BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiecisty Wiatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiecisty Wiatr. Pokaż wszystkie posty

11 grudnia 2016

Od Kwiecistego Wiatru

Pora Nagich Drzew w tym okresie była coraz gorsza. Wicher wiał jak oszalały a śniegu wciąż przybywało. Zapasy niebezpiecznie się kończyły, nadchodził ciężki czas. Klan też nie miał się najlepiej, zwierzyny brakowało. Na domiar złego, było mnóstwo chorych kotów. Zazwyczaj były to proste do wyleczenia choroby jak katar czy lekkie przeziębienie, nic specjalnego. Starałam się utrzymywać klan przy zdrowiu wraz z Króliczą Skórką. Widziałam, że medyczka jeszcze cierpiała po stracie ojca, mimo iż się do tego nie przyznawała. Chodziła przygnębiona i lekko poddenerwowana. Niekiedy podniosła na mnie głos, jednak wybaczałam jej to. Rozumiałam jak bardzo źle się czuje. Starałam się być dla niej wsparciem, to moja jedyna przyjaciółka, moim obowiązkiem było sprawienie by poczuła się lepiej.
Dni mijały a Pora Nagich Drzew nie łagodniała, wciąż wiatr hulał, a śnieg sypał. Tego oto pięknego dnia zostałam wysłana po kolejne zioła. Kończyły się nam zapasy gwiazdnicy, było to dziwne bo żaden kot jeszcze na zielony kaszel nie chorował. Przedzierałam się przez śniegowe zaspy z nadzieją, że odnajdę szybko tą roślinę. Do futra przyklejały mi się grudki śniegu skutecznie je obciążając. Dziękowałam Klanowi Gwiazd, że nie mam długiego futra, z jednej strony jest cieplej lecz z drugiej takie futro tylko zbiera śnieg. Łapy od marszu mi wręcz zamarzały, a roślin nigdzie nie było widać. Otrzepałam się ze śniegu i ruszyłam szybkim krokiem do miejsca gdzie mogła znajdować się gwiazdnica.
Nie myliłam się, znalazłam ją tam. Zebrałam to co mi potrzebne i już miałam wracać kiedy usłyszałam szelest liści. Nadstawiłam uszy i rozejrzałam się w około. Zaczęłam węszyć, lecz na nic to się zdało gdyż miałam katar. Mimo wszystko coś wyczułam, był to słaby zapach, jednak bez dwóch zdań mogłam powiedzieć jedno, wyczułam kota. Najeżyłam futro i przybrałam gotowość do walki. Położyłam zioła na ziemi i wyszczerzyłam kły.
- Kto idzie?!- syknęłam czekając aż przybysz się pojawi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu z krzaków wyszedł...mój brat. Duch stanął naprzeciw mnie i zmierzył mnie swymi brązowymi oczami. Uśmiechnął się ciepło i powolnie podszedł do mnie. Zaśmiałam się i podbiegłam do niego, bardzo się stęskniłam. Wtuliliśmy się w siebie mrucząc cicho i ocierając o siebie pyszczki. Mój brat polizał mnie za uszami i z oczami w których tańczyły iskry szczęścia powiedział:
- Kwiatek! Jak dawno cie nie widziałem! Stęskniłem się za tobą, opowiadaj co u ciebie.
- Może zacznijmy od tego, że nie jestem już jakimś tam Kwiatkiem, Duszku- rozpoczęłam- od niedawna przybrałam imię Kwiecisty Wiatr, jestem zastępcą medyka klanu Burzy.
Źrenice Ducha rozszerzyły się a z pyska wydobyło się ciche westchnienie pełne zachwytu, widziałam jaki jest ze mnie dumny.
- To przecudownie! A ja nie jestem już Duchem, przybrałem nowie imię, Chmiel- wyjaśnił mi opowiadając historię o tym jak uzyskał to imię. Jego opowiadania zawsze mnie rozbawiały, był mistrzem w opowiadaniu historii!
Przysiągłbym, że rozmawialiśmy tak bardzo długo. Słońce powoli zachodziło za horyzont. Poprosiłam brata aby mnie odprowadził na obrzeża obozu. Zgodził się i już po chwili byliśmy na naszej drodze.
- Chmielu, dlaczego nie chcesz dojść do klanu?- zapytałam z nadzieją, że od czasu rozstania zmienił zdanie. Kocur zaśmiał się i spuścił wzrok.
- Po prostu, nie chcę być niepotrzebnym ciężarem. Wolę żyć sam sobie i spać w starych norach niż żyć w klanie, teraz jestem wolny i robię co chcę, chodzę gdzie chcę, rozmawiam z kim chcę. Nie wytrzymałbym teraz z kodeksem, to nie w moim stylu- odparł a na jego pysku ukazał się ból, wiedziałam, że kłamie. Po prostu boi się ponownie zostać wojownikiem, nie chce znów zawieźć klanu. Kiwnęłam łebkiem na znak, że rozumiem. Doszliśmy do obozu szybciej niż się spodziewałam. Pożegnałam brata wtulając się w jego futro. Nie chciałam aby znowu mnie opuszczał, czułam, że to jedyny kot który rozumie mnie w stu procentach. Chmiel wyczuł smutek jaki rósł w moim sercu. Uśmiechnął się i polizał mnie za uszami mrucząc cicho. Czułam jak powoli się uspokajam. Chmiel pierwszy się odsunął i uciekł w głąb lasu, nie mógł ponownie na mnie spojrzeć, jego to rozstanie także bardzo bolało.
- Do widzenia, bracie...- westchnęłam cicho i zabrałam zioła z powrotem do obozu. Przed wejściem jednak wytarzałam się w śniegu aby zmyć zapach obcego kota.
Wróciłam do lecznicy i od razu poczułam jak do mojego ciała napływa ciepło, nareszcie. Królicza Skórka podeszła do mnie i zabrała zioła mrucząc cicho: ,,dziękuje". Nagle zatrzymała się i powąchała mnie. Odkręciła łeb i ściągnęła uszy.
- Na miłość Gwiezdnego Klanu, Kwiecisty Wietrze jak ty pachniesz chmielem! Co się stało?
- Ja, no wiesz, wpadłam w niego- wykręciłam się. Kotka z początku średnio mi wierzyła, lecz była tak zmęczona, że była w stanie łyknąć wszystko. Odwróciła się i poszła spać, każąc mi zająć wartę na wypadek gdyby ktoś przyszedł. Ułożyłam się wygodnie przy przejściu i spojrzałam na tunel z paproci. Czekałam aż ktoś się zjawi. Nagle usłyszałam szmer liści, czyli ktoś mnie dziś odwiedzi.

<<Ktosiu? :v>>

07 grudnia 2016

Od Kwiecistego Wiatru CD Biała Mgła

Przypadłość Białej Mgły była podstawową rzeczą a mimo to i tak pytała o Króliczą Skórkę. Nie ukrywam iż mnie to lekko uraziło, wiedziałam, że jestem świeżym medykiem ale byłam już dość wprawiona w zawód. Spojrzałam na cierń, nie wydawał się głęboko wbity, jednak mógł utrudniać chodzenie. Złapałam cierń zębami i spojrzałam na Białą Mgłę. Kotka odwróciła wzrok i położyła uszy, mimo wszystko zaśmiałam się cicho. Wyglądała jak kociak który boi się pierwszego badania. Wyciągnęłam cierń szybkim ruchem i położyłam na kamień. Kotka syknęła, lecz jakoś nie lamentowała wielce. Ruszyłam powolnie po Dziki Czosnek, na wszelki wypadek wolałam go podać. Pamiętam jak Królicza Skórka opowiadała mi o jej incydencie kiedy go nie podała i kotu zrobiła się paskudna infekcja, wyleczalna oczywiście, ale wolałabym tego nie powtarzać. Zbliżyłam się do Białej Mgły, kotka chciała opuścić łapę lecz ją zatrzymałam.
- Poczekaj! Bo jeszcze dostanie ci się tam piasek i będę zmuszona leczyć gorsze zakażenia!- skarciłam ją i chwyciłam mocniej Czosnek w pyszczek. Ścisnęłam go aż kilka kropel soku spadło na rankę. Zastępczyni ponownie syknęła. Wiem, że nie było to najprzyjemniejsze, ale konieczne.
- Pozwól, że owinę to miejsce cienką warstwą pajęczyny, dobrze?- zapytałam badawczo.
- Jeżeli musisz, to dobrze- zgodziła się i spojrzała na mnie. Zawsze widziałam w jej oczach coś ciepłego, przyjaznego. Poszłam po pajęczynę i owinęłam kotce łapę. Była śnieżnobiała przez co pajęczyna śmiesznie wkomponowała się w jej futerko. Kiedy skończyłam oddaliłam się trochę. Złapałam cierń ponownie w zęby i wyniosłam na zewnątrz w kąt obozu tak by nikt na niego już nie stanął. Kiedy wróciłam zobaczyłam jak Biała Mgła zbiera się aby wyjść, postanowiłam jej więc zaproponować nocleg jako iż chciałam mieć ją jeszcze na oku.
- Wiesz, możesz tu zostać na noc, rano zdejmę ci tą pajęczynę, ona jest tylko tymczasowo, aby nic tam się nie dostało- wyjaśniłam i popatrzyłam na kotkę. Biała Mgła zamyśliła się po czym podeszła do mnie i powiedziała:
- Nie, nie musisz mnie niańczyć, dam sobie radę.
- Niańczyć? Myślałam, że już dawno odeszłaś od brzucha matki, ale skoro tak ładnie prosisz mogę się tobą zająć- dogryzłam jej z wrednym uśmiechem wypisanym na pyszczku. Kotka podchwyciła mój żart, w jej oczach nie zauważyłam odrazy czy złości, bardziej iskrę rozbawienia.


<<Biała Mgło? :3>>

06 grudnia 2016

Od Kwiecistego Wiatru CD Czarnego Piórka

Stan mojej ,,pacjentki" mnie nie pocieszał. Ledwo stała na własnych łapach. Nie mogłam jej zostawić, musiałam pomóc. Powoli zdawałam sobie sprawę iż nie wyjdzie z tego bez profesjonalnej pomocy której ja nie mogłam udzielić nie posiadając odpowiednich ziół. Uznałam iż najlepszym pomysłem byłoby zaprowadzenie jej albo do mojego klanu, albo odprowadzenie pod obóz Klanu Nocy. Sama myśl o tułaczce z ranną kotką przy boku po terenach wroga sprawiała, że dostawałam dreszczy, ale cóż mogłam poradzić. Śnieg ponownie zaczął padać, nie pozostało wiele czasu do zmierzchu. Podeszłam do Czarnego Piórka i pomogłam jej wstać.
- Posłuchaj, mamy dwie opcje. Albo zabieram cię do mojego klanu i tam cię uleczę, albo idziemy do twojego obozu. Nie mamy innego wyjścia, nie posiadam wystarczającej ilości ziół aby cię tutaj uleczyć- powiedziałam i spojrzałam na kotkę. Na jej pyszczku malował się strach, zamyśliła się. Widać było, że do końca nie widziała co ma robić. Po chwili jednak się zdecydowała:
- Podprowadź mnie do obozu, jakby co stanę za tobą i cię obronię.
Kiwnęłam łebkiem na znak, że rozumiem. Czarne Pióro oparła się o mnie i rozpoczęłyśmy podróż. 
Brnęłyśmy przez śnieg w ciszy. Już od wielu bić serca nie czułam własnych łap, ale musiałam się trzymać. Nadal nie wiem dlaczego tak jej pomagałam, czułam się odpowiedzialna za młodą wojowniczkę. Trzęsłam się z zimna a śnieg dalej przykrywał mi grzbiet. 
- Powiedz, dlaczego chciałaś zostać medykiem?- zapytała mnie nagle Czarne Piórko. Zaśmiałam się i pociągnęłam nosem. 
- Widzisz moja droga, zawsze dobrze mi szło rozpoznawanie roślinek.
- Ale nie rozumiem, bycie wojownikiem jest o wiele fajniejsze!- upierała się przy swoim. Odpowiedziałam jej tylko uśmiechem. Nagle usłyszałam szelest. Zatrzymałam się i kazałam Czarnemu Piórku usiąść. Rozejrzałam się szukając kogoś lub czegoś. Nagle zza drzewa wyszedł czarno biały kocur. Zmierzył mnie wzrokiem i pomimo iż oczy miał miodowe, teraz wydawały się chłodne. Za nim wyszła jasna kotka, delikatnie stąpająca po ziemi. Z drugiej strony natomiast nadeszła pręgowana kotka i z sykiem zbliżyła się niebezpiecznie do nas. Jako pierwsza przemówiła jasna kotka.
- Kim jesteś i co robisz z jedną z naszych wojowniczek?- zapytała bardzo spokojnie, nie kryła jednak wrogości która biła z jej głosu. Podkuliłam ogon i zaczęłam:
- Nazywam się Kwiecisty Wiatr, jestem medykiem klanu Burzy. Podczas zbierania ziół na pograniczach mego klanu usłyszałam dziwne dźwięki, była to walka. Kiedy doszłam na miejsce ujrzałam Czarne Piórko. Udzieliłam jej pomocy i teraz prowadzę ją do obozu, nie może sama iść. 
Koty z klanu Nocy obrzuciły mnie nieufnym spojrzeniem. Czarno biały kocur fuknął a pręgowana kotka zwróciła się w moją stronę:
- Jest jakaś podstawa aby ci uwierzyć?

<<Wieczorny Blasku, Malinowe Futerko, Czarne Piórko albo Ciepła Pieśnio? :v>>

03 grudnia 2016

Od Kwiecistego Wiatru CD Czarne Piórko

Nienawidziłam przyznawać sobie racji w takiej sytuacji, ale tym razem musiałam. Zgubiłam się, na potęgę.Byłam przy siedlisku koni nazbierać maku i zagubiłam się w drodze powrotnej. Wyczuwałam w powietrzu zapach Klanu Nocy, musiałam zgubić się na ich terenach. Nie miałam jednak zamiaru powrócić bez potrzebnej mi reszty ziół, na naszych terenach ich nie spotkam. Zakładałam iż nie zaatakują samotnej medyczki która szuka ziół dla klanu. Na wszelki wypadek miałam przygotowaną przemowę, zawsze byłam ubezpieczona. Wtem usłyszałam głośny wrzask, to był kocur, mogłam się założyć o wszystko. Po tym nastąpiły odgłosy walki, nie chciałam się w to mieszać więc zaczęłam obchodzić miejsce dookoła. Wtem odgłosy ustały. Jedyny dźwięk jaki dochodził z tamtego miejsca to trzask śniegu wywoływany przez stąpanie kocura. Przez chwilę się wahałam, nie słyszałam nawet głośnego oddechu postaci. Przedarłam się przez krzaki i zauważyłam stróżkę krwi biegnącą w przeciwną stronę, w głąb terenu klanu Nocy. Czułam, że muszę iść za zranionym kotem, wiedziałam, że ma duże obrażenia. Po krótkiej walce z sumieniem pobiegłam za śladem, nie myliłam się. Już za kolejnym drzewem zauważyłam kotkę, jak na oko była bardzo młoda. Leżała na boku i łapczywie łapała powietrze, umierała. Podeszłam do młodzika powoli, uważając na każdy krok. W końcu stanęłam z nią oko w oko. Lekko podkuliłam ogon i spojrzałam w jej zamglone oczy.
- Witaj, nazywam się Kwiecisty Wiatr, a ty?- zapytałam powoli i spokojnie.
- Cz...Czarne Piórko- wykrztusiła oddychając z trudnością. Przestępowałam z łapy na łapę wciąż wpatrując się w kotkę. Nie wiedziałam co mam robić, moim obowiązkiem jest ratowanie życia. W końcu podjęłam decyzję. Obejrzałam jej ranę, nie wyglądała za ciekawie. Była dość głęboka i na pewno śmiertelna. Kazałam kotce poczekać i pobiegłam poszukać pajęczyny. Odnalazłam ją szybko, pośpiesznie ją zebrałam i poleciałam szukać dalej. Szczęśliwie w zbiorze z Siedliska Koni miałam ziarna maku, złagodzą ból spowodowany zadrapaniem. Nie mogłam znaleźć jednak nigdzie nagietków, były szalenie potrzebne. Byłam wściekła na przyrodę, ale cóż mogłam począć. Powróciłam z rzeczami do kotki, wyglądała jeszcze gorzej niż poprzednio. Zaczęłam zajmować się jej raną, najpierw podałam jej nasiona maku na uśmierzenie bólu, następnie odnalazłam w zbiorach roślin skrzyp polny, pomagał na infekcję. Przeżułam go po czym nałożyłam na ranę, kotka syknęła kiedy substancja dotknęła jej rany.
- Uspokój się i nie wierć się, muszę ci pomóc- skarciłam przytrzymując Czarne Piórko. Całość przykryłam grubą warstwą pajęczyny. Byłam wściekła, że nie miałam nic na rany, ale Pora Nagich Drzew nie sprzyjała przyrostowi nagietków. Pozwoliłam kotce poleżeć trochę i odpocząć. Krew powoli przestawała płynąć, nie oznaczało to jednak, że umrze. Wydawało mi się jakby na chwilę zasnęła. Siedziałam przy niej długo puki ta się nie obudziła.
Słońce zaczęło już zachodzić za horyzont. Drżałam z zimna, co prawda śnieg nie padał ale sama obecność na dworze i chłód jaki panował, zbijało mnie z łap. Po chwili poczułam jak Czarne Piórko lekko się przeciąga. Pomogłam jej wstać po czym zapytałam:
- Czujesz się już lepiej?
- Tak, dziękuje. Gdyby nie ty, umarłabym tutaj!- podziękowała a w jej oczach błysnęła iskra strachu. Kiwnęłam łebkiem i pozwoliłam jej samej stanąć.
- To moja praca, jestem medykiem, muszę ratować innych, nie ważne z jakiego klanu są- odpowiedziałam i pochyliłam lekko głowę na znak pokory. Czarne Piórko podeszła i liznęła mnie za uszami na znak wdzięczności.
- Jesteś z Klanu Burzy?- zapytała otwarcie. Odpowiedziałam jej kiwnięciem głowy, nie musiałam się odzywać, a nawet jeśli to nie mogłam, szczęka mi wręcz zamarzła. Widząc jak się trzęsę kotka się przejęła i podbiegła do mnie pokracznie przytulając się do mojego boku.
- Musisz umierać z zimna! Chodź, pójdziemy do mojego obozu i...
- Nie!- wrzasnęłam i odskoczyłam jak oparzona- nie weźmiesz mnie jako więźnia! 
- Chciałam pomóc...- miauknęła żałośnie kotka, lecz ja jej przerwałam.
- Pomóc?! Zaciągając mnie do twojego obozu?! O ile wiem macie ponad trzech medyków, a bardziej koty do tego wyspecjalizowane! Dobrze, że mogłam pomóc, ale teraz daj mi odejść! Nie musisz nikomu mówić co zrobiłam, to moja praca, nie zrobiłam tego z litości, zapamiętaj, to honor i dobroć klanu Burzy- odparłam i uniosłam wysoko łeb- jeżeli pozwolisz, odejdę teraz.
Wzięłam w pysk pozostałe mi zioła i odwróciłam się by odejść i zostawić opatrzoną kotkę by ta wróciła do obozu. Robiło się naprawdę późno.

<<Czarne Piórko?>>

26 listopada 2016

Od Kwiecistej Łapy (Wiatru) - CD Króliczej Skórki

To był dla mnie szok. Niedługo po wyjściu Króliczej Skórki kocur zaczął głośniej kasłać, wręcz się dusił. Próbowałam jakkolwiek to zatrzymać, sprawić aby chodź na chwilę poczuł się lepiej. Udawało mi się to w małym stopniu. Nie znałam Walecznego Serca długo, ale słyszałam, że był on wielkim wojownikiem jak i zastępcą klanu. Krzątałam się niespokojnie po legowisku medyka we wszystkie strony i zdenerwowana machałam ogonem. W końcu usiadłam nieopodal Walecznego Serca i zaczęłam cichą rozmowę skierowaną do Klanu Gwiazd.
- O wielki Klanie Gwiazd, pomóżcie mi, słabej, biednej, niedoszłej medyczce, nie pozwólcie mu odejść, on nie może umrzeć, błagam...- modliłam się cicho pod nosem kiwając się w przód i w tył. Nagle usłyszałam donośny kaszel, wręcz duszący. Podbiegłam do kocura i położyłam swoją łapę na jego.
- Spokojnie staruszku, uratujemy się, będzie dobrze, będzie dobrze...- szeptałam ciepłym i miłym głosem, chciałam chodź przez chwilę pokazać mu, że zależy mi na jego życiu.
- Ty jesteś tą nową medyczką?- spytał słabym głosem, zachrypniętym potwornie. Przełknęłam ślinę i kiwnęłam głową.
- To zaszczyt móc rozmawiać z tak szanowanym wojownikiem- odpowiedziałam i zakryłam ogonem łapy. Nie mogłam mu spojrzeć w jego chore oczy w których odbijał się ból.
- Ja dziś umrę. Proszę, nie przejmuj się tym, to normalna kolej rzeczy- zapewnił mnie po czym zakasłał po raz kolejny. Czułam jak słabnie, widziałam jak jego oczy mętnieją. On umierał. Do moich oczu napłynęły łzy, nie znałam dobrze kocura, ale nie mogłam znieść jego śmierci. Nagle do legowiska wskoczyła Królicza Skórka z kocimiętką w zębach.
-Królicza Skórko!- krzyknęłam przerażona a jedna łza spadła na ziemię, rzuciłam się w kierunku kotki- on umiera!
Zauważyłam w jej oczach otępienie, strach i złość. Podniosła się i podbiegła do kocura, poszłam za nią.
Próbowałyśmy wszystkiego, nic nie zadziałało. Po długiej walce oddech Walecznego Serca ustał. Kocur odszedł. Królicza Skóra przystawiła ucho do jego piersi a nie słysząc oddechu załkała głośno. Poczułam w jej zawodzeniu żałość i smutek. Opadła nisko na łapy i zaczęła płakać. W tej chwili wiedziałam, że Waleczny był kimś więcej niż tylko zwykłym kotem. Przytuliłam się do boku mentorki i polizałam ją w policzek starając się ją pocieszyć, nie mogłam znieść jej bólu. Kotka schowała łeb w moim futrze odwracając wzrok od martwego kocura.
- To był mój ojciec, Kwiecista Łapo- szepnęła głosem stłumionym przez moje futro. Teraz wszystko było jasne.

*jakiś czas potem*

Pochowaliśmy Waleczne Serce. Królicza Skórka nadal nie mogła dojść do siebie, mało jadła, była cicha i chodziła z opuszczoną głową. Często zaglądał do nas Rozmyty Pył, siadał obok siostry i szeptał jej coś na ucho, prawdopodobnie na pocieszenie. Widać jak bardzo siebie wspierali. W ten czas byłam pozostawiona praktycznie sama sobie, dużo leczyłam i zajmowałam się innymi. Wiele kotów zaczęło na mnie inaczej patrzeć, niczym na kogoś godnego szacunku. Może to przez to iż zaczęłam inaczej się zachowywać, młodzieńczy bunt ustał.
Pewnego dnia moja mentorka weszła do legowiska z podniesioną głową, wyglądała na bardzo dumną a zarazem i szczęśliwą. Spojrzałam na nią zaciekawiona, czyżby koniec żałoby?
- Co się stało Królicza Skórko?- spytałam nakładając na łapę jednego z moich dzisiejszych pacjentów opatrunek z pajęczyny.
- Mam dobre wieści Kwiecista Łapo, wybierasz się ze mną do Księżycowego Kamienia, zostajesz asystentką!- wyjawiła mi z wyraźną dumą. Z wrażenia upuściłam pajęczynę na ziemię. Kocur niespokojnie się poruszył po czym wydał pomruk zadowolenia, także był dumny z nowego medyka. Skoczyłam w kierunku mentorki i wtuliłam się w jej białe futerko.
- Jestem taka szczęśliwa!- wypaliłam i zaśmiałam się jak wariat. Biała kotka spojrzała na mnie a w jej oczach ujrzałam ciepło.
- Dokończ opatrunek i wyruszamy- zakomunikowała.
Gdy tylko nastał wieczór, ruszyłyśmy. Nie byłam pewna co mnie tam czeka. Czy Gwiezdny przyjmą mnie? Czy jestem odpowiednia. Nie chciałam zawracać ogona Króliczej Skórce wszystkimi tymi pytaniami. Szłyśmy w ciszy.

<<Królicza Skórko?>>

17 listopada 2016

Od Kwiecistej Łapy C.D Lamparciego Kroku

Powiem szczerze, jego historia mnie lekko poruszyła. Starał się być najlepszy mimo przeszłości, jak ja. Bycie względnie miłym było dobre, dowiedziałam się więcej niż kiedykolwiek zachowując się jak ,,ja". Może Królicza Skórka miała rację? Odwróciłam pysk w drugą stronę i lekko kiwnęłam łebkiem.
- To dobrze, że jesteś oddany klanowi w którym się wychowałeś, tak postępują prawdziwi wojownicy- odpowiedziałam nadal nie patrząc na kocura- i nie wstydź się tego, że byłeś pieszczoszkiem, czy tego iż twoja matka nim była. To nic złego. Teraz jesteś tu i codziennie pokazujesz swe oddanie dla klanu, to się liczy.
Lamparci Krok zdziwił się i rzucił mi przelotne spojrzenie. W końcu mimo woli i ja zwróciłam ku niemu oczy.
- Skąd ty możesz wiedzieć jak to pochodzić od pieszczocha i zdrajcy z obcego klanu?- fuknął bardziej z bólem niż ze złością. Zatrzymałam się i zamknęłam oczy. Wzięłam głęboki wdech i uspokoiłam się, wiele mi nie brakowało do wybuchu. Każda wzmianka o mojej rodzinie która aktualnie siedziała u dwunożnych wylegując się na kanapie i żrąc żarcie z miski napełniała mnie wstrętem i obrzydzeniem dla siebie. Odczekałam kilka uderzeń serca zanim się odezwałam.
- Więcej niż przypuszczasz. Nie wracajmy do tego- zakończyłam krótko i ruszyłam szybciej w stronę Drogi Grzmotu. Kolejne minuty dłużyły się nieubłaganie, szliśmy w ciszy, żadne z nas nawet nie mruczało. Z jednej strony mi to odpowiadało, lecz z drugiej czułam się samotna. Wiatr coraz mocniej wiał zsyłając na nas lodowate powietrze. Nie raz przechodziły mnie dreszcze. Chciałam już być w ciepłym legowisku otoczona zapachem przeróżnych ziół i w towarzystwie Króliczej Skórki. Jednak miałam misję do wypełnienia. Śnieg nadal powolnie spadał na ziemię okrywając ją, jakby chciał ochronić te puste pola traw przed czymś. Słyszałam jedynie skrzypienie śniegu pod naporem naszych łap i częste, głębokie wdechy Lamparciego Kroku. Zdałam sobie sprawę iż kocur nie był zły, starał się być najlepszym, zachowywał spokój i odnosił się z szacunkiem i miłością do ojca, który był zwykłym zdrajcą. Przez głowę przeszła mi myśl, że i ja chciałabym zaakceptować moje pochodzenie jak i rodzinę.
W końcu znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu. Na osłoniętej polance rosło jedno drzewo, dąb o ile się nie myliłam. W jego cieniu lubiły kryć się stokrotki. Zwróciłam się w stronę Lamparciego Kroku i zaczęłam:
- Możesz iść zapolować, zwierzyny jest jeszcze więcej niż powinno być w Porę Nagich Drzew. Nie śpiesz się, nie sądzę abym szybko znalazła te chwasty- mruknęłam w jego stronę a widząc, że rozumie, odwróciłam się i poszłam na poszukiwania. Drzewo było oddalone o kilka długości lisa, więc szybko się przy nim znalazłam. Ponownie zaczęłam ryć nosem w zimnym śniegu niczym dzik. Poszukiwałam rośliny o przyjemnym, lekkim zapachu. Przeszłam drzewo na około i w końcu znalazłam jeden kwiatek. Ostrożnie zerwałam liście i zadowolona z siebie ulokowałam je w malutkiej dziupli przy samych korzeniach, tak aby śnieg nie padał na liście. Zaczęłam szukać innych. Dalej brodziłam nosem w białym puchu co raz to oddalając się od dębu, szłam w stronę Drogi Grzmotu. Czując w nozdrzach nieprzyjemny zapach cofnęłam się i zdałam sobie sprawę jak blisko znalazłam się owego miejsca. Lecz tuż przed ciemną drogą rosła dorodna stokrotka. Nie myśląc wiele skoczyłam po nią i urwałam liście najszybciej jak się dało i w jednej chwili cofnęłam się. Idealnie wymierzyłam czas, gdy lądowałam dwie odległości ogona od roślinki po Drodze Grzmotu przebiegł wielki potwór. Zjeżyłam sierść i zasyczałam wrogo obserwując jak znika za linią horyzontu ze świecącymi, żółtymi oczami.
Nazbierałam więcej liści i wzięłam je w pyszczek, stos był nie za wielki, ale wystarczył. Już miałam iść do obozu kiedy przypomniałam sobie iż był ze mną Lamparci Krok. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam czarną sylwetkę oddaloną o długość drzewa. Nie byłam do końca pewna czy to Lamparci Krok, ale mimo wszystko poczekałam. Młody wojownik zaraz do mnie przybiegł trzymając w zębach nornice. Podszedł do drzewa i wykopał jeszcze dwie myszki, jedna chuda, druga nieco grubsza.
- Nie źle jak na taką pogodę- zauważył Lamparci Krok.
- Co prawda to prawna, mogę to samo powiedzieć o liściach- dodałam i ruszyliśmy w drogę powrotną. Mimo wszystko cieszyło mnie towarzystwo kocura, Królicza Skórka ostatnio nie poświęcała mi dużo czasu, miała pracę. Ledwie Pora Nagich Drzew się zaczęła a już mieliśmy chore koty.
Idąc przez bezkresne wręcz pola w końcu zapytałam:
- Dlaczego tak panicznie bałeś się klanu Wilka? Byliśmy blisko terenów, to fakt, ale nadal zbieraliśmy rośliny na naszym terenie, nie rozumiem twojego strachu- zauważyłam i cicho prychnęłam ściągając uszy do tyłu. Lamparci Krok rzucił na mnie spojrzenie swych błękitnych oczu po czym wypuszczając parę z pyska zabierał się do odpowiedzi.

<<Lamparci Kroku?>>

16 listopada 2016

Od Kwiecistej Łapy

Na skutą mrozem ziemię spadały pierwsze płatki śniegu. Obserwowałam je zza przejścia wytężając wzrok. Zarośla w przejściu były bardzo gęste, lecz udało mi się dostrzec przez szczeliny pojedyncze płatki śniegu. Skoczyłam uśmiechnięta w stronę mojej mentorki i prawie na nią wpadłam.
- Królicza Skóro, śnieg!- miauknęłam z entuzjazmem i otarłam się o jej bok. Biała kotka odpowiedziała mi uśmiechem i wróciła do mieszania liści. Dobrze wiedziała, że to moja pierwsza Pora Nagich Drzew którą widziałam i mogłam dotknąć śniegu. Widząc moje zainteresowanie zaśmiała się i podeszła do mnie.
- Kwiecista Łapo jeżeli chcesz możesz wybrać się po zioła, potrzebuje więcej stokrotek, zima idzie i będzie ich coraz mniej, a jak wiesz są potrzebne na:
- Na bolące stawy, tak wiem- odpowiedziałam przewracając oczami. Medyczka zamruczała w odpowiedzi i nim zdążyła coś odpowiedzieć do legowiska wkroczył czarny kocur o oczach niezwykle błękitnych, nigdy takich nie widziałam. Nie wydawał się dużo starszy ode mnie. Przekręciłam głowę zaciekawiona jego osobą.
- Witaj Lamparci Kroku, czego potrzebujesz?- spytała Królicza Skórka zwracając się do przybysza. Ten usiadł i nakrył łapy ogonem i utkwił spojrzenie w mojej mentorce.
- Pomyślałem, że mogę się na coś przydać, chciałem pomóc, ale nie ma miejsca na patrolach ani nie trzeba łapać zwierzyny- odpowiedział jej a widząc moje lekko podenerwowane spojrzenie położył uszy.
- O ile wiem, klan potrzebuje mnóstwo zwierzyny, szczególnie teraz kiedy Pora Nagich Drzew jest już u pasa- syknęłam przez zaciśnięte zęby. Nagle kocur postawił uszy i najeżył lekko sierść.
- Chciałem pomóc...
- Bardzo dobrze, pomożesz- przerwała mu Królicza Skórka która rzuciła mi ostrzegające spojrzenie- Kwiecista Łapa właśnie wychodziła na wyprawę po stokrotki i z chęcią weźmie cię ze sobą, prawda?
Spojrzałam w czerwone oczy mentorki które aktualnie wręcz płonęły, biała kotka zawsze mnie karciła za moje zachowanie i odzywki do innych. Prychnęłam wstając a przechodząc obok kocura machnęłam mu przed mordką ogonem.
- No dobrze, chodź czarnuchu, zobaczymy na co się zdasz- dogryzłam mu i wyszłam z legowiska, z tyłu słyszałam syknięcie Króliczej Skórki skierowane w moją stronę. Lamparci Krok zrównał się ze mną, spojrzałam na niego i na jego mordce malowała się obraza. Nie było mi jakoś szczególnie przykro.
- Nie nazywaj mnie ,,czarnuchem"- poprosił spokojnie. Wzruszyłam ramionami i wyprzedziłam go trochę unosząc wyżej łeb i ogon. Wyszliśmy powolnie z obozu i wyruszyliśmy na poszukiwanie stokrotek. Na ziemi leżała już małą pierzynka ze śniegu która od razu rozpierzchała się pod naszymi łapami. Co jakiś czas unosiłam łeb starając się wyczuć stokrotki, bez skutku. Przypomniałam sobie naukę Króliczej Skórki. ,,Stokrotki najprościej znaleźć w pobliżu lekkiego wzniesienia, na polance otoczonej pojedynczymi drzewami”. Tam skierowałam swe kroki. Niemalże zapomniałabym o mym towarzyszu gdyby się nie odezwał:
- Zawsze tak pędzisz i jesteś taka nie miła?- zapytał lekko rozbawiony. Rzuciłam mu znudzone spojrzenie a uszy mi zadrgały.
- Nie zawsze i tak- odpowiedziałam krótko- nie wydajesz się mi godny mej rozmowy.
- A więc to tak się zachowuje wielka panna, ma mnie za niższego od siebie?- drążył temat. W jego niebieskich oczach odbijało się rozbawienie lecz gdzieś tam na dnie pojawiła się iskra zdenerwowania. Westchnęłam głośno i zatrzymałam się przed nim.
- Nie uważam tam, każdy w klanie jest ważny, ale nie rozumiem, dlaczego chciałeś ze mną iść?- zapytałam zaciekawiona jednak nadal mój ton pozostał chłodny. Lamparci Krok przez chwilę się nie odzywał więc ruszyliśmy dalej. Nagle jednym susem znalazł się obok mnie.
- A czemu nie? Nudziłem się, w drodze powrotnej zapoluje, dobrze?- zapytał mnie przyjaźnie. Kiwnęłam jedynie łebkiem na znak iż się zgadzam. Dalsza droga mijała w ciszy. Spokojnie napawałam się szelestem gałęzi i cicho skrzypiącym śniegiem pod łapkami. Nagle znowu usłyszałam głos towarzysza.
- A ty, jak znalazłaś się w klanie? Nie pamiętam abyś leżała u nas w żłobu ani abyś była czyjąś córką- zauważył kocur. Mimo woli najeżyłam sierść i syknęłam pod nosem, nie lubiłam pytań o rodzinę. Po raz setny ułożyłam tą samą historyjkę w głowie i odparłam:
- Nie wiem dlaczego jesteś taki dociekliwy, ale jak musisz wiedzieć rodziców nie znałam, miałam jedynie starszego brata, byłego wojownika teraz samotnika, Ducha. Nie wiem co się stało z matką, albo zmarła albo coś, jakoś szczególnie mnie to nie obchodzi. Podróżowałam z nim a potem znalazłam patrol klanu Burzy, zaproponowali mi dojście i oto jestem.
W oczach Lamparciego Kroku błysnęła niepewność, czyżby był pierwszym kotem który nie wierzył w moją historię? Po chwili jednak wyraz jego pyska złagodniał i kiwnął łbem na znak, że rozumie.
- No dobrze- odpowiedział, tylko na tyle było go stać jak widać. Szliśmy dalej w ciszy aż w końcu trafiliśmy na polankę. Bez namysłu ruszyłam przodem ryjąc pyszczkiem w śniegu w poszukiwaniu kwiatków. Zapomniałam o towarzyszu który stał o pięć długości lisa ode mnie.

<<Lampardeggg? :V>>

05 listopada 2016

Od Kwiecistej Łapy CD Króliczej Skórki

Mentorka wskazała na białe nicie rozłożone między gałęziami kaszaków. Spytała mnie czy wiem co to jest. Poczułam się lekko dotknięta, to, że byłam pieszczochem nie oznacza, że nie wiem jak wygląda pajęczyna! W moim domu było ich pełno w małym, ciemnym pokoju na górze zasnutym kurzem.
- Jest to pajęczyna- odpowiedziałam bez namysłu i wytrzepałam futro z wody, deszcz przestał padać jednak chłód nadal się utrzymywał. Biała kotka kiwnęła głową z uśmiechem.
- Dobrze, rozpoznajesz podstawy, a do czego służy?- ponowiła pytanie sprzed chwili. Mój ogon lekko się napuszył, nie miałam zielonego pojęcia do czego to służy. Starałam przypomnieć sobie właściwości pajęczyny. Nagle do mojej głowy przyleciało wspomnienie jak wróciłam oblepiona tą pajęczyną a moi właściciele nie byli zbyt szczęśliwi.
- Jest klejąca...- szepnęłam do siebie nadal wpatrzona w pajęczynę rozłożoną na krzaku- może, można nią coś zaklejać?
Królicza Skórka zaśmiała się. Położyłam uszy a na pysku pokazało się zażenowanie, znowu pudło.
- Poniekąd masz racje, służy jako opatrunek do ran. Mamy dość duży jej zapas, więc nie musimy jej teraz zbierać- odparła biała kotka i zmierzyła mnie swymi czerwonymi oczami- dobrze, chodźmy dalej.
Przemierzałyśmy las co chwilę zatrzymując się przy jakiś roślinkach, powoli mnie to męczyło, jednak nadal byłam ciekawa wszystkiego. Nieraz grzęzłam w mule i musiałam prosić Króliczą Skórkę o pomoc, jak ja tego nienawidzę. Słońce powoli przedzierało się przez szare chmury, kilka złotych promieni padało na ziemię, reszta zatrzymywana była przez liście.
W końcu przyszedł kres naszej wyprawy, oto przede mną była ostatnia roślina.
- Kwiecista Łapo, powiedz, jak myślisz do czego służy ten kwiat?- zapytała mnie przyjaźnie mentorka. Podeszłam niepewnie do rośliny i powąchałam ją. Miała dość słodki zapach. Kolor miała niczym słońce. Jednak nie wiedziałam do czego służy.
- Może chodzi o coś z...bólem czegoś?- odpowiedziałam niepewnie. Kotka pokiwała głową.
- I tak, i nie. Zwalcza i powstrzymuje infekcje, oraz leczy rany i wrzody, czyli można to zaliczyć do leczenia bólu, ale nie koniecznie. Jest to nagietek. W sumie, kwiat się nie przydaje, chodzi tu o liście- Królicza Skórka zerwała kwiat i położyła mi go na głowie- chociaż tobie w nim do pyszczka.
Usłyszałam jej cichy śmiech, mimo wszystko i ja się zaśmiałam. Strąciłam kwiatek z głowy i patrzyłam jak Królicza Skóra lekko odrywa liście.
- Musisz uważać aby ich nie polizać, stracą właściwości. Chwytaj je lekko u nasady, o tu- wskazała początek listka nosem- spróbuj.
Lekko złapałam liść w ząbki i szarpnęłam. Mimo wszystko poczułam gorzki smak. Rzuciłam szybko go na stos innych i wyplułam ślinę.
- Okropny!
- Ale jaki pomocny- odpowiedziała kotka i zabrała liście. Po długim dniu ruszyłyśmy w stronę obozu z nowymi zapasami. Chciałam o coś zapytać mentorkę i przerwać ciszę, lecz nie miałam pomysłu. W dni takie jak dziś tęskniłam za domem.
Idąc przez las zauważyłam odciski łap. Zaczęłam węszyć i wyczułam znany mi zapach. Nie mogłam w to uwierzyć, gdzieś tu kręcił się Płomienna Dusza! Bardzo zapragnęłam go znowu zobaczyć.
- Kwiecista Łapo, coś się stało? Znowu ugrzęzłaś?- zapytała zatroskana Królicza Skórka z oddali.
- Nie, wszystko dobrze! Już biegnę!- krzyknęłam i rzuciłam spojrzałam ostatni raz w stronę w którą poszedł mój brat. Ruszyłam biegiem w stronę mojej mentorki, któregoś dnia znowu go zobaczę.


<<Królicza Skórko?>>

02 listopada 2016

Od Kwiecistej Łapy CD Srebrna Gwiazda

Ceremonia nadania imion była niesamowita, kolejny wojownicy w klanie. Stałam wpatrzona w oblicze liderki. Czułam ukucie zazdrości, czemu ja nie mogę już być mianowana na tą ważniejszą? Po raz pierwszy od kilku księżyców spędzonych tu pożałowałam wybrania drogi medyka. Prychnęłam słysząc jak liderka wymówiła nowe imię dla jednej z byłych uczennic. Kiedy ja uzyskam nowe imię? Skuliłam się jeszcze bardziej a mój ogon się lekko napuszył. Królicza Skóra zauważyła moje dziwne zachowanie. Zwróciła się w moją stronę i lekko trąciła mój pysk nosem.
- Co się dzieje?- szepnęła najciszej jak umiała by nie zagłuszać liderki. Nie miałam zamiaru jej odpowiadać, warknęłam i odwróciłam łeb od niej. Dlaczego ktoś taki jak ona, bez żadnych ran czy braków została medykiem? Dlaczego ja to zrobiłam? Czułam się okropnie źle. W końcu liderka zakończyła ceremonie. Wszystkie koty wykrzykiwały imiona nowych wojowników. Wszyscy oprócz mnie. Z miejsca wstałam jako pierwsza, chciałam iść do tej nory medyka która stała się moim domem, jednak w połowie drogi zatrzymałam się widząc znikający ogon liderki za przejściem do jej legowiska. Stałam chwilę wpatrując się w tamtą stronę, aż w końcu podjęłam decyzję. Szybko wdrapałam się do wejścia i wzięłam głęboki oddech. Weszłam powoli, kuląc się, bałam się, że liderka mnie odeśle. Zauważyłam ją leżącą na mchu z pyskiem schowanym w łapach.
- Srebrna Gwiazdo, czy mogę porozmawiać?- spytałam cicho. Uszy liderki drgnęły po czym srebrna kotka wstała i przeciągnęła się.
- Słucham cię, Kwiecista Łapo- odpowiedziała spokojnie i kazała mi usiąść. Wykonałam jej prośbę i zaczęłam:
- Czy...możliwe jest aby zmienić swoje stanowisko?
Na pysku Srebrnej Gwiazdy malowało się zdziwienie. Liderka chrząknęła i ponownie zadała pytanie:
- Ale cóż to za pytanie?
- Bo ja nie czuje się dobrze jako medyk- odpowiedziałam pospiesznie. Srebrna Gwiazda kiwnęła głową i spojrzała na przejście.
- Czemu nie? Sama chciałaś nią zostać- odpowiedziała liderka. Warknęłam cicho i skuliłam się, ona dobrze wie, że nie koniecznie widziałam z czym to się je.
- Srebrna Gwiazdo, dobrze wiesz, że nikt mi o medykach wiele nie opowiadał. Ja...ja nie chcę zbierać kwiatków całe dnie i modlić się aby jakiś wojownik z łaski przyniósł mi mysz czy ziębę! Chce być ważna dla klanu!- wyjaśniłam uniesionym głosem. Srebrna kotka spojrzała na swoje łapy, zastanawiała się co odpowiedzieć. Widziałam jej zakłopotanie. W końcu zwróciła wzrok w moim kierunku i wstała. Obeszła mnie dookoła i uśmiechnęła się.
- Myślisz, że medycy nie są ważni dla klanu? Gdyby nie oni, wiele kotów by już nie żyło! Medycy leczą, kontaktują się z Gwiezdnymi, są niezwykle ważni!- przekonywała mnie. Mimowolnie wysunęłam pazury i podniosłam się gwałtownie gotowa do wyjścia, liderka nie chciała mi pomóc.
- Ciekawe kiedy ja zostanę medykiem. Jak Królicza Skóra zdechnie, czyli za jakieś sto księżyców! Na razie jestem tak potrzebna dla klanu jak skrzydła rybą- warknęłam w jej stronę i wystawiłam łapę za legowisko. Nagle poczułam jak liderka trąca mój ogon łapą. Odwróciłam się w jej stronę gotowa jej wysłuchać.

<<Srebrna Gwiazdo? :v>>

28 października 2016

Od Kwiecistej Łapy

Nareszcie, ciepłe legowisko i stałe miejsce! Byłam taka szczęśliwa będąc w klanie. Co prawda nie znałam się jeszcze na wszystkim, jednak to tylko kwestia czasu. Moje niegdyś wyczesane i umyte futerko posiadało na sobie grudki błota i kurz, jakie to wspaniałe uczucie! Nie jest mi ani trochę źle z powodu opuszczenia domu, to tutaj czuje się wolna. Nawet w tak okrutną pogodę jak ta, gdzie na dworze szalała wichura oraz padał deszcz ja nie łamałam się. Stałam obok Króliczej Skóry i patrzyłam jak miesza zioła.
- A więc młoda musisz się czegoś nauczyć, nieprawdaż?- zaczęła rozmowę bardzo spokojnie. Przytaknęłam pełna entuzjazmu, chcę już zacząć pracę. Królicza Skóra zauważyła blask w mych oczach i uśmiechnęła się.
- Widzę wręcz rozpiera cię zapał, to dobrze. Więc zaczniemy od czegoś prostego, rozpoznawanie ziół to podstawa. Także podstawą jest umiejętność leczenia bólu brzucha. Proszę, powąchaj- biała kotka podała mi zielony liść który pachniał bardzo intensywnie. Powąchałam go próbując zapamiętać jego zapach. Przypadkowo zaciągnęłam się zbyt mocno. Odwróciłam łepek w przeciwną stronę i kichnęłam. Usłyszałam cichy śmiech Króliczej Skóry.
- To jest liść mięty, bardzo dobry na ból brzucha. Podajemy je kotom kiedy uskarżają się na ból w okolicach brzucha, rozumiesz?- spytała mnie badawczo i obrzuciła spojrzeniem swych czerwonych oczu. Przytaknęłam i powróciłyśmy do dalszych praktyk.
- Liście te można znaleźć na terenach Mokrych Oczu, czy też Piaszczystej rozpadliny. Mam ich nie wiele, ponieważ nie rosną na naszych terenach. Zamiennikiem ich mogą być ziarna maku, są ogólnodostępne na naszych terenach. Maki można znaleźć niemalże wszędzie. Widziałaś kiedyś mak?
- Mniej więcej to od tych kwiatów mam takie imię- odpowiedziałam z uśmiechem. Jak na mnie Królicza Skóra traktowała mnie jakbym nic nie wiedziała, jednak nie mam zamiaru się sprzeczać z mądrzejszym od się medykiem.
- Dobrze, zatem idziemy dalej- kotka odwróciła się i wyjęła kilka gałązek znów każąc mi je wąchać. Tym razem ostrożniej do nich podeszłam. Miały dziwny zapach, jednak bardzo ładny.
- Wiesz co to jest?- zapytała mnie mentorka. Chciała sprawdzić ile wiem.
- To jest...tymianek!
- Dobrze!- pochwaliła mnie- można go znaleźć na naszych terenach. Ogólnie ma właściwości uspakajające.
- Czyli jak jakiś kot będzie się rzucać, to mam mu to podać?- zapytałam nie myśląc wcześniejszej nad pytaniem. Królicza Skóra zaśmiała się i schowała rośliny.
- Mniej więcej tak. Teraz chcę być sama poszła poszukać maku oraz tymianku, dobrze? Mogę na ciebie liczyć?
Nie mogłam w to uwierzyć, miałam swoją pierwszą misję! Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Medyczka dała mi ponownie powąchać rośliny po czym wyruszyłam na pierwszą misje.
Wyszłam z obozu i postanowiłam ruszyć w stronę z której przybyłam. Pamiętałam, że na drodze widziałam kilka pięknych maków. Pogoda była okrutna, nadal lało. Szłam przemoczona i zziębnięta, jednak nie chciałam się poddać. Powoli topiłam się w błocie, jednak nie mogłam sobie teraz odpuścić! Podążałam za węchem aż dotarłam do małej polanki zapełnionej kwiatami. Poród nich odnalazłam maki. Zerwałam dwa po czym pobiegłam w innym kierunku szukając tymianku. Jego zapach był dziwny i mieszał się z miętą, jednak pamiętałam iż ta roślina u nas nie rośnie. Podążałam dalej w poszukiwaniu tymianku. Nagle natknęłam się na jego trop. Nie myśląc więcej ruszyłam w jego kierunku. Nie obchodziło mnie, że topię się w mule, jestem przemoknięta czy to, że z nosa mi cieknie. W końcu odnalazłam badyle, urwałam je i mogłam wracać.
Droga do domu zajęła mi więcej, nie pamiętałam do końca gdzie jest nasz obóz, a na domiar złego miałam pod nosem wonne rośliny. W końcu dostałam się do obozu. Wbiegłam do nory Króliczej Skóry, wytrzepałam swoje futro z deszczu a moje ciało przeszedł dreszcz. Rzuciłam wręcz jej pod łapki rośliny i skuliłam się.
- O to prosiłaś, tak?- spytałam trzęsąc się. Królicza Skóra spojrzała na mnie zaniepokojona. Podsunęła mi pod nos kilka roślin i kazała je żuć. Miały gorzkawy posmak, jednak wiedziałam, że pomogą.
- O to prosiłam, bardzo dobrze się spisałaś!- pochwaliła mnie kotka i uśmiechnęła się serdecznie. W jej oczach ujrzałam dumę. Czułam jak zaczyna tworzyć się między nami jakaś więź.

<<Królicza Skóro? :3>>