BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
12 maja 2021
Od Omszonej Mordki
24 kwietnia 2021
Od Omszonej Mordki
07 marca 2021
Od Omszonej Mordki
05 marca 2021
Od Omszonej Mordki CD Bursztynowej Łapy
Przegonił dzieciaka, a przynajmniej tak myślał. Cholerny odmieniec. Jeszcze kolejnego wykolejeńca w rodzinie im brakowało. Mech syknął, ruszając przed siebie, wymijając kilka kęp wyższej trawy. Żwir gruchotał mu pod łapami niczym kruszone kości wszystkich, którzy jakkolwiek zaleźli mu za skórę. Po drodze chapnął jakąś pokrzywę, czy inne paskudnie wyglądające zielsko.
Kilkadziesiąt uderzeń serca dotarł nad grób tego cholernego wyliniałego śmiecia. Rzucił na zarośniętą młodą trawą ziemię, po czym mruknął kilka słów. Gdzieś tam tęsknił za Czerńcem, lecz prędzej by się zesrał, niż to przyznał. Kocur najeżył futro, gdy usłyszał trzask łamanej gałązki. Rzucił się na Bursztynową Łapę, gdy jego futro mignęło mu przed oczami. Tylko fakt, że uczeń był od niego o trochę szybszy ocalił ucznia od solidnego wpierdolu.
Od Omszonej Mordki CD Zimorodkowego Blasku
Popatrzył na brata, nawet nie kryjąc pogardy w swoich oczach. Nie sądził, że kocur będzie AŻ takim debilem, żeby łyknąć każde jego słowo. Mech po prostu miał w tym momencie zrobić sobie płukanie ślepi, mimo wszystko olał go, nawet nie odpowiadając, czy rzucając kąśliwej uwagi. Po prostu spieprzył rzygać w krzaki. Od tego wszystkiego miał ochotę nażreć się jagódek czy innych gównianych jabłek, dzięki którym by wpadł chociaż na chwilę w stan nieważkości oraz radości. Nie znalazł jednak nic ciekawego, co mogłoby mu pomóc, jednakże dzięki swojej przechadzce znalazł jagody śmierci, które mogłyby pomóc mu w inny sposób.
Westchnął cicho, wymijając kilku klanowiczów, których humory nie były najlepsze. Nic dziwnego, najpierw poprzedni obóz im się rozpieprzył a teraz ta kretynka, zwana ich liderką, sprawiła, że pobawią się w wojenkę, dzięki czemu większość kotów była podminowana. Jakby tego było mało, bachory Maślak zaczynały się awanturować, że na wojnie były a jeszcze nie są mianowane.
— Omszona Mordko!
— Ja pierdole... — kocur westchnął na głos swojego brata, który leciał na łeb na szyję w jego kierunku — Czego chcesz?
— Mam syna! Ja i Kwaśny Język mamy syna!
— Co kurwa
Tylko tyle i aż tyle był w stanie z siebie wydusić. Rzucił zdziwione spojrzenie wojownikowi, którego mordę zdobił szeroki uśmiech. Kocur rzucił radosne "chodź, pokażę ci", po czym ciągnąc omszonego za ogon, zaprowadził go do legowiska staruchów. Sokolego Skrzydła, czy raczej ich klanowego dilera od ćpańska nie było, za to na legowisku leżał jakiś niebieski pokurcz.
— Jaki niedorobiony. Skąd żeś go wytrzasnął? Bocian czy przyniósł, czy z jajka się wykluł?
— Na spacerze znaleźliśmy!
— Ja pierdole... — Mech potarł pysk. Przebywanie w towarzystwie debili zdecydowanie mu nie służyło — Nie chrzań, że nasza nawiedzona stara pozwoliła ci go zatrzymać.
— Pewnie, że pozwoli! O! Nawet tu idzie! Mamo! Mamo! Możemy go zatrzymać!
— Już ci mówiłam, że możecie, przyda się nam — Mech zastrzygł uchem, czyżby ta wariatka miała jakiś plan? Prychnął, niech znowu wypowie jakiemuś klanowi wojnę, przecież mają kurwa zbyt dużo terenów!
— No chyba cię posrało — warknął w stronę liderki, nawet nie kryjąc złości — Co wychowasz go na szpiega, żeby wlazł do obozu nocniaków i dla nas ich śledził? — prychnął.
01 marca 2021
Od Omszonej Mordki
06 lutego 2021
Od Omszonej Mordki
Swoje pomarańczowe ślepia przeniósł na wronę i niewiele myśląc - wziął ją w pysk, wynosząc poza obóz. Później znalazł roślinę, o której opowiadał mu tajemniczy głos. Czerwonawe cholerstwo rosło na skraju lasu, gdzie drzewa ostro się przerzedzały i niemalże zmieniały w łąkę. Nazbierał tyle ile tylko zdołał, po czym wyrwał kawał mięsa, odsłaniając wnętrzności zwierzęcia. Pluł piórami przez kilkanaście uderzeń serca, wyklinając każdego, kto mu tylko do głowy przyszedł.
Krzywiąc się, wyciągnął jelita pełne ziaren na zewnątrz, po czym wepchnął na ich miejsce roślinę. Tak przygotowaną piszczkę zawlekł ponownie do obozu, rzucając ją niedbale pod wejście do legowiska liderki. Jakiś czas temu Berberysowa Gwiazda zrezygnowała z posłania w gnieździe, przenosząc się do średniej wielkości dziury w zboczu, które otworzyło się po kilkukrotnym osunięciu kamieni.
Kocur oblizał zakrwawiony pysk, obserwując z daleka, jak kotka z niepokojem w oczach przygląda sie "podarkowi".
Uśmiechnął się wilczo, przystając na propozycję głosu, by pobawić się trochę i napsuć krwi liderce.
Od Omszonej Mordki
Strzepnął uchem, warcząc pod nosem siarczyste "spierdalaj". Miał już zdecydowanie dosyć tych zasranych głosów jego głowie, które notorycznie podpowiadały mu jakieś zryte akcje. Wcześniej czuł jedynie czyjąś obecność, jakby dmuchanie na kark gorącym oddechem, teraz jednak, gdy zaczęły się szepty, zaczął chodzić jeszcze bardziej rozdrażniony. Bywały momenty, gdy w środku nocy zrywał się ze snu, wrzeszcząc by ten ktoś spieprzał w trzy dziady i przestał szeptać mu na ucho. Niektóre rzeczy były jednak wybitnie ciekawe, chociażby wizja topienia Szczawiowego Liścia w kałuży błota i obserwowania jak gardło kocura wypełnia brązowata breja. Głównie dlatego jeszcze nie dostał na łeb. Nie wiedział kto, co a ni w jaki sposób podpowiada mu te wizje, jednak postanowił poczekać jak to się rozwinie.
Medykom nie powie, bo jeszcze podkablują go własnej starej, która wyśle go do starszyzny. Nie potrzebuje łatki wariata. Starczy, że cała jego familia nadal truła mu dupę, że nie sra tęczą tak, jak oni. Właściwie co by mu to dało? Oni jakoś byli milutcy do zesrania a pozdychali i teraz wąchali kwiatki spod ziemi. Nie było mu szkoda ani Zroszonej, ani Dalii czy tego frajera Fiołka. Nawet się cieszył, że nie zdołał go poznać. Kojtnąć zaraz po mianowaniu na wojownika. Myślałby kto.
Jedynie ojca było mu szkoda, jednak tak trochę, ociupinkę. Może gdyby Żywiczna Mordka nie miał takiego pizdowatego koloru futra, jak większość jego rodzeństwa, to może inaczej by się do niego odnosił.
Może.
— Gównianego dnia w krainie zdechlaków — burknął pod nosem, rzucając na grób ojca wymemłany, zabiedzony kwiatek, którego nazwy nawet nie potrafił wymówić, żeby sobie języka nie połamać.
Zawrócił, kierując się w stronę obozu, po drodze natrafił na swoją matkę wesoło rozmawiającą z jakimś kotem, którego jednak nie mógł zidentyfikować w pierwszych uderzeniach serca. Później wyczuł zapach Sokolego Skrzydła.
Skrzywił pysk widząc rodzicielkę. Ponownie dosłyszał ten cholerny szept. Wysunął pazury, ignorując sugestię, by rzucił się na kotkę. Nie ważne jak bardzo nienawidził tej pupilki psychola, nie miał zamiaru męczyć się z nią dziewięć razy. Potrząsnął łbem, wzdychając.
Wrócił do obozu, nawet nie zdradzając swojej obecności.
26 stycznia 2021
Od Omszonej Mordki CD Zimorodkowego Blasku
Wywrócił ślepiami, słysząc zwodzenie brata, mimo wszystko skinął mu łbem, po czym skierował kroki w stronę wyjścia z obozu. Niebieski kocur podążał za nim, stawiając ciężkie, głośne kroki co wywołało niezadowolenie na pysku wojownika. Chodził jak cholerny czołg. Czy serio musiał robić taki hałas?
— Tooo... kiedy?
— Sza!
Wziął głęboki wdech, czując zatęchły swąd ryb, po czym ominął świerk oraz kilka krzewów, znikając w gęstwinie.
— Sprawa jest prosta. Łapiesz zębami za kark, a później przechodzisz do rzeczy — miauknął krótko, zatrzymując się obok pieńka porośniętego mchem. Zimorodek przekrzywił ten swój durny łeb, wlepiając w wojownika wielkie gały. Omszony prychnął pod nosem — Co? Za szybko i móżdżek nie nadąża? — warknął, nawet nie kryjąc irytacji, uderzał ogonem o ziemię, oczekując odpowiezi.
— Nie, nie — niebieski pokręcił pospiesznie głową, marszcząc brwi — Aleeee... to wszystko? I miałeś pokazać! Nie mówić! — stęknął, tupiąc łapą o ziemię.
Oh przodkowie.
Zimorodek popatrzył na niego nieufnie, jednak wykonał polecenie brata.
— I co teraz?
— Teraz... — mruknął, podchodząc do niego, łapą przesunął po mchu, który pokrywał pniak — Łapiesz zębami. O tu, gdzieś powinien być kark — mówiąc to, nakreślił na roślinie punkt swoim pazurem — No i tyle. Tak się robi kocięta mysi móżdżku. Spodziewałeś się czegoś fajniejszego? — kocur liznął sterczące futerko na swojej klatce piersiowej, po czym zamruczał z lekka rozbawiony.
— A czy... czy z drzewem też można?
Omszona Mordka uniósł brew w zdziwieniu. On chyba sobie jaja robił.
— Ah, ależ oczywiście, że można! Nawet trzeba! — miauknął, starając się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie.
06 stycznia 2021
Od Omszonej Mordki CD Bursztynowej Łapy
Widok bratanka ani trochę mu humoru nie poprawił, wręcz przeciwnie - zadziałał jak płachta na byka. Omszona Mordka odsłonił odruchowo zęby licząc, że smarkacz załapie, że nie chce mieć z nim jakiegokolwiek kontaktu. Jakie było zdziwienie niebieskiego, gdy szczyl nie uciekł z podwiniętym pod siebie ogonem. Cóż, najwidoczniej błędnie liczył, że Miodowa Chmura przekaże swoje najlepsze geny potomstwu. Czyli kolejny debil do kolekcji. To ile ich już było w tej cholernej rodzinie? Sześć, nie licząc jego samego i Rumiankowej Pręgi? Ta, chyba coś koło tego. Strzepnął ogonem w myślach prosząc babcię, by ta pierdolnęła w tego gluta piorunem - na próżno jednak. Uderzenia serca mijały a pioruna jak nie było, tak nie ma. Niebo było czyste jak łza.
— Cześć — miauknął Bursztynowa Łapa, patrząc prosto na niego. Niebieski kocur liczył w myślach ile powinien dać gówniarzowi czasu, żeby ten zdążył trochę uciec, zaś on sam miał trochę frajdy w gonieniu tego gnojka — Blask twojego futra prawie mnie oślepił, oczy... Przykuły mądrością i pięknością.
Milczał, czując jak go nosi. Wysuwał i chował pazury na zmianę z wymyślaniem kolejnych sposobów na zamordowanie tego futrzaka. Jakim cudem to coś jeszcze żyło? Jeszcze bardziej go zastanawiało tylko, jakim cholernym sposobem jego siostra wypluła z siebie to coś. Liczył, że chociaż ona nie ma zrypanych genów po ich ojcu.
— Spadaj, dzieciaku. Nie jestem niańką — warknął, strosząc futro ostrzegawczo. Liczył po cichu, że uczeń medyka podwinie kitę i odejdzie. Nie miał ochoty na kolejne kazanie swojej matki. Wzdrygnął się, od jakiegoś czasu czuł dziwną obecność. Tak, jakby jakiś kot zimną łapą dotykał jego barku, lub tego chuchał mu w kark. Nikogo poza nim i tym pokurczem w pobliżu nie było.
— Dlaczego jesteś taki niemiły? Ja tylko chcę cię poderwać — gotowało się w nim. Jak cholera się w nim gotowało. Miał ochotę rozwalić pysk Bursztynowej Łapy już teraz. Zaraz. Odsłonił kły, jednak ani nie drgnął z miejsca.
— Masz siano we łbie?! Kolejny świr w rodzinie. Słuchaj gówniarzu, bo wyglądasz na ogarniętego. Trzymaj się z daleka od tego dziwaka zimorodka, bo tylko ci sieczkę zrobi — wstał, podchodząc do ucznia — I pamiętaj jedno. Kocur z kocurem, czy nawet te cholerne baby w związku. Albo jakiś kot uważający, że jest cholera-wie-czym. Dla mnie może być se nawet chmurką, ale to NIE JEST NORMALNE. Więc lepiej się pilnuj, bo jak tylko się dowiem, że jesteś kolejnym obrzydliwym wykolejeńcem, to gorzko tego pożałujesz. Uwierz mi, ciało spuszczone w rzece STRASZNIE ciężko później odnaleźć — splunął Bursztynowej Łapie prosto w pysk, po czym odwrócił się i skierował swoje kroki w stronę wyjścia z obozu. Miał w planach odwiedzić grób Czerńca i bawienie jakiego bachora ni trochę mu się nie podobało.
26 grudnia 2020
Od Omszonej Łapy (Omszonej Mordki) CD Zimorodkowego Blasku
Podczas rozmowy z matką, o mało co nie wyleciał z klanu na zbity ryj.
— E-ej! — wypuścił kupę futra z pyska, słysząc zdezorientowany głos. Spojrzał od góry na leżącego na ziemi brata, który wlepiał w niego durne spojrzenie żółtawych oczy. "Sroczek" nie podzielił jednak entuzjazmu wojownika, przeszedł nad bratem, wychodząc na zewnątrz. Otrzepał się, oblizując pysk.
— Mamy iść na patrol — miauknął znudzony. Nie miał zamiaru czekać aż paniczyk podniesie opasłą dupę i się ruszy — Rusz się.
— Ale kupa nie będzie padać z nieba? — kocur wywrócił wściekle pomarańczowymi ślepiami zirytowany. Jeszcze tego brakowało.
— Nie, nie będzie, a jeśli coś to schowasz się pode mną. Zgoda?
Odpowiedziało mu skinienie głową. Zimorodkowy Blask podszedł ostrożnie do wyjścia, wystawiając nos. Zaraz jednak cofnął się gwałtownie.
— CO ZNOWU?! — Omszonemu nerwy już serio puszczały, powieka zaczęła mu drgać, zaś pazury wysunęły się samoistnie — Nie, siki też nie będą padać. Na litość przodków, rusz dupę — tupnął łapą zirytowany, jednak gdy to nie przekonało bicolora, postanowił spróbować inaczej — Chcesz wiedzieć jak robi się kociaki?
— Coooo? A wiesz?! Ty? Serio? — Zimorodek w mgnieniu oka znalazł się przy nim, szeroko otwierając paszczę ze dziwienia. Niższy z braci policzył w myślach do trzech, po czym uśmiechnął się sztucznie.
— Oczywiście, że wiem! Jak pomożesz wymigać mi się od patrolu, to ci pokażę! — miauknął z dumą, pusząc przy tym futro.
15 grudnia 2020
Od Omszonej Łapy (Omszonej Mordki) CD Szczawiowego Liścia
— Spieprzaj stąd młody! — wrzasnął Czerniec, wyrywając się z łap potwora, po czym rzucił mu się na twarz, wrzeszcząc zajadle. Kilka uderzeń serca musiało minąć, nim niebieski uczeń doszedł do siebie. Niewiele myśląc puścił się biegiem do klanu, czując jak łzy powoli napływają mu do oczu. Nie ważne jak bardzo nienawidził wszystkich, nie chciał umierać. Obejrzał się za siebie, farma była co raz dalej, jednak nie widział na horyzoncie Czerńca. Serce zabiło mu mocniej, jednak nie zwolnił kroku, czuł jak łapy palą go żywym ogniem i powoli opada z sił, jednak zacisnął szczęki. Nie mógł się teraz poddać.
Wpadł do obozu zwracając uwagę praktycznie wszystkich obecnych tam kotów. Dysząc ze zmęczenia stanął w rozkroku, spuszczając głowę w dół, niemalże dotykając nosem ziemi. Spieniona ślina skapnęła na piasek, zaś uczeń, czując jak drżą mu łapy, położył się, starając się uspokoić kołatające serce.
— Co się stało?!
Nad sobą usłyszał zaniepokojony głos matki. Nie podniósł jednak głowy.
— Czerniec... z-zabrał mnie do farmy... żebym został wojow-wnikiem... — szeptał na jednym wdechu, mając przed oczami czarne plamy — m-mieliśmy zabić... d-dziadka... żeby klan był... — nie zdążył dokończyć. W obozie rozległy się spanikowane głosy, gdy ruda kupa futra przekroczyła wejście. Omsozna Łapa z trudem odwrócił łeb w stronę kuzyna. Już chciał krzyknąć, że mu się udało, jednak gdy zobaczył przekrwione do granic możliwości oczy - zamarł. Syn Bluszczowego Poranka zwymiotował krwią oraz pianą z pyska, czerwona ciecz spływała również z jego nosa. Zrobił kilka kroków w przód wymiotując jeszcze kilka razy osoczem, po czym padł na ziemię.
— Zostaw mnie! Idź sobie, słyszysz?! WYNOCHA! — głos mu drżał a on sam czuł się tak, jakby ponownie był bezbronnym kociakiem — CHCIAŁEŚ ŻEBY ZDECHŁ TO PROSZĘ KURWA BARDZO! ZDECHŁ! A TERAZ SIĘ WYNOŚ! JUŻ! — uderzył ogonem w ziemię, chowając zaraz pysk w futrze jedynego przyjaciela. Kilka dni później został mianowany na wojownika, nie cieszył się z tego jednak. Już nawet tak durne imię jakie otrzymał - Omszona Mordka, nie przeszkadzało mu. Gdy tylko zakończył czuwanie, udał się na grób Czerńca.
27 listopada 2020
Od Omszonej Łapy CD Żywicznej Mordki
07 listopada 2020
Od Omszonej Łapy CD ZImorodkowej Łapy
Od Omszonej Łapy CD Szczawiowego Liścia
18 października 2020
Od Omszonej Łapy CD Zimorodkowej Łapy
— O ironio, dni mojego spokoju zostały zniszczone przez twój chorobliwie szpetny ryj — Czerniec skrzywił pysk na widok podchodzącego w jego kierunku niebieskiego kocura — Czego chcesz gówniarzu?
— Pogadać. I nie jestem gówniarzem.
— Ta, a ja nie kradnę kocimiętki Sokołowi. Gadaj szczylu czego chcesz, bo nie mam zamiaru bawić się w niańkę.
Omszona Łapa przez kilka uderzeń serca skłaniał się ku prawdziwości słów swojego starszego brata, lecz szybko odrzucił tę myśl. Czerniec tylko się z nim droczył. Nie było w tym nic dziwnego. W końcu byli kolegami. I to najlepszymi kolegami. Rudy podniósł się ciężko do siadu, waląc wściekle ogonem o ziemię.
— Wiesz, co mogę zrobić żeby szybciej skończyć trening? — burknął pod nosem, obserwując jak wojownik drapie się za uchem i ziewa. Westchnął zirytowany chowając i wysuwając pazury, robiąc przy okazji nimi ślady na topniejącym śniegu — Chcę być nareszcie wojownikiem a nie jakimś zasranym uczniem — stęknął niezadowolony, nadal wyczekując odpowiedzi. Czerniec przyglądał mu się chwilę.
— A co? Bycie chłopcem na posyłki się znudziło? — zakpił, uśmiechając się paskudnie.
— Może trochę, gadaj żesz!
— Ojej, kociak się niecierpliwi — oblizał pysk, zerkając z wylewną wręcz wyższością na ucznia, nim się odezwał. Z początku otworzył pysk, lecz szybko go zamknął. Złapał Omszonego za pysk, przyciągając go bliżej siebie. Serce ucznia zabiło szybciej, wyrwał się jednak z uścisku, czując wbijające się pazury w jego policzki. Kilka kropel krwi skapnęło na ziemię, gdy ostre szpony wojownika rozcięły delikatną skórę — Przeliż się z Kwaśnym, to może dam ci jakieś wskazówki.
— Posrało cię?! TO PRZECIEŻ KOCUR! — wykrzyknął oburzony. Aż się w nim zagotowało! Obrzydliwe i nienaturalne! Zasłonił łapą pysk, mając okropny odruch wymiotny — Nie, dzięki. Jeszcze mnie nie posrało — obnażył ostrzegawczo kły, strosząc futro na całym grzbiecie. Rudy kocur zaśmiał się jedynie, ocierając łzę z policzka.
— Aleś ty naiwny, słoneczko — z początku jego głos brzmiał słodko i miło, co z początku zbiło z tropu Omszonego. Zaraz jednak oblicze kocura zmieniło się o 180 stopni. Złapał go za gardło zniżając głos do szeptu — Słuchaj no. Idziesz tam i masz to zrobić, bo inaczej zobaczysz co to znaczy być uczniem do usranej śmierci. Prędzej czy później. Nie zmuszaj mnie, żebym skrócił twój żywot — wysunął ostrzegawczo pazury, luzując uścisk. Mech wyrwał się z jego łap, dysząc ciężko. Skinął jednak głową, po czym bez słowa wyszedł z kryjówki swojego przyjaciela, która znajdowała się za legowiskiem uczniów. Wziął głęboki wdech, ułożył futro, po czym podszedł do Zimorodka siedzącego w towarzystwie płaskopyskiego. Oba kocurki rozmawiały o czymś żywo, lecz widząc niebieskie futro zamilkły.
— Ojej! Hej Meszku! — miauknął brat kocura, na co ten skrzywił tylko pysk.
— Cze — mruknął Mech, błagając w myślach, by wskazówka Czerńca była tego warta — Ej, Kwaśny — miauknął, zwracając na siebie uwagę czarnucha — Chcesz się przelizać? To ponoć fajne. Ty też możesz, jeśli chcesz, Zimorodku — zaproponował, przyjmując najbardziej durnowaty i wesoły ton na jaki go było stać. Przecież jeśli chcesz żyć między wronami, musisz krakać tak, jak one.
28 września 2020
Od Omszonej Łapy CD Żywicznej Mordki
Dlaczego Żywiczna Mordka wrócił?
Nie mógł po prostu zacząć nowego życia a nie spieprzyć to, które ułożyła sobie jego rodzina?
Mógł też zdechnąć, to zdaniem Omszonej Łapy wyszłoby mu najlepiej.
Zerknął pospiesznie spode łba na ojca, który podobnie jak on nie wiedział co miał robić. Żywica wpatrywał się w swoje łapy, zaś gdy odniósł głowę, by spojrzeć na syna, Mech szybko prychnął, po czym odwrócił się. Nie miał ochoty się z nim integrować tak, jak pozostała siódemka rodzeństwa. Dla niego był skreślony. A jednak... jakaś jego część chciała poznać go lepiej, porozmawiać, pośmiać się tak, jak czasem Bluszczowy Poranek i Czerńcowy Mrok. Pokręcił jednak szybko głową. To było nierealne, więc jedyne co mógł, to tylko pomarzyć.
— Ej! Mech! Bez jaj, że gadasz z tą sflaczałą podróbą kocura! — głos Czerńca sprawił, że miał ochotę zapaść się pod ziemię. Popatrzył na ojca z jeszcze większą nienawiścią.
— Ha! W życiu! Ta miernota nawet łap całować mi nie może! — zaśmiał się, wychodząc na zewnątrz. Strzepnął pajęczynę, która doczepiła się do jego pyska — Co tam? — miauknął, zwracając się do rudego kocura. Tylko co jakiś czas zerkał na Żywicę, niczym posłuszny piesek potakując za każdym razem, ilekroć Czerniec bluźnił na jego rodzinę.
Nie czuł się z tym cudownie, aczkolwiek... uważał, ze nie miał innego wyjścia.