularny jak Owocowy Lasek, przez co cisza nie była tu niczym dziwnym. Sówka spojrzała w niebo. Robiło się coraz ciemniej przez chmury. Po chwili ruszyła dalej, rozglądając się. Nikt, nic. Jakby nic się nie stało. Podeszła pod kolejne drzewo, wlepiając swój wzrok w korzenie. Może tam było coś nie tak? Cokolwiek co by pomogło? Nie licząc trawy i kilku liści nic ciekawego jednak nie było. I wtedy kotka coś poczuła. Jakby kroplę deszczu? Odruchowo wzniosła głowę ku górze, chcąc znów zobaczyć niebo, lecz nie to rzuciło jej się w oczy. Przeleciała wzrokiem po gałęziach i wtedy cała się spięła. Nie potrafiła się przez chwilę odezwać. To wszystko już było za dużo. Oczy dalej wbite były w znalezisko, nie mogąc uwierzyć w ten widok. Po chwili dziwne zachowanie Sówki przykuło uwagę innego członka patrolu, Jeżyny. Kotka powoli podeszła do swojej matki.
- Coś się stało? – zapytała, wzrokiem ogarniając teren dookoła.
- Idź po resztę, ale trzymaj Figę dalej – rozkazała cicho, starając się panować nad ciałem i głosem. Jeżyna pokiwała głową i po chwili wszyscy znaleźli się obok. Zastępczyni wskazała powoli górę. Ich oczom ukazała się zakrwawiona skóra zająca, wisząca na grubej gałęzi. Skóra ze szkieletem w środku, co dało się zauważyć po obejściu konaru dookoła, jednak bez wnętrzności. Przez pierwsze uderzenia serca każdy milczał, nie wiedząc, co powiedzieć.
 
***
 
Wrócili do obozu później, niż przed patrolem zakładała Sówka. Przez resztę drogi zastępczyni mało się odzywała, marząc tylko o tym, by już wrócić. Wcześniej była zmęczona, do tego teraz doszedł ten widok... Nie rozumiała tego. Dlaczego to wszystko się działo? Nie miała pojęcia. Nikt nie miał. Po ogarnięciu wszystkiego Sówka szybko skierowała się w stronę legowiska. Chciała się przespać. Potrzebowała już tego. Jednak po drodze złapała kontakt wzrokowy z Kajzerką, kotką, którą kiedyś gadała na zgromadzeniu. Sówka musiała przyznać, że Kajzerka była dobrą towarzyszką, zwłaszcza do rozmów! Jednak podczas jej pobytu w Owocowym Lesie, Sówka zauważyła też, że Kaczka na jej widok dziwnie się zachowuje. Jakby zobaczyła ducha. Czekoladowa dziwiła się z takiego zachowania ze strony wojowniczki, lecz o to wcześniej nie pytała. Jednak na widok znajomej sylwetki nowej uczennicy Owocowego Lasu, to pytanie tylko wracało do głowy Sówki.
- Hej Sówko! – przywitała się szylkretka, od razu podchodząc do zastępczyni. Ta uśmiechnęła się lekko, starając się maskować zmęczenie i nie wspominać o zaistniałej sytuacji.
- Witaj Kajzerko. Jak tam? Jak ci idzie trening z Kaczką? – zapytała czekoladowa – Jest dobrą mentorką?

<Kajzerko?>

29 września 2024

Od Kajzerki do Sówki

Miała od razu odejść, ale nie była w stanie tego zrobić – te koty okazały jej taką troskę, jakiej dawno nie otrzymała. Nie chciała wracać do tego dzikiego buszu. Miejsca, w którym cały czas musiała się skupiać na tym, by nie zostać przez coś pożarta. Potrzebowała swojej przynależności; była wojowniczką, nie samotniczką. Nie potrafiła się przystosować do życia na własną łapę.
— Hej, mam takie pytanie... — miauknęła nieśmiało w stronę Świergot, która była medyczką. Czy czymś w rodzaju medyczki. Owocowy Las składał się z wielu dziwnych rang, których jeszcze do końca nie rozumiała... Dziwnie czuła się z proszeniem jej o jeszcze więcej, niż ta jej dała... Zerknęła na uderzenie serca na swój bark. Opleciony był opatrunkiem z ziół i pajęczyny, a dawał jej niewyobrażalną ulgę.
— Oczywiście, śmiało — odparła liliowa, segregując zioła. Kajzerka wzięła głęboki wdech.
— Wiem, że to dużo i już bardzo dużo dla mnie zrobiliście... A-ale... Nie mam innego miejsca, w którym mogłabym zostać — mówiła chwiejnym głosem. — Bycie samotnikiem nie jest takie proste... A mam jeszcze córkę. Ona na pewno się zastanawia, co się ze mną stało...
Szamanka porzuciła poprzednie zadanie i podeszła bliżej Kajzerki, wysłuchując jej prośby.
— Jesteś silną kocicą... — powiedziała, urywając, widocznie czekając na wyjawienie przez czekoladową jej imienia.
— Kajzerka — wymruczała cicho.
— Tak, jesteś silną kocicą, Kajzerko... Wierzę, że byłabyś przykładnym członkiem Owocowego Lasu. Widzę w tobie duszę wojownika — mówiła, na co szylkretowa położyła po sobie uszy. Czyżby wiedziała?
— Tak, oczywiście! Będę polować, bronić, zrobię, co tylko mi zlecicie — odparła gorliwie. — Bardzo mi zależy.
— Zastanawia mnie tylko jedna rzecz i proszę o szczerą odpowiedź — powiedziała Świergot, przez co Kajzerka machnęła ogonem, ale odpowiedziała tylko:
— Oczywiście! Nigdy bym was nie okłamała!
Jasna uśmiechnęła się na chwilę delikatnie.
— Czy jesteś tą kotką, o której ostrzegała nas Srocza Gwiazda?
Oczy kotki momentalnie rozwarły się do rozmiarów okrągłych kasztanów, a jej łapki zadrżały. Czyli jednak wiedzieli! Rozpoznali ją... Nawet nie wiedziała, co powiedziała im jej przeszła liderka, ale nie chciała o tym nawet myśleć.
— Och, ale to nie tak! Ja nie zdradziłam mojego klanu, przysięgam! — odparła natychmiast, podnosząc się z legowiska. — Nie chciałam ich opuścić! Na naszych terenach pojawiły się dwunodzy, zastawili pułapkę z jedzeniem... Byłam głodna, nie myślałam, a wtedy było już za późno! Zabrali mnie do siebie, a tam poznałam pewnego kocura, i, i... To się samo stało, a gdy stamtąd uciekłam i wróciłam do Klanu Nocy, oni nie chcieli mnie słuchać... Trochę źle to ubrałam wtedy w słowa, to prawda, ale nie miałam żadnych złych intencji! — opowiadała z przejęciem, nie zwracając nawet uwagi na to, że mówiła nieco za dużo, jak na ledwie poznaną osobę. Miała jednak tlącą się w oczach nadzieję – nie mogła kontynuować takiego życia! Maślak również zasługiwała na coś lepszego niż szwendanie się po opuszczonych lisich norach do końca swoich dni. Świergot spojrzała na nią z góry ze współczuciem. Położyła uspokajająco na grzbiecie spiętej kotki końcówkę swojego ogona.
— Wszystko jest w porządku. Wierzę ci — powiedziała kojąco, skłaniając Kajzerkę do położenia się z powrotem na legowisku. — Porozmawiam o tym z resztą.
Wywołała tym samym szeroki uśmiech na pysku szylkretki.
— Naprawdę! Och, dziękuję ci, Świergot! — miauknęła do niej wesoło, nie spuszczając ze starszej kocicy oka, aż nie opuściła całkowicie legowiska medyka.

***

Cóż... Słyszała pewną sprzeczkę. Rozpoznawała w niej głos tamtego dziwoląga (najwidoczniej był zastępcą), ale i jeszcze jeden z nich był dziwnie znajomy... Kajzerka czuła niepokój. Nie szło to tak gładko, jak by tego chciała – chociaż nie uczestniczyła w rozmowie, miała wrażenie, że nie każdemu podobało się jej przybycie. Mimo wszystko nie zamierzała poddawać się czarnym myślom. Jak jej odmówią, odejdzie. Nic na tym nie straci...
Gdy jasnobrązowy łebek znów pojawił się w progu legowiska medyka, Kajzerka uśmiechnęła się. Nie była pewna, jakich wieści miała się spodziewać, ale sama obecność miłej kocicy była dla niej wystarczająco uspokajająca.
— Witaj ponownie, Kajzerko — powiedziała po wejściu, siadając przy kotce. — Mam dla ciebie wieści.
— Dobre? Złe? Przyjmę każde — zapewniała.
— Nie musisz się martwić. Owocowy Las udzieli ci schronienia na tyle, na ile tylko tego zechcesz. Dla ciebie i twojej córki — miauknęła ciepło. Nawet nie musiała skończyć swojej wypowiedzi, a już kotka miała ochotę skakać po ścianach z czystego szczęścia. Na Klan Gwiazdy! Miała swoje miejsce! Gdy tylko powie o tym Maślance... — Zamieszkasz w naszym żłobku, na razie jako królowa. Nowe kocięta są zawsze dla nas dobrą nowiną. Musisz jednak pamiętać o swojej przeszłości. Klan Nocy nie byłby w skowronkach, gdyby się dowiedział, że zostałaś przyjęta pod korony naszych drzew.
Kajzerka spuściła głowę. Fakt... To jednak nie było dla niej żadną przeszkodą. Mogła się trochę ukrywać. To jej nie przeszkadzało. Teraz Klan Nocy był daleko... I tak nie miał szansy się o tym dowiedzieć.
— Oczywiście. Tak wam dziękuję! — wyskoczyła nagle z mchu, by przytulić Świergot, za to wszystko, co dla niej zrobiła. — Zwłaszcza tobie.
Kocica uśmiechnęła się, odwzajemniając uścisk.
— Cała przyjemność po mojej stronie.

***

Natychmiast poleciała po swoją córkę. Opowiedziała jej wszystko i prędko zabrała do obozowiska. Mruczała jej do ucha, jakie miały ogromne szczęście. Bo tak też było. Cieszyła się tak bardzo, kiedy zrozumiała, że znów może poczuć się bezpiecznie. Nie musiała się już martwić o tak wiele przyziemnych rzeczy. Jej wymoszczone legowisko tętniącej życiem kociarni było najwygodniejszym ze wszystkich, na jakich spała, odkąd musiała opuścić Klan Nocy. Kajzerka nie mogła być bardziej wdzięczna.
Kiedy leżała spokojnie na legowisku, z kocięciem wtulonym w jej brzuch, nawet nie zauważyła, gdy w żłobku pojawił się ktoś jeszcze. Dopiero jej kroki sprawiły, że otworzyła ślepia.
Zobaczyła brązową kocicę, która była dziwnie znajoma jej oczom. Nie mogła sobie przypomnieć za to, dlaczego. Przecież nie zadawała się z owocniakami... Niosła w pyszczku sporą nornicę, ale przyglądająca się dokładnie rysom jej pyszczka Kajzerka nawet nie zwróciła na nią uwagi.
— Przyniosłam ci...
— Sówka?! Sówka! — miauknęła nagle, podnosząc wysoko głowę. Czekoladowa wyglądała na zaskoczoną, lecz ta mówiła dalej, szczęśliwa, że w końcu poznała starą znajomą: — Nie widziałyśmy się tak długo! Hah, to trochę dziwne okoliczności spotkania... Hej, pamiętasz mnie, prawda? Rozmawiałyśmy ze sobą na jednym zgromadzeniu! Ale to mija, co nie?

<Sówka?>